Historia Słowian J.Długosz

pobrane

Jana Długosza
Kanonika Krakowskiego

DZIEŁA WSZYSTKIE.

Wydane staraniem
Alexandra Przezdzieckiego.

Tom I.
Jana Długosza

DZIEJÓW POLSKICH
KSIĄG DWANAŚCIE.

przekład

Karola Mecherzyńskiego

W Krakowie
W Drukarni “Czasu” W. Kirchmayera
1867.
POCZET RZECZY W TOMIE I. ZAWARTYCH.

Przedmowa tłumacza.
Przypisanie dzieła Zbigniewowi Oleśnickiemu …

Księga pierwsza …
Początkowe dzieje rodu ludzkiego …
Wywód plemienny społeczeństw ludzkich …
Słowianie i ich pierwotna siedziby …
Lech i Czech …
Polaka, położenie kraju, przyroda …
Rzeki w Polsce …
Granice Polski …
Rozmaite nazwiska Polaków …
Jeziora w Polsce …
Góry w Polsce …
Bałwochwalstwo u Polaków …
Miasta znaczniejsze w Polsce …
Pierwiastkowe rządy w Polsce …
Rozmaite osady w Polsce …
Następcy Lecha …
Dwunastu wojewodów …
Krak czyli Grak …
Lech syn Kraka …
Wanda …
Dwunastu wojewodów po raz drugi …
Przemysław c. Leszek I …
Leszek II …
Leszek III …
Potomstwo Leszka III …
Dzielnico Polski …
Popiel …
Popiel II …
Piast …
Ziemowit …
Leszek syn Ziemowita …
Ziemomysł …
Mieczysław I …

Księga druga …
Bolesław Chrobry …
Mieczysław II …
Ryxa i bezkrólewie …

Księga trzecia …
Kazimierz I …
Bolesław II …

Księga czwarta …
Władysław Herman …
Bolesław III. Krzywousty …
PRZEDMOWA TŁUMACZA.

Czwarty wiek upływa, jak badacz najskrzętniejszy dziejów krajowych, niespracowany Długosz, ojciec dziejopisów polskich, położył pióro swoje zstępując do grobu. Cztery wieki przekazywały sobie spuściznę jego pracy, i żywiły się jej zasobem, nie zdoławszy ani go wyczerpnąć, ani czem źralszem i poważniejszem zastąpić. Mimo tego, dzieła Długosza, znane jedynie w niedokładnych odpisach, i w części tylko drukiem ogłoszone, nie doczekały się aż dotąd zupełnego wydania i godnego takich skarbów pomnika. Nie samę winić o to obojętność i niedbałość przodków, nie same trudności towarzyszące tak ważnemu przedsięwzięciu. Jawność i surowość sądów pisarza miłośnika prawdy, która w dziejach jego, a osobliwie księgach tej Historyi, zdawała się ubliżać niektórym stanom, rodzinom i osobom, wywoływała przeciw nim zawiść i obmowę, trzymającą je długo jakby pod pieczęcią milczenia. Za panowania Zygmunta III. wyszedł edykt królewski, zabraniający ogłaszania drukiem kroniki Długoszowej. Zaledwo Szczęsny Herburt zdołał uprzedzić ten zakaz wydaniem (w Dobromilu 1615 roku) sześciu początkowych ksiąg Historyi. Sto lat potem dojrzewał jego zamiar, podjęty naostatek przez cudzoziemca Henryka v. Huyssen, który z nie dość poprawnego odpisu dał dzieło to (w Frankfurcie i Lipsku) wydrukować księgarzom zagranicznym. Upowszechnione w ten sposób między uczonymi, nic mogło przecież wszystkich zaspokoić życzeń i należycie usłużyć potrzebie. Pozostało oczyścić je z wielorakich omyłek, połączyć w jednym zbiorze z innemi pracami Długosza, przyswoić ojczystemu językowi, i dokładnem a ozdobnem wydaniem uczcić prace i zasługi wielkiego pisarza.
Dostała się ta chluba naszemu dopiero wiekowi, a największa część jej należy się słusznie Alexandrowi Hrabi Przezdzieckiemu, który z rzadką i bezprzykładną prawie w dzisiejszych czasach gorliwością, nic szczędząc trudów, podróży i nakładów (gdy zebrane w tym celu szczupłe zaliczki nie wystarczały) własnem uskutecznił to staraniem, na co ani czasy kwitnącej nauk pomyślności, ani towarzystwa uczone, ani ofiary najhojniejszych kraju Mecenasów dotąd się nic zdobyły.
Jego-to gorliwości winniśmy, że dla trudnej i z użyciu powszechnego wychodzącej już łaciny mało krajowcom przystępny, Długosz w obecnym przekładzie pierwszy raz przemawia po polsku. Żałować wprawdzie należy, że do tego nie przyszło w złotym dla polszczyzny Zygmuntowskim wieku, kiedy język nasz bliższy swego pierwotnego źrodła, świeży, czysty i jędrny, sposobniejszym był do wydania wdzięcznej i poważney prostoty Długosza. Stryjkowski, jak wieść niesie, zamierzał Dzieje polskie przełożyć na język ojczysty, ale pracy jego żaden ślad nie pozostał. Hipolita Kownackiego tłumaczenie czwartej księgi dokonane w XVIII stuleciu, zaległo w rękopiśmie, który obecnie posiada księgozbiór Kórnicki. W nowszych czasach zajmował się przekładem tego dzieła Ludwik Borneman, i począł był ogłaszać go częściami (w Lesznie i Gnieźnie 1840 — 44 r.), lecz nie wytrwawszy w przedsięwzięciu, pracę swoję doprowadził tylko do roku 1096, to jest początku księgi czwartej.
Na mnie spadło to brzemię. Jeżeli mu słabe nie sprostały siły, godzi się przynajmniej pomnieć na trudności tłumacza. Długosz zwyczajem swego wieku pisząc po łacinie, naginał do mowy Rzymian obce jej pojęcia i wyrażenia, język innych czasów i ludzi. Tym sposobem ukryły się w niej właściwe nazwy urzędów i dostojeństw, praw, zatrudnień i powinności, a nawet miejsc i osób, które w niedostatku pomników najdawniejszej polszczyzny, a poniekąd i źródeł objaśniających naszą przeszłość, trudno a czasem niepodobna z pod tej obcej łuski wydobyć. Przyłożyły się do zatarcia właściwości zwyczajowe barwy powszechnego średniowiecznego stylu, i potworna XV. wieku pisownia, która sama przez się mnogie zrodziła wątpliwości. Nie chcąc w takich miejscach własnym panować domysłem, i uprzedzać sądu czytelnika, wyrażenia autora z właściwą mu pisownią pozamieszczałem tu i owdzie w nawiasach, a staranniej jeszcze zachowałem to w Spisach przyłączonych do każdego z osobna Tomu. Znajdzie w nich czytelnik i objaśnienia niektóre i klucz potrzebny do wyszukania wszelkich dziejowych szczegółów.
Składam wam zatem, Rodacy, to z dawna pożądane dzieło, nie małą czując pociechę, że niem wedle możności przyłożyłem się do waszego dobra i pożytku, uczciłem pamięć i zasługi wielkiego w narodzie męża, i jakożkolwiek wywiązałem się z powinności stanu mego i powołania, do którego przed kilku witkami przemawiał Długosz, upominając mistrzów, doktorów i professorów Akademii Krakowskiej, aby spisane przezeń Księgi dziejów starannie pielęgnowali i własnej nad niemi nic szczędzili pracy. Oby te dzieje splotły się pomyślnie z dziejami nowych i najpóźniejszych pokoleń, a stawiąc przed oczy wymowne wzory cnót i przewagi przodków, niosły do serc krzepiące bierzmo pociechy i zbudowania!

* * *
Najwielebniejszemu w Chrystusie Ojcu i Panu
Zbigniewowi z Oleśnicy
z miłosierdzia bożego Kardynałowi Prezbiterowi ś. rzymskiego kościoła tytułu ś. Pryski,
Biskupowi Krakowskiemu,
Jan Długosz
kanonik krakowski
oglądania Dawcy wiekuistych nagród i dostąpienia godności niebiańskiej w szczęśliwym a nieśmiertelnym żywocie pobożnie życzy.

Prace i usiłowania moje, Najwielebniejszy Ojcze, chcąc poświęcić chwale i uwielbieniu Błogosławionej Trójcy, pomnożeniu wiary świętej, a zaszczytowi i ozdobie ojczyzny równie jak i twojej, postanowiłem spisać Kronikę dziejów Polski i innych narodów z Polską graniczących, i wyłuszczyć sprawy dokonane w pokoju i wojnie, aby mych ludzi pamięć z martwych i długowieczną pomroką okrytych wydobyć popiołów, a wszystkim czytelnikom i słuchaczom dzieje ich obwieścić. Nie czyniąc tego z zaufania w moich siłach i zdolnościach (są bowiem słabo i wątła a niesposobne do wypracowania tak wielkiego dzieła w któremby czyny znakomite i przewagi sławnych wojowników godnie pochwalone i nadobnemi słowy skreślone być mogły), ani dlatego, iżbym piórem mojem z oną prostą starożytnych opowieścią pragnął iść o lepszą; ale iż boleję, że tak wiele spraw zacnych i powszechnej wiadomości godnych, już-to z dawnego już z teraźniejszego wieku, ginie w zapomnieniu. Są bowiem niektórych Polaków dzieła pamiętne i ważne, wydarzenia pełne przykładu w pokoju i wojnie, między któremi znajdziesz, oręże zbroczone krwią braci i powinnych, zamieszki i rokosze wszczęto za pobudką ślepej panowania żądzy, tułactwa wygnańców, wstrząśnienia rozmaite społeczeństw i rządów, rzezie panów i obywateli, które żądają widoczniejszego światła i rozgłosu w historji. Chcę przytem rozkazom Twoim i usilnym namowom nawet po zgonie twoim uczynić zadosyć! Ty bowiem niezwykłem pałając pragnieniem rozsławienia dziejów ojczystych, nagliłeś na mnie przedewszystkiem prośbami i nakazem, i sam do tego najpierwszą stałeś się pobudką, abym rzeczy za twoich czasów wydarzone spisał i ułożył, a wierną opowieścią i potoczną mową należnie wyłuszczył. Wprawdzieć dziejopisowie nie zawsze jeden miewali, mają i mieć będą cel swojej pracy. Jedni bowiem piszą dla pozyskania chwały u spółczesnych i potomnych z gładkiego a ozdobnego pióra, jakim był Tytus Liwius, który wdzięczną wymową zwabiał wielu znakomitych słuchaczów z ostatnich kończyn Gallii i Hiszpanii, a jak niektórzy podają, jednego nawet z mieszkańców Kadyxu, który przybył dla widzenia go, słuchania i podziwiania; po Śmierci zaś od wszystkich Rzymian zgodnie wychwalony, tę cześć pozyskał, że kości i popioły jego, acz poganina, w Padwie szczycącej się jego kolebką i pochodzeniem, znaleziono blisko kościoła św. Justyny, pochowano dla tem większego uczczenia w bramie pałacu większego. Inni piszą dla przypodobania się tym, których dzieła wojenne wychwalają. Inni, że patrzali na sprawy wielkie w pokoju i wojnie, ztąd ten rodzaj pracy zamiłowali, co o Homerze, Daresie, Kwincie, Kurcyuszu i Plutarchu twierdzić i przypuszczać można. Mnie żadna z tych przyczyn nie powiodła do przedsięwzięcia tak trudnej i ogromnej pracy, lecz sama wielkość dziejów grubą okrytych pomroką; nie nadzieja zysku, ale cześć prawa a miłość ku ojczyźnie, która wszystkie inne względy przewyższa, chęć przymnożenia jej wedle sił moich ozdoby i zaszczytu, i zbudowania tem dziełem bliźniego. Wiadomo bowiem, że znajomość dziejów dawnych i spraw tak domowych jako i postronnych, u mędrców poczytana za matkę cnoty i mistrzynią życia, nie mniejsze jak filozofia rodzajowi ludzkiemu przynosi korzyści. Bo lubo filozofia naucza cnoty i drogę do niej wskazuje, silniejszym jednak historya staje się bodźcem do wielkich przedsięwzięć i czynów. Tamta zagrzewa tylko i pobudza do dzieła — ta dzieło już spełnione przedstawia, ukazując wszelakie przykłady męztwa, roztropności, powagi obyczajów, pobożności i wiary, i dozwalając je uważać jakby w zwierciedle i żywym obrazie ludzkiej ułomności. Kształci ona i największą napełnia roskoszą nie tylko uczeńszych ale i pospolitych łudzi, nie już przepisami i nauką, nie rozprawami, lecz obrazem czynów i przymiotów znakomitych mężów, wiodąc do zamiłowania cnoty a razem zaszczytów i chwały: składa się bowiem z dziejów ludzi wielkich i pamiątek spraw najsławniejszych. Ona ludzkie a zwłaszcza szlachetne serca zapala żądzą sławy nieśmiertelnej: mile jest bowiem obcować z społeczeństwem przodków, uprzytomniać w pamięci dawnych mężów czyny i mowy, i zastanawiać się z uwagą nad wielkiemi dzieły. Wiemy nakoniec, że wszyscy ludzie mają chęć wrodzoną wiedzenia i poznawania rzeczy, co osięgnąć można jedynie przez długi wiek, pilno rozważanie i doświadczenie, jeśli przeto zajmie się kto czytaniem dziejów i poznaniem spraw rozmaitych, dzielności, przedsięwzięć, wojen i przygód najznakomitszych ludzi, państw i narodów, w krótkim czasie i z nie wielką pracą dojdzie do szczytu najwznioślejszej wiedzy i umiejętności. Przez czytanie bowiem dziejów, cudzą pracą skreślonych, dochodzimy do poznania rzeczy najpiękniejszych, i możemy w krótkiej chwili obeznać się z sprawami długich wieków i równie tajemnemi jak publicznemi dzieły. Tym sposobem człowiek młody i wiekiem kwitnący może przewyższyć starców posiadających wiadomości jednego który przeżyli wieku, albo im przynajmniej wyrównać, gdy swój umysł zbogaci nauką najwyborniejszą, w obrazie spraw i działań i znajomości dzieł dawnych zawartą, a nic z jednaj głowy, ale z wielu piór i dowcipów jak z najdonośniejszego źródła płynącą Któż przeto byłby tak nierozumnym, żeby uje chciał garnąć się do nabycia takich wiadomości, które młodość żądzą chwały zapalają, wiek sędziwy obdarzają i roskoszą, w szczęściu człowieka zdobią, a w nieszczęściu cieszą, oddalają przygody i ojczyznie niosą korzyść zbawienną, gdy w nich dają się widzieć dzieje ludzkie, niespodziewane losu odmiany, nadzwyczajne zjawiska, a nadewszystko rozmaite czasów widoki i stosunki. Pamięć bowiem ludzka, i co ręce przekazują potomnym, zaciera się stopniami i ledwo życie jednego człowieka przetrwać może: lecz co w księgach jest zapisano, to pozostaje na zawsze i nie łatwo ulega zniszczeniu; ono bowiem nic tylko to, co się stało lub co powiedziano, ale i rozmowy ludzi i myśli ich nawet przedstawiają. Nic należy też uważać tego za małą stratę, że wielu spraw i dziejów Polski, godnych wiadomości, które dla braku piszących niepamięć pokryła, nie znamy; te zaś, które nas doszły, albo niedostatecznie mamy opisane, albo dawnością czasu zatarte, a więcej przez obcych niżeli przez naszych pisarzy skreślone. Nic mało także przyczynia się do rządnego sprawowania rzeczy publicznej czytanie dziejów dawnych i rozważanie zarówno zacnych jako i ohydnych spraw przodków: jak bowiem chwalebne przykłady prawym i pobożnym ludziom służą ku zbudowaniu, tak złych naganne czyny, i kara za nie wymierzona, błądzącym drogę, wskazują do poprawy. Całemi przeto siłami garnąć się powinniśmy do tej nauk i, z której i ćwiczenie dla naszego umysłu i rządny kierunek rzeczypospolitej z korzyścią wypływa. Przystoi bowiem ludziom cnotliwym przywodzić sobie często na pamięć mądre a nawet i nierozumne drugich sprawy, aby z dobrych przykładów uczyli się dobrze czynić, a złemi odstręczał i się od złego i w ten sposób unikali zguby. Bo jeśli zacności i klejnotu nie rozróżnisz od podłoty, ślepej namiętności nieumiejąc w sobie rządzić, skorym pędem ponurzysz się w przepaść i ciemnościami otoczysz. Różne zatem w dziejach znajdując cnót przykłady, i rozpatrując razem czyny nieprawe, nauczysz się jedne naśladować, drugich się wystrzegać. Mnie jednak, którego ani nauka, ani przyrodzenie nic obdarzyły wymową, przerażała praca wielka i trudna, na słabe moje barki wkładana, gdy tylu mężów wysoką ozdobionych nauką i dowcipem milczało. Odstraszało brzemię ogromne, od maczugi Herkulesowej cięższe i przykrzejsze, za którego podjęcie miałom oczekiwać nie nagrody jakiej i wdzięczności, ale najniesprawiedliwszego wyroku i najdotkliwszych wyrzutów. Często w samotnych dumaniach rozważałem, czy rozsądną było rzeczą, a nie raczej zuchwalstwem, przy słabych zdolnościach moich puszczać się na tuk przestronne i burzliwe morze w kruchej i niepewnej lodzi, a narażać śmiało na obmowę i nienawiść tak obecnego jak i przyszłego wieku. Bogdajby mnie fałszywa uwodziła wróżba, ale znajdą się tacy, którey mnie pomówią, bądź to przez lekkomyślność, bądź przez złość i zawiść, że dzieje w tych księgach zamierzone nie dość zwięźle opowiedziałem, lub słowy nie dorównałem rzeczywistym czynom; że przyjętej na siebie powinności nie umiałem jak należy wypełnić, i żem nad miarę sprawy niektóre wychwalał, a zmyślenia za prawdę udawał. Jak bowiem po drodze ostrej i ciernistej trudno przejść bez obrazy nogi, tak dla piszącego dzieje rzeczą jest najtrudniejszą, mimo biegłość pióra i obfity a nawet najbystrzejszy dowcip, uniknąć urazy i przygany, wszystkim razem dogodzić, i w ciągu opowieści dziejowej uczynić wszędy zadosyć oczekiwaniu wzbudzonemu na początku u czytelników światłych i uczonych. Znam ja obyczaj ludzi naszego wieku, którzy niczego nie chwalą, co nic ma Tulliuszowej gładkości i przykrasy, a na tej rzezie panów i obywateli, które żądają widoczniejszego światła i rozgłosu w historyi. Chcę przytem rozkazom twoim i usilnym namowom nawet po zgonie twoim uczynić zadosyć. Ty bowiem niezwykłem pałając pragnieniem rozsławieniu dziejów ojczystych, nagliłeś na mnie przedewszystkem prośbami i nakazem, i sam do tego najpierwszą stałeś się pobudką, abym rzeczy za twoich czasów wydarzone spisał i ułożył, a wierną opowieścią i potoczną mową należnie wyłuszczył. Wprawdzieć dzieiopisowie nie zawsze jeden miewali, mają i mieć bodą cel swojej pracy. Jedni bowiem piszą dla pozyskania chwały u spółczesnych i potomnych z gładkiego a ozdobnego pióru, jakim był Tytus Liwius, który wdzięczną wymową zwabiał wielu znakomitych słuchaczów z ostatnich kończyn Gallii i Hiszpanii, a jak niektórzy podają, jednego nawet z mieszkańców Kadyxu, który przybył dla widzenia go, słuchania i podziwiania; po śmierci zaś od wszystkich Rzymian zgodnie wychwalony, tę cześć pozyskał, że kości i popioły jego, acz poganina, w Padwie szczycącej się jego kolebką i pochodzeniem, znaleziono blisko kościoła św. Justyny, pochowano dla tem większego uczczeniu, w bramie pałacu większego. Inni piszą dla przypodobania się tym, których dzieła wojenne wychwalają. Inni, że patrzali na sprawy wielkie w pokoju i wojnie, ztąd ten rodzaj pracy zamiłowali, co o Homerze, Daresie, Kwincie, Kurcyuszu i Plutarchu twierdzić i przypuszczać można. Mnie żadna z tych przyczyn nie powiodła do przedsięwzięcia tak trudnej i ogromnej pracy, lecz samu wielkość dziejów grubą okrytych pomroku; nie nadzieja zysku, ale cześć prawa a miłość ku Ojczyźnie, która wszystkie inne względy przewyższa, chęć przymnożenia jej wedle sił moich ozdoby i zaszczytu, i zbudowania tem dziełem bliźniego. Wiadomo bowiem, że znajomość dziejów dawnych i spraw tak domowych jako i postronnych, u mędrców poczytana za matkę, cnoty i mistrzynią życia, nie niniejsze jak filozofia rodzajowi ludzkiemu przynosi korzyści. Bo lubo filozofia naucza cnoty i drogę do niej wskazuje, silniejszym jednak historya staje się bodźcem do wielkich przedsięwzięć i czynów. Tamta zagrzewa tylko i pobudza do dzieła — ta, dzieło już spełnione przedstawia, ukazując wszelakie przykłady męztwa, roztropności, powagi obyczajów, pobożności i wiary, i dozwalając je uważać jakby w zwierciedle i żywym obrazie ludzkiej ułomności. Kształci ona i największą napełnia roskoszą nie tylko uczeńszych ale i pospolitych ludzi, nie już przepisami i nauką, nie rozprawami, lecz obrazem czynów i przymiotów znakomitych mężów, wiodąc do zamiłowania cnoty a razem zaszczytów i chwały, składa się bowiem z dziejów ludzi wielkich i pamiątek spraw najsławniejszych. Ona ludzkie a zwłaszcza szlachetne serca zapala żądza, sławy nieśmiertelnej: milo jest bowiem obcować z społeczeństwem przodków, uprzytomniać w pamięci dawnych mężów czyny i mowy, i zastanawiać się z uwagą nad wielkiemi dzieły. Wiemy nakoniec, ie wszyscy ludzie mają chęć wrodzoną wiedzenia i poznawania rzeczy, co osięgnąć można jedynie przez długi wiek, pilne rozważanie i doświadczenie; jeśli przeto zajmie się kto czytaniem dziejów i poznaniem spraw rozmaitych, dzielności, przedsięwzięć, wojen i przygód najznakomitszych ludzi, państw i narodów, w krótkim czasie i z nie wielką pracą dojdzie do szczytu najwznioślejszej wiedzy i umiejętności. Przez czytanie bowiem dziejów, cudzą pracą skreślonych, dochodzimy do poznania rzeczy najpiękniejszych, i możemy w krótkiej chwili obeznać się z sprawami długich wieków i równie tajemnemi jak i publicznemi dzieły. Tym sposobem człowiek młody i wiekiem kwitnący może przewyższyć starców posiadających wiadomości jednego który przeżyli wieku, albo im przynajmniej wyrównać, gdy swój umysł zbogaci nauką najwyborniejszą, w obrazie upraw i działań i znajomości dzieł dawnych zawartą, a nie z jednej głowy, ale z wielu piór i dowcipów jak z najdonośniejszego źródła płynącą. Któż przeto byłby tak nierozumnym, żeby nie Chciał garnąć się do nabycia takich wiadomości, które młodość żądzą obwały zapalają, wiek sędziwy obdarzają roskoszą, w szczęściu człowieka zdobią., a w nieszczęściu cieszą, oddalają przygody i ojczyźnie niosą korzyść zbawienną, gdy w nich dają się widzieć dzieje ludzkie, niespodziewane losu odmiany, nadzwyczajne zjawiska, a nadewszystko rozmaite czasów widoki i stosunki. Pamięć bowiem ludzka, i co ręce przekazują potomnym, zaciera się stopniami i ledwo życie jednego człowieka przetrwać może: lecz co w księgach jest zapinane, to pozostaje na zawsze i niełatwo ulega zniszczeniu; one bowiem nic tylko to, co się stało lub co powiedziano, ale i rozmowy ludzi i myśli ich nawet przedstawiają. Nie należy też uważać tego za małą stratę, że wielu spraw i dziejów Polski, godnych wiadomości, które dla braku piszących niepamięć pokryła, nie znamy; to zaś, które nas doszły, albo niedostatecznie mamy opisane, albo dawnością czasu zatarte, a więcej przez obcych niżeli przez naszych pisarzy skreślone. Nie mało także przyczynia się do rządnego sprawowania rzeczy publicznej czytanie dziejów dawnych i rozważanie zarówno zacnych jako i ohydnych spraw przodków: jak bowiem chwalebne przykłady prawym i pobożnym ludziom służą ku zbudowaniu, tak złych naganne czyny, i kara za nie wymierzona, błądzącym drogę wskazują do poprawy. Całemi przeto siłami garnąć się powinniśmy do tej nauki, z której i ćwiczenie dla naszego umysłu i rządny kierunek rzeczy pospolitej z korzyścią wypływa. Przystoi bowiem ludziom cnotliwym przywodzić sobie często na pamięć mądre a nawet i nierozumne drugich sprawy, aby z dobrych przykładów uczyli się dobrze czynić, a złemi odstręczali się od złego i w ten sposób unikali zguby. Bo jeśli zacności i klejnotu nie rozróżnisz od podłoty, ślepej namiętności nie umiejąc w sobie rządzić, skorym pędem ponurzysz się w przepaść i ciemnościami otoczysz. Różne zatem w dziejach znajdując cnót przykłady, i rozpatrując razem czyny nieprawe, nauczysz się jedne naśladować, drugich się wystrzegać. Mnie jednak, którego ani nauka, ani przyrodzenie nie obdarzyły wymową, przerażała praca wielka i trudna, na słabe moje barki wkładana, gdy tylu mężów wysoką ozdobionych nauką i dowcipem milczało. Odstraszało brzemię ogromne, od maczugi Herkulesowej cięższe i przykrzejsze, za którego podjęcie miałem oczekiwać nie nagrody jakiej i wdzięczności, ale najniesprawiedliwszego wyroku i najdotkliwszych wyrzutów. Często w samotnych dumaniach rozważałem, czy rozsądną było rzeczą, a nie raczej zuchwalstwem, przy słabych zdolnościach moich puszczać się na tak przestronne i burzliwe morze w kruchej i niepewnej łodzi, a narażać śmiało na obmowę i nienawiść tak obecnego jak i przyszłego wieku. Bogdajby mnie fałszywa uwodziła wróżba, ale znajdą się tacy, którzy mnie pomówią, bądź to przez lekkomyślność, bądź przez złość i zawiść, że dzieje w tych księgach zamierzone nie dość zwięźle opowiedziałem, lub słowy nie dorównałem rzeczywistym czynom; że przyjętej na siebie powinności nie umiałem jak należy wypełnić, i żem nad miarę sprawy niektóre wychwalał, a zmyślenia za prawdę udawał. Jak bowiem po drodze ostrej i ciernistej trudno przejść bez obrazy nogi, tak dla piszącego dzieje rzeczą jest najtrudniejszą, mimo biegłość pióra i obfity a nawet najbystrzejszy dowcip, uniknąć urazy i przygany, wszystkim razem dogodzić, i w ciągu opowieści dziejowej uczynić wszędy zadosyć oczekiwaniu wzbudzonemu na początku u czytelników światłych i uczonych. Znam ja obyczaj ludzi naszego wieku, którzy niczego nie chwalą, co nie ma Tulliuszowej gładkości i przykrasy, a na tej wiem jak dalece mi zbywa. Są ludzie zazdrośni, którzy mało tusząc o własnych zdolnościach, radzi uwłaczają drugim, i nałogowo, a bezwstydną szarpią ich obmową. Chociażbym wreszcie i największym obdarzony był dowcipem, i zaufany w mojej nauce mniemał, że zdołam należycie wypełnić powinność dziejopisa; nie mógłbym wszelako przystąpić do dzieła tak trudnego bez wielkiej obawy, bez oglądaniu się na ludzi zawistnych i potwarczych. Bo jeśli inne narody mają właściwe sobie zalety i wady, Polacy z przyrodzenia szczególniej skłonni są do zawiści i obmowy (czy-to już dziedziczna rodu ich przywara, czy ją zrządza samo położenie kraju i mniej łagodne niebo, czy wpływ tajemny gwiazd, czy żądza, powszechna równania się z innemi rodem i dostatkiem, — to pewna, że naród Polski tą wadą nadewszystko się odznacza. Dlaczego twierdzą niektórzy, jakoby ojcem Polaków i wszystkich Słowian był Cham, co niegdy własnego ojca nagość wyszydzał, a potem niecnotę, swojo wszystkim potomkom w spuściznie przekazał. I to jak mniemam pierwszą i główną jest przyczyną, że Polacy tak mało mają dziejopisów, gdy każdy unikając obmowy i potwarzy, przy tuk niesprawiedliwych sądach i przyganach lęka się wziąć pióro do ręki. Druga przyczyna, że nie wielu między rodakami znalazło się mężów, znakomitszą i nad pospolite umysły wyższą obdarzonych zdolnością, u i ci nie doznali sprawiedliwego ocenieniu. Trzecia, że mało jest ludzi pałających żądzą nauki, mądrości i cnoty, gdy większa część woli ubiegać się za zyskiem, dostojeństwy i roskoszami życia: a przeto taką tylko zwykli zajmować się nauką, która im bogactwa i zaszczyty lub jakąkolwiek korzyść obiecuje. W wymowie i sztuce pisania nie wielu się ćwiczy, ho tacy tylko, którzy ślachetniejsze żywiąc w sobie usposobienia, rzeczy zalety godne nad ziemskie przekładają próżności. Zkąd dziwić się wcale nie należy, że gdy innych narodów dzieje, piórem dziejopisów rozsławione, głośnemi się stały w świecie, u Polaków przeciwnie, dla braku piszących, sprawy wielkie i znakomite, czyny przeważne królów i rządców, mężów dzielnych i bohaterów, przygody rozmaitych kraju części, żadnem nie objaśniono piórem, zalegają w cieniu zapomnienia i w wiecznej nikną pomroce: które, gdyby dzieiopisowie nie szczędzili pracy, za ich świadectwem miałyby u potomnych sławę nieśmiertelną. Ta więc przyczyna, krom innych, zachęciła mnie i spowodowała, abym odłożywszy na bok zwyczajne ludziom zatrudnienia i sprawy, a wyzuwszy się przytem z wszelkiej bojaźni i grozy, całą pilność moję, siły, prace i starania poświęcił opisaniu czynów znakomitych i dziel bohaterów naszych; a nie przestając na powtarzaniu tego, co dawniejsi i obcy napisali, dalej nieco postąpił, i nową złożył księgę historyi, chociażby stylem mniej smacznym i powabnym, iżby królowie i rządcy, i ci którzy rzecz publiczną sprawować maja, widząc w tej księdze wzory mężów najdzielniejszych, rylcem dziejowym skreślone, brali pochop do ich naśladowania, a umysły swoje i sprawy zwracali ku budującym przykładom cnót i dziel ludzi znakomitych. Wszystko zaś, co z dziejami Polskiemi miało jakikolwiek stosunek i związek, co się zdawało przydatnem do ich objaśnienia, osądziłem za rzecz godną pozbierać zewsząd, i wcielić razem do niniejszej Księgi, zatykając ucho na łudzący śpiew Syren, aby prawdy i czystości dziejów nie skazić ani zawiścią, ani przychylnością, ani żadnemi względami i pochlebstwem, w opisaniu tych zwłaszcza rzeczy, na które zdarzył mi los własnemi patrzeć oczyma. Dawniejszych bowiem wieków sprawy na cudzych opierać przyszło świadectwach; ale te, które za naszego przypadły wieku, własnem opisałem piórem; inne, które dla swej dawności stały się niepewnemi, albo których podania piśmienne, ta jedyna i najpewniejsza rękojmia dziejów, nie uwieczniły w pamięci, z samych wieści krążących, najstaranniej jak tylko mogłem i jak najsumienniej spisałem; co wreszcie po kościołach, składach pism i różnych miejscach było rozproszone, starałem się pozbierać, i jakokolwiek związawszy wciągnąć do niniejszego dzieła. Wiele zaś rzeczy takich, które zdały się niedokładnie albo mniej prawdziwie do dziejów wtrącone, i bądź uczynkiem bądź mową gorszące, opuściłem, postanowiwszy, czyny i wypadki dawnych przodków wydobyć z zapomnienia, iżby im nie zbywało na potrzebnem świadectwie, acz nie tak, jakby wymagała wielkość rzeczy i wartość ich zasług, do których skreślenia po trzeba by pisarza wielce uczonego, lub znakomitego poety; nie pracz zaufanie w własne siły, biegłość w wymowie i sztuce pisania, ani dla płochej żądzy sławy; lecz juk mnie na to stać było przy słabych zdolnościach moich, a gorącej miłości kraju abym żywota mego nie strawił w milczeniu i bez zasługi. Przyznaję chętnie, że dziejopisowi potrzebna jest wielka bystrość umysłu, wielka w wysłowieniu gładkość i ozdoba, aby w natłoku tylu spraw i wydarzeń, czy-to pochwalić czy zganić co przyjdzie, umilił zachować miarę, a wszystko należycie wyłuszczył, i zarówno uczonym jak nieuczonym, rozumnym jak i mniej mądrym, wymownym i niewymownym, trafił do smaku. Do największych należy trudności, cudze chęci, myśli i pragnienia dokładnie umieć wyrazić. Ze wszystkich też nauk, które służą do ukształcenia umysłu, żadna zdaniem mojem nic jaśnieje tak świetnie, ani się taką zaleca wartością, jak historya. Z niej bowiem uczymy się, jak żyć uczciwie, z niej największe wyciągamy korzyści, a szczególniejszą, przytem napawając się, przyjemnością, zagrzewamy w sobie chęć do naśladowania dobrych, a wstręt budzimy do złych czynów. Gdy innych państw i narodów dzieje szczycą się mnogich pochwal blaskiem, przeto iż do powabnego ich opisania znakomite w zawody wystąpiły pióra, Polacy w ciągu tylu wieków nie wielu mieli dziejopisów, a i ci zbyt szczupłe skreślili nam podania; małą liczba królów, książąt i innych bohaterów polskich uzyskała czynów swoich pomniki w dziejach; niektórych sława zstąpiła razem z nimi do grobu i zgasła na wieki. A tak dzieje Polskie stały się na opak podobnemi do Ateńskich: wydają się szczupłe, mało znaczne, drobne i zatarte, chociaż w rzeczy samej są większe niżeli je historya przedstawia; przez niedbałość bowiem i gnuśność pisarzy z jasnego świecznika chwały strącone w cień ukrycia i nikczemności, zwiędły i zamarły, nie rozsławione jak należało, ani opowiedziane dokładnie; tak dalece, że nawet Wincenty biskup Krakowski, w wieku swoim pisarz znakomity, mimo wybornego pióra zaletę, nie mógł ich należycie wyświecić. Jakoż wielu królów, biskupów, książąt i innych bohaterów Polskich dzieła godne uwielbienia zagrzebała niepamięć i wydarła naszej wiedzy, dla braku dziejopisów, bądź też z przyczyny ich słabego, oschłego i nie dość ukształconego sposobu pisania: zkąd żaden czyn pamiętny, żadne sławniejsze wydarzenie nie mogły przejść do potomności, albowiem nie utrwalono pismem znikły jak dym i przebrzmiały. I zaprawdę, niema żadnej sprawy tak wielkiej, tak sławnej, tak osobliwej, którejby czas i niepamięć kiedyś nic zatarły, jeśli jej pióra dziejopisów swego nie pożyczą światła i świadectwa. Lożą zagrzebane w ukryciu i wiecznemu oddane zapomnieniu dzieła królów i cesarzów, którym pisarze dziejów nie nadali nieśmiertelności, te bowiem nad wiek ludzki rzadko dłużej trwają, gdyż dzieła ludzkie chwilowe są i znikome, pomniki zaś dziejowe mają wieczną trwałość i nieśmiertelność. Nie mało i to przyczynia mi obawy, że gdy inni pisarze dla uzyskania większej wziętości i powagi księgi swojo przypisują żywym i spółczesnym, których sąd przychylny i pochwala zapewnia im znaczenie, obronę i trwałość; ja dzieło moje poświęcam tobie Ojcze Miłościwy, któryś już oddawna porzucił społeczeństwo żyjących, a jako między nami nieobecny i z powłoki śmiertelnego ciała wyzuty, nie możesz umie już, twoją wspierać obroną i opieką Chętnie atoli, mimo mej nieudolności, dzieło to przedsiębiorę, że do niego za życia ty mnie zachęcałeś, którego głos nawet po śmierci wiele u ranie waży: byłeś bowiem jakby gwiazdą najświetniejszą, blaskiem cnót, przymiotów duszy i chwalebnych czynów wiekowi wiszeniu przyświecającą. Nie komu więc innemu tylko tobie chciałem poświęcić prace i usiłki moje, a na co stać linij umysł, tem uczcić pamięć twojej mądrości, ludzkości, łaskawości, cnoty i miłości ojczyzny, któremi, jak głos powszechny przyznaje, jaśniałeś tak chlubnie za życia i słyniesz po śmierci, godny, aby nie tylko moje, ale i wszystkich Polaków usta wiecznie cię wystawiały. Przeto i ja pamiątkę twoich czynów, pismem zaręczona., przekażę potomnym wiekom. A tak wszystkę nadzieję i obronę moję pokładać muszę w samej pomocy nieba i patronów czuwających nad krainą naszą i jej mieszkańcami: którą jeśli uproszę za łaską Baranka Niebieskiego i przyczyną św. Stanisława patrona i pierwszego Męczennika Polski, biskupa Krakowskiego, niemniej twojem wstawieniem się Ojcze, który za laską Bożą i w nagrodę twoich zasług, wyzuty z ciała zmysłowego i śmiertelnego, i przeniesiony jak mniemam w poczet Niebian, już z Stwórcą twoim, Aniołami jego i duchami błogosławionych Wybrańców wiekuistej używasz szczęśliwości; nie będę się lękał żadnej zawiści i potwarzy, spodziewając się, iż zechcecie wybaczyć moim błędom, których ja po ludzku uniknąć w tem dziele nie mogę, a wyjednacie mi u Najlitościwszego Boga ten dar pożądany i łaskę, abym w pisaniu nie odbiegał nigdzie sumienia i prawdy, a zmierzał statecznie ku czci Bożej, chwale i korzyści miłej ojczyzny, a nauce i zbawiennemu bliźnich pożytkowi; i zasłonicie mnie zarazem od niesławy, gdy obawiając się i dzieła tak trudnego i surowej jaka je czeka obmowy, was obieram sobie za najpewniejszych obrońców i sędziów. Będę dokładał pilności, ile tylko zdołam (a bogdaj mi na to starczyło sił i dowcipu) żebym dziejów raczej nie pogrążył w ciemności niż rozświecił, a spraw ludzkich zanadto nie wychwalał lub nie upośledzał; albo jeśli postrzegę, że co w podaniach dziejowych sprzeciwia się prawdzie, abym to jak najstaranniej wymijał, nie za pochlebną idąc skłonnością ale za prawdą, i nie na dowcip się siląc, lecz na to, co do wyjaśnienia rzeczy jest potrzebne. O co gdy postanowiłem starać się usilnie, jeszcze mnie więcej twoje zbudowały przestrogi, upominające, abym nie dopuszczał w nikim podejrzenia o sobie, że w opowiadaniu spraw niegodziwych uwodziłem się złością i nienawiścią, lub w kreśleniu chwalebnych czynów przesadzałem zbytecznie, i że uniesiony namiętnością, jednym nie szczędziłem pochwal, a na drugich za wiele kładłem hańby i sromoty. Nikt zaś słusznie gniewać się na mnie nie może, jeżeli idąc za prawdą historyczną, niektórych ludzi obyczaje, czyny i zbrodnio wy kryję: powinnością bowiem i powołaniem jest dziejopisa, skreślać wiernie tak pomyślne jako i nieszczęśliwe wypadki, chwalebne jak i niepoczciwe sprawy, a w nich przekazywać potomnym zwierciadło i przykład budujący, ku zachęcie albo przestrodze. Niechaj wie, że surowość mego pióra nie z przyrodzonej pochodziła cierpkości, ale z zapatrzenia się na gorszące i występne czyny. Zły to bowiem w oczach moich sędzia, który pochwaliwszy tę lub ową cnotę, o wadach zamilczą. Sam w duszy mojej przeczuwam i wróżę, że królowie, książęta i inni bohaterowie będą w niniejszem dzieło mojem, jak w zwierciedle i wzorze, znajdować pobudki do cnoty i spraw chwały godnych. Jak bowiem znajdują się ludzie znakomici pięknemi czyny i przymiotami, tak bywają równie występni i niegodziwi, jako czytamy w dziejach Rzymskich o Kantylinie i Klodyuszu, którey przez swe występki stali się niegdyś plagą rzeczypospolitej, a w naszych dziejach wyczytujemy o Zbigniewie, synu pobocznym Władysława książęcia, a wnuku Kazimierza pierwszego króla Polskiego, który zwany jest odnowicielem Królestwa i monarchą. Byli podobni i w innych krajach, a któżby z uważnych wątpił, że i w przyszłości znaleźć się mogą? Jeżeli zaś zechce kto przepatrzeć dzieje tuk święte jako i świeckie, ujrzy, jak w każdym wieku obok mniey liczby ludzi zacnych i cnotliwych znajdowali się źli i przewrotni, u jedni i drudzy nie tylko czynami swemi, lecz i znakomitym z ojców i dziadów odznaczali się rodem, imieniem i majątkiem, aby tem większej sławy lub sromoty pozyskali piętno. Ujrzy nadto, zwykła, losów ludzkich koleją, mężów najzacniejszych w niedoli i upadku, występnych zaś pochlebnemi szczęścia darami wyniesionych do szczytu pomyślności. Taka dola ludziom wydawaćby się mogła zbyt przykrą, gdyby dusze po opuszczeniu ciała (jak nawet wielu z pogan utrzymywało) nie przenosiły się do wieczystych siedlisk, dla odebrania kary za złe czyny, a nagrody za dobre. Jeżeli zaś komu ćwiczeńszemu w nauce i obdarzonemu szczęśliwą wymową nie o spodoba się w tem dziele styl prosty i nieuczony, lub nieco rozwlekły, i ani wdzięczną gładkością zdolny ucho pieścić, ani słów wytwornych brzmiący doborem, ani strojnemi połyskujący barwy, niechaj zważy, że nie wszystkie dary przyroda na jednego człowieka zlewa. A niech mnie nikt o lekkość nie oskarża, jeżeli z słabego naczyńka mego kąkol i nieużyteczny wyrastać będzie owsik, i jeśli w tem dziele użyję nieco ciężkiego a niegładkiego sposobu pisania, który mu bynajmniej nie przystoi, zwłaszcza, że innym zdolniejszym i uczeńszym pisarzom raczej podałem przedmiot do pisania niżeli odebrałem; będą więc mogli z większą łatwością i zaletą nim się zajmować, a zdatniejszym i ozdobniejszem piórem przydać mu wytworności i smaku, gdy sam dowcip bystry z małych rzeczy potrafi wielkie wydobyć korzyści. Chciałbym ja wprawdzie być treściwym i zwięzłym; ale długa osnowa dziejów zbyt krótko odprawiona staje się niesmaczną i czytelnikowi żadnej nie sprawia przyjemności, jeżeli jej starannemi opisy nadobnie nie roztoczysz i nie objaśnisz. Radniej też niektóre rzeczy pominąć milczeniem, niźli puszczać się na nie opisem krótkim i jałowym. Lecz nie wiem, był-liby kto tak nieświadom rzeczy i nierozważny, iżby mógł mniemać, że bądź sam, bądź inni, którzy za najlepszych nawet uchodzą pisarzy, wszystko tak dokładnie i tak wybornemi słowy zdolni są opisać, iżby w swem dziele wszelkiego błędu, wszelkiej uchronili się skazy, gdy samemu tylko Bogu przyznajemy taką doskonałość. Bo wierzymy łatwo, że cokolwiek dla człowieka podobnem jest do zrobienia, to w ten albo ów sposób zrobić może: ale błądzić w wielu rzeczach właściwem jest ułomności ludzkiej; we wszystkiem zaś równie być doskonałym, Bóstwa samego przywilejem. Jeżeli bowiem Demostenes, zawołany i największy mówca u Greków, niekiedy Cyceronowi obrażał ucho; jeżeli o Homerze piszą, że i on czasami drzymie, a przy długiej pracy każdego sen zmorzy; jeżeli Cycerona w wierszach odstępowała wymowa, cóż dziwnego, że toż samo i mnie się przytrafi miernemu a nie wielkiej nauki pisarzowi, który zwyczajną i poziomą stąpam drogą, a nie mogę się bynajmniej mierzyć z starodawnemi mistrzami, gdy ledwo pisarzom wieku mego wystarczę do miary, i nie według dzielności nadzwyczajnych dowcipów, ale według sił moich mam być oceniony. A lubo dzieło niniejsze wymagałoby pierwszego rzędu krasomówcy i wcale innego pisarza, niźli ja jestem, to jest biegłego w mówieniu i pisaniu, obdarzonego większemi umysłu darami i donośniejszy niż mnie sio dostała wymową, iżby z obfitością wyrażeń łącząc bujność i swobodę myśli, mową oschłą i jałowo, nie zdawał się uwłaczać wzniosłym które opowiada dziejom: przecież starać się będę za łaską. Boga niedostatek sil pilnością nagrodzić, i tuszę, że im mniej posiadam zdolności, tem snadniej uzyskam wyrozumiały sąd i przebaczenie. Jako zaś w porównaniu z starożytnymi język mi się niemym i tępym, tak między spółczesnymi nie będę podobno zająkliwym; a dosyć dla mnie wymowę dawnych, której suchym i bezbarwnym sposobem pisania naśladować nie zdołam, wielbić tylko i podziwiać. Wyznaję, iż dzieło to jest zbyt wielkie, aby nań życie moje wystarczyło, lub żeby mu słaby mój umysł sprostał; że wymaga pisarza odznaczającego się wymową i w wielu umiejętnościach niepospolita, biegłością, pojęciem żywem, bystrem, i przenikliwem; zgoła nie z moja, ale Herkulesową siłą i dzielnością. Jeżeli zatem mniej nadobnie i wymownie dzieje to wyłuszczę, niżeli ważność rzeczy wyciąga i czytelnicy oczekują, niechaj to przypiszą po części moim nieudolnym siłom, po części ogromowi przedmiotu z którym mam do czynieniu, a przebaczą mi tu owdzie błąd i ułomność, zważywszy, że nie będąc doskonałym, dzieła doskonałego zrobić nie mogłem. Nic tylko bowiem spółczesne ale i dawnych wieków zamierzyłem opisać dzieje, pełno znakomitych wydarzeń, spraw wielkich i uderzających rozmaitością, i przygód łudzi sławnych, a takiem ciężarne mnóstwem wielorakich przykładów, że nie snadno znalazłby się pisarz, z tak łatwą a obfitą wymową, tak bystrym i ćwiczonym dowcipem, któryby rozliczne opisując w kraju naszym zamieszki, wielorakie stronnictwa, odmiany i klęski, czasami nie stępiał i nie ochromał. Jeżeli więc czytelnikowi nie spodoba się co w tem dziele, niechaj przebaczy bądź-to niewiadomości, bądź nieudatnej słów moich prostocie, a skorszym być raczy do pobłażania niźli nagany. Postrzeże-li, że co nie dobrze, nie dokładnie i mniej właściwie jest napisane, niechaj proszę poprawi. Ja bowiem szczerze do tego się przyznaję, że słabiej pisałem i gorzej wykładałem, niźli ważność i dostojność dziejów wymagała. Mniemam zaś, że z tej nadewszystko przyczyny godzi się wyrozumieć nieudolności mojego pióra, że gdy inni uczeni i więcej ukształceni mężowie milczeli, ja pierwszy wziąłem się do pisania, i wołałem cośkolwiek napisać, choć mniej nadobnie i niedokładnie, aniżeli nie wcale. Jeżeli wreszcie na żadną nie zasłużę zaletę, przynajmniej miłości mojej i przywiązania ku ojczyznie nikt słusznie nie zgani. Choć nie uzyskam pochwały, dosyć mi na tem, gdy u swoich nie będę wzgardzony, i nie mogąc podobać się ludziom w wymowie bieglejszym, pragnących nauki zaspokoję. Na co tylko siły moje zdobyć się mogły, to w dziele niniejszym starałem się obrócić ku sławie milej ojczyzny. Nie sądziłem bowiem, iżby się godziło dlatego rękę cofać od pracy, że wiele zrobić nie mogłem. Każdy tyle dłużen jest swojej Ojczyznie, na ile go stać przy jego zdolnościach i siłach. Za ostatniego taki ma być uważanym, który jej jakimkolwiek upominkiem nie poczci i nie wspomoże. Słusznie żądałeś odemnie Najwielebniejszy Ojcze, abym ku chwale ojczyzny dzieje dawne i spółczesne piórem mojem skreślił, zważywszy, że nie mało rzeczypospolitej naszej się przysłużę, gdy do obecnych dawniejsze przyłączę, i z obu księgę całkowitych dziejów ułożę. Chociaż więc od innych dziejopisów pośledniejszy jestem dowcipem, nauką i wymową, i pod żadnym względem mierzyć się z nimi nie mogę, chętnie jednak z twego zlecenia i nakazu wziąłem się do dzielą tak trudnego i ogromnego, w spodziewaniu, że wszystkim panom polskim, rządcom, dostojnikom i uczącej się młodzieży wielką niem sprawię pociechę i pożytek. Którym jeśli wyda się co w tych księgach mniej dokładnem, niechaj tego nie przypisują lekkości słabego a zarozumiałego pióra, ale najprzód gorącej miłości ku Ojczyznie, a potem chęci wypełnienia twego rozkazu, któremu nie godziło mi się sprzeciwić, za twoję zwłaszcza ku mnie przychylność i względność. Starając się bardziej o prawdę a niżeli piękne pozory, starodawne dzieje łącząc z nowoczesnemi, i rzetelnie podając rzeczy prawdziwe albo przynajmniej bliskie pewności, mogące służyć czytelnikom dla przestrogi, pamięci i znajomości dziejów, gdy historykowi przystoi prawdę nad wszystko przekładać, usunąłem na bok i odrzuciłem niektóre podania, do kronik i latopism polskich niewłaściwie i niepoczesnie przymieszane, które wstręt słuszny obudzaćby mogły, a które zdają się trącić baśniami, i podobniejsze są do marzeń poetyckich niźli do historycznych powieści; aby naczynie czyste i przezorne nie kalało wie, trochą mętu, i według dawnego przysłowia nie marnował olej i praca. Boć nawet i w dawniejszych czasach powaga dziejowych opowiadaczów nie mogła tych rzeczy, jako oczywiście zmyślonych, obronić przed sądem ludzi wytrawnych i dobrze dziejów świadomych. O innych zaś, chociaż zdają się prawdziwemi, albo podobnem i przynajmniej do prawdziwych, nic śmiałbym z taką twierdzić pewnością, iżbym za nie ręczył głową, i aby je kładziono na wagę mego sumienia; już-to z tej przyczyny, że dziejów dawnością zatartych nie godzi się objaśniać własnemi mniemaniami i domysłami, już dlatego, że rzeczy, które mam opowiadać, zbyt wiekami odległe i pomroką czasu są zaćmione, tak iż trudno osądzić, czy je za prawdziwe przyjąć czy odrzucić należy; jakoż nie wiele znajdowało się w owych czasach u Polaków, albo raczej wcale nie było pism, które są jedyną rękojmią wszelakich dziel ludzkich i wydarzeń; a jeżeli zachowywały wie jakie w składach prywatnych lub publicznych, te poginęły w częstych pożarach, gdy w owe czasy Polacy wszystkie niemal domy i grody z drzewa budowali: co zaś staranniej do naszego dochowało się wieku, to szczupłym tylko jest zabytkiem dziejów, i to wielce zwikłanych i urywkowych, tak iż z nich nie można było wydobyć jasnego obrazu przeszłości. Trudną zaiste i mozolną jest rzeczą złożyć w takowy obraz prawdę dziejową, gdy niepodobna, aby piszący sam wszystkie oglądał wypadki, które często cudze opowiadanie, powodowane przychylnością lub niechęcią, przekręca i kazi, a miasto wyjaśnienia prawdy, zaciemnia ją i głuszy, Ze wszystkiego zaś najtrudniej dziejopisowi uniknąć obrazy, zelżywości i błędu, a umieć podobać się i dogodzić każdemu, zwłaszcza nieświadomemu rzeczy i ich przyczyn, o których nie łacno jest sądzić z samych wypadków, gdy nawet ci, którey byli obecnemi ich świadkami, często je niezgodnie opowiadać zwykli. Ale słowa potrafić do rzeczy, a rzeczy umiejętnie zastosować do czasu, i opisując, co się w różnych a odległych od siebie stronach i wiekach wydarzyło, zdołać wszystko piórem wiernem i rzetelnem, a nadto gładkiem i ozdobnem wyłuszczył, i należycie w mowie roztoczyć, trudnem i prawie niepodobnem jest dziełem, dla człowieka nawet obdarzonego wielkiemi zdolnościami, bystrym dowcipem i obszerną pamięcią, których ja przymiotów (wyznaję) nie tylko w tak wysokim stopniu, ale nawet w słabem podobieństwie i odcieniu nie posiadam! Jeśliby mi zaś kto przygarnął, że opisywałem nie same dzieje Polski, ale i Czeskich, Węgierskich, Ruskich, Pruskich, Saskich, Litewskich i Rzymskich, a nadto papieży, cesarzów i królów historyi, od wielu nieznanej, dotykałem, niechaj wić, że to czyniłem z rozmyślił, i powodowany potrzebą wyświecenia prawdy. Albowiem kraje te miewały styczność z Polską, już-to z powodu rozlicznych sojuszów i wojen, już podobieństwa języka i bliskiego sąsiedztwa, tak, iż często pod jednego władcy rządem zostawały. Gdy więc z dziejami Polskiemi wiele obcych jest w związku i połączeniu, zdało mi się rzeczą przyzwoitą zbaczać do nich miejscami, nie przez zarozumiałość (znam się bowiem na m ich siłach) ale żeby i naszym czytelnikom były wiadome. Dlatego nawet siwizną już okryty wziąłem się do nauki języka Ruskiego, aby dzieje nasze wyłożyć tem jaśniej i dokładniej. O kolejnych też rządach papieżów i królow, i ich zajściach, pozamieszczaliśmy wzmianki dla ozdoby i większej dokładności dzieła, i aby rachuba lat papieskich prawdę tem zasadniej stwierdzała; co jak mniemam przyjemną i pożyteczną będzie rzeczą dla czytelników, tych zwłaszcza, którzy głębiej i z większą ścisłością w badania dziejów zapuszczać się zwykli. Przy niezgodności zaś pisarzy, których często mnie gorszyła nierozwaga i opieszałość, trzymałem się w podaniach i wątpliwościach togo, ku czemu pociągało myśl moję, większe do prawdy podobieństwo, powaga pisarscy, lub powszechniejsze mniemanie, Aby wreszcie u czytujących to roczniki tem więcej wzbudzić wiary, a zapobiedz wszelkim powątpiowaniom, zamieściłem w tych księgach wiole listów i pism urzędowych; przez co dzieło niniejsze w samej rozmaitości rzeczy większy uzyska powab, nastręczając ciekawym i ściślej lubiącym prawdy dochodzić ustępy milo i wabiące, tak iż w czytaniu więcej znajdą przyjemności a niżeli trudu. Nakoniec, odkazuję dzieło to mężom uczonym, Światłym, pisarzom znakomitym, a mianowicie matce mojej Przezacnej Wszechnicy naukowej Krakowskiej, do poprawy, ogłady i wykończenia; a przyjmę to za osobliwszą łuskę, jeżeli kto popełnione w piśmie mojem błędy lub mniej zręcznego i nieuważnego pióra usterki wiejadłem nauki swojej oczyści i w zdrowe ziarno zamieni, bądź-to przełoży, poprawi, polepszy, a rzecz niedokładną i zwichną na swojem kowadle wygładzi i ozdobi. Do czego wszystkich mężów uczonych i wymownych, w sztuce pisania i umiejętnościach biegłych, zapraszam i wzywam. Cokolwiek napisałem tu bezzasadnie, mylnie, z krzywda czyją, źle, albo ladajako i niebacznie, chciałbym ażeby to uważano jakby nie wyrzeczone i nie napisane; a za rzecz nader wdzięczną sobie poczytam, jeżeli kto pomyłki moje wytknie i poprawi. Nie mam bowiem tyle w sobie miłości własnej, abym chciał drugich w błędzie utrzymywać dla zatajenia mego własnego błędu. Nie mniemam również, aby się mógł znaleźć kto tak doskonały, iżby pisał wszędy piórom obfitem, czystem i wybornem, bez żadnej ułomności i wady. Błagam wszystkich o przebaczenie, jeśli w tem dziele pokusiłem się o rzecz większą nad siły moje, i użyłem mowy mniej kształtnej, a niekiedy wcale niestwornej. Wiem bowiem i wyznaję to z Seneką: że niema nikogo tak bacznego i usilnego, iżby go chwilowo pilność nie odbiegła; ani tak pewnego siebie, iżby się czasem nie potknął; ani wreszcie z taką bojaźnią chroniącego się urazy, aby mimowolnie kogo nie drasnął i nie obraził. Pod tym względem nadewszystko zasłoniwszy się od zarzutu, aby nikt moim słabym zdolnościom i mniej nadobnej mówie nie przygarnął, i wezwawszy pomocy Ducha Świętego, śmielej do zamierzonego dzieła przystępuję, z tą pobożną otuchą, że Łaska Boża słabość i nieudolność moję wesprze i pokrzepi.

PODZIAŁ TEGO DZIEŁA NA DWANAŚCIE KSIĄG. I CO SIĘ W KAŻDEJ KSIĘDZE ZAWIERA.

Zdało mi się zaś rzeczą przyzwoitą całe to dzieło na dwanaście ksiąg podzielić. Pierwsza zawierać będzie początkowe dzieje Słowian i ich plemienia Polaków, wskazujące, co się u nich działo pod rządem władców pogańskich. Druga opowie, kiedy Polacy z pogaństwa nawrócili się do wiary Chrystusowej i uzyskali koronę królestwa. Trzecia, jaką koleją królestwo Polskie, odnowione przez Kazimierza mnicha, upadło za Bolesława. Czwarta ukaże szereg książąt następców Władysława i dzieła zwycięzkie jego syna. Piąta, zatargi między książętami z przyczyny rozerwania się królestwa na mnogie dzielnice. Szósta, zawichrzenia domowe i klęski? Siódma, srogie spustoszenia Tatarów, i kanonizacyi Świętego Stanisława. Ósma, przywrócenie korony królestwa przez książęcia Wielkiej Polski Przemysława. Dziewiąta, wojny i zwycięztwa Władysława Łokietka, i wymierzone na Polskę pracz Czechów i Krzyżaków za syna jego Kazimierza straszne ciosy i zamachy. Dziesiąta i jedenasta kolejne rządy panów postronnych. Dwunasta, wypadki wojen, które naród Polski prowadził z Czechami, Niemcami i Turki, w obronie wiary i ojczyzny, pod dwoma królmi, Władysławem i Kazimierzem.

* * *
JANA DŁUGOSZA DZIEJÓW POLSKICH
KSIĘGA PIERWSZA.

JAK PO POTOPIE POWSZECHNYM, PRZY BUDOWANIU WIEŻY BABILOŃSKIEJ, JEDYNY JĘZYK HEBRAJSKI, KTÓRY OD STWORZENIA ŚWIATA TRWAŁ AŻ PO OWE CZASY, PAN BÓG ROZDZIELIŁ NA SIEDMDZIESIĄT DWA JĘZYKI, I W JAKI SPOSÓB POTOMSTWO NOEGO, Z PRZYCZYNY ROZLICZNOŚCI JĘZYKÓW, A ZTĄD WYNIKŁEJ ŻYCIA I OBYCZAJÓW ODMIANY, ROZSIEDLIŁO SIĘ W OSOBNYCH ŚWIATA CZĘŚCIACH, AZYI, AFRYCE I EUROPIE, KTÓRYCH TA GRANICE SIĘ OPISUJĄ.

Początkowo ród ludzki, stworzony w czystości i niewinności, wyszedł od Adama, naszło pierwszey ojca. któremu Bóg przeznaczał namiestnicze na ziemi włodarstwo, jak drugiemu rządcy i panu, gdyby głosu Stwórcy raczej niż kusiciela chciał był posłuchać. Wszechmocny utworzył go na własny swój obraz, i uczynił mało co pośledniejszym od Aniołów, najślachetniejszym między stworzeniami, z władzą panowania nad niemi podług woli, i wlaną mu duszą rozumną, złe od dobrego rozeznawać zdolną. Ród ten, gdy przeciw przykazaniu Pańskiemu skosztował owocu z drzewa zakazanego, wygnany z raju roskoszy, odziedziczył ziemię cierniem i ostem zaroslą, aby pozywał chleb gorzki w pocie czoła i płaczu utrapienia. Za czasem gdy tułacz na tym padole nędzy chuci sprosnych nierządem pokaził się i zepsował, wywołując nie prawością swoją, kaźń zasłużoną z nieba, przepuścił Bóg potop na zatratę bezbożnych, ośm tylko zachowawszy dusz niewinnych, dla nagrodzenia dobrych uczynków i przekazu pierwotnej wiary. Kiedy wreszcie Bóg dobrotliwy uśmierzył klęskę potopu, znowu plemię ludzkie wyradzać się poczęło, krzewiąc złe z ziarna podobnego przestępstwa, jakiem Adam w raju siebie i potomstwo swoje był skaził, i za chytrą namową dawnego przeciwnika targnąć się przeciw samemu Stwórcy. Lata więc dwóchsetnego pierwszego po potopie, z porady Nemroda olbrzyma, syna Tanan, przemysłem odzyskać chcąc nieśmiertelność, odjętą sobie albo raczej utraconą przez grzech pierwszych rodziców, i usiłując przedłużyć zbyt krótką życia chwilę, jakiej mu Bóg dozwolił, postanowiło, wspólną pracą i nakładem, na pograniczach Nubii i Egiptu zbudować wieżę Babilońską, tak wzniosłą, iżby jej wysokością dorównać Najwyższemu, a to przekładając cegłę miasto wapna i piasku warstwami smoły ziemnej, która w owym kraju na wielu miejscach z ziemi wytryska. Podstawę dano jej szeroką na trzysta kroków, aby zamierzona budowa zwężając się ku górze stała tem mocniej, a trwałością i wyniosłością swoją oddalając wszelką obawę, zabezpieczała ród ludzkiem przyszłość od jakichkolwiek bądź przygód, i nadzwyczajne wód wylewy, lub inne na ludzi wymierzone od Boga plagi wstrzymywała i odpierała. Tym sposobom miało się żyć podług upodobania, bez uległości i prawa, Bóg przecież miłosierny dla synów Adama, według obietnicy swojej i uczynionego z nimi przymierza, nie karał już płochych budowników za występną pychę i zuchwałość zalewnym potopem, nie chcąc wszystkiego razem zatracić stworzenia. Żeby jednak bezbożne skrócił na przyszłość zapędy, język Hebrajski, jedyny pod ów czas, jakim od Adama aż do tej pory wszyscy mówili i między sobą się porozumiewali, podzielił na siedmdziesiąt i dwa języki; a w ton sposób zmieszał dumne zamysły pomieszaniem mowy budujących, przeco odstąpili od swego dzieła, które już nieco się było podniosło. Jakoż ród wszystek Noego mieścił się początkowo w Chaldei, Damaszku Syryjskim i Armenii większej czyli Assyryi, gdzie leżała Niniwa. Inne kraje Azyi, Afryki i Europy, nie zwiedzane ani zamieszkane, dzikiemu jedynie zwierzowi i ptastwu dostępne, obszernemi zalegały puszczami, pokąd pycha nie rozerwała jedności w pierwotnym rodzie naszym i nie poróżniła ludzi wielością języków, które wprzódy jednę składały mowę. Za tą różnicą poszła odmienność w obyczajach, pożyciu, sposobie myślenia, postawie zewnętrznej, prawach, sądach, zwyczajach i obrzędach. Już więc niechęcią wzajemną bardziej niż językiem rozbratani, pokwapili się do szukania nowych siedlisk i rozbiegli różne zaludniać kraje. Tak gdy synowie Sema na dwadzieścia i dwa języki, a potomkowie Chama na trzydzieści i trzy podzieleni, Afrykę zamieszkali, plemię Jafeta, któremu się dostało siedmnaście języków, Europę całą w wieczystą posiadłość wzięło.
Europa zaś, poczynająca się od rzeki Tanais, którą Polacy w swoim języku Donem, Tatarzy Edylem zowią, z jednej strony Tyrreńskiem, z drugiej północnem i Gadytańskiem zamknięta jest morzem. Donów, wypływajmy z gór Ryfejskich, tak bystrym wartem bieży, że chociaż przyległy bród Meotycki i Bosfor częstokroć zamarzają, on jeden z przepaścistych spadając wyżyn nigdy Scytyjskim nie ścina się mrozem, i Azyą z Europą z jednej strony poczyna, z drugiej kończy, walna ich meta i granica. Morze znów Gadytańskie na krańcach Gallacyi od Herkulesowogo Gades bierze swoje nazwisko. Dalej rosciąga się morze północne, które ku północy niekiedy Sarmackiem się zowie, że na jego brzegach Sarmaci czyli Polacy swoje mają siedziby i miasta: z tych dwa celniejsze, Lubeka (po polsku Bukowiec) i Gdańsk, od Polaków osiadłe. Jest na tem morzu wysp wiele, jako to: Skandynawia, Fryzya, Szkocya, Irlandya (Hibernia) i inne krainy pomniejsze. Podle morza Tyrreńskiego, z wyspami które oblewa, Majorką, Minorką, Iwiką, Frumetaryą, Korsyką, Sardynią, Sycylią, Mityleną, Wenecyą, Kretą, dochodzi się aż do Meotyckiego brodu. Kres stanowi miasto Bizancyum, inaczej Konstantynopol, leżące w Europie.
Te wszystkie zatem ziemie, po sam Kadyx (Gadis), który wraz z Pollą uzupełnia dziesięciogród Jafeta, zajęli swemi plemionami i językami siedmiu jego synowie: Gomer, Magog, Madai, Jawan, Tubol, Mosoch i Tyras albo Torias. Potem trzej synowie Gomera: pierwszy Ascenas, głowa Sarmatów albo Sauromatów, których Grecy Królowianami (Reginos) zowią, a z których wyszli Kalabrowie, Sycylianie, Appulczykowie i Latyni zamieszkujący ziemię Lacyum. Drugi Ryfat; od niego Paflagończycy, którzy z Paflagonii graniczącej z Galacyą przeprawiwszy się do Italii., Enetami się nazwali: od nich Wenetowie, Ligurowie i Emilowie początek wiodą. Trzeci Togor, głowa Frygo w plemienia, którzy kraj swój Frygią nazwali. Czterej synowie Jawana, a z tych pierwszy Eliza, od którego Grecy Elidami zwani. Drugi Tarsis, od którego Cylikowie mieszkańcy Cylicyi z stolicą Tarsus. Trzeci Cetym, a od tego Cetyma Cypryjczykowie (zaczem Cypr wypada na syna Jafeta a nie Sema); stolica ich zowie się Citium. Czwarty Dodani, od którego idą Rodyjczykowie; stolica ich Rodos. Od Gomera syna Jafetowngo pochodzą Galatowie, po łacinie Gallogrekami zwani: niegdyś bowiem Gallowie Sonońscy najechawszy część Grecy i, od Greków i Gallów dali nazwisko Galiicyi. Od Madai Medowie, których miano Medya przyjęła. A od Jawana Iończykowie, plemię Greków, od których morze Jońskiem zwane. Z nich wyszli Grecy, którzy Troję i przylegle okolico zamieszkali. Po zburzeniu Troi, Pryam i Antenor zawinęli statkiem do Wenecyi po zejściu zaś Antenora, którego w Padwie pogrzebiono, Pryam z towarzyszami swemi opanował Germanią , która od niego i brata rodzonego (germanus) tak nazwana, teraz od Teuta czyli Merkurego rzeczona jest Teutonią, u Łacinników zaś Alemanią od rzeki Lemanu. A ta Germania obejmuje w sobie następujące kraje: Lotaryngią czyli Brabancyą, Westfalią, Fryzyą, Turyngią, Saxonią, Szwecyą, Bawaryą i Frankonią. Ztąd najeżdżana Gallia, od poszarpania kraju (fractio) i butności mieszkańców, Francyi otrzymała nazwisko. Podobnie Britus, przypłynąwszy z Troi, ziemię, która teraz zowie się Anglią, od swego imienia Brytanią nazwał. Od niej także dawniejsza Sylwania, z drugiej od morza strony, dziś niższą Brytanią zwana. Od Mosocha syna Jafetowego pochodzą. Kappadacyanie, z stolicą kraju Masaką, którą Tyborius Cezar od swego imienia Cezareą. mianował. Od Tyrasa Trakowie, niby po ojca imieniu Tyrakowie, kraj przez siebie osiadły Tracyą nazwali. Szósty syn Jafota Tubal, od którego Iberowie albo Hiszpanie, zwani wprzód Cetubalami, jakoby drużyną (coetus) Tubala. Ci uważając jednę z gwiazd, która tam po zachodzie późno zapada, gwiazdę tę wieczorną Hesporus, ziemię zaś od jej imienia mianowali Hesperyą. A gdy potem sioła i miasteczka nad rzeką, która teraz Iberm się zowie, pobudowali, nazwisko dawno Cetubalów słowem przekręconym z Iber przemienili na Celtyberów; kraj zaś przez siebie posiadany, a, zawarty między oceanem i Tyrrreńskiem morzem, też Iberem i górami Pirenejskiemi, nazwali Celtyberyą, która potem od Hispana, władcy tej ziemi, Hiszpanii odzierżyła nazwisko. Siódmy syn Jafeta, Magog, od którego idą Scytowie, zwani także Massagetami, Gotowie, Swewowie, Alanowie i Hunnowie. Ci są synami Jafeta, którego ojcem był Noe, a tego zrodził Lamech. Pierwszy zaś człowiek z rodu Jafeta, imieniem Alan, przybył do Europy z. trzema synami, których nazwiska są: Isycyon, A rmenon, Negno, Isycyon miał czterech synów, Franka, Romana Momaura i Bryta, który Brytanią pierwszy nazwał i posiadł. Wtóry zaś syn Alana, Armenon, miał synów pięciu: Socha, Walgota, Cebida. Burgunda, Longoharda. Trzeci nakoniec syn Alana, Negno, czterech synów był ojcem, a tych imiona są: Wandal, od którego nazwisko wzięli Wandalowie, teraz Polakami zwani, i który rzekę dziś Wisłą pospolicie zwana chciał mieć rzeczoną Wamdalem. Drugi syn Nognons Targ, trzeci Saxo, czwarty Bogor. Od Isycyona więc, pierworodnego syna Alana, poszli Frankowie, Rzymianie, tudzież inne narody Latynów i Alemanów.
Od drugiego syna Alana Gotowie i Longobardowie. Od Negnona zaś, trzeciego syna, rozeszły się rozmaite narody po całej Europie, jako to: Ruś cała aż po krańce wschodu, Polska z ziem wszystkich najobszerniejsza, pomorzanie, kaszuby, ludy Szwecyi, Sarnii (która teraz Saxonią się zowie) i Norwegii. A od trzeciego syna Negnona, zwanego Saxo, Czechy i Morawa, Styrya, Karyntya, Karniola, teraz Dalmacyą zwana, Lissa (Lisna), Kroacya, Serbia, Pannonia, Bulgarya, Eliza.
Potomek więc synów Jafeta, Negno, ojciec wszystkich Sławian, wyszedłszy z równin Sennaar, i przebywszy Chaldeę a następnie Grecyą, z synami, krewnymi i gromadą swoją siadł około morza Czarnego i rzeki Istru, którą teraz nazywamy Dunajem. Rzeka ta, wypływająca z gór Germańskich, szerokiemi belty wyżynę Rauraku i całą przemierza Europę. Z ciasnych u źródła wynurzona czeluści, czterdzieści rzek w siebie potem bierze, z których wszystkie niemal spławne, i przebiegłszy rozległą ziemi przestrzeń, do Czarnego morza, zwanego pospolicie Euxyńskiem (jak niektórzy mniemają od rzeki Euxynu, która doń wpada) dawniej zaś rzeczonego Auxenem, siedmiu wlewa się ujściami, z których cztery tak potężne, że na sześćdziesiąt tysięcy kroków wody jego nie mięszają się jeszcze z morzem, i zachowują smak słodki, przyrodzony, nie przyjmując bynajmniej goryczy morskiej, i w tak długim biegu nie dając się zwalczyć ani pochłonąć. Naprzód więc Pannonią pierwotną i najstarszą Sławian siedzibę, ojczyznę i kolebkę, która po wypędzeniu ich przez Longobardów, a potem po ustąpieniu z niej Hunnów, Węgrami zwać się poczęła; ztamtąd zaś szerząc się dalej, Bulgaryą czyli Mozyą, Dalmacyą, Serbią, Kroacyą, Bośnią, Rascyą, Karyntyą, Illiryą, i inne w tych stronach Adryatyku, Jońskiego i Egejskiego morza wyspy i pobrzeża, potomstwem swojem zaludnił, granicami od wschodu i południa o Grecyą, od zachodu oparłszy je o krainy Latynów, Italów i Tentonów. W czem uważać można osobliwszą nad rodem Słowiańskim opatrzność nieba, ze ziemie tak obfite podziałem nań przypadły. Żadne bowiem w świecie krainy, prócz Indów, nie wydają (jak wiemy) szczodrzej złota, srebra, żelaza, miedzi i innych kruszców, najwięcej u ludzi cenionych, jak to ziemie, które Słowianie pierwotnie odziedziczyli. Ale ciężkie snadź były ich przewinienia, gdy za nie postanowił ich Bóg wypędzić, i ziemie tak bogato i płodne oddać w posiadłość Hunnom, Turkom i innym narodom, w tem mianowicie okazując gniewu swego surowość, że dopuścił nad ich płomieniem pastwić się barbarzyńcom i wypierać ich z pierwotnych siedlisk. Wielkie bowiem i nieoceniono dary Opatrzność zlała na ród Słowian, mając pozostać nad niemi wieczyście z swojem błogosławieństwem, gdyby staranniej byli przestrzegali słuszności i sprawiedliwości: ale gdy prawo Boskie licznemi i zbyt ciężkiemi pogwałcili przestępstwy, wszystkie te dobra odebrane im zostały i innym przydzielono narodom. Między krajami zaś, które Dunaj od Barbarzyńskiego do Śródziemnego morza przedziela, pierwsze miejscu trzyma Mizya czyli Messya, od żniw plennych (messis) tak zwana, zkąd i starożytni spichrzem Cerery ją nazywali. U nowowczesnych rzeczona Bulgaryą, graniczy na wschód z Tracyą, na południe z Macodonią, a od zachodu z Istryą.

LECH I CZECH BRACIA WYSZEDŁSZY Z WĘGIER, UDAJA, SIĘ DO KRAIN SĄSIEDNICH.
CZECH ZA ZEZWOLENIEM BRATA OBEJMUJE CZECHY I BUDUJE MIASTA PRAGĘ I WIELEGRAD.

Gdy Pannońskie dziedziny przez spółmieszkanie krajowców z przybyszami w jednę całość się zrosły, i liczne pozakładano w nich miasta i osady, naprzód zawiść wzajemna między potomkami Jafeta i żądza sporów, a potem jawno zaboje i wojny o granice powiatów, osad i miast, nie raz krwią bratnią i rodzinną zbroczyły ziemię. Do takiej bowiem wzrośli byli mnogości i liczby, że kraje, które posiadali, zdały im się już za ciasne.
Dwaj tedy synowie Jana, wnuka Jafetowogo, Lech i Czech, którym dostała się była Dalmacya, Serbia, Slawonia, Kroacya i Bośnia, chcąc i obecnie i na przyszłość uchronić się przygód z wzajemnego powaśnienia wyniknąć mogących, zgodną radą i namową postanowili opuścić swoje gniazdo pierwotne, a nowych szukać do rozsiedlenia się posad. Zostawiwszy więc resztę braci w Pannonii, sami z całą drużyną osadników, rodzeństwem i dobytkiem jaki już posiadali, wyszli z Sławonii, Serbii, Kroacyi, Bośni i i zamku Psary położonego na wysokiej skale, oblanej rzeką Hui, która Slawonią od Kreacyi przedziela. Dotychczas gruzy rzeczonego zamku świadczyć się zdają o jego dawnej wspaniałości, a nazwę dawną po dziś dzień zachowuje wieś Psary, rozłożona pod oną obaliną, gdzie niegdyś Obadwaj wodzowie Lech i Czech radzi przesiadywali i poddanym swoim wymierzali sprawiedliwość. Wyruszywszy ztamtąd posunęli się do sąsiednich i bliższych krain ku zachodowi; wiedzieli bowiem, że wschodnie strony innemi narodami były już licznie nasiadłe. W pochodzie przez okolice, które Murawa, Ohra (Egra), Łaba (Elba) i Wełtawa (Mulda) skraplają, zważywszy, że ziemia tameczna była wielce urodzajna, wodami i strumieniami zwilżona, bynajmniej zaś nie uprawna i obszerną dziczejąca pustynią, młodszy z braci, Czech, tę sobie od starszego Lecha usilnemi prośbami na dziedzinę wieczystą i posiadłość wyjednał. Gdy bowiem obadwaj w tych stronach, a zwłaszcza na górze, którą w ich języku Rzyp zwano, pomiędzy Łabą, Weltawą i Ogrzą przez długi czas społem obozowali, żyzność ziemi, łagodność nieba i między wzgórzami mnogie nizin rozłogi, tak dalece pierwszego z tych książąt Czecha a wraz drużynę jego ujęły, ze wszystkich innych wyrzekłszy się i odstąpiwszy, tę ziemię za stałe obrał sobie siedlisko, które jemu i potomstwu jego miało wystarczyć. Na co gdy brat starszy Lech, prośbami jego skłoniony, zezwolił, dwie założył stolice, dwa miasta, jedno nad brzegiem Wełtawy, które języka swego brzmieniem nazwał Pragą, drugie nad Morawy potokiem, i to zwać kazał Wielegradom. Rozdzieliwszy potem ziemie pomiędzy swych osadników, pozakładał wiele miast i wiosek; cała zaś kraina od niego samego otrzymała miano, i dotąd Czeską się nazywa, lubo w łacińskim języku, który sławiańskiego brzmienia wyrazić nałożycie nie mógł, rzeczona jest Bohemią, przeto iż Słowianie Boga po swojemu Bohem nazywają. Ta zaś część ziemi, przez którą płynie Murawa, od gajów i borów, mających po środku gęste a zieleniące się równiny i murawy, Morawą nazwana. Czechy równą mają mieć długość i szerokość. Zaokrąglone nakształt wieńca, otaczają się do koła lasom, który u starożytnych zwany Horcyńskim, od pisarzy greckich i łacińskich często bywa wspominany. Kraj zwilżony jest rzekami, między któremi Elba czyli Łaba, wypływająca z gór granicznych między Czechami i Morawą, a środkowem łożem przedzielająca Sarmacyą Europejską od Germanii, tudzież Wełtawa, za najcel-niejsze uchodzą. Z tych ostatnia podle Pragi płynie, przewiązana mostem kamiennym na czternastu słupcach. Brno zaś ( Brunna) przecina rzeka Ruda.

LECH PRZYBYWA DO POLSKI I W NIEJ OSIADA. OPISUJE SIĘ PRZYRODA I ŻYZNOŚĆ TEJ ZIEMI I Z JAKIEMI KRAJAMI GRANICZY.

Lech zatem, pożegnawszy brata młodszego Czecha, ruszył z drożyną wszystką, czeladzią, taborami i całym dobytkiem; a gdy przebył, góry i lasy, które po staremu Hercyńskiemi się zowią, a w okół Polskę i Czechy ogradzają, znalazłszy kraj obszerny, dla mnogich puszcz, gajów i borów nieprzebyty, stopami i odłogami, gdzieniegdzie rościągającemi się bez granic, dziko zaległy, ożywiony spławem licznych jezior i strumieni, rolę przytem mający płodną, acz bez podsycenia jej gnojem prędko się wyradzającą, kraj w powszechność zimny i mroźny, osadzony między pasem nieba siódmym i ostatnim; w nim osiadł i za wieczyste sobie i potomkom swoim dziedzictwo go przeznaczył. Twory bowiem żywotne, tak jako i rośliny, snadniej wytrzymują największe zimno, a niżeli zbytek gorąca i upału. I dlatego Europa, chociaż ziniowemi ściśnięta, mrozami, zdatniejsza jest do uprawy i dogodniejsza ludziom na mieszkanie, niż Afryka, wrząca skwarem słonecznym: bowiem i przyroda więcej ma tu swobody, i łagodność nieba, połączona z przemysłem mieszkańców, którzy od zimna ogniskami i piecami się zabezpieczają, sprawia, iż ta część ziemi najwięcej jest zaludnioną.
Polska kraina, obfitująca w zboże, ponętna owocami, wielością ryb i smacznego nabiału, słynna zwierzyną, zamożna w bydło i trzody, miodonośne pasieki, stada koni i rozliczne ptastwo, bogata w żelazo i ołów, woski i masło, acz gdzieniegdzie uprawie ziemi odpowiada urodzaj bardziej wymuszony niż dobrowolny, kraina lesista, a ztąd obfitująca w bydło i trawy; grunt ma w wielu miejscach jałowy i nieużyty, z przyrodzenia niepłodny, ale okryty lasami i rozmaitego rodzaju drzewiną, przygodny już to na pasieki, już na pastwiska dla bydła, i nigdzie nie próżnujący. Wina i oliwy kraj ten dla ostrego północnego zimna nie ma; zamiast wina używa piwu, które robią z żyta, pszenicy i jęczmienia albo orkiszu. Jest miejscami i ziemia tłusta, a gdzieniegdzie piaszczysta, borowa, stepowa i nieurodzajna. W sól zaś tak dalece obfituje, że jej w bałwanach więcej wydobywają niżeli warzą.. Tęga od śniegów i lodem oślizgła, ale zdrowa dla przystępności powietrza i przewiewu wiatrów. Trzęsienia ziemi, których inne kraje doznają, tak iż miasta i wsie w ruinach się grzebią, i góry na pował upadają, równie jak i powodzie, są tu prawie nieznane, lub bardzo rzadko jak nadzwyczajne wydarzają się zjawiska. Zboże wszelkiego rodzaju daje się przechowywać przez długie lata. i czasy, nie psując się bynajmniej, kiedy w sąsiednich i pogranicznych Węgrzech dłużej nieco nad rok potrzymane wyradza wołki i robaczywieje. Ma też Polska i siarki kopalnie, acz nie bardzo obfite i przejęte halunem. Wód jednak z przyrodzenia ciepłych nie wydaje.
Urzędy i powinności publiczne u Polaków nie są roczne lecz dożywotnie: który obyczaj nie wiem ażali komu z rozsądnych podobać się może. Roczną bowiem koleją zmieniać przełożonych i urzędników, jest zbawienną dla ogółu i walną niejako zasadą rzeczypospolitej. Powaga panującego staje się groźniejszą i tem większe wmawia posłuszoństwo i uszanowanie, gdy urzędnik zmianie podlegać może; a przeciwnie, wątleje i w lekceważenie popada, jeżeli ta zmiana nie jest dozwoloną.. Widzimy w tem ubozpieczenie rzeczy publicznej, gdy zuchwałemu przestępcy, który dla swoich nadużyć winien być usunięty, dłużej ze szkodą innych na urzędzie pozostawać nie wolno, i inny umiarkowawszy jego następca podobnego obawia się usunięcia.
Od północy Polska jest częścią północna Słowiańszczyzny, graniczącą na wschód z krajami Rusi, na południu z Węgrami, ku wschodowi z Morawą i Czechami, na zachód z Dacyą i Saxonią.
Krańcami zaś północnemi dotykając Sarmatów, którzy się też Getami zowią, przypiera do Dacyi i Saxonii; z Trącyą graniczy przez Węgry czyli właściwie Pannonią, a dalej przez Karyntyą schyla się ku Bawaryi. A z południowej strony, ponad morzem Śródziemnem, od Epiru ciągnąc się wzdłuż Dalmacyi, Kroacyi i Istryi, dochodzi do brzegów Adryatyku, gdzie Wenecya przedziela się od Akwilei.

SIEDM GŁÓWNYCH RZEK W POLSCE, KTÓRYCH WYMIENIAJĄ SIĘ NAZWISKA, ŹRÓDŁA PIERWOTNE I UJŚCIA.

Wymienimy tu siedm rzek głównych, właściwej słowiańskiej nazwy, zdobiących okolice które skraplają, albo podle których płyną, zwanych niekiedy strumieniami, a przebiegających kraj cały. Te częścią z gór wypływają, częścią z ukrytego wnętrza ziemi, a zasilone innemi w tym samym kraju poczynającemi się rzekami, dążą do oceanu. Najpierwsza Wisła, u starożytnych pisarzy i historyografów Vistula, którą inni mienią Wandalem, od Wandala syna Negnona, pierworodnego syna Alana, syna Jafeta, którego zrodził Noe; wielu innych znowu od księżniczki Polskiej Wandy, która za odniesione nad Germanami zwycięztwo, bogom ślubując się na ofiarę, w nurty jej wskoczyła; u narodów zaś wschodnich, z Polakami sąsiadujących, dla jasnej toni Białą wodą nazwana. Jakkolwiek rzeka ta czworaką ma nazwę, najwłaściwiej jednak mianuje się Wisłą, jakoby wiszącą lub zawisłą; albowiem strumień jej blisko miasteczka Skoczowa, poza wsią Ustroniem (Wstronie) w ziemi Cieszyńskiej, z wierzchołka Alp Sarmackich, a z czoła góry, którą pospolicie zowią Skałką, z wielkim spadając szumem i zgiełkiem, nim zbiegnie w nizinę, zdaje się raczej zawieszoną niżeli płynącą po ziemi strugą: Zabrawszy w siebie kilka rzek, już potężniejsza i większa, płynie środkiem miasta Krakowa, głównej kraju stolicy i ozdoby. Jest to najznakomitsza z rzek Polskich, i słusznie nad innemi przyznano jej pierwszeństwo; skrapia bowiem większą część królestwa Polskiego, i dłuższą niż inne rzeki przebiega ziemi przestrzeń. Wymierzywszy z razu bieg swój od zachodu ku wschodowi, zwraca się potem ku północy, a zwiększona mnogiemi z różnych stron wpadającemi do niej rzekami (z których znajomsze wymienimy) przy ujściu dzieli się na trzy odnogi. Z tych pierwsza pod Gdańskiem, druga przy wsi Theff zwana Haf (Hab) czyli wielkiem jeziorem, a trzecia pod Elblągiem zwana Nogatem. Temi trzema bramami, walna struga, zalecająca się białą wodą i zdrowym napojom, wchodzi do Sarmackiego oceanu. Z ryb wydaje łososie i jesiotry, które rzadko i w znakomitych tylko trafiają się rzekach.
A biorąc w się liczne od zachodu, południa i północy spadające wody, nazwiska swego bynajmniej nie zmienia.
Druga Odra, jakby odzierająca, że w biegu bystrym łupy z pól i lasów z sobą unosi. U pisarzy łacińskich zwana jest Guttalus. Źródło jej blisko miasteczka Odry; wpada zaś do wielkiego jeziora czterema ujściami: pierwszem pod wsią Świnią, drugiem pod wsią Dziwnem, trzeciem u wsi Piany, czwartem pod miasteczkiem Wołgoszczem (Volgosth). Wybiwszy się wreszcie z jeziora, wązkiem korytem u miastoczka Strzałmit (Stralsund) wpada do oceanu czyli Sarmackiego morza.
Trzecia Warta, co znaczy straż; nie przestając bowiem na jednem łożu, ale dzieląc się i rozchodząc na kilka, wodami szeroko rozlanemi niejako wartuje. Źródło ma w ziemi Krakowskiej, lichej mieścinie Kromołowie; a w pobliżu zamku Santoka złączywszy się z rzeką Notecią, traci własne a tamtej przybiora nazwisko, i wpada do Odry podle miasteczka K ostrzynia.
Czwarta Dniestr, którego źródło w górach Sarmackich blisko zamku Sobnia w ziemi Przemyskiej, ujście zaś do morza Czarnego (mare majus) poniżej Czarnogrodu i Białogrodu.
Piąta Bug, wypływająca z bagna wyżej zamku i miastu Oleska we wsi Kołczowie (Kolthow); ujście ma do rzeki Narwi poniżej Drohiczyna.
Szósta Niemen, biorąca początek z lasów i bagnisk miasteczka Kopielowa; przebiegłszy wielką przestrzeń ziemi, blisko zamku i miasta Pruskiego Ragnety na dwa dzieli się koryta, gdzie już pierwotne traci nazwisko, a jedną odnogą ku Inflantom (Livonia) płynąc, poczyna się zwać Rosią (Rossa), drugą zwracając się ku Prusom, Lilią; nakoniec obiedwie to odnogi różnemi drogami zdążają u zamku Memla a do wielkiej zatoki, ktorą ocean utworzył. Rzeka ta w biegu swoim tak się krzywo zawraca i wykręca, że płynący po niej żeglarze często po całodziennej podróży biorą ogień z wczorajszego zgliszcza dla bliskości miejsca a krętości prądu.
Siódma Dniepr, po łacinie Dritius albo Boristhenes zwany. Źródło jego u granic Moskiewskich w lasach Wiaśnia, ujście zaś do jeziora blisko miasteczka Daszowa. Jezioro to z obu stron rzeką wzdęte łączy się z oceanem.
Wymienimy też rzeki drugiego rzędu, które wpadając do powyższych siedmiu głównych, tracą swoje nazwiska.

WISŁA RZEKA ZE SWOJEMI STRUGAMI I RAMIONAMI.

Pierwsza tedy Polska albo Lechicka rzeka Wisła urasta z zlewających się do niej strumieni, która chociaż niekiedy przez złączonie się z innemi utrącają swoje nazwiska, godnemi jednak zdały się nam wzmianki w tem dziele.
Naprzód Biała, blisko źródła Wisły z Sarmackich gór wypływająca, ujściu ma przy wsi Żebracze. Potem Soła; źródło jej w górach Sarmackich, ujście pod miasteczkiem Oświecimiem. Potem Skawa; źródło jej w górach Sarmackich, ujście u wsi Smolic. Potem Raba; źródło ma w górach Sarmackich, kończy bieg około miasteczka Uścia. O tej twierdzą niektórzy, jakoby powstać miała z nadzwyczajnej powodzi, wydarzonej przed dwoma set laty, co ja wszelako mam za bajkę. Potem Dunajec czarny i biały; źródła obu w najwyższych Alpach Węgierskich, których szczyty wieczystym śniegiem są pokryte, a zowią się pospolicie Tatrami; ujście w pobliżu miasteczka Opatowca. Potem Łososina; źródło ma pod miasteczkiem Tymbarkiem, ujście u miasteczka Czchówa. Potem Uszew; źródło podle wsi Łąk (Lanky), ujście ma naprzeciwko wsi Przomąkowa. Potem Poprad (Poprod); początek jego z gór Węgierskich Tatrami zwanych, blisko wsi Kuczuwny i Filki. Ten długą przobiegłszy drogę w Węgrzech, i spuściwszy się rozstępami gór Sarmackich, wpada do Dunajca między Starym a Nowym Sączem (Sandec). Potem druga Biała, wypływająca z gór Sarmackich blisko wsi Gabaltowa, wpada do Dunajca pod wsią Białą. Potem Wisłoka, której źródło w górach Sarmackich, ujście podle wsi Zdakowa (Sdakow). Potem Brzeźnica; źródło ma pod miasteczkiem Wi elopole m (Wyelopolye), ujście do Wisłoki u wsi Kończyc (Kanzirz). Poten Wisłok, wypływający z gór Sarmackich, wpada do Sanu niedaleko wsi Trynczy. Potem Mlecka; źródło jej w lesie blisko miasteczka Brzozowa, ujście pod wsią Gniewczynem. potem San, wypływa z gór Sarmackich, a zwłaszcza góry Bieskid i równiny zwanej Huska Połonina. Potem Rogoźnik większy i mniejszy, wypływająco z gór Tatrami zwanych; obadwa z rzeką Lipietnicą, której źródło pod górą Obidową, u wsi Ludzimierza do Dunajca wpadają. Potem Wiar; źródło jego w górach Sarmackich, na wyżynie zwanej Tribuch, ujście do Sanu podle wsi Orka (Orzek). To wszystkie rzeki biegące z południowej świata strony, kędy początek biorą, albo same przez się albo w połączeniu z innemi wpadają do Wisły.
Strona wschodnia mniej rzek dostarcza, nie godzi się ich jednak przemilczeć. Pierwsza z nich Wiśnica, źródło ma w pobliżu wsi St róży (Strosza), ujście u wsi Rybitwy. Potem Gielczew; źródło jej podle wsi Borzęcina, ujście do Wieprza pod wsią Siestrzewitowem. Potem Bystrzyca; źródło ma pod wsią Krzczonowem, uchodzi do Wieprza u wsi Blinowa. Potem Por; źródło ma w bliskości wsi Zawieprzyc, ujście do rzeki Wieprzu niedaleko wsi Nawozu. Potem Wieprz w ziemi Bełzkiej, wypływa z Wiepr zowego jeziora blisko wsi Rogoźna i Rochań (Rachanye), ujście ma pod miasteczkiem Stężycą. Potem Ropa, wypływająca z gór Sarmackich w okolicy miasta Biecza, wpada do Wisłoki poniżej miasteczka Jasła. Potem Jasiel, początek ma w górach Sarmackich około wsi Licowna, ujście do Wisłoki w pobliżu zamku Golesza (Golesch). Potem Łada, wytryska z góry leżącej blisko wsi Chrzanowa, wpada zaś do rzeki Tanwi (Thnew) w lesie, dwie mile od Krzeszowa. Potem Tanew, wypływa z moczar błotnistych blisko wsi Dzikowa, a wpada do Sanu między Kopkami a Krzeszowom. Potem Brnew; źródło ma we wsi tegoż nazwiska, a ujście do Sanu we wsi Brenwicy. Potem Biała; źródło jej pod wsią. Godzieszowem, ujście do Brnwy około kniei Turobińskiej. Potem Sanna, wynurza się z łęgów pobliskich wsi Wierzchowiska, ujście ma pod zamkiem Zawichostem. Potem Sopot, wypływa z jeziora Kolpite, a wpada do Tanwi pod wsią Łukową. Potem Żółkiew, poczynająca się we wsi tegoż nazwiska, uchodzi do Wieprza koło Krasnegostawu. Potem Wołucza; źródło jej podle wsi Szystowa, ujście, do Wieprza pomiędzy wsiami Lotyczowem a Dworzyskami. Potem Wieprzec, źródło ma we wsi tegoż nazwiska, a wpada do Wieprza blisko wsi Nielisza. Potem Chodel, początek bierze we wsi… ujście ma pod wsią. Dobrem. Potem Tyśmienica, źródło jej w lesie Gozdnicy blisko Parczewa (Parcov), ujście do Wieprza niodaleko wsi Górki.
Od północy zaś wpadają do Wisły rzeki następujące:
Pierwsza Narew, która wypływa z bagien blisko miasteczka Słonima ujścia zaś ma koło Nowodworu na Mazowszu. Woda jej czarniawa, nawet po połączeniu się z Wisłą długo nie zmienia przyrodzonej barwy. Tę ma osobliwość, że jej gady jadowite znieść nie mogą: widzieli to na wężach, które do tratew przyczepiono spokojnie czas długi się ukrywają, jak tylko zaś do Narwi się przybliżą, natychmiast z sykiem cofają się, stroniąc od jej wód, jakoby zgubnych dla siebie, i od statków żeglownych pierzchają: co nie tylko w obcych ludziach ale i miejscowych podziwieniu sprawia. Potem Pissa (Pisz) wypływająca z jeziora blisko wsi i zamku tegoż nazwiska, wpada do Narwi koło miasteczka Nowodworu. Potem Lidynia, źródło ma podle miasteczka Ciechanowa (Czechonow) ujście do Wkry pod Nowem miastem. Potem Swider, poczyna się w lasach Czerska i Mińska, domierza zaś biegu we wsi Gąbie naprzeciw miasta Warszawy. Potem Orycz (Orzic), którego źródło w lasach i bagnach około miasteczka Nidborza (Nidborg), ujście do rzeki Narwi pod wsią Magnuszewem, poniżej Rożanu. Potem Płona, źródło mająca podle miasteczka Płońska, ujście do rzeki Wkry przy wsi Santocinie. Potem Wkra, wypływająca z pod miasteczka Działdowa, uchodzi do Narwi powyżej wsi Nowodworu. Potem Strwa, której początek niedaleko miasteczka Bielska, ujście pod miastem Płockiem. Potem Drwęca, źródło mająca we wsi Drwęcy, ujście około zamku Złotoryi. Potem Ossa, przedzielająca ziemie Polskie od Pruskich, wypływa z jeziora blisko miasteczka Radzynia, ujście ma niedaleko miasta i zamku Grudziądza, sławna jako graniczna rzeka Bolesława Chrobrego, pierwszego króla, który w niej słup żelazny był postawił. Potem Biebrza (Biedrza) wynurzająca się z lasów i bagnisk miasteczka Tykocina, wpada do Narwi podle miasteczka Goniądza. Potem Omulew (Omolew), początek bierze z moczar bagnistych około zamku Szczytna, ujście ma pod miasteczkiem Ostrołęką. Potem Renia, płynie z lasów Sulowskich (Szulow), wpada zaś do Narwi koło miasteczka Sorocka (Siraczec). Potem Liwna, wypływa z jeziora Geserich (Goszrzich), i ta jedna z rzek Pruskich wpada do Wisły; ujście ma poniżej miasteczka Kwidzyna.
Od zachodu zaś rzeka Wisła zabiera strumienie, których nazwiska tu wymieniamy:
Naprzód dwie Przemsze, biała i czarna; źródło pierwszej w lasach miasteczka Ogrodzińca, drugiej w lasach blisko wsi Rokitna; ujście obydwóch (biała bowiem łączy się z czarną) koło wsi Kopcowic, naprzeciwko miasteczka Oświęcimia. Potem Śmierdząca, której źródło w borach Zalesia, okolicy Tenczyna, ujście blisko wsi Śmierdzącej. Potem Rudawa, źródło ma we wsi Jerzmanowicach, ujcie w mieście Krakowie. Potem Prądnik, źródło we wsi Sułoszowy, ujście ma poniżej miasta Krakowa. Potem Dłubnia, źródło około wsi Jangroda, ujście podle wsi i klasztoru Mogiły. Potem Szreniawa (Strzeniawa) źródło we wsi Wierzchowisku, ujście ma u miasteczka Koszyc. Dwie wspomniane rzeki, któreśmy dopiero opisali, to jest Dłubnia i Szreniawa, mają między innemi w Polsce rzekami tę osobliwość, że wody ich ani od upałów słonecznych, ani od mrozów zimowych bynajmniej się nie zmniejszają, lecz utrzymują się w jednostajnej mierze, nie tracąc nic z swej obfitości, czy grunt suchy, jest czyli zimnem ściśnięty; ono jedno ani górnych ścieków ani doszczów nie potrzebują, dostatnie w swoich źródłach i obojętne tak na susze skwarne jako i na mrozy. Potem Brynica, źródło ma we wsi Sądku w ziemi Siewierskiej, ujście do czarnej Przemszy u wsi Pogoni. Potem Nidzica (Niedzica), która ziemię Krakowską od Sandomierskiej przedziela; źródło ma we wsi Rzędowicach (Zandowice), ujścia w pobliżu wsi czyli miejsca zwanego Ławy. Potem Nida; źródło ma we wsi Moskorzowie, zkąd ubiegłszy niejaką przestrzeń kryje się w; nóry podziemne, a potem wypływa w borze wsi Dzierzkowa, należącej do probostwa Krakowskiego; ujście ma po obu stronach miasteczka i zamku Nowego miasta Korczyna, blisko wsi Grotnika. Ta w niektórych acz nie wielu miejscach przedziela dyecezyą. Gnieźnieńską od Krakowskiej. Potem Schodnia, źródło ma we wsi Młynach i Słodkowie, ujście do rzeki Czarnej blisko miasteczka Połańca. Potem Koprzywniea, źródło jej koło miasteczka Łagowa, ujście pod wsią Skotnikami i Krzczynem. Potem Łukawa; źródło u wsi Bukowian, ujście koło Słupi (Słupcy). Potem Kamionna (Kamiona); źródło w lesie Nagi niedaleko wsi Odrowąża, ujście u wsi Pawłowic. Potem Krempa, wylewa się z bagien wsi Rzechowa, ujście ma pod miasteczkiem Solcem. Potem Morawica, wypływająca z lasów Ciepielowa u wsi Włoszowic, wpada do Nidy z prawej strony, pomiędzy Żernikami (Szyrniki) i Brzegami. Potem Bobrza, wytryska z góry Bobrzycy blisko wsi Zagnańska, a uchodzi do Nidy z lewej strony pomiędzy Brzegami a Żernikarni. Ta rzeka także w niektórych miejscach przedziela dyecezyą Gnieźnieńską od Krakowskiej. Potem Iłża (Iszlscha), źródło ma w lasach wsi Bieszkowa i Zbijowa (Zdbiow), ujście do rzeki Chodczy, blisko wsi Osuchowa. Potem Chodcza, źródło przy wsi Pakosławiu, ujście ma pod wsią Janowicami. Potem Radomirza, rozgraniczająca dyecezye Krakowską i Gnieźnieńską, źródło ma w lasach wsi Bębnowa (Bambnow), ujście pod miasteczkiem Ryczywołem. Potem Pilca, od której zamek w pobliżu jej źródła wznoszący się, i miasto pod którem płynie, biorą nazwisko; przedziela w niektórych miejscach ziemię Sieradzką od Sandomierskiej; ujście ma niedaleko wsi Ostrowa. Potem Drzewica, sącząca się z lasów wsi Paruszy, uchodzi do Pilcy w pobliżu wsi Dzierzążny. Potem Pilczyca, płynie od wsi Krasocina i Ludyni, a wpada do Pilcy pod wsią Czeniątkami. Potem Luciąża (Lucieża), źródło jej w okolicy miasteczku Rosprzy pod wsią Bliżyną, ujście do Pilcy we wsi Barkowicach. Potem Wolborza, źródło ma w lasach miasteczka Turzyna (Tuszyn), ujście do Pilcy u wsi Zawady. Potem Moszczenica; źródło w pobliżu wsi Strożek, ujście ma do Wolborzy poniżej miasteczka Wolborza. Potem Bzura, poczynająca się we wsi Łagiewnikach blisko miasteczka Zgierza, ujście ma niedaleko miasteczka Wyszogrodu u wsi Kamienia. Potem Rawa, wypływa z lasu wsi Leszczyn, wpada zaś do Bzury powyżej wsi Kozłowa. Potem Jeziora, źródło ma we wsi Osuchowie, ujście podle miasteczka Czerska. Potem Zgłowieczka (Zgowiathka) sączy się z jezior wsi Kamieńca, Chalina i Orla (Orlye), ujście ma w pobliżu miasta Włocławka. Potem Wda, początek bierze z jeziora i wsi Gać (Gacz), ujście ma w pobliżu zamku i miasteczka Świecia. Potem Wierzysza, wypływa z jezior wsi Kościerzyna i Gaci, ujście ma powyżej miasteczka Gniewa. Potem Motława; początek jej w bliskości zamku Grabina z jeziora przyległego wsi Gutland, ujście po drugiej stronie miasta Gdańska. Potem Radunia, płynie z jeziora i bagnisk Grabie, ujście ma pod miastom Gdańskiem. Potem Brda, Pomorska rzeka, wypływa początkowo z jeziora Kramska (Krampsko), wlewa się potem w inne obszerniejsze jezioro Lutomiem zwano, z którego wypłynąwszy wpada do większego jeszcze jeziora Charzykowa, i ztąd wydobywszy się jakby zwycięzko, własnem już korytem wpada do Wisły blisko miasteczka Fordonu (Fordan) w ziemi Kujawskiej. Potem Mtawa, wypływa z jeziora Mtawska, a wpada do Wisły pod miasteczkiem Nowem. Potem Kamionna (Kamiona) inna od powyższej, wypływająca z jeziora w okolicy Człuchowa (Slochow), uchodzi do Brdy u wsi Dzodzna powyżej klasztoru Koronowa, zwanego dawniej Byszowem. Ta rzeka przedziela ziemię Wielkopolską i Kujawską od Pomorza, A w ziemi Pomorskiej u wsi Sobkowa, z jeziora Leby wypływa rzeka Leba, od niego tak nazwana, której ujście do morza w pobliżu wsi Cetniowa w dobrach biskupstwa Włocławskiego.

ODRA ZE SWOJEMI RZEKAMI.

Odra, wtóra rzeka Polska, zwana inaczej Guttalus, bierze w siebie rzeki, których nazwiska są: Olsza, źródło jej w górach Sarmackich pod miasteczkiem Jabłonkową, ujście blisko miasteczka Bogumina (Oderberg). Potem Ossobłoga, źródło jej w Alpach Sarmackich, lasach zwanych Zukmantel, ujście koło miasteczka Chrapkowic. Potem Nissa, źródło blisko miasteczka Wackowa i wsi Warty, ujście ma pod miasteczkiem Surgostem. Potem Malpadew, źródło u wsi Cynkow a, ujście ma podle Czarnowąza, klasztoru Premonstrateńskiego zakonu. Potem Olawa, źródło ma u wsi Wilkowa powyżej miasteczka Grotkowa, ujście pod miastem Wrocławiem. Potem Nissa, inna od poprzedzającej; źródło jej blisko miasteczka Lubienia (Luben), ujście pod wsią Wilkoszynem. Potem trzecia Nissa, którą rozróżnić należy od dwóch powyższych, źródło ma w pobliżu miasteczka Żytawy (Szytawa) pod wsią Sochowem, ujście niedaleko wsi Szydła. Potem Morawica, źródło ma w okolicy miasteczka Olbrachcic, ujście pod miateczkiem zwanem Niemiecka Ostrawa. Potem Bóbr, źródło ma w górach nie o podał miasta Herzberga, ujście podle miasteczka Krosna. Potem Stobrawa, źródło jej w lasach i borach miasteczka Olesna, ujście u wsi Kolna. Potem Kłodnica, źródło podle miasta Glewic, ujście pod miasteczkiem Koźlem. Potem Widawa, źródło w lasach wsi Stradomia, ujście niedaleko miasta Wrocławia u wsi Banowic. Potem Opawica, źródło w pobliżu miasteczka Brunthal, ujście ma pod wsią Trębowicą. Potem Ostrawica, źródło pod miasteczkiem Frydland, ujście u miasteczka zwanego Niemiecka Ostrawa. Potem Pczyna (Psyna), wypływa z jezior powyżej miasteczka Baworowa, ujście ma przy wsi Tworowie. Potem Obra, źródło ma w lasach powyżej wielkiego. Koźmina, u wsi Obry, ujście przy wsi Głuszynie. Potem Barycz, źródło jej w lesie klasztoru Ołoboku i miasteczka Ostrzeszowa, ujście powyżej wielkiego Głogowa pod wsią zwaną Wielgie (Wielikie); przedziela dyecezyą Gnieźnieńską od Wrocławskiej. Potem Katzbach (Kaczbach), źródło ma podle miasteczka Kauffung (Koffun), ujście pod miasteczkiem Parczowicam i. Potem Kwisza (Qwyssa), źródło w bliskości klasztoru Obnig, ujście jej pod klasztorem Lubens. Potem Plisk, sączy się z bagien blisko miasteczka Droszon i miasta Świdnicy, ujście ma u wsi Gałki. Potem Sprea (Sprewa), źródło ma w Alpach przy wsi…. ujście, między klasztorem Nonstift (Novae cellac) a Frankfurtem. Potem Noteć (Notesz), źródło jej podle miasteczka Noteci (Notoszy), zasila wielkie jezioro Gopło, a złączywszy się około Santoka z rzeką Wartą, wpada do Odry pod miasteczkiem Kostrzyniem. Potem Orla, źródło w lasach miasteczka Koźmina u wsi Orli, ujście ma do Baryczy między wioskami Bełkaczowem i Pakosławiem. Potem Ruda, poczyna się we wsi Woszczycach (Woskrzycze) z potoku Srebrnika, płynie wedle wsi Palowic, tudzież miasteczek Żar i Rybnik, popod klasztor Rudę, i wpada do Odry u miasteczka Koźla, powyżej wsi Dziergowca. Potem Kocawa, przedzielająca dyecezyą Krakowską od Wrocławskiej, wypływa od miasteczka Bytomia z potoku Kliczborn, i poniżej wsi Sośnie połączywszy się z rzeką Kłodnicą wpada do Odry pod Koźlem.

WARTA ZE SWOJEMI RZEKAMI.

Trzecia z rzek Polskich Warta, od której miasteczko Warta nazwę swoję wzięło, zabiera w siebie strugi, których nazwiska są następujące: najprzód Izdwarta, mająca źródło blisko wsi Baranowa, ujście we wsi Wąsoszach. Potem Widawa, której źródło we wsi Kodrąbin, ujście do Grabi u wsi Podburzyć. Potem Nir (Nyr), przedzielający ziemię Łęczycką od Sieradzkiej, wypływa z lasów wsi Wiskitna i Wilczeń, z jeziora zwanego Śmierdząca woda, ujściu ma około Chełma wsi arcybiskupiej, o mil dwie za miasteczkiem Uniejowem. Potem Prosna (Przosnu) sączy się z moczar od miasteczka Byczyny, a kończy bieg pod wsią, Lisowem. Potem Ruda, źródło jej około miasta Wielunia, ujście u wsi Moniaczowie. Potem Ołobok (Ołobog), źródło we wsi Lgocie, ujście do Prosny podle młyna Radzieszowa. Potem Grabia, źródło ma w lasach wsi Szugwinu pod miasteczkiem Tuszynem, ujście pod wsią Pstrokoniem. Potem Nirzec, poczyna się, w lasach wsi Cysemina (Czyszemin) należącej do kapituły Krakowskiej, a uchodzi do Niru w miejscu zwanem Górki, przy wsi kapitulnej Laszkowicach. Potem Cybina, wypływa z jezior miasteczka Pobiedzisk, ujście ma w mieście Poznaniu poza kościołem katedralnym. Potem Głowna, źródło ma w lasach wsi Jemielna, ujście poniżej wsi Zawady pod miastem Poznaniem. Potem Paklicz (Paklica), źródło powyżej Lubenowa, ujście ma podle miasteczka Międzyrzecza. Potem Obra, inna od poprzedzającej, wypływa z lasów wsi Cyrekwicy, ujście ma koło miasteczka Skwirzyny: tę rzekę niekiedy Odra wzbierająca swojem parciem podnosi. Potem Lutynia, źródło jej u wsi Lgoty, ujście poniżej wsi Lgowa i Dębna. Potem Wiercica (Wierzczyca) zwana także Trzemeślą, źródło ma w lasach wsi Borzęcie, ujście poniżej wsi Kąty (Kathi). Potem Goplenica, wypływająca z jeziora Gopła, ujście ma pod wsią Morzysławą. Potem Koprzywnica, źródło ma u wsi Dziadowie w pobliżu miasteczka Turka, ujście przy młynie zwanym Prędocin (Prandoczyn). Potem Września, wypływa z góry u wsi Mnichowa należącej do probostwa Gnieźnieńskiego, ujście ma pod wsią Pietrzykowem; tu rzeka także przedziela dyecezyą Poznańską od Gnieźnieńskiej. Potem Kwieciszowka, rozgraniczająca ziemie Wielkopolską i Kujawską, wypływa z góry blisko wsi Niewszastowa, a uchodzi do Noteci podle miasteczka Pakości. Potem Biała, źródło ma w lasach wsi Zbiórka, ujście przy wsi Kopainie. Potem Wełna, poczyna, się od strugi wsi Jankowa, wpływa potem do kilku jezior, Rogowskiego, Skurskiego, Tonowskiego i Łowickiego, z których wydobywszy się płynie środkiem miasteczka i klasztoru Wągrowca, tudzież Janowmłyna, i oddziela Wielką Polskę od Pałuk, ujście ma poniżej miasto i zamku Obornik. Potem Noteć (Nothosz), źródło ma blisko miasteczka Noteci, wlewa się w obszerne jezioro Gopło, zkąd wynurzywszy się znowu, płynie podle miasteczek Pakości i Łabiszyna, ujście ma pod starym zamkinm Santokiem. Potem Głda (Gwda), wypływa z jezior Szczecińskich, a wpada do Noteci w górnej części miasteczka Ujścia (Uście). Potem Dobrzyca, początek bierze z jeziora Noblin, a uchodzi do Głdy blisko Otoczyt. Potem Krampnica, sączy się z jeziora Kramska (Krampsko) do Głdy poza Pleczemin bród. Potem Drawa (Drwa) płynie z wielkiego jeziora Drawska między Drahimem i Falkomborgiem, a wpada do Noteci między Czarnkowem i Landsbergiem (Lemberg).

DNIESTR ZE SWOJEMI RZEKAMI.

Czwarta rzeka ziem Polskich i Ruskich Dniestr, po tatarsku Turlo, po łacinie i po grecku zwany Therisannis albo Tyras, początek bierze blisko zamku Sobnia z góry Bieskid, w miejscu zwanem Dąbrowicą od osobliwego dębu, z pod którego dwie wyżej wymienione rzeki San i Dniestr do ziemi Polskiej płyną, a trzecia Cissa (Cyszza), która płynie do Węgier, i około Białogrodu (album Castrum) do Czarnego morza wpada. Zabiera w siebie rzeki znaczniejsze płynące od południa i wschodu Wołoskiej ziemi, która także podlega królestwu Polskiemu. Z tych pierwszy Stryj, mający źródło w górach Sarmackich blisko wsi Wysocka, ujście koło miasteczka Zydaczowa. Potem Tyśmienica, źródło w górach Sarmackich w okolicy Pokucia, ujście ma przy miasteczku Czyszybyeszy (?). Potem Prut, którego źródło w górach Sarmackich, ujście do Seretu poniżej miasteczka Tekucia (The-kucze). Potem Bassa (?), wypływa z jeziora podle wsi Stefanowie, wpada zaś do Prutu podle wsi Pieczory. Potem Seret, sączy się z bagna blisko zamku Oleska we wsi Żarkowie, a uchodzi do Dunaju poniżej Tarhowyszcz. Potem Zbrucz, źródło ma w bagnach Kuźmińskich w okolicy Oleska, ujście pod zamkiem Ryczywolem. Potem Smotrycz, wypływający z gór Zberaskich, oblewa miasto Kamieniec. osobliwsze położeniom swojem i wyniosłą sienią, kończy bieg u wsi zwanej Uście. Potem Lipa (Lippa), źródło ma w bagnach Oleska pod wsią Czeremoszną, ujście poniżej Halicza pod wsią Baranowem. Potem Sciekło (Sczekło) wynurza się z łęgów Dobrestańskich, ujście ma do Wrzeszycy. Z lasu zwanego Żelazne nogi wypływa…. a uchodzi do Wiśni blisko wsi Łowczyc. Potem Dziesna (Dzesza), źródło ma w bliskości miasteczka. Drochuna (Drochum), wpada do Prutu niedaleko Jaskitargu, inaczej Filistyńskiego targu. Potem Mołdawa, wypływa z Alp Sarmackich, góry Kirleby, a wpada do Seretu, blisko Romanowego targu. Potem Soczawa, poczyna się w Alpach Sarmackich, gdzie spada z wysokiej góry zwanej Iweho, ponad wsią Dzikowem; uchodzi do Prutu koło miasteczka Czarnowic. Potem drugi Seret, wypływający z gór Seretu, wpada do Prutu na Wołoszczyznie we wsi… Potem Strypa (Strippa), wypływa z błotnistego jeziora przy wsi Zubowcach naprzeciw Kamieńca, ujście ma w pobliżu wsi Chmielowy. Potem Błoszwia, wypływa z bagna Felsztyna, ujście ma u wsi Dolobowa.

BUG ZE SWOJEMI RZEKAMI.

Piąta rzeka ziem Polskich i Ruskich, Bug, ciemnym toczy się nurtem i zgrozą jest dla wszystkich Rusinów, nad tą rzeką bowiem Polacy starli ich siły za pierwszego króla swego Bolesława Wielkiego; miasta ich i sama stolica Kijów orężem Polskim skruszono, po dziś dzień ślady klęsk i wtargnienia zdobywców okazują. Wpływają zaś do Bugu następujące rzeki: najprzód Muchawiec, którego źródło w lasach i bagnach Jaroceńskich (Jaroyewyszcze) niedaleko miasteczka Turowa (?), ujście podle zamku i miasta Brześcia. Potem Bełz, źródło jej w borze wsi Przeworska, ujście pod wsią Kluszowem. Potem Huczew, wypływający z lasów Gródeckich u wsi Podhorzyc, ujście ma we wsi Grodku, gdzie niegdyś stał zamek Wołyń, od którego cała ziemia Wołyńska, nazwana, teraz zowie się Chełmską i Łucką. Potem Rata, źródło jej w górnej części wsi Wierzchraty, ujście blisko wsi Siedlec. Potem Świnia, źródło u wsi Drowny, ujście do Raty poniżej wsi Dworce. Potem Wolczwin, źródło ma w bagnach wsi Potieszyna, ujście w pobliżu wsi Pozdzemirza. Połtew, źródło we wsi Żubrzy niedaleko za Lwowem, ujście ma koło miasteczka Buska. Potem Nur, wypływający z lasów miasteczka Bielska, ujście ma przy wsi Zaszkowie. Potem Liw, źródło w lasach miasteczka Łukowa, ujście ma przy Kamieńcu Mazowieckim. Potem Kostrzyn, wypływa z lasu Dąbrówki, wpada do Liwca pod wsią Polikbowem. Potem Błotnia, sączy się z bagnisk zwanych Baranowe błoto, ujście ma pod miasteczkiem Sokalem. Potem Drewnia, wypływa z bagna u wsi Dworce, ujście ma podle miasteczka Sokala. Potem Włodawa, wypływa z bagna wsi Sosnowie blisko miasta Chełma w ziemi Chełmskiej, i przedziela tę ziemię od Brzeskiej; a zasilona strumieniami które się licznie do niej zbiegają, wpada do Bugu około wsi Sosna (Szoszno).

NIEMEN ZE SWOJEMI RZEKAMI.

Szósta rzeka ziem Polskich i Ruskich, Niemen, u łacinników Curuntius (?) zwany, a jak się wyżej powiedziało krętym biegiem płynący, bierze w siebie rzeki których nazwiska są: najprzód Morecz, źródło u wsi Gruzdowa, ujście ma koło miasteczka Merecza. Potem Wilia, źródło około wsi Kamienia, ujście pod miastem Kownem. Potem Swisłocz (Wisłucz), źródło blisko miasteczka Mohilna, ujście ma podle probostwa i wsi Dubna. Potem Święta (Swyątha), płynąca ze Żmudzi, źródło ma pod Wilkomierzem (Volkomiria), we wsi Remigoli, ujście około Kwidzyna (Marienwerder); ta rzeka przedziela Litwę od Żmudzi. Potem Niewiaza (Nyowyasza), źródło jej koło miasteczka Kiejdan (Kyedany), ujście poniżej miasta Kowna u wsi Wilki. Potem Wilna, wypływająca z pod wsi Ławarzyszek, wpada do Wilii pod miastem Wilnem. Potem Miedniki, źródło ma w pobliżu miasteczka Kroż (Krosy), wpada pod miasteczkiem Soczawą do Niemna blisko Kowna. Potem Merecz, płynie z pod wsi Solecznika, a uchodzi do Niemna pod miasteczkiem Mereczem. Potem Berczyna, źródło ma pod wsią Świętą, ujście do Wilii Misko miasteczka Niewieniszan. Potem Kotra, wypływa z jezior Giersztan (Gierszany), ujście ma u wsi Miecznik.

DNIEPR ZE SWOJEMI RZEKAMI.

Siódma rzeka ziem Polskich i Ruskich, Dniepr, zwany po łacinie Dritius albo Boristhenes, u Tatarów Kreso (Erzesze), płynie wedle Kijowa stołecznego miasta Rusi. Wpadają zaś do Dniepru rzeki następujące: naprzód Prypeć (Przypyecz), źródło niedaleko zamku Lubomli we wsi Hołownie, ujście ma poniżej zamku Czarnobyla u wsi Pohostu. Potem Styr, wypływa z jeziora powyżej Oleska, we wsi Jesionowie, wpada, zaś do rzeki Prypeci niedaleko Pińska. Potem wielki Słucz, źródło ma pod wsią Chojewicami, ujście do rzeki Prypeci niedaleko miasteczka Turowa, Potem mniejszy Słucz, płynie z pod miasteczka i zamku Kuźmina (Cosmin), a wpada do Prypeci pod Grodkiem. Potem Cietrzew, źródło ma podle zamku i miasteczka Cudnowa, ujście do rzeki Prypeci u wsi Munuczkowic. Potem Słuniew, sączy się z błotnisk wsi Satyczowa, a wpada do Styru poniżej Łucka za miastem. Potem Roś (Rosz), wypływa z bagien blisko miasteczka Smolnian, a uchodzi do Dniepru, blisko zamku i miasteczka Orszy. Potem Jasiołda (Jaszolda), źródło ma w okolicy Kopilowa, wpada do rzeki Prypeci poniżej miasta Pińska. Potem Berczyna (Brzeszina), źródło w bagnach i stopach Wielkiej Rusi blisko miasta Połocka, ujście ma do Dniepru niedaleko miasteczka Bobrujska (Dobrujsko); ta rzeka przedziela Litwę od ziem Ruskich. Potem Swisłocz, źródło ma koło wsi Porostowa górnej części, wpada zaś do Berczyny niedaleko miasteczka Borysowa. Potem Świnia, wypływa z jeziora Włoska, a uchodzi do morza blisko Rygi. Potem Połota, od której miasto i ziemia Połocka biorą nazwisko, źródło ma w pobliżu zamku Krewa, ujście do rzeki Dźwiny podle zamku Połocka. Potem Boh, źródło w górnej części lasu Oleska, ujście ma do Dniepru około zamku i miasteczka Daszowa. Potem Wyzew (Wiszew), źródło we wsi Nowosiedlcach, ujście ma do rzeki Prypeci poniżej zamku Ratna. Potem Luta, źródło u wsi Toremna (Tremno), ujście ma do Wyzwi niedaleko Ratna. Potem Boreznica (Brzesznicza), płynie z pod miasteczka Uborcia, ujście ma pod miasteczkiem Strzesznem. Potem Berczyna, przedzielająca ziemię Łucką od Litwy, jest granicą prawdziwą królestwa Polskiego. Potem Orsza, której źródło… ujście do Dniepru około… Potem Bóbr, mający początek… ujście do Dniepru podle… Potem Boryszow, którego źródło około… ujście… Potem Horyń (Orinya), źródło ma pod miasteczkiem Dąbrowicą (Dambrowica), ujście do rzeki Styru.

NIEMEN ZE WSZYSTKICH RZEK NAJSPOKOJNIEJSZY.

Nadmienić tu wypada, że wszystkie niemal rzeki Polskie, jako to Wisła, Odra, Warta, Bug, Dniepr i Dniestr, łamią i podrywają, swoje brzegi; drzewa i znaczne odmuliska, niekiedy nawet wsie całe zabierają. Sam tylko Niemen tak głębokie i nakształt żłobu krągło wytoczone ma koryto, że spokojnie płynąc, i dzierżąc się swego łoża, ani lasom ani pobrzeżnym niwom nie szkodzi. A nadto, wszystkie wzwyż pomienione rzeki tworzą jeziora i wyspy, a niekiedy w silnych wylewach, opuściwszy dawne koryta, nowe sobie tworzą łożyska z nowemi wyspami i jeziorami, nie rzadko też do starych łożysk powracają. Dźwina rzeka płynie podle znakomitych miast Kusicieli Połocka i Witebska. Po drugiej zaś stronie zamku Witebska bieży Witba, dosyć znaczna rzeka. Poza ujściem Wisły wpadają do oceanu Niemen (Cronis), Dźwina zachodnia (Rubo), Dźwina północna (Curnuntius), Chersyn (Kyerszynius).

OPISANIE GRANIC POLSKI Z CZTERECH STRON ŚWIATA, I ZKĄD RUŚ, OBFITUJĄCA W WYBORNE FUTRA, NAZWISKO SWOJE BIERZE.

Ten wszystek przeto kraj, skrupiony siedmiu rzekami wyżej pomnienionemi, z znaczną liczbą innych, które się z niemi łączą, od źródeł ich aż do oceanu zająwszy Lech, ojciec i wódz Lechitów czyli Polaków, na dziedzinę go sobie przywłaszczył, i w nim przez siebie i wnuków swoich licznemi plemionami dziedziczy, i da Bóg dzieegodziczyć będzie w przyszłości. Od wschodu nie było żadnego sąsiedztwa innego prócz Greków i morza Czarnego (Lwiego, mare Leoninum), do których trzeba było iść przez lasy i puszcze, przestrzeń więcej niż dwieście mil wynosząca, i przez liczne rzeki, samemu nawet przewódzcy nieznane w ów czas z nazwiska. Który-to kraj wschodni od jednego z wnuków Lecha, zwanego Rus, po kilku wiekach objęty i zaludniony, przybrawszy nazwisko Rusi, wzrósł za czasem w obszerne i wielce potężne władztwa, dziedziny i miasta, jakie obecnie widzimy, gdzie z soboli, kun i innych zwierząt ślachetnych futra, których okoliczne puszcze dostarczają, wielkie płynie bogactwo. Tę wyborną odzież mieszkańcy tameczni mając za celniejszą ozdobę, bogato się stroją, chociaż pokarmu szczupłego i nędznego używają. Od południa Karpaty (Alpy), które swym łańcuchem nieprzerwanym oddzielając Pannonią aż do morza Czarnego (Lwiego) przypierają, i obszernemi rozwiedzione pasmy, wzdłuż i w szerz ogromną przestrzeń zalegają, w długiej wieków kolei Polskim podlegały książętom i w ich były dzierżeniu. Ku czemu przywieśdź można dowodne świadectwa niektórych dawnych pisarzy. Tak Puteolanus, historyk i starych dziejów sumienny badacz, powiada: że w trzecim roku panowania cesarza Maryana, które przypada około roku Wcielenia Pańskiego czterechsetnego pięćdziesiątego ósmego, władał w Polsce książę pilnujący nad Bułgarami i Mezyanami, który zapragnął razem w Węgrzech panować. Tego Węgrzy znęciwszy różnemi podarkami, gdy się przekonali o osłabieniu jego potęgi, napadli niespodzianie i z całem wojskiem znieśli. Od zachodu Germania, którą Łaba czyli Elba rzeka od ziem Polskich przedziela. Od północy ocean, a za jego wodami ukazuje się Dania, Szwecya, Norwegia, i ostatnie kończyny świata, które ówczesnym mieszkańcom były jeszcze niedostępnemi.

JAKIEMI MIASTAMI SZCZYCI SIĘ WISŁA, SŁAWNIEJSZA NAD INNE RZEKI, TUDZIEŻ ODIA, WARTA I DNIEPR, MIEDZY RZEKAMI CELNIEJSZE.

Rzeka zaś Wisła, która trzema ujściami wlewa się do oceanu (mare oceanum) i w swym biegu zwrócona nieco ku wschodowi przeszło czterdzieści rzek w siebie zabiera, liczniejsze i znakomitsze oblewa miasta niż inne rzeki. Chociaż bowiem Odra, która płynie na zachód, sławne po drodze odwiedza miasta, Racibórz, Brzeg, Wrocław i Frankfurt; Warta zaś, płynąca między obiema w pośrodku, ma słynne podle siebie miasta Sieradz, Pyzdry, Poznań; a rzeka Dniepr stolicę Kijów; Wisła atoli, rzek polskich czoło i ozdoba, większe nierównie i okazalsze oplókuje grody, jako to: Kraków, Sandomierz, Warszawę, Płock, Włocławek, Toruń, Chełmno, Grudziądz, Świecie, Gniew i Gdańsk. Spławem swoim rozmaitego rodzaju drzewa dębowego, cisowego, na opał i budowę statków, smoły, popiołu, jesionów, płótna, terpentyny, żywicy, wosku, miodu, ołowiu, żelaza, zboża, i wielu innych rzeczy, któremi porty Anglii i Flandryi słyną, z krain Polskich morzu dostarcza. Godnem jest i to uwagi, że Wisła szczyci się trzema katedrami biskupiemi, gdy inne rzeki ledwo po jednej maja, Cośmy zaś o Wiśle, inaczej Wandalem, tudzież o Odrze, po łacinie Guttalus zwanej, powiedzieli, wsparłem jest na świadectwie Solina, który opisując początek Germanii, tak mówi na wstępie: “Góra Sewo, ogromna i nie niniejsza od Ryfejskich garbów, progiem jest najpierwszym Germanii. Tę Ingowonowie osiedli, od których najpierwej po Scytach poczyna się ród i imię Germanów. Kraj ich w ludność zamożny, liczne i straszliwe wychowuje narody. Rościąga się zaś między górami Sarmackiemi a lasem Hercyńskim. Gdzie się poczyna, oblewa ja, Dunaj, a gdzie się kończy, Ren. Z jego wnętrza Łaba, Odra i Wisła (Alba, Guttalus, Vistula), potężne rzeki, toczą, się do oceanu.”

ZKĄD BIORĄ NAZWISKO LECHICI, POLACY, WANDALOWIE, SCYTOWIE, GERMANOWIE. MNIEMANIE O RUSSIE, OD KTÓREGO POCZĄTEK RUSI.

Lubo zaś od pierwszego książęcia i założyciela, Lecha, kraj jego Lechią a ludy w nim mieszkające Lechitami nazwano, gdy jednakże pola w tym kraju po większej części równe, sposobne do zasiewu, pilnością i przemyślem nowych osadników w krótkim czasie przez wytrzebienie lasów powiększyły się, i na szersze płaszczyzny zamienione wzięły postać jakby pół z przyrodzenia otwartych; przeto Lechitowie, ci zwłaszcza, którzy na równinach siedzieli, od innych pokrewnych sobie drużyn koczujących po lasach, i od narodów sąsiadujacych do koła, Polanami, tu jest pół mieszkańcami zostali nazwani; a ta nazwa tak się potem między ludźmi utarła, że dawno nazwisko poszło w zapomnienie, a naród i kraj wszystek powszechnym już i u pisarzy niektórych używanym wyrazem poezyi się mianować Polską. Sąsiednie przecież narody, a mianowicie Rusini, którzy w kronikach swoich chełpią się pochodzeniem od Lecha, nazywają Polaków i ich kraj Lechitami. Po dziś dzień u Słowian, Bułgarów, Kroatów i Hunnów toż samo utrzymuje się nazwisko, chociaż w wielu miejscach pisarze niektórzy mienią ich i piszą. Wandalitami, od rzeki Wandalu, który jedno znaczy co Wisła, a to samo dowodzi pierwszeństwa jej między innemi rzekami. U starych zaś pisarzów i dziejomowców Polska nazywa się Sarmacyą Europejskią i tak Rusini jak i Polacy rzeczeni są Sarmatami. Ja mniemam, że to nazwisko, które im starożytność nadała, słusznem jest i właściwem. Zkąd i Alpy, uważane, powszechnie za granicę Polski, i stanowiące ścianę środkową miedzy Rusią i Pannonią, od wszystkich pisarzów Sarmackiemi są zwane. Wielu nazywają Polaków niewłaściwie Scytami, niekiedy nawet Germanami, a to z tej przyczyny, że cały ów kraj leżący między Dunajem, Łabą i Wisłą u dziejopisów objęty jest Scytyi nazwiskiem; gdy go więc później zamieszkali Polacy i Rusini, ich też niektórzy nazwali Scytami; że zaś Wisła dotykająca granic Scytyi i Germani i przez środek Polski płynie, a od jej źródła aż do zachodniego krańca żaden inny naród prócz Polaków w tym kraju nie mieszka, przeto dają im nazwę Germanów. Chcą też utrzymywać niektórzy, że Rus nie był wnukiem Lecha ale bratem rodzonym, i że z nim pospołu i z trzecim bratom Czechem z Kreacyi wyszedłszy, obszerne dziedziny Rusi, których Kijów głową jest i stolicą, a które Dniestr, Dniepr, Niemen, Prut, Słucz, Styr, Zbrucz, Smotrycz, Seret, walne rzeki skrapiają, zaludnił, i granice swojego władztwa poza Nowogrod, miasto Ruskie, złotem, srebrem, futrami bogato i sławne, a położone między bagnami i jeziorami, aż do kończyn niemal tej ziemi rozszerzył. Niezgodność jednak pisarzy w podaniach o początku Rusi więcej je zaciemnia niż wyświeca.

KSIĄŻĘCIA RUSI, PRZEZ LAT CZTERNAŚCIE WŁADAJĄCEGO RZYMEM I CAŁĄ ITALIĄ, TEODORYK KRÓL GOTÓW MIECZEM ZGŁADZIŁ I WŁOCHY ZAGARNĄŁ.

Od tego Russa, pierwszego Rusi ojca i założyciela, wiodący ród i pokolenie swoje Odoacer Rusin, roku od Narodzenia Chrystusa pięćsetnego dziewiątego, za Leona I papieża i Leona I cesarza, z zbrojną siłą Rusinów do Włoch wkroczywszy, po wzięciu miasta Pawi i (Ticinum) mieczem i ogniem je spustoszył, i Oresta w niewolę poimanego śmiercią ukarał; Augustula zaś, który usiłował rządy utrzymać, wypędziwszy, wszedł zwycięzko na czele swoich do Rzymu, i gdy mu nikt nie odważył się czoła stawić, Włochy opanował. Które gdy przez lat czternaście w pokoju i z największą swobodą rządził, Teodoryk król Gotów ruszył ku Italii przez Bulgaryą i Pannonią mimo trudy wielkie; a kiedy w bliskości Akwilei na żyznych pastwiskach z wojskiem obozował, napadł go z potęgą całych Włoch Odoacer; lecz pobity od Teodoryka i Gotów, i z nie wielka liczbą, swoich ratujący się ucieczką, gdy mu lud wstępu do Rzymu nie dopuścił, do Rawenny się schronił. Tu trzechletnim znękanego oblężeniem Teodoryk do poddania się zmusiwszy, poimał i zgładził, a królestwo Italii, Rusinom wydarte, sobie i Gotom przywłaszczył.

ZNACZNIEJSZE JEZIORA W POLSCE.

Opisawszy rzeki Polskie, ile trudność pracy dozwalała, tak gdzie się poczynają, jako też dokąd płyną i wpadają, biorę się teraz do opisania znaczniejszych jezior, które w Polsce bądź krajach do niej należących znajdują się, i albo same rzekom początek dają, albo z rzek się tworzą, albo wreszcie, co w wielu trafia się miejscach, od rzek biorą wzrost i zasiłek: acz widzimy, że wiele takich jest jezior, które bez żadnego wód powiększenia ogromne pochłaniają rzeki, albo je niby w gościnę przyjmują i wypuszczają. Nazywają się zaś jeziorami wielkie wód zbiory, skrytemi w łonie ziemi ponikami w jednę ściekające kotlinę, na korzyść i wygodę ludzką. A lubo niektórzy twierdzą, że jezioro (lacus) od stawiska albo bagna (stagnum) wielce się różni, i nie należy bynajmniej bagna jeziorem, a jeziora mienić bagnem, mimo powagi wielu pisarzy, którzy niewłaściwie wyrazów tych w jednakowem używają znaczeniu, gdy jeziora mają wodę żywą, bieżącą, bagna zaś błotnistą, zepsutą, cuchnącą i obrzydłe wydającą wywiewy: my przecież obyczajem wspólnym Polaków i Rusinów, którzy w swej mowie tej różnicy nie znają, i jedne za drugie biorą, jezior od stawisk rozróżniać nie będziemy. Nie myślę też opisywać pojedynczo wszystkich jezior Polski i podległych jej krajów, byłaby to trudna i zbyt wielka praca; bo kraj Polski i należące do niego ziemie leżąc nisko i po większej części równo z oceanem. Sarmackim, mają wielką i prawie, niezliczoną ilość jezior. Dość przeto będzie wymienić znaczniejsze i większej wagi jeziora. A że powszechnym Polaków głosem jezioro Gopło tak jest wielkie i sławne, że Polacy chcąc jaką rzecz wielką oznaczyć dają jej Gopła nazwisko, zatem i my dla nazwy samej i znakomitości jego dajemy mu między jeziorami Polskiemi przodek i pierwszeństwo. Gopło, w ziemi Wielkopolskiej, u Polaków sławne, ma taką obfitość ryb, że je ztamtąd na okół w sąsiodnie strony wozami rozwożą, nie tylko w dostatniej ale nawet zbytecznej ilości. Powstaje u miasteczka Noteci z sączących się źródeł, i dorazu tam gdzie się tworzy, głębokie i wielkie, tak długo i szeroko się rozlewa, że patrzącemu prawie morzem się wydaje. Twierdzą, że ma pól mili szerokości, a długości mil pięć. Nakoniec koło zamku Szarleja wypuszcza z wnętrza swego znaczną rzekę Noteć zwaną. Ryby jego w rodzaju i smaku lepsze są od ryb innych jezior.
Czartery a, jezioro blisko zamku i Nowego miasta Korczyna, znamienite tak mnogością ryb, jako też twórcą swoim Kazimierzem królem Polskim, który przemysłem swym odwróciwszy w inną stronę koryta dwóch rzek, Wisły i Nidy, zrobił jezioro wieczyste i znacznie rozległe, zasilano z obu rzek wodą i rybami.
Sieciechowskie (Swieciechowskie) jezioro, blisko wsi biskupstwa Krakowskiego Sieciechowa, od tejże wsi ma nazwę, i źródła bijące w łonie tego jeziora czynią je trwałem; czasem takie zasila je płynąca w pobliżu Wisła.Śleszyńskie jezioro (Slezino) bliskie miasteczka tegoż nazwiska, poczyna się u góry Przewłoki, wzdłuż ma cztery mile polskie, wszerz ćwierć mili; podłe wsi Kapy wylewa z siebie rzekę Goplenicę, i łączy się z rzeką Wartą koło wsi Morzysławy.
Powidz, wielkie jezioro, oblewa miasteczko tegoż nazwiska; ma trzy mile wzdłuż a jednę wszerz.
Ban, jezioro powyżej miasteczka Dolska, tworzy dokoła wiele jezior.
Lednica, ogromne jezioro w Wielkiej Polsce, którego początek powyżej wsi Drzonka, tworzy wiele jezior mniejszych (ob. niż.).
Blandno, znaczne jezioro w Wielkiej Polsce, podobno nawet większe od Gopła, blisko miasteczka Zbąszyna, w ryby zamożne. Rzeka Obra, poczynająca się u miasteczka Koźmina, przechodzi je od początku do końca. Żywi w sobie wiele węgorzy.
Niezamyśl, znaczne jezioro Wielkiej Polski, niedaleko rzeki Warty, ciągnie się od miasteczka tegoż nazwiska aż do miasteczka Głuszyny. Pamiętne i zgrozy polne dla Krzyżaków, którzy nad niem u wsi Polwicy od marszałka Polskiego pobici byli na głowę.
Wonieska, obszerne jezioro Wielkiej Polski, rościągające się od miasteczka Osieczny aż do wsi Kurzej Góry, gdzie łączy się z Obrą.
Dominice, ogronme jezioro Wielkiej Polski, poczynające się pod miasteczkiem Brennem, a ciągnące aż do Przemęckiego klasztoru.
Lednica, znaczne bardzo jezioro Wielkiej Polski pod miasteczkiem Pobiebiedziszkami, oblewające wyspę dość obszerną, na której, wedle ustnego raczej niż piśmiennego podania, miał być pierwotnie założony kościoł katedralny Gnieźnieński (co pozostało szczątki i gruzy poświadczają.), późniejszym dopiero czasem, dla trudnego przystępu, przeniesiony do Gniezna. Jezioro to ma przeszło dwie mile długości.
Pczowo, znaczne jezioro Wielkiej Polski, dało nazwę miasteczku leżącemu nad jego brzegiem.
Lubstowo, znaczno jezioro Wielkiej Polski, około wsi tegoż nazwiska, na dwie mile długie lecz wązkie; zasila je rzeka Goplenica.
Trląg (Trlang), jezioro w Wielkiej Polsce, daje przyległej wsi nazwisko; długie na milę, kończy się u wsi Pakości. Zasila je rzeka wypływająca z miasteczka Gembie.
Jeleń, jezioro pod miastom Gnieznem, znakomitsze bliskością. Gniezna niż rozległością swoją.
Drawsko, znaczne jezioro Wielkiej Polski, ma obwodu siedm mil Niemieckich, w ryby zamożne; tak nazwano od rzeki Drawy która je zasila, i która znacznemu nad sobą zamkowi Drahimowi dała nazwisko.
Nobliny, jezioro Wielkiej Polski blisko wspomnianego dopiero zamku Drahima; ma trzy mile wzdłuż, dwie wszerz. Krampsko jezioro Wielkiej Polski, blisko. Walcza, czterema przerwami rozdzielone; ma trzy mile długości, ćwierć mili szerokości.

JEZIORA ZIEMI LUBELSKIEJ.

Jedlno, jezioro ziemi Lubelskiej, w lasach, dało przyległej wsi nazwisko. Ma pół mili wzdłuż, a ćwierć wszerz.
Czarne jezioro, w ziemi Lubelskiej, różne od jeziora tegoż nazwiska w ziemi Chełmskiej, dwie mile od miasteczka Parczowa; wszystkie ściany ma równo, każda rosciąga się na pól mili.
Raczno, jezioro ziemi Lubelskiej, w bliskości wsi Bolechowie, zewsząd na ćwierć mili rozlegle.
Głębokie, jezioro ziemi Lubelskiej, pod wsią tegoż nazwiska, ma ćwierć mili wzdłuż i wszerz.
Uścimów (Ustimow), jezioro ziemi Lubelskiej, przy którem wieś biorąca od niego nazwisko. Okrągło, a rościągające się na ćwierć mili.
Rozkopaczów, jezioro ziemi Lubelskiej, przy wsi Rozkopaczowskiej Woli, milę długie, pól mili szerokie; wypływa z niego rzeka tegoż nazwiska, wpadająca do Tyśmienicy.
Dratow (Drzatow), jezioro ziemi Lubelskiej, w pobliżu wsi Łęczny, ma pól mili długości, a ćwierć szerokości.
Trzcianno (Trzaczano), jezioro ziemi Lubelskiej, niedaleko wsi Łęczny (Lanczna) w lasach; okrągłe, nie obszerniejsze nad ćwierć mili.
Nadrybie, jezioro ziemi Lubelskiej, niedaleko tejże wsi Liczny, pól mili ma wzdłuż, ćwierć wszerz.
Ostwysz, jezioro ziemi Lubelskiej, w bliskości tejże wsi boczny, pól mili wzdluż, ćwierć wszerz.
Biesce (Bieszcze), jezioro ziemi Lubolskiej, o dwie mile od Łęczny; ćwierć mili ma długości, a pół ćwierci mili szerokości.

JEZIORA ZIEMI KUJAWSKIEJ.

Bielsko, jezioro Kujawskiej ziemi, koło wsi Bielska, która od niego bierze nazwisko. Ma ryby osobliwe i rzadkie w innych jeziorach Polskich, siołwicami (szyolwicze) zwano. Rościąga się wzdłuż na pół mili.
Brdów, jezioro Kujawskiej ziemi, między miasteczkami Kłodawa, i Izdbica, (Gystbicza), mające pól mili wzdłuż.
Orle, jezioro ziemi Kujawskiej, biskupa Włoclawskiego, znaczne rozległością., w ryby zamożne, Rzeka Zgłowiączka (Zgowiąthka) z niego wypływa. Ma milę długości.
Tur, wielkie jezioro ziemi Kujawskiej, różne od poprzedzającego (? ob. niż.) niedaleko miasta Bydgoszczy, obfitujące w ryby kleszczami zwane; ma pół mili długości.
Krzewiata, wielkie jezioro ziemi Kujawskiej, niedaleko miasteczka królewskiego Kowala, rościąga się na pól mili wzdłuż.
Łęczno (Lanczno), jezioro ziemi Kujawskiej, należące do biskupa Włocławskiego, podle miasteczka Pakości; tworzy je rzeka Noteć wypływająca z jeziora Gopła. Długie na milę, ale wązkie.
Ptur, jezioro ziemi Kujawskiej, przy wsi tegoż nazwiska; wzdłuż rościągająco się na milę, ćwierć mili wszerz. Zasila je rzeka Noteć.
Borzymowskie, drugie jezioro tejże ziemi, na milę rozległe.

JEZIORA ZIEMI POMORSKIEJ.

Lebsko, wielkie jezioro ziemi Pomorskiej, we wsi Charbrowie, dziedzictwie biskupa Włocławskiego, tak zwane od rzeki Leby, która weń wpada. Rozdziela ziemię Pomorską od Słupskiej (Stolpensis).
Osieczno, wielkie jezioro ziemi Pomorskiej, blisko zamku Osieka, który od niego bierze nazwisko, milę ma długości, a pól mili szerokości.
Stworzonagać, ogromne jezioro ziemi Pomorskiej, rościągające się wzdłuż na mil siedm, wszerz na pięć, w pobliżu miasteczka Chojnic, Tucholi, Człuchowa i Bytomia. Brda rzeka z niego wypływa.
Borzychowo, jezioro ziemi Pomorskiej, blisko miasteczka Starogrodu (Stargard), pól mili ma wzdłuż, ćwierć wszerz.
Wzdzice (Wzdzycze), jezioro ziemi Pomorskiej, mające pięć. mil wzdłuż, a trzy mile wszerz, w pobliżu miasteczka Kościerzyna. Poczyna się blisko zamku Kiszkowa, a kończy u zamku Tucholi.
Biała, jezioro ziemi Pomorskiej, blisko miasteczka Tucholi, wzdłuż ma milę, wszerz pól mili. Wypływa z niego rzeka tegoż nazwiska i wpada do rzeki Wierzyszy.
Krąg, jezioro ziemi Pomorskiej, w powiecie Świeckim, niedaleko miasteczka Tucholi; pól mili wzdłuz, ćwierć wszerz.
Suchum, jezioro ziemi Pomorskiej, w powiecie Świeckim, ćwierć mili wzdłuż i wszerz.
Ostrowite, jezioro ziemi Pomorskiej, długie milę, ćwierć mili szerokie.
Deszczno, jezioro ziemi Pomorskiej, w powiecie Świeckim, rozległe na ćwierć mili.
Piaseczno, jezioro w tejże ziemi, w powiecie Świeckim, rozległe na ćwierć mili.
Steklno, jezioro ziemi Pomorskiej, blisko wsi Gródka, wzdłuż na półtorej mili, wszerz na pól.
Muksza, jezioro ziemi Pomorskiej, blisko miasteczka Tucholi, wzdłuż i wszerz jednako na ćwierć mili się rościąga.
Kramsko (Krampsko), jezioro ziemi Pomorskiej, między Człuchowem a Hamorsztynem (Emerstin); długości ma trzy mile, a ćwierć szerokości.
Lutumie, jezioro ziemi Pomorskiej, blisko Chojnic, ma pięć mil wzdłuż, mile wszerz.
Charzykowo, wielkie jezioro Pomorskie, wzdłuż na sześć mil, wszerz na dwie mile rozlegle.
Rzeka Brda, wydobywszy się z łona jeziora Kramska, wpada do jeziora Lutomia, a ztamtąd wypłynąwszy wchodzi do jeziora Charzykowy; zkąd po trzeci raz zwycięzko wyszedłszy, własnem korytem przerzyna przostrzeń znaczną i uchodzi do Wisły.

JEZIORA ZIEMI CHEŁMSKIEJ.

Switeź (Swythaz), wielkie jezioro ziemi Chełmskiej, u wsi tegoż nazwiska, ma pięć mil obwodu, dwie wzdłuż, a jednę wszerz. Ryby w niem przednie, zwane kleszczami.
Szacko (Szaczsko), wielkie jezioro ziemi Chełmskiej, dwojakiej nazwy, bo mieszkańcy tameczni zowią je Lucomirem, ale od bliskiej wsi Szacka bierze nazwisko. Wypływa z niego rzeka Lucemir. Wzdłuż ma pół mili, wszerz ćwierci.
Tur, wielkie jezioro ziemi Chełmskiej, równo ma ściany; rosciąga się wzdluż na dwie i pól mili, wszerz na milę. Zasila je rzeka Lucomir z Szacka płynąca, która ztąd się wydobywszy, i zwycięzko niektóre małe jeziora przerżnąwszy, łączy się z rzeką Prypecią.
Biała, znaczne jezioro ziemi Chełmiskiej, w pustyni między wsią Radzistowem i Wietlami, wzdłuż na pół, wszerz na ćwierć mili. Ma ryby kleszcze, tak tłuste, że wieśniacy nie mało naczyń tranem ich napełniają. Woda jeziora tego w miesiącach Maju i Kwietniu czerni i brudzi ciało ludzkie, tak, że ten brud dopiero inną wodą zmyć można.
Orzechowo, wiełkie jezioro ziemi Chełmskiej, w borze obszernym, blisko wsi Zamorowie i Szczodrohoszcza, rościągająco się na pól mili wzdłuż a ćwierć mili wszerz. Zasila je rzeka Lucemir (Lucomir), która wypłynąwszy z jeziora Tur wpada do niego, a ztąd wlewa się znowu w jezioro pobliskie zwane Orzechowiec.
Orzechowiec, jezioro ziemi Chełmskiej, w borze, blisko jeziora Orzechowa, wynoszące wzdłuż i wszerz ćwierć mili. Okrągło, rościąga się na wszystkie strony jednakowo. Zasila je podobnież rzeka Lucomir, która wydobywszy się z niego, wpada do Ostrowia.
Ostrowie, jezioro ziemi Chełmskiej, w pobliżu wsi Niewiary (Niewier), ma pól mili wzdłuż, a ćwierć mili wszerz, zasilana, przez tęż samą rzekę Lucomir, która wypłynąwszy z jeziora nieco dalej wpada do rzeki Prypeci.
Mszane, jezioro ziemi Chełmskiej, blisko wsi Zamorowie, ćwierć mili wzdłuż, połowę tego wszerz, dno ma zasłane krzemieniami, które często wraz z rybą wyciągają.
Polmo, duże jezioro ziemi Chełmskiej, u wsi Polma, na milę wzdłuż, wszerz na pól mili.
Piaseczno, jezioro ziemi Chełmskiej, blisko wsi Lubochynie, wzdłuż na milę, wszerz na pół mili. Z tego jeziora wypływa rzeka Krzemionka.
Synów (Szinow), jezioro ziemi Chełmskiej, tak zwane od wsi przyległej; dokoła otoczone górami, okrągłe, rościąga się bowiem na wszystkie strony jednako.
Krzemno, jezioro ziemi Chełmskiej, przy wsi tegoż nazwiska, okrąglawe, wzdłuż i wszerz równe. Rzeka Krzemianka z jeziora Piaseczna płynąca wpada do niego, a wydobywszy się z jeziora, łączy się z Prypecią.
Lukie, wielkie jezioro ziemi Chełmskiej, koło wsi Dubeczna (Dubiecka), okrągłe, ma ćwierć mili wzdłuż i wszerz.
Wielkie, jezioro ziemi Chełmskiej, blisko wsi Poląp, okrągłe, ma ćwierć mili wzdłuż i wszerz.
Czarne, jezioro ziemi Chełmskiej, przy wsi Szacku, rosciąga się na ćwierć mili wzdłuż i wszerz.
Rymacze (Rimacz), jezioro ziemi Chełmskiej, przy wsi tegoż nazwiska, pół mili wzdłuż, a ćwierć mili wszerz wynosi.
Okunin, jezioro ziemi Chełmskiej, blisko wsi Ostrowa, wzdłuż ćwierć mili, wszerz pół ćwierci.
Płociec, wielkie jezioro ziemi Chełmskiej, blisko wsi Wietli, pól mili wzdłuż, ćwierć wszerz.
Stryborz, wielkie jezioro ziemi Chełmskiej, blisko wsi Szczodrochiowiec; zasila je rzeka Prypeć środkiem płynąca. Okrągłe, rośćiągająco się jednako na wszystkie strony.

JEZIORA ZIEMI RUSKIEJ.

Nobli (Nobel), wielkie jezioro ziemi Ruskiej, w powiecie Pińskim; zasila je rzeka Prypeć i zapładnia rybami.
Olbiasz, wielkie jezioro ziemi Ruskiej, także w powiecie Pińskim, które taż sama Prypeć wodą i rybami zapomaga.
Orzechow, wielkie jezioro ziemi Ruskiej, w powiecie Brzeskim, inne od poprzedzającego. Zasila je Brna, rzeka wielce rybna.

JEZIORA ZIEMI PRUSKIEJ.

Draussen (Druszen), wielkie jezioro ziemi Pruskiej, blisko miasta Elbląga, ma cztery mile wzdłuż, dwie wszerz.
Spirding (Sporden), ogromne jezioro ziemi Pruskiej, koło miasteczka Lötzen (Lyecz), ma siedm mil wzdłuż, pół mili wszerz.
Hanusborg, jezioro ziemi Pruskiej, tak zwane, od przyległego miasteczka tegoż, nazwiska, ma cztery mile wzdłuż, półtorej mili wszerz.
Wiecnino (Wyecznino), jezioro ziemi Chełmińskiej, w pobliżu miasteczek Chełmży i Kowalewa, długie mi półtorej mili, szerokie pól mili.
Partecino (Partheczino), jezioro Chełmińskie, blisko zamku Bratynu trzy mile długie, dwie szerokie.
Maldesee, jezioro ziemi Chełmińskiej, miedzy miasteczkami Radzyniem i Rogożnem, milę długie, ćwierć mili szerokie.
Dąbrowno (Dambrowno), jezioro ziemi Pruskiej, oblewa mury miasteczka tegoż nazwiska; mile, wzdłuż, ćwierć mili ma wszerz.
Melno, jezioro ziemi Pruskiej, blisko miasteczka Grynfeldu; milę długie, ćwierć mili szerokie.Łubno, jezioro tejże ziemi, blisko pomienionego miasteczka Grynfeld, ma milę wzdłuż, ćwierć mili wszerz. Oba to jeziora Melno i Łubno przeklęte u Krzyżaków Pruskich i wszystkich Niemców, wśrodku bowiem między niemi doznali wielkiej klęski od Polaków i królu ich Władysława drugiego.
Schilling (Scheylang), jezioro ziemi Pruskiej, w pobliżu miasteczka Osterode; poczyna się u wsi Szinbergu, a ciągnie się wzdłuż na mil pięć, wszerz na ćwierć mili.
Geserich (Geszrzicz, Geszruch), jezioro ziemi Pruskiej, ciągnie się od wsi Ikszane aż do miasteczka Iławy, wzdłuż na pięć mil, wszerz na mile.
Skamant, jezioro ziemi Pruskiej, blisko miasteczka Koger, pólwtorej mili wzdłuż, ćwierć wszerz.
Lik (Lyk), jezioro ziemi Pruskiej, długie na dwie, mile, ćwierć mili szerokie.

JEZIORA ZIEMI LITEWSKIEJ.

Bersty, jezioro Litewskie, pół mili długie; wypływa z niego rzeka zwana Kotra. Jezioro to nad wszystkie inne w Litwie w ryby zamożniejsze. Tu polowania królewskie na żubry (venationes bisontium) i jelenie, oraz dworzec tego nazwiska.
Dubice, jezioro ziemi Litewskiej, od którego miasteczko pobliskie podobnież jest nazwane; a chociaż cztery na pozór widzisz jeziora, jednę tylko mają nazwę, bo acz przecięte bagnami, wody jednak swoje wspólnie mieszają.
Wspomnieć prócz tego należy, że z jeziora znacznego czyli bagniska, trzydzieści mil powyżej miasta Smoleńska ku Nowogrodowi, wypływają trzy wyżej pomienione rzeki. Pierwsza Dźwina dążąca do Rygi ku morzu. Druga Wołga, którą mają niektórzy za rzekę zwaną fluvius Poricus; płynie powyżej rzeki Donu (Tanais) i wpada do morza Kaspijskiego. Scytowie zwą ją Porata, Grecy Piroton, Polacy i Ruś Wołgą. Trzeci Dniepr, u Greków i Łacinników Borysthenes, wpada do morza Czarnego koło zamku Czernogrodu (Czyrniegrod). Potem Dniestr, u Greków i Łacinników zwany Therisanus, przedziela Sarinacyą od Dacyi, którą Święty Augustyn starą nazywa, a która niegdyś była królestwom Gotów. Potem góry Pannonii niższej, która rościąga się około Dunaju, zwane Sarmackiemi; poczynają się od góry Karpetynu i Metanasty zwanej u nas Wołoszą (Valachia). I tem samem imieniem nazywają wszystkie góry Germańskie aż do Renu, ze względu na ich początek. Z tych gór Sarmackich początek biorą trzy inne rzeki znakoinite: Istula czyli Wisła; Gullatus inaczej Odra, i Elba (Albia), u starożytnych Albis albo Łaba. Z tejże Sarmacyi wyszły narody, które posiadały Skandyą i nową Dacyą, zkąd początek wzięli Teutonowie, Wandalowie, Gotowie, Longobardowie, Rugianie i Gepidowie (Jepidowie), zwani od niektórych Cymbrami, a u nas Pomorzanami. Ta równie Sarmacya zachodnia poszła z Sarmacyi wschodniej, która jest poniżej morza Kaspijskiego i pochodzi od Sarutha czwartego przed Abrahamem od Sema.

JEZIORA ZIEMI DOBRZYŃSKIEJ.
Gorzno, jezioro ziemi Dobrzyńskiej, należące do biskupia Płockiego, znakomite jest obszernością swoją i ryb obfitością. Zasila je wpadająca do niego rzeka…
Mokowo, jezioro ziemi Dobrzyńskiej, niedaleko miasta Dobrzynia.
Skąpsko (Skapsko), jezioro ziemi Dobrzyńskiej w okolicy miasteczka Lipna.

JEZIORO ZIEMI BEŁZKIEJ.
Krynice, jezioro ziemi Bełzkiej, pół mili wzdłuż, ćwierć w szerz. Rybołówstwo w niem trudno dla wielkiej głębizny, ale osobliwsią nad inne jeziora ma własność, że w pewnych czasach, co trzy lub co dwu lata, burząc się z wielkim szumem, w pobliska, górę skalistą podziemnemi i ukrytemi wsiąka utworami, i mało co wody zostawując w łożysku, podaje sposobność do łatwego ryb połowu.

OPISANIE GÓR W POLSCE.

Lubo zaś królestwo Polskie równo i płasko położone, i ztąd głównie pierwiastkowo nazwane, mniej ma gór niż inne kraje, ma ich jednakie, niemało, tak skalistych jako i ziemnych, z których celniejsze opiszemy. Łysej górze (Kalwaryi) dla jej głośnej sławy pierwszeństwo damy, jako przodkującej innym górom. Po niej pójdzie Wawel, przy nim bowiem i rządów skład najwyższy i królów stolica.Łysa góra, w ziemi Sandomierskiej, blisko miasteczka Opatowa, wysoka, prawie zawsze zimnem skrzepła, często zamglona, lub sypiąca śniegami albo deszczami; w wielu miejscach wypuszcza z siebie krynice. Jeżeli wierzyć można staremu podaniu gminnemu, sławna była niegdyś olbrzymami, którzy na niej zbudowali zamek, jak świadczą ogromne kupy gruzów i głazów. Teraz znakomita mieszkaniom mnichów zakonu Świętego Benedykta. Niewiadomo który z olbrzymów i kiedy zbudował ów zamek z tak długiemi ścianami, z tak ogromnych i niepożytych głazów, i tak wielkim trudem. Potwornych zwalisk tej olbrzymiej budowy, ogromnych kup gruzów i kamieni, ani ciernie, ani kolczyste rośliny, ani gęsto drzewa i mchy zakryć nie mogły. W klasztorze założonym na miejscu dawnego zamku, a niegdy przez Bolesława Wielkiego, pierwszego króla Polaków, zbudowanym z kamienia, znajduje się znaczna cząstka Krzyża Pańskiego, wielkiemi ludzi dobrodziejstwami obdarzająca, którą tu złożył za upomnieniem anielskiem błogosławiony Emeryk, syn Ś. Stefana króla Węgierskiego. Ztąd miejsce to jest wielce sławne, i szanowane, ustawicznie uczęszczane od ludzi szukających pomocy w utrapieniach, za łaską Krzyża świętego. Wielką w tem opatrzność Boską i darów jej cudowność uznawać trzeba, że Ten, który dla zbawienia rodu ludzkiego cierpieć raczył na górze Kalwaryi, umieścić pozwolił na górze tegoż nazwiska drzewo swojej Męki, dla zbawienia i pociechy Polaków. Nie małego i to godne jest podziwienia, że kiedy Litwini wówczas bałwochwalcy napadli niespodzianie na królestwo Polskie, złupili klasztor pomieniony i zabrali z niego drzewo Krzyża świętego dla uwięzienia go w swoje strony, nim wyszli z ziemi Sandomierskiej, wóz, na którym wieziono przenajświętsze drzewo, stanął w miejscu, tak, że barbarzyńcy zdumieni, ani końmi, ani wołmi ruszyć go nie mogli; oprócz tego zaraza. straszliwa padła na ludzi i bydło. Przostraszeni tem Litwini, za poradą. Polaków w niewola, wziętych, drzewo Pańskie na dawno miejsce odwieźli z wielkiemi darami, a wnet i zaraza ustała, nie inaczej jak niegdyś po wzięciu i oddaniu arki u Filistynów.
Wawel (Wąwel), góra skalista, którą, rzeka Wisła w bystrym biegu obmywa. Tu jest znakomity kościół najsławniejszego Męczennika Ś. Stanisława, i najpierwszy, najprzedniejszy zamek w Polsce, gród Krakowski i stolica królewska. W samej górze widno po dziś dzień wiele pieczar ciemnych, w których podług, piśmiennego i ustnego podania mieszkał niegdyś smok, potwór dziwnego ogromu, ludziom wielkie szkody czyniący.
Częstochowa, słusznie nazwana Jasną górą, tak dla klasztoru na. niej wystawionego, jako i dla kościoła Najświętszej Maryi Panny, do którego co rok odprawiają, liczne pielgrzymki, z przyczyny znajdującego się w nim obrazu Najśw. Maryi, o którym sądzą ze jest ręki Ś. Łukasza, albo na wzór obrazów przez niego malowanych.
Koniusza góra, po łacinie Equirea, blisko miasteczka Proszowic, z kościołem parafialnym; tak nazwana dla rzadkiego i cudownogo zdarzenia. Rycerz niejaki, Polak, szlachcic z rodu i domu Szreniawitów, imieniem Przybysław, wystawiwszy sobie dworzec, mieszkał tu z żoną i dziećmi; aż jednej nocy przybieżał koń ogromny, którego tenże rycerz przed trzema laty sprzedał był do stada jednemu panu Węgierskiemu, i przyprowadził z sobą z Węgier wielkie stado klaczy, wiodąc je, jak się dowiedziano, nocami, aby nie dostrzeżono ucieczki. Przybywszy bił kopytami do wrót domu i rżał, dopóki mu nie otworzono. Przybysław biciem we wrota i znanem sobie rżeniem przebudzony, zatrwożył się z razu, azali to nie był jaki nieprzyjacielski napad: ale przekonawszy się, że żadnego nie było niebezpieczeństwa, otworzył gościowi wrota i przyjął go wraz z stadem klaczy i źrebiąt; z czego wkrótce zbogacony, zawdzięczając dar przysłany Bogu, kościół z cegły wystawił i uposażył.
Tyniec, góra wisząca nad rzeką Wisłą, na niej zamek i klasztor zakonników Ś. Benedykta, między wszystkiemi klasztorami królestwa Polskiego najpierwszy i najznakomitszy.
Golesz, góra nad rzeką Wisłą; na niej zamek klasztoru Tynieckiego, o którym dopiero się namieniło.
Liwocz, góra w pobliżu miasteczka Kołaczyc.
Mruków, góra kamienista i wysoka, naprzeciw miasteczka Żmigrodu; na niej są ślady starego zamku.
Chęciny, góra z zamkiem, od miasteczka przyległego tak zwana. W niej i około niej obfite kopalnie marmurów (lazuru) i miedzi.
Rabsztyn, góra skalista, zamkiem znakomita, podle miasteczka Olkusza (Ilkusz). Dokoła bogate żyły ołowiu.
Pełczyska, góra o mile od miasteczka Wiślicy; na niej kościół z kamienia, a obok wieś biskupa Krakowskiego, tegoż nazwiska.
Baba, góra bardzo wysoka nad rzeką Sołą, bogata w rozmaite zioła, blisko miasteczka Żywca.
Dziewka (Dzewka), góra nad tąż rzeką Sołą.
Jawornik, góra w ziemi Oświęcimskiej, wychowuje wiele łani i jeleni.
Skrzeczno, góra w ziemi Oświęcimskiej, nad potokiem Koziorową; na niej różne ptastwo stadami usiada.
Szadnisz (Schadnisch) wysoka góra w Oświecimskiem; z niej wypływa strumień Koziorowa.
Sucha góra nad rzeką. Sołą, niedaleko miasteczka Żywca.Żarnówka, góra w ziemi Oświęcimskiej; od niej nazwany strumień podle płynący, Żarnowka.
Osobita, góra w ziemi Oświecimskiej; z niej wypływa strumień tegoż nazwiska Osobity.
Góra Wielka Puszcza, w tejże ziemi, blisko miasteczka Kęt.
Wołek, pod nią dwa strumienie, a na wierzchu zamek mocny i obronny.

GÓRY ZIEMI RUSKIEJ.

Kobryń, góra wysoka w ziemi Ruskiej, oblewają wkoło rzeka Muchaniec, blisko miasteczka Kobrynia.
Chełm, góra wysoka z zamkiem. Od niej ziemia okoliczna Chełmską się zowie.
Krzemieniec, góra wysoka w ziemi Podolskiej, na jej wierzchołku zamek mocny; cała skalista i krzemieni pełna, ztąd tak nazwana; Polacy bowiem i Rusini skałkę (silex) krzemieniom zowią.
Halicz, góra wysoka, gliniasta, w ziemi Halickiej. U jej stóp płynie Dniestr, na wierzchu zamek. Ziemi okolicznej i zamkowi dała nazwisko.Łysa góra, wysoka, w ziemi Ruskiej, nad miastem Lwowem. Na niej potężny zamek i dworzec królewski, wysokim zwany.
Potylic, góra wysoka w ziemi Bełzkiej nad rzeką Potylicą i miasteczkiem tegoż nazwiska. Był tu dawniej zamek znaczny, jak to jeszcze głębokie przekopy okazują.

GÓRA ZIEMI SIERADZKIEJ.

Chełm, góra w ziemi Sieradzkiej, inna od poprzedzającej, cała skalista, nad wsią tegoż nazwiska, niedaleko miasteczka Przedborza, tak wysoka, że z niej w dniu jasnym widać Sandomierz, Olsztyn, Miechów, Częstochowę, Piotrków, Łysą górę i wiele miasteczek. Na niej kościół zmurowany przez Piotra panu na Skrzynnie, i siedmią rowami głębokiemi obwiedziony.

GÓRY WIELKIEJ POLSKI.

Rzerzuchowa, góra Wielkopolska, niedaleko rzeki i miasteczka Warty; wysoki ma szczyt, zkąd widok na pobliskie miasta.
Turza, góra Wielkopolska, niedaleko miasteczka Gromadna, zarosła lasami; pamiętna obozem wojska Wiolkopolan przez kilka tygodni czatujących tu na korony, które Zygmunt król Rzymski i Węgierski z ujmą królestwa Polskiego posyłał Witołdowi wielkiemu książęciu Litewskiemu i jego żonie Juliannie.Żyrków, wysoka góra w Wielkiej Polsce, niedaleko miasteczka Pyzder, nad rzeką Lutynią (Lutnia). Z niej w dniu jasnym widać Poznań i inne miasta Wielkopolskie.
Giec (Gethcza), góra wysoka i obszerna między Gnieznem i Poznaniem, gdzie dawniej był zamek książęcy; dziś jest kościół.
Bieskid (Byeszkod), góra w pobliżu zamku Sobnia, rozgraniczająca ziemie Polskie od Węgier: na jej bowiem wierzchołku widzieć kamień Ruskiemi głoskami zapisany, oznaczający granice królestw Polskiego i Węgierskiego, a położony tam przez Lwa niegdyś książęcia Rusi. W tej góry i u jej szczytu wytryskają znaczne i walne rzeki, jako to: Dniestr, San, Stryj i Cissa, i spadają do krajów niżej leżących, Polski, Rusi i Węgier, z samego wierzchu góry.
Nicko, góra ziemi Mazowieckiej, Misko miasteczek Sarnowa i Radzanowa, nad rzeką Wkrą, podczas wojen umocniona od Krzyżaków, ale przez rycerstwo ziemi Mazowieckiej zdobyta, przyczem całą załogę krzyżacką częścią wycięto częścią w niewolą zabrano.

LECH ZAKŁADA STOLICĘ GNIEZNO, A W NIEJ SIEDZIBĘ SWOJĘ KSIĄŻĘCĄ. JAKICH BOGÓW CZCILI POLACY, JESZCZE POD ÓW CZAS BAŁWOCHWALCY.

Po niejakim tedy czasie, Lech, ojciec Lechitów, mąż celujący mądrością, obrotnym dowcipem i prawością życia, wszystkie bowiem najzacniejsze przymioty wziął od przyrodzenia posagiem, książe, narodu i głowa, krążąc myślą i rozpatrując się w tym nowym kraju, a w częstych ze swemi towarzyszami naradach i rokowaniach badając, któreby miejsce na siedzibę stałą dla niego i założenie stolicy mogło być najsposobniejsze, natrafił i wybrał ku temu równiny otwarte, zalegające się żyznością roli i łagodnością powietrza, oblane licznemi, rodzimemi i z bliska przytykającemi jeziorami, z których jak z powszechnego źródła nieustanne sączyły się strugi, niosąc z sobą dostatek ryb zdrowych i pożywnych. Tu przeto zatrzymał się w pochodzie; a za własną jego wolą, jako też zgodną uchwałą starszyzny, będącej pod jego zwierzchnictwem, to miejsce wybrane zostało i oznaczone na główne królestwa miasto i stolicę, a od usadowionia się w niem czyli rozgnieżdżenia nadano mu Lechickie nazwisko Gniezno, co w narodowym języku znaczy gniazdo. Jakoż w tem miejscu Lech, książe i ojciec Polaków, stałe wytknąwszy sobie siedlisko, przestał koczującej włóczęgi i sam z drużyną starszych postanowił osiedlili się i książęcą założyć stolicę, kędy też znalazł na wyniosłych i olbrzymiego rozrostu drzewach gniazdo orle. Tu więc starym obyczajem z pobitej hojnie zwierzyny bogom ojczystym złożył obietę, aby jemu i potomstwu jego trwale zamieszkać dozwolili, a przychylną pomocą tak jego jak i naród cały wspierali we wszystkich sprawach, wojnach i dobrych zamysłach. Nasiano wnet zboża w ziemi nowej, dziewiczej, pierwszy raz wtedy sochą dotkniętej, gdy wprzódy nie znała jeszcze radła ani lemiesza. Po założeniu wreszcie miasta i osadzeniu go wyborem znakomitszych rodzin, wystawieniu tudzież dla książęcia osobnego zamku, któryby samą wspaniałością przybytku panując między innemi wrażał tem większe dla władzy poszanowanie, wszystek lud z rozkazu Lecha podzielony na osady rozłożono po różnych miejscach, mających grunt żyzniejszy i dogodniejsze do życia położenie: dla rozległości bowiem mniej żyznych przestrzeni, nowi osadnicy musieli szeroko się rozpostrzeć.
W którymby zaś roku po owem pomieszaniu języków Lech, wyżej wspomniany książę, ze Sławonii i Kroacyi wyszedł, i kiedy najpierwej Polskie zamieszkał ziemie, o tem w żadnym pisarzu dostatecznego nie ma podania. Czytamy przecież, że Sarmatowie toczyli wojny z sąsiedniemi, niekiedy i odleglejszemi narodami, a cesarze Rzymscy, jako to Walentynian, Tyberyusz i inni, podnosili na nich drugdy swój oręż. A gdy Sarmaci poczęli się rozpierać po krajach Pannońskich, Rzymianom pod ów czas podległych, i swemi narodami je pustoszyć, Walentynian cesarz, sposobiący się przeciw nim do wojny, umarł na krwotok w Ostrzyhomiu (Strigonium), a Marcin Gallus (Gallicuss) podaje, że Karol Wielki wojował z Polakami i wodza, ich Lecha zwyciężył, jak o tem niżej opowiemy.
Wiadomo zaś, że Polacy w pierwszych swego narodu zawiązkach byli bałwochwalcami, i czcili wielką liczbę bogów i bogiń, jako to Jowisza, Marsa, Wenerę, Plutona, Dyanę, Cererę, zaraziwszy się błędami innych ludów pogańskich.
Nazywali zaś Jowisza w swoim języku Jesse (Yesza), wierząc i mniemając, że od niego jako najwyższego boga wszystkie dobra doczesne i wypadki tak pomyślne jako i przeciwne pochodziły. Jemu też przed innemi bogami większą cześć oddawali i częstsze składali obiety.
Marsa, którego poetów marzenia zrobiły bogiem wojny, nazywali Ladą. Modlili się, do niego o odwagę i zwycięztwa nad nieprzyjaciołmi, czcząc go nader dzikiemi obrządki.
Wenerę zwali Dziedzilią ( Dzydzilelya), którą uważając za boginią, małżeństwa błagali o użyczenie licznego w synach i córkach potomstwa.
Pluto u nich nazywał się Nija (Nya). Tego mieli za stróża piekieł i zachowawcę dusz po ich wyjściu z ciała; błagali go zatem, aby po śmierci zaprowadził ich do lepszych siedlisk podziemnego świata.
Wybudowali im też najpierwszą w Gnieźnie świątynię, do której się ze wszystkich stron zgromadzali.
Dyanę przesądom pogańskim wyobrażali sobie jak niewiastę i dziewicę, do jej przeto posągu mężatki i panny znosiły wieńce w ofierze.
Ceres czczona była od ziemian i rolników, którzy w zawody składali na jej cześć obiety z zboża i ziarna.
Mieli też za bóstwo pogodną porę, którą w mowie swojej nazywali Pogodą, jakoby dawczynie pogodnego czasu. Niemniej bożka życia, którego nazywali Żywie.
A że władztwo Lechitów założone było w kraju rozległym, przerosłym lasami i gajami, o których starożytni mniemali, jakoby były mieszkaniem i krainą panowania Dyany; Cererę zaś wyobrażali sobie jakoby matkę i boginią urodzajów polnych, których kraj potrzebował; przeto Dyana w ich języku Dziewanną, a Ceres Marzanną zwana, w osobliwszej u nich były czci i poszanowaniu.
Tym przeto bogom i boginiom Polacy budowali świątynie i posągi, ustanawiali kapłanów i rozmaite obrzędy, poświęcali gaje w miejscach celniejszych i ładniejszych do oddawania im czci i pokłonów. Tam zgromadzający się mężczyźni i kobiety wraz z dziećmi czynili ofiary i całopalenia z trzód, bydła i zwierzyny, a niekiedy z ludzi poimanych w bitwie. Mieli też przesądne nabożeństwo wylewania ofiar na ubłaganie mnogich bożyszcz krajowych, i w pewnych dniach i porach roku ustanowione igrzyska, na które zwoływano do miast lud obojej płci z siół i osad. To igrzyska obchodzili rozpustnie śpiewaniem i rozwiązłemi ruchy, niekiedy klaskaniem, wykręcaniem się lubieżnem i inną swawolą w pieśniach, igraszkach i sprośnych uczynkach; przyczem wzywali pomienione bóstwa przyjętym zwyczajem. Obrządki takowe i niektóre ich zabytki, lubo od pięciu set lat, jak wiadomo, Polacy wiarę chrześciańską przyjęli, aż do dzisiejszych czasów powtarzają, się corocznie w dni Zielonych Świątek, przypominając bałwochwalstwo pogańskie igrzyskiem zwanem w ich języku Stado, ponieważ na nie gromady zbierają się ludzi, którzy podzieleni na stada czyli rzesze szaleńców i roskoszników, radzi obchodzą one świątki godowaniem i swobodnemi wczasy.

O USPOSOBIENIU I OBYCZAJACH POLAKÓW.

Szlachta Polska, sławy chciwa, do łupieży skłonna, niebezpieczeństwy i śmiercią, gardząca, w obietnicach niesłowna, poddanym i niższym ciężka w mowie nierozważna, nad możność rozrzutna, panującemu wierna, rolnictwu i hodowaniu bydła z zamiłowaniem oddana, dla obcych i gości ludzka i uprzejma, celuje nad innemi narodami gościnnością. Gmin wiejski skłonny do pijaństwa, kłótni, zelżywości i zabójstwu, tak iż trudno znaleźć naród inny równie skalany zabojami i domowemi klęski. Nie wzdryga się żadnych trudów i pracy, głód i zimno cierpliwie znosi, kocha się w zabobonach i gusłach, nowości chciwy, w budowlach niedbały, przestaje na sprzętach podłych; lekkomyślny i śmiały, umysłu gorącego, nieukrócony, w postawie i ruchu przystojny, siły wielkiej, wzrostu dorodnego i wyniosłego, budowy ciała silnej, członków zręcznych, barwy mieszanej, ciemnej i białej.
Powietrze Polacy mają ostre, niebo zimne, wiatry mocne, śniegi i mrozy długo trwające. Przybyszów obcych i ludzi cudzych rzadko przypuszczają do rządu i urzędów, chociażby nawet celowali dowcipem lub obyczajami; a jeżeli to się trafi, to chyba po długim czasu przeciągu i nigdy bez zawiści. Oby Polacy naśladowali w tem Hiszpanów, którzy nie gardzą żadnym rodzajem ludzi, gdy cnotę spostrzegą, i chętnie nawróconych Żydów i Samców do biskupich dostojeństw i wyższych przypuszczają urzędów, przez co ich rzeczpospolita wzmaga się i kwitnie. Niepodobni w tej mierze do Czechów, którzy za sromotę sobie poczytują, urzędy swego królestwa przenosić z jednej rodziny na drugą, chociażby je niezdatni i niepoczciwi posiadać mieli, mając je owszem za skalane gdyby przeszły w inną. Przezorni pospolicie w czem innem, w tem jednak zdają się wielce błądzić, że jakoby chcieli gwałt czynić Opatrzności, i rozdawnictwo jej łask i darów przywłaszczać sobie, nie miłują ani cnoty ani nauki, ale zlecają godności i urzędy tym, którzy większe bogactwa mają, lub umysł zuchwałej śmiercią gardzący i do zagłady drugich skory.

MIASTA I MIASTECZKA ZNACZNIEJSZE W POLSCE.

Miasta w Polsce i należących do niej krajach te są znaczniejsze i godniejsze wzmianki:
Kraków, założony na brzegu rzeki Wisły przez Gracha książęcia Polaków, i z grockiego za zmianą głoski G na K Krakowem nazwany. Tu królów i książąt Polskich narodziny, tu dziecięce zabawki, tu odrodzenia się, w Chrystusie pierwiastki. Tu całego ich rodu popioły, wielkim nakładem w okazałych złożone grobowcach. Tu dla dogody i sposobności miejsca najznakomitszy zamek Polaków i stolica, tak królów jak kapłanów uzacniona siedzibą. Na trzy zaś dzieli się miasta. Krakowem nazywa się miasto środkowe; w niem zamek na wzniosłem i skalistem wzgórzu, od starożytnych Wawel (Wąwel) nazwanem, nad Wisłą, na opoce w wielu miejscach zciosanej, i w kształcie korony murami, pałacami, wieżami i innemi twierdzami zabudowany. W tym zamku królów mieszkanie i grób Ś. Stanisława Męczennika, biskupa Krakowskiego, oraz kościół katedralny z ciosowego kamienia, szanowny kośćmi, ciałami i relikwiami wielu Świętych, a zwłaszcza gwoździem z Krzyża Chrystusowego, szczęką Ś. Jana Chrzciciela i ciałem Ś. Floryana Męczennika. Drugie miasto od strony południowej Kazimierz, założone przez Kazimierza drugiego, króla Polskiego, który mu dał imię swoje; uzacnione męczeństwem Ś. Stanisława Męczennika, zamożniejsze w mieszkania zakonników niż obywateli. Kościoły w niem wyższe miejsca zajmują. Trzecie miasto Florencyą zwane od kościoła Ś. Floryana w tem miejscu zbudowanego, nim Kazimierz drugi król Polski miasto założył. Miasto Kraków, różnemi dogodnościami celujące, tem jest znakomite, że leży w bliskości wszystkich sąsiednich krajów, jako to Węgier, Czech, Morawy, Rusi, Podola, Litwy, zkąd biorąc towary różne, dalej je podaje ku użytkowi powszechnemu. Oprócz togo znakomite jest koronacyami, grobami, kolebkami i pogrzebami królów, oraz czterema kollegiatami. Ma w pobliżu dostatek kamienia, drzewa i innych materyałów budowlanych. Środkiem miasta, pomiędzy Kazimierzowskiemi i Krakowskiemi murami płynie Wisła, rzeka spławna, dogodna do spławiania wszelkich rzeczy potrzebnych. Przytem bliskie są granice znaczniejszych narodów, których handel wzajemny do tego szczególniej przywykł miejsca.
Gniezno, druga stolica Polska, znakomita, raczej imieniem i dawną świetnością niżeli blaskiem teraźniejszym, bo gdyby nie kościół metropolitalny, od wielu byłaby nieznaną. Matka wszystkich miast Polskich, od gniazda nazwana Gnieznem, a założona, od Lecha, pierwszego książęcia Polaków, który się tu z swoją drużyną zatrzymał i założył główne siedlisko i miasto, gniazdem nazwane od pierwotnego zagnieżdżenia się czyli osiedlenia. Mniej w tem szczęśliwe, że gdy inne miasta Polskie z niego początek wzięły, samo znikczemniało i upadło. Ma jeziora i znaczne ziemi przestrzenie, i szczyci się ciałem Ś. Wojciecha z Prus do kościoła katedralnego sprowadzonym.
Lwów, trzecia stolica Polska, która, za Władysława trzeciego króla Polskiego z Halicza do tego miasta przeniesiono. Znakomite jest dwoma zamkami, zamożne w towary, które morzem Czarnem spławiane tu ludem przywożą. Nie dostaje mu tylko rzeki spławnej, tak wielkiej dla miast dogodności.
Poznań, dawny królów Polskich zamek, siedziba, stolica i pogrzebów miejsce; biskupiaą godnością, zaszczycony; leży nad rzeką Wartą; zamożny w kościoły i klasztory.
Wrocław, założony przez Mieczysława pierwszego, książęcia Polskiego, który pierwszy z bałwochwalstwa nawrócił Polaków do wiary chrześciańskiej; zaszczycony katedrą biskupią, ciałami świętych Męczenników i kościołami pięknej budowy. Leży nad rzeką Odrą.
Włocławek (Vladislavia) nad Wisłą, założony przez Władysława króla Polskiego, syna Kazimierza pierwszego, i jego imieniem nazwany. Ten król także dla zapomożenia miasta przeniósł tu jak twierdzą stolicę biskupią z Kruszwicy, jedyną jego ozdobę, bez której byłby prawie nieznany; albowiem miasto zewsząd otwarte, żadną nie umocnione twierdzą ani murem, na łup każdemu nieprzyjacielowi jest wystawione.
Płock, znakomity stolicą biskupią i zamkiem do miasta przytykającym, oraz Wisłą rzeką, która tu szeroko się, rozlewa.
Chełm, dla różnicy od nowego Chełmu nad Wisłą Chełmżą zwany. Stolicą tylko biskupią znakomity.
Kamień, tak zwany od kamieni, których gdy miasto budowano wielkie tu były kupy: głaz bowiem po polsku zowią kamieniem. Szczyci się katedrą biskupią.
Lubusz, znakomite bardziej starodawnym nazwiskiem niż świetnością dzisiejszą. Miało dawniej stolicę biskupią, ale tę dla małej ludności i zamożności przeniesiono do Fürstenwaldu, miasteczka lepiej zbudowanego i utwierdzonego: dawne jednak zatrzymując nazwisko, dyecezya zowie się Lubuską nie Fürstenwaldzką.
Przemyśl, założony od Przemysława, znakomitszy biskupią stolicą, zamkiem i kościołem w zamku z ciosowego kamienia, oraz rzeką Sanem podle niego płynącą, niż czemkolwiek innem.
Kamieniec, opasany i utwierdzony dokoła nakształt korony skałą wysoką, stromą i ostrą. Oblewa go rzeka Smotrycz zatrzymującemi się tu nieco wodami. Tak ma rzadkie i osobliwe z przyrodzenia położenie, że każdego w podziw wprawia. Zamknięty jest bowiem zewsząd skalami przepaścistemi, bez okopów, bez rowów jak inne miasta, ale wisi na głębokich urwiskach, która patrzącego trwogą prawie przerażają, i tak jest ukryty w przyrodzonem ogrodzeniu swojem, że nikt miasta nie widzi, póki woń nie wstąpi. Jeden tylko jest do niego przystęp od strony wschodniej, ale przykry i wysoki. Miasto zaszczycone biskupią stolicą i zamkiem przyległym; zamożne w miody, woski i bydło.
Kijów, zbudowany przez jednego z Polskich i pogańskich książąt, nazwiskiem Kija, i od niego nazwany. Miasto niegdyś wielkie i sławne, znakomite trzema set kościołami, acz z tych niektóre czas zepsował. Szczyci się stolicą biskupią i walną rzeką Dnieprem, zamkiem wysokim na górze z dębów zbudowanym, oraz bliskością morza. Ryb tak wielką ma obfitość, że nie wynoszące pół łokcia ryby Dnieprowe rzucają zwierzętom dzikim na pastwę.
Wilno, znakomite stolicą biskupią, zamkiem wyniosłym i dwiema rzekami Wilną i Wilią, które z obu stron je oblewają.
Miedniki, znakomite stolicą biskupią i wyniosłym zamkiem; odznacza się jedynie rzeką tegoż nazwiska podle płynącą.Łuck (Łucko), słynne osobliwszą ziemi żyznością oraz piękną rzeką Styrem. Ma stolicę biskupią i zamek znaczny. Zbudowano przez Włodzimierza książęcia.
Chełm, znany tylko z biskupiej stolicy i zamku. Miasto tak nędzne i liche, że owa stolica mogłaby słusznie mu być odjętą i przeniesioną do Hrubieszowa, miasteczka nierównie ludniejszego i porządniejszego.
Soczawa, znakomita katedrą biskupią i kupiectwem. Leży nad rzeką tegoż nazwiska Soczawą.
I te są miasta Polskie, zaszczycone stolicami biskupiemi. Teraz wspomnimy inne, mniej znaczne, ale szczycące się kollegiatami.
Sandomierz, stolica obszernej ziemi Sandomierskiej, nad Wisłą, sławny odpustami, na które dnia drugiego Czerwca tłumami ludzie spieszą.
Wiślica, założona w czasach pogańskich przez Wisława, możnego pana, dawnego wojownika Polskiego, który nazwał ją swojem imieniem. Oblana rzeką Nidą, zewsząd otoczona bagnami. Wieść niesie, że pewien bogobojny kapłan tego miejsca nakazał milczenie żabom przeszkadzającym służbie Bożej, i od owego czasu żaby tu nie skrzeczą.
Kielce, zbudowane przez Gedeona biskupa Krakowskiego.
Opatów, słynny jarmarkami i przywozem towarów. Sławniejszym byłby, gdyby posiadał większą rzekę niż Łukowa, nad którą leży.
Sącz (Sandecz), zbudowany w miejscu wzniosłem, gdzie się schodzą dwie rzeki, Dunajec, i Kamienna. Założycielem jego był Wacław, król Polski i Czeski, bo w ów czas obiema królestwami rządził.
Skarbimierz, nad rzeką Nidzicą, w żyznej okolicy.
Tarnów, założony przez Spicymira kasztelana Krakowskiego.Łęczyca, nad wielkiem bagniskiem, trudnem do przeprawy, otaczającem północną jej stronę.
Kalisz, z miast najdawniejszy. Między Polskiemi miastami, które Ptolemeus w swojej Kosmografii opisał, Kalisza tylko nazwy dostrzedz można. Leży nad rzeką Prosną, która tu bagno tworzy.
Wieluń, od którego cała ziemia niegdyś Rudzka zwać się poczęła Wieluńską, gdy tu przeniesiono kollegiatę i mieszczan Rudzkich. Założony przez Kazimierza drugiego króla Polskiego, stoi ponad strugami nadobnie z tamecznych wytryskającemi źródeł.
Kurzelów, w okolicy kamienistej i niepłodnej; mało ma mieszkańców.Łowicz, założony przez Jarosława arcybiskupa Gnieźnieńskiego, nad rzeką Bzurą. Miasto ludne.
Głuszyn (Gluchino), nie ma nic znakomitego prócz kollegiaty kanoniczej.
Nissa (Nyssa) nad rzeką tegoż nazwiska, założona przez zwycięzkiego książęcia i monarchę Polaków Bolesława Krzywoustogo.
Opole, znakomite dwoma pięknemi zamkami.
Brzeg, nad brzegiem rzeki Odry leżący, i ztąd tak po polsku nazwany.
Głogów wielki, ozdobny dwoma zamkami i rzeką Odrą, która już w tem miejscu znacznie urasta.
Głogów mały, tylko zamkiem i rzeką Ossobłogą znaczny.
Lignica (Legnicza) znakomita zamkiem, kościołami i murami.
Raciborz nad Odrą, zamkiem ozdobny.
Odmuchów, ma podle stojący zamek, ale brakuje mu rzeki.
Kruszwica, starożytna stolica, oblana jeziorem Gopłem, w ziemi żyznej.
Pułtusk (Połthowsko), znakomity kościołem kollegiackim i duchowieństwem przy nim zamieszkałem. Zdobi go piękny zamek, zbogaca dowóz ryb, zboża i innych towarów; oblewa rzeka Narew.
Wino rzadko tu używane, a uprawa winnic nie znana. Ma jednak kraj Polski napój warzony z pszenicy, chmielu i wody, po polsku piwem zwany; a gdy nic nadeń lepszego do pokrzepienia ciała, jest nie tylko roskoszy mieszkańców, lecz i cudzoziemców wybornym smakiem więcej niż w innych krajach zachwyca.
Warszawa.
Sochaczow.
Ma oprócz tego kraj Polski niektóre znakomite miasta, choć się nie szczycą ani stolicami biskupiemi, ani kollegiatami. A najprzód:
Gdańsk, nie tylko u Polaków ale i u innych narodów sąsiednich sławny, a nie tak wielkością znakomity jako raczej składem rozmaitych rzeczy, których Wisła jednem z trzech ujść tu wpadająca morzu Sarmackiemu i znaczniejszym narodom dostarcza. Tu z różnych krajów na wzajemny użytek lądem, rzekami i morzem zwożą towary.
Toruń, ozdobnemi budowlami i pokryciem z ceglanych dachówek tak cudnie jaśnieje, że nie wiele miast może mu wyrównać pięknością i wspaniałością. Leży nad Wisłą, na której ma most zbudowany z wielką sztuką i nakładem.
Elbląg (Elbing), dla bliskości morza wiele mający dogodności. Murami i wieżami mniej znaczny, ale słynny wiernością ku Kazimierzowi trzeciemu królowi Polskiemu w czasie wojny.
Są wzmianki oprócz tego, nazwiska i opisanie w Kosmografii Ptolemeusza położenia innych miast Polskich, jako to: Kalissia (Calissia), Setidava, Lugidunum, Budorigum, Leucaristus, Scurgum, Limosalcum, Ascaucalis, Rugium, Virunum, Viritium i Arsonium, których, oprócz jednego Kalisza, ani z miejsc ani z nazwisk nie mogliśmy odgadnąć.

POLACY NIEGDYŚ PRZESTAJĄCY NA MAŁEM, NIEŚWIADOMI PRAW, BOGACTW I BOJAŹNI OD NIEPRZYJACIÓŁ, SŁUCHALI ZWIERZCHNIEGO PANA I SKŁADALI DANINY.

Przez długie czasy i wieki Polska bezpiecznie używała pokoju i swobody, nic tylko pod wodzą i przełożeństwem Lecha, pierwszego Polaków książęcia, który godnym był stać się ich rodu naczelnikiem i głową, ale i za panowania synów i wnuków jego, z których każdy obejmując władzę po przodkach i ojcu mianował się Lechem. Otoczona Alpami i morzom, rzadko odporne, rzadziej jeszcze zaczepno prowadziła boje, a o wojnach, które wiodły między sobą inne narody graniczące ze strony lądu, dowiadywała się raczej z wieści niż z własnego udziału. Miał naród Polski na obszernej ziem swoich przestrzeni wsie i sąsiedztwa, lecz ani morzem ani lądem nie uczęszczał zwyczajem cudzoziemskim na targi, nie biegał za handlem i małżeństwy do zamorców i zagranicznych. Przestając na pokarmie prostym, jaki rodzinna wydawała ziemia, a odzieży grubej i ladajakiej, krajowym wyrabianej przemysłem, daleki wszelkiej miękości i wytwności, zaspokajał pragnienie wodą, a głód zbożem, mięsiwem, rybą, mlekiem, miodem i jarzyną. Nie miał zatem żadnych dostatków, któremiby sąsiednie i pograniczne narody pociągał i wabił bądź do osiadania na swojej ziemi, bądź do jej odwiedzania. Praw zaś ludzkich obcy i nieświadomy, wolę i nakazy książąt uważał za prawo. Cokolwiek więc książę uchwalił, zalecił i postanowił, powolnie i z ścisłem wykonywane było posłuszeństwem. A iż krnąbrnych i opornych surowa kara spotykała, bez zostawienia, im nawet czasu do upamiętania się i poprawy, przeto rozkaz książęcia służył za prawo i modłę; zkąd nie godziło się nic porywczo, nic zuchwale poczynać, wola bowiem władnącego orzekała o złem i dobrem, i wyroki jej żadnego nie miały ograniczenia. Wszyscy zaś w oznaczonym porządku i czasie pełnili należne książęciu powinności i usługi, i znosili w daninie do jego stołu i dworu zboże, mięso z swojskiego bydła i zwierzynę, ryby, miód i inną żywność potrzebną, wedle uznania książęcia; składali niemniej w podatku pewną ilość futer zwierzęcych, jako to kun, bobrów, gronostajów i lisów, w które Polska ziemia na ów czas obfitowała. I w takich-to datkach, robociznach i powinnościach roczne oddawali poczty. Złota, srebra, miedzi (tej najgorszej zarazy) i innych kruszców nie używali, prócz żelaza zdatnego na dzidy, pługi i inne narzędzia. Chaty poszywając słomą, i legając na gołej ziemi, zamożni w bydło i zboże, niezwyczajni sporów, niezgód i sądów, wszelkie sprzęty zbytkowe mieli w pogardzie: dlaczego żaden do nich wędrowny nie przybywał cudzoziemiec, żaden sukna, korzeni, wina i innych tego rodzaju rzeczy zbytkowi i miękości służących, które ludzi najsurowszych nawet słabymi i zniewieściałymi czynią, nie przywoził, wiedząc, że naród przywykły do skromnego życia i prostoty, nie cenił ich, ale raczej ze wstrętem je odrzucał. Jakoż nie znali wtedy Polacy zbytku i nadużycia. Kupno w koniecznej potrzebie odbywało się u nich jedynie przez zamianę; nie było bowiem ani własnych ani zagranicznych pieniędzy; a jeżeli się jakie pokazały, wcale ich nie przyjmowano, lecz brano i dawano na zamian rzeczy do życia potrzebne, i w ten sposób raczej niż za pieniądze przedawano i kupowano. Nie było wtedy nieprzyjaciela żadnego ani nienawiści, nie było wojen z postronnemi narodami, zrywania sojuszów, pokrzywdzeń i gwałtów między obywatelami: wszyscy żyli w pokoju i swobodzie, szczęśliwi i bezpieczni, tak, że ów wiek panowania Lecha, synów i wnuków jego złotym raczej niż Lechowym nazwać można. Karano wtedy lekkie, nawet i drobno wykroczenia, aby łagodność nie ośmielała do większych, i tłumiono występki w samym zarodzie, aby się inni złym nie gorszyli przykładem. Królowie i książęta Polscy byli sami większym niżeli prawa postrachem.

DWIE RZECZY OSOBLIWE W POLSCE.

Dwie zaś rzeczy ma Polska cudowne i podziwienia godne, o których nie pojmuję dlaczego milczy Solinus, opisujący bardzo starannie inne ciekawości świata, ile że są prawdziwe i zasługują na wzmiankę, jako dzieła twórczej potęgi przyrodzenia, nie pośledniejsze bynajmniej od tych, które rzeczony Solin wymienia. Naprzód, iż na polach wsi Nochowa, blisko miasteczka Szremu, w dyecezyi Poznańskiej, tudzież we wsi Kozielsku, w obwodzie Pałuk, niedaleko miasteczka Łękna, rosną garnki wszelakiego rodzaju, samo przez się, sztuką wyłączną przyrody, i bez wszelkiej pomocy ludzkiej, kształtów rozmaitych, podobno do tych, jakie ludziom służą do domowego użycia; słabe wprawdzie i miękkie, dopóki spoczywają w ziemi i w swoich jamach rodzinnych, ale gdy z nich wydobyte na wietrze albo słońcu stwardnieją, dosyć mocne. Są one rozmaitej postaci i objętości, niemal jakby sztuką garncarską wyrabiane; a co mi jeszcze dziwniejszem się wydaje, że płodność ich przyrodzona, jak uważano, nigdy się nie zmniejsza, chociaż ziemia nie bywa otwieraną. Powtóre, że w lasach, polach i borach miasteczka Potylica, tudzież wsi Hrabieni i Prosni, w okolicy Bełzkiej, dyecezyi Chełmskiej, drzewa sosnowe taką własność mają i przyrodę, że jeżeli się z nich część jaka, np. gałąź lub prątek utnie albo odłamie, bądź całe drzewo spuści, po kilku latach, to co było drzewem z życiem roślinnem, przybiera postać i własności krzemienia, i jak krzemień rodzimy za uderzeniem ogień wydaje, zachowując objętość i kształt, w jakim było ucięte, przyrodę zaś głazu i krzemieńca.

ROZMAITE POLAKÓW NAZWISKA OD MIEJSCA ICH ZAMIESZKANIA.

Przy tej jak się powiedziało skromności, oszczędności i swobodzie, Polacy tak się wzmogli i w potęgę urośli, że nie tylko ziemie, które postanowili osiedlić, uczynili płodnemi i do zamieszkania sposobnymi, ale posięgli nawet, niektórych wysp morskich, rozpostarłszy osady swoje aż do krainy Niemieckiej teraz Miśnią (Myszna) zwanej: przeto wielu z tych, którzy się na pustych i osobnych rozłożyli ziemiach, poprzybierali rozmaite nazwiska, jako to: Drewlanie od mnogości lasów, w których najprzód obrali siedliska pierwsi założyciele miast znakomitszych, jakiemi są: Bukowice, teraźniejsza Lubeka (Lubyk ), Ham teraz Hamburg, Brema, Slezwik (Slesznyk), Cieśnina (Czesznina). Potem Kaszabianie, od układania w fałdy odzieży, jaką z początku nosili: huba bowiem w Polskim czyli Słowiańskim języku znaczy fałd, a kasz znaczy w sposobie rozkazującym fałduj. Trawnianie, od obfitości trawy tak nazwani: ziemia bowiem, którą osiedli, bujne płodziła trawy. Potem Pomorzanie, że na pobrzeżach morza północnego siedzieli; od nich ziemia Pomorska wzięła nazwisko. Serbianie, od swego starosty Serba tak nazwani. Ci wszyscy, chociaż od położenia miejsc, albo imion starostów, rozmaite poprzybierali nazwy, jednym przecież Lechickim czyli Polskim mówili językiem, aczkolwiek zmieszawszy się z Teutonami i Sasami, którzy ich ziemie opanowali, teraz, z przyczyny pomieszania, języków, wymawiają źle i niewłaściwie. Drudzy zaś, którzy sobie siedliska w innych obrali stronach, bez zmiany powszedniego nazwiska Polakami się zowią, lubo są między nimi pewne dzielnice, według ziem które zamieszkują, a którym od miast stołecznych, późniejszemi czasy powstałych, osobne ponadawano imiona. Wszyscy przecież, tak bliscy jak i odleglejsi, podatki naznaczone odnosili Lechowi książęciu, synom jego i wnukom następnym, bez żadnego zżymania się i oporu, składając im nawet hojne daniny w szczegółowych podarkach i upominkach z płodów krajowych.

NAJSTARSZY Z SYNÓW LECHA, PO ZGONIE OJCA, WSTĘPOWAŁ NA WŁADZTWO POLSKI BEZ ŻADNEJ SPRZECZKI, DOPÓKI NIE ZESZŁO CAŁKOWITE LECHA POKOLENIE, I WRAZ Z CZYNAMI SWEMI, DLA BRAKU DZIEJOPISÓW, NIE ZAGINĘŁO W NIEPAMIĘCI. JAK POTRZEBNE JEST SPISYWANIE DZIEJÓW ROCZNYCH.

Pomiędzy synami zaś i wnukami zmarłego Lecha, pierwszego Polski założyciela i książęcia, dlatego żadne nie powstały różnice i niezgody, że jeszcze za życia jego syn najstarszy za powszechną zgodą pierwszym na stolicę następcą i spadkobiercą godności książęcej był uznany. Takie więc rozporządzenie weszło w zwyczaj, i święcie było zachowywane, póki po długiej kolei następstw, długich wiekach i przygodach, potomstwo Lecha w prostym porządku idące do szczętu nie wygasło. Jakie zaś w tych czasach ważniejsze zaszły wydarzenia, jakie wojny Lech i wnukowie jego bądź wstępnym bądź odpornym prowadzili bojem, zkąd rozwijały się dzieje świetne, pamiętne i wielkie, wypadki pomyślne i klęski; w których latach i jak długo u Lechitów czyli Polaków następcy Lecha dzierżyli rządy, i jakiemi zdobili się cnotami i przymiotami, albo jakim ulegali występkom; czem się wreszcie zasłużyli tak swoim rodakom jak i sąsiadom, w długim czasu przeciągu; dla braku pomników dziejowych (nie było bowiem w ów czas u Polaków żadnych pisarzy ani znajomości pisma) pochłonęła  niepamięć, a sława ich zaszła pomroką i uwiędła. Jakoż książęta owego wieku nie poczuwali się bynajmniej do obowiązku ani znali potrzeby przokazywania potomnym wiadomości o swym początku, swoich wojnach i dziełach. To nieszczęsne dziejów zaniedbanie trwa dotąd jeszcze u Polaków, gdy żaden z Polskich książąt, królów i bohaterów nie zlecił nikomu opisania spraw i dziejów swego czasu, o co u Żydów, Rzymian, Greków, Hiszpanów, Persów, Medów, Gallów, Germanów i innych narodów, starali się jak wiemy bardzo troskliwie królowie, książęta i cesarze, nagradzając pisarzy i opowiadaczów swoich czynów wielkiemi zaszczyty. Pisanie zaś dziejów nie jest rzeczą przygodną i błahą, ale owszem najużyteczniejszą i rodzajowi ludzkiemu niezbędnie potrzebną, aby chwalebnych książąt i bohaterów obyczaje, czyny i cnoty służyły wiekowi następnemu i ludziom potomnym za wzór i modłę, do którejby się stosowali, a wiedząc, że źli u Boga prawego i ludzi są w obrzydzeniu, unikali hańby i przekleństwa, mającego ich ścigać nawet po śmierci. Żadna też cnota, bądźto wojenna, bądź domowa, nie była nigdy tak wielką i głośną, aby długo trwać mogła, w pamięci ludzkiej, bez zaręczenia jej i przesłania potomności w pomnikach piśmiennych. A wszelkie nawet dzieło bohaterstwa lub cnoty zdawałoby się słabem i ułomnem, gdyby go nie uświetniły pióra dziejopisów, którzy mu sami naznaczają właściwe miejsce, przydając blasku czynom domowym i wojennym.

JAK POLACY POD RZĄDEM DWUNASTU MĘŻÓW BEZ KRÓLA, KRÓTKO TRWAJĄCYM, PRZY POZORNEJ WOLNOŚCI WIELKIEGO DOZNAWALI NIEPOWODZENIA.

Gdy plemię Lecha, pierwszego Polaków ojca i książęcia, do szczętu wygasło, a przedniejsi panowie Polscy i szlachta pod Gnieznom naradzali się o wyborze nowego pana, ta wszystkim zdała się najlepsza rada, aby uwolnieni z pod jarzma samowładzy książęcej stanęli całą siłą przy wolności, a mając w pamięci dawno uciemiężenia, na poddanie karków nowemu jarzmu żadną miarą nie zezwalali. Znieśli zatem rząd monarchiczny, w którym widzieli jak królowie i samowładzcy hardo sobie poczynali, gdy z dostatków rodząca się pycha, zazdrość i inne narowy do takiego doprowadziły ich zuchwalstwa, że ziomkami swemi dumnie pomiatali, cnotliwym nieprzyjaźni, a dla złych i przewrotnych miłościwi, wszelkich dopuszczali się występków, łamali prawo ojczyste, wdzierać się w państwa granice przy swej gnusności dozwalali, niewiasty sromocili, ludzi bez wyroku pozbawiali majątków i życia, a nie przestając na miłości godziwej i, przyzwoitej, kazili się wszeteczną rozpustą:
we wszystkich sprawach zgoła szli raczej za wolą swoją niż rozumem. Gdy więc za zgodą powszechną uchwalono, aby rzeczpospolita w tak obszernych rozpostarta dziedzinach nie została bez rządów, najpierwej ustanawiają prawa ojczyste, jakie w owym wieku prostym i nieokrzesanym zdawały się dostatecznemi. Potem z grona starszyzny wybierają dwunastu mężów, celujących prawością życia, umysłu dzielnością, zacniejszym rodem i bogactwem. Tym powierzają zarząd rzeczy publicznej, moc sądzenia i rozstrzygania sporów, uśmierzania rozterek, karania za krzywdy i zelżywości. Władza ich działała obszerniej przez przybranych zastępców, o ile to zdawało się potrzebnym albo korzystnem. Ale jakkolwiek mężowie ci sprawowali rządy z wszelką godziwością i czynili co mogli, naród jednakże przywykły do równości i nadużywaniu swoich swobód, wkrótce zmierził sobie i znienawidził ich władzę. Zginęła między Polakami dawna karność i groza; zaczem upojeni wolnością poczęli wierzgać zuchwale, i nakazów starszyzny, jakie niekiedy dla dobra ogółu i z koniecznej potrzeby wydawano, słuchać nie chcieli, odmiatając z niechęcią ich postanowienia i wyroki. A iż krnąbrni swawoleńce wiedzieli, że ich kaźń żadna dosiądź nie mogła, samych nawet wojewodów częstemi skargami obwiniali, jakoby mniej bacząc na rzecz pospolitą, i gwałcąc ustanowione prawa, osobistym tylko widokom i własnemu służyli dobru. Ztąd między przełożeństwem a rzeszą rządzoną powstające spory i niechęci, rzecz pospolitą tak dobrze urządzoną poczęły wątlić i psować. Jakoż lud z przyrodzenia swego zdaje się być podobnym morzu, które gdy wzdęte wiatrami fale rozkołysze, nie łatwo dawną odzyskuje spokojność. Po wygaśnieniu z zrządzenia Bożego rodu książąt i królów, Polacy postanowili uroczyście rzecz publiczną oprzeć na wolności i prawach w przekonaniu, iż tak najlepiej sobie poradzą, i że lepiej służyć prawu niż panującym. I byłaby ich rzeczpospolita stała szczęśliwie i kwitnęła, gdyby im tak łacno było wolność swoję utrzymać, jak ją pozyskać umieli. Alić małą liczbę wyjąwszy, ludzie niesforni, zuchwali i zaczepni, czy-to z wrodzonego narodowi usposobienia, czy z przyczyny wielkiej rozległości kraju, poczęli wichrzyć bezkarnie, i za własnych żądz popędem na wszelkie wylewać się bezprawia. Nie przestając już broić u siebie w domowem i publicznem życiu, posunęli napaści swoje do ościennych krajów i narodów: za czem poszło, że pokrzywdzeni sąsiedzi ponieśli im w odwet mnogie i zawzięte wojny; a gdy w kraju Polskim nikt oręża nieprzyjacielskiego nie odpierał, pastwili się nad nimi do woli grabieżą i spustoszeniem. A tak słodkie godło wolności, przeznaczonej dla szczęścia narodu, gdy jej Polacy nadużyli, przyniosło rzeczypospolitej ciężką niedolę i upadek. Słabsi od możniejszych gnębieni, późną i niewczesną od dwunastu onych rządców otrzymywali pomoc. Gdy bowiem każdy z wojewodów za swemi gonił żądzami i widokami, pokazało się dowodnie, że w sprawowaniu rzeczypospolitej rządy wielu razem władców nie mogą być pomyślne i trwałe, i że przeciw tym, którzy dla dobra publicznego ślachetne niosą poświęcenie, najsroższe zazwyczaj powstają nienawiści; zaczem gdy każdy pierwszeństwo sobie przywłaszczał, i tak w rokowaniu spólnem, jak i innych tego rodzaju publicznych sprawach przewodzić żądał, przyszło do srogich zwaśnień, zatargów i krwi rozlewu. Przymuszeni więc byli wrócić do jednowładztwa.

W JAKI SPOSÓB WZMOGŁO SIĘ PAŃSTWO RUSKIE, I KTÓRZY BYLI GŁÓWNIEJSZYCH MIAST I ZAMKÓW ZAŁOŻYCIELE.

Pod ten czas właśnie, kiedy Polacy domową szarpali się wojną, państwo Ruskie powstawało i stopniami w potęgę rosło. Kraj ten przyległy okolicy, która się dotąd zowie Podolem, tak urodzajną ma mieć ziemię, że gdy zboże raz się zasieje, z spadającego potem ziarna zasiew sam się odnawia i plon następny bez siejby wydaje. Byli u Rusi trzej mężowie, z jednego ojca i łona zrodzeni, Kij (Kig), Szczek (Sczyck), Korew, a czwarta siostra Libed, równie zdolnościami umysłu jak i siłami ciała celujący, dla których z łatwością osiągnąwszy pierwszeństwo w narodzie, zagarnęli innych pod swoję władzę, i dali początek osobnym dzielnicom, wyszłym z ich pokoleń i rodów. Ci wystawili trzy grody na Rusi, którym swoje ponadawali nazwiska. Kij, zbudowany przez siebie gród nad rzeką Dnieprem nazwał Kijowem, Szczyk Szczykawicą, a Korew Korewicą. A że i oni żyli w błędach i ciemnocie pogańskiej, przeto za bóstwa czcili bagna, jeziora, źródła i strumienie. Byli i inni książęta Polscy, jako to Radzim i Wiatko (Wyatko), z których jeden, to jest Radzim nad rzeką Szaszunem, drugi Wiatko nad rzeką Okką osiadł. Tych nazwiska dostały się osobnym krajom, dzielnicom i ludom: od Radzima bowiem Radzymiczanie, od Wiatka nazwani są Wiatyczanie, którzy nad Bugiem zamieszkali; Dulebianie zaś od książęcia swego Duleba, potem Wolhanami (Wolhanyo) rzeczeni, którzy teraz Łuczanami się zowią. U Rusinów plemienia Polskiego była w pojmowaniu żon ta rozsądna miara i uczciwość, że się wstrzymywali od związków małżeńskich z siostrami rodzonemi i bliskiemi krewnemi, za co w podziale otrzymywali długie życie. Dulebianie zaś, i ci, którzy pochodzili od Radzima i Wiatka, obyczajom dzikich zwierząt mieszkali po lasach, a wyuzdani na wszelką swawolę, kalali się wszetecznemi związki, porywając gwałtownie cudze i pokrewne sobie niewiasty. Po zgonie Kija, Szczyka i Korewa, synowie ich i wnukowie w prostem idący następstwie, władali Rusią przez mnogie lata, aż z kolei dziedzictwo to spadło na dwóch braci rodzonych, Okalda i Dyra.
Ci kiedy dzierżą Kijów, niektóre plemiona Rusi, z przyczyny zbytniego rozrodzenia się przesiedlone w inne dzielnice, sprzykrzywszy sobie ich rządy, od Warazów trzech przyjęły kniaziów, dla równości bowiem nie zdało im się nikogo ze swoich obierać. Jeden zwany Ruryk (Rurek) w Nowogrodzie, drugi Szyniew w Biełozorze, to jest w Białem jeziorze, trzeci Trubor w Zborsku stolice swoje założyli. Z tych każdemu Rusini i ludy im podległe w daninie od głowy po jednej popielicy (aspergellus albus) składali. A gdy dwaj z tych książąt Szyniew i Trubor bezpotomnie pomarli, Ruryk odziedziczywszy ich władztwa, przekazał je po sobie synowi nazwiskiem Ihorowi (Iior), który za dojściem do lat młodzieńczych, Oskalda i Dyra, Kijowskich kniaziów, nie spodziewających się od niego żadnej napaści, zdradziecko zamordował, i kraje ich wraz z władzą książęcą opanował. Lecz niedługo i książęciu Ihorowi zabójstwo Kijowskich kniaziów Oskalda i Dyra uchodziło bezkarnie. Gdy bowiem ufny w potęgę swoję, ludy Drewlanami zwane, plemiona Rusi, mające udzielnego książęcia Nyszkina, do daniny przymuszał, i nie przestając na pierwszej opłacie, na którą zezwolili, tegoż samego roku drugiej od nich wyciągał, od rzeczonych Drewlan, krzywdy znosili niezdolnych, podstępnie zgładzony został. Ci wyprawiwszy posłów do pozostałej po nim wdowy Olhy, usilnie ją namawiali, ażeby książęcia ich Nyszkina poślubiła za męża i oba w jedno połączyła władztwa. Niewiasta chytra użyła zdrady: pierwszych i drugich posłów Drewlańskich łaskawie przyjąwszy i w domu zatrzymawszy, kazała Drewianom z książęciom ich Nyszkinem przyjść do siebie, niby dla zawarcia małżeńskich ślubów i połączenia państw obu; tymczasem gdy ci spełniają złocenie swoje, onych posłów u siebie zatrzymanych srogiem i mękami tajemnie pomordowawszy, wychodzi przeciw Drewlanom, i na zasadzkach, w położeniu dla nich niekorzystnem, gdzie silne była rozstawiła wojsko, znosi całą niemal ich potęgę wynoszącą do pięciu tysięcy mężów, wypełniając tym czynom zabitemu mężowi swemu Ihorowi pozgonną ofiarę. Miał zaś książę Ihor z Olhy żony swojej syna jedynaka imieniem Światosława, który doszedłszy do lat męzkich począł okazywać się mężom wojowniczym i dzielnym. Ten mszcząc się śmierci ojca swojego Ihora, pierwszą uczynił wyprawę przeciw Drewlanom, a zadawszy im morderczą klęskę, schylił ich pod swojo jarzmo i do daniny przymusił. Matka zaś jego Olha wybrała się morzem do Konstantynopola, gdzie pomiędzy Grekami, za rządów Zymiska (Czemisky), od tamecznego patryarchy nauczyła się wiary chrześciańskiej, a opuściwszy błędy pogaństwa, przyjęła chrzest, i barbarzyńskie imię Olhy zmieniła na Helenę. Błogosławił jej patryarcha Carogrodzki mówiąc: “Błogosławionaś ty między niewiastami Ruskiemi, a imię twoje u wszystkich pokoleń niech będzie pochwalone i błogosławione.”. Wróciwszy na Ruś z Konstantynopola, namawiała syna swego Światosława, do przyjęcia wiary chrześcijańskiej, a porzucenia zabobonów pogańskich: ale on pogardziwszy szydersko matki upomnieniem, wolał raczej wytrwali w swych błędach i plugawem pogaństwie.

POLACY WIDZĄC, ŻE PRZY WOLNOŚCI RZECZ PUBLICZNA NACHYLAŁA SIĘ DO UPADKU, OBRALI SOBIE KRÓLEM KRAKA, KTÓREGO WYPISUJĄ SIĘ TU POCHWAŁY, ZWYCIĘZTWO NAD GALLAMI, I PODDANIE SIĘ CZECHÓW JEGO WŁADZY.

Gdy taka koleją toczyły się sprawy Polskie, i rzecz publiczna domowemi niezgody, rozterkami i zewnętrznych nieprzyjacioł napaścią, zwątlona upadała, znowu panowie znaczniejsi, jako i lud wszystek, zatęsknili do rządów jednego monarchy i władcy. Jakkolwiek kowiem posmakowali już słodyczy wolności, tak powabnej, tak miłej, i nad wszelkie dobro pożądańszej, dla ocalenia jednak rzeczypospolitej, która pod rządem wielowładców wszystka z karbów wypadła, i dla uniknienia grożącego jarzma nieprzyjaciół, zrzekają, się wolności i uchwalają, do rządzenia, tak mnogiemi ludy i państwem tak obszernem obrać jednego pana i władcę, i poddać mu się z uległością aby zarówno mężniejszych jak i słabszych trzymał na wodzy. Ale powstało do razu pytanie, ktoby mógł sprostać tak ciężkiemu brzemieniu, i sposobnym był do rządzenia narodem, który znarowiony już użyciem wolności, snadno podnosić mógł rokosze i opierać się zuchwale; a ztąd żwawa wynikła spórka. Po należytem jednak rozważeniu rzeczy, zgodzili się wszyscy na męża pewnego imioniem Kraka czyli Graka, mieszkającego u krynic Wisły, pod górami Pannońskiemi, dzielnego, sprawnego, przemyślnego, o którym słyszeli, że zdolnościami nad innych celował, i słynął głośno z cnoty w wielu razach doświadczonej. Tego więc za powszednią zgodą i uchwalą książęciem obierają, powiorzając mu całego królestwa ster i zwierzchnictwo. On długiem wzbranianiem się i opieraniem odpychał znamiona władzy i purpurę, którą nań wkładali, zdumiony i rozmyślający w milczeniu, azali sami nie byli w błędzie, że go jakby szaleńca oznakami kusili majestatu. Nareszcie gdy prośby i nalegania przemogły jego wątpliwość, niezdolny już dłużej się opierać, przyjął nad Polakami rząd i władzę. I od tego czasu sprawując rzecz publiczną panował z taką skromnością i roztropnością, że go Polacy jak ojca czcili. Nie ciężył bowiem narodowi, obyczajom dawnych książąt Polskich, przemocą, i wyniosłą pychą; ale zmierzając we wszystkiem ku pożytkowi i spokojności poddanych, możniejszym zarówno jak i ludowi miły, naród surowy i dziki shołdował raczej łaskawością niż przemożną władzą. Mniemają niektórzy, iż ten Grak był Rzymianinem, wiodącym ród swój od Grachów, pamiętnych z onej dawnej zamieszki, kiedy dwaj Grachowie, Tiberius i Kajus, obstający za prawem podziału gruntowego roku od założenia Rzymu sześćsetnego dwudziestego drugiego i siódmego, za nadużycie władzy trybuńskej od stronnictwa możnych zabici zostali; on wtedy Rzym opuściwszy wiał się udać do Polski, kędy szukał schronienia; i tą koleją odziedziczył u Polaków najwyższy władzę. Zważywszy zaś Grat tlejące zewsząd zarzewia wojen, jakby sprzysięgłych przeciw Polsce, i bacząc, że nie było podostatkiem sił do oparcia się wszystkim, uniknął jednych zgodą, inne sojuszami potłumił, na resztę zaś przeciwników uderzywszy orężem, tak szczęśliwie i przezornie działał, że z każdej walki wracał zwycięzcą przez co w rycerstwie wskrzesił odwagę po dawnych klęskach upadłą imię swoje wsławiając coraz przeważnej u nieprzyjacioł.
Kiedy Gallowie przemierzywszy orężem inne kraje, dotarli aż do Węgier i nękali je wojennemi klęski, zamierzającym ztamtąd wtargnąć do Polski zaszedł drogę Grak, i stoczywszy żwawa, bitwę, odniósł pamiętne nad nimi zwycięztwo, już-to dzielnością swoich wyslużońców i ćwiczonego w obrotach żołnierza, już przemysłem wojennym i sztuką. A lubo miał już w narodzie dosyć miłości, po tej jednak Gallów porażce więcej jeszcze pozyskał czci i przywiązania; z tem większą toż gotowością i poszanowaniem Polacy pełnili jego rozkazy. Wkrótce sława i znaczenie Graka tak się po świecie rozniosły, że Czechy poddały się same jego władzy, i przez cale życie Krakus sprawował w Czechach rządy. Niektórzy atoli utrzymują, że tenże Grak już na lat czterysta blisko przed Nar. Chrystusa panował w Polsce, słynąć szeroko z roztropności i potęgi.

KRAK BUDUJE ZAMEK I MIASTO KRAKÓW, I ZABIJA SMOKA STRASZLIWEGO, KTÓRY UKRYWAŁ SIĘ POD ZAMKIEM Z WIELKIM DLA MIESZKAŃCÓW POSTRACHEM I SZKODĄ.

Uspokoiwszy więc dokoła nieprzyjacioł, już-to orężem, już związkami wzajemnych przymierzy i sojuszów, i przy dość pomyślnem powodzeniu ubezpieczywszy pokój zewnętrzny, zajął się Krak jak najpilniej wewnętrznem kraju urządzeniem. Naprzód na wyniosłem wzgórzu, u krajowców zwanem Wawel, podle którego Wisła nurty swoje sączy, a od szczytu szeroka i nadobna rosciąga się płaszczyzna, zbudował zamek królewski. Potem dla większej jogo warowności, wielkości i ozdoby, założył w pobliżu i nad tąż samą rzeką miasto, któremu własne nadał nazwisko Kraków (Grachow). W tem przeto mieście usadowił stolicę swojego władztwa i rządów sprawowanych nad Polakami i Czechami, przeznaczając je na główne i stołeczne miasto całego Królestwa, i tusząc, że dla dogodnego i nader szczęśliwego położenia do znacznej kiedyś wielkości wzrośnie. Jakoż nadzieja go nie omyliła: szybko bowiem podnosząc się i wieloraką zakwitając pomyślnością, do takiej Kraków przychodzić zaczął potęgi i znaczenia, że sąsiednie osady i miasta szczęścia i dostatków mu zazdrościły. Większą nurt inne poczuwało ku niemu zawiść miasto Gniezno że przezeń odjęty mu był zaszczyt pierwszeństwa i majestat stolicy a z nim starodawny blask przyćmiony. Wśród tak pomyślnych i przyjaznej wróżby zaczątków trapiło go przecież wielkie nieszczęście. W jaskini bowiem góry Wawelu, na której Krak zamek swój był zbudował, potwór niesłychanej wielkości, mający postać smoka albo węża zadławcy (olophagus) obrał sobie legowisko, a na zaspokojenie żarłoczności swojej porywał bydlęta i trzody, jakiekolwiek mu się nawinęły, nie przepuszczając nawet ludziom; gdy zaś długim zmorzony głodom nie znajdował przygodnej albo podrzuconej sobie pastwy, wtedy z dziką wściekłością, w dzień biały i na. jawie, wypadając z łożysku, i zionąc z paszczy przeraźliwe ryki, rzucał się na najroślejsze bydlęta, konie, woły, zaprzężono do wozu lub do płużycy, dusił je i dławił, niemniej srogi pożera ludzi, którzy łakomstwu jogo ujść nie pospieli. Straszliwa ta zajadłość i żarłoczność tak dalece potrwożyła i utrapiła mieszkańców Krakowa, że dla tej niszczącej potwory bardziej już o opuszczeniu miasta niż o rozsiedleniu się w niem myśleli. Zaczem z rozkazu Kraka, bolejącego nad tą niedolą miasta, które sam był złożył, a któremu wydalenie się mieszkańców wzrastaćby nie dozwalało, rzucano owemu smokowi codziennie trzy ścierwa, domowych bydląt, a nasyceniom potwory w ten sposób, okupowano bezpieczeństwo nie tylko ludzi ale i innych żyjących stworzeń. Gdy przecież taki stan rzeczy zdał się uciążliwym panującemu książeciu więcej jeszcze niźli ludowi, gdy zwłaszcza obawiał się Krak, aby po śmierci jego całkiem nie opuszczono miasta, rozkazał ścierwa przeznaczono smokowi na pożarcie wypełnić wewnątrz siarką i próchnom, woskiem i żywicą, a w zwierzchniej warstwie zapuściwszy nieco tliwa, rzucić mu jak zwykło na pastwę. Gdy więc smok według zwyczaju i z przyrodzoną pochłonął je chciwością, wnet zajetym w trzewiach ogniem i skwarzącym je coraz głębiej płomieniem dręczony, legł i żywota postradał.

KRAK NADAJE POLAKOM PRAWA I UMIERA. POLACY SYPIĄ, MU GROBOWIEC, OGROMNĄ MOGIŁĘ Z PIASKU.

Po zgładzeniu więc tej strasznej potwory, nazwanej u niektórych pisarzy smokiem (olophagus), miasto Kraków nad spodziewanie wybawiono z wielkiego niebezpieczeństwa, poczęło coraz więcej rozszerzać swoje zakresy i urastać stopniami na, zwierzchnią stolicę i miast polskich głowę. Lecz i sam Grak zgładzeniem sztucznem i dowcipnem potwory zalecony, zjednał sobie imię ojca i wybawiciela ojczyzny, nabywszy znaczenia i sławy u swoich i postronnych ludów. Wtedy dopiero prawa ogłusza, stanowi sędziów, wydaje- postanowienia i nakazy, jakie uznał za stosowne do urządzenia kraju, w miarę prostoty owego wieku. Tych Polacy trzymali się następnie, kraj zaś kwitnął pokojem i swobodą obywatele dostatkiem i pomyślnością. Cokolwiek on postanowił i uchwalił, to w długiej kolei wieków naród Polski zachowywał jak prawo najsprawiedliwsze i Boskim niejako uświęcono zakonem. Krom słuszności bowiem i sprawiedliwości, jaką tchnęły prawa przezeń nadane, nie mniej użyczała im powagi uroku, poszanowania i grozy, miłości i cześć dla prawodawcy. Używali więc Polacy za dni jego długoletniej ciszy, gdy mądry i dzielny władca jednych z pomiędzy sąsiadów sojuszami ugłaskał, drugich orężem poskromił. A tak pod panowaniem jego stare miasteczka i sadzi by świczemi budowy podrastały, i w rozległych puszczach nowe tworzyły się osady. Długie lala Grak, książę Polski. mądrze i szczęśliwie sprawował rzeczpospolitą; w późnej nakoniec starości, syty wieku, życie zakończył. Na uczczeniu jego pogrzebu naprzód panowie Polscy, a za nimi lud wszystek pospieszył, i obyczajom ówczesnym zwłoki jego na górze Lasocie (mons Lyasszotinus), naprzeciw miasta Krakowa, z szczerym żalem i uczciwością pochował. Mogiłę zaś jego, aby trwalsza, była, i aby czas wszystko niszczący nie zdołał jej. dla potomnych zagubić i zagładzić, na górze, kędy go pogrzebano, dwaj synowie Kraka, w sposób sztuczny i dowcipny, jak ojciec wskazał im był jeszcze za życiu, nadsypując piaskiem, do takiej wznieśli wysokości, iż sporym kurhanem nad wszystkiemi dokoła wyżynami panuje. I dotychczas grobowiec, starannie ludzką, rękę, urobiony poświadcza cześć od narodu wymierzona, wielkiemu mężowi, a razem chęć chwalebna. przekazania potomnym jego imienia i zapownienia mu nieśmiertelności. To usypanie mogiły tak wyniosłej dowodzi równie, że Grak był Rzymianinem gdy wedle możności naśladował tem dzieleni założyciela Rzymu Romula, mającego grób nakształt kurhanu z głazów ułożony.

PO ŚMIERCI KRAKA, CÓRKA JEGO LIBUSZA, POJĄWSZY W MAŁŻEŃSTWO PRZEMYSŁAWA ZIEMIANINA, SPRAWOWAŁA W CZECHACH RZĄDY.

Naród Czeski, nad którym Krak z podobnąż dzielnością, i roztropnością, miał panować, jednę z trzech córek po nim pozostałych, Libuszę, przyjął za władczynią i księżnę. Ta ułagodzić chcąc lud niechętny i przeciwny rządom niewieścim, ziemianina pewnego, nazwiskiem Przemyśla, zajmującego się wiejskiem gospodarstwem i uprawą, roli, odwołwszy od wołów i pługa, wezwała do udziału władzy książęcej i połączyła się z nim małżeńskiemi śluby. Jego dziedzice i następcy, rozrodzeni w mnogich synach i wnukach, panowali Czechom aż do czasów Jana ślepego Luxemburgskiego, u wygaśli dopiero na królu Wacławie (Wyenczslaus) który zginął pod Olomuńcem; lubo w siódmym roku panowania Przemysława, po zejściu Libuszy, kobiety z obyczaju i usposobieniu, podobno Amazonkom pod naczelnictwem dziewicy Wlasty (Valasta) sprawiły były zamieszanie, poraziwszy po kilka razy mężów i rozproszywszy ich wojska, Od Przemy sława jednak zdradą i podstępom raczej niżeli siła. pobite i upokorzone zostały.

LECH, SYN KRAKA, PO ZABICIU BRATA SWEGO KRAKA WSTĘPUJE NA WŁADZTWO; LECZ GDY SIĘ ZBRODNIA JEGO WYKRYŁA, RZĄDÓW POZBAWIONY NĘDZNIE GINIE.

Gdy już minęły dni żałoby, w których wszyscy z Polaków przedniejsi zajęci byli obchodom pogrzebowym, poczęto myśleć o wyborze nowego książęcia, mającego zasiąśdź na stolicy Graka. Zostawił zaś był Grak dwóch synów, Graka i Lecha, i trzecią córkę Wandę, zrodzonych do przyszłego następstwu. Tych, umierając, panom Polskim polecił, z prośba, usilną, aby pamiętni na wyświadczono sobie dobrodziejstwa nie odsądzali potomstwa jogo od władzy książęcej, i jednego z synów na stolicę książęcą wybrali. Młodszy zatem Lech obawiając się, aby z ujmą jego starszemu bratu Graków i nie przyznano rządów, już-to z przyczyny pierworodztwa i dojrzalszego wieku, już dla łaskawości i innych przymiotów, któremi brata przewyższał, postanowił wcześnie temu zapobiedz: zgładził więc zdradziecko Graka, a ciało brata porąbane na części zagrzobał i przysypał piaskiem. Żeby zaś dla zbrodni bratobójstwa nie odepchniono go od władzy, zmyślił, jakoby brat starszy na polowaniu, zbyt porywczo pogoniwszy za zwiorzom, zginął. A iżby tej powieści tem łatwiej uwierzono; łzami udanemi płakał, i takim sposobom podszedłszy i oszukawszy panów Polskich, królem od nich wybrany, stolicę państwa posiadł. Panowanie jego trwało przez lat wiele, i wszyscy Polacy jak ojca go szanowali, poddając się z wiernością, czcią i posłuszeństwem jego władzy. Lecz gdy o popełnionem bratobójstwio poczęły się głucho naprzód rozchodzić wieści, a potem jawne dowody wyświeciły zbrodnię, zraziły się wszystkich serca ku niemu, i panowie Polscy oburzeni tym bezbożnym czynem i niewinną śmiercią, brata, tak go znienawidzili, iż straconego ze stolicy państwa skazali na wieczne wygnanie, dla postrachu i odstręczenia innych od podobnej zbrodni, jakiej on się dopuścił. Co zaiste godne w nich pochwały, że winę bratobójczej panowania żądzy tak sprawiedliwie ukarali, nie dopuściwszy dłużej piastować władzy nad sobą sprawcy tak ohydnej zbrodni. Inni mniemają, że Lech za popełniono bratobójstwo ani wygnania ani żadnej wcale nie odniósł kury, ale że sam Bóg zsyłający pomstę za wszelkie krzywdy ludzkie pozbawił go potomstwa, miłości i życzliwości poddanych. Przeto czując się bratobójca do winy, ścigany równie wyrzutami sumienia, jak i słuszna. Polaków nienawiścią., w smutku i zgryzocie wiódł odtąd żywot niesławny, i nie. zdziaławszy żadnego pamiętnego czynu, umarł z sromota,. Cóżkolwiek bądź, to pewna, że nie zostawił po sobie żadnego potomstwa.

PO LECHA NASTĄPIŁA SIOSTRA JEGO WANDA, KTÓRA ODRZUCIWSZY ZWIĄZKI MAŁŻEŃSKIE Z RYTOGAREM NIEMCEM, PO ODNIESIONEM NAD NIM ZWYCIĘZTWIE, POŚLUBIŁA SIĘ BOGOM NA OFIARĘ I WSKOCZYŁA W WISŁĘ; POCHOWANO JĄ W MOGILE. OD JEJ IMIENIA POLACY ZOWIĄ SIĘ WANDALAMI.

Gdy Obadwaj synowie Graka zeszli bezpotomnie, za powszechna. Polaków zgodą córce jogo jedynaczce, zwanej Wandą, co w polskim języku znaczy wędę (hamus), rządy państwa przyznano. Tak wielkie bowiem w sercach Polaku w tkwiło przywiązanie do Graka, tak świeża i przytomna pamięć cnót jego i dzielności w rozszorzeniu granic i obronie ojczyzny. Nie mało przyczyniła się do tego i urodna postać dziewicy, wdzięczne i krasą ujmujące lica powaby, tak iż samym widokiem zniewalała umysły i przynęcała chęci, pięknych darów przyrody hojnie uposażona wianem. Dla tego właśnie ponętnego kształtu otrzymała imię Wandy, gdy urokiem swych wdzięków jakoby wędą wszystkich przyciągała ku sobie, obudzając miłość i podziwienie. Łagodna z wejrzenia, skromna z postawy, wymowna i chwytająca za serca uprzojmemi słowy, wszelakich zalet jaśniała zbiorom. Wszyscy też panowie Polscy tuszyli niewątpliwie, że książęcia jakiego, znakomitego rozumem i bogactwy, któryby Polsce przyczynił wzrostu przez skojarzonie się jej przyjaźnią, z postronnymi sąsiady i pany, zaślubią Wandzie dziewicy, aż do tej chwili wszystkie odrzucającej związki. I zdawało się, że większa teraz liczba posiągnie do jej ręki dla samej wielkości państwa, niż wprzódy dla zachwycającej urody. Ale Wanda odziedziczywszy królestwo ojcowskie, wzniosła w uczuciach i wielkich przymiotów niewiasta, z dumą poczuwając swoję wolność i swobodę, wszystkim zgłaszającym się o nię współzawodnikom odmawiała małżeństwa. Tak zaś szczęśliwiej roztropnie i sprawiedliwie władała krajami rzeczypospolitej, że wszystkich zdumiewała swoją czynną radą i obrotnością, i głos był powszechny między ludźmi, że prawdziwie męzka w tem ciele niewieściem zamieszkała dusza, gdy najpoważniejsi światłem i sędziwi mężowie postanowienia, jej wielkiemi wynosili pochwałami, a nieprzyjazne nawet umysły w jej obliczu składały zawiść i niechęci. Gdy więc pod rządem i zwierzchnictwem Wandy kraj Polski zakwitał w dostatki i potęgę, Bytogar pod ów czas książę Niemiecki, znakomity rodem i bogactwy, a siedzący z Polską o granicę, posłyszawszy o przymiotach Wandy dziewicy, której sława rozeszła się była wszędy po świecie, w nadziei, że z jej urodą pozyska razem królestwo, wyprawił do niej dzienosłębów, mających, prosili o jej rękę, a w razie odmowy pogrozili wojną. Ale gdy Wanda, która w dziewiczej czystości pozostali ślubowała, wysłuchawszy kilkokrotne obiotnice i prośby, odprawiła posłów bez skutku; Rytogar widząc, że ani prośbami ani podarkami skłonili jej do małżeńskich związków nie zdoła, w bolesnem uczuciu wzgardy i upokarzającej dla siebie odmowy, zebrał wojsko ogromne i wkroczył z niem do Polski, aby wycisnąć przemocą to, czego nie mógł prośbami. Wanda królowa, nieulękniona wojennemi groźby, kazawszy ściągnąć jak najspieszniej hufce Polskie, zastępuje drogo Niemcom i wydaje pole do bitwy. Ochłonął nieco Rytogar z swego szału, a udawszy się powtórnie w prośby, wolał doświadczyć jeszcze namowy niż broni. Śle zatem kilka z starszyzny swojej do Wandy, czekającej w gotowości na spotkanie; bogactwa swojo wylicza, ukazuje potęgo, dokłada i pogróżki, nic tracąc jeszcze otuchy, że umysł kobiecy jakiemikolwiek środkami, czy-to prośbą czy groźbą, potrafi złamali albo ubłagać. “Przyszliśmy, rzekli, do ciebie Wando królowo, prosząc w imieniu książęcia naszego Rytogara, abyś zezwoliła na połączonie się z nim malżeńskiomi śluby. Pozyskasz męża kwitnącego młodością, zamożnego w skarby i potęgę, który w ofierze złoży ci najświetniejsze upominki, jeśli mu swojej nie odmówisz ręki: w przeciwnym razie, zmusi cię do lego orgiom. ” Ona, niewiasta na schwał mężna, i w stałości swój nieporuszona, odpowiedziała posłom: “Czy wasz książę uważa mnie za kobietę tak dalece nikczemną i związku małżeńskiego niegodną, że śmie żądać, abym wzgardziwszy królestwa mego sławą i potęgą, niepomna krzywd, które narodowi memu wyrządził i obecnie wyrządza, zezwoliła na poddanie się jemu wraz z królostwem, i ubliżyła godności mojego władztwa ? Odpowiedzcie książęciu, że brzydzę się jego ofiarą, jak każdym innym związkiem. Przystoi mnie bardziej zwać się panią, niż panującego małżonką. Wojnę mi zapowiedział — niech więc gotuje się do wojny, a przytem zważy, jaka sromota dla książęcia i męża, w obec sprawionych do boju szyków, odbieżawszy walki, rozprawiać o miłości, i zaniechawszy oręża układać małżeńskie śluby. ” Dawszy taką odpowiedź, kazała trąbić do boju i uderzyć na nieprzyjaciela, aby dumne poselstwo, opowiedziano jej przez posłanników Rytogara, zwycięzkim upokorzyć orężem. Lecz gdy celniejsi z rycerzy Niemieckich ciekawością zdjęci, azali prawdą było, co wieść głosiła o nadzwyczajnej piękności Wandy, przypatrzyli się bliska jej urodzie, nagłą uczuć przemianą, jakby czarodziejsko zrządzoną i ci którzy ją widzieli, i drudzy którym tylko o niej powiadano, tak zmiękli i na sercach upadli, że wszyscy jednomyślnie i jawnie oświadczyli się przeciw prowadzeniu zaczętej wojny, w sprawie niesłusznej, i z wojskiem liczniejszem, przekładając, że ich nie bojaźń odwodziła od bitwy, ale wstręt od prawdziwej niezbożności, i że nie chcieli w złej sprawie narażać się na jawne niabezpieczeństwo, Zaczem, opuściwszy pole walki, wrócili do swych namiotów, i nie dali się skłonić żadnym rozkazem ani namową do podniesienia oręża przeciw Wandzie. Rytogar więc, książę Niemiecki, w bolesnem uczuciu wzgardy i zawiedzionej nadziei, gdy nad spodziewanie jego wszystko gorzej się powiodło, nie chcąc wracać do domu z niesławą i wystawiać się na szyderstwo sąsiadów, którzy mówiliby, że wejrzeniem samum niewiasty zachwiany i pokonany uległ — postanowił śmierć sobie zadać. Zwoławszy zatem wojsko, tak do niego przemówił: “Zdradziliście mnie i opuścili — krzywda ta stała się dla mnie nad wszelką, śmierć straszniejszą. Ja, który sam wojnę wydałem, bez wojny pokonany ulegam! Wanda morzu, Wanda powietrzu, Wanda ziemi rozkazująca, z woli bogów nieśmiertelnych uczyniła was trwożliwemi niewieściuchami, gdy serca wasze sam widok jej zczarował i przemienił, na wieczna, dla nas wszystkich sromotę. Ja za was, o! dostojni mężowie i współtowarzysze moi, poświęcam siebie na uroczysta ofiarę bóstwom podziemnym, ale w prośbie do bogów ślę razem to przsekleństwo, aby potomstwo wasze, jak i potomstwo waszych synów i wnuków, za zbrodnią, przeciw, mnie popełnioną, pod rządem niewieścim wiecznie gnuśniało. ” To rzekłszy, obnażona, piersią, rzucił się na miecz, który ostrzem ku sobie zwróconem trzymał, i odebrał sobie życie. Wanda zaś, zawarłszy panami Niemieckiemi przymierze, po zakończeniu osobliwszem wojny tak wielkiej i niebozpiecznej dobrowolna, śmiercią jednego, prowadziła z powrotem wojsko nietknięte w uroczystym pochodzie do Krakowa, gdzie ją z wielką czcią i radością przyjmowano. Za tak Świetne i znakomite zwycięztwo, pasmo oraz szczęśliwego powodzenia, które jej w całem życiu więcej niż komukolwiek z śmiertelnych sprzyjało, naprzód bogom ojczystym po wszystkich świątyniach przez dni trzydzieści składać kazała dzięki: czego pobożnie dokonawszy, postanowiła dobrowolnym ślubem siebie samą poświęcić bogom na ofiarę, uwiedziona przesądwm swego wieku, w którym uważano to za sprawę bogom milą, czyn wzniosły i bohaterski; a podobno i dlatego, żeby świetny i nieprzerwany bieg jej powodzeń jakim smutnym wypadkiem nie został przyćmiony. Zwoławszy więc panów Polskich, pobiwszy na ołtarz bogów obietne bydlęta, i odprawiwszy zwyczajem ówczesnym uroczystą ofiarę, przy której dziękczyniono bogom na wyświadczono jej łaski, a dokładano modły o szczęśliwy pobyt w państwie podziemnemi — wskoczyła z mostu do rzeki Wisły i pogrążyła się w jej falach. Czyn zaprawili; więcej godny podziwionia, niż podobny do wiary! Zwłoki królowej pochowano mul rzeką Dłubnią, o milę od Krakowa, w otwartem polu, a mogiłę jej uczczono podobnym pomnikiem jak ojcowską. Z ziemi bowiem usypano kurhan potężny, który po dziś dzień wskazuje mogiłę; Wandy, i od niego toż miejsce to nazwano jest Mogiła.. Że taka czci oznaka słusznie Grakowi i Wandzie przynależała, nikt z Polaków nie wątpi; w ten sposób bowiem postanowili pamięć ich potomnym przekazać wiekom. A nadto Wisła od Wandy królowej przezwaną została Wandalem, i pokolenia Polskie u większej części dziejopisów Wandalami się zowią, acz staro zwisko Wisły dla nowej nazwy nie poszło bynajmniej w niepamięć, jak owej Albuli płynącej wedle Rzymu, która, od zatonienia w niej Tyberyusza nazywają teraz Tybrem.

W CZECHACH PO PRZEMYSŁAWIE NIMISŁAW, PO NIMISŁAWIC MNATA OBJĄŁ RZĄDY. PO MNACIE ZAŚ UNISŁAW I WRATYSŁAW, A PO UNISŁAWIE GRZYMISŁAW, KTÓRY STRYJA WRATYSŁAWA, DĄŻĄCEGO DO OPANOWANIA KRÓLESTWA, ŻYCIA POZBAWIŁ.

Gdy w Czechach panowanie Przemysława z śmiercią się jego skończyło, a dwaj synowie królewscy wcześnie pomarli, nastąpił po starym Przemysławie trzeci syn, imieniem Nimisław, gnuśny i do wszelakich spraw ciężki, a po nim Mnata, również niewieściech i roskosznik. Po jego zejściu, dwaj synowie Unisław i Wratysław podzielili berło: pierwszy, z rozporządzenia ojcowskiego, nad Prażanami, drugi nad Zatoczanami władzę otrzymał. Z Unisława urodził się Grzymisław, inaczej Noklan (Noklam), człek małego serca i gnuśności oddany. Tę niedolężnosć władcy poznawszy stryj jogo Wratysław, umyślił Czechy całe pod swoję władzę zagarnąć, i przeciw synowcowi swemu (ojciec jego bowiem już nie żył) wziął się po nieprzyjacielsku do oręża. Po kilkokrołnych dość szczęśliwie przedsiębranych wyprawach, postanowił tegoż Neklana i naród jemu poddany ostateczną pognębić klęską, nie przepuszczając nawet niemowlętom. Stoczył więc na polu zwanem Tursko (Tusco) walną bitwę, z której atoli Niekłam wyszedł zwycięzcą, postawiwszy w miejsce swoje wodza Zdoryka, z postaci bardzo podobnego do siebie, ale większego nierównie odwagą i siłą, i wszystkie wojska nieprzyjacielskie pogromił. Obadwaj wodzowie Wratysław i Zderyk w bitwie tej polegli. Neklan ogarnął władzę. Wyśledzono i syna Wratysława, młodziuchno dziecię, i wydano do rąk Noklanowi: ale ton ulitowawszy się nad wiekiem chłopięcym i krwią stryjecznego brata, oddał go na wychowanie Duryngowi, który niegdyś z ojcom jego ścisłą połączony był przyjaźnią. Pochlebca, w głupiem rozumieniu, że swą przysługą pozyska laskę Grzymisława, ściął głowę onomu pacholęciu zabawiającomu się wędką u wody i przyniósł ją Neklanowi, z przechwałką, że tem zabójstwem panowanie mu upewnił. Ale Noklan, oburzony czynem tak niegodziwym okrutnika, nalajawszy mu słusznie, że go ani pamięć przyjaciela, ani litość nad niewinną sierotą nie zdołały od zbrodni powstrzymać, kazał go na szubienicy powiesić.

PO ZEJŚCIU BEZPOTOMNEM WANDY, POLACY WRACAJĄ DO WOLNOŚCI, I OBIERAJĄ, DWUNASTU WOJEWODÓW, KTÓRZY PRZEZ DŁUGI CZAS POTEM RZĄDY SPRAWUJĄ

Z śmiercią Wandy Polacy od samowładczego uwolnieni jarzma, zapragnęli znowu do dawnych powrócić swobód. Taka jest bowiem z przyrodzeniu ułomność ludzka, taka chęć i pragnienie, że to, co się nie dało osiągnąć, albo co sami radzi porzucili, zawzdy wydaje się ludziom lepsze, niźli to co posiadają. Zniósłszy zatem rządy książęce, jodynowladne, ustanawiają starszyzno, dwunastu mężów, według liczby ziem, z których się na ówczas składała Polska, i nadają im nazwisko wojewodów, to jest wodzów wojennych. Im zarząd ziemstw i wojenne sprawy poruczają, aby czuwali nad całością ojczyzny i zabezpieczeniem jej od napaści nieprzyjacioł, a ilekroć wymagałaby potrzeba, przez nabory wojskowo powoływali naród do broni, hufcom zbrojnym na wyprawach przewodniczyli, a skracali hardość krnąbrnych i opornych, w pokoju zaś poddanym sprawiedliwość wymierzali. Obyczaj ton, w owym czasie powstały, po dziś dzień zachowuje się u Polaków, przedstawiając postać i wizerunek starodawnych, sędziwych wieków. Każde bowiem księstwo i województwo ma swego wojewodę (palatinum), płatnego z dochodów państwa, który załatwia ważniejsze województwa swego sprawy, z pomocą pewnej liczby urzędników, zasiadających z nim według prawa krajowego w oznaczonym, czasie na radzie. Chorągwie wojewódzkie przed wyprawą przegląda, zarządza niemi i ciągnie na ich czoło. Wywołanym z kraju, było gotowi byli do poddania się prawu, wydaje listy ochronne (salvum conductum). Jemu wreszcie, nie komu innemu, dana jest władza mianowania urzędników publicznych, zwoływania wieców i oddzielnych wojowództwa swego zjazdów (convontiones), stanowienia uchwał co do wagi i miary, tudzież innych rzeczy odnoszących się do układu i rządu wewnętrznych spraw wojowództwa. Przetoż na urząd ten wybierają sędziwszych i zdolniejszych mężów, od nich bowiem zawisła dola powszechna, szczęście i nieszczęście rzeczypospolitej. Używają oni pod królmi i książęty tej samej prawie powagi, jakiej w czasach kwitnącej wolności i po zniesieniu władzy królewskiej używali. I rządzoną była Polska w długich lat przeciągu od takich dwunastu wojewodów, którzy pilnowali gorliwie wymiaru sprawiedliwości, obrony swobód i ojczyzny, aby Polacy nie zrazili się ich rządami i nie zatęsknili do jedynowładztwa, zgubą wolności, pod której wpływem szczęśliwość domowa i publiczna tak pomyślnie kwitnęła.

KIEDY WĘGRZY I MORAWCY SZERZYLI W POLSCE NAJAZDY, A WOJEWODOWIE NIE MOGLI SIĘ IM OPRZEĆ, PEWIEN RYCERZ PRZEMYSŁAW STANĄWSZY NA CZELE POKONAŁ ICH ZRĘCZNYM WYBIEGIEM, ZA CO POTEM ZGODNĄ, UCHWAŁĄ OBRANY ZOSTAŁ KSIĄŻĘCIEM.

Gdy w ten sposób rzeczpospolita pod rządem dwunastu wojewodów przez długi czas błogim cieszyła się bytem, Polacy, z zwykłą ludziom niestatecznością, sprzykrzywszy sobie ich panowanie, zapragnęli znowu książęcia, w nadziei, że pod jego władzą szczęśliwiej żyć będą. Przyspieszyły tę zmianę same okoliczności czasowe, które ich zamysł przywiodły rychło do dojrzałości. Podwójny bowiem nieprzyjaciel, a z obydwóch stron liczny i straszny, jeden z Węgier, drugi z Moraw, sprzymierzywszy swój oręż z innemi narodami, prowadził na Polskę ogromne wojska, aby ją podbić przemocą i pozbawić wolności. Na ich spotkanie wyszły chorągwie Polskie pod naczelnictwem wojewodów, a stoczywszy bitwę, mim okazane dowody męztwa i siły nieszczęśliwą, i poniosłszy kilkakrotnie od nieprzyjaciół klęski, poczęli się lękać, aby wszystko razem nie było stracone, gdyż nieprzyjaciel rozsypując się codziennie po włościach, szerzył wszędy łupiestwo i pląsał z nieukróconą swawolą. Powiększyła się jeszcze ta bojaźń po zniesieniu zupełnem wojsk rzeczypospolitej; i mniemano, że Polska już zginęła, gdy cudownie mąż jeden podźwignął ją i ocalił. Był naówczas między Polakami rycerz dzielny, imieniem Przemyśl, wyćwiczony w żołnierce i nad stan swój świadomy sztuki wojennej, a wyższy dowcipem i przemysłem niż znakomitym rodem, który prócz tego dał się był poznać z poczciwości i wielu zacnych przymiotów, a ztąd wielką miał u ludzi wziętość. Osobliwsze więc w rodakach obudzał zaufanie, że z wrodzoną zdatnością łączył wprawę nabytą w licznych przygodach i bitwach. Ten postrzegłszy, że nieprzyjaciel poczynał sobie niedbale i nieostrożnie, wziął przed się zamysł więcej dowcipny niż śmiały. Rozważywszy w milczeniu, jakimby podstępem pokonać można przeciwnika, któremu siły nadwątlone wcaleby nie sprostały, wymyślił środek niezwykły, zasadzony na pozornym postrachu i pozornej gotowości do bitwy. Z pierwszym brzaskiem wschodzącego słońca kazał im wzgórzach przeciwległych obozom nieprzyjacielskim porozwieszać w wielkiej ilości błyszczydła do szyszaków podobne: na które gdy uderzyły promienie słoneczne, nieprzyjaciele tak się widokiem tym przerazili, że czemprędzej za broń porwawszy, bez należnego szyku i porządku, bieżeli ślepo i zapalczywie w tę stronę, gdzie mniemane świeciły hełmy, chciwi nowego nad Polakami zwycięztwa. Lecz gdy się zbliżyli do miejsca pokornem łudzącego mamidłem, i żadnego tam wojska ani szyszaków nie znaleźli (spiesznie bowiem Przemysław rozkazał je był pozbierać, jak tylko dostrzegł, że Węgierskie i Morawskie hufce brały się do oręża, a to iżby ukrył przed nimi że pozorem byli zwiedzeni), mniemając, że Polacy pokazawszy sie tylko uciekli, wracać poczęli do obozu w wielkiem zaniedbaniu i nieładzie. Właśnie tej sposobności czekał Przemysław do stoczenia pomyślnej walki, więcej licząc na podstęp i sztuczne udanie, niźli siłę wojenną. Sprawia więc i zagrzewa do bitwy wojsko, zebrane na prędce, pewne obiecując, mu zwycięztwo, jeśli podobnie jak nieprzyjaciel dla zwycięztwa krew swą poświęci. A tak natchnąwszy je najdzielniejszą rycerstwa pobudką, żądzą ośmielenia się na to, co nieprzyjaciołom zdawało się niepodobnem, z pierwszym zmrokiem napada na ich obóz, z tyłu i z boku nacierając z odwagą, i rażąc w pierwospy wczasujących się spokojnie; na czele hufców, ośmielonych przezeń na wszystkie przygody, nieustraszonych pociskami nieprzyjaciół, gromi, siecze, i położywszy na placu nie mało trupa, resztę upadającej potęgi małą garstką swoich płoszy w pogoni i zwycięża; nareszcie obóz opuszczony, z niezmierną zdobyczą taborów i oręża, wojsku w plonie oddaje. Łatwo było rozbite pierzchających tłumy w ucieczce porazić albo pobrać w niewolą: ale Przemyśl dosyć mając na tem, że kraj od napaści oswobodził i nieprzyjaciela pokonał, wstrzymał rycerstwo od dalszej za nimi pogoni. Tą obroną i ocaleniem ojczyzny taką u wszystkich pozyskał sobie miłość, że go i wojsko i naród wszystek uznał godnym panowania; jakoż niebawem i zgodnemi głosy książęciem i monarchą Polski został obrany. Od tego też czasu zarzucono dawne jego imię, a nazwano go Leszkiem (Lestek), co znaczy sprawnego i przebiegłego; a to z tej przyczyny, że podstępem i chytrością, albo lepiej mówiąc przemysłem, więcej niźli orężem i siłą, nieprzyjaciół tylekroć zwycięzkich pokonał; lub (co mi się zdaje podobniejszy do prawdy) iżby mu nie brakowało niczego do powagi i godności książęcej, nadano mu imię dawne i wspólne książętom Polskim: od pierwszego bowiem Lecha wszyscy po nim idący książęta, jak to zwyczaj niesie i u innych narodów, zwali się imieniem zdrobniałem Leszkami a nie Lechami, które-to imię w rodzinach książąt Polskich jeszcze się dotąd utrzymuje.

PO ŚMIERCI PRZEMYSŁAWA, GDY WIELU KUSIŁO SIĘ O WŁADZĘ, POLACY UCHWALILI GONITWY KONNE DO SŁUPA: KTOBY PIERWSZY STANĄŁ U METY, TEN MIAŁ BYĆ KRÓLEM OBRANY. LESZEK POTAJEMNIE DROGĘ, KTÓRĄ, BIEŻEĆ MIANO, PONATYKAŁ KOLCAMI, SAM ZAŚ KONIA SWOJEGO ŻELAZNEM PODKUCIEM OPATRZYŁ: GDY WIĘC INNYCH KONIE POKALECZAŁY W DRODZE I POCHRAMAŁY, ON PIERWSZY DOBIEGŁ DO METY I KRÓLEM ZOSTAŁ OKRZYKNIONY. ALĆ INNY MŁODZIENIEC PIESZO, MIJAJĄC GŁÓWNĄ ŚCIESZKĘ, TUŻ ZA NIM U SŁUPA STANĄŁ; A SKORO SIĘ TAMTEGO WYJAWIŁ PODSTĘP, ZDRAJCA ZABITY, TEN ZAŚ KRÓLEM POD IMIENIEM LESZKA OBWOŁANY ZOSTAŁ.

Leszek czyli Przemysław panował szczęśliwie lat kilka i skończył rządy z pomyślnością; nikt bowiem temi czasy nie odważył się na ziemie Polskie jawnej wymierzać napaści, odkąd Węgrom i Morawcom tak ciężką zadał klęskę. Ale z śmiercią, jego, przy wyborze następcy, nowa między Polakami powstała niezgoda, nowe i rozliczne zabiegi o godność książęcą. Przemysław albowiem czyli Leszek żadnego ani męzkiej ani żeńskiej płci nie zostawił potomka. To spowodowało wielu, różnemi nęconych widokami, do ubiegania się o władzę. Jeden brał z rodu otuchę, drugi z zamożności, ten przeciwnie w swoję ufa obrotność, inny w pomoc licznego krewieństwa, inny w szereg długi przodków sławnych. Zaczem gdy czas naznaczony do wyboru książęcia nadszedł, wyjawiły się rozmaite zabiegi, żądze i usposobienia współzawodników, z których każdy według możności garnął do siebie rządy. Kilka dni upłynęło bez skutku, a chciwość panowania raczej wzrastała niż ostygała w sercach; i w takim głosów nieładzie nie można było spodziewać się ostatecznej zgody, gdy każdy z wyborców, podzielonych na różne stronnictwa, usiłował wynieść jednego; ztąd wrzały poswarki podżegane zazdrością i prowadzące do jawnych nieprzyjaźni, zmów i sprzysiężeń, które kończyły się nieraz na krwi rozlewie. Aby więc pożar tak wielkiego niebezpieczeństwa nie ogarnął całej rzeczypospolitej, po długich sporach zgodzono się dla skrócenia rozruchów na taki środek; aby obrano słup za metę, do którejby wszyscy ubiegający się o panowanie, w pewnym oznaczonym czasie, na koniach różnej maści i różne mających odmiany ścigali się rączym pędem w zawody, a ktoby w tym wyścigu pierwszy stanął u słupca, temu, bez względu na stan, lecz w skutek szybszego biegu, przyznać miano godność książęcą. Do wybrania przeto w ten sposób, który zdawało się że nie dopuszczał żadnego wybiegu ani podstępu, i do pozyskania przyszłego władcy, męża dziarskiego i sposobnego, wybierają blisko miasta Krakowa nad rzeczką Prądnikiem równinę ścielącą się rozłogiem wszędy jednostajnym, miękką i pozielenioną darniem. Wsławiają potem słup i oznaczają przestrzeń zawodu pewnemi z obu stron krańcami, uprzątnąwszy z drogi wszelkie przeszkody i zawady. Nakoniec wybierają starców i sędziwszych z grona panów, którzyby ścigających się ochotników pilnie uważali, a potem rozsądzili między nimi: tym poruczono zaszczytny udział przyznania rządów królestwa spółzawodnikowi – zwyciężcy. Lecz jako przezorność ludzka nie ma nigdy dość środków do obwarowania się z każdej strony, łatwy znalazł się sposób, za pomocą którego zdrada zdołałą podejść obmyśloną tak mądrze radę i wydanie słusznego sądu. Pewien albowiem młodzieniec, imieniem Leszek, dowcipny i przebiegły, a między ubiegającymi się o panowanie najzapaleńszy i najchciwszy władzy, kryjomo, całą drogę, którą do mety bieżeć miano, w noc późną i bez świadka, aby go kto nie wydał i zdrady nie rozgłosił, żelaznemi ponatykał kolcami, które dla niepoznaki piaskiem z wierzchu przysypał, zostawiwszy dla siebie z boku jednę tylko ścieszkę wolną, oznaczoną pewnemi a jemu tylko wiadomemi wskazówkami. To uczyniwszy, czekał z radością w sercu dnia przeznaczonego na zjazd wyborczy, nie wątpiąc bynajmniej, że książęcą uzyska godność. Ale zdradę jago dowcipną wykrył traf niespodziany: dwaj bowiem młodzieńcy, prostego i ubogiego stanu, przyszedłszy dla rozrywki na miejsce gonitwy, ułożyli się żartem pójść pieszo na wyścigi a to pod takim zakładem, iżby zwyciężony zwycięzcę zawsze królem nazywał i witał. Postanowionego atoli zakładu wykonać nie mogli, zaraz bowiem na początku drogi kolce żelazne poczęły im kaleczyć nogi. Stanęli zatem, i dostrzegają, że cała przestrzeń podobnemi kolcami była zasłana. Sądząc jednak, że nie należało rozpowiadać tego, o czem się przypadkiem dowiedzieli, rzecz całą zachowali w milczeniu. Gdy nadszedł dzień wyborczy, a wielu mężów i młodzieńców na koniach odmiennej maści przybyło, ci, którym ten urząd powierzono, poprowadzili ochotników chcących doświadczać szczęścia na miejsce gonitwy; a że wszystka szlachta i lud polski, zgromadziwszy się licznie na tak niezwykłe i wielkiej wagi widowisko, chcieli być świadkami ostatecznego wypadku, dzień przeto wyścigów, naznaczy na piętnasty Października, ciekawy ze wszech miar przedstawiał widok: pole piaskiem wysypane, urządzone dla panów na podniesieniu ławice, lud zewsząd zgromadzony, jego twarze, uwaga i oczy na ubiegających się zwrócone, a jak to zwykłe bywa, wieloraka obawa, życzliwość, współczucie lub względność, według rozmaitego widzów usposobienia. A gdy wraz wszyscy współzawodnicy szybkim puścili się wyścigiem, konie ich kaleczone tkwiącemi po drodze ostrokolcami, których żaden uniknąć nie mógł, poczęły najprzód utykać i postawać, a potem padać z jeźdźcami; inne, gwałtowniej naglone, zrzucały ich z siebie, opóźniały, lub waliły z sobą o ziemię. Sam tylko Leszek, chytry sprawca podstępu, który nadto kopyta swemu koniowi żelaznemi, opatrzył podkowami, aby go ochronić od wszelakiego obrażenia, gdyby przypadkiem na jaki kolec natrafił, pędząc ścieszką, wiadomą, nie bez podziwu współzawodników i widzów, pierwszy stanął u mety, i jak zwycięzca za słup uchwycił, Aleć tuż za nim jeden z młodzieńców, o których się wyżej mówiło, że dla zabawy biegali na wyścigi, ten który był mniej od ostrokolców ucierpiał i już się po to czasy wygoił, nie chciał zaniechać gonitwy; w czasie więc naznaczonym wyścigom konnym goniąc, pieszo ścieszką boczną przy śmiechach powszechnych i wołaniach, do kresu przybywa. Aczkolwiek Leszek na swym jabłkowitym koniu według umówionego warunku najpierwej stanął u słupca, i od wszystkich władca, i książęciem okrzykniony został, zaraz przecież wyjawiła się zdrada; o która, od współzawodników oskarżony, musiał sprawić się przed sędziami ustanowionemi do orzeczenia pierwszeństwa w tej gonitwie. Na dowód użytego podstępu ukazano nieuszkodzone kopyta u jego konia, i żelazem starannie podkute; a ztąd jawnie przekonano się, że on nie kto inny ponarzucał owych kolców i zdradził sprawę publiczną. Zdaniem więc powszechnem, jako winny podstępu przeniewierca i zdrajca, zasłużył na karę. Zaczem, po wydanym nań wyroku, od współzawodników swoich, których tak chytrze podszedł, oburzonych jego zdradą, na sztuki rozszarpany, kaźń zasłużoną i śmierć poniósł sromotną. Ów zaś młodzieniec, który dla żartu pieszo był zdążył do mety, za zgodną wszystkich wolą i okrzykiem, godnym uznany książęcej dostojności i na stolicę państwa wyniesionym został. A ponieważ, jak wyżej namieniliśmy, rodu był pospolitego, jednomyślnem także postanowieniem nadano mu godność książęcą; wszyscy bowiem najchętniej uznali i orzekli, że według prawa wydanego na panowanie zasłużył. Aby wreszcie dawne imię nie wadziło mężowi wziętemu z poziomego stanu, zarzucono jego nazwisko, i mianowano go Leszkiem: imię to bowiem u Polaków było w owym czasie powszechne i nadawano je książętom wysadzonym do rządów jakby miano godności. A tak, ów święty majestat królewski, odmówiony chytremu i chciwemu panowania podstępcy, który swą zdradę śmiercią przypłacił, przyznano skromnemu i prostemu młodzieńcowi z największą, jego chwałą — i sprawdził się wyrok Pisma Ś., które mówi: “Wielu usiadło na stolicy, a ten, o którym nie myślano, weźmie koronę”.

JAK LESZEK PO OTRZYMANYCH NAD NIEPRZYJACIÓŁMI MNOGICH ZWYCIĘZTWACH, WIELU CNOTAMI JAŚNIEJĄC, DŁUGO I SPOKOJNIE RZĄDY SPRAWOWAŁ.

Ten poziomy stan swój i chudobę Leszek, cudowną Opatrznością Boską wyniesiony do rządów, uświetnił tak wielkiemi dzieły, i tylu cnót zaszczytami ozdobił, że zdawał się nie pod strzechą wieśniaczą, ale w pałacach królowskich i z krwi dostojnej zrodzony. Byt to mąż przedziwnej łaskawości, czynny i do spraw wielkich pochopny, śmiałego i rycerskiego ducha, tak, iż nie tylko poskromił zapędy nieprzyjaznych sąsiadów, którzy dzierżawy jego nachodzili, ale Pannonom, Morawcom, Czechom, Teutonom, i innym ościennym narodom sam wojny wypowiadał, a dzielnie i szczęśliwie kierując wyprawami, jednych zwycięzkim orężem pogromił, innych zaborem dziedzin i posiadłości pokarał. Aby zaś wojsko w długim spoczynku nie odwykało trudów i nie gnuśniało, jeżeli kiedy zewnętrznego zabrakło nieprzyjaciela, nakazywał ćwiczenia z kopiją, obroty wojenne, i inne rycerskie zatrudnienia; zwycięzcom i dzielniejszym zapalnikom wyznaczał nagrody, i sam z zniewalającą uprzejmością zasłużonym rozdawał. Te ustawicznie ponawiane ćwiczenia i harce między dzielniejszymi z rycerzy jednały mu miłość, a przez wprawę w użyciu broni czyniły lud wytrwałym i do boju ochotnym. Tak wspaniałą zaś odznaczał się hojnością, iż wolał częstokroć znosić niedostatek po szczodrem rozdarowaniu swego mienia, niźli przy skąpstwie w bogactwa obfitować. Żadnej zasługi nagrodzić nie omieszkał; proszącemu łaski, biednemu opieki i wsparcia nie odmówił. Zgoła, nie królem, ale wszystkich nędznych zdawał się być ojcem i opiekunem. Sam przestając na szczupłym nader posiłku, okazywał się największym nieprzyjacielem pijaństwa i wszelkiego zbytku. Stół jego zdobiła uczciwa skromność, na podziw rządne pomiarkowanie, tak iż przystojna biesiadka wystarczała dla wszystkich, nie dając bynajmniej sposobności do obżarstwa. Drobną to i mało ważną zdawałoby się zaletą w osobie książęcej, gdyby i pod tym względem nie stawił budującego przykładu, i nie okazał się nad innych wyższym: owę bowiem wstrzemięźliwość i skromność, którą wyniósł z domowego życia, czy-to nabytą przez cnotę, czy wziętą w darze od przyrodzenia, zachował przy dostojności królewskiej, i rządził się nią w całem życiu. Często na zebraniach publicznych, gdy konieczność wymagała przybrania się w szaty książęce, dawną grubo tkaną kiereję i przyodziewek lichy, w którym był wzięty na stolicę, państwa, w miejscu najwidoczniejszem rozwieszać kazał, aby oczom jego obecne przypominały mu pierwotnego stanu prostotę, i nie dopuszczały, iżby władcą możnym i panem będąc życia i śmierci podnosił się w pychę i hardość. Daleki wszelkiego zbytku, wystawności, dumy i nadużycia, aż do zgonu okazywał się dla wszystkich ludzkim i łaskawym. Niskiego rodu swego nigdy się nie zapierał, owszem poczytywał to sobie za największą zaletę i chlubę, że z poziomego stanu zdołał wynieść się tak wysoko i osięgnąć godność książęcą.

LESZEK ZOSTAWIA SYNA, GODNEGO SIEBIE NASTĘPCĘ, LESZKA TRZECIEGO; A TEN WRESZCIE JEDYNEGO I PRAWEGO DZIEDZICA PAŃSTWA POPIELA, POBOCZNYCH ZAŚ SYNÓW DWUDZIESTU, KTÓRYCH POD JEGO ZWIERZCHNOŚĆ PODDAJE, ODKAZAWSZY IM ZA ŻYCIA PEWNE ZIEMIE I POWIATY.

Rządca sprawiedliwy i skromny, panował Polakom Leszek drugi przez lat wiele zwycięzko i szczęśliwie, i w sędziwej dopiero starości, strawiony wiekiem, życia dokonał. Twierdza niektórzy, że ten Leszek w wojnie prowadzonej z cesarzem Karolem Wielkim, zwyciężony zginął. Jak bowiem wyczytuję, prawi o nim Marcin Gallus (Gallicus), “że w roku 805 cesarz Karol wyprawił syna swego Karola do Polski, który spustoszywszy kraj cały, zabił Lecha, książęcia tej ziemi, a za powrotem zastał ojca w lesie Woszego, zabawiającego się łowami”. Zkąd pokazuje się, że Polacy pod ów czas, i wprzódy jeszcze, wojowali z cesarzami i królmi postronnemi; lecz w których leciech, jaką koleją i szczęściem, lub za jakich to było książąt, wiedzieć nie można, a to dla braku pisma, którego Polacy w owych czasach pogańskich jeszcze nie znali. Czyli więc Leszek zszedł śmiercią, przyrodzoną, czy przygodną, to pewna, że zostawił Polakom dziedzica, syna jedynaka tegoż imienia, Leszka trzeciego. Ten dla znakomitych czynów i zasług ojca godnym był uznany następstwa na stolicę ojcowską. A że przodkowi swemu, wyuczony jego przykładami, bynajmniej w dzielności nie ustępował, tak głośno zatem cnotą i chwalebnemi czyny u swoich i obcych zasłynął, że raczej zdawał się go przewyższać, niźli mu wyrównywać. W wojnach po wiele kroć z sąsiedztwem pogranicznem toczonych uświetnił przeważnemi dzieły i podniósł imię narodu Polskiego; a w niektórych częściach kraju lud chwiejący się w wierności i wszczynający zamieszki przezornem staraniem i tęgością rządu ujął w kluby i rozruchy uśmierzył. Nowe nadto krainy orężem swoim zdobył i do swego państwa przyłączył. Od Pannonów, których pod ów czas Italowie i Grecy napastowali wojną, często do objęcia dowództwa wielkiemi prośbami i podarkami zapraszany, porażał zwycięzko ich wrogów, i obronił Pannonią (która także krajem jest Słowiańskim) od płacenia Grekom i Italom daniny, swoją i wojska swego walecznością, równie jak sztuką wojenną, z której słynął. Z żony prawej jednego tylko miał syna, któremu było na imię Popiel (Pompilius). W spodziewaniu, że ten będzie jego następcą, wychowywał go starannie, używszy ku pomocy mistrzów i dozorców, dla ćwiczenia młodzieńca w dobrych obyczajach i nauce. Z kilku zaś nałożnic dwudziestu spłodził potomków, samych synów, jako to: Bolesława, Kazimierza, Władysława, Wratysława, Oddona, Barwina, Przybysława, Przemysława, Jaxę, Semiana, Ziemowita, Ziemomysława, Bogdala, Spicygniewa, Spicymira, Zbigniewa, Sobiesława, Wizymira, Czestmira (Czesimirum) i Wisława. Obawiając się zaś Leszek, aby po jego śmierci o władzę i ojcowiznę, nie było między synami zatargów i krwi rozlewu, Popiela, syna prawego, ustanowił głową królestwa i panem; innych zaś pobocznych poddał jego zwierzchnictwu i władzy, i zobowiązał ich przysięgą, aby mu we wszystkiem byli posłusznymi, a rząd jego i przełożeństwo uznawali. Podzielił zaś między owych dwudziestu synów wszystkie kraje nadmorskie, ziemie Slawów, Rugian, Polabów, Obotrytów, Warazów i Kaszubów, rościągające się ku Misnii, Westfalii, i wodom Oceanu, tudzież wszystkie dzierżawy Polskie czyli Słowiańskie, leżące między rzekami Łabą (Albis) i Hawelą (Habela) i każdemu osobna wyznaczył dzielnicę. Ci z władzą panujących rządząc niemi przez czas długi, pozakładali liczne stolice i grody, miasta i zamki, którym własne ponadawali nazwiska: a chociaż je w czasach późniejszych Teutonowie opanowali i do dziś dnia dzierżą;, zachowały się przecież nazwy pierwotne miast grodów, i inne miejscowe, acz na Niemieckie przerobione, jako to: Bukow (Bukkow), Dobin, Brema, Mikelburg, Lunemburg, Aldemburg, Raceburg (Raczesburg), Sigeburg, Plunen, Slezwik, Iłow, Zwerin, Malechow, Rostek, Kuczyn, Werlem, i. t. p. Przeszły zaś rzeczone ziemie i powiaty Słowiańskie wraz z grodami i miastami w posiadanie Sasów, Westfalczyków, Holendrów, Fryzów i innych narodów Niemieckim językiem mówiących, a książęta owych krajów, dostojnicy, panowie i szlachta ustąpili za czasem Niemcom, albo od nich wytępieni zostali. Naostatek Niklot książę Słowiański, z dwoma synami, Przybysławem i Warcisławem, uległ przemocy Henryka Lwa, książęcia Saskiego. Jednakże po wsiach i osadach włościańskich mieszkają do dziś dnia Słowianie rolnicy, nie innym jak tylko Polskim mówiący językiem, lubo zepsutym i wielce zmienionym przez mieszaninę i społeczeństwo tak z sąsiedniemi jako też innemi językami, i mieniącą się różność narzeczy.

O ZAMKACH POBUDOWANYCH PRZEZ DWUDZIESTU SYNÓW LESZKA: ZKĄD JASNO WIDZIEĆ, JAK DALEKO NIEGDYŚ ROŚCIĄGAŁY SIĘ KRAINY POLSKIE, KTÓRE TERAZ NIEMCY POSIADAJĄ.

Wspomniawszy synów Leszka z pobocznego łoża, nie mogę zamilczeć o ich księstwach, posiadłościach i miastach, które oni założyli i osadzili, aby potomni Polacy wiedzieli, ile naród Niemiecki uszczuplił krajów Polskich, gdy wszystkie owe ziemie i powiaty Niemcy pod swoje zagarnęli panowanie, lubo po włościach i osadach wiejskich jeszcze dotąd utrzymuję się ród i język Słowiański. Bolesławowi więc, najstarszemu z synów pobocznych Leszka, Barwinowi i Bogdalowi wyznaczone było Pomorze dolne; Kazimierzowi i Władysławowi Kaszuby, Jaxie i Semianowi Serbia, Wratysławowi Rascya (Rania); Przybysławowi, Czestmirowi i Oddonowi Dytywonia (Ditivonia), teraz Holzacyą zwana; Przemysławowi, Ziemowitowi i Ziemowysłowi Zgorzelica, która z niemiecka zowie się teraz Brandeburgią; innym zaś niektóre w tych krajach dzielnice, z dodatkiem puszcz leśnych i borowisk. Założył zaś Wisław gród Międzyborze, zwany teraz Magdeburgiem; Sobiesław gród Dalen, który dziś Dalembergiem zowią; Wizymir zamek i miasto na brzegu morza północnego, nazwane od jego imienia Wizmar (Viszimiria), które i dotąd tem imieniem mianują. Inni jak wiadomo, następujące wystawili grody: Brzemię (Bremen), gród na pograniczu Westfalczyków i Fryzów położony, a ztąd tak nazwany, że brzemię nieprzyjacioł wstrzymywał, brzemię bowiem w Słowiańskim języku znaczy ciężar. Lunę, gród zwany teraz Lunborgiem, leżący na skale bardzo wysokiej, którą zewsząd szerokie płaszczyzny otaczają, zkąd też nazwę swoję otrzymał; Słowianie bowiem zowią łuną blask księżyca przyświecającego w nocnej porze. Zamek i miasto Bukowiec, od Niemców przezwane Lubik, acz Słowianie w pobliżu mieszkający po dawnemu je zowią. Bacibor (Raczibor) tudzież Zweryn i Lubow, który że miał być założony, od jakiegoś Miklona. Niemcy nazwali go Mikelburgiem, a książąt w nim panujących Mikelburgskiemi; od pól zaś przyległych i nader obszernych zwany jest Magnopolem, wyrazem złożonym z dwóch różnojęzykowych, Łacieskiego i Słowiańskiego. Iłów (Gilow) od iłowatości ziemi; Rostoki, od wylewu i roztoku wód; Werlę, od srogości; zamek Zwanowo od wołania czyli zwania, zwać bowiem znaczy po Słowiańsku wołać; Ostrów, od wyspy i ostrowu, na którym stoi. Niemniej Cieszyn (Theschin), Marłowo, Bolel, Trzebieszowo, i wiele innych miast i miasteczek, zamków i grodów, które od owych dwudziestu synów Leszka, tudzież ich synów i wnuków, ponad oceanem Sarmackim i morzem północnem, między jeziorami, wyspami i puszczami, pobrzeże to otaczającemi, założone zostały, a które dla obfitości kraju i zysków nadmorskich zaludnia wielka liczba mieszkańców, zkąd też ze wzrostem ludności nowe i nader liczne w tych stronach pobudowały się miasta. Że bowiem mniej tu ku północy dopiekają skwary słoneczne, a zima raczej śnieżna i mroźna panuje, tem więcej przeto okolice te sprzyjają zdrowiu ludzkiemu i rozadzaniu się tak ludzi jako i roślin.

POPIEL, SYN LESZKA, PO ŚMIERCI OJCA ODZIEDZICZA KORONĘ KRÓLESTWA, BRACIOM ZAŚ SWOJEJ WŁADZY ULEGŁYM ZATWIERDZA WYDZIELONE POSIADŁOŚCI. STOLICĘ KRÓLEWSKĄ Z GNIEZNA PRZENOSI DO ZBUDOWANEJ PRZEZ SIEBIE KRUSZWICY, GDZIE BŁOGIEGO UŻYWA POKOJU, A NARESZCIE, NIC NIE ZDZIAŁAWSZY WAŻNEGO, I ZOSTAWIWSZY SYNA JEDYNAKA, UMIERA.

Rozporządzeniom Leszka trzeciego, jakie był za życia względem synów swoich wydał, we wszystkiem stało się zadosyć. Prawy bowiem syn jego Popiel, za zgodnem braci i wszystkich panów zezwoleniem, po śmierci ojca królem i jednowładcą Polski uznany i ogłoszony, od swych dwudziestu braci zrodzonych z nałożnic, według przysięgi swojej i ojcowskiego nakazu, hołd należnej uległości i posłuszeństwa odebrał. Zapewniwszy sobie więc Popiel władzę, pozwolił wszystkim dwudziestu braciom objąć dzielnice od ojca Leszka im wyznaczone, któremi oni według przymiotów swych i zdolności odtąd zarządzać poczęli. Wstąpiwszy na królestwo, sprzykrzył sobie niezadługo okolicę górzystą, w której miasto Kraków leży, a zatęsknił do równin płaskich i otwartych. Stolicę przeto państwa z zamku i miasta Krakowa przeniósł do Gniezna, kolebki dawnych książąt Polskich, gdzie poprzednicy jego mieszkali. Ale i to siedlisko nie więcej mu przypadło do smaku. Chcąc zatem potomności zostawić pamiątkę panowania swojego, na płaszczyznie rościągłej i podającej widok daleki, ponad bagnami i jeziorami nowy założył zamek i miasto, które nazwał Kruszwicą, i w któremi stałe obrał sobie siadło, przeznaczając je na główną państwa swego stolicę. Zaczem wkrótce to miasto, zaludniwszy się znaczną liczbą kupców i mieszkańców, nabrało wzrostu i zakwitło, tak że między miastami ówczesnemi w Polsce poczesne zajęło miejsce. Ilekroć zaś Popiel podnosił oręż dla odparcia napaści i najazdów nieprzyjacielskich, albo prowadzenia wojny z postronnymi, zawzdy bracia nieśli mu osobiście swą pomoc, łączyli z nim wszystkie siły swoje, i nie wprzódy powracali z wyprawy, aż po zupełnej porażce nieprzyjaciela, albo zakończeniu wojny chwalebnym i uczciwym. sojuszem. Żadne jednak dzieło znakomite, żaden czyn bohaterski nie uświetnił, jak wiadomo, panowania Popiela; nie umiał on bynajmniej odświeżyć sławy ojca i dziada, ani roztropnością w zarządzie państwa, ani dzielnością w rozszerzeniu jego granic. Przestawszy na utrzymaniu dziedzicznych posiadłości, i wychowawszy jedynego syna z prawej małżonki, któremu dał własne imię Popiela, nie zapędzony jeszcze w lata, ale zużyty i na siłach upadły, w chorobie życie zakończył. Znano go człekiem bojaźliwym i podejrzliwym. Inne wreszcie wady można mu było przebaczyć, ale w tem był zdrożny i dziwaczny, że czy-to z wrodzonej ułomności, czy z przeczucia swej późniejszej przygody, w każdem uniesieniu, klnąc się i zarzekając, bluźnił przysłowiem: żeby mnie myszy zjadły! co się. następnie za Boskiem dopuszczeniem ziściło. W łacińskim języku zwany był Cinereus, w niemieckim Osserich. Panować miał w Polsce przez lat wiele, sprawując rządy jedynowładne, około roku Wcielenia Pańskiego ośmsetnego.

JAK BRACIA PRZYBYWSZY DO POPIELA, I ZASTAWSZY GO JUŻ BEZ ŻYCIA, SYNA JEGO POPIELA OBRALI ZA PANA, I STARALI SIĘ, ABY RZECZ PUBLICZNA JAK NAJLEPIEJ BYŁA SPRAWOWANA.

Zasłyszawszy o słabości Popiela owi dwudziestu bracia, na pobrzeżu morza północnego, Kaszubach i Pomorzu dolnem, posiadający swoje dzielnice, wybrali się spiesznie z swoich właści książęcych, i zjechali do Kruszwicy dla odwiedzenia chorego brata, ale zastali go już dniem wprzódy zmarłego. Śmiercią jego zasmuceni głęboko, opłakali go rzewnemi łzami, zwłoki według zwyczaju pogrzebali w miejscu przystojnym i oddali im cześć należną. Taka zaś w nich wszystkich okazała się miłość, taka wierność i życzliwość ku jedynemu synowi, którego Popiel zostawił, że chociaż snadno im było, za zgodą przedniejszych panów, pod pozorem opieki nad nielotnim jeszcze bratankiem, rządy państwa ogarnąć, dalecy przecież zazdrości i chciwej panowania żądzy, woleli przy nim, acz małem i nieudolnem pacholęciu, zostawić władze, niżeli cześć jej choćby najmniejszą sobie przywłaszczyć. Zaczem nie czekając lat sposobniejszych i źralszej pory młodzieńca, zaraz go na stolicy królewskiej posadzili, i jak ojcu jego zobowiązali się byli przysięgą, złożyli mu hołd wierności i posłuszeństwa. Nadto kilku z nich, którym inni bracia zlecili tę powinność, wzięli na się załatwianie w pewnych czasach spraw ważniejszych, i słuchanie sporów przed Popiela wytaczanych; przesiadując w stolicy, wydawali w jego imieniu wyroki i postanowienia, pokąd nie doszedł pełnoletności, czyniąc to chętnie i z powolnością, w nadziei, że im kiedyś bratanek Popiel domierzywszy lat męzkich, za łożone dlań w dzieciństwie prace i życzliwe usługi, wdzięcznym i miłościwszym się okaże.

O NIECNYCH OBYCZAJACH POPIELA, I JAK ŻONA JEGO ŁUDZĄCEMI PIESZCZOTY UCZYNIWSZY GO SŁABYM I ZNIEWIEŚCIAŁYM, SAMĄ ZAGARNĘŁA RZĄDY PAŃSTWA, I DWÓCH SYNÓW NA ŚWIAT WYDAŁA.

Lecz gdy Popiel młodszy pod bacznym i troskliwym stryjów dozorem przyszedł do wieku dojrzalszego, i usamowolniony władzę z ich rąk odebrał, zaraz począł zbaczać z drogi prawej, porzucając obyczaje przodków, a takiemi tylko zajmując się sprawami, które z cnotą bynajmniej nie zgadzały. Wydany na wszelakie zdrożności i bezprawia, stał się nikczemnym i występnym. Żadnego w sobie nie okazywał przymiotu szlachetnego, ani dowodu cnoty, zamiłowania uczciwości; żadnym nie zalecił się czynom godnym walecznego męża i książęcia; trawił raczej dni na gnuśnej bezczynności, obżarstwie i pijaństwie Nie zasiadając do rady z swą starszyzną, lecz goniąc ustawnie za nieprzystojną zabawą i rozpusta., zajmował się urządzaniem biesiad, przeciągłych pijatyk, hulanek i tańców. Obojętny na wszystko, co było uczciwe i chwalebne, rad pilnował wianeczków a nie broni, w towarzystwie kobiet, których zabawiał się rozmową, a od spółeczeństwa mężów, a zwłaszcza ludzi rozsądnych i wytrawionych, stronił jak od nieszczęścia i zarazy. Ztąd zawziętość nieprzyjaznych sąsiadów, ujęta niegdyś w kluby dzielnością i przezorną, radą dawnych książąt, ożyła wkrótce, poczuwszy słabość i nikczemność nowego króla Popiela. Uderzywszy więc zewsząd napaścią, zsyłaną nań z dopuszczenia Bożego, w odpieraniu wojen poczynał sobie trwożliwie i zniewieściało, zajęty zwykłą i nałogową rozpustą: za czem poszło, że nieprzyjaciele ufni w swoje siły, chociaż niekiedy mniej przeważne, porażali go w bitwach i zwyciężali. Sam bowiem Popiel, nie skory do stawieniu kroku, gdzie orężem trzeba się było rozprawić, a pierwszy zawżdy do odwodu, niemęztwem swojem pociągał innych za sobą i narażał na niebezpieczeństwo śmierci i niewoli, albo sromotnej ucieczki. A jeśli za jego panowania powiodły się niektóre wojny szczęśliwie, nie było to jego dziełem, lecz zasługą ówczesnych naczelników i wodzów. Ilekroć bowiem na zebraniu starszyzny naradzano się o odparciu wojny albo stoczeniu bitwy z nieprzyjacielem, nigdy nie używano go do rady, uchodził on albowiem za niezdarę, do którego przywiązane było zawdy nieszczęście. Nie tylko więc stał się celem pogardy, ale i pośmiewiska, równie u swoich jak u obcych. A że szpetne, do tego wytarte i rzadkie miał na brodzie włosy, ztąd brzydki, acz nierównie brzydszy przez swoje obyczaje sprośne i pochopność do wszelakich występków, pogardliwie od swoich przezwany był Chwostkiem (Chosthsko), to jest nikczemną, szpetną i wytartą miotłą. W wojnie gnuśny i bojaźliwy, a w każdey sprawie ciężki, podał się równie w ohydę swą przedajnością, nie będąc i z tej miary zupełnie czystym. Wyswatano go i ożeniono z księżniczką Niemieckiego rodu, powabioną z sąsiedztwa, niewiastą znakomitą rodem, rzadką udatnością wiele kobiet ówczesnych przewyższającą, ale, jak zwykle ta płeć bywa, przystępną wielu przywarom, a zwłaszcza dumie i chciwości. Stryjowie i panowie Polscy połączyli z nią Popiela w tym zamiarze, aby sprośne obyczaje męża zmieniła i poprawiła. Aliści ona ponętami pieszczot niewieścich potrafiła go tak podbić i usidlić, że dorwawszy się rządów i spraw królestwa, więcej sama niż on rozkazywała. Cokolwiek postanowionem być miało, nie wprzód przechodziło w uchwałę, aż gdy jej zdaniem i powagą zostało stwierdzone. Obdarzyła wreszcie małżonka dwoma wydanemi na świat potomkami płci męzkiej; która-to płodność zjednała. jej u króla i starszyzny panów większe jeszcze poszanowanie, wnoszono bowiem, że tak z powodu nierządnej miłości męża, jako toż przyjścia z niej na świat synów, powaga jej ciągle trwać miała. Odtąd więc, coraz śmielej podnosząc głowę, niepomna płci swojej, obojętna na uszczerbek i zniewagę. prawa, ogarnęła sama przez się władzę najwyższą, i dowolnie rządziła państwem. Umysł zatem króla, z przyrodzenia gnuśny i nikczemny, pochopniojszym uczyniła do wszystkiego złego. Napróżno panowie przedniejsi zdrowsze przynosili rady. Onym zaś synom książęcym nadano imiona poprzedników: jednemu Lech, drugiemu Popiel.

JAK ŻONA POPIELA, OBURZONA NA STRYJÓW USTAWICZNIE GO KARCĄCYCH, NAMAWIA I PODŻEGA MĘŻA, ABY ICH TRUCIZNĄ ZE ŚWIATA ZGŁADZIŁ.

Stryjowie zatem Popiela drugiego, widząc i z codziennego przekonywając się doświadczenia, że bratanek ich bezkarnie puścił się na wszelkie swawole i zdrożności, a ztąd równie u swoich jak u obcych stał się przedmiotem pogardy i urągowiska, często na osobności, często jawnie przed światem, przestrzegali go, błagali, zaklinali na dziadu, i ojca popioły, aby taką obyczajów sprosnością i dziwactwem narowów im i domowi swemu nie czynił sromoty, przedstawiając mu, dowodząc mnogiemi przykładami, grożąc nareszcie, że nie tylko bóstwo, ale sami poddani nie omieszkają w jakikolwiek sposób położyć fauny jego ślepym i zdrożnym postępkom; zapowiadali mu często utratę królestwa, nie bez ostrych wymówek, że jego sprawy tak dalece odstępowały od rad zbawiennych, których mu udzielali. Ale z wrodzoną Popielowi wtóremu przewrotnością połączyła się inna jeszcze niecnota, przewrotność żony, którą był pojął z rodu książąt Niemieckich, a która umysł jego tak słaby i do złego pochopny na wszelkie ośmielała występki. Widziała ona, że jej mąż popadł w nienawiść równie u wyższych jak u niższych bogatszych jak i uboższych: obawiając się zatem, aby panowie możniejsi, sprzykrzywszy sobie jego rozwiązłość i zniewieściałość, nie targnęli się na odjęcie mu władzy, wypędzenie go lub zgładzenie ze świata, a w jego miejsce nie powołali którego z stryjów, to jest książąt na północnem pobrzeżu panujących, i żeby nie przyszło jej potomstwu, dwom synom z Popiela urodzonym, tułać się, potem na wygnaniu; pracowała nad mężem we dnie i w nocy, ponętami pieszczot niewieścich umysł jego ujmując, skłaniając i zniewalając, aby zgładził ze świata i pozbył się swoich stryjów. “Ani ty (mówiła) ani synowie twoi, mający po tobie dziedziczyć, nie są bozpieczni, pókąd stryjowie żyją. Nie panujesz spokojnie, bo panowanie twoje chwilowo jest i zagrożone: ilu bowiem stryjów, tylu zdradliwych masz nieprzyjacioł, czyhających na wydarcie tobie i twemu potomstwu władzy. Przemawiają do ciebie sordecznie i po przyjacielsku, albo obciążają, cię upomnieniami, nie szczędzą skarg i wyrzutów, obiecując pomoc jak najżyczliwszą. Wszystko to czynią chytrze i podstępnie, i nastawiają zdradzieckie sidła, aby cię podać w większą u ludu pogardę i nienawiść. Chwalą, się, że nad tobą nie stryjowską ale ojcowską raczej mają opiekę; śmiałem domaganiem się wzajemności nazbyt wielo od ciebie żądają; często nie królem, nie władcą panującym, ale swojej woli mieniu cię utworom. Usiłują, sami tobą kierować, nie żeby cię uczynić lepszym i rozumniejszym, ale na większą raczej wystawić ohydę; dlatego w ustawicznych wymówkach przypominają ci cnoty, czyny i zasługi przodków. Wciągają cię do wojen już-to zaczepnych, już odpornych, żeby cię jak najprędzej zgubić: wszystek też swój rozum i dowcip na to wysilają, nad tem pracują i myślą, aby ciebie i potomstwo twoje wygubiwszy, sami po tobie zagarnęli rządy. Od ciebie więc, zawisło, panem-li czy cudzym niewolnikiem, sławnym czy u wszystkich ohydzonym, szczęśliwym czy nędznikiem być wolisz. Jeżeli rozum i jakakolwiek przezorność tobą rządzi, jeśli własny i dzieci twoich byt zabezpieczyć pragniesz, ockniej się i otrząśniej z tego otrętwionia, w jakiem dotąd usypiasz; a nim stryjów twoich podstępy przeciw tobie się wzmogą i w zdradzieckiej usidlą cię matni, staraj się pozbawić ich życia — nie śmiesz-li albo nie zda ci się żelazem, to miasto żelaza trucizną, w czem liczyć możesz na wierną moję pomoc i usługę. Domowe i ojczyste bogi, cienie ojca i dziada na tron cię powołują; wszystek lud i panowie i stany Całego królestwa mianują cię i zowią swoim królem; stryjowie tylko stają ci na przeszkodzie, i nie dopuszczają panować szczęśliwie i sławnie. Wierz mi, gdy ich uprzątniesz, wszystko pójdzie ci po myśli. ” Temi i tym podobnemi namowy, do których przyłączyły się niewieście pieszczoty i przymilenia, wiodła go, jątrzyła i podżegała do zbrodni.

POPIEL, UDAWSZY SIĘ ZŁOŻONYM CIĘŻKĄ CHOROBĄ, PRZYWOŁUJE DO SIEBIE STRYJÓW, WYPRAWIA W OBEC NICH SWÓJ POGRZEB, I SYNÓW IM SWOICH POLECA.

Zniewoliły umysł małżonka rady chytrej kobiety: nagli go zatem do zgładzenia niewinnych stryjów, i z wielką niecierpliwością upatruje pory sposobnej do wypełnienia morderczego zamysłu. Powolny jej niecnym podszeptom Popiel, udaje jakoby w ciężką zapadł chorobę, kładzie się w łoże, niby słaby i umierający, i śle do stryjów gęste listy i posły, zaklinając ich, żeby jak najrychlej do niego pospieszyli i wysłuchali jogo wolą ostatnią, nim życie zakończy. Gdy ci z zwykłą dlań gotowością i przychylna, chęcią przybyli, Popiel w obecności królowej i. zebranych panów tek mówił: “Przeczuwając z natchnienia bogów, że zgon mój się przybliża, i z tej niemocy, którą złożonym mnie widzicie, nie zdołam już więcej powstać, osadziłem za rzecz potrzebną wezwać was, najmilsi stryjowie moi, aby za mądra, porada, wasza, której słuchać nawykiem, postanowić przed śmiercią, o przyszłem panowania następstwie; a jako z laski waszej piastowałem królewską władzę, abym dziedziczył ją równie w potomstwie mojem, z pomocą waszej wiernej i niezmiennej życzliwości. Będę się raczej za obecnego niżeli znikłego z pośród was poczuwał, jeżeli z wami społem odprawię mój obrzęd pogrzebowy, i pokąd ta reszta tchnienia jeszcze się we mnie kołace, ujrzę, jaka jest wasza ku mnie miłość, i jak z uczucia ludzkości i pokrewieństwa okażecie mi to przywiązanie po mojej śmierci, kiedy już z wyroku losów schodzę ze świata, i nie wolno mi dłużej z wami pozostać. Wyświadczcież mi to za życia, co zamierzacie uczynić po moim zgonie; byłoby bowiem największą niezbornością, odmówić tego żyjącemu jeszcze przyjacielowi, czego nawet nieprzyjaciel nie zwykł odmawiać po śmierci. ” Miesza z tą, mową łzy, jęki i wzdychania, chytrze udane, i tające raczej zgrozę obrzydłego podstępu, niż prawdziwem powodowano cierpieniem. A jakoby silnie wzruszony, i dla ciężkiej niemocy mówić nie mogący, płaczom i łkaniem przerywano roni słowa bez ładu. Po tak uprzejmej i miodową słodyczą zaprawionej mowie, wszystkich serca przeniknął żal głęboki, i w całym domu królewskim rozległy się rzewne szlochania. Słychać z jednej strony narzekania prawdziwe, z drugiej zmyślone; ci wydają smutno westchnienia, owi żałobliwie jęczą, biją się w piersi i uderzają w dłonie; dziewice rwą włosy, niewiasty poważne kaleczą sobie twarze i rozdzierają szaty. Powiększał zaś żale powszechne obłudny i od zdrad punickich chytrzejszy jęk królowej, która z udaną rozpaczą raz męża, drugi raz stryjów, to znów panów przytomnych z płaczem obchodząc, tuliła się w ich objęcia i bolesnemi skargi wszystkim łzy wyciskała. Tak wielki w ów czas cały dom smutek ogarnął, że jak wieść niesie i stwierdzają podania, acz podobno niema w nich prawdy, jakieś nawet posągi spiżowe zdobiące zamek królewski na tak rzewliwe płacze i narzekania łzawym potem spłynęły, a to obficiej niż na martwych dopuszczać można wizerunkach. Na rozkaz króla Popiela, poczyna się wspaniały i hojnym urządzony nakładem obchód żałobny, i co słusznie nazwanoby dziwactwem, pogrzeb żyjącego człowieka. Każdy z stryjów i panów obecnych o tyle kwapił się z okazaniem swojej czci i miłości, o ile pragnął zaskarbić sobie względy króla, który przypatrując się wszystkiemu, temi okazami mierzył każdego z nich przychylność. Po zakończeniu żałobnego obrzędu, zabobonnym, jak ówczesne niosło pogaństwo, obyczajem, zastawiono hojną biesiadę i raczono każdego z wielką uczciwością.
A gdy się uczta skończyła, i nieco nawet żalu sercom ulżyła król Popiel każe stryjów prowadzili do siebie, dając nibu poznać, że w miłem ich towarzystwie i słodkiej rozmowie zgon nie tak mu Będzie straszny. Zobaczywszy zaś królowa zdradliwe łzy roniąca, temi ją pociesza słowy: ” Pocóż, droga małżonko, smętnemi zalewasz się łzami? przecz narzekasz i w gorzkim upadasz żalu? Czy się lękasz stanu wdowiego? Wierzaj mi, póki żyją ci, których zostawiam opiekunami twego sieroctwa, nie ucisną cię żadne dolegliwości; przy nich wyobrażaj sobie że ja żyw jestem i przytomny, uważaj każdego za ojca, każdego bowiem, tak ze stryjów bliskiem pokrewieństwem ze mną, złączonych, jak i z panów przedniejszych, z którymi obecnie się rozstaję, błagam i zaklinam, aby pamięć moja żyła dla nich w tobie i wspólnem potomstwie naszem, i aby sami nie przepominali, że im ciebie i dzieci moje, cząstkę ciała niego i połowicę duszy mojej, w spadku zostawiam”. Powstają, stryjowie, powstaje i starszyzny poważne grono, i każdy wedle możności pomoc swoję małżonce i synom Popiela jak najchętniej przyrzeka, zaklinając się i przysięgając, że rychlej śmierć poniosą, niźli w czemkolwiek dopuszczą krzywdy królowej albo jej synom. Każdy bowiem w prostocie i szczerości serca wyrażał to co myślał, chcąc okazać gotowość swoję do poświęconia się dla króla i królowej. nie mogli zaiste wiedzieć ani domyślać się, że obojga płacze i jęki były tylko udane, a żadnem wcale nie spowodowane cierpieniem. Stryjowie, wodzowie i panowie Polscy, usiłując z swej strony koić żal i hamować łzy rzewne króla i królowej, które zdawały się tak szczere i niewinne, upewniają, że o królewicach, to jest Leszku i Popielu, którzy jeszcze nie wyszli z lat chłopięcych, po śmierci królu Popiela baczne i troskliwe jak o własnych dzieciach mieć będą staranie, iżby książęta nie pragnęli lepszych rodziców opieki; i że tę cześć i uległość, to wierne przywiązanie, jakie zwykli okazywać ojcu, przeniosą, na pozostałych synów. Popiel udaje wzruszenie i wstępującą, do serca wielką pociechę, a roniąc łzy kłamliwe, które mu wielkość raczej zbrodni wyciskała, dziękuje wszystkim pospołu, a potem wzywa każdego z osobna po imieniu, i wśród uścisków i ucałowali zdradliwych zaklina, iżby danego słowa dotrzymali, a wytrwali w poprzysiężonej wierze. A gdy już zbliżała się niby chwila skonania z płaczem poleca im swojo małżonkę królową i dwóch synów zrodzonych do następstwa.

POPIEL ZGŁADZA SWOICH STRYJÓW TRUCIZNĄ.

W ciągu tych rozmów słońce poczęło blask swój usuwać z niebokręgu, a Popiel skończył już grę całą kuglarstwa, która przebiegła żona jego dla podejścia stryjów i panów wymyśliła. Stryjowie też i panowie dopełniwszy tego wszystkiego, co przy umierającym lub zmarłym księciu czynić się zwykle, czekali, według upewnienia o objawionym bogów wyroku, ostatecznej zgonu chwili. Wtedy Popiel, na pożegnanie niby z stryjami i starszyzna, każe przez sługi podać sobie miodu, aby przy ostatnim uścisku zatwierdzić spełnieniem czary umówione z nimi przymierze. Miał zaś puhar złocisty, przemyślną i pracowitą robotą ryty misternie, a podstawiony zręcznie przez królowa., w którym napój, ucz w nie wielkiej ilości podany, pienił się i burzył, tak iż z połowy naczynia występując z szumom do góry, po zdmuchnieniu piany opadał i wracał stopniami do równowagi, jak to widzimy na wrzącym ukropie, gdy się; z pod niego ogień usunie. Napój śmiertelny, wsączony do tego puharu, podano, najpierwej królowi Popielowi, aby go pokosztował, a drudzy uważali za czysty i zdrowy. Król udaje, jakoby pil do obecnych panów, a zdmuchnąwszy pieniste bełty, podnoszące się ze środka naczynia, wypróżnia je na pozór; rzeczywiście ani dotknął się usty, a tem mniej pokosztowal napoju; pozostałą zaś połowę, która mocną zaprawiona była trucizną, każdy z stryjów dając pocałowanie królowi, spełniał po kolei. Gdy już w ten sposób połknęli wszyscy jad morderczy, udając znowu król, że rozmową ich miłą i nieco przydłuższą rozmarzony zasypia, a w rzeczy samej obawiając się, aby który z nich w jego obecności nie skonał, każe im oddalić się z komnaty. A wtem trucizna poczęła działać, żreć i trawie wnętrzności mężów niewinnie na śmierć potępionych, którzy nagle wpadli w gorączkę i obłąkanie. Wielu wzięło ich za pijanych, innym zdawało się, że poszaleli. Gdy wreszcie jad zabójczy, doszedł do głębi i samego źródła żywotności, strawił i wśród srogich męczarni jeszcze przed nocą dokonał wszystkich, którzy owego miodu byli pokosztowali. Szpetne rozsadzanie ciał, chociaż już martwych, okazywało jawnie, że poumierali z otrucia. Jakoż padło zaraz podejrzenie i wydało się, że Popiel zdradziecko zatrutym miodem stryjów popoił, i rozżalonym niewcześnie jego bliską śmiercią morderca sam śmierć przyspieszył, zgubną dla niego, zgubną dla ojczyzny i całego rodu, i wolał usłuchać namowy swojej żony, i dumy, własnej podszeptów, niżeli głosu przyrodzenia, praw Boskich i ludzkich. Zdjęty bowiem chciwością ogarnienia krajów, które stryjowie posiadali, poduszczony chytremi namowami małżonki, drugiej Jezabeli, sam podobien Achabowi, postanowił swoich krewnych tak bliskich wyzuć z ich dzierżaw i ojczystych siedzib, bez względu na wspólność, rodu, na własną ohydo i sromotę, na Boga krzywd mściciela, w którego nie wierzył sprawiedliwość, ujmujący się rozlania krwi niewinnej, a mająca go ścigać za pomordowanie stryjów. A tak zmyśloną cnotę zmieniwszy nagle w najsroższą nieludzkość, na, rodzonych stryjów swoich wymierzył, zamach morderczy, i póty nie odstąpił swego zbrodniczego zamiaru, póki go za poduszczeniem złego ducha nie uskutecznił.

JAK POPIEL NIE POZWOLIŁ GRZEBAĆ CIAŁ POMARŁYCH STRYJÓW, Z KTÓRYCH WYLĘGŁE MYSZY POŻARŁY GO W KRUSZWICY WRAZ Z ŻONĄ I DZIEĆMI.

Gdy owi mężowie zacni, chluba ojczyzny, tak niewinną i litości godną padli śmierci ofiarą, żal wszystkich serca ogarnął: ale ciche tylko z ich łona podnosiły się westchnienia, jawną bowiem nie śmiano narzekać skargo” gdy każdy lękał się okrutniku, iżby podobnej nie użył srogości za okazany żal nad ich zgonem, sam morderca tylko z swą towarzyszką cieszył się i unosił radością, czerniąc niewinnych stryjów, zgładzonych przez siebie trucizną, i spotwarzając: że zginęli cudowną niebios karą za zbrodnię, jaką przeciw królowi i bratankowi swemu knowali; sami (mówił) ponieśli smierć wymierzoną na króla i bratanka, której sobie wczora przy obchodzie żałobnym winszowali; i przez nię wydala się ich bezbożność, z jaką łzy roniąc obłudne i kłamiąc życzliwość i przywiązanie, zgon przyszły króla i bratanka opłakiwali. nie dość mu wreszcie było na tej dwojakiej zbrodni, zabójstwie i potwarzy, ale z przestępstwa zapędzony w przestępstwo, nową kala się niecnotą: zakazuje jak najsurowiej. aby nikt ciał umarłych nie sprzątał ani chował, wzbraniając pogrzebu przyjaciołom i stryjom, których życia pozbawił; a ktoby się temu rozkazowi był sprzeciwił, śmiercią miał być karany. Pierwszy to przykład okrucieństwa i niesłychanej bezbożności, którą pamiętnie w swoim się wieku odznaczył.
Leżały tedy na powal trupy niepogrzebane, u, psując się i ropą ociekając wzbudzały w patrzących litość i zgrozę. Popiel tymczasem, okrutnik śroższy od jędzy, dopuszczał się większych jeszcze występków, i na łonie bezwstydnych roskosznie, rozpasany na najsprośniejszą swawolę, z taką bezczelnością spełniał swoje niecnoty, jakby je miał za uczciwe sprawy, tusząc że po zgładzeniu stryjów i przedniejszych panów, wolny od nagany, prowadzić mógł życie swobodne, wśród wesołości, pląsów, godowania z wieńcy, roskoszowanta się łaźnią, pachnidłami, pijaństwem i biesiadą. Lecz ani przezorność, ani żadna potęga ludzka nie potrafi wstrzymać ręki Boga karzącego zbrodnie wszechwładnym swoim wyrokiem. Jakoż Bóg sam, pogromca i mściciel wszelakiej nieprawości, spuścił srogą kaźń na przestępcę, który napróżno chciał się przed nią wybiegać. Gdy bowiem ów Popiel nikczemny płodzi coraz więcej występków, zastawia biesiady, zalewa się winem i wonnościami, upaja roskoszą, i jak drugi Sardanapal nurza cały w miękkości i rozpunście, zaskoczyła go i przygniotła na raz ciężka kara Boska. Z trupów bowiem stryjowskich, które okrutnik niepogrzebane porzucić kazał, mnóstwo niesłychane wylęgło się myszy, i te biesiad u jącego przy stole, oddanego zbytkom i roskoszom Popiela, wraz z małżonką i dwoma synami, poczęły w obec zdziwionych domowników hurmem oblegać, gryźć zjadliwie i trapić. A chociaż żołnierze przytomni i służba odpędzali je z największą usilnością, przecież po utrudzedzeniu jednych, drugie występowały zgraje. Wzięła nareszcie górę nie ustająca w swej natarczywości chmara myszy, dniom i nocą. nie dając królowi i jego domownikom spoczynku. A gdy wszelka pomoc stawała się bezsilna” albo odstępowała od obrony Popiela, na samych już bowiem obrońców zwracały się zajadle myszy, nowe przedsięwzięto środki do odporu. Zakładają dokoła wielkie i żarem gwałtownym pałające ognie, wśród których stawa Popiel z żona. i synami swemi, tusząc, że niemi myszy powstrzyma. Lecz jakkolwiek mocne dopiekały zewsząd żary, myszom jednak nie stawiły zapory, i nic Popielowi nie pomogły. Obrawszy zatem inny żywioł ku obronie, każe się wieźć z żona, i dziećmi na statku po jeziorze szeroko rozlanem, aby się schronić w wieży drewnianej, zewsząd wodami otoczonej. Ah i wody nie były skuteczniejsze od ognia. Przez wszystkie bowiem tonie i głębiny, po których się Popiel przeprawiał, myszy wpław Ścigały za nim z różnych stron, a dopadłszy statku, napierały nań i spodem podgryzały. Żołnierze i majtkowie w obawie, aby z komięgą od myszy podziurawioną nie zatonęli, zawijają do brzegu z rozkazu samego Popiela. Ten gdy ze statku wysiada, spotyka myszy spieszących przeciw sobie nowo hurmy, które złączywszy się z pierwszemi, z wodnej wracającemi pogoni, razem na króla mordercę uderzają. Kiedy więc te i inne środki, do których się z rozpaczą, uciekano, nie pomagały, wszyscy w tuj przygodzie uznali palec Boży, i odbiegli Popiela; ten widząc się opuszczonym, wstępuje wraz z małżonku i dziećmi na wysoką wieżę Kruszwickiego zamku, gdzie niezmierne zgraje myszy, po długiem i natarczywym oblężeniu, naprzód dwóch synów królewskich, w oczach ojca i nieszczęsnej matki, nic mogących żadnej udzielić im pomocy, potów małżonkę króla, okrutnicę. a naostatek i samego zdrajcę Popiela tak pogryzły i poszarpały, że z wszystkiego ciała i członków kostki nawet, ni żyłki, ani szczątka żadnego nie zostawiły. Tak mężobójca Popiel, wraz z swą doradczynią;, druga.. Jezabel, i dwoma synami, zginął z dopuszczenia Bożego nowym i niesłychanym rodzajem śmierci, poniósłszy w sprawiedliwej kaźni ofiarę cieniom zgładzonych stryjów i panów. Gdy się dowiedziano o zgonie Popiela, ludność Kruszwicka zebrała z litością szczątki pomordowanych przez niego stryjów i panów, które, jeszcze się były nie popsuły, i złożone razem pochowała w jednej trumnie i mogile.
Rzadki ten. i zdumiewający przykład pomsty Bożej, która się spełniła na srogim książęciu Polskim Popiel u, zamieszczony jest w księgach wielu dziejopisów, jak osobliwsze i cudowne zdarzenie. Podobnąż plagą na chorobę wszową zginąć miał, jak piszą. Arnulf, król Franków, i cesarz August Rzymski, syn poboczny Karola Wielkiego, nie od myszy wprawdzie, jak nasz Popiel, zjedzony, ale od plugawego robactwa które oblazłszy. go rojami, nie przestawało trapić we dnie i w nocy, a tocząc sromotnie ciało, aż do żył suchych i kości, w same nawet trzewia się wżerały. Tak i Popiół, król Polski, z małżonka, swoją i dziećmi, zginął z dopuszczeniu Bożego, cięższy poniósłszy upadek niźli Faeton strącony z słonecznego wozu, gdy zgładzeniem niewinnych stryjów chciał siebie i synów swoich wywyższyć. Patrzcie, proszę, wszyscy śmiertelni, uważcie pilnie i z rozmysłem przygodę cesarza Arnulfa i króla Popiela, z których jednego żadna rada lekarska od bezecnego owadu uwolnić, drugiego żadna straż i siła od zajadłości myszy obronić nie zdołaią, tak iż obadwaj śmiercią okropna, i politowania godną w srogiem zginęli męczeństwie i ohydzie. Owad tak nikczemny, i stworzenia tak na pozór bezsilne, nie dały się oderwać od ciała, i ani władza można, ani skarby, korony i szkarłaty, nie starczyły na odwrócenie tej plagi. Gdyby nie było żadnych innych pomsty i karania Bożego dowodowy, mierz człowiecze uczynki twoje a koniec twój temi dwoma tuk jawnemi przykładami, a lękaj się klęski Arnulfa i Popiela. Wyrzekłszy się pychy, czcij Boga Wszechmocnego z całej duszy i ze wszystkich sił twoich; znoś wyższych z powolnością, równych miłuj wzajemnie i szanuj według zasługi, dla niższych bądź litościwym i wyrozumiałym, a dzień i noc rozważaj zakon Najwyższego.

ZJAZD ZWOŁANY DO KRUSZWICY W CELU OBRANIA NOWEGO KRÓLA, NA KTÓRYM JEDNAK NIC NIE POSTANOWIONO, A ZTĄD WSZCZĘŁY SIĘ WOJNY DOMOWE.

Gdy mężobójca Popiel wraz z synami swemi zjedzony od myszy z woli Boga słusznej uległ zatracie, panowie i szlachta Polska w celu obrania nowego króla zwalali zjazd powszechny do Kruszwicy, która na ów czas głównem i najznaczniejszem była miastem. Dziś została jej tylko z przeszłości sława, gdy ledwo zachowuje nazwisko miasteczka i licho ślady wielkiej niegdyś zamożności. Nikt podobno z dzisiejszych, patrząc na tak drobne i znikczemniałe szczątki, nie uwierzyłby, że to dawna stolica państwa i grobowiec królewski; tak wszystko już z wiekiem upadło, już pożogami zniszczało, z mądrych wyroków Boga Najwyższego, i dla wstrętu od zbrodni popełnionej przez Popiela. Samo bowiem miejsce, chociaż rolę mu urodzajny, podobniejsze jest do pustyni, niż do ziemi od ludzi zamieszkałej. W rozpoczętych zatem i przydłuższych nieco naradach o wyborze nowego króla i władcy, powstały rozmaite, między wyborcami stronnictwa, niezgody i zatargi. Jedni bowiem, osobistemi zajęci widokami, i popierani przez swoich krewnych, usiłowali wedrzeć się do władzy; inni, przeciwni ich zamysłom, stawiali im z swej strony opór, uważając za rzecz niewłaściwą, iżby rodak miał między swemi piastować rządy. Synów zaś pozostałych po stryjach i starszych głowach, zgładzonych przez Popiela, z wielu względów nie chcieli panowie i szlachta Polska obierać, już-to z tej przyczyny, że ród ich niesławny wyprowadzano od nałożnic, już dlatego, że krew Popiela stała się wszystkim obmierzła, i nienawiści godną, już wreszcie z obawy, iż to który z nich na królestwo wyniesiony, zwaliwszy winę na panów i znaczniejszych mężów Polskich, nie zapragnął pomścić się śmierci ojca swego i stryjów. Ody więc w radzie wyborców, podzielonych na różne stronnictwa, nie przyszło do zgody, rozeszli się z Kruszwicy w poróżnieniu wzajemnem, nie ustanowiwszy żadnego rządu do kierowania sprawami rzeczy publicznej. Tymczasem i okoliczne narody napadały na Polskę bezbronną i nie stawiającą żadnego oporu, i pustoszyły ją orężem, szerząc wewnątrz kraju łupieże i zagarniając nawet niektóre ziemie pod swoje panowanie. Sroższe jeszcze klęski dotykały panów Polskich i szlachtę, wzajemną między sobą zwaśnionych nienawiścią, i niszczących się domowemi wydzierstwy. Zaczem Polska, wewnątrz i zewnątrz kołatana wojną, stała przez czas niejaki otworem nawałe ciężkich przeciwności, a narody postronne cieszyły się i po nieprzyjacielsku karmiły tą otuchą, że królestwo Polskie, trawiące się ustawicznemi zamieszki i ogniem domowych bojów, własną sprawą upadnie.

ZJAZD POWTÓRNIE ZWOŁANY W CELU OBRANIA NOWEGO KRÓLA. JAK DO DOMA PIASTA, MIESZCZANINA KRUSZWICKIEGO, MĘŻA NIESKAŻONEJ CNOTY, ZAWITAŁO CUDOWNIE DWÓCH PIELGRZYMÓW.

Panowie przedniejsi widząc Polskę od tak srogich niezgód więcej niż od oręża nieprzyjacielskiego cierpiącą i nękaną, zwołują po raz drugi zjazd do Kruszwicy, dla obrania sobie władcy i zwierzchnika. A gdy nań wszystka starszyzna wraz z ludom tym celem się zebrała, porzuciwszy już dawno zawiści i niesnaski, z konieczności samej (ostateczna bowiem królestwu zdawała się zagrażać zguba), poczęto zgodnie i spokojnie naradzali się o wyborze nowego pana.
Był w mieście Kruszwicy mąż pewien, imieniem Piast, tak nazwany z przyczyny wzrostu nizkiego, a budowy krępej i silnej; Polacy bowiem tę część koła grubo a tępo zakończoną, która się na osi obraca, zowią w swoim języku piastą. Człowiek obyczajów prostych i wrodzonej poczciwości, odznaczający się, prócz tego wielu zacnemi przymiotami, lecz ubożuchny, żyjący bowiem z kawałka roli, lichym lemieszem swoim uprawianej, w ubóstwie, jak zazwyczaj, znajdował pobudkę do cnoty. Miał on równie zacną i cnotliwą małżonkę, która się zwała Rzepicą (Rzepicza), i zrodzonogo z niej syna jedynaka, żadnem jeszcze nie nazwanego imieniem. Obadwaj zajęci uprawą, roli, żywili się wyłącznie jej plonem. Jakkolwiek poganie i bałwochwalcy, z osobliwszą jednak i powszechnie wychwalaną ludzkością użyczali wsparcia przychodniom, podróżnym, żebrakom, i wszystkim wzywającym pomocy, tak, że do ich zagrody więcej garnęło się biednych, niż do ucztującej gościny królewskiej. Zdarzyło się, że za życia jeszcze niezbożnego Popiela, od myszy zjedzonego, dwóch pątników nikomu nieznanych, i nigdy wprzód niewidzianych, postaci poważnej i nader poczesnej, przyszło do Kruszwicy, i naprzód u podwojów królewskich prosiło o schronienie i posiłęk. Gdy ich do zamku nie wpuszczono i wrota przed nimi zamknięto, udali się do domu Piasta, gościny dla wszystkich otwartej, gdzie równie od gospodarza jak i żony jego Rzepicy mile zostali przyjęci i z wielkiem serca wylaniem ugoszczeni. Miał bowiem Piast w zapasie sądek miodni utuczonego prosiaka, które był przysposobił na uraczenie sąsiadów w czasie postrzyżyn syna jedynaka, gdy obyczajem pogańskim przy obcięciu włosów miano chłopcu nadawać imię. Uradowany z przybycia gości, postanowił uczęstować ich tem co był na ucztę przeznaczył. Zabiwszy więc owego wieprzaka, przyrządza wedle zamożności swojej biesiadę, zastawia stół i na skromne gody zaprasza. Sam z małżonką swoją Rzepicą znosi warzywo i miód hojną ręką nalewa, krzątając się ochoczo i nalegając uprzejmomi prośby, aby nie gardzili jego chudobą i przyjąć raczyli szczere a gotowe na ich żądania chęci, chociaż jadło i napitek były dość liche. A gdy goszczący podróżni wychwalali podany sobie posiłek, błogosławiąc Piastowi z wdzięcznością i upewniając, że Bóstwo, które cnoty nagradza, odpłaci mu jego ludzkość, spojrzą, aliści napoju w dzbanie przybywa, tak iż sam przez się wzbierał i aż po krańcach się rozlewał. Z porady zatem i upomnienia gości przypożyczono od sąsiadów naczynia, w znacznej liczbie i sporej miary. Nalewają je miodom coraz obficiej spływającym, dopokąd wszystkich nie napełniono. A wtem i mięsiwo z wieprzka zabitego tak się pomnożyło, że je ledwie na dziesięciu nieckach zmieszczono. Ukazał się tedy jakby powtórnym dziwem cud uczyniony niegdyś przez Eliasza w Sarepcie mieście Sydońskiem, a potem przez Elizeusza, z tą tylko różnicą, że w miejsce owych proroków wystąpili dwaj Aniołowie czy Męczennicy. Zbogacony łaską i szczodrotą tak nadzwyczajnych gości, czynił Piast wszystko co rozkazali. Z ich przeto zlecenia, na nadchodzące gody postrzyżyn pozapraszał nietylko sąsiadów i spółmieszkańców, ale samego nawet króla Popiela, którego z wszystkimi razem wspaniała ucztą ugościł, gdyż Bóg cudownie wszystkiego przysparzał. Poczem dwaj goście Piasta postrzygli jego syna i nadali mu imię Ziemowit, a dopełniwszy obrządku, tegoż samego dnia znikli bez śladu. Niektórzy poczytywali ich za Aniołów, inni za Męczenników Jana i Pawła, których święto obchodził kościół dnia dwudziestego szóstego Czerwca. Gdy bowiem Piast nawiasem ich zapytał, jak im dzieją, i coby za jedni byli, temi nazwali się imionami. Niechaj ztąd każdy pozna, jak Bogu Najwyższemu podoba się ludzkość i gościnność, gdy tej cnoty poganom nawet nie omieszkał hojną łaską, nagrodzić. Jakoż Aniołów mieli u siebie w gościnie, a potomstwo ich tak się sławnie wyniosło i zakwitło, że z krwi Piasta wyszli królowie i książęta, wyznający jednego prawego Boga, i nieprzerwanym szeregiem dłużej jak lat siedmset po sobie następowali, od początku aż po dziś dzień wzrastając licznem rozradzaniem się, wielkością i potęgą. Sam Piast między najszczęśliwszemi liczyć się może: chociaż bowiem był poganinem, przecież za cnotę ludzkości i gościnności otrzymał tę łaskę, że go nawiedzili Aniołowie, jak niegdy patryarchę Abrahama, i patrzał na cudowne miodu pomnożenie, ile nań starczyło naczyń przypożyczonych, jak owa kobieta nagrodzona pomnożeniom oleju za sprawą Elizeusza proroka. Potomstwo Piasta z Bożej laski dotąd kwitnie w książętach Polskich, którzy dzierżą Szląsk i Mazowsze, jakkolwiek blask i majestat królewski, którym ich nadto ozdobił Bóg Najwyższy, utracili później, gdy i sami i ich poddani obrazili go niesprawiedliwością i bezbożnością. Dziejopisowie podają, iż to się stało roku Zbawienia dziewięćsetnego sześćdziesiątego czwartego; a jak niektórzy lepiej utrzymują, dziewięćsetnego pięćdziesiątego czwartego, kiedy rządził Kościołem katolickim papież Agapit drugi, który siedział na stolicy lat ośm i dni sześć.

WYBÓR, ZŁOŻENIE Z STOLICY I NĘDZNA ŚMIERĆ JANA XII. PAPIEŻA.

Gdy Agapit drugi spoczął w Bogu; Jan XII, rodem Rzymianin, nie wyborem prawym, ale przez ojca, przeważnego możnowładcę, Rzymianom narzucony, miłośnik myślistwa, wszystek oddawał się swawoli i rozpuście, i nałożnice jawnie utrzymywał: przeco przez Ottona, cesarza, złożony z stolicy, za nic to złożenie poczytując, mienił się ciągle papieżem. Nakoniec, gdy z żoną pewnego Rzymianina popełnił cudzołóstwo, w sam czas napadniony od czarta nagle i bez spowiedzi umarł, przesiedziawszy na stolicy lat siedm i miesięcy dwa.

PIASTOWI OZNAJMUJĄ OWI DWAJ PIELGRZYMI O PRZYSZŁYM JEGO WYBORZE. WKRÓTCE PIAST Z POWSZECHNĄ, RADOŚCIĄ, KSIĄŻĘCIEM OBRANY, I MIMO DŁUGIEGO WZBRANIANIA SIĘ, ZMUSZONY JEST PRZYJĄĆ RZĄDY.

Gdy tedy panowie Polscy i szlachta, zebrani w Kruszwicy, o wyborze nowego książęcia napróżno przez wiele dni radzili i nie przychodzili do zgody (utrudniali bowiem ten wybór niektórzy z możniejszych ubiegający się o władzę, gniewni, iż rokowanie nie szło im podług myśli), zdarzyło się, że onej rzeszy licznie zgromadzonych wyborców zabrakło żywności. Kiedy więc głód wszystkim dokuczał, i zanosiło się na rozejście przed dokonaniem wyboru, dwaj goście, którzy byli wprzódy postrzygli syna Piastowego i miód z mięsiwem rozmnożyli, wchodzą do domu Piasta, od obojga małżonków powitani radośnie, i oświadczają., że mu zwiastować przyszli królestwo Polskie, że w Polsce panować będzie mnogie lata w potomstwie synów i wnuków swoich. Zdumionego wieścią tak niespodzianą uspokajają i cieszą, oznajmując, iż panowaniu otrzyma z woli Boga, której się oprzeć nie można, i że je rozszerzy błogiem a szczęśliwem powodzeniem. że zaś panowie i szlachta nie tylko głód cierpieli, lecz i pragnienie więcej im jeszcze dojmujące, Piast nauczony i zachęcony od swoich gości, wystawia naczynie z miodem, którym się dotąd sam tylko z domownikami krzepił i strudzonych przychodniów zasilał. A chociaż wszystek ów tłum spragniony zbiegał się do jego domu, przecież miód z małego i nader szczupłego sączony naczynia cudowną Boga i przybyłych gości sprawą nie tylko potrzebie wystarczał ale wreszcie i ochotę sprawił, tak iż wszyscy sobie podpili. Gdy się cud tak osobliwy między ludźmi rozgłosił, a poźniej dowodnie się o nim przekonano, wszystkich serca jakiś duch wyższy napełnił, i zgodną natchnął wolą, aby męża tak świątobliwego obrać królem. A że Piast sam tylko tą cudowną wieszczbą był wskazany, jego więc przed innymi uznano godnym panowania: i trudno wierzyć, z jakim zapałem wszyscy panowie i szlachta pokwapili się w przyznaniu mu tak wysokiej godności. Jakoż nazajutrz stawają licznie zgromadzeni na placu zwyczajnym, i Piasta jednomyślnie królem ogłaszają; a według przepowiedni, dniem wprzódy mu objawionej, przybywszy w wielkim tłumie do chaty wieśniaczej, człowieka średniego i męzkiego już wieku obyczajom ojczystym wzywają do rządów i królem mianują. Lecz im skwapliwiej nalegali wyborcy, tem uporczywiej sam obrany wzbraniał się i opierał. Nareszcie, gdy wszyscy natarli nań prośbami, zwyciężony, więcej wszakże z przymusu niż z dobrej woli, przyjął zwierzchnictwo. Chlubniejszy to zaszczyt tak dla niego jak i wszystkiego potomstwa, że go nie zabiegami próżności i staraniem u ludzi, ale odznaczającą się pozyskał skromnością obyczajów i zrządzeniom samego Boga. Witają go więc, mianują i postanawiają królem swoim, całego narodu i wszystkiej ziemi Polskiej, nie zważając na to, że się urodził pod wiejską strzechą i żadnego krwi szlacheckiej nie podzielał zaszczytu, a do tego bardzo był ubogi, gdyż zajmował się jedynie uprawą roli i bartnictwem. Gdy więc z lichej zagrody, w której mieszkał, panowie Polscy i starszyzna prowadzili go na pałac królewski, wziął z sobą swoje chodaki z kory dębowej urobione, kazał je zachować w pałacu, i wszystkim potomkom swoim pokazywać, iżby wstępując na królestwo kajali się a wyrzekali pychy i próżności, z tem przytomnem w myśli wspomnieniem, że pierwotny ich rodzic z nizkiego stanu wzniósł się do godności królewskiej, i ztąd za szczęśliwego poczytany być winien, że z niego tyle świetnych wyszło latorośli, tylu mężów chwalebnych, królów i książąt Polskich, którzy licznie rozrodzeni aż po te czasy kwitną.

PIAST UTRZYMUJĄC POKÓJ WEWNĄTRZ I ZEWNĄTRZ KRAJU, STOLICĘ PAŃSTWA Z KRUSZWICY PRZENOSI DO GNIEZNA. SYNOWCOWIE POPIELA ODMAWIAJĄ MU PŁACENIA PODATKÓW, I MNOGIE NA POLSKĘ WYMIERZAJĄ NAJAZDY.

Byłby Piast bez wątpienia oparł się wszelkim naleganiom wyborców, w mniemaniu, że chyba szał jaki spowodował ich do powierzenia mu rządów, gdyby o tem zdarzeniu w cudowny sposób nic był wprzódy ustrzeżony od swoich gości. Chociaż więc nie mógł wyjść z podziwieniu, i długo wahał się w swojej myśli, musiał jednak zezwolić na ten wybór, za cud jeden uznając, że go takie szczęście spotkało, którego nigdy się nie spodziewał, a nawet nie śmiał sobie wyobrazić. Ale ród jego stał się przez to samo świetniejszy, iż wiedziano, w jakiem przodek najpierwszy wychował się ubóstwie. W rządzie zaś i sprawowaniu królestwa, pobożność jego i cnota, z jaką więcej jeszcze niż wprzódy wylewał się na dobre uczynki, chociaż był poganinem, takiemi nagrodzona była pomyślnościami. że wszyscy wysławiali rządne i szczęśliwe jego panowanie. Starsi dostojeństwem mężowie i szlachta Polska, widząc w nim osobliwszą mądrość, która zdawała się raczej darem nieba niż wrodzonym przymiotem, byli mu we wszystkiem powolnymi, i z gotową zawsze uległością wykonywali, cokolwiek on nakazał lub postanowił. Pod jego też sterem i zwierzchnictwem ustały mściwe na Polskę nieprzyjacioł najazdy, uciszyły się łotrów i wydzierców bezprawiu, gdy i wrogów zawiści z dziwną sprawiedliwością i pomiarkowaniem uśmierzał, i występnych gwałtowników słuszną karą powściągał. A tak rzeczpospolita, pod niecnym i okrutnym królem Popielem, a później po zatraceniu jego wraz z potomstwem, wśród zamieszek domowych między panami i szlachtą skołtana i uciśniona, urosła znowu w siłę i potęgę. Zrażony zbrodnią. którą Popiel na stryjach i starszyznie swojej był popełnił, przeniósł Piast stolicę kraju z Kruszwicy do Gniezna. na jej dawne i pierwotne miejsce. Uważał bowiem za rzecz niewłaściwą, aby to miasto było stołecznem i przeznaczonem do wymierzania ludom sprawiedliwości, gdzie tak srogą popełniono zbrodnię, której pamięć sam widok miejsca ciągle odświerzał. Lecz jakkolwiek Polska pod panowaniem Piasta zakwitała wszechstronną pomyślnością, nie mały jednakże miała, przez długi czas kłopot z pomienionomi wyżej synami i potomkami książąt, którzy w nadbrzeżnych krainach Pomorza, Kaszubów i innych dzielnicach panowali, a których ojcowie zdradą Popiela byli zginęli. Śmierć rodziców, pogarda doznana, a potem wyniesienie na stolicę królewską człowieka rodu nizkiego, zbudziły w nich zawiść i taką umysły ich obostrzyły niechęcią, że wyłamawszy się z pod praw zwierzchniczych i obowiązków lenności, jakim dotąd podlegali, niecierpliwi ciążącego im jarzma, a bardziej jeszcze zrażeni wyborem monarchy iak pospolitego rodu, i podobniejsi do nieprzyjacioł niż sprzymierzeńców i hołdowników, zbrojne na kraj i naród Polski wymierzyli napaści. Czuli w sercach żal ciężki, że ich ojcowie tak zdradziecko pomordowani byli trucizną, acz kara cudowna zmniejszała nieco ich boleść. Ale to ich najsrożej bodło, że człowieka nizkiego i wieśniaczego stanu, bez względu na ich krew królewską, wyniesiono do rządów, i z nie małą ich zniewagą królem obrano. Panowie zaś wszyscy, starszyzna i wielmoże, bynajmniej nie mieli sobie tego za ujmę że podlegali zwierzchnictwu Piasta i słuchali jego rozkazów; poznali bowiem, że mąż ten acz niepoczesnego stanu, dla swej pobożności i cnoty godzien był panowania. I sprawiło to ludziom dziw nie lada, że ów rolnik, którego wprzódy widywali z sochą w ręku, zaprzęgającego woły i krającego lemieszem mały splacheć ziemi, który z ułów pszczelnych dla zarobku wybierał niedawno plastry, i w lichej tulił się chacie, ten sam potem w pałacu królewskim wymierzał sprawiedliwość, władał życiem i śmiercią, i rozporządzał wojskami, odnosząc nad nieprzyjaciołmi sławne i łupami świetne zwycięztwa.

CUDOWNE SPRAWY ŚŚ. REMIGIUSZA I GERMANA.

A iżby to komu nie zdawało się wątpliwem i do prawdy niepodobnem, a ztąd nie dawało powodu do uwłaczania niniejszemu pismu, przytoczę tu dwa przykłady, z których jeden czytamy w żywocie Ś. Remigiusza. Gdy ten był arcybiskupem w Reims, i gorliwie się o to troskał, aby trzodkę chwalebną, jego sumieniu powierzoną, doprowadzić mógł do zbawienia i chwały niebieskiej, dzielnicę swego pasterstwa corocznie odwiedzał, i własną namową prostował zdrożności i występki, a wypleniał kąkol zarazy. Goszcząc pewnego czasu w domu u swojej krewnej, spostrzegł ją zakłopotaną i zawstydzoną, że jej brakło wina. Opuściwszy więc inne sprawy, stanął na beczkę próżną, zmówił modlitwę i położył znak krzyża — a wraz wino z niej wytrysnęło. Jest i drugi przykład w życiu Ś. Germana który gdy kazywał w Brytanii w towarzystwie uczniów swoich mężów pobożności pełnych, z powodu ostrej zimy wszedł raz do pałacu królewskiego, prosząc o gościnę i przytułek.
Król odmówił mu schronienia. Zdarzyło się, że wtem pastuch królewski wychodził z pałacu, niosąc wydzieloną sobie cząstkę pokarmu. Ten ujrzawszy Germana i mnichów jego ziębnących na śniegu, zdjęty litością, zaprasza ich do swojej chaty, zabija i przyprawia dla posiłku cielę — a wnet Ś. German, zgarnąwszy ze skórą kości tego cielęcia, wskrzesza je modlitwami swemi; nazajutrz zaś wchodzi do pałacu, zwołuje lud, wyrzuca królowi nieludzkość, a okazawszy, że był złym i niegodnym rządcą, strąca go z stolicy. Nie mógł się król opierać woli Boskiej, której mocą ów Święty działał; rad nie rad ustąpić musiał z pałacu wraz z żoną i rodziną swoja, a Ś. German rzeczonego pastucha, za gościnność jego i miłosierdzie, uczynił królem Brytanii. Tak więc królowie Brytańscy pastuchowi prostemu zawdzięczali wyniesienie swoje do berła.

PIAST UMIERA, A PO NIM SYN JEGO, MĄŻ CHWALEBNYCH OBYCZAJÓW, OBEJMUJE RZĄDY.

Piast, po długich latach mądrego i szczęśliwego panowania, i wytępieniu wielu zdrożności, które od Popiela wzięły były początek, strawiony sędziwą starością, umarł w roku solnym dwudziestym, nie bez powszechnego smutku i żalu; wszystkich bowiem według wartości i zasług wynagradzał, i bardziej za ojca niż za króla był uważany. Po jego śmierci, za zgodą powszechną, syn jego Ziemowit królem obrany, objął rząd i stolicę ojcowską; jeszcze bowiem za życia ojca, sprawując z jego zlecenia dowództwo w prowadzeniu wojen, i załatwiając rozmaite sprawy królestwa, wsiami się wielu chwalebnemi przymioty i dzieły. Wytrwały na zimno, głód i skwary, używał pokarmu i napoju dla samej potrzeby a nie dogody. Nie przywięzując się do żadnej pory, czy-to był czas czuwania czy spoczynku, często na czatach i stójkach obozowych stróżował, i sam uglądal, azali nieprzyjaciel nie czyhał gdzie w zasadzce. Dla wszystkich szczodrobliwy i ludzki, w wymierzaniu kary i nagany umiarkowany, ubiorem nie świecąc okazale, wyrównywał zaledwo panom i szlachcie. Temi przymiotami tak sobie ujął rycerstwo, panów Polskich i naród wszystek, że go powszechnie poważano i po śmierci ojca godnym uznano panowania w Polsce. Wstąpił na królestwo roku Zbawienia dziewięćsetnego dwudziestego pierwszego.

ZIEMOWIT MNOGIE WOJNY SZCZĘŚLIWIE PROWADZI, NARESZCIE W GNIEŹNIE UMIERA.

Siadłszy Ziemowit na stolicy ojcowskiej, starał się nabytą poprzednio sławę z każdym dniem bardziej uświetnić. Całą przeto wytężył usilność na rządne sprawowanie rzeczypospolitej, odzyskanie dawnych posiadłości i rozszerzenie granic królestwa. Naznaczył naprzód wodza rycerstwu, potem setników, pięćdziesiątników, dziesiętników, rotmistrzów, pułkowników (millenarios), dowódzców i naczelników tak jazdy jak i piechoty, i tym, przed wyruszeniem do boju, zalecił ćwiczenie wojska w obrotach wojennych, harcowaniu z kopiją, i rozmaitych sprawach rycerskich, ażeby tem śmielej wystąpić mogło do walki z nieprzyjacielem. Wydał potem wojnę sąsiednim Węgrom, Niemcom i Prusakom, o zagarnienie pogranicznych ziem królestwa za niedołężnych rządów Popiela; a stoczywszy kilka krwawych bitew, i pogromiwszy nieprzyjacioł, zyskał sławę wielkiego wojownika, i nabył wziętości u wszystkich narodów postronnych. Po przywróceniu dzielnym orężem dawnych granic Polski, przedsięwziął zaraz inną wyprawę przeciw książętom Pomorskim, Kaszubskim i nadmorcom (cismarini), których ojcowie srogiego Popiela zdradą byli zginęli. Rozpoczął zaś z nimi wojnę z tej przyczyny, że jemu i ojcu jego wypowiedzieli posłuszeństwo, i toczył ją przez lat kilka. Chociaż bowiem książęta ci ani dzielnie walczyli, ani ćwiczone mieli wojska do boju, położenie jednak miejsc i różne przeszkody przygodne ułatwiały im obronę. Nim atoli krnąbrne ich karki ukorzył, zszedł ze świata śmiercią przedwczesną, w stolicy swojej Gnieznie, po trzydziestu i dwóch latach panowania.

TRZEJ KSIĄŻĘTA SŁOWIAŃSCY WYSYŁAJĄ DO ARNULFA CESARZA POSŁÓW Z PROŚBĄ, ABY IM PRZYSŁAŁ MĘŻÓW W PIŚMIE ŚWIĘTEM UCZONYCH.

Za rządów cesarza Arnulfa, który Rzymianom panować począł roku od Narodzenia Chrystusa ośmsetnego dziewięćdziesiątego, trzej książęta Słowiańscy, Rościsław, Świętopełk i Kocieł wyprawili posłów do cesarza Greckiego Michała, z prośbą, aby im przysłał mężów uczonych, którzyby światłem wiary chrześciańskiej ich samych i ludy im poddano oświecili. Cesarz przysłał im Metodyusza i Cyrylla, którzy wtedy najpierwej owych książąt i naród Słowiański do wiary świętej nawrócili. Pismo Boże z Greckiego języka przełożyli na Słowiański, nabożeństwo także w języku Słowiańskim odprawiać nakazali, i stolicę biskupią osadzili w Morawskim Wielogrodzie (Wyelyagrod). Wezwani potem do Rzymu i skarceni od papieża, że służbę Bożą odprawowali w języku Słowiańskim, odpowiedzieli z Pisma św.: “Wszelki język żyjący niechaj chwali Pana Boga. ” Gdy nakoniec sprawa wytoczyła się do świętego soboru, acz wielu było przeciwnego zdania, uzyskali przecież wolność odprawiania obrządków w języku Słowiańskim, zarówno jak łacińskim, greckim i hebrajskim.

LESZEK SYN ZIEMOWITA WYBRANY DO RZĄDÓW.

Śmierć Ziemowita wszystkich Polaków w ciężkim pogrążyła żalu: czuli bowiem, że stracili książęcia, pod którego dzielnym rządem tak wielkich dokazali rzeczy, a spodziewali się większych jeszcze dokonać; którego hojność wspaniała i ręka zwycięzka ubogacała naród i każdego z osobna w dostatki, sprzęt rycerski i konie. Tuszyli, że przy jego dzielnej sprawie i obrotności zbiorą obfitsze jeszcze zwycięztw plony, doczekają świetniejszych nagród i przywrócenia, całości uszczuplonej ojczyzny. Wszystkę zatem miłość i życzliwość, którą okazywali Ziemowitowi, przenieśli na Leszka, syna jedynego, który po nim pozostał. Chociaż ten nie doszedł był jeszcze wieku dojrzałego, jednak za zgodną radą panów i szlachty, po odbytym ojca pogrzebie, złożono mu hołd należny zwyczajem ówczesnym pogańskim. Leszek uznany został za króla, przydano mu tylko opiekę niektórych panów do czasu pełnoletności. Wojny rozpoczęte z książętami Pomorskimi, Kaszubami, Słowiany i nadmorskiemi ludy, pod ich zarządem przerwane, poszły w odwłokę. Ale gdy Leszek domierzył męzkiej pory, począł zaraz wstępować w ślady ojcowskie; rzeczpospolitą sprawował mądrze i starannie, słynąć sprawiedliwością, ludzkością i życzliwą ku wszystkim poddanym chęcią. Spraw jednak rycerskich nie takim jak ojciec jego był miłośnikiem, i do posiadłości przez ojca nabytych lub odzyskanych nic nic przyczynił, wojen z książęty Słowiańskimi, Kaszubami, Pomorzany i Nadmorcami zaczętych nie popierał. Od czasu objęcia rządów w roku Zbawienia dziewięćsetnym pięćdziesiątym wtórym, panowanie Leszka utrzymywało się raczej miłością panów i poddanych, niżeli własną jego sprawą.

LESZKOWI RODZI SIĘ SYN RZADKICH PRZYMIOTÓW ZIEMOMYŚL, KTÓRY PO NIM RZĄDY DZIEDZICZY.

Po długich latach panowania Leszka urodził mu się wreszcie syn, którego przyjściem na świat ucieszony, nadał mu przy postrzyżynach imię Ziemomyśl, co znaczy myśl o ziemi, chcąc samem znaczeniem imienia wmówić w niego pilną baczność i staranie o ziemi Polskiej, do której zarządu przyszłego był przeznaczony.
Po śmierci Leszka nastąpił pomieniony syn jego Ziemomyśl, doszedłszy lat sposobnych jeszcze za życia ojca. Z urodzenia silny i czerstwy, pięknemi nadto przymiotami duszy obdarzony, starał się ile mógł, i to szczególniej miał na celu, aby we wszystkich sprawach dziada i ojca swego wyobrażał, i równie jak oni cnotami swemi zalecił się swoim i obcym. A lubo w prowadzeniu wojen nie wyrównał dzielności i szczęściu swego dziada, w innych przecież przymiotach bynajmniej mu nie ustępował; i słusznie uważano, że ile tamten zdziałał orężem, tyle ten rządem wewnętrznym i roztropnością, którą, się we wszystkiem jak najprzezorniej miarkował.
Po niezbożnej śmierci Jana XII. papieża, Rzymianie wbrew Leonowi obrali Benedykta piątego, ale cesarz Otto złożył go z stolicy i posłał na wygnanie do Saxonii, gdzie ten w podeszłym wieku umarł.

ZIEMOMYSŁOWI RODZI SIĘ SYN ŚLEPY, IMIENIEM MIESZKO, KTÓRY PRZEZ LAT SIEDM TRWA W TAKOWEM KALECTWIE.

Troskał się zaś książę Ziemomyśl i ubolewał bardzo, że małżonka jego była przez długie lata niepłodna.; mniemał bowiem, że ród jego bezpotomnie wygaśnie. Ale Bóg opatrzny nad wszystkiemi, i błogosławiący cnotliwym, u którego żaden czyn dobry nie zostaje bez nagrody, odmienił wadę jej niepłodności, iż poczęła. Gdy wszelako nadszedł dzień rozwiązania, radość, jaką czuł Ziemomyśl z uzyskania pierwszego potomka, zamieniła się w żal niespodziany. Królowa bowiem porodziła syna ślepego, zkąd dla obojga rodziców ciężka boleści i strapienie, gdy sromota niepłodności zdawała się raczej zwiększoną niż zatartą. Dolegliwiej jeszcze dawała się uczuć ta rana, kiedy królowa powiwszy syna jedynaka, kalekę, przestała rodzić, i zostawała niepłodną jak dawniej. Dziecię też urodzone i wzrastające w swojem kalectwie przez lat kilka nie czyniło żadnej nadziei, iżby mogło przejrzeć kiedy na oczy, i zdawało się pozbawionem wzroku na zawsze. Ojciec wszelako wytrwał statecznie w swoich cnotach, krzewiąc je coraz więcej wypełnianiem uczynków Bogu miłych, a zwłaszcza gościnności, którą jakby dziedzictwem wziął po naddziadach w podziale.
Wszyscy zaś, jakich tylko czytałem, kronikarze i dziejopisowie Polscy zgadzają się w swych podaniach o ślepocie Mieszka, utrzymując, że tą niedolą nawiedzony byt jeszcze w żywocie matki, i z urodzenia ciemny, przez całe siedm lat od przyjścia na świat nie widział. Alić Bóg litościwy, chcąc narodowi Polskiemu po tylu wiekach okazać swoję łaskę, i podobnie jak inne narody oświecić go światłem wiary, dopuścił z niezbadanych wyroków swoich, iżby książę ten urodził się ślepym i nędzę tak przykrego kalectwa lat siedm cierpiał, a dotknięty ślepotą oczu, więcej za to widział umysłom, i za łaską Zbawiciela uwolniony wreszcie od ślepoty cielesnej, tem chętniej siebie i naród Polski uwolnił od ciemnoty i błędów bałwochwalstwa, w których tak długo był ponurzony.

GDY PO LATACH SIEDMIU ODBYWAŁY SIĘ POSTRZYŻYNY MIESZKA, A OJCIEC WYPRAWIAŁ UCZTĘ W SMUTNYCH O NIM POGRĄŻONY MYŚLACH, STAŁO SIĘ, ŻE NAGLE OTWARŁY SIĘ OCZY ŚLEPEMU, TAK IŻ POCZĄŁ WIDZIEĆ WSZYSTKO; ZKĄD RADOŚĆ POWSZECHNA, WIESZCZKOWIE BOWIEM PRZEPOWIADALI, ŻE BĘDZIE KIEDYŚ WIELKIM MĘŻEM. A KIEDY MIESZEK DOSZEDŁ DO LAT MŁODZIEŃCZYCH, ZIEMOMYŚL UMARŁ, ZOSTAWIWSZY PO SOBIE ŻAL POWSZECHNY.

Gdy nadchodził rok siódmy, i według pogańskiego dawnych Polaków zwyczaju miał być postrzyżony, a razem otrzymać imię, Ziemomyśl zwołał panów, wielmoże i szlachtę Polską do Gniezna na ten uroczysty obrządek, mający się acz na ślepym synu dopełnić. Kiedy więc w dniu naznaczonym radził się, jakieby imię najstosowniej nadać dziecku, za zdaniem wspólnem ojca i starszyzny uchwalono, aby go nazwać Mieszkiem, co w języku polskim znaczy zamieszanie, a to dlatego, że swoją ślepotą i rodziców i cały naród Polski przy samem urodzeniu nabawił zamieszania, a po Śmierci Ziemomyśla większej jeszcze lękać się kazał zamieszki. Panowie bowiem i szlachta Polska często o tem z sobą mawiali, że po zejściu ojca jego Ziemomyśla popadnie Polska w straszniejsze, albo przynajmniej podobne zamieszanie, jak niegdy z śmiercią Popiela. Po dopełnieniu postrzyżyn syna, książę Ziemomyśl i zaproszeni na ten obrząd panowie, zasiedli do biesiady. Ale chociaż wszyscy ochotnie ucztowali, sam Ziemomyśl rozważając w duszy ślepotę postrzyżonego syna, wzdychał głęboko i trapił się skrytym żalem nad taką dziecka niedolą. Wśród tego bolesnego zadumania, dziwną rzeczy odmianą, oznajmują mu, że Mieszko w tej samej chwili przejrzał i doskonale widział. A gdy książę Ziemomyśl i wszyscy biesiadujący wątpili i wierzyć temu nie chcieli, królowa matka zerwała się od stołu, aby naocznie się przekonać, czy prawdą było, o czem im doniesiono. Wbiegłszy do komnaty, kędy ów chłopczyna przebywal, widzi, że łuszczka na źrenicach zupełnie rozsunięta, i że w samej rzeczy wzrok odzyskał. W uniesieniu radosnem padła na ziemię — a gdy ją słudzy podnieśli i przyszła znowu do siebie, porwawszy dziecko na ręce, niesie pokazać je mężowi i spółbiesiadującym, bo inaczej nigdyby byli nie uwierzyli, gdyby o tak cudownem zdarzeniu własnemi nie przekonali się oczyma. Ojciec ucieszony, ucieszone i grono biesiadników; ale pierwszy z niezwykłego wzruszonia zalewa lica łzami, które mu wyciskała radość, świadcząca o jego niewypowiedzianem szczęściu. Mieszek także, dziecko, pełen zdziwienia, poglądając to na twarze rodziców, to na gości, których nigdy pierwej nie widział, podskakuje i rękami klaszcze, a wszyscy wyrywają go sobie, ściskają i całują. Przedłużono dni uroczystości, i wspanialsze jeszcze zastawiono biesiady. Cała stolica brzmiała wesołą wrzawą, powtarzały się zewsząd radosne okrzyki. Nie dosyć i na tem było Ziemomyślowi, że wszystkim panom goszczącym i szlachcie hojne porozdawał upominki: od tego dnia stał się on szczodrobliwszym jak zwykle, gdy z łaski Boga przestał się trapić swem domowem nieszczęściem i bezdzietnością. Utrzymują, niektórzy, że królewic nazwany był Miecsławem, jakoby mający mieć u ludzi sławę, i że samo imię zdrobniałe Mieszka (Myeszko), które nosił w dzieciństwie, ztąd powstać miało. Zdanie to i my z wielu względów podzielamy, zważywszy zwłaszcza, że Polacy imiona królów i książąt nie na ko, ale na sław kończyć zwykli, urabiając je po swojemu, jako to: Włodzisław, Bolesław, Mieczysław, Przemysław, Stanisław, Świętosław. Młody Mieczysław za staraniem rodziców troskliwiej odtąd był wychowywany; jakoż podwojono nakłady i liczbę nauczycieli, aby do przyzwoitego ukształcenia młodzieńca na niczem nie zbywało, gdy urodzenie się jego w ślepocie, która trwała aż do roku siódmego, i cudowne odzyskanie wzroku, Boskiej przyznane sprawie, tak w mniemaniu ojca, jak równie narodów sąsiedzkich, panów polskich i szlachty, zdawały się rokować, że będzie kiedyś wielkim. Książę też Ziemomyśl, z uczucia miłości rodzicielskiej, troskliwiej niż inni badał wieszczków, wróżbitów, kapłanów i ofiarnych wyroczników, przez częste i ścisłe wypytywania, coby znaczyć miała ślepota jego syna w ciemnocie zrodzonego, a po siedmiu latach cudowne wzroku odzyskanie. I wszyscy jednakową dawali mu odpowiedź: że naród Polski, z przyczyny gnuśności i nieprawości dawnych książąt, pogrążony w ciemności i ślepocie, cnotą i osobliwszą mądrością jego syna będzie oświecony i wywyższony. A lubo sam ojciec i jego wyrocznicy mniemali, iż to się stać miało sposobem cielesnym, wiadomo przecież, że się spełniło w znaczeniu prawdziwszem, duchowem. Mieczysław bowiem porzuciwszy cześć bałwanów, wziętą przekazem dziedzicznym, i w długiem utrzymującą się przodków jego następstwie, co wyobrażała liczba siedm we wszystkiem szczęśliwa, zwrócił się za światłem prawej wiary, jak to poniżej opowiemy.
Po ośmiu latach panowania, Ziemomyśl książę Polski, monarcha dzielny i mądry, miły rodakom swoim i obcym, umiera, zostawiwszy syna Mieczysława już doletniego, w tym samym wieku prawie, co Piast, jego pradziad. Obyczajem pogańskim, nie bez powszechnego Polaków żalu, pochowano go w zamku Gnieźnieńskim przy grobach ojców, w roku od Narodzenia Chrystusa dziewięćsetnym sześćdziesiątym czwartym.
Leo VIII, rodem Rzymianin, po złożeniu Jana z stolicy, zgodnemi głosy został wybrany. Ten postanowił, aby żaden papież nie był obierany bez przyzwolenia cesarza, a to z przyczyny przewrotności Rzymian, którzy swoich synów i krewnych przemocą wysadzali na Papiestwo. Siedział na stolicy rok jeden i miesięcy cztery. Nastąpił po nim Jan XIII.

MIECZYSŁAW PO OJCU ZIEMOMYŚLE OBEJMUJE RZĄDY. LUBO Z PRZYRODZENIA PODLEGŁY CHUCIOM CIELESNYM, ZA NAMOWĄ JEDNAK PRAWOWIERNYCH WYZNAWCÓW SKŁANIA SIĘ DO PRZYJĘCIA WIARY CHRZEŚCIAŃSKIEJ, I NAWRÓCENIE SWOJE PRZYRZEKA.

Gdy zwłoki Ziemomyśla należytym uczczono obrzędem, panowie i wszystka szlachta Polska stwierdzają następstwo Mieczysława, syna jego jedynego, na stolicę dawno już od ojca mu przeznaczoną, i w Gnieźnie panem i królem Polskim go ogłaszają, pełni nadziei, że według przepowiedni wieszczków wkrótce kraj pod jego rządem zakwitnie. Aliści, chociaż Mieczysław panował sprawiedliwie, i z sąsiedniemi narodami kilka kroć pomyślne prowadził wojny, przez długi lat przeciąg nie sprawdzały się owe przepowiednie, i już mniemali niektórzy, że naród omylił się w nadziei. Jakoż Mieczysław, żyjąc obyczajem pogańskim, zanadto lgnął do lubieżności; a ile w młodzieńczych latach okazywał statku i pomiarkowania, tyle poźniej grzeszył nierządem i chuciom sprośnym folgował. Miał bowiem koło siebie siedm nałożnic, które żonami swemi nazywał; z żadnej jednak nie doczekał się potomstwa, ani pociechy z wychowania przyszłego Polski dziedzica. Gdy zaś często w rozmowach poufałych utyskiwał na swoję bezdzietność, pojawili się gościem mężowie chrześciańscy, duchowni i świeccy, którzy z sąsiednich krajów przybywszy, zaglądali niekiedy do jego dworu, i już w Polsce wiarę, i zakon Chrystusa Zbawiciela rozsławiać byli poczęli. Ci doradzili Mieczysławowi, aby wraz z narodem swoim pogańskim, porzuciwszy bezbożną część bałwanów, skłonił się do poznania prawdziwego Boga i przyjął wiarę chrześciańską, obiecując, iż wtedy uzyska, potomstwo i wszelakiego dostąpi błogosławieństwa, że i sobie i synom swoim między książęty chrześciańskiemi Słowiańskiego rodu i języka świetniejsze zgotuje panowanie, i w ten sposób stanie się wielkim i sławnym. Słuchał tych rad z powolnością Mieczysław, a kapłani i pustelnicy rozwodzili się coraz śmielej z swoją namową, przedstawiając mu całą sprosność bałwanów, którym cześć dotąd oddawał, i rozliczne a wiekuiste męki zgotowane ich czcicielom; z drugiej strony łaskę z nieba użyczoną w odkupieniu ludzkiego rodu. Za przeżegnaniem więc Baranka Bożego, który skarcić raczył nauczająca, przestrogą naród Polski skalany bałwochwalstwem i u innych prawej wiary wyznawców ohydzony, a przywieśdź go do poznania siebie, posłuchawszy zbawiennych rad zakonników i pustelników, skłonił się do przyjęcia wiary chrześciańskiej, przyobiecał z całą powolnością trzymać się ich nauk, i wszystek naród Polski, oderwany od ołtarzy bóstw pogańskich, zwrócić na łono prawdziwego Boga i jego zakonu.

Ś. WACŁAW I LUDOMIŁŁA W CZECHACH ZABICI.

Grzymisław czyli Neklan, książe Czeski, oddawszy rządy przy śmierci starszemu synowi swemu Hestywikowi, dla drugiego syna Dypolda wyznaczył dziedzictwem ziemię Gurmeńską. Po Hestywiku nastąpił Borzywój, który wraz z Ludomiłłą, małżonką swoją, córką Slawibora, od Ś. Metodyusza biskupa Morawskiego ochrzczony, zostawił dwóch synów, Spitygniewa i Wratysława. Pierwszy nastąpił po ojcu; ale zszedłszy bezpotomnie, bratu panowanie odkazał. Żona Wratyslawa Drahomira, niewiasta śmiała i do występku skora, dwoje razem bliźniąt, Wacława i Bolesława, na świat wydala. Pierwszego Ludomiłła, drugiego matka sama karmiła. Obadwaj wzięli w podziale przymioty swych karmicielek. Wacław był cnotliwy, ludzki, pobożny, dla ubogich szczodry; Bolesław przeciwnie, pełen dumy, wydzierca i gwałtownik, do zabójstwa i cudzołoztwa skłonny. Ludmiłła objąwszy państwo po ojcu, z rozkazu Drahomiry została uduszoną; poźniej między Święte policzona.
Przeciw Wacławowi, powszechnie wielbionemu z ludzkości i świątobliwych obyczajów, brat jego Bolesław, od matki poduszczony, uzbroił się skrytą nienawiścią. Wyprawia więc ucztę, na którą brata zaprasza, a po skończonej biesiadzie idącego do kościoła na modlitwę w samym progu zabija, roku od Narodzenia Chrystusa dziewięćsetnego trzydziestego ósmego, panowania Ottona I. roku pierwszego. I ten Wacław także, wsławiony wielkiemi cudami, policzony został w poczet Świętych. Matkę jego Drahomirę, za zbrodnię popełnioną, niedaleko zamku Pragskiego ziemia pochłonęła. Bolesław, po zgładzeniu brata, którego śmierci nie chciał wyczekiwać, nad całą kraina Czeską osiągnął panowanie: ale Otto pierwszy, mszcząc się śmierci niewinnej męża Bożego Wacława, wypowiedział wojnę Bolesławowi książęciu Czeskiemu, i trwały między nimi zatargi ciągłe przez lat czternaście.
JANA DŁUGOSZA DZIEJÓW POLSKICH
KSIĘGA DRUGA.

ROK PAŃSKI 965.

MIECZYSŁAW KSIĄŻĘ POLSKI POJMUJE DĄBRÓWKĘ CÓRKĘ KSIĄŻĘCIA CZESKIEGO ZA ŻONĘ, I PORZUCIWSZY BAŁWANY POGAŃSKIE, WIARĘ CHRZEŚCIAŃSKĄ WRAZ Z CAŁYM NARODEM PRZYJMUJE.

Za  przestrogą więc chrześciańskich wyznawców i zakonników Mieczysław porzucił siedm nałożnic, połączonych z nim miłością cielesną, aby pieszczota powabów niewieścich nie utrzymywała go w ślepym nałogu bałwochwalstwa. Rozłączywszy się z niemi, wyprawił dziewosłębów do Bolesława książęcia Czeskiego, rodzonego brata i zabójcy Ś. Wacława, prosząc o córkę jego Dąbrówkę, którą jako jedyną i prawą małżonko zaślubić postanowił. Książę Czeski odpowiedział, że nie pogardzi tak dostojnym i znakomitym zięciem, byle tylko porzucił błędy pogańskie, a przyjął zakon świętej chrześciańskiej wiary; inaczej nie zezwoli na związek małżeński swojej córki z książęciem pogańskim, bałwochwalcą. Dąbrówka księżniczka dała podobną z swej strony odpowiedź posłom i swatom Mieczysława, którzy ją w małżeństwo zapraszali: że nie przystało chrześciance zaślubiać poganina; jeżeli jednak Mieczysław książę Polski odstąpi plugawej czci bałwanów, i przyjąwszy chrzest nowym się żywotem odrodzi, nie odmówi mu wtedy swojej ręki. Gdy posłowie do Polski z takiem wrócili oświadczeniem, książę Mieczysław zwoławszy starszyznę i wielmoże, w licznem ich zebraniu naradzał się, coby mu czynić wypadało. Różnili się w zdaniach panowie: postanowiono więc odłożyć rzecz do dnia następnego. Aliści tej zaraz nocy Bóg opatrzny, ulitowawszy się nad nędza i ślepotą, narodu Polskiego, natchnął we śnie Mieczysława książęcia i większą część jego radców surową przestrogą, i zaleceniem, aby podanej sposobności nie zaniedbywali, a wiedzieć chcieli, się przez przyjęcie nowej wiary państwo ich w czasy potomne wielką pomyślnością zakwitnie. Takiem objawieniem skłoniony książę Polski i starszyzna uchwalili jednomyślnie poddać się świętej wierze Chrystusa. A gdy liczne poselstwa słane do Czech obiecywały i upowniającem stwierdzały zaręczeniem, że dla osiągnięcia związków małżeńskich nie tylko sam książę, ale i wszystek naród Polski, poznawszy dokładnie zasady wiary chrześciańskiej, chrzest przyjmie, Bolesław książę Czeski zezwolił na żądane śluby, i przyrzekł oddać w małżeństwo rzeczonemu Mieczysławowi książęciu Polskiemu córkę swoję Dąbrówkę, zacną i pełną, najpiękniejszych przymiotów dziewicę, z posagiem i oprawą godną obudwu, wydającego i pojmującego małżonkę. Było zaś wielu między panami i starszyzną królestwa, którzy mocno się temu opierali, nie zezwalając na przyjęcie wiary chrześciańskiej. Jedni utrzymywali, że to nowe chrześcian wyznanie para się przesądem i zabobonem; drudzy, że trudnem byłoby wypełnienie jego zakonu; inni, iż to nie rzecz, wyrzekając się ojczystych podań, swobodne karki poddawać jarzmu nowej i nieznanej dotąd powagi. Te jednak, i wiele innych przeciwności, Bóg miłosierny, który królów obdarza radą zdrową, ulitowawszy się nad niedołęztwem i długą Polaków ślepotą, snadno uchylić raczył, natchnął ich duchem zgody i skłonił do przyjęcia wiary chrześciańskiej, aby przez jej odrzucenie u Czechów i innych narodów nie stali się celem pogardy. Posłowie książęcia Polskiego Mieczysława, w licznem towarzystwie panów i szlachty Czeskiej, sprowadzili do stolicy Gniezna z wielką czcią i okazałością dziewicę Dąbrówkę, a z nią bogate wiano i wyprawę rzadkiej ozdoby, przyzwoitą takiemu zamęściu, godną teścia i zięcia. Książę Mieczysław, panowie Polscy i wszystkie stany wyszły na jej spotkanie i witały ją z niezwykłą wspaniałością i wystawą. Znakomite niewiasty i panny Polskie dla jej uczczenia, z rozkazu książęcia, zgromadziły się w Gnieznie, przystrojone w klejnoty, złoto, srebro i inne ozdoby. Po kilku dniach, książę Mieczysław, wyuczywszy się główniejszych zasad i obrządków prawej wiary od mnichów i pustelników, których w tym celu umyślnie był sprowadził, wraz z panami, szlachtą i celniejszymi mieszkańcami miast Polskich, wyrzeka się ciemnoty dawnych błędów, a przyjmuje zakon zbawienny prawej wiary Chrystusa; pierwszy krok nawrócenia swego od przesądów pogaństwa do światła wiary uświęca znamieniem oczyszczającej łaski, i w Gnieznie chrzest przyjmuje. A tak obmyty z grzechów w świętym zdroju odrodzenia, wodą chrztu zgładziwszy zmazę występków i pogaństwa, od zabobonnej czci bałwanów zwrócił się do poznania prawdziwego Boga, czystej i pobożnej wiary. Za jej światłem, wyższem od światła przyrodzonego rozumu, którym go także hojnie Bóg obdarzył, za oświecającą łaską Ducha Ś. przeobleczony w szatę niewinności, żywot świeży i młodzieńczy, odrodził się z wody i ducha, a porzuciwszy dawne imię Mieszka nazwał się Mieczysławem. Wraz i siostra jego rodzona, dziewica, przeżegnana znamieniem wiary świętej, została chrześcianką i przybrała imię Adelaidy. Tegoż dnia, przyjąwszy Sakrament chrztu, książę Mieczysław wziął poświęcenie innego Sakramentu, zaślubiając dziewicę Dąbrówkę obrządkięm chrześciańskim: ku czemu zaprosiwszy książąt sąsiednich, obchodził gody weselne w Gnieznie z wielką wspaniałością przez dni kilka. Każdego z gości podejmowano przystojną i pełną wspaniałości posługą. Wyprawiono potem uroczyście i z nader świetnym przyborem rozmaite zabawy i igrzyska, ku czci i sławie książęcia. To gdy się ukończyły, książęta sąsiedni, szlachta i panowie Czescy, uczczeni od Mieczysława książęcia drogiemi upominkami, wrócili do swoich krajów, kędy głośno wysławiali hojność i bogactwa książęcia Polskiego Mieczysława. I w owym-to czasie wszystek naród Polski przyjął jarzmo zbawienne świętej wiary chrześciańskiej; z miłosierdzia Boskiego, a za gorliwem staraniem Mieczysława i żony jego Dąbrówki, Polacy uzyskali światło wiary, gdy na stolicy Piotrowej siedział Leon VIII, rodem Rzymianin, który tegoż roku pożegnał się ze światem, a po którym namiestnictwo Chrystusa zgodnym wyborem objął Szczepan VII, rodem Niemiec; według innych Jan XIII, pochodzący z Narny, niektórzy piszą go Janem XII.
Potem z najsurowszego nakazu książęcia, a uchwały jednomyślnej wszystkich panów i szlachty Polskiej, kruszono bałwany i posągi bogów fałszywych, palono ich świątynie, a czcicieli i wyznawców wskazywano na utratę majątków i karę miecza. Książę Polski Mieczysław nie tylko wszelkie zniósł uroczystości i obrządki odprawiane na cześć bożyszcz pogańskich, ale wywołał razem wszystkich guślarzy, wróżków, wieszczków i wyroczników, i zabronił igrzysk tak publicznych jak i domowych, które się odnosiły do czci bałwochwalczej. Bóg nasz albowiem nie jest podobny do tych bogów fałszywych, o których lud Polski mniemał, że ich ująć można było zgiełkiem ochoczym, igrzyskami, wszeteczną swawolą i różnego rodzaju bezbożnością. Szczęśliwy zaiste i Bogu upodobany książę, który pierwszy Polaków przywiódł do zbawiennej wiary, i sprzymierzył z kościołem świętym przez poznanie prawdy i porzucenie bałwanów. A że po wszystkich prawie miastach, miasteczkach i wsiach znaczniejszych w Polsce stały wizerunki bogów i bogiń, bałwany i poświęcone gaje, do których zniszczenia nie tak skwapliwie się zabierano, jak był przykazał Mieczysław, zaczem naznaczony przezeń został dzień siódmy Marca do skruszenia i zniweczenia ich w całym ziem Polskich obszarze. Ten gdy nadszedł, wszystkie miasta i wsie przymuszone były tłuc i obalać posągi bogów swoich, a pokruszone topić w bagnach, jeziorach i stawach, i przyrzucać kamieniami, do czego występował gromadnie lud płci obojej, nie bez rzewnego żalu i płaczu czcicieli onych bożyszcz, a zwłaszcza tych, którzy z odprawowanej na ich cześć służby obrzędowej mieli pewne korzyści, z obawy jednak urzędników książęcych nie śmieli opierać się nakazowi. Pamiątka tego kruszenia i topienia fałszywych bogów i bogiń utrzymuje się po dziś dzień w niektórych wsiach Polskich, gdzie w Niedzielę czwartą postu (Laetare) zatykają na długich żerdziach wizerunki Dziewanny i Marzanny, a potem rzucają i topią je w bagnach pobliskich. A tak spełnienie tego dzieła nie ustało jeszcze u Polaków w zwyczaju starodawnym.

ROK PAŃSKI 966.

MIECZYSŁAW ZAKŁADA ARCYBISKUPSTWA GNIEŹNIEŃSKIE I KRAKOWSKIE I SIEDM KOŚCIOŁÓW KATEDRALNYCH.

Zawiązki przyjętej przez chrzest i zaprowadzonej świeżo wiary pragnąc Mieczysław czyli Mieszko książę Polski umocnić i rozkrzewić, a tym czynom u Króla Przedwiecznego przysporzyć sobie zasług, oraz uświetnić panowanie swoje na trwałej ugruntowane potędze, tak iżby w niczem, cokolwiek służyło ku czci i zalecie chrześciaństwa, nie ustępował innym książętom, gdy i wierna a pełna pobożności małżonka jego Dąbrówka nie szczędziła zachęty mężowi swemu i książęciu, który sam w sobie dosyć żywił zapału i pobożnej gorliwości; wszystko staranie swoje, wszystkę myśl zwrócił ku uposażeniu świątyń, zaprowadzeniu przy nich i umieszczeniu sług Bożych. Najpierwej więc w główniejszych miejscach, w Gnieźnie i Krakowie, dwie zakłada arcykatedry: Gnieźnieńską, pod wezwaniem i ku czci Najwyższego Boga i Rodzicy jego Maryi Panny, z której wypłynęło źródło powszechnej łaski i zbawienia; Krakowską zaś, na usilne prośby małżonki swojej księżny Dąbrówki, pod wezwaniem Ś. Wacława, nowego w owym czasie Męczennika, którego taż księżna Dąbrówka rodzoną była siostrzenicą. A chociaż ten w narodzie Słowiańskim pierwszy zajaśniał świętością chwały i męczeństwem, chciał jednak Mieczysław, aby Gnieźnieńska stolica miała pierwszeństwo i utrzymała zaszczyt celniejszy, a Krakowska iżby po niej była drugą. A tak kościół Krakowski ujął w tem sławy Gnieźnieńskiemu, że go nie zostawił jedynym; Gnieźnieński zaś Krakowskiemu, że go ubiegł w pierwszeństwie. Dla powagi zaś tych stolic arcybiskupich założył siedm innych kościołów czyli biskupstw, jako to Poznańskie, Smogorzewskie, które teraz zowie się Wrocławskiem, Kruszwickie, teraz Włocławskiem zwane, Płockie, Chełmskie, Lubuskie i Kamieńskie; a te wszystkie poddał pod arcybiskupstwo Gnieźnieńskie i Krakowskie. Dwa zaś biskupstwa dopiero wymieniono, Smogorzewskie i Kruszwickie, z odmianą miejsca musiały też zmienić nazwiska. Smogorzewskie bowiem najpierwej do Byczyny, miasteczka ziemi Brzegskiej, a potem dla lepszego położenia do Wrocławia zostało przeniesione i przyjęło od niego swoję nazwę Kruszwickie zaś, dla malej ludności miasta i okolicy, w której początkowo byle założono, słusznie do Włocławka przeniesiono. Inne kościoły katedralne po dziś dzień zachowują, swoje pierwotne miejsca i nazwiska. Krom tych, pozakładał Mieczysław i inne kollegiaty, liczne kościoły parafialne, klasztory i przybytki święte, stosownie do potrzeby i pobożności ludów nawróconych. Kościół Smogorzowski czyli Wrocławski wystawił ku czci Ś. Jana Chrzciciela, który po Najświętszej Pannie między wszystkiemi Świętemi przodkuje; Poznański, dwom w liczbie Świętych najcelniejszym, Piotrowi i Pawłowi Apostołom; Kruszwicki czyli Włocławski Najświętszej Maryi Pannie; Płocki Zygmuntowi Ś. królowi i Męczennikowi; Chełmski chwale Krzyża Ś.; Kamieński Ś. Janowi Chrzcicielowi; Lubuski Ś. Janowi Ewangeliście; i na ich cześć wymienione kościoły poświęcić kazał. Z tą zasługą, pobożną i chwalebna, w założeniu i uposażeniu tylu kościołów katedralnych poszedł po wiekuistą w niebie nagrodę, i tak swoje jako i wszystkich następców swoich, książąt i królów Polskich, dzieje najwyższemu przekazał uwielbieniu, rzeczy doczesne i znikome zamienił w wiecznotrwałe, a postarał się o wieniec i skarb niepożytej nagrody, w niebie. Nie szukamy ku temu żadnych świadectw rękojmi, gdy zbawienność dzieła, które w oczach ludzkich ciągle jaśnieje i większą od słowa ma powagę, uroczyściej niż każde inne dzieło przed Bogiem i ludźmi, je rozsławia. Przeto też Pan Bóg, nagradzający wszystkie dobro sprawy, pobłogosławił obfitą pomyślnością królestwu Polskiemu, przymnożył mu urodzajów, opatrzył sprawiedliwość, wywyższył chwałę króla, oddał nagrodę cnocie, a potem użyczy wiecznej szczęśliwości. W Gnieźnieńskim kościele na pierwszego arcybiskupa wyświęcony był Wilibald (Vilibalinus), a w Krakowskim pierwszym był arcybiskupem Prohor; w Poznańskim pierwszy siedział na stolicy biskupiej Jordan, w Wrocławskim Gotfryd, w Kruszwickiem czyli Włocławskim Jasnoch (Lucidus), w Płockim Angelot, w Chełmskim Oktawian, w Kamieńskim Julian, w Lubuskim Jacynt (Jacinctus).

ROK PAŃSKI 984.

BOLESŁAW, SYN MIECZYSŁAWA, POJMUJE ZA ŻONĘ JUDYTĘ, CÓRKĘ GEJZY KSIĄŻĘCIA WĘGIERSKIEGO.

Bolesław, syn Mieczysława książęcia Polskiego, gdy obchodzone po śmierci matki minęły dni żałoby, którą, on aż do szóstego roku zachowywał, stosując się do woli ojca Mieczysława, żądajacego, aby wstąpił w śluby małżeńskie, celem odnowienia dawnych z Węgrami sojuszów, pojmuje Judytę, córkę Gejzy, książęcia Węgierskiego, z pierwszego łoża, dziewicę słynną, wdziękami i urodą, a wnoszącą nadto znakomity posag w złocie i srebrze. Gody weselne odprawił w Gnieznie, w obecności licznych prałatów i panów, którzy przybyli z Polski i Węgier na ten obchód uroczysty, wspaniałemi igrzyskami uświetniony.

OTTONOWI DRUGIEMU, KORONOWANEMU NA KRÓLA RZYMSKIEGO, RODZI SIĘ Z PRAWEJ MAŁŻONKI SYN OTTO. SMIERĆ OTTONA DRUGIEGO, PO KTÓRYM SYN JEGO OBEJMUJE RZĄDY PAŃSTWA.

Otto II, ośmdziesiąty wtóry po Auguście, ze śmiercią ojca objął rządy państwa; a lubo już poprzednio, w jego obecności, mianowany był i przez Leona VIII. papieża koronowany królem Rzymskim, po zejściu jednak ojca od równoczesnych na nowo obrany i na stolicy państwa osadzony został. Jeszcze za życia poślubił mu był ojciec córkę cesarza Grockiego, imieniem Teofanią, i gody weselne w Pawii wyprawił. Z niej Otto II miał syna tegoż imienia Ottona, który wielką zajaśniał sławą i stał się. niejako wyobrazicielem swego cesarskiego domu, tudzież córkę Magtydę. Dzielny władca Rzymskiego państwa, wyzuł Lotaryusza króla Gallii z posiadanych przezeń krajów. Przedsiębrał potem kilka szczęśliwych wypraw przeciw niewiernym, aż nakoniec w Kalabryi straciwszy całe niemal wojsko, sam ledwo za przyczyną Ś. Piotra, którego w modlitwie wzywał, ocalony, wrócił do Rzymu, gdzie dziewiątego roku panowania swego umarł; pochowany w kościele Ś. Piotra. Po nim nastąpił syn jego Otto III, któremu Grzegorz V, jego krewny, przywdział koronę.
Tegoż roku książę Ruski Światosław przedsięwziął wyprawę przeciw Kozarom, ludowi Ruskiego także plemienia, zwyciężył ich i zdobył gród Białowieżę, przeco stali się jego dannikami.

PAPIEŻ ZATWIERDZA KOŚCIOŁY KATEDRALNE W POLSCE I ROZGRANICZA ICH DYECEZYE.

Idzi biskup Tuskulański, kardynał, wysłany do Polski od papieża Jana XIII, potwierdził wszystkie biskupstwa Polskie, jako to: obie arcykatedry, Gnieźnieńską i Krakowską, tudzież katedry biskupie Poznańską, Wrocławską, Włocławską, Płocka, Chełmską, Lubuską i Kamiońską, i każdej dyecezyi granice nadal i oznaczył. A lubo wymienione kościoły miały swoje pisma i przywileje, to wszystkie atoli, z przyczyny małej pilności w ich przechowaniu, zaginęły, albo spłonęły w licznych pożarach, gdy pod ów czas w Polsce nie wielo jeszcze było gmachów murowanych.

ROK PAŃSKI 967.

MIECZYSŁAW WRAZ Z MAŁŻONKĄ UPOSAŻA ZAŁOŻONE PRZEZ SIEBIE BISKUPSTWA, WPROWADZA DZIESIĘCINY, I WIELE KOŚCIOŁÓW KOLLEGIACKICH I PARAFIALNYCH ZAKŁADA. BEZDZIETNEMU WPRZÓDY, RODZI SIĘ SYN BOLESŁAW.

Mieczysław książę Polski dziewięciu założonym przez siebie kościołom katedralnym dostateczne nadał uposażenia, i tak biskupów jako i prałatów, już to kanonicze i katedralne piastujących godności, już przełożeństwa po innych zakładach, duchownych, klasztorach i kościołach parafialnych, opatrzył dziesięcinami z wszelakich całej ziemi Polskiej urodzajów; przyczem zobowiązał wszystkich panów i obywateli przedniejszych, szlachtę i włościan, nie tylko do wytykania, ale i zwożenia im tej daniny ziemiańskiej. Nadto kościołom katedralnym, kollegiackim, zakonnym i parafialnym ponadawał szczodrą ręką posiadłości różne, grunta, dochody i folwarki; obdarzył je drogiemi klejnoty, naczyniami rozmaitego misterstwa złotemi i srebrnemi, ubiorami kościelnemi i wszelkiego rodzaju sprzętami. Na tem nie przestając, wszystkie kościoły przez siebie założone, wybudował z murów mocnych, acz niskich i ciasnych, według ówczesnego sposobu i zwyczaju. Powykładał je ciosowym kamieniem i przystroił rozmaitemi ozdoby, obwarował sklepieniami i żelazem na ołów puszczanem. Z ośmiu przecież wymienionych kościołów, które z pobożności swojej i własnym nakładem wystawił, jeden, dziś tylko Kruszwicki oglądamy, poświadczający starodawność budowy kamieniem, robotą i murem. Siedm bowiem innych, z wzrastającą pobożnością i szczodrotą królow, książąt i biskupów Polskich, zostały zniesione, a w ich miejsce pobudowano inne, na placach przestrzeńszych, przybytki świetne i ozdobne, wspaniałej i kunsztownej roboty. Opatrywała też z swojej strony dostojna i pobożna niewiasta, księżna Dąbrówka, kościoły od jej męża założono w naczynia i sprzęty do służby Bożej potrzebne, i wszystko mienie swoje poświęciła ku użytkowi i ozdobie przybytków świętych, tak iż gorliwością pobożną i hojnością wylaną na kościoły i sługi Boże zdawała się z małżonkiem swoim, ksiażęciem Mieczysławem, ubiegać o lepszą. A wszyscy panowie Polscy i szlachta, naśladując w zawody ich przykład chwalebny, kwapili się w stawianiu i zakładaniu po swoich wioskach i majętnościach kościołów, które z coraz większą szczodrotą wyposażali. Bóg też dobrotliwy poglądając z wysokości na dzieła, przez książęcia Mieczysława i żonę jego Dąbrówkę bądź już dokonane, bądź w dalszym czasie zamierzone, nagrodził ich rychłem potomstwem. Księżna bowiem Dąbrówka poczęła i wydala na świat syna na podziw urodnego, któremu za przyzwoleniem ojca, a usilną prośbą matki, dziada i wuja, nadano przy chrzcie świętym imię Bolesława, to jest wielce sławnego, wróżąc z tej nazwy, że miał być kiedyś wielkim i sławnym.
Tego także roku Bolesław książę Czeski, Ś. Wacława zabójca, a teść Mieczysława książęcia Polskiego, zszedł ze świata. Po nim nastąpił syn jego Bolesław, mąż wielkiej skromności i pobożności, rodzony brat księżny Dąbrówki, który naśladując raczej stryja niż ojca, zwrócił starania swoje ku pomnożeniu czci i chwały Bożej, i stawianiu licznych kościołów. Brat jego drugi, Stracikwas, wzgardziwszy doczesnością, w Ratysbonie mieście Bawarskiem w klasztorze Ś. Emerana przyjął szatę zakonną. A siostra druga, Młada, uczona w Piśmie ś. i wielką słynąca nauką, zbudowawszy na zamku Pragskim klasztor Ś. Jerzego, została w nim zakonnicą, i pociągnęła swym przykładem inne dziewice do ślubów panieństwa i pobożności.

ROK PAŃSKI 968.

ADELAIDA, SIOSTRA MIECZYSŁAWA, ZAŚLUBIA GEJZĘ KSIĄŻĘCIA WĘGIERSKIEGO, A ZA JEJ NAMOWĄ KSIĄŻĘ TEN Z CZĘŚCIĄ NARODU SWEGO CHRZEST PRZYJMUJE.

Gejza (Yesse), książę Pannonów i Hunnów, zasłyszawszy o przezacnej dziewicy Adelaidzie, księżniczce Polskiej, siostrze rodzonej Mieczysława, z wieści która między ludźmi krążyła o wielorakich jej przymiotach, urodzie i zacności duszy, wyprawia na dwór książęcia Mieczysława uroczyste poselstwo, prosząc o rzeczoną dziewicę Adelaidę w małżeństwo, był już bowiem wdowcem po pierwszej żonie. Usłyszawszy tę prośbę Mieczysław udał się po radę do swej starszyzny, prałatów i panów, i wyrozumiewał z nimi czas długi, coby czynić wypadało. A lubo sama dziewica Adelaida wzdrygała się ślubów z książęciem pogańskim, niektórzy także z panów radnych z przyczyny różności wiary ganili takie związki; przecież za zrządzeniem samego nieba, które i ze złego umie najlepsze wyprowadzić skutki, książę Mieczysław skłonił ku nim swe chęci, i namówił do nich siostrę Adelaidę, czyniąc jej nadzieję, że przez te śluby książęcia Gejzę i naród Hunnów do wiary chrześciańskiej pociągnie i w niej utwierdzi. Za zezwoleniem więc Mieczysława książęcia Polskiego, i zgodnem zdaniem radców, ułożony został między panami Węgierskimi i Polskimi ich związek, dziewicę Adelaidę odprowadzono do Węgier i książęciu Gejzie poślubiono. Ona, niewiasta świątobliwa, świecąc wzorami wielkiej pobożności, czystego i cnotliwego życia (acz między niewiernemi i bezbożnemi przebywała ludźmi) jęła usilną namową, a więcej jeszcze pobożnemi sprawy, nakłaniać męża swego książęcia Gejzę, tudzież panów Węgierskich i szlachtę, do poznania i przyjęcia światła wiary chrześciańskiej. Chowała też przy sobie księżna Adelaida, niewiasta łaski Bożej pełna, wielu kapłanów, mężów pobożnych i czystością życia zaleconych, których z obawy, iżby wiary raz przyjętej nie pokalała jaką zmazą, z Polski z sobą była sprowadziła. Często więc z przykazami zakonu Bożego i zbawiennemi zasadami Ewangelii zaznajomiała książęcia Gejzę i jego radców, aż wreszcie przekonany gorliwym wykładem nauki, i zniewolony ustawicznemi prośbami i łzami towarzyszki swojej, porzucił sprośne bałwany, które czcił do tej chwili, i wespół z przedniejszymi pany i starszyzną przyjąwszy wiarę świętą, za staraniem Adelaidy, najrozumniejszej małżonki, został ochrzczony, i większą część narodu swego pociągnął swoim przykładem do świętego obmycia. A tak z cudownej łaski i miłosierdzia Boga Najwyższego zajaśniała prawda święta Polakom przez Czeszkę Dąbrówkę, a Hunnom przez Polkę Adelaidę, w tym samym wieku, z małą tylko czasu różnicą. Niewiasty ściągnęły błogosławieństwo i poświęcenie nie tylko na swych małżonków, ale i dwa sławne narody. Jakaż-to dziwna sprawa i nieocenione miłosierdzie Boga, którem nawiedzić raczył dwa narody, to jest Polskę i Węgry, użyczając im zbawienia wiecznego za posługą dwóch niewiast! Jedna bowiem stała się zwiastuną i główną mistrzynią tajemnic wiary świętej, zbawiennego zasiewu słowa Bożego u Polaków; druga w Węgrzech spowodowała wytępienie błędów pogańskich, i powiodła naród do poznania zasad wiary chrześciańskiej, a z nią odrodzenia się w żywocie pobożnym i świątobliwym. Pierwsza z nich wydała na świat książęcia Polskiego Bolesława, dzielną kraju podporę; druga porodziła Stefana króla Węgierskiego, który w nagrodę cnoty stał się opiekuńczym całych Węgier patronem. Niechaj zatem obu królestw mieszkańcy dziękczynią nieograniczonej łasce Najwyższego, i w okazach radości wychwalają nieskończenie Imię jego z uweseleniem duszy i ciała, błogosławiąc mu i mówiąc: “Błogosławiony jesteś Panie Boże nasz, który zlitowawszy się nad nędzą i ślepotą naszą, raczyłeś zstąpić z wysokości, i nawiedzić a objaśnić ciemnotę naszych błędów, aby nam otworzyć drogę prawdy, i nieocenionym okupem wyswobodzić nas z niewoli”.

ROK PAŃSKI 969.

GEJZIE KSIĄŻĘCIU WĘGIERSKIEMU I ŻONIE JEGO ADELAIDZIE WIDZENIA CUDOWNE WE ŚNIE ZWIASTUJĄ NARODZENIE Ś. STEFANA.

Kiedy Gejza wraz z małżonką swoją, błogosławioną Adelaidą, zajmowali się gorliwie wykorzenieniem błędów pogańskich, a rozkrzewieniem wiary i powinności świętego zakonu po wszystkich ziemiach i zakątkach królestwa Węgierskiego, dziwna w swej łasce i niepojęta dobroć Boga pocieszyła Gejzę cudownem widzeniem. Stanął bowiem przed nim we śnie młodzieniec postaci pięknej i ujmującej, i przeraził wielce śpiącego jeszcze o świcie jutrzenki, mówiąc: “Pokój tobie Gejzo, chrześcianinie Bogu miły! Obwieszczam ci, że modły twoje doszły do oblicza Wszechmocnego, i przyjęte są łaskawie do jego uszu. A nie troszcz się o to, co dla wiary chrześciańskiej zamierzyłeś uczynić; albowiem z lędźwi twoich wynidzie syn, który starannością swoją opatrzy wszystko, cokolwiek do podwyższenia wiary jest potrzebnem. Nie wątp, że za wolą Bożą, gdy się spełni czas naznaczony, przyjdzie do niego mąż pełen żarliwości w wierze, pełen ducha pobożnego i świątobliwości, oświecić każdego z osobna nauką swoją. Ten sam Gejzo, syn twój, pierwszy z książąt Węgierskich przyozdobi skronie swoje koroną, a skończywszy panowanie ziemskie, tę wątłą i skazitelną koronę zamieni na wiekuistą”. Uradowany niezmiernie takiem objawieniem książę Gejza, dowiedział się nazajutrz, że małżonka jego, księżna Adelaida, została brzemienną; po czem poznał, że wszystko co mu obwieszczonym było, spełnić się miało niezawodnie. Podobne także, ale świetniejsze widzenie, miała zacna niewiasta księżna Adelaida. Gdy bowiem bliską była rozwiązania, ukazał się jej mąż poważny, w szaty kapłańskie przybrany, który do drżącej i przerażonej widzeniem rzekł: “Ufaj córko, złóż bojaźń, a bądź dobrej myśli; albowiem wkrótce porodzisz syna, który naprzód ziemską, a potem za cnoty swoje wieczną osiągnie koronę. Nowonarodzonemu nadasz imię moje”. A gdy go księżna zdumiona i trwogą zdjęta zapytała: “Któż jesteś Panie, albo jakiem się zowiesz imieniem?” odpowiedział: “Jestem Szczepan, głowa Męczenników, który pierwszy męczeństwem kapłaństwo moje uzacniłem. Nakazuję imię moje nadać synowi mającemu się narodzić z żywota twojego”. To rzekłszy zniknął. Niemniej uszczęśliwiona wspomnionem widzeniem księżna Adelaida, opowiedziała je nie bez rzewnego łez wylania małżonkowi swemu, książęciu Gejzie, potem innym mężom pobożnym i bogobojnym, a po dziewięciu miesiącach brzemienności syna wydanego na świat nazwała Stefanem: lubo niektóre kroniki Węgierskie fałszywie podają, jakoby Gejza książę Węgierski syna Stefana, o którym mówimy, otrzymał z małżonki Sarolth, córki Guli książęcia Siedmiogrodzkiego, już wtedy brzemiennej, kiedy Stefan VII, rodem Niemiec, nastąpiwszy bezpośrednio po Leonie, siedział na stolicy Piotra od lat trzech, a zszedłszy tegoż roku, następcą miał Marcina III, Rzymianina.

MIECZYSŁAW W POLSCE PRAWĄ WIARĘ CHRYSTUSA ROZKRZEWIA.

Mieczysław książę Polski zważywszy, że Dawca najwyższy cnót wszechmocną łaską swoją wlał weń zamiłowanie i światło wiary ku wywyższeniu Imienia swego, starał się wszelkiemi sposoby i jak najusilniej o jej rozkrzewienie i upowszechnienie w Polsce, pielęgnując skutecznie przy pomocy Boskiej w młodych latoroślach wdzięczny owoc wiary chrześciańskiej, dla pożytku całego narodu Polskiego, i wytrwałości na drodze zbawienia tych, którzy uwierzyli.
Jan papież, od starosty Rzymskiego poimany i więziony przez dni kilka, poszedł wreszcie do Kampanii na wygnanie. Ale Otto cesarz, ukarawszy główniejszych winowajców Rzymian śmiercią, a niektórych wygnaniem, pomścił się srodze krzywdy i gwałtu dopełnionego na najwyższym pasterzu. Siedział Jan na stolicy lat siedm i dni dziesięć.

ROK PAŃSKI 970.

ŚWIATOSŁAW KSIĄŻĘ RUSKI BULGARÓW CZYNI DANNIKAMI SWEMI. ŚMIERĆ WILIBALINA PIERWSZEGO ARCYBISKUPA GNIEŹNIEŃSKIEGO.

Książę Ruski Światosław, nie przestając na ojczystem księstwie; rozpoczął wojnę z przyległemi sobie Bulgarami; a zdobywszy ośmdziesiąt zamków leżących nad Dunajem, zmusił ich do dannictwa i służebności. Lecz gdy zajęty był wyprawą Bulgarską, podstępuje naród Pieczyngów (Pieczeniegi), oblega i szturmuje zamek Kijowski, gdzie matka Światosława, Olha czyli Helena, z trzema synami Światosława, wnukami swemi, to jest, Jaropełkiem, Olhem (Holha) i Włodzimierzem przebywała. Niechybnem zdawało się wtedy poddanie zamku Kijowskiego, bowiem głód Oldze i zamkniętym wraz z nią oblężeńcom dojmował, gdyby nie kilku Rusinów, którzy używszy podejścia na nieprzyjacioł Pieczyngów, zastraszyli ich udaną wieścią., jakoby książę Światosław z wojskiem zwycięzkiem od granic Bulgaryi nadciągał. Tą wiadomością przerażeni Pieczyngowie, zaniechawszy oblężenia, ustąpili z wielkim popłochem. Temi czasy Olha, matka Światosława, zeszła ze świata.
Jan papież, ufny w pomoc cesarza Ottona, wydobywszy się z niewoli, wchodzi zwycięzko do Rzymu, i karze surowo naczelników przeciwnego sobie stronnictwa. A wywdzięczając się za otrzymane dobrodziejstwo Ottonowi, syna cesarza Ottona mianuje Augustem.
Wilibald, pierwszy arcybiskup Gnieźnieński, przesiedziawszy lat cztery na stolicy, umiera; pochowano go w kościele Gnieźnieńskim. Mąż rodem i chwalebnemi sprawy znakomity. Nastąpił po nim tegoż roku Hatto, rodem Włoch.

ROK PAŃSKI 971.

ZJAWISKO NA NIEBIE. PAŃSTWO RUSKIE TRZEJ BRACIA DZIELĄ MIĘDZY SIEBIE NA CZĘŚCI. HATTO ARCYBISKUP GNIEŹNIEŃSKI UMIERA.

Owego czasu, znak ognisty płomiennego światła ukazujący się na niebie zdziwił i zatrwożył wiele umysłów, bowiem rzecz ta u Polaków nowa i niesłychana poczytaną była za złowieszczbę.Światosław książę Ruski, obawiając się, aby po jego śmierci nie powstał między synami spór o dziedzictwo, podzielił ich księstwem Ruskiem w ten sposób, iż Jaropełka najstarszego uczynił książęciem Kijowskim, Olha zaś drugiego syna nad Drewlanami przołożył, trzeciemu Włodzimierzowi odkazał księstwo Nowogrodzkie, obowięzując każdego i najuroczyściej zaklinając, aby przestał na swym udziale i wstrzymał się od zamachu na cudze.
Hatto arcybiskup Gnieźnieński, po dwóch niespełna latach zarządzania kościołem, chorobą znękany umiera; pochowano go w kościele Gnieźnieńskim. Tegoż niemal roku wstąpił po nim na stolicę Robert I, rodem Włoch.

ROK PAŃSKI 972.

PO MARCINIE TRZECIM PAPIEŻU NASTĄPIŁ AGAPIT DRUGI. WÓDZ PIECZYNGÓW, POKONAWSZY I ZABIWSZY RUSKIEGO KSIĄŻĘCIA ŚWIATOSŁAWA, Z CZASZKI JEGO KAZAŁ SOBIE ZROBIĆ PUHAR.

Po zejściu Marcina III papieża, który siedział na stolicy lat trzy, miesięcy sześć i dni dziesięć, nastąpił Agapit II, rodem Rzymianin. Za jego czasów Otto I, książę Saski, który w Niemczech tylko panował, (Berengar bowiem rządził Włochami) z przyczyny podniesionego przeciw sobie rokoszu książąt Niemieckich, a zwłaszcza falegrabi i książęcia Lotaryngii, tudzież rodzonego brata swego Tagmara, który się do tamtych przyłączył, wojnę z niemi prowadził po nieprzyjacielsku, a pokonawszy nareszcie wszystkich, srogo się nad zwyciężonemi pomścił. Brat jego Tagmar, po zdobyciu zamku Heresburga, gdzie się był zamknął w kościele szukając schronienia, zakłóty zginął.Światosławowi książęciu Ruskiemu, powracającemu z ziemi Greckiej, do której był wtargnął z orężem, i obciążonemu grecką zdobyczą, Pieczyngowie, nieprzyjaciele jego, ostrzeżeni zdradziecko przez niektórych Rusinów i Kijowian, zachodzą drogę, gdzie były zebrane wszystkie siły Światosława, i wojsko jego, już-to łupami obciążone, już w niedogodnem miejscu przymuszone do walki, z łatwością porażają. Sam Światosław, usiłujący bój odnowić i wstrzymać haniebną swoich ucieczkę, dostaje się żywcem w ręce nieprzyjacioł. Wódz Pieczyngów, Bura zwany, uciąwszy mu głowę, z czaszki książęcia w złoto oprawnej dał zrobić puhar, z którego zwykle pijając na znak zwycięztwa nad nieprzyjacielem, tryumf swój codziennie odnawiał.

ROK PAŃSKI 978.

OTTO PIERWSZY KRÓL RZYMSKI, NAWRÓCIWSZY SASÓW BAŁWOCHWALCÓW DO WIARY CHRZEŚCIAŃSKIEJ, UMIERA. PO NIM SYN JEGO OTTO DRUGI WSTĘPUJE NA STOLICĘ PAŃSTWA.

Otto I, król Rzymski i książę Saski, wielką liczbę Sasów przywykłych do bałwochwalstwa, już-to zbawienną namową, już potęgi swojej postrachem, już wreszcie kazaniami biskupów, skłonił do przyjęcia wiary chrześciańskiej. Żeby zaś wiara nowo zaprowadzona trwalszą miała podstawę, w mieście Partenopolu, które krajowcy Magdeburgiem zowią, założył kościół katedralny, arcybiskupi, i poddał mu inne biskupstwa. Tegoż roku zszedłszy ze świata, następcą miał syna drugiego Ottona, który także naśladując ojca w pobożności, zachował wierność i uległość kościołowi Rzymskiemu. Pochowano go w tymże, założonym przez niego i wspaniale uposażonym, Magdeburskim kościele Ś. Maurycego, który jest, kościołem prymacyalnym Niemieckim.

ROK PAŃSKI 974.

BOLESŁAW KSIĄŻĘ CZESKI, NA PROŚBĘ SIOSTRY SWOJEJ DĄBRÓWKI, ZAKŁADA I UPOSAŻA KOŚCIÓŁ KATEDRALNY W PRADZE.

Dąbrówka, małżonka książęcia Polskiego Mieczysława, zacna i błogosławiona niewiasta, nie przestając na licznych dziełach swojej pobożności, które przy zaprowadzeniu nowej wiary z najgorliwszem staraniem spełniła lub wypełnić zamierzała, zwróciła jeszcze uwagę na ojczyznę swoję Czechy. Wiedziała bowiem, że chociaż od lat wielu szczyciły się przyjęciem wiary chrześciańskiej, zbywało im jednak na stolicy biskupiej. I trapiła się w duszy, że gdy Polska, aczkolwiek później nawrócona, już od samego początku dziewięcią słynęła katedrami; Czechy, pomimo pierwszeństwa w przyjęciu światła wiary, żadnej dotąd nie miały stolicy duchownej, lecz zostawały pod rządem obcych biskupów, to jest Mogunckiego i Ratysbońskiego, do których dyecezyi były przydzielone. Słała zatem ustawiczne posły i listy do brata Bolesława, książęcia Czeskiego, który po ojcu Bolesławie, zabójcy Ś. Wacława, zmarłym roku Pańskiego 967, jako syn pierworodny, objął był nad Czechami panowanie, a był mężem wielkiej cnoty i pobożności, prosząc go i błagając, niemniej jak siostrę swoję rodzoną Mładę, poświęconą służbie Bożej i żyjącą w ślubach czystości dziewiczej, aby nie znosił tak długiej, i swojej zarówno jak narodu Czeskiego zniewagi, ale jak najrychlej postarał się ją lepszem urządzeniem zetrzeć i zagładzić. Skłoniony więc ustawiczną namową i prośbami siostry swojej Dąbrówki, zakłada na zamku Praskim stolicę biskupią w kościele Ś. Wita, zmurowanym przez stryja swego, Ś. Wacława, i opatruje dochodami dóbr doczesnych. Na nię, staraniem tejże księżny Polskiej, wyniesiony został pierwszy biskup Dytmar (Dethmarus), mąż pobożny i zakonne prowadzący życie, rodem Sas, świadomy nieco języka Słowiańskiego. Siedział pod te czasy na stolicy Piotra Agapit II, papież. Użyczył zaś Bóg swojej łaski, za przyczyną i zasługami Ś. Wacława, synom i córkom Bolesława książęcia, rodzonego brata i srogiego zabójcy tegoż Ś. Wacława: albowiem starszy z synów książęcia, Bolesław, dla cnót swoich i spraw chwalebnych uzyskał imię Pobożnego; drugi Stracikwas, na którego urodziny zaproszony Wacław Ś. od brata Bolesława był zabity, wstąpiwszy do klasztoru Ś. Emerana w mieście Ratysbonie, zakonne prowadził życie. Córka też jego starsza, księżna Polska Dąbrówka, żona Mieszka, przyczyniła się wielce do pomnożenia wiary chrześciańskiej, i jaśniała wszelakich cnót ozdobą, spełniając wiele pobożnych uczynków. Niemniej druga siostra Młada, przyjąwszy zakon Ś. Benedykta w klasztorze Ś. Jerzego na zamku Praskim, gdzie potem została ksienią zgromadzenia, ślubowała życie modlitwie i dobroczynności.
Z porównania zaś dokładnego wyrozumiesz, iż Gnieźnieński, Krakowski, Wrocławski i inne Polskie kościoły założeniem swojem wyprzedziły Praski o lat ośm, a niezachwiane nigdy żadną przygodą, ani skażone odstępstwem, wytrwały za łaską Bożą w wierności i zakwitły znakomitą posługą w pielęgnowaniu wiary chrześciańskiej.
Zima tego roku ciężka, nadzwyczaj obfitym śniegiem brzemienna, pościnawszy morza wszystkie, stawy, jeziora i błota, trwała od pierwszego Listopada aż do wiosiennego porównania dnia z nocą, na podziw i cudowisko wielkie wszystkim, jako w owym wieku bezprzykładna.

ROK PAŃSKI 975.

PO AGAPICIE DRUGIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ PAPIESKĄ JAN XII, KTÓREGO Z PRZYCZYNY ROZWIĄZŁYCH OBYCZAJÓW STRĄCA Z NIEJ OTTO CESARZ.

Papież Agapit II, który władał na stolicy lat trzy, miesięcy sześć i dni dziewięć, zakończywszy życie, pochowany został w kościele Ś. Piotra. Stolica papieska osierocona była przez dni dwanaście. Nastąpił po nim Oktawian, przezwany Janem XII, urodzony w Rzymie z ojca Alberyka, który-to Alberyk, inaczej Albert, syn władającego Włochami Berengara, możny swoją przewagą w stolicy, zwoławszy znakomitszych Rzymian, zobowiązał ich i zniewolił przysięgą, aby po zmarłym Agapicie wynieśli syna jego Oktawiana. Co też przyszło do skutku, i Oktawian, przezwany Janem XII, wstąpił na stolicę Rybaka. Ale Otto tymczasem wkracza z silnem wojskiem do Włoch, karci wdzierstwo bezczelne Jana XII, nierządnika, utopionego w chuci cielesnych sprośnocie; pojmuje Berengara w niewolą i uprowadzonego do Niemiec w więzieniu osadza, a syna jego Alberta zmusza do spiesznej na Korsykę ucieczki.

ROK PAŃSKI 976.

JAROPEŁK KSIĄŻĘ KIJOWSKI BRATA SWEGO RODZONEGO OLHA, A POTEM WŁODZIMIERZ BRATA JAROPEŁKA, UWIEDZIONY ŻĄDZĄ PANOWANIA, ZABIJA, I ŻONĘ ZABITEGO POJMUJE W MAŁŻEŃSTWO.

Nie mogła między synami Światosława księcia Ruskiego utrzymać się długo zgoda i podział krajów przez ojca ułożony. Wkrótce po jego zgładzeniu wszczęli spór o pierwszeństwo i zwierzchnią władzę książęcą, jakby otrzymane w spadku dzielnice i obszerne kraje Ruskie były dla nich za ciasne. Zamierzył je sobie przywłaszczyć Jaropełk, najstarszy z synów Światosława. Tym celem udaje się do zamku Warąża (Warosz), w którym brat jego rodzony Oleh przebywał, zabija go, i księstwo Drewlanow, mytem krwi bratniej okupione, pod swoję władzę zagarnia. Włodzimierz, młodszy, w obawie, aby srogość gwałtownika Jaropełka jego podobnież nie spotkała, mszcząc się na pozór śmierci brata, podbiega zamek Kijowski i w nim Jaropełka obsacza, a przybywającego doń po przyjacielsku, z namowy doradcy swego, wojewody (palatini) nazwiskiem Bluda zabija, a tak wszystkie trzy księstwa w posiadanie zajmuje. Nie poprzestał wszakże na dziedzictwach krwią braci sromotnie zmazanych: wziął bowiem w małżenstwo żonę Jaropełka, rodem Greczynkę, po pierwszym mężu brzemienną, która mu powiła syna imieniem Światopełka, mającego w ten sposób dwóch ojców, Jaropełka i Włodzimierza.
Dnia dwudziestego ósmego Października widziano w krajach Polskich ogniste zastępy na niebie, przez całą noc trwające. Zjawisko to, jako niezwykłe, zdało się Polakom tak straszliwem, że z obawy, ażeby narodowi i ziemi Polskiej nie wywróżyło jakiej klęski, postanowiono błagać Boga wielkiemi ofiarami.

ROK PAŃSKI 977.

DĄBRÓWKA KSIĘŻNA POLSKA UMIERA.

Tegoż czasu Dąbrówka, księżna Polska, małżonka Mieczysława książęcia Polskiego, niewiasta pobożna i bojaźni Bożej pełna, rozstała się ze światem. W wieku podeszłym nie zwykła była kwefić głowy, ale na wzór dziewic przystrajała się w czółko i wieniec. Zwłoki jej przeniesiono do kościoła Gnieźnieńskiego i w nim pochowano, a książę Mieczysław, panowie i przedniejsi z Polaków oddali cześć zmarłej wspaniałym obrzędem i nakładem. Płakali jej zaś nie tylko Mieczysław małżonek, książę Polski, i Bolesław syn Mieczysława, ale i wszyscy duchowni, łzami rzewnemi i z żalem wielkim, jakby najlepszą matkę utracili.

ROK PAŃSKI 978.

RUSINI BAŁWOCHWALCY STAWIĄ POSĄG KU CZCI BOŻYSZCZA PIORUNA.

Ustaliwszy się na stolicy swego księstwa Włodzimierz książę Ruski, zwrócił myśl ku dziełom pobożnym. Stawiał na górach najbliższych zamku Kijowskiego świątynię, posągi i bożyszcza, zakładał bożnice i bałwochwalnie. Między wszystkiemi zaś swojej pogańskiej wiary bożyszczami w szczególniejszej miał czci bóstwo Pioruna, jemu też najliczniejsze pobudował świątynie i najwspanialszym uczcił je posągiem. A nie tylko sam książę, ale i wszystek naród Rusinów, podzielając tej sprosnej wiary obrządki, składał bóstwu Piorunowi przedniejsze ofiary i całopalenia. Kazał więc książę Włodzimierz urobić najcelniejszemu z swoich bogów tułów i całkowitą postać z drzewa, głowę z srebra, a uszy ze złota; innym bożyszczom poświęcał gaje i bałwany. A prowadząc do nich synów swoich i córki, czynił tym bożkom ofiary, i nie tylko siebie ale i Ruś całą obrzydłem kalał bałwochwalstwem. Pojął zaś był Włodzimierz żon kilka, z których jedna porodziła mu czterech synów: Izasława, Mścisława, Jarosława, Wszewołoda, i dwie córki. Z Greczynki miał syna Światopełka, z Czeszki Wyszesława. Z czwartej Światosława i Mścisława, z Bulgarki Borysa i Hleba. Utrzymywał nadto kilka nałożnic, a sromocił inne dziewice i cudze małżonki mniej skromne i wstydliwe. Temi czasy Otto otrzymał w Rzymie od Benedykta VII koronę cesarską.

ROK PAŃSKI 979.

ZWYCZAJ DOBYWANIA SZABEL Z POCHEW PRZY ŚPIEWANIU W CZASIE MSZY Ś. EWANGELII.

Mieczysław książę Polski, wyszukując potem z większą troskliwością tych, którzy jeszcze chrztem świętym nie byli oczyszczeni, przedsiębiorze osobistą pielgrzymkę do wielu wsi, miast i osad, i równie dorosłych jak i niemowlęta, płeć męzką jak i niewieścią, poświęca wodą odrodzenia, a ochrzczonych i odrodzonych ustala w wierze, i pociesza już to pieniężnemi podarki, już przyodziewkiem, przywięzując lud do nowej wiary, a zarazem do siebie. Ta prac jego pobożnych zasługa w rozkrzewianiu prawego zakonu, i wtedy i po inne czasy podjęta z wielką gorliwością i świątobliwością, zjednała mu nie tylko wiekuistą nagrodę, jak pobożnie wierzyli można, ale nadto sprawiła, że panowaniu jego zasłynęło głośno u spółczesnych i zyskało sprawiedliwą chwałę w potomności. Nie zaniedbywał Mieczysław i innych dzieł pobożnych w czynnej i ustawicznej krzątając się posłudze około spraw wiary i ołtarza, aby we wszystkiem stał się godnym naśladowcą królów i książąt chrześciańskich, i wyrównał ich cnotom, a w pobożności nie był pośledniejszym od tych, którym sprostał wziętością u ludzi i rozległością swoich księstw i swego władztwa. Za jego-to poradą i namowy nastał w tym roku miedzy panami, rycerstwem i szlachtą, chwalebny i święty obyczaj, do naszych prawie czasów zachowywany, że panowie rzeczeni i rycerstwo, w dni niedzielne schodzący się do kościołów na nabożeństwo, po wojskowemu szablami przypasali, kiedy kapłan śpiewał słowa Boże przypadającej Ewangelii Ś. Mateusza, Jana, Łukasza, albo Marka, Ewangelistów, wszyscy jakby do boju szable z pochew aż do połowy dobywali; a gdy żacy do mszy służący odpowiedzieli Chwała tobie Panie! znowu je do pochew wkładali. Tym obrządkiem, tak często, bo co niedziela powtarzanym, okazywali, że w obronie Ś. Ewangelii, której prawdę poznali i przyjęli, gotowi byli walczyć ochotnie i śmiało, a w potrzebie nawet smierć ponieść. Pożal się Boże! iż ten zwyczaj chwalebny, który tuk wielkiej a rzadkiej gorliwości i przywiązaniu do wiary był oznaką, nie wiem dla jakiej nieszczęsnej odmiany, u Polaków poszedł w zaniedbanie.

ROK PAŃSKI 980.

MIECZYSŁAW ZNOSI DO SZCZĘTU BAŁWOCHWALSTWO W POLSCE.

Dostrzegłszy Mieczysław książę Polski, że wielu z poddanych jego, tak szlachty jak i wieśniaków, zachowując jeszcze bezbożne zwyczaje i obrządki pogaństwa, czcili dawnych bożków, składali im po domach ofiary i palili po staremu kadzidła, a tak zaślepieni obłędem błahych i niedorzecznych przesądów, odwykali laski i darów zbawiennych chrztu świętego; śle do wszystkich ziem i miast, które za, główne uważano, starostów i woźnych z wyraźnym rozkazem, ażeby wszyscy, bez żadnego wyjątku i wymówki, zbierali się do najbliższych kościołów katedralnych, przez niego pozakładanych, i z chrztem ś. przyjmowali chrześciańskie imię i poświęcenie: a to pod zagrożeniem kar wielkich i utraty majątków, gdyby zaniedbali wykonania tego rozkazu, i przed upływem wyznaczonego dnia i czasu w kościołach katedralnych chrztem świętym nie zostali obmyci. Dla uniknienia więc nałożonej bądź grożącej nadal kary, Polacy pokwapili się w zawody do przyjęcia oczyszczającej łaski, a z właściwych sobie kościołów katedralnych wynieśli znamiona chrześciańskich wyznawców. Biskupi zaś i inni kapłani, wyuczywszy ich pierwszych zasad, obrzędów i obowiązków wiary świętej, nakazali im święcić i obchodzić dni Niedzielne, święta Zbawiciela, Rodzicy jego Maryi i Apostołów, a w Środy, Piątki i Soboty wstrzymywać się od mięsnych pokarmów. W taki przeto sposób, za gorliwą usilnością Mieczysława książęcia, upadło do reszty bałwochwalstwo, wyobrażenia bożyszcz pogańskich, i wszystkie, jakie gdziekolwiek w Polsce znajdowały się posągi, albo raczej dziwotwory, dla wiecznego zagładzenia ich w pamięci popalono i potopiono w jeziorach; wytępiano równie obrzędy bałwochwalcze, wszelakiego rodzaju wyrocznice, wróżby, wieszczby, pogańskiej ślepoty gusła i zabobony.

ROK PAŃSKI 981.

NĘDZNA ŚMIERĆ DYTMARA BISKUPA PRASKIEGO, PO KTÓRYM WSTĘPUJE NA STOLICĘ Ś. WOJCIECH.

Po śmierci Dytmara, pierwszego biskupa Praskiego, wyniesiony został na stolicę jednomyślną duchowieństwa i ludu uchwałą Wojciech (Adalbertus) rodem i językiem Czech, pochodzący z rodziców szlacheckiego stanu (ojca Sławnika, matki Strzężysławy). Wybór jogo nawet czarci w ciałach opętanych uznali za godny i święty. Na chrzcie ś. otrzymał imię Czeskie Wojciech, które znaczyło wojsk pocieszyciel; ale biskup Magdeburski Adalbert, przy którym on młodzieńcze lata pędził, przeto iż trudne mu zdało się do wymówienia to imię pierwotne, przezwał go Adalbortem. Wspomniany zaś Dytniar biskup Praski, bliskim będąc śmierci, opowiedział szerokiemi słowy wszystkim obecnym, między którymi znajdował się jeden biskup Adalbert, przyczynę i wywód cały swego wiecznego potępienia. “Biada mi, mówił, że nic korzystając z czasu, żyłem rozwiązłej, niźlibym pragnął teraz, kiedy umieram. Zdradziłaś mnie zwodnicza doczesności, obiecując mi wiek długi, gdy oto niespodzianie ginę, zabity na duszy i na ciele. A chociaż grzech, za który biorę potępienie, mógłby za zasługą Męki Chrystusowej stać się godnym przebaczenia, zbrodnie przecież Czeskiego ludu, samowolnie gubiącego się w roskoszach i cielesnym nierządzie, i nie umiejącego nie czynić więcej, jedno co palec szatana sprosnem czernidłem na sercu jego wypisał, popychają mnie sprawiedliwym sądem Boskim do zatraty, iże lękałem się szczekali jak pies na te zgrozy. Idę więc prostą, drogą do piekła, gdzie będę gorzał ogniem wiekuistym. ” Tak mówiąc, w przeczuciu męki piekielnej za swoję opieszałość, ducha nędznie wyzionął. Adalbort przerażony jego trwogą, rzuca Światowych uciech pieszczotę, wytworne pokarmy i stroje, okrywa w nocy ciało włosiennicą, a głowę posypuje popiołem; i z służalca roskoszy przemieniony w innego człowieka, rozdaje wszystko co miał między ubogich, sieroty i wdowy, na jałmużny.

ROK PAŃSKI 982.

PO ZŁOŻENIU JANA DWUNASTEGO PAPIEŻA Z PRZYCZYNY JEGO NADUŻYĆ, WSTĘPUJE NA STOLICĘ LEON ÓSMY. SMIERĆ ANGELOTA BISKUPA PŁOCKIEGO.

Po zejściu Agapita II, papieża, który władał na stolicy lat trzy, miesięcy sześć i dni dziesięć, Jan, rodem Rzymianin, syn Alboryka, męża znakomitego i pod ów czas przeważnego w Rzymie, narzucony rozkazem ojca, jak się wyżej powiedziało, obrany został papieżem. Powiadają o nim, że to był miłośnik łowów i rozpustnik, tak wielkiej w obec Boga hardości, że się nie sromał chować w domu swoim nałożnic. Dwóch kardynałów, którzy o przestępstwach jego piśmiennie donieśli Ottonowi, królowi Rzymskiemu, błagając go o pomoc dla uciśnionego Kościoła, ukarał surowo i okropnie, kazawszy jednemu z nich Janowi uciąć nos, a drugiemu rękę: co tak dalece obruszyło króla Ottona, że wkroczywszy do Włoch z silnem wojskiem Niemieckiem, zmusił Jana do ustąpienia z stolicy, na której władał lat ośm, miesięcy dziesięć i dni dziesięć. W jego miejsce obrany Leon VIII, człowiek świeckiego stanu, na powszechne ludu żądanie, dla cnót męża niepospolitych. On też koronował Ottona.
Tego także czasu Otto cesarz, zwyciężywszy Berengara, który z synem Albertom Włochy swą przemocą uciskał, uwalnia Adalmundę wdowę po cesarzu Lotaryuszu, którą Berengar trzymał w niewoli, bierze ją za małżonkę, i w Pawii, w dzień Narodzenia Pańskiego obchodzi gody weselne. Nadto, ułaskawiwszy Berengara, oddaje mu w zarząd całe Włochy, krom Marchii Trewizańskiej, Werony i Akwilei.
Angelot biskup Płocki, rodem Rzymianin, po piętnastoletnim zarzadzie swego biskupstwa, koleją ludzkich przeznaczeń życie zakończa. Zwłoki jego pochowano w kościełe Płockim. W rok po nim następuje Marcyalis, wyświęcony od Jana XI, rodem także Rzymianin.

ROK PAŃSKI 983.

OTTO PIERWSZY CESARZ, BENEDYKTA PIĄTEGO, WBREW LEONOWI ÓSMEMU OD RZYMIAN OBRANEGO PAPIEŻEM, WRAZ Z NIEKTÓRYMI RZYMIANY WSKAZUJE NA WYGNANIE, A LEONA NA STOLICĘ PRZYWRACA: POCZEM UMIERA. ŚMIERĆ GOTFRYDA PIERWSZEGO BISKUPA WROCŁAWSKIEGO.

Obrażeni Rzymianie, a zwłaszcza ci, których z Janem XII pokrewne łączyły związki, złożeniem z stolicy najwyższej swego plemieńca Jana, a wyniesieniem w jego miejsce Leona VIII, nie śmiejąc już pierwszemu przywracać rajdów dla jawnych jego zbrodni i gorszących życia, obyczajów, w obec żyjącego Leona obierają papieżom Benedykta V. Gdy ten zaledwo przosiedział na stolicy dwa miesiące i dni pięć, przybywa Otto cesarz z Niemiec, oblega Rzym, i nie wprzódy z wojskiem odstępuje, aż gdy mu Benedykt został do rąk wydany, poczem z rozkazu cesarza odesłano go do Saxonii na wygnanie, kędy życie zakończył, pochowany w Altenburgu (Adiburg). Otto zaś cesarz wszedłszy zbrojno do Rzymu, znowu Leona na stolicy osadził, co było popsowano naprawił, wielu z Rzymian podżegaczów rozruchu z kraju wypędził, nakoniec syna swego Ottona II, który z nim na ów czas pospołu Rzym nawiedził, przez papieża Leona na króla Rzymskiego namaścić kazał. A uspokoiwszy w ten sposób kościół, i powróciwszy do Saxonii, mąż pamiętny dokonaniem dzieł wielu godnych cesarza Rzymskiego, zakończył życie w mieście Magdeburgu dnia dwudziestego trzeciego Kwietnia, roku panowania swego trzydziestego siódmego, od wyniesienia na godność cesarską dziesiątego. Ciało jego w Magdeburgu w kościele ogromnej wielkości, który był sam za życia na cześć Ś. Maurycego z wielką wspaniałością wystawił, uroczyście jak nań przystało i z cesarskim przepychem pochowano. Umarł zaś w późnej starości, zostawiwszy syna jedynaka, tegoż imienia.
Gotfryd, pierwszy biskup Wrocławski, a jak dawniej zwano Smogorzowski, rodem Rzymianin, przeżywszy w Polsce lat trzydzieści sześć, a na biskupstwie lat siedmnaście, umarł i w kościele Smogorzowskim pochowany został. W jogo miejsce, na prośbę Bolesława Chrobrego (Chabri), książęcia i monarchy Polskiego, naznaczony przez Jana. XII papieża Urban I, rodu szlachetnego, Rzymianin.

ROK PAŃSKI 984.

BOLESŁAW, SYN MIECZYSŁAWA, POJMUJE ZA ŻONĘ JUDYTĘ, CÓRKĘ GEJZY KSIĄŻĘCIA WĘGIERSKIEGO.

Bolesław, syn Mieczysława książęcia Polskiego, gdy obchodzone po śmierci matki minęły dni żałoby, którą, on aż do szóstego roku zachowywał, stosując się do woli ojca Mieczysława, żądajacego, aby wstąpił w śluby małżeńskie, celem odnowienia dawnych z Węgrami sojuszów, pojmuje Judytę, córkę Gejzy, książęcia Węgierskiego, z pierwszego łoża, dziewicę słynną, wdziękami i urodą, a wnoszącą nadto znakomity posag w złocie i srebrze. Gody weselne odprawił w Gnieznie, w obecności licznych prałatów i panów, którzy przybyli z Polski i Węgier na ten obchód uroczysty, wspaniałemi igrzyskami uświetniony.

OTTONOWI DRUGIEMU, KORONOWANEMU NA KRÓLA RZYMSKIEGO, RODZI SIĘ Z PRAWEJ MAŁŻONKI SYN OTTO. SMIERĆ OTTONA DRUGIEGO, PO KTÓRYM SYN JEGO OBEJMUJE RZĄDY PAŃSTWA.

Otto II, ośmdziesiąty wtóry po Auguście, ze śmiercią ojca objął rządy państwa; a lubo już poprzednio, w jego obecności, mianowany był i przez Leona VIII. papieża koronowany królem Rzymskim, po zejściu jednak ojca od równoczesnych na nowo obrany i na stolicy państwa osadzony został. Jeszcze za życia poślubił mu był ojciec córkę cesarza Grockiego, imieniem Teofanią, i gody weselne w Pawii wyprawił. Z niej Otto II miał syna tegoż imienia Ottona, który wielką zajaśniał sławą i stał się. niejako wyobrazicielem swego cesarskiego domu, tudzież córkę Magtydę. Dzielny władca Rzymskiego państwa, wyzuł Lotaryusza króla Gallii z posiadanych przezeń krajów. Przedsiębrał potem kilka szczęśliwych wypraw przeciw niewiernym, aż nakoniec w Kalabryi straciwszy całe niemal wojsko, sam ledwo za przyczyną Ś. Piotra, którego w modlitwie wzywał, ocalony, wrócił do Rzymu, gdzie dziewiątego roku panowania swego umarł; pochowany w kościele Ś. Piotra. Po nim nastąpił syn jego Otto III, któremu Grzegorz V, jego krewny, przywdział koronę.

ROK PAŃSKI 985.

WŁODZIMIERZ KSIĄŻE, RUSKI WYDAJE WOJNĘ POLAKOM I NIEKTÓRE ZDOBYWA ZAMKI. USTAWA LEONA ÓSMEGO PAPIEŻA I JEGO ŚMIERĆ.

Pogańskich zabobonów błahe porzuciwszy sprawy, Włodzimierz książę Ruski zwrócił się do dzieł wojennych, i naprzód z książęciem Polskim Mieczysławem rozpoczął boje, które toczył z szczęściem odmiennem; raz Polacy, drugi raz Ruś zwyciężała. Pobrał książe. Włodzimierz zamki Polskie, jako to Przemyśl, Czerwień (Czyrwyen) i inne, zdobyte sobie przywłaszczył, a poosadzawszy je silnemi załogami, oddał w straż i posiadanie Rusinom. Wyprawił się potem przeciw Badymiczanom (Radimycze), którzy Polskiem są takżr plemieniem, pokonał ich, i nałożył na nich daninę.
Leon VIII, za wsparciom cesarza Ottona I. objąwszy na nowo rządy kościoła, ustanowił prawo, aby nikogo bez pozwolenia cesarza nie obierano papieżom. Umarł zaś w rok jeden i miesięcy cztery od wstąpienia na stolicę papieską. Po nim nastąpił Jan XIII rodem z Narni.

ROK PAŃSKI 986.

PROHOR, PIERWSZY ARCYBISKUP KRAKOWSKI, UMIERA.

Prohor (Prohorius), czyli, jak go inni zowią, Prohort, pierwszy Krakowskiego kościoła arcybiskup, wiary i nauki chrześciańskiej w nowej winnicy rozkrzewiciel, wiekiem długim strawiony umiera. Pochowany w tymże kościele, któremu przewodniczył lat trzydzieści i jeden. Następcą jego był Prokulf.

ROK PAŃSKI 987.

GŁÓD WIELKI W CAŁYM NIEMAL ŚWIECIE. WŁODZIMIERZ KSIĄŻĘ RUSKI, ROZPATRZYWSZY SIĘ W OBRZĄDKACH ŁACIŃSKIM, GRECKIM I MAHOMETAŃSKIM, PRZYJMUJE WYZNANIE GRECKIE, KTÓRE MA ZDAŁO SIĘ LEPSZEM.

Jako pomsta sprawiedliwa za grzechy ludzkie, zdarzył się głód ciężki i powszechny, gdy urodzaje w całym prawie świecie chybiły. Klęska ta we wszystkich krajach wiele sprzątająca ludzi, dotknęła razom i Polskę, gdzie wyludniła wiele miast, wsi i osad.
Tego czasu Włodzimierz książę Ruski, namawiany naprzód od Mahometanów, aby wiarę fałszywą Mahometa, potem od Łacinników, a następnie od Żydów, aby zakon Hebrajski przyjął, naostatek od Greków nakłaniany do wiary chrześciańskiej, przyjąwszy łaskawie posłów z temi namowami przybyłych i obdarzywszy nawet upominkami, odprawił ich wprawdzie bez skutku, ze swemi jednak Rusinami naradzać się począł, do jakiejby miał przystać wiary. Uchwalono zatem, aby do wszystkich narodów, pielęgnujących to różne wyznania, wyprawić posłów, celem wyrozumienia i zbadania każdej z osobna wiary. Jakoż wysłani umnicy do Bułgarów, łacinników i Greków, zajęli się, jak im wskazano, rozpoznaniem tych wszystkich w szczególności wyznań; a gdy się okazało, że zakon Mahometa zawierał w sobie wielo ustanowień plugawych i sromotnych, do razu odrzucili go jako pogański i nikczemny. Łacinników zaś obrzędy wydały im się nie dość pobożne, świątynie nie dosyć strojne. A gdy do Konstantynopola przybyli, ówcześni cesarzn Greccy, Bazyli i Konstantyn, dowiedziawszy się, ze celem ich poselstwu było zbadanie tamecznej wiary, zwołali kapłanów świeckich i zakonnych, wyprawili wielka, uroczystość, i patryarsze kazali odprawić nabożeństwo w najokazalszych strojach. Wprowadziwszy potem Ruskich posłów do kościoła, umieścili ich na miejscu wyniosłam, zkąd wszystkie obrządki należycie widzieć mogli, a naostatek zasadzili ich poczesnie do biesiady, i hojnie ugoszczonych odprawili z świetnemi upominkami. Ci gdy wrócili do książęcia swego Włodzimierza, opowiadają mu wszystkie, jakim się przypatrzyli, obrzędy, przekładając, że Mahometa wyznanie obrzydłe zasługuje przedewszystkiem na wzgardę i odrzucenie, Greckie zaś wychwalając, i przenosząc nad Łacińskie, “gdyż w Greckich kościołach liczniejsze i okazalsze dają się widzieć ozdoby niż w Łacińskich”. Oświadczają nadto:, że słuchając mszy Greckiej taką uczuwali słodycz, iż prawie odchodzili od siebie, i zdawało im się, że raczej przytomni byli jakiej niebieskiej niżeli ziemskiej uroczystości”. Wszystkich zatem panów zdania chyliły się na stronę Greckiego obrządku, i namawiali do jego przyjęcia Włodzimierza, mówiąc: “Gdyby wiara Grecka nie była dobra, nie byłaby jej przyjęła Olha, babka twoja, najrozumniejsza z niewiast”. Skłonił się wiec Włodzimierz do zdania panów, i obiecał przyjąć chrzest według Greckiego obrządku.

ROK PAŃSKI 988.

POWODZIE NADZWYCZAJNE I SUSZA.

Zdarzyły się tego czasu liczne i długo trwające wód wylewy, po których nastąpiło lato skwarno i dla wielu płodów przyrodzonych szkodliwe; skąd urodzaje nie wszędy jednakie, w znacznej części chybiły. Nadto susza z wiosny zbyteczna, przeszkodziła zasiewom jarzyn, a na domiar złego spadł śnieg obfity, po którym ciągle znowu nastały deszcze, nie dopuszczające siewów ozimych; co wszystko głód sprawiło.

ROK PAŃSKI 989.

Ś. WOJCIECH I PRZYCZYNY PRZEWROTNOŚCI CZECHÓW OPUŚCIWSZY BISKUPSTWO PRASKIE UDAJE SIĘ DO RZYMU I W KLASZTORZE ZAMYKA.

Wojciech biskup Praski, zważając, że lud Czeski, którego jedynym był biskupem, rozpasał się był na wszelakie występki, a między niemi te najohydniejsze, że przeciw zakonowi chrześciańskiemu wykraczali wielożeństwem, nie odwykając od obrządków pogańskich i bluźnierczych; że własnych poddanych syny i córki, poświecone znamieniem Chrystusowym, sprzedawali Żydom w niewolą uczęszczali przytem w dni niedzielne na targi, zmarłych chowali w miejscach bałwochwalczych, a gardzili upornie wszelkiem upomnieniom, jakiego ku nim dotąd używał: po zasiągnieniu rady mężów roztropnych i bogobojnych, postanowił opuścić stolicę biskupią i przywdziać szaty zakonne. Co iżby snadniej mógł uskutecznić, namawia i błaga usilnie Stracikwasa, mnicha zakonu, Ś. Benedykta, rodzonego brata książęcia Czeskiego Bolesława, żeby przyjął biskupstwo Praskie, przekładając mu, że przy pomocy brata, Czeskiego książęcia, łatwiej zdoła zapobiedz nadużyciom i występkom ludu Czeskiego. Jemu Stracikwas odpowiadając rzecze: “Nie przystoi, żebym wzgardziwszy raz doczesnością, na nowo miał do niej wracać, i umarłszy światu, sięgał po zaszczyt i dostojność biskupią. Przydał nadto, “że nie jest godnym piastowania tej dostojności, ani zdolny do ponoszenia trudów pasterza”. Na to mąż Boży miał mu odpowiedzieć duchem proroczym: “Wiem, bracie, że tę Praską stolicę, którą teraz mógłbyś osięgnąć słusznem prawem i drogą godziwą, a którą pogardzasz, później zapragniesz pusiąśdż sposobem nieprawym i drogą niegodziwą, ule jej nie osięgniesz; a czego obecnie wzbraniasz się przyjąć; na zgubę twoję chciwie potem pragnąć będziesz”. To rzekłszy, i z zniechęcenia się ku ludowi złemu a niepoprawnemu opuściwszy Czechy i swój stolec biskupi, udał się do Rzymu, aby po jego zwiedzeniu pielgrzymować ztamtąd do Jerozolimy. Ale gdy w Rzymie czas jakiś pomieszkał, za radą mężów pobożnych wstąpił do klasztoru Alexego, gdzie w ścisłem wypełnianiu przepisów zakonu mnisze prowadził życie. Z nim ukrywał się w tymże samym klasztorze brat jego błogosławiony Gaudenty, dla powściągliwości w mowie i świątobliwości obyczajów za anioła Bożego miany; pod nakryciem bowiem śmiertelnego ciała anielski prowadził żywot, i z podziwieniem nietylko swoich ale i obcych trawiąc dni na bogomyślności, jaśniał zarówno słowem jak i przykladem.

ROK PAŃSKI 990.

BOLESŁAWOWI CHROBREMU RODZI SIĘ SYN MIECZYSŁAW.

Judyta księżna, małżonka Bolesława książęcia Polskiego, trapiona przez lat pięć sromotą niepłodności, poczęła wreszcie roku szóstego i wydała na świat syna. A gdy z jego narodzenia i dziad Mieczysław i sam rodzic Bolesław, książęta Polscy, ucieszyli się niezmiernie, na obchód zatem chrztu wyprawiają wielką na dworze uroczystość, a oczyszczonej dziecinie w Gnieźnie świętem polaniem nadają imię dziada Mieczysława (Myeczslaus), które znaczyło mieć sławę.

WŁODZIMIERZ KSIĄŻĘ RUSKI MAJĄC PRZYJĄĆ WIAR; CHRZEŚCIAŃSKĄ ZAPADA W ŚLEPOTĘ; ZA NAMOWĄ JEDNAK PRZYSZŁEJ MAŁŻONKI SWOJEJ, SIOSTRY CESARZA GRECKIEGO, CHRZEST PRZYJĄWSZY WZROK ODZYSKUJE, A PRZY CHRZCIE RAZEM GODY ŚLUBNE ODPRAWIA.

Włodzimierz książę Ruski, zebrawszy z swoich krajów mnóstwo ludu, rozpoczyna wojnę z Grekami; a zdobywszy gród ich znakomity Korsun (Korschun) podbija ztamtąd przyległą ziemię, i zmusza kraj ten do daniny. Potem wyprawia posłów do Bazylego i Konstantyna cesarzów Greckich, żądając Anny siostry ich w małżenstwo, a przyrzekając, że po zawarciu ślubów małżeńskich natychmiast opuści zamek Korsun i kraj, który shołdował. Ale Bazyli i Konstantyn cesarze Greccy odpowiedzieli, iż nie przystało im i ich dostojeństwu powinowacić się z książęciem pogańskim, sprośnym bałwochwalca., przez łączenie z nim własnej siostry malżońskiemi związki. Jeżeli jednak porzuci błędy pogańskie, a przyjmie wiarę chrześciańska., wtedy żądaniu jego nie odmówią. Włodzimierz zatem książę Ruski przez wyprawionych powtórnie posłów oświadcza, że gotów jest przyjąć wiarę chrześciańską, byleby osobiście przybyli, oddali mu swoję siostrę za żonę i jego ochrzcili. Przeciwiła się jednak temu związkowi Anna siostra cesarzów, i długo nie chciała nań zezwolić; zaledwo swą namową bracia Bazyli i Konstanty, przokladający jej wielkie korzyści, jakie z tego połączenia wyniknąć miały, i przejściu całej Rusi na wiarę chrześciańską, zdołali ją do niego nakłonić. Przybywają więc Bazyli i Konstantyn z siostra swoja Anną do Korszuna, a wtem Włodzimierz książę. Ruski zapada nagle w ślepotę.. Począł się więc namyslać i wahać, w niepewności, czyli miał opuścić swoje wiarę pogańską, a przyjąć chrzest Chrystusów. Ale Anna, siostra cesarzów, a przyszła jego małżonka, upewnia go, że ślepota, której doznał, za przyjęciom chrztu ustąpi. Jakoż ochrzczony od biskupa Korsuńskiego, niebawem przejrzał. Zaślubia więc Alinę, siostrę cesarzów, a na Świadectwo i pamiątkę nawrócenia swojego, jako też chrztu i odzyskania wzroku, wystawia kościoł. Opuściwszy nakoniec i oddawszy zamek Korsun cesarzom Bazylemu i Konstantemu, wraca do Rusi pełen radości, w towarzystwie swojej małżonki.

ROK PAŃSKI 991.

JANA TRZYNASTEGO PAPIEŻA, SKAZANEGO PRZEZ STAROSTĘ RZYMSKIEGO NA WYGNANIE, OTTO DRUGI CESARZ DA STOLICĘ PRZYWRACA; POCZEM NAMASZCZONY PRZEZEŃ NA CESARZA, GDY UDAWSZY SIĘ DO KALABRYI W CELU WYMUSZENIA ODMAWIANYCH MU PODATKÓW WOJSKO WSZYSTKO UTRACIŁ, ZRĘCZNYM WYBIEGIEM Z POIMAŃCA STAJE SIĘ ZWYCIĘZCĄ, I POZABIJAWSZY SWOICH PRZECIWNIKÓW PODWÓJNEGO UCHODZI NIEBEZPIECZEŃSTWA.

Jan XIII, rodem z Narni, następca Leona, poimany od Piotra starosty Rzymskiego, wtrącony naprzód został do zamku Ś. Anioła, a potem do Kampanii posiany na wygnanie. O tej przygodzie dowiedziawszy się Otto II, który po ojcu objął był panowanie, przybywa z silnem wojskiem do Rzymu, i Jana papieża, dwumiesięcznym uciśnionego wygnaniem, na stolicę przywraca. Rzymian zaś, winnych jego poimania i niewoli, jednych ścina, drugich na powieszenie skazuje, innych wreszcie do Saxonii wygania. Sam pod ów czas od Jana papieża odbiera z błogosławieństwem cesarskie namaszczenie. Ale gdy uspokoiwszy Rzym i Włochy wybiera się z powrotem do Niemiec, przychodzi wiadomość, że Grecki cesarz Jan, ojciec małżonki jego Teofanii, umarł, a inny w jego miejsce wyniesiony odmawia mu należnej daniny z Kalabryi, dziedzictwa jego żony. Wysyła zatem poselstwo, na które odpowiedziano: “że nie Kalabrya wianem jest i dziedzictwom cesarzowej Teofanii, ale godło Krzyża Ś. w stolicy cesaretwa Konstantynopolu dotąd przechowywane, i dawane zwykle w posagu córkom cesarskim”. Rozgniewany cesarz Otto, i więcej uniesienia swego niż dojrzałej słuchający rozwagi, udaje się z wojskiem nie nader licznem do Kalabryi. kraj ten mieczem i ogniem pustoszy, a dobywszy Benewentu, zabiera ztamtąd kości S. Bartłomieja Apostola, i mało ważąc bogactwa Greków, skarb w zdobyczy zagrabia. Ale Grecy, złotem i srebrem zakupiwszy posiłki u Saracenów, a większe wojska ukrywszy na zasadzkach, mniejszemi siły staczają bój z Ottonem; który kiedy ich dokonywa, dopieroż ukryci wypadają z zasadzki, a po odparciu Rzymian i Benowontanów, poniżają go i znoszą z całą wojska potęga Cesarz z obawy, aby się nie dostał żywcem w ręce nieprzyjaciół, zrzuca z siebie odzież i oznaki swojej godności, pozbywa się wreszcie zbroi i rzuca w morze Przez całą noc unoszony po prądach fali, a rano pochwycony od rybaków, udaje się giermkiem poległego cesarza. Ale rybacy zważywszy urodę i postawę męża, jęli przypuszczać, azali, jak rzeczywiście było, nie mieli w ręku cesarza, o czem rozmawiali między sobą po grecku. Mniemając, że nie rozumie ich języka, i domyślając się, że to nie giermek ale raczej sam cesarz, postanowili wieźć go morzem do Grecyi i odstawić tamecznemu cesarzowi, w nadziei wielkiego wynagrodzenia. On zaś, usiłując wywinąć się z nowego, w jakie popadł, niebezpieczeństwa, taką sztuką podchodzi majtków : powiada, że w Sycylii wielkie ukrył pieniądze; prosi, żeby zbliżyli się z nim do lądu, a zabrawszy skarb, płynęli dalej szczęśliwie. Ci podłechtani chciwością, czynią zadosyć jego prośbie, i przybijają do brzegu. Trafia właśnie Otto na uczciwego człowieka, biskupa imieniem Ceza, w zbrojnej podróży z kilku rycerzami; wzywa ich pomocy, a rzuciwszy się na majtków, których było czterdziestu, wszystkich do jednego zabija. A tak, za wzywaniem ustawnem ratunku Ś. Piotra, dwukrotnego uszedł niebezpieczeństwa. Najpierwej zatem przybył do cesarzowej Teofanii, od której radośnie przyjęty i do Rzymu odprowadzony został. Ale po ciężkich trudach i troskach zapadłszy w niemoc, dnia dwudziestego ósmego Grudnia umarł w Rzymie, panowania swego ósmego roku. Pochowany w przysionku Ś. Piotra. Po jego śmierci, syn Otto III, ośmdziesiąty trzeci po Auguście, objął rządy państwa Rzymskiego. A lubo niektórzy usiłowali wysadzić na stolicę państwa Henryka książęcia, bratanka Ottona I, a to z nienawiści ku cesarzowej Teofanii, która z powodu przegranej bitwy w Kalabryi, z właściwą niewiastom i grecką lekkomyślnością, najznaczniejszym w cesarstwie mężom wymawiając trwożliwość i ucieczkę, wielu ściągnęła sobie była nieprzyjaciół; przecież z uwagi na dobrodziejstwa tak dziada jako i ojca, puściwszy w niepamięć swoje krzywdy, i wykupiwszy Ottona III wielkiemi pieniędzmi z rąk Henryka, pod którego ten strażą i opieką zostawał, uczynili go cesarzem. Począł więc rządzić państwem, używając światła i porady niepospolitych zdolności człowieka, hrabi Ezzona, Reńskiego wojewody.

ROK PAŃSKI 992.

WŁODZIMERZ KSIĄŻĘ RUSKI WSZYSTEK NARÓD SWÓJ CHRZCIĆ KAŻE, A POWYWRACAWSZY BAŁWANY POGAŃSKIE, BUDUJE KOŚCIOŁY I HOJNIE JE UPOSAŻA.

Włodzimierz książę Ruski, postanowiwszy wykorzenić bezbożnej czci obrządki, do których naród Rusinów z dawnych czasów był nawyki, trzeciego roku od przyjęcia wiary Chrystusowej, bożyszcza ich i bałwany, gaje, ołtarze i świątynie, kruszy, pali i zagładza. Posąg zaś Pioruna, którego Ruś z osobliwszem czciła nabożoństwem, w obec licznie zgromadzonego pogaństwa, przywiązawszy do ogona końskiego, kazał włóczyć po ziemi i utopić potem w rzece Dnieprze. Był przy tem płacz wielki  ludu płci obojej, łkania i żałosne skargi zawodzącego nad posągami skruszonych bożyszcz. Ogłosił potem książę Włodzimierz nakaz, aby wszystkie narody i ludy jemu podległe, zaniechawszy czci bałwanów, przyjęły chrzest i wiarę, chrześciańską, ostrzegając, iż tych, którzyby się wahali posłuchać jego świętych rozkazów, uważać będzie za nieprzyjacioł i wyzuje ich z majątków. Taką koniecznością zniewolony lud Ruski, pospieszył tłumem do Kijowa, i przyjąwszy zakon Chrystusa, wodą Dnieprową od biskupa Korszuńskiogo i sprowadzonych z Grecyi kapłanów ochrzczony, zarazem w wierze i jej obrządkach został wyuczony. A dał się na on czas słyszeć w powietrzu głos i jęk smoka, narzekającego, że z odwiecznych dzierżaw Ruskich ustąpić musiał, wyrzucony nie przez Apostołów albo Męczenników, ale sprawą jednej niewiasty. Wybudował tedy Włodzimierz pierwszy kościół na miejscu, gdzie przedtem bałwanom palono obiety i kadzidła, i poświęcić go kazał Ś. Bazylemu. Niemniej i w innych miejscach przymnożył świątyń i kapłanów. Wystawił Włodzimierz i drugi kościół N. Maryi Pannie w Kijowie, opatrzył go naczyniami złotemi i drogim sprzętem. Tak w tym, jak i innych kościołach Ruskich, które zbudował książę Włodzimierz i Ruscy panowie, biskup Korszuński poustanawiał sługi i kapłanów, na których utrzymanie Włodzimierz ponaznaczał włości i podatki, i wszystkim bojarom zarówno z ziemianami kazał płacić i znosić pierwiastki urodzajów i dziesięciny. Owego czasu chrzcił też książę. Włodzimierz dziewięciu synów swoich, jako to: Wyszesława, Izasława (Yszeslaus), Światopełka, Jarosława, Wszewołoda, Światosława, Mścisława, Borycha, Hleba, Światosława, Poswizda (Poszwyszd) i Sudysława. Chłopięta Ruskie wkładał do nauki, dziełmistrzów z Grecyi sprowadzonych pieniędzmi nagradzał, i wiele kościołów z kamienia i cegły murowanych wystawił.

ROK PAŃSKI 993.

CZESI ROZGNIEWANI NA WOJCIECHA O OPUSZCZENIE STOLICY PRASKIEJ, WPADAJĄ DO JEGO MIASTA, I PIĘCIU BRACI WRAZ Z CAŁĄ RODZINĄ, WOJCIECHA I LUDEM MIEJSKIM WYTĘPIAJĄ; JEDEN TYLKO BRAT RODZONY, KTÓRY POD ÓW CZAS W POLSCE SŁUŻYŁ NA DWORZE BOLESŁAWA, OCALAŁ, I OD NIEGO POCHODZI DOM RÓŻYCÓW.

Czescy panowie przedniejsi i szlachta, stęsknieni i ciężkim przejęci żalem z powodu oddalenia się Wojciecha biskupa Praskiego i osierocenia, pasterskiej stolicy przez całe lat ośm, codzień więcej upadali w bezład i przepaść wielorakich nieszczęść. Winę całą zwalając na Wojciecha, jakoby on swojem odejściem stał się sprawca, i powodem wszystkiego złego, oburzyli się nań i srogim wybuchnęli gniewem. Niezdolni dosięgnąć swą zemstą nieobecnego, zwracają, się przeciw jego braciom, rodzinie i ojcowiźnie, i w dzień jeden świąteczny wpadłszy hurmem i zbrojno do miasteczka Libicza (Lybicz), naprzód pięciu braci Ś. Wojciecha rodzonych, Sobora, Spicymierza, Dobrosława, Zawiszę i Czesława, srogiem skatowanych męczeństwem zabijają, a potem, nie dość mając na pomordowaniu samych braci męża świętego, wszystek ród jego męzkiej i żeńskiej płci krwią niewinną broczą. Szczęśliwem zdarzeniem nie był wtedy obecnym w Czechach i domu rodzinnym szósty z braci rodzonych Ś. Wojciecha, imieniem Poraj. Zabawiając od niejakiego czasu na dworze Bolesława książęcia Polskiego, syna Mieczysława, przy którym służbę sprawował, oddalony od domu nie wiedział nic o tak strasznem morderstwie, dokonanem na braciach jego i rodzinie całej. Ten też jeden z całego domu i plemienia męża świętego za opatrznością Bożą ostał się przy życiu, ażeby ród tak zacny na ziemi nie zaginął. Gdy potem Bolesław książę Polski widział go w ustawicznym żalu i smutku, opłakującego zgon braci i własną dolę (stawało mu bowiem w myśli, że gdyby wrócił do ziemi ojczystej, zapewnie Czesi wywarliby nań jeszcze sroższe niźli na braci okrucieństwo) z zwykłą sobie dobrocią pocieszając młodzieńca, dokładał obietnicę, że majątek dziedziczny, jaki w Czechach posiadał, hojnie mu wynagrodzi. Uiścił się potem z tej obietnicy, nadawszy Porajowi, rodzonemu bratu Ś. Wojciecha, znaczne w Królestwie Polskiem dziedzictwa i posiadłości, opatrzył go szczodrą ręką w dostatki, przyjął pod swą opiekę, przygarnął i umieścił w liczbie poddanych swoich i rycerskim poczcie szlachty polskiej. A z tej jednej latorośli wykwitnęło potem liczne w Królestwie Polskiem plemię, i ciągiem następstwem krzewiąc się aż do naszych czasów, urosło to potomstwo męża Bożego w ród wielki i szeroko rozgałęziony, który zowią Różycami; ma ten ród za godło, różę białą w czorwonem polu, u Poraj za miano Czesi zaś wytępiwszy braci i krewnych Ś. Wojciecha rozlicznym rodzajem kuźni, wymierzyli potem miecz morderczy na wszystek lud obojej płci wspomnianego miasteczka Libicza, i zgładzili siedm tysięcy dusz, bez względu na płeć i wiek i znaczenie. Na tem wreszcie nie przestawszy, wywarli srogość swoję na bezwinne mieszkania i domy, i całe miasteczko zamienione w ruiny z dymem puścili. Czynu tak straszliwego książę Czeski nie wzbraniał, ani żadna, potem nie ścigał karą. Jeżeli przeto cała historya tej rzezi, którą znalazłem opisaną w kronikach Czeskich, jest prawdziwa (wiecej bowiem do tego dzieła wypisuję zdarzeń, niźli w nie wierzę) zgrozę obudza dzikość ówczesna narodu Czeskiego, który żadnem uczuciem litości, nawet zwierzętom wrodzonej, nie dał się odwieśdź od tak srogiego morderstwa dopełnionego na słabym i niewinnym rodzie.

PAPIEŻ ODSYŁA Ś. WOJCIECHA DO PRAGI. JAN XIII PAPIEŻ UMIERA. ZGON PIERWSZEGO BISKUPA WŁOCŁAWSKIEGO.

Arcybiskup, metropolita Czeski, dowiedziawszy się o tej krwawej i tak nieludzkiej sprawie, wysłał do papieża poselstwo z doniesieniem, na jakie niebezpieczeństwo w Czechach wiara katolicka i rzecz powszechna była. wystawiona, błagając go i zaklinając, aby dla skrócenia i usunięcia nadużyć, jakie się już wydarzyły albo wydarzyć jeszcze mogły, suffragana jego Wojciecha, biskupa Praskiego, ludowi Czeskiemu odesłał. Zaczem papież Grzegorz V. czyli Jan, zaradzając potrzebie wiary i religii chrześciańskiej, wezwanemu do siebie Wojciechowi Ś. zaleca, aby do owieczek swoich powrócił. Mąż Boży przedstawia ojcu ś. i tłumaczy obyczaje i usposobienie ludu Czeskiego, przekładając: że twarde to do ugięcia karki i serca nieużyte, że więc napróżnoby tam wracał”; prosił zatem, żeby mu dano pozwolenie opowiadania wiary chrześciańskiej i słowa Bożego narodom Pruskim w okolicach północnych mieszkającym. Na to Namiestnik Boży: Jeżeli, rzecze, wzgardziwszy tobą, przestróg i nauk twoich nie usłuchają, otrząśnie wtedy z prochu twoje stopy pielgrzymie, porzuć ich, a odwróć oblicze twoje od narodu odstępnego i niewiernego: my bowiem od tej chwili nie tylko uwalniamy cię od obowiązku czuwania nad kościołem Praskim, ale dajemy ci wolność opowiadania wiary chrześciańskiej Prusakom i innym narodom”. Takiem pozwoleniem uradowany mąż Boży, opuściwszy Rzym i klasztor Ś. Alexego, w którym przebywał, nie wzdrygając się dla dobra i zbawienia Czechów nawet krwi swych pomordowanych braci i znajomych, do Pragi powraca, w nadziei, że Czesi porzucą, swoje dawne narowy i występki. Wielorakiemi zatem środkami lud swój pragnąc leczyć z ułomności, jednych zaklina i łagodną kruszy namową, innych karci, nagania i gromi; ale widząc, że wszystkie jego prace i usiłowania były daremne, i gorzko nad tem ubolewając, namyślać się poczuł, czy miał pozostać  na miejscu, czy pójść w drogę. Aliści w tem ustawicznem czuwaniu i strapieniu, snem zdjęty, słyszy głos Boży, który do niego mówi: “Ty spisz, u mnie drugi raz Żydom sprzedają”. Tym głosem przerażony, zrywa się, a wybiegłszy na rynek, i ujrzawszy, jak wedle oznajmienia Bożego chrześcian sprzedawano Żydom, dał za nich przedającym żądane pieniądze, przez co i wiarę od zniewagi zasłonił, i tym, których przedawano, wolność przywrócił.
Jan XIV, po latach siedmiu, miesiącach jedenastu i dniach piętnastu sprawowania rządów kościoła, umiera, pochowany w kościele S. Piotra. Stolica osieroconą była przez dni trzynaście. Po nim nastąpił Benedykt VI, Rzymianin. Pierwszy też biskup Włocławski, który się dawniej zwał Kruszwickim, przesiedziawszy lat trzydzieści trzy na stolicy Kruszwickiej, życie zakończył. Pochowano go w kościele parafialnym w Dźwircznie, który sam był założył, zbudował i uposażył. Po nim obrany tegoż roku Maurycy I.

ROK PAŃSKI 994.

Ś. WOJCIECH, UZYSKAWSZY WOLNOŚĆ OPOWIADANIA SŁOWA BOŻEGO, UDAJE SIĘ DO WĘGIER, GDZIE ŁASKAWIE PRZYJĘTY, PRZEZ ROK CAŁY NAUCZA, A POTEM WĘGRY OPUSZCZA.

Wojciech, czcigodny biskup Praski, widząc iż lud Czeski, do którego z zlecenia stolicy Apostolskiej na pasterstwo powrócił, oporny jego rozkazom, w bluźnierczych i obrażających Boga trwał przestępstwach, i nie mając nadziei, iżby poradzić sobie zdołał z tym ludem hardym i zakamieniałym rzuca powtórnie Pragę, i przybywszy do Rzymu, otrzymuje od Benedykta VI papieżu uwolnienie od obowiązków i pieczy pasterskiej nad kościołem Praskim, wraz z pozwoleniem udania się do narodów pogańskich, poza granicami Polski siedzących, na opowiadanie słowa Bożego. Pospołu zatem z Gaudentym i innemi mężami pobożnemi udaje się do Węgier, i przybywa do książęcia Gejzy (Jesse), celem utwierdzenia go nauką i apostolskiem słowem w wierze i obrządkach chrześciańskich, które, jak go słuchy dochodziły, przed kilku laty był przyjął. Gdy więc książęciu Gejzie i małżonce jego księżnie Adelaidzie oznajmiono o ich przybyciu, z radością największą otwarli im gościnę, a na chwalę Bogu zabrzmiały święte organy. Poznali bowiem do razu, że przybył do nich mąż, który im w cudownem widzeniu już z dawna był przepowiedziany. Przyjęty z uszanowaniem i czcią pobożności pełną bierzmował syna książęcia Gejzy, Stefana, i opowiadał zakon Boży Słowianom i Węgrom (Hunnom) już sam osobiście, już przez towarzyszów swoich, przeszło rok cały, mową miodopłynną, a nawracając skutecznie do wiary wielu z pomiędzy tychże Słowian i Węgrów, jeszcze trwających w bałwochwalstwie, chodził po całych Węgrzech, gdzie jednych, którzy już uwierzyli, po ojcowsku nauczał i utwierdzał w wierze, innych od pogańskich odwodził błędów i do wiary świętej nakłaniał. Za jego też namową, książę Gejza, z synem swoim Stefanem i małżonką Adelaidą, mnogie pozakładali kościoły, a wystawione i urządzone nałeżycie potrzebnemi opatrzyli dochodami. Lecz gdy i tu pojawiły się groźne na życie jego zamachy, opuścił Węgry, nie złorzecząc im, ani okazując niechęci, ale owszem błogosławiąc. Gejza (Geysza) książę Węgiersk i w kilka dni potem naturalną śmiercią umiera, zostawiwszy następcą syna swego Stefana.

ROK PAŃSKI 995.

ŚMIERĆ PROKULFA ARCYBISKUPA KRAKOWSKIEGO. BENEDYKT VI PAPIEŻ UDUSZONY: PO NIM DONUS II WSTĘPUJE NA STOLICĘ. ROBERT ARCYBISKUP GNIEŹNIEŃSKI UMIERA.

Drugi arcybiskup Krakowski Prokulf, po latach dziesięciu zarządzania stolicą umiera; pochowany w kościele Krakowskim. Wstąpił po nim na metropolią Lambert, obrany przez duchowieństwo i rządców pobliższych kościołów parafialnych, za zezwoleniem książęcia Polskiego Mieczysława.
Benedykt VI papież, przesiedziawszy na stolicy rok jeden i miesięcy sześć, od Kurcyusza, znakomitego rodu Rzymianina, uwięziony i w zamku Ś. Anioła uduszony został. Po nim nastąpił Donus II, takie Rzymianin. Za jego papiestwa dwaj Bulgarscy książęta, Piotr i Bajan, wypowiedziawszy wojnę Grekom i kilkokrotne nad nimi odniosłszy zwycięztwa, miasto Konstantynopol tak srodze ucisnęli, że odtąd jego potęga bardzo się zmniejszyła i zachwiała. Piszą zaś niektórzy, że wspomniany Benedykt od Tytusa, syna Teodora Rzymianina, głodem był umorzony; lecz nie doczytujemy się nigdzie, azali czyn ten zuchwały był poniszczony. Po zejściu Dona, który zmarł niezadługo, przesiedziawszy na stolicy papieskiej rok tylko jeden i miesięcy sześć, obrany został papieżem Bonifacy VII.
Robert I, arcybiskup Gnieźnieński, po latach dwudziestu pięciu zarządzania kościołem, umarł; pochowano go w kościele Gnieźnieńskim. Następca jego był Wojciech biskup Pragski, z szlachetnego domu herbu Roża.

ROK PAŃSKI 996.

MĄŻ BOŻY WOJCIECH PRZYBYWA DO KRAKOWA, GDZIE DŁUGO NAUCZA. NAKONIEC UDAJE SIĘ DO GNIEZNA, I STOLICĘ OSIEROCONĄ NA PROŚBY KSIĄŻĘCIA MIECZYSŁAWA OBEJMUJE.

Ów tedy mąż Boży Wojciech, biskup Praski, opuściwszy Węgry przybył do Polski, a przyjęty od Mieczysława książęcia i syna jego Bolesława, tudzież ludu i całego duchowieństwa, z wielką czcią i radością, zatrzymał się naprzód przez czas niejaki w mieście Krakowie, które przybywającemu od strony Węgierskiej pierwsze było po drodze, i w rynku tego miasta kazywał pobożnie i z wielka, żarliwością, językiem rodowitym, t. j. Czeskim, który Polacy dobrze mogli rozumieć. I zbierały się koło niego wielkie rzesze ludu z ziem i powiatów okolicznych. Wielu bowiem w dolegliwych słabościach, troskach i ucisku, doznawało od niego pożądanej ulgi, a opętani od czarta wyswobodzenia z jego więzów. A mąż Boży rósł w sercu, widząc z niewysłowioną pociechą, że cała Polska taką tchnęła pobożnością i tak czystym gorzała ogniem wiary; że ozdobioną była dziewięcią katedrami i innemi przybytki świętemi, a biskupom i sługom Bożym należne oddawała poszanowanie. Zaczem rozpływając się we łzach, mówił z westchnieniem: “Polacy, acz później niżeli Czesi przyjęli światło wiary chrześciańskiej, dziewięcią już stolicami biskupiemi, jakby ośmiu onych cudów błogoslawieństwy, na gruncie nowej wiary wszczepionemi, swoję uświetnili ziemię; dziewięciu pielęgnują biskupów, i w wielkiem mają ich poszanowaniu; a chociaż ci wszyscy są cudzoziemcami, przecież okazują im szczerą i pełną pokory uległość. Czesi zaś, jedną tylko szczycący się stolicą, mnie jedynego biskupa, rodaka, znieść nie mogli, i z zniewagą wiary katolickiej, z własną ohydą i niesławą, zbrzydziwszy sobie życie chrześciańskie, strącili, odepchnęli i wygnali mnie sromotnie. ” Tak żywą zaś i trwałą w mieście Krakowie mąż święty Wojciech zostawił po sobie pamięć przez swoje kazania i potoczne nauki, przez cnoty i budujące przykłady życia, że po spełnieniu jego chwalebnego męczeństwa, na tem miejscu, gdzie był zwykle kazywał, ku czci jego zbudowano świątynię, która utrzymując się, aż po dziś dzień, świadczy o gorliwości męża Bożego w rozkrzewianiu wiary świętej, i pobożnej Polaków ku nieimi czci i miłości. Opuściwszy jednę w Polsce metropolią Krakowską, z żalem duchowieństwa i ludu wszystkiego, który licznie z miasta wysypawszy się, ze łzami go żegnał i daleko odprowadzał, przybywa do drugiej Polaków metropolii Gnieźnieńskiej z drużyną zbrojnych ludzi i służebników, jemu i towarzyszom jego od książęcia Mieczysława przydanych, którzy w podróży opatrywali ich we wszystkie rzeczy potrzebne i drogę im pokazywali. Zatrzymując się zaś prawie w każdej wsi i włości, przez która przechodził, nauczał lud Polski z taką żarliwością, że go często nawet przewodnicy, niecierpliwi zwłoki, odchodzili. Gdy dnia jednego pobłądziwszy w drodze zaszedł do jakiejś wioski w Wielkiej Polsce, a wieśniacy tameczni, zdziwieni odzieżą zakonników, a zwłaszcza kapturami, których nigdy jeszcze nie widzieli, wziąwszy ich za szaleńców, szydzić i Migrować się z nich poczęli, nagle na onych szyderców spadła kara Boska, potracili bowiem słuch i mowę. Ciż sami przybywszy potem do Gniezna, i wyznawszy jawnie przewinienie swoje, za przyczyną i modlitwą Ś. Wojciecha odzyskali obie władze. Zdarzyło się pod ten czas (jak o tem wyżej powiedzieliśmy), że gdy właśnie Robert arcybiskup Gnieźnieński zszedł ze świata, Ś. Wojciech, zniewolony prośbami usilnemi książęcia Mieczysława, całego duchowieństwa i ludu, objął po nim stolicę. Tu zgnuśniałe nowych chrześcian umysły, mało troskających się o przyszłe zbawienie, począł zagrzewać swą namową i kaznodziejskiemi przestrogi, wstrząsając ich z uśpienia i odejmując nałogowi niedbalstwa.

PO ŚMIERCI DONA PAPIEŻA WSTĘPUJE NA STOLICĘ BONIFACY I ODZIERA KOŚCIOŁ Ś. PIOTRA, A ROZPUŚCIWSZY WODZE SROGIEJ SAMOWOLI, SCHODZI ZE ŚWIATA. PO NIM OBEJMUJE RZĄDY KOŚCIOŁA BONIFACY VII.

Donus papież, który rządził kościołem rok jeden i miesięcy sześć, umiera; pochowany w kościele Ś. Piotra. Stolica papieska osieroconą była przez dwa dni. Nastąpił po nim Bonifacy, narzucony samowolą Rzymian. Ród jego i nazwisko niewiadome; on sam niegodnym był stolicy Ś. Piotra. Dotknięty bowiem i zrażony rozmaitemi w Rzymie przeciwnościami, złupiwszy kościoł Ś. Piotra, z zdobyczą najcelniejszych klejnotów i kamieni drogich zbiegł do Konstantynopola: zkąd gdy z ogromnemi pieniędzmi wrócił znowu do Rzymu, nie tusząc już o długiem utrzymaniu się na stolicy papieskiej, jął się dopuszczać wielkich srogości; między innemi, Janowi kardynałowi dyakonowi oczy wyłupić kazał. Sam nakoniec strawiony zgryzotą sumienia, i pogrążony w melancholii, umarł, przesiedziawszy na stolicy zaledwe miesiąc jeden i dni dwanaście. Po jego śmierci objął rządy Kościoła Benedykt VII, biskup Sutreński, mąż znakomity cnotą i świątobliwością życia; a wsparty przychylną pomocą Ottona III, wielu z Rzymian usiłujących wzniecać rozruchy, i poczynających sobie zuchwale, pozamykał w więzieniach i słuszną poskromił karą.
Po osieroceniu stolicy Gnieźnieńskiej przez śmierć Roberta, mąż przesławny Wojciech, rodem Czech, krwi szlacheckiej, z, domu Różyców, ojca Sławnika a matki Strzeżysławy, biskup Pruski, za sprawą Bolesława Chrobrego książęcia i monarchy Polskiego na stolicę Gnieźnieńską wyniesiony.

ROK PAŃSKI 997.

LITWINÓW I PRUSAKÓW POCHODZENIE I OBYCZAJE, I JAK MĄŻ Ś. WOJCIECH W PRUSACH OTRZYMAŁ WIENIEC MĘCZEŃSKI.

Ś. Wojciech arcybiskup Gnieźnieński, mąż Boży, uniesiony żarliwa, i gorejącą w duszy żądza, pozyskania męczeńskiej chwały, uczuł się zapewnionym o niej cudownym widzeniem, które mu z nieba było objawione. Widział bowiem dwa chóry błogosławionych, jaśniejące blaskiem niebieskim, jeden w purpurze a drugi w bieli. A gdy zdumiony w milczeniu rozmyślał, coby takowo widzenie obwieszczało, glos z nieba usłyszany oznajmił mu: “że chóry, które widział, były-to zbory najświętsze Męczenników i Dziewic, odzianie już szatą nieśmiertelności, i że w nagrodę, cnót swoich do obudwu będzie przyjęty. ” To przeto widzenie żądzę jego silnym ożywiło bodźcem, tak iż postanowiwszy na swojem miejscu brata swego Gaudentego, nie bez smutku i żalu Mieczysława Polskiego księcia, i syna jego książęcia Bolesława, opuścił miasto Gniezno wraz z swa. stolica, arcybiskupią, i udał się z drużyną trzydziestu rycerzy, towarzyszów książęcia Mieczysława, ku krainie Pruskiej, przedzielonej od Polski rzeką Ossą (która wpada do Wisły, a stanowi granicę między Pruskiemi a Polskiemi krajami) i rościągającej się aż do północnego morza. Byli na on czas Prusacy narodem grubym i barbarzyńskim; zanurzeni w błędach bałwochwalstwa, czcili duchy nieczyste, i takiej ulegali ślepocie, że słońce, księżyc, gwiazdy, zwierzęta dzikie, ptaki, ogień i inne rzeczy stworzone za bóstwa uznawali; niemniej gaje niektóre, jeziora i wody, mieli za święte, tak iż nie godziło się dotknąć ich ani siekierą, ani rybołowstwem, ani myślistwem. Mieli język osobny, w części z łacińskiego pochodzący, nieco jednak podobny do Litewskiego. Też same prawie zachowywali uroczystości i obrzędy, tych samych czcili bogów, co i Litwini. Tenże sam wreszcie ich świętościom przewodniczył kapłan, mający stałe siedlisko w mieście, które uważano za stołeczne, a które od Rzymu nazywano Romowe. Ktobykolwiek nie był słuchał jego nakazów, śmiercią miał był: karany. A zwał się ten kapłan w ich języku Krywe. Spokrownieni bowiem między sobą, podobny mieli język i obyczaje Prusacy, Litwa i Żmudzini. W pożarze wojen domowych, wszczętych w Italii między Cezarem i Pompejem, opuściwszy dawne siedliska, wtargnęli byli, jak twierdzą podania, do ziem które teraz zamieszkują, i obrali sobie nowe siedziby między lasami i puszczami, w ostępach rzek, jezior i bagnisk, a na wzór Rzymu założyli miasto Romowe, w którem osadzili najwyższego kapłana, przewodniczącego religijnym obrządkom. A lubo to narody różnią, się pojedynczych wyrazów wymawianiem, podobnie jak Polacy, Czesi i Rusini, przecież z wielu miar podobni są do siebie. Zdaje się atoli, że ich ród i języki nie z jednego idą źródła. Prusacy odmiennego od Litwinów i Żmudzi mają być pochodzenia. Gdy bowiem Prusyasz król Bitynii, u którego Hannibal wódz Kartagiński od Rzymian zwyciężony w ucieczce szukał schronienia, z namowy tegoż Hannibala wydał był płocho wojnę Rzymianom, i mimo przeciwnej wieszczby, jaka pokazywały otwarte trzewia bydlęce, odważył się walną stoczyć bitwę (przyczem Hannibal temi natrząsał się z niego słowy: “Czy ty Prusyaszu wolisz wierzyć kawałkowi cielęciny, niżeli doświadczonemu wodzowi ?”); pobity od Rzymian i rozproszony, uciekając przed ich orężem z szczątkami Bityńczyków, stanął w okolicy północnej, i od swego imienia nadał Prusom nazwisko. Bityńskiego zaś plemienia nawet do dziś dnia pozostały ślady; niektórzy bowiem z Prusaków zachowują; jeszcze wyrazy swojej dawnej mowy, a ludy Eolski, Dorycki, Attycki Joński należycie je rozumieją. Żony u nich były kupne i przymuszone podejmować prace rolnicze. Ciała zmarłych palono wraz z bronią, końmi, odzieżą, i inneni rzeczami, w których żyjący mieli upodobanie. Do Pruskiego tedy kraju zawitawszy mąż Boży Wojciech, zaczął ludowi tamecznemu opowiadać poselstwo Chrystusowe, a to przez tłumacza dodanego mu umyślnie w tym celu od Mieczysława książęcia Polskiego. Odwodząc Prusaków od czci czartowskiej, nauczał: “że to, któremu się kłaniali, słońce, księżyc, gwiazdy, zwierzęta, ogień (zwany u nich wieczystym) i gaje, były tworami Boga prawdziwego, i że jedynie z dopuszczenia Bożego zamieszkały w nich złe duchy, uwodząco swoich czcicieli. ” Takie i inne nauki roznosił mąż Boży krążąc po miejscach Mniejszych, ustawicznem zajęty kazaniem i pracą około zaszczepiania wiary świętej. Gdy na przeprawie przez rzekę Ossę prosił, aby dla ubóstwa jemu i jego towarzyszom odpuszczono przewoźne, od flisaka wiosłem w głowę ugodzony, błogosławił Bogu, że mu dla swego imienia ucierpieć nieco dozwolił, i zapłacił żądane myto. Tym przykładem pokazał, że dla miłości Boga niema nic straszliwego; nie też nie powinno zdawać się przykrem i ciężkiem, przez co bliźniego z manowca błędu naprowadzić można na drogę wiary. Jakkolwiek widział, że lud Pruski odpychał ze wstrętem obwieszczaną mu naukę i trudny był do ugłaskania, jednakże z posłuszeństwu i miłości ku Bogu, który go powołał do głoszenia swego imienia między pogany, nie rozpaczał, znosząc cierpliwie rozmaite krzywdy i zelżywości, tak dalece, iż często nie przyjęty w gościnę, i pozbawiony kawałka strzechy, spoczywać musiał pod gołem niebem, i wytrzymywali zimno i słoty. A przecież z dziwną pokorą i wytrwałością pracował jak najgorliwiej w winnicy Pańskiej. Aliści Prusacy oburzeni pogardą i znieważaniem bogów swoich, których cześć od przodków dziedzictwem była im przekazaną, jątrzyli się coraz więcej i gniewem zapalali. Za poduszczeniem nareszcie wzmiankowanego wyżej kapłana najwyższego Krywe, i innych pogańskich ofiarników, panowie Pruscy sprzysięgają się na jego zgubę. A gdy mąż Boży całe niemal przeszedłszy Prusy, gdzie rozsiewał słowo zbawienia, przybył do jednej wioski leżącej nad brzegiem morza, blisko miasteczka zwanego dotąd Fischhaus (Ffeszhausch), i na wzgórzu skalistem, nad tą wioską panującem, w Piątek dnia dwudziestego czwartego Kwietnia mszą ś. odprawiał, modląc się do Boga gorącem westchnieniem i ofiarą, aby Prusaków nawrócił; zgromadza się do koła tłuszcza pogan, którzy w mniemaniu, że czarów używa na wytępienie ich bogów, rzucają się nań z wściekłością, i mnogiemi ciosami potłuczoną, siedm razy przebitą jego głowę, odciąwszy od reszty ciała, ku większej sromocie wieszają na pobliskiem drzewie, kędy orzeł przez dni trzy, w których wystawioną była na urągowisko, strzegł jej wiernie i pilnował. A tak dusza owa błogosławiona, po wytrzymaniu męczeńskiej kaźni, wzniosła się przed stolicę najwyższego Majestatu po wieniec dwoisty i wiecznotrwały, otoczona chórem witających ją Aniołów; a sam Święty, uwolniony z więzów ciała, poszedł na gody wieczne używali roskoszy najwyższej i niepożytej. Ciało męża świętego, zrąbane na ćwierci, które gospodarz podejmujący go w gościnie pozbierał i w koszu przechował, Prusacy z obawy, żeby po śmierci nie doznali od niego jakiej przygody, odebrawszy ukryli w ziemi i z wielką strzegli czujnością w tej samej wiosce, w której był zamordowany. Towarzyszów zaś Ś. Wojciecha, jako to, Benedykta, Mateusza, Jana, Izaaka, Krystyna i Barnabę, umęczywszy rozlicznemi ciemięztwy i obelgami, wypędzili z swego kraju, grożąc im śmiercią, gdyby się poważyli kiedy powrócić.
Mieli zaś Prusacy między swojemi obrządkami i zwyczajami i ten barbarzyński obyczaj, że zmarłych ciała palili, kładąc razem na stosie najstrojniejsze ich szaty, konie, zbroje, i cokolwiek umarły miał najlepszego, w mniemaniu, że tych wszystkich rzeczy, z któremi spłonął na zgliszczu, w drugiem życiu używac będzie. Zabójstwo karząc surowo, skazywali na śmierć winowajcę lub jego krownego. Gościnni i w przyjęciu hojni, lecz skłonni do pijaństwa i niepomiernej ochoty, pili końskie mleko, które zwykle głowę zawraca. Wino nie było im znane, tak wszelako radzi się upijali, że zdawało im się, iż gość albo przyjaciel nie dosyć od nich był uczczony, jeżeli go trzeźwym puścili. Kobiety równie jak mężczyzni podzielały ten nałóg ustawicznego pijaństwa. Liczba żon nie była u nich ograniczona; ile ich kto, mógł  kupić, tyle ich
miał; przeto też żadnego od mężów nie doznawały poszanowania, skazane mimowolnie na podłą i służebniczą prasę. Łaźnie codzienną były potrzebą równie u mężczyzn jak u kobiet: utrzymywali bowiem, że wypędzały z ciała chorobę ostatniego przepicia i przedłużały życie. Nikomu nie było wolno żebrać; lecz głodnemu, do któregokolwiek udał się domu, wszędy podawano strawę.

MIECZYSŁAW KSIĄŻĘ POLSKI ŚLE DO RZYMU Z PROŚBĄ, O KORONĘ: KTÓRĄ, GDY MU PAPIEŻ DAĆ ZAMIERZAŁ, PRZESTRZEŻONY CUDOWNEM WIDZENIEM, UDZIELIŁ JĄ STEFANOWI KSIĄŻĘCIU WĘGIERSKIEMU; POLAKÓW ZAŚ POCIESZAŁ NADZIEJĄ, ŻE I ONI WKRÓTCE KORONY DOSTĄPIĄ.

Mieczysław tymczasem, książę Polski, za radą gorliwą i przestrogą prałatów i panów, śle do papieża Benedykta VII poselstwo, w imieniu swojem i narodu Polskiego dopraszając się królowskiej korony. Tak dalece bowiem słynęły już kraje Polskie z ludności i zamożności, tak głośną była rządność i sprawiedliwość książęcia Mieczysława, że Polska zdawała się godną, iżby ją pomieszczono w rzędzie królestw chrześciańskich. Do podjęcia i popierania tak trudnej sprawy wybrano Lamberta biskupa Krakowskiego, męża znakomitego nauką i wymową. Ten przybywszy do papieża Benedykta, przełożył wymownie i z przystojną powagą poselstwo książęcia Mieczysława i Polaków, prosząc: “iżby dla lepszego utwierdzenia ich w nowo przyjętej, świętej wierze katolickiej, która w Polsce tak cudownie zakwitła przez założenie dziewięciu kościołów katedralnych i innych świątyń, i dla potłumienia. narodów niewiernych i odstępnych, które z Polską graniczą, Mieczysławowi książęciu i narodowi Polskiemu królewską nadał koronę.” O czem mówiąc wywodnie, przydał, że “Mieczysław książę Polski, prawy katolicki wyznawca, i wiary chrześciańskiej najgorliwszy zwolennik, czego dzieła jego dowodzą, przeważny orężem i rycerekiemi sprawy, mnogie ludy pod swoją władzą dzierży i nad niemi sławnie panuje. ” Gdy więc papież Benedykt VII, po zasiągnieniu rady kardynałów, oznajmił Lambertowi biskupowi Krakowskiemu, “że z łaski swojej ojcowskiej, dla wzrostu i rozkrzewienia wiary chrześciańskiej, i dla sławy narodu Polskiego, Mieczysławowi książęciu gotów jest przyznać koronę”, przybywa do Rzymu od Stefana książęcia Węgierskiego, zrodzonego z Adelaidy, a siostrzeńca Mieczysława książęcia Polskiego, (który tegoż roku po zmarłym ojcem Gejzie objął był rządy w Węgrzech) poseł Austeryk, opat klasztoru Ś. Benedykta pod Eisenburgiem (Mons ferreus) (później wyniesiony na arcybiskupstwo Strygońskie, acz kronikarze uprzednio i przedwcześnie mienią go arcybiskupem Strygońskim) i prosi o koronę dla swego książęcia Węgierskiego Stefana. Chociaż więc papież Benedykt VII obu tym książętom, to jest Polskiemu i Węgierskiemu, postanowił przyznać koronę, w przekonaniu, iż udzielenie tej jednakowej godności żadnemu nie ubliży, a wierze i religii chrześciańskiej znacznie przyczyni wzrostu; atoli przestrzeżony, jak utrzymują, widzeniem anielskiem, iżby obietnicę daną Lambertowi biskupowi Krakowskiemu i M ieczysławowi książęciu Polskiemu cofnął, a koronę jedynie Stefanowi książęciu Węgierskiemu przyznał przez posła jego Austeryka, taką, w myśli swej ułożył odpowiedź: “Iż gdy Polacy pochopniejsi są do krwi rozlewu, zabojów i myśliwstwa, niż do nabożeństwa i miłosiernych uczynków, więcej zdzierstwa i uciemiężenia poddanych, niźli pokój, więcej fałsze i podstępy niżeli prawdę miłują., i bardziej o psy i bydlęta niźli o ludzi się troszczą, jako krwi chciwi okrutnicy; przeto jeszcze dotąd nie są godni korony. Wkrótce jednak (rzecze głos Boży) koronę, której mu teraz odmawiam, podam mu miłościwie, rozsławię go i wywyższę. Są bowiem w tym narodzie tysiące ludzi pobożnych, żyjących według prawa mojego bez zmazy, dla których pokornej prośby i zasługi zlituję się nad resztą, a nie przepomnę o ich dobrych uczynkach, wystawieniu i uposażeniu tylu kościołów, i czci należnej, którą mi okazują”. Takiem więc objawieniem spowodowany Benedykt papież, koronę, którą był dla Mieczysława książęcia Polskiego przeznaczał, Stefanowi książęciu Węgierskiemu przez jego posła Austeryka przyznaje. Lamberta zaś biskupa Krakowskiego, jakkolwiek z smutną dla Polski powracającego odprawą, pociesza tem upewnieniem, “że niezadługo Polacy i ich książę, jak tylko szpetne narowy i występki, dla których dotąd w obrzydzeniu byli u Boga, porzucą, i cnotę zamiłowawszy, pielęgnować będą ludzkości i sprawiedliwość, według życzeń swoich łaski Bożej i błogosławieństwa dostąpią”. Obawiając się zaś Benedykt papież, żeby z powodu przyznania korony Stefanowi książęciu Węgierskiemu, a odmówienia jej Mieczysławowi, pomiędzy obu książętami, wujem i siostrzanem, gorszące nie wynikły zawiści i wojny, przywoławszy obu posłów, daje im przestrogi i upomnienia, zalecając: “aby pokój i zgodę, skojarzoną przez wzajemne sąsiedztwo i powinowactwo, niezłomnie zachowali, i w statecznej przyjaźni nie dali się zachwiać żadną okolicznością ani przygodą; w przeciwnym bowiem nie z powodu objawienia anielskiego korony odmówił Mieczysławowi Polskiemu książęciurazie, tego, z któregoby przyczyny pokój był zerwany, klątwą obłoży”. Twierdzą jednak niektórzy, że papież, ale w skutek otrzymanej wiadomości o jego zejściu, co i ja przypominam sobie, że czytałem w jakiejś kronice Polskiej; i że snadź Węgrzy zmyślili albo wymarzyli sobie ono widzenie anielskie, aby uświetnić koronę posłaną im przez papieża Benedykta, którą do dziś dnia nie bardzo właściwie nazywają świętą, gdy żaden kruszec nie może mieścić w sobie świętości, chyba urojoną i zmyśloną.

JEDEN RYCERZ Z WOJSK WŁODZIMIERZA KSIĄŻĘCIA RUSKIEGO, A DRUGI Z OBOZU POŁOWCÓW, KTÓRZY BYLI KRAJ RUSKI NAJECHALI, WEDLE UMOWY STAWAJĄ ZA WSZYSTKICH DO POJEDYNKU. RUSIN MAŁY WZROSTEM ODNOSI NAD OLBRZYMIM PIECZYNGIEM ZWYCIĘZTWO.

Tegoż roku Włodzimierz książę Ruski spustoszył był Kroacyą, o co Połowcy wojnę mu wypowiedzieli. Przeciw nim kniaź Ruski wyruszywszy zbrojno, spotkał ich nad rzeką Trubieszą; a gdy dla tej rzeki, obu wojskom będącej na przeszkodzie, stoczenie bitwy zdało się niebezpiecznem, wyszedł z obozu Pieczyngów mąż przerosłego wzrostu i niezwykłej odwagi, wyzywając Rusinów, aby z pomiędzy siebie wybrali drugiego do pojedynku, a któryby z nich uległ w walce, tego kraj miał być wystawiony na łup i spustoszenie przez lat trzy. Jeden zatem z Rusinów, który był w domu pozostał, sprowadzony, podjął się tej rozprawy; a że mienią postawą nie wiele obiecował, szydził z niego ów Pieczyng w obec obydwóch wojsk nieprzyjacielskich, mając go już za zwyciężonego. Ale gdy przyszło do walki, Rusin powalił olbrzyma, a wojsko Pieczyngów natychmiast pierzchnęło, Rusini goniąc za nimi, wielu trupem położyli albo w niewolą zabrali. Włodzimierz na tem miejscu wystawił zamek Pereasław, dlatego tak zwany, że ów Rusin zwycięzca rodem był z Pereasławia,

ROK PAŃSKI 998.

MIECZYSŁAW KSIĄŻĘ POLSKI ZAJMUJE ZBROJNO CZECHY I PRAGĘ, I DLA BRATANKA SWEGO URZĄDZA JAK NAJLEPIEJ WEWNĘTRZNE SPRAWY. PIECZYNGOWIE ODNOSZĄ ZWYCIĘZTWO NAD WŁODZIMIERZEM KSIĄŻĘCIEM RUSKIM.

W dniu siódmym Lutego, książę Bolesław, książę Czeski, Pobożnym zwany, brat rodzony księżny Polskiej Dąbrówki, umiera, zostawiwszy jedynego syna Bolesława (drugi bowiem Wacław zawczesnym zszedł był zgonem); ten więc po ojcu nad Czechami objął rządy książęce. Mieczysław książę Polski ubolewając w duszy, że po śmierci Bolesława Pobożnego księstwo Czeskie, szarpane wydzierstwy łakomych panów, stawało się łupem ich przemocy, i litując się nad Bolesławem, swym powinowatym, z imienia już tylko panującymi zbiera potężne wojsko, i w towarzystwie syna swego Bolesława, książęcia Polskiego wkracza do Czech: a kiedy inne miasta ze czcią go przyjmowały, i rozkazom jego poddawały się z pokorą, sama tylko Praga bramy przed nim zamknęła, i nie chciała uledz jego władzy. Mieczysław zatem uderzył nań szturmem, zdobył ją i opanował, a osadziwszy nie tylko zamek ale i miasto dostateczną załogą, i urządziwszy sprawy Czeskie, z wojskiem prawie nietkniętem wesoło i zwycięzko wrócił do Polski.
Gdy tegoż roku Pieczyngowie wtargnęli do ziemi Ruskiej i srodze ją mieczem i ogniem pustoszyli, wyszedł przeciw nim z zbrojnym ludem swoim Włodzimierz książę Ruski, i stoczył bitwę krawą, w której atoli Pieczyngowie zwyciężyli. Włodzimierz na głowę pobity zostawiwszy za sobą wojsko w pogromie i wiele trupa, ratował się ucieczką, a iżby nie wpadł w ręce nieprzyjacioł, przed ścigającą pogonią ukrył się pod mostem, który mu przypadkowo się nadarzył. Tym sposobem oszukał nieprzyjaciela. Pieczyngowie zaś, zdobywszy tabory i obozy Ruskie, i złupiwszy całą. Ruską ziemię, z mnogą zdobyczą, jeńcami i stadami bydła, wrócili, do swoich siedlisk. Po ich ustąpieniu, książe Ruski Włodzimierz na pamiątkę ocalenia swego wystawił w Kijowie i nadaniami opatrzył kościół Przemienienia Pańskiego; w ten bowiem dzień świąteczny, według kalendarza greckiego, przypadła owa klęska i ocalenie Włodzimierza,

ŻYCIE POBOŻNE I ŚMIERĆ SWIRADA WYZNAWCY I BENEDYKTA MĘCZENNIKA.

Słynęli pod ten czas dwaj mężowie, wzorami życia i przykładną mową budujący: Swirad pustelnik, który nad rzeką Dunajcem niedaleko miasteczka Czchowa w dyecezyi Krakowskiej, w grocie pod skałą, jeszcze po dziś dzień widzieć się dającą, przez lat wiele Chrystusowi służył, i Benedykt, wiodący podobnież życie pustelnicze. Potem obadwaj opuściwszy Polskę, udali się do Węgier i zamieszkali w klasztorze Ś. Benedykta u podnóża Eisenberga (Mons ferreus), gdzie rzeczony Swirad, inaczej Zorard, pod zwierzchnictwem opata Asteryka ostre i pokutnicze prowadził życiu, i zasłużył sobie na imię wyznawcy; Benedykt zaś przelaniem krwi za wiarę uzyskał wieniec męczeński.

ROK PAŃSKI 999.

MIECZYSŁAW KSIĄŻĘ POLSKI UMIERA. PO NIM ZA ZGODĄ, POWSZECHNĄ SYN JEGO BOLESŁAW, MĄŻ WSZELKIEMI PRZYMIOTY OZDOBIONY, OBEJMUJE RZĄDY.

Mieczysław książę Polski, spędziwszy długie lata na stolicy swego władztwa, i wraz z małżonką Dąbrówką, córką książęcia Czeskiego, pierwszy zaszczepiwszy wiarę chrześciańską w Polsce, przyczem założył znaczną liczbę kościołów katedralnych i parafialnych, i wielu dzieł świątobliwych dokonał, przyjąwszy nakoniec chrześciańskim obrządkiem Sakramenta święte pobożnie i po katolicku, umarł i pochowany został w kościele katedralnym Poznańskim. Pogrzeb książęcia nie tylko syn jego przesławny Bolesław, ale prałaci i panowie, wielce zgonem tym zasmuceni, z należną czcią odprawili. Niebawem po ukończonym obchodzie żałobnym, syn jedynak, lat dwadzieścia ośm mający, który niepospolite zdolności swoje w zawodzie rycerskim wielu dzielnemi czyny już był od dawna wyświecił, a rzadką w owym wieku skromnością tak chwalebnie się odznaczał, że jawną było, iż więcej jeszcze obiecywał na przyszłość, niż w latach poprzednich zdziałał; za przychylną wolą prałatów i panów Polskich, a zgodną uchwałą i powszechnym, uniesieniu pełnym okrzykiem, powołany został na stolicę ojcowską i rządy państwa objął. Był bowiem urody na podziw przystojnej, z którą łączył rzadką umysłu roztropność, rycerską odwagę i wielkość duszy. Zręczny w kierowaniu spraw domowych i publicznych, takim zalecał się rozumem i obrotnością, że sobie i narodowi swemu ciągle przymnażał chwały. Wylany w hojności na kościoły i sługi Boże, dla rycerstwa dobroczynny, dla innych uprzejmy i łaskawy, taką u wszystkich pozyskał miłość, że zdrowia jego i całości z równą jak swojej przestrzegali troskliwością. Dwór swój nakoniec pomnożył i uświetnił nie tylko rycerstwem i panami znakomitszemi, ale i drużyną licznych wyzwoleńców, których z poddaństwa wyswobodził, napełniwszy go tak znacznym i poważnym orszakiem, że na pozór wojsku prawie zdawał się wyrównywać. Na którego polegając dzielności, snadno krócił zapędy nieprzyjacioł, mąż bystrego rozumu, słynny z męztwa i przezornej rady. Surowość swych rozkazów łagodził szczodrą wspaniałością, i przymileniem, które ją dziwnym zaprawiały urokiem. W sprawowaniu rządów kierował się nie przygodnem szczęściem, ale zasadami cnoty, obdarzony od przyrodzenia postacią okazałą, dostojności pełną, i nad innych ludzi celująca. Cnoty nagradzając łaskawością, występki karał jak najsurowiej. Miał rzeczony Bolesław książę Polski umysł obrotny i sprawny; wszystko, cokolwiek przedsięwziął, z łatwością wykonać zdolny; do miejsca, osób i czasu zręcznie umiejący się stosować, i w wszelakiej okoliczności najlepszą trafić radę; tak dalece, że czy-to w pokoju, czy w wojnie, jakakolwiek nadarzyła się sprawa, do każdej sposobnym, w każdej okazywał się biegłym i jakby umiejętnie wyćwiczonym. Silny zdrowiem, czerstwością, czujnością zmysłów, odznaczał się przytem wymową, dostatkami i wspaniałą szczodrotą. Z tych i innych przymiotów głośną miał u ludzi chwałę, pałając nadewszystko jej żądzą, a lękając się niesławy. Gdy się zaś rozeszła wieść o zgonie Mieczysława książęcia Polskiego w krajach jemu podległych, wszystkie dziewięć kościołów katedralnych przez niego założone i nadane, odprawiały zań żałobne nabożeństwa, i postanowiły, ażeby biskupi następni corocznie je także odprawiali: słusznie, jak sądzę, i sprawiedliwie, bo za książęcia i pierwszego onych kościołów założyciela, który im i wszystkim zakładom duchownym, gdzie pamięć jego w wieczystych nadaniach żyje, wlał i pozostawił swego ducha.
Kiedy mąż święty Wojciech, arcybiskup Gnieźnieński, udał się był do Prus na opowiadanie ludom tamecznym wiary chrześciańskiej, Ś. Gaudenty, zwany inaczej Radzyn, według ciała brat rodzony Ś. Wojciecha, w miejsce męża Bożego przyzwany na arcybiskupstwo Gnieźnieńskie, objął po nim stolicę. Rodem Czech, z szlachetnego pochodził domu, z tychże co i Ś. Wojciech rodziców, Sławnika i i Strzeżysławy, herbu Róża, i tejże rodziny, którą mienią Poraj, Różę czerwoną (!) mającej za godło.

ROK PAŃSKI 1000.

PRUSACY DOWIEDZIAWSZY SIĘ, W JAKIEJ CZCI MIAŁ BOLESŁAW KSIĄŻĘ POLSKI ZWŁOKI BŁOGOSŁAWIONEGO WOJCIECHA, WYSYŁAJĄ DO NIEGO POSŁÓW Z OŚWIADCZENIEM, ŻE MU JE WYDAĆ GOTOWI ZA RÓWNĄ WAGĘ SREBRA. A GDY BOLESŁAW POSŁAŁ IM ŻĄDANĄ ILOŚĆ SREBRA, CIAŁO TAK DALECE ZELŻAŁO, ŻE JE ZA BARDZO MAŁĄ CENĘ WYKUPIONO, I NAPRZÓD DO TRZEMESZNA, A POTEM ODPROWADZONO DO GNIEZNA, GDZIE WIELKIEMI CUDAMI ZASŁYNĘŁO.

Prusacy dowiedziawszy się, że błogosławiony Męczennik Chrystusów Wojciech Bolesławowi, dostojnemu książęciu Polskiemu, jak za życia tak i po śmierci wielce był drogi, i że gorliwie o odzyskaniu i przeniesieniu do Polski jego zwłok przemyślał (taką bowiem dla męża Bożego książę Bolesław przejęty był czcią i miłością, że gdyby Prusacy ciała jego nie chcieli byli wydać, a okupem albo zgodnym jakim układem, postanowił nawiedzić ich orężem i najdotkliwiej jakby tylko mógł prześladować, pókiby ciała świętego nie wydali) wysyłają, do książęcia Polskiego Bolesława posłów, którzy dumnie sobie poczynając, temi słowy zawodzą: “Dowiadujemy się, że bóg twój Wojciech, któregośmy zabili, wielkiego nabawia cię frasunku,
i że pragnąc gorąco odzyskania jego ciała grozisz się nawet wziąć przeciw nam do oręża, i wojnę na nas gotujesz. Orężem przecież nie wskórasz ani odzyskasz ciała boga twojego, które w miejscu tajemnem, tobie i innym wielu niedostępnem, pochowano leży. Jeżeli je otrzymać żądasz, nie żelaza ale srebra potrzeba. Gotowiśmy je w twe ręce wydać, zechcesz-li dać tyle srebra, ile ciało zaważy”. Bolesław książę Polski, acz niechętnym umysłem przyjął to zuchwałe poselstwo, pohamowawszy jednak w sobie słuszny gniew i oburzenie, a na inny czas odłożywszy zemstę, godną tak niewczesnej Prusaków zarozumiałości, skromniej niżeli przyrodzone jego niosło usposobienie, ażeby tem łatwiej odzyskać zwłoki męża świętego, i ze względu na obecny stan rzeczy, posłom Pruskim w odpowiedzi oświadcza: że warunek, jaki położyli, przyjmuje. Stosownie zatem do ugody między Bolesławem książęciem Polskim a posłami Pruskimi zawartej, Bolesław posyła księży wraz z drużyną rycerstwa do Prus, i przeznacza dostateczną ilość srebra, wysypanego hojnie ze skarbów książęcych. Dokąd gdy wysłani przybyli, a według umowy Prusacy, wybrani do załatwienia tej sprawy, ciało Ś. Wojciecha woń jakąś cudowną wydające dobyli z ukrycia, sprawdzają naprzód Polacy, czyli było to samo; poznawszy je potem po ranach, świadczących o świeżem zabójstwie, i po innych znakach oczywistych, kładą na wagę dla odważenia z niem srebra, które był książę Bolesław przysłał. Aliści gdy w mieście Romowe, stolicy Pruskiej, złożono na szali srebro, mające zdaniem Polaków zrównoważyć ciało święto, albo je wagą swoją przewyższyć, dziwnem nieba zrządzeniem, ciało to, które za życia zdawało się naczyniem i przybytkiem Ducha Świętego, do tak leciuchnej zdrobniało wagi, że nie okazując żadnego prawie ciężaru, ledwo szczupłą ilość srebra trzymało na szali. A gdy wszystkich obecnych, Polaków równie jak i Prusaków, wielkie ogarnęło zdumienie, oddają naprzód Polacy Bogu Najwyższemu chwałę za cud zdziałany i wyświadczone tak wielkie dobrodziejstwo, a potem księża zdejmują z szali ciało Ś. Wojciecha z wielką czcią i pobożnością, i składają je w skarbniczce pięknej roboty, przywiezionej z sobą, i na ten użytek przeznaczonej; a niemal wszystko srebro, które miało być dane na wykupienie ciała świętego, chowają napowrót do skrzyni, z wielkiem Prusaków zmartwieniem, którzy zobaczywszy już skarb przywieziony, radzi nie radzi musieli go odstąpić i dotrzymać, danego słowa. Nie śmięli Prusacy zrywać zawartej umowy, acz niektórzy tę niegodziwość doradzali; bali się bowiem ukarania od Boga, którego cud ich zatrwożył przy odważaniu ciała świętego, lub narażenia się na klęski słusznej z Bolesławem książęciem i Polakami wojny, za zgwałcenie umowy, którą sami ofiarowali. Posłowie zatem Polscy, odebrawszy w Prusiech ciało Ś. Wojciecha, z czcią uroczystą i należnym uwielbienia okazem odwożą je do Polski, wśród radości i uweselenia ludu Polskiego, który hurmem i z zapalonemi świecami wychodził na jego przyjęcie, po wszystkich  powiatach, wsiach i okolicach, pracz które je prowadzono. A gdy Bolesław książę Polski powziął wiadomość od posłów do Prus wyprawionych o całej sprawie i wydarzeniu, jak za Bożem zrządzeniem ciało Ś. Wojciecha przy jego odważaniu mało albo nie prawie nie zaciążyło na szali, i gdy się dowiedział, że uprowadzone bezpiecznie znajdowało się już na ziemi Polskiej, z radością i pociechą serca uwielbił cudowna, moc Zbawiciela, który jemu i narodowi Polskiemu tak wielkie wyświadczył dobrodziejstwo. Poczem zwoławszy wszystkich pobliższych biskupów, księży i świeckich panów, w licznym i poważnym tłumie wszelkiego stanu i powołania ludzi wyszedł na powitanie ciała Męczennika; a gdy się ku niemu zbliżył, padł na oblicze wraz z duchowieństwem, ludem i towarzyszącą mu drużyną. Wyśpiewał potem sercem i usty chwałę Boga, odprowadził ciało i złożył w Trzemesznie, w klasztorze kanoników regularnych Ś. Augustyna, który ojciec jego Mieczysław książę Polski zaraz po przyjęciu wiary chrześciańskiej był założył i z osobliwszą hojnością uposażył. Po niejakim zaś czasie, chcąc znakomitszą uświęcić czcią ciało Ś. Wojciecha, zgromadził mnogi poczet biskupów, księży i osób świeckiego stanu, i z wielką a pełną, blasku uroczystością zwłoki męża świętego dnia dwudziestego Października przeprowadził z Trzemeszna do Gniezna, miasta pod ów czas ludnego i kwitnącego, i złożył je z największą czcią w kościele metropolii Gnieźnieńskiej, której tenże święty był przez jakiś czas arcypasterzem. Potem, na pamiątkę tak wielkiego dobrodziejstwa, odprawiał przez wiele dni pobożne uroczystości, i rozdawał ubóstwu hojne jałmużny, z dziwną wylewając się łaską i szczodrotą dla wszystkich, którzy w potrzebach swoich do niego się uciekali. Po przeniesieniu zaś ciała Ś. Wojciecha do Gniezna, począł mąż Boży wsławiać się licznemi i gęsto powtarzanemi cudami, i wielkim okazywać przyczyńcą swoim wyznawcom, w smutkach i dolegliwościach wzywającym jego pomocy. Przeto nie tylko z Polski, ale i z najodleglejszych kończyn Niemiec i Węgier tłumy ludu poczęły uczęszczać i pielgrzymować do jego grobu, gdzie znajdowały zdrowie i pocieszenie Cudów, które mąż święty zdziałał, iż są w różnych księgach opisane, nie zdało nam się zamieszczać w tem dziele, aby go zbytnią obszernością nie powiększać.

TRZĘSIENIE ZIEMI W POLSCE I ZADZIWIAJĄCEJ WIELKOŚCI KOMETA.

Rok ten przyniósł z sobą wiele osobliwszych zjawisk, a zwłaszcza trzęsienie ziemi pełne groźby i postrachu, a dnia czternastego Grudnia kometę, która przy pogodnem niebie podobna do pałającej pochodni, i miecąca rozciągłą łunę światła, tak widokiem swoim wszystkich przeraziła, że nie tylko ci, którzy na polu byli, ale i w domach zamknięci, uczuli się jakby gromem rażeni.

KILKU BISKUPÓW RZYMSKICH ŚMIERĆ I ROZMAITE PRZYGODY.

Po śmierci Benedykta, który siedział na stolicy lat pięć, miesięcy sześć, a według innych lat dziesięć, papiestwo osierocone było przez dni pięć. Pochowano go w kościele Ś. Piotra. Po nim Jan XIV, tak nazwany Piotr biskup Pawijski, władał na stolicy miesięcy ośm; poczem w zamku Świętego Anioła przez cztery miesiące morzony głodem umarł, pochowany w Watykanie. Następcą miał Jana, rodem Rzymianina, męża wielce uczonego, który dzieł kilka napisał. Żył po swem wyniesieniu bardzo krótko, bo tylko cztery miesiące, i ustąpił miejsca innemu tegoż imienia Janowi, także rodem z Rzymu. Tego Krescenty patrycyusz tak srodze utrapił, że przymuszony był Rzym opuściwszy słać do cesarza Ottona II prośbę, aby mu przybył na pomoc. O czem dowiedziawszy się Rzymianie, sami go przywołali, i ścieląc mu się do nóg z pokorą, błagali przebaczenia, którego im też nie odmówił. Władał na stolicy papieskiej lat dziesięć, tyleż miesięcy i dni siedm. Umarł w Rzymie.

GRZEGORZ V PAPIEŻ WZIĘTY NA STOLICĘ, USTANAWIA WRAZ Z CESARZEM OTTONEM III ELEKTORÓW PAŃSTWA.

Po śmierci Jana XV papieża, obrano głową kościoła Grzegorza. V, rodem Sasa, za wstawieniem się Ottona III cesarza, który był jego krewnym. Ten zwał się dawniej Brunonem; maż czcigodny i cnotą znakomity. Ale gdy cesarz Otto od Rzymu odstąpił, Krescencyusz dla zbiorów pieniężnych narzucił Placentyna, nazwanego Janem XVI. Z powodu takiego rozerwania stolicy, cesarz wrócił do Rzymu, kazał ściąć Krescencyusza, a Janowi antypapieżowi wyłupić oczy i poobcinać wiele członków, przy czem nic mu nie pomogło jego złoto, a kościół odzyskał pokój żądany. Uwagi godną jest rzeczą, że tenże Grzegorz z Ottonem III naznaczył i ustanowił elektorów cesarstwa, którzy się i później utrzymali i dotąd jeszcze trwają. Ani Francuzi ani Włosi nie zdołali zmienić tego urządzenia, które wprowadzono nie dla jakowej winy Sasów, lecz dla zapobieżenia na przyszłość niebezpieczeństwom. Ztąd wiersze:
“Moguntczyk, Trewiranin, Kolończyk,
Każdy z tych niech będzie kanclerzem cesarstwa;
Palatyn zaś stolnikiem, książę miecznikiem,
Margrabia komornikiem najwyższym, Czech cześnikiem.
Ci na zawsze stanowią wszystkim najwyższego pana.”
Ale, jak niektórzy mówią, orzeł z tej okoliczności utracił wiele pierza,. a w końcu zupełnie z niego obskubanym zostanie.

ROK PAŃSKI 1001

OTTO III CESARZ, DOPEŁNIAJĄC SWEGO ŚLUBU, PRZYBYWA DO GNIEZNA DLA NAWIEDZENIA GROBU ŚWIĘTEGO WOJCIECHA. BOLESŁAW KSIĄŻĘ POLSKI WYCHODZI PRZECIW NIEMU NA GRANICĘ PAŃSTWA, PRZYJMUJE GO WSPANIALE, I PO ROZESŁANEM SUKNIE PIESZO Z POZNANIA AŻ DO GNIEZNA ODPROWADZA.

Gdy cuda osobliwsze i zadziwiające, które łaska Zbawiciela przez zasługi Ś. Wojciecha arcybiskupa Gnieźnieńskiego czynić raczyła, po wielu krajach szeroko i daleko się rozgłosiły, Otto III cesarz Rzymski nękany słabością, tak z własnego natchnienia, jako też rady przyjacioł, począł o podźwignienia z niemocy gorliwie wzywać Ś. Wojciecha, ślubując Bogu, że. jeżeli dawne odzyska zdrowie, grób Męża świętego osobiście odwiedzi. Aliści cudownie, po uczynieniu takiego ślubu i wezwaniu Ś. Wojciecha, uczuł się wolnym od tej słabości, którą cierpiał. Chcąc zatem ślub swój wypełnić, i u grobu Męczennika złożyć godne Świętego podarki, wybrał się do Polski w gronie wielu książąt i rycerstwa, aby razem i z ślubu się wywiązać i poznać osobiście Bolesława, który wielkiemi pochwałami rozgłośnie wszędy słynął. Jakoż wiedzieli o tem wszyscy, że się udał do Polski nie tylko dla odwiedzenia zwłok Ś. Wojciecha, spoczywających w Gnieznie, ale i poznaniu Bolesława książęcia Polskiego, znęcony jego sławą. O którego zamierzonem przybyciu powziąwszy wiadomość z licznych doniesień Bolesław, przysposobił się we wszystko, co było stosownem do przyjęcia tak znakomitego gościa wraz z jego rycerstwem, i wstępującego cesarza w granice Polski, w licznym dworzan orszaku, przystojnie i z wielką uczciwością powitał. A od pierwszego zaraz spotkania zaopatrzył hojnie i wspaniale, nie tylko jego samego, ale i wszystko rycerstwo, we wszystkie rzeczy potrzebne, i prowadził drogą najkrótszą do Poznania. A że Otto cesarz zobowiązał się był ślubem iść pieszo siedm mil do ciała Ś. Wojciecha, przeto postanowił ztąd już piechotą dalszą podróż odbywać (tyle bowiem rachują drogi z Poznania do Gniezna). O czem Bolesław zawiadomiony, chcąc cesarzowi największą, jaką tylko mógł, cześć okazać, rozkazał całą przestrzeń drogi, którą cesarz miał postępować, od Poznania aż do Gniezna, podesłać suknem rozmaitej barwy, tak iżby w pochodzie swoim wraz z rycerstwem nigdzie ziemi nie dotknął. A lubo cesarz Otto dał poznać że takiej grzeczności bynajmniej nie wymagał, i że mu raczej zdała się ciężarem; a niżeli zaszczytem, przecież zniewolony prośbami Bolesława, któremu nie chciał dać powodu do użalania się, że jego uprzejmością i dobrą chęcią pogardził, przychyliwszy się do jego żądaniu, w towarzystwie Bolesława, pieszo z nim idącego, i drużyny swego rycerstwa, udał się do Gniezna. Tam od Gaudentego arcybiskupa, tudzież innych biskupów, prałatów, panów, niewiast znakomitych i ich córek, którym książę Polski Bolesław na powitaniu cesarza spiesznie zgromadzić się kazał, przyjęty był z wielką czcią i należnym dostojeństwu jego okazem. Cesarz nawzajem, potem uprzejmości witał ich mile i już wtedy nie bez podziwu zwracać począł uwagę na bogate stroje i ozdoby rozmaitych stanów, przepychu pełne z złota, kamieni drogich i pereł klejnoty, w których panie, i znaikomite niewiasty świetnie i okazale, wystąpiły; niemniej na osobiste, prawdziwie królewskie, przymioty Bolesława książęcia Polskiego, dawno już z wieści rozgłośnych sobie wiadome. Dziwiło go to nie pomału, z jaka, wszystko wykonywał szybkością, jak przytomny umysł, staranność i rządne w każdej sprawia okazywał rozgarnienie; jaka odwaga w niebezpieczeństwach, czujna i gotowa na wszystko rada, jak osobliwa przytem zalecała go zręczność i ludzkość: które-to przymioty, jawniej pod ów czas niż kiedy indziej udowodnione, ujęły mu serce tak cesarza jako i wszystkich przytomnych. Gdy nadto przypatrzył się wystawnemu przepychowi, takiej obfitości złota, kamieni drogich, pereł, purpury, zbrojnym wreszcie pocztom rycerstwa i rozlicznej służby drużynom, jakich się. nigdy widzieć w Polsce nie spodziewał, gdy poznał znakomite, i świetne. dzieła Bolesława, nie już z powieści cudzej, ale sam przez się osobiście i własnemi oczyma; więcej jeszcze wzbudziła, w nim podziwu sama obecność, często wielkim imionom nieprzyjazna, a niżeli z daleka mówiąca sława. Bowiem ten książe, raźny i obrotny w wykonaniu każdej sprawy, którą zamierzył, odznaczał się dzielnem ramieniem i wymowa.

OTTO III CESARZ, ZWAŻYWSZY BOLESŁAWA KSIĄŻĘCIA POLSKIEGO WSPANIAŁOŚĆ I POTĘGĘ, WYNOSI GO NA GODNOŚĆ KRÓLEWSKĄ. I WŁASNĄ, WIEŃCZY KORONĄ, UWALNIAJĄC GO PRZYTEM WRAZ Z JEGO NASTĘPCAMI OD WSZELKIEJ PODLEGŁOŚCI CESARZOM. BOLESŁAW WYPRAWIA PRZEZ TRZY DNI OKAZAŁE BIESIADY, I WSZYSTKIE NACZYNIA ZŁOTE I SREBRNE ROZDAJE W UPOMINKU CESARZOWI I JEGO TOWARZYSZOM.

Cesarz więc Rzymski Otto III, przybywszy do miasta Gniezna i wszedłszy do kościoła katedralnego, padł na oblicze przed ciałem Ś Wojciecha, i z wielką pobożnością składał dzięki Bogu i Ś. Wojciechowi za przywrócono sobie zdrowiu. Ofiarował potem do grobu jego podarki godne cesarza w złocie i srebrze, i przez dni kilka zatrzymał się w Gnieźnie, dla oddania należnej czci mężowi Bożemu. Książę zaś Polski Bolesław najusilniejszych dołożył starali, ażeby tak Ottona cesarza, jak i wszystkich którzy z nim przybyli dostojników, panów i rycerzy, nie tylko jak najhojniej zaopatrzył w wszelaką, żywność, ale nadto znakomitemi uczcił podarkami i innemi uprzejmości dowody. Znoszono zatem cesarzowi i panom jego codzień nowe upominki, stosowne do stanu i godności każdego z przybocznych i służebników dworu. Dawano jednym naczynia złoto, drugim srebrno, innym noszenia z drogich kamieni, łańcuchy, konie przepyszne, futra zagraniczne wielkiej wartości, szaty ozdobne tkaninami z złota i srebra, świetne purpurą, i szkarłatom. Cesarz więc Otto, któremu znana, już była z rozgłośnej sławy potęga i wielkość Bolesława książęcia Polskiego, i który od dawna pragnął dla przekonania się o niej nawiedzić kiedykolwiek Polskę, utyskiwał sam w sobie i przed poufałszymi z swoich powierników, że Bolesław tylu dowodami czci, tylu darami i wysługami bardziej go upokarzał niż zaszczycał, i że w zbliżeniu osobistem, co rzadko bywa, większym się Jeszcze niż z dalekiego odgłosu pokazywał. Tem ciekawiej przeto i sam cesarz i jego panowie na bohatera słynnego przoważnemi dzieły, roztropnością, przemysłem, czynnym w sprawach obrotem, wspaniałością i innemi przymioty godnemi panującego, oczy zwracali. I widzieli w nim zbiór najrozliczniejszych zalet, przewyższających jego sławę; wrodzony dar roztropności połączonej z dowcipem, bystrość osobliwsza. i zręczność w. rozporządzaniu i załatwianiu spraw wszelakich, umysł do działania skory i na podziw przezorny. Zastanawiała ich równie ogromna liczba wojsk i ludów, które skinień jego słuchały z niewypowiedziana, bojaźnią i posłuszeństwem, karność rycerzy i sług w wykonaniu prawie na wyskok szczegółowych poleceń. Gdy więc Otto cesarz postrzegł w nim nie tylko zdolności daleko wyższe niźli o nich wieść głosiła, ale rzadki nawet w panujących wzór cnoty; umyślił, dla podwyższenia jego chwaty, przydać mu zaszczyt królewskiej korony. Zwoławszy więc panów przedniejszych i radców swoich, wyjawił im (mówią) nad tak znakomitemi sprawy Bolesława książęcia podziwienie swoje, które długo w duszy ukrywał: “Nic, rzecze, z tego co o Bolesławie książęciu Polskim doniosła nam sława, nie skłamała; owszem większe nierównie rzeczy zataiła, wiele prawdzie ujęła; nie wyświeciła wszystkich dziel chwalebnych i cnót Bolesława, które obecnie widzimy i podziwiamy, ogłaszając je półgębkiem, skąpo i zazdrośnie. Mniejszą była ta sława w świecie, niżeli tu na miejscu. Tyle bowiem widzimy w nim rozsądku, odwagi, wielkości duszy, sprawiedliwości, hojności, łaskawości, tyle w jego prawym i rzetelnym umyśle odkrywamy codziennie zacnych i prawdziwie królewskich przymiotów, że słusznie od nas stawiony być może na wzór najświetniejszy swoim następcom. Byłoby to sromota i zelżywością, powiem nawet występkiem, gdyby mąż tak wielki, a nam i państwu naszemu najprzychylniejszy, pod skromną ukrywał się nazwa, książęcia, a nie siadł raczej im szczeblu najwyższym dostojności królewskiej, kiedy jak wiemy i nad książęta jest możniejszy, i mądrością swoją królom wyrównywa. My więc, jeżeli to zda się wam dobrem i pożytecznem, umyśliliśmy, dla chwały Bożej, dla pomnożenia i wzrostu wiary świętej, a zguby narodów barbarzyńskich, z Polakami sąsiadujących, zaszczycić go dostojnością, królewską, przybrać do wspólności i polnego uczestnictwa władzy naszej, i podać mu do rąk berło królewskie, aby tą przynajmniej wzajemnością wywiązać mu się za tyle dowodów czci, tyle hojnych i wspaniałych darów, któremi nas codziennie obsypuje, pokąd nie zdołamy inaczej ich zawdzięczyć” A gdy wszyscy książęta, panowie i dostojnicy cesarscy, zgodnemi glosy i z uwielbieniem pochwalili te myśl cesarza, rozwodząc się. szeroko i z wielkiemi pochwałami o zaletach Bolesława, i twierdząc jednozgodnie, że w Bolesławie książęciu wzór prawie wszystkich dobrych przymiotów i wszystkie najcelniejsze mieściły się cnoty: cesarz Otto wychodzi z swojej komnaty i z księciem Bolesławem udaje się do kościoła Gnieźnieńskiego, wśród licznej drużyny towarzyszącego obu monarchom rycerstwa i tłumów ludu płci obojej. Dokąd przybywszy cesarz Otto, rozkazuje Gaudentemu arcybiskupowi Gnieźnieńskiemu i innym biskupom, Bolesława książęcia olejem świętym namaścili na króla Polskiego, i z stosownemi mowami i błogosławieństwy wykonać uroczyście to wszystko, co się zwykło czynić przy koronacyach i namaszczeniach królewskich. Czego gdy dopełniono, prowadzi Otto cesarz Bolesława na tron wyniosły, zkąd od wszystkiego, które ich otaczało, zgromadzenia mógł być widziany; a zdjąwszy z głowy swojej świetną koronę, w którą na ów czas był przybrany, koronuje nią i wieńczy skroń Bolesława, mianując i ogłaszając tak jego, jak i wszystkich Bolesława potomków, dziedzicznemi królami Polskimi, cesarstwa Rzymskiego sprzymierzeńcy i przyjaciółmi; przyczem poddał jego zwierzchnictwu i królestwu wszystkie krainy i ludy Polskie, i prawem własności odkażał wszelakie księstwa, ziemie i powiaty, bądź już nabyte, bądź w przyszłości przez niego i następnych królów Polskich z łaski Bożej na narodach pogańskich lub odszczepionych zdobyć się mające. Orła przytem białego jemu i całemu królestwu wiecznemi czasy za herb nadal, ażeby na wzór państwa Rzymskiego, które podobny mając znak za godło, różniący się jedynie kolorem czarnym, dzierżyło nad wszystkiemi krajami Niemieckiemi zwierzchnictwo, i on takiegoż używając godła w polu białem nie przestawał podbijać pod swoje panowanie narodów Słowiańskich, w barbarzyństwie jeszcze żyjących Zaczem upominał go i zachęcał, aby dla wzrostu i rozkrzewienia wiary chrześciańskiej staraj się wszelkiemi siłami wytępiać barbarzyńców, a iżby poddanemi swojemi rządził sprawiedliwie, kościołowi Bożemu i sługom jego oddawał powinną cześć; i należytość, a trwał w przymierzu i statecznej przyjaźni z cesarzom; obiecując mu , że z czasem za swe dzieła chwalebno i cnoty większych jeszcze dla siebie, synów swoich, wnuków i następców od Boga i cesarza łask dostąpi. Żeby zaś to postanowienie uczynić tem trwalszem i powniejszem, zatwierdza je i uświęca przywilejem cesarskim, opatrzonym pieczęcią, złotą (bulla aurea), mocą którego królow i królestwo Polskie wyosabnia, nadaje i wynosi osobliwszemi swobodami i prawami wyłączności, z zupełnem usamowolnieniem i wyjęciem ich na wieczne czasy z pod władzy i zwierzchnictwa swego i swoich następców cesarzów Rzymskich. Bolesław zaś, nowy król Polski, skromnemi słowy odpowiedziawszy na to, co mu cesarz zalecił, i dziękując z wielką uprzejmością za odebrano dary, przyrzekł: “że wedle możności za pomocą Bożą wszystko wypełni”. A lak rzeczpospolita Polska stała się królestwem, a Bolesław książę Polski wywyższony został nad wszystkich książąt Słowiańskiego rodu. I gdy do spełnienia miary wszelakiej pomyślności nie brakowało mu niczego, krom korony królowskiej, Opatrzność Boska i tą go obdarzyła. Za tę przeto i inne nader liczne dla rodu i plemienia swego zasługi uczczono go posągiem złotym, tudzież łukiem tryumfalnym, na świadectwo potomnym wiekom; on bowiem pierwszy u Polaków przyjął oznaki godności królewskiej. Dzieli też ów pamiętny dla narodu, równie jak następne, święcono nader uroczystym obchodem, ku czci i chwało dwóch obecnych monarchów, dającego i przyjmującego koronę. Uświetniono go wydaniem wspaniałych zabaw i widowisk: w tym dniu bowiem Bóg niezmierzony w swojej łasce wyniósł Bolesława króla na stolicę królestwa i w nim uświęcił początek tak zaszczytny błogiego i pożądanego dla wszystkich Polaków panowania. Widząc Bolesław, ile z uzyskanej godności królewskiej jemu państwu jego i narodowi Polskiemu przybyło chwały, uznał, że we wszystkiem spełniły się słowa Benedykta VII  papieża, wyrzeczone w odpowiedzi posłowi ojca jego, Lambertowi biskupowi Krakowskiemu. Uradowany więc i niezwykłą przejęty pocichu, przez trzy dni następne urządzał z przepychem podziwienia godnym najwytworniejsze biesiady dla cesarza Ottona i wszystkich książąt, prałatów i panów; przyczem okazał i szlachetnego umysłu wspaniałość i bogactwa swojo i wielkość. W ciągu bowiem owych trzech dni przewyższył hojnością wszystkich książąt, do tego stopnia, że rozrzucając raczej niźli rozdając podarki, cesarza i najprzedniejszych panów jego orszaku z dala za sobą i w upokorzeniu zostawił, a zdziwiwszy wiek spółczesny, samego zwłaszcza cesarza i jego towarzyszów, potomności przekazał wieść do uwierzenia trudną. Każdego bowiem dnia zastawiano stoły gościnne naczyniami nowemi z złota i srebra, połyskującemi od klejnotów i drogich kamieni, które zaraz po skończonej uczcie, złożone w stos osobny, cesarzowi w darze odnoszono. Toż samo powtarzano w drugim, a nakoniec i w trzecim dniu, zastawiając w miejsce tamtych inne, a coraz większej wagi i wartości naczyniu. Uczciwszy zaś tak hojnemi dary cesarza, zwracał się z swą szczodrotą do książąt, prałatów, panów i dworzan cesarskich, i stósownie do stanu, stopnia i powołania, wszystkim rozdawał upominki, zawdzięczając tą bezprzykładną prawie wspaniałością, uprzejme względy cesarza, który z własnego popędu i natchnienia królewską uwieńczył go koroną. A ku większemu uczczeniu Otttona codziennie wyprawiano igrzyska, gonitwy z kopijami, pląsy, śpiewy i rozmaitego rodzaju zabawy. Cała stolica brzmiała dzień i noc muzyką i ochoczą rozrywką. Tak gościnnem chęci swoich wyłaniem król Bolesław tyle sobie ujął wszystkich panów i dworzan cesarskich, że im się zdawało, iż mniej otrzymał niźli zasłużył, i ofiarowaną mu dostojność królewską niżej cenili, niż okazaną sobie uprzejniość i hojność.

CESARZ OTTO III SIOSTRZENICĘ SWOJĘ RYSĘ, CÓRKĘ GRABI PALATYNA REŃSKIEGO, MIECZYSŁAWOWI, SYNOWI BOLESŁAWA KRÓLA POLSKIEGO, W MAŁŻENSTWO PRZYRZEKA, I SKŁADA KRÓLOWI W SZACOWNYM DARZE GWÓŹDŹ MĘKI PAŃSKIEJ I WŁÓCZNIĘ Ś. MAURYCEGO; BOLESŁAW ZAŚ OFIARUJE MU RAMIĘ Ś. WOJCIECHA.

Otto III cesarz, mąż ślachetnego i wspaniałego umysłu, zważając, że i sobie i swoim uczyniłby ujmę, gdyby się nie wywzajemnił za tyle przysług i upominków, któremi ich Bolesław król Polski tak hojnie obdarzył, po krótkim namyśle, postanawia wejść z królem Bolesławom w związek powinowactwa, i zaślubić synowi króla Polskiego jedynemu, który imieniem swego dziada nazywał się Mieczysław, siostrzenicę swojo Ryxę, córkę pierworodną Ezzona, czyli Heronfryda grabi palatyna Reńskiego, książęcia pod ów czas słynącego zacnością rodu i osobliwszą, roztropnością, i rodzonej siostry swojej Mochtyldy. Tę dla uświetnienia domu królewskiego i większej chwały narodu łączy z wspomnianym książęciem Mieczysławem, drogim i jedynym plemieńcem Bolesława, iżby dostojność korony królewskiej zajaśniała jeszcze związkiem zaszczytnym z krwią i rodziną cesarskiego domu. Ugody i zaręczenia uroczyste pomiędzy cesarzem a królem, w imieniu dzieci, zawarte zostały i utwierdzono na piśmie. Uważał bowiem Otto za walną cesarstwa swego podporę, jak rzeczywiście było, to powinowactwo, mające skleić kraje Niemieckie z Polskiemi. Na tem jeszcze nie przestając, daje w podarku Bolesławowi gwóźdź z krzyża Zbawiciela, uświęcony przebiciem ciała Pańskiego, tudzież włócznię, Ś. Maurycego, z taką przemową: “Ten gwóźdź, nad który sądzę iż nie mam i mieć nie mogę między wszystkiemi skarbami memi nie kosztowniejszego, nie droższego, ani wdzięczniejszego, ani milszego, tobie, memu najmilszemu powinowatemu, daję za godło zwycięzkie, czyniąc cię, mocą tego znakomitego daru, wszystkich okólnych nieprzyjaciół, a zwłaszcza narodów barbarzyńskich, wielkim i sławnym zwycięzcą nie wywzajemniam się złotem i srebrem za wspaniałe upominki twoje, któremi mnie i towarzyszów moich obdarzyłeś, bo widzę że w nie aż nadto jesteś bogaty, ale darem przewyższającym wszystkie bogactwa ziemskie, gwoździem Chrystusowym. Przydaję ci nadto włócznię Ś. Maurycego, naczelnika legii Tobańskiej, abyś jej używał jedynie w wojnach toczonych z narodami barbarzyńskiemi, królestwu twemu przyległemi, których potęgi; za pomocą Bożą, i przyczyną Ś. Maurycego zetrzesz”. Bolesław zaś król Polski, za związek tak zaszczytny i świetny, i dary znakomite takiej rzadkości wynurzając cesarzowi słuszną podziękę, darował mu nawzajem ramię Ś. Wojciecha, przyjęto z wielką wdzięcznością i uczuciem pobożnem; przyczem tak mówił do cesarza: “Kiedy codziennie więcej się przekonywam, że mnie i lud mój, a nawet potomstwo moje w tak czułym raczysz mieć względzie, że nie przestając na wywyższeniu mojem wraz z narodom władzy mojej podległym, jeszcze i syna mego przybierasz za zięcia, gdy nadto tron królewski, na którym mnie osadzasz, uświęciłeś gwoździem Chrystusowym i włócznią Ś. Maurycego, godłami zwycięztwa; przeto starać się będę usilnie, abym ozdobiony tak wielkiemi zaszczyty wywiązał się za nie raczej czynami niż słowy. Z szczerą wiernością i chęcią za ciebie i państwo twoje staczać będę wojny, do jakich tylko zechcesz mnie powołać, kwapiąc się z dowodami wdzięczności, w której nikt mnie przewyższyć nie zdoła”. A to uwieńczenie książęcia Polskiego Bolesława koroną królewską” i pierwsze namaszczenie królów Polskich przypadło w to czasy, gdy na stolicy Piotra siedział Jan XVIII papież.

BOLESŁAW ODPROWADZA CESARZA DO GRANIC KRÓLESTWA W WSPANIAŁYM ORSZAKU, A WRAZ Z NIM WYPRAWIA POSELSTWO PO NARZECZONĄ SWEMU SYNOWI RYXĘ, KTÓRA WKRÓTCE PRZYBYWA.

Otto cesarz, dopełniwszy koronacyi Bolesława I, króla Polskiego, i spowinowaciwszy się z nim przez siostrzenicę swoję Ryxę, obciążony złotem, srebrem i rozlicznemi upominki, opuszcza Gniezno, z błogą w sercu pociechą, że ukoronował i powinowactwa związkiem skojarzył z sobą.
książęcia, tak ludzkiego i wspaniałego, a w nim sobie i cesarstwu tuk znakomitego pozyskał sprzymierzeńca. Bolesław zaś król Polski, wracającego cesarza do swoich krajów odprowadził aż na granice królestwa, podejmując go wraz z towarzyszącem mu rycerstwem hojnie i wspaniale, po wszystkich miejscach do władztwa jego należących. A gdy przybyli do granie królestwa, złożywszy dzięki cesarzowi, i stwierdziwszy z nim sojusze wiecznej przyjaźni rozmaitemi obietnicami, pożegnał go i wrócił do Polski. Otto zaś cesarz puścił się z powrotem do Niemiec, i szczęśliwie przybył do Magdeburga, gdzie najczęściej zwykł był przesiadywali. Poczem Ryxę dziewicy, dostojną, siostrzenicę swoję oddał z wianem i oprawił posłem Bolesława króla Polskiego, którzy w towarzystwie jego razem przybyli dla zabrania jej do Polski i złożenia podarków wielkiej wartości, posianych od króla Bolesława ojcu Ryxy, Ezzonowi grabi palatynowi. Ci zatem z liczną drużyną rycerstwa, przydanią przez cesarza i ojca narzeczonej, grabiego palatyna Ezzona, odprowadzili do stolicy Gniezna dziewicę w minkach ćwiczoną, słynną, urodzeniem, powabem, skromnością i wdzięczna, obyczajów niewieścich powaga.. Złożyli posągowo dary i oprawę dworską, a prosili imieniem wuja, ojca i rodziny” aby ja. Mieczysław książę przyjął dla pociechy swojej, jak wierną towarzyszkę, do społeczeństwa i łoża swego, a w słodkiej z nią przyjaźni mieszkał, biorąc małżonkę, dobroci polną, skromną, powolną i uległą”. Król zaś Bolesław, zważywszy uzyskaną z laski Boga i przychylności ludzkiej godność królewską” tron i majestat panującego, który uczynił go wyższym nad innych książąt i wielu zaszczytami przedniejszym, rozsądek połączył z łaskawością, umiłował sprawiedliwość, zapewnił i ustalił swoje panowanie i błogim cieszył się pokojem.

PRZYMIERZE BOLESŁAWA KRÓLA POLSKIEGO Z WŁODZIMIERZEM KSIĄŻĘCIEM RUSKIM.

Zatrwożony tymczasem Włodzimierz książę Ruski tą wszechstronnie wzmagającą się Boloslawa króla, Polskiego potęgą, w obawie, iżby kiedy nie zagroziła jemu i jego władztwu, wysyła uroczyste poselstwo z prośbą, aby z nim i krajami jego zawarł przymierze Bolesław król Polski pojmując, że przyjazne stosunki z Rusin wielce dla Polski były pożądanemi, skłonił się do zawarcia-sojuszu z Włodzimierzem, i po umówieniu słusznych warunków stwierdził je zobopólną przysięgą. Oba więc państwa kwitnęły przez długie lata wzajemną zgodą i w błogim spoczywały pokoju.

ROK PAŃSKI 1002

CZESI, A OSOBLIWIE RAWICZANIE, ZAWIŚCIĄ, POBUDZENI, NAMAWIAJĄ KSIĄŻĘCIA SWEGO BOLESŁAWA DO PODNIESIENIA ORĘŻA PRZECIW POLSCE. MNICH STRACIKWAS, W CZASIE WYŚWIĘCENIA GO NA BISKUPA PRASKIEGO, Z SKRYTYCH WYROKÓW WSZECHMOCNEGO OD CZARTA UDUSZONY GINIE.

Wkrótce atoli sąsiednie narwij poczęły zazdrosnem okiem poglądać na te zaszczyty, któremi cesarz Bolesława i jego państwo tak świetnie ozdobił i wywyższył, obdarzając go koroną królewski” gwoździom Męki Chrystusowej i włócznią Ś. Maurycego. Więcej zaś nad inne narody Czesi przejęci tu zazdrością trapili się pomyślnem Bolesława i Polskiego narodu powodzeniom, utyskując, że Polska wprzódy niż Czechy uzyskała dostojność królestwa. Panował w owo czasy nad Czechami Bolesław III. Srogi bowiem gwałtownik Bolesław, rodzony brat i zabójca Ś. Wacława, którego córka Dąbrówka, niewiasta zacna i pobożna (jako się wyżej rzekło) porodziła Mieczysławowi Bolesława pierwszego króla Polskiego, zostawił umierając dwóch synów: jednego Bolesława, który przez długie lata panował nad Czechami łaskawie i sprawiedliwie, i nazwany został Bolesławem Pobożnym; drugiego Stratkwasa, na którego chrzcinach zdarzyło się zabójstwo Ś. Wacława, a który z powodu tak niegodziwego morderstwa otrzymał nazwę Stratkwas (to jest, straci kwas). Ten w Ratyzbonie wstąpiwszy do klasztoru Ś. Emorana zakonu Ś. Benedykta, w mniszej szacie pokutował za zbrodnię ojcowską. Niegdyś błogosławiony Wojciech spotkawszy się z nim w Pradze namawiał go, żeby po nim objął Praską stolicę w tej myśli, że przy pomocy tata rodzonego mógłby skrócić z łatwością niezbożne i zuchwałe Czechów bezprawia; na co on jednak wtedy nie przystał. Później dopiero (jako mu był mąż święty, wymawiającemu się i wzbraniającemu wniść drzwiami do owczarni, przepowiedział) zapragnąwszy wyniesienia, którem się zdawał wprzódy pogardzać, po wygnaniu Ś. Wojciecha Praską stolicę za wstawieniem się brata swego Bolesława od cesarza Ottona III otrzymał. A gdy z cesarskiego zlecenia arcybiskup Moguncki wyświęcał go na biskupa Praskiego, on zaś w czasie tego obrzędu zwykłym obyczajem na ziemi krzyżem leżał, mając przywdziewać szaty biskupie, nagle z skrytych wyroków Boga, ścigającego zbrodnie w drugiem, trzeciem i czwartem pokoleniu, opętany od czarta, tak gwałtownie i straszliwie duchem jego był miotany, że w tej męce niezadługo życie zakończył, wśród zgrozy pełnego wszystkich przytomnych osłupienia. Bolesław II Pobożny umierając zostawił syna jedynaka Bolesława. Tego Czesi poduszczali ustawicznie do najazdu na Polskę, celem shołdowania
sobie całego kraju, lub przynajmniej jakiej jego części, przekładając, że jeśli jako książę królestwo Polskie splądruje i owładnie, większą u cesarza i innych książąt wziętość pozyska. Nie brakło też między panami Czeskimi takich, którzy, jak zwłaszcza Ursowicze i wszystek niemal dom Rawitów, ludzie chytrzy i przebiegli, a na ów czas w Czechach przemożni, między bracią po siostrze i bracie ciotecznemi zasiewali niezgody, i zgubną podżegali wojnę, w tej myśli, że ród swój do wyższego podniosą znaczenia i majątki swoje wśród domowych rozruchów pomnożą, czego w czasie pokoju obiecywać sobie nie mogli.

JORDAN BISKUP POZNAŃSKI UMIERA.

Jordan, pierwszy biskup Poznański, przesiedziawszy na stolicy lat dwadzieścia sześć, umiera; pochowano go w kościele Brandeburskim, lubo niektórzy utrzymują, że w Poznańskim kościele był pochowany. W jogo miejsce wyniesiony został na biskupstwo Poznańskie Tymoteusz, Rzymianin, szlachetnego rodu, naznaczony od papieża Benedykta VII.

OTTO III CESARZ OSADZA NA STOLICY PAPIESKIEJ GRZEGORZA V; KRESCENCYUSZA ZAŚ RZYMIANINA, MORDERCĘ JANA XVI PAPIEŻA, DĄŻĄCEGO DO OPANOWANIA CESARSTWA, NA MOŚCIE TYBROWYM ŚMIERCIĄ KARZE; NAKONIEC PO ZGWAŁCENIU ŻONY JEGO, OD NIEJ OTRUTY UMIERA. HERIBERT ARCYBISKUP KOLOŃSKI UKRYWSZY ŚMIERĆ CESARZA, KAŻE GO WSADZIĆ NA KONIA I WYPROWADZA GO Z RZYMU NIBY ŻYWEGO. PO OTTONIE WSTĘPUJE NA STOLICĘ CESARSKĄ HENRYK II KSIĄŻE BAWARSKI.

Otto zaś III gdy wrócił z Polski,  dowiedział się, że Krescencynsz Rzymianin, kazawszy udusić papieża Jana XVI, przywłaszczył sobie rządy i jarzmem srogiem Rzym uciskał, pełen nadziei, że gdy Włochy ujarzmi, z łatwością (jak sobie był zamierzył) całe cesarstwo opanuje. Oburzony słusznie taką zuchwałością cesarz, wysławiwszy na cześć Ś Wojciecha biskupa i męczennika klasztor kanoników regularnych, ruszył do Rzymu z liczną przedniejszych panów drużyną, a stanąwszy w chwiejącej się i zawichrzonej rzeczypospolitej Rzymskiej, kościół Boży i cesarskie władztwo niezmordowanym trudem i starannością swoją podźwignął i naprawił. Poczem wyniósł na stolice. Apostolską Brunona, swego najwyższego kanclerza, męża powagi wielkiej, zaleconego życiem uczciwem, obyczajami i nauką, który przyjął imię Grzegorza V. Krescencyusza zaś, samowolnego wdziercę, gwałciciela Rzymu i cesarstwa Rzymskiego, który się był zamknął w gmachu warownym cesarza Adryana, od niektórych uważanym za dzieło samowładcy Teodoryka, a świeżo nakształt twierdzy umocnionym, włamawszy się doń siłą i dostawszy go żywcem, na moście Tybrowym ściąć kazał, a tak i Rzymowi i Włochom pokój przywrócił. Za tę spieszną usługę byłby sobie na wiekopomną; zasłużył chwałę, gdyby żądze swoje równie jak nieprzyjacioł zwyciężać był umiał. Ujrzawszy bowiem małżonkę pokonanego i na gardło skazanego od siebie Krescencyusza, zapalił się ku niej nieporządną miłością i zgwałcił ją nocy następnej. Potem od niej otruty, gdy jad zgubny rozszedł się po jego ciele, w śmiertelną zapadł niemoc i umarł dnia dwudziestego piątego Stycznia, po latach ośmnastu panowania. Pielęgnował go z szczególną troskliwością Heribert arcybiskup Koloński, którego skinień słuchał cały dwór cesarski. Zaraz tenże arcybiskup Heribert wsadzić go kazał sztucznie na konia i przyodziać purpurą, jakby żywego i wyciągającego na wyprawę. Tym sposobem utaiwszy śmierć cesarza przed Rzymianami, między którymi wiedział iż było wielu niechętnych i oburzonych przeciw niemu z przyczyny zgładzenia Krascencyusza, przeprowadził go z tej strony Alp do Szwabii, pochował wnętrzności jego w mieście Augsburgu, a zwłoki przewieźć kazał do Akwisgranu, gdzie tenże Heribert, czcigodny arcybiskup Koloński, i inni książęta Niemieccy pochowali je z wielką wspaniałością w środku kościoła N. Panny Maryi. A gdy tenże Otto cesarz żadnego nie zostawił potomstwa, objął po nim rządy państwa Rzymskiego Henryk II książę Bawarski, syn Henryka brata Ottona I, ośmdziesiąty piąty po Auguście, koronowany przez Wiligista arcybiskupa Mogunckiego.

WYNIESIENIE NA STOLICĘ I NĘDZNA ŚMIERĆ UDONA ARCYBISKUPA MAGDEBURSKIEGO.

Za czasów zaś tegoż Ottona III cesarza, kościół metropolitalny Magdeburski od dziada jego Ottona I założony i uposażony, miał arcybiskupa imieniem Udona, którego Najś. Panna cudownie na stolicę wyniosła: ale potem tenże Udo, dla bezecnego i nader gorszącego życia, z wyroku samego Boga jawnie i widocznie w kościele Magdeburskim nań wydanego, głowę dał pod miecz katowski. Jeszcze za życia jego Anioł, upominający go, aby się poprawił, te słowa powtarzał:
“Udonie, przestań igraszki, już dosyć naigrałeś się Udonie”.

BOLESŁAW KSIĄŻĘ CZESKI, ZERWAWSZY PRZYMIERZE Z BOLESŁAWEM KRÓLEM POLSKIM, ZIEMIE JEGO PUSTOSZY. BOLESŁAW KRÓL WYCHODZI PRZECIW NIEMU, A NIE ZNALAZŁSZY GO, SPOSOBI WYPRAWĘ DO CZECH.

Zgubną wiedziony radą Bolesław III książę Czeski, wojnę bez żadnej słusznej przyczyny przeciw Bolesławowi królowi Polskiemu podniósłszy, wtargnął zbrojno do Polski pod Kłockiem (Kloczsko), i począł kraj po nieprzyjacielsku mieczem i ogniem pustoszyć, zmuszając, go do poddaństwa i daniny. O czem gdy Bolesławowi królowi Polskiemu doniesiono, zdziwił się nie pomału, że ten, w którym się spodziewał czasu przygody znaleźć brata i przyjaciela, niesłusznie napastował go orężem, bez poprzedniego nawet wojny wypowiedzenia. Wyprawił więc do niego posłów z przełożeniem, aby ze względu na pokrewieństwo i zachowane dotąd przymierze skłonił się do wynagrodzenia szkód poczynionych i utrzymania nadal pokoju. Bolesław książę Czeski wysłuchawszy ich odpowiedział: “że niechętny i przymuszony, z powodu krzywd poprzednio doznanych wziął się do oręża, Polacy bowiem najechali jego granice; nie odmawia atoli wszelkiego z swojej strony, jakie możliwem będzie, zadosyć uczynienia”. Za zgodą przeto posłów Bolesława, króla Polskiego ułożono i zatwierdzono rozejm. Na tej zasadzie król Bolesław, uważając wojnę za zawieszoną albo wcale skończoną, zaniechał przedsięwziętej wyprawy. Ale książę Czeski Bolesław, tąż samą co pierwej poduszczony namową, zebrawszy większe jeszcze siły, z pogwałceniem przymierza wpada do, Polski i z całą gwałtownością kraj pustoszy; upewniali go bowiem Czesi, że Bolesław król Polski nie ośmieli się stawić czoła jego wojsku i potędze, a książę nierozważny polegając na ich radzie tem żwawiej popierał wojnę. Bolesną o tem wiadomością tknięty król Bolesław, i jak lew gniewem rozsrożony, ściąga jak najspieszniej z całego Królestwa rycerzy i najbitniejszych wojowników, i szybkim pochodem wyprowadza hufce zbrojne przeciw książęciu Czeskiemu Bolesławowi: który tymczasem ostrzeżony przez swoich szpiegów, że Bolesław król Polski zbliża się z potężnem i siły jego znacznie przewyższającem wojskiem, wstrzymawszy dalsze najazdy i spustoszenia, cofa się z Polski i do swego kraju powraca. Lecz gdy król Bolesław nie zastał go w okolicach przezeń splądrowanych, nie lżej uczuł ucieczkę nieprzyjaciela, niż klęski i narzekania ludu pokrzywdzonego napaścią Czechów: tem większym przeto obostrzony gniewem na widok spustoszenia, rzeki jak wieść niesie te słowa: “Kiedy ani krwi wspólność, ani powolność moja, ani świętość sojuszów nie zdołały wstrzymać książęcia Czeskiego Bolesława od niszczącego na kraj mój najazdu, zmuszonym się widzę ścigać go aż do zagłady, nie jak
prawego nieprzyjaciela, lecz jak wiarołomnego zdrajcę i przeniewiercę”. Pod ten czas właśnie dowiedziawszy się Bolesław król Polski o nędznej i niezasłużonej śmierci przesławnego cesarza Ottona, zakazał przez dni kilka wszelkich zabaw i uciech, przywdział po nim z całem Królestwem swojem czarne żałobne szaty, i w kościele Gnieźnieńskim uczcił go wspaniałym obchodom pogrzebowym, a nawet rocznicę jego zgonu aż do śmierci swojej uroczyście obchodził, czułą pamięcią wywdzięczając się za uczynioną sobie przysługę.

ROK PAŃSKI 1003

BOLESŁAW KRÓL POLSKI WKROCZYWSZY DO CZECH, PRZY POMOCY RAWITÓW, POD ÓW CZAS NAJPRZEWAŻNIEJSZYCH, WSZYSTEK KRAJ ORĘŻEM ZAJMUJE, PRAGĘ PO DWULETNIEM OBLĘŻENIU I ZAMEK WYSZEGRAD ZDOBYWA, SAMEGO KSIĄŻĘCIA WRAZ Z JEGO SYNEM BIERZE W NIEWOLĄ: A GDY WSZYSCY PANOWIE CZESCY ZŁOŻYLI MU PRZYSIĘGĘ WIERNOŚCI, KSIĄŻĘCIU KAŻE WYŁUPIĆ OCZY, SYNA ZAŚ JEGO RAWITOM W STRAŻ ODDAJE; SAM DO POLSKI ZWYCIĘZKO POWRACA.

Nie mógł Bolesław król Polski znosić długo żalu i utrapienia duszy sprawionego spustoszeniem kraju przez Bolesława książęcia Czeskiego; i jakkolwiek słusznemi powodowany względami, a zwłaszcza niepogodą czasu i innemi trudnościami, rzecz odwlekał, gotował się przecież z wyprawą na Czechy, pragnąc pomsty za doznane krzywdy, i ściągnął znowu liczne pieszego i konnego rycerstwa zastępy, dla zapewnienia pomyślnych skutków przedsięwziętej wojny. Wkroczywszy potem z ogromnem wojskiem do Czech, zdobywa jedno po drugich miasta, które mu stawiły opór, inne zaś najlichsze miasteczka i osady mieczom i ogniem pustoszy, w spodziewaniu, że Bolesław, książę Czeski, poruszony tą księstwa swego ruiną, łupieżą i pożogą, da się wywabić do stoczenia walnej na polu otwartem bitwy. Był na ów czas w Czechach przeważny dom Werszowców c. Ursowiczów, celujący między innemi ślachetnością rodu, obszernemi krwi związkami, majątkiem, sławą i znaczeniem. Ursowiczami zaś zwala się ta rodzina dlatego, że za herb miała niedźwiedzia (ursus) niosącego pannę z koroną na głowie. A najstarszy i głowa tej rodziny Kochan, przodkujący między swoimi zamożnością i powagą, dworzaninem był niegdyś króla Polskiego Bolesława. Ten ujęty z dawna szczodrotą królewską i wiele kroć doznanemi względy, namawia najprzychylniejszych sobie członków domu swego i rodziny, aby wspierali zamysły i działania króla Bolesława: który, jak samego Kochana, tak jego braci i należących, przynęciwszy snadno do siebie hojnością i licznemi dary, zyskał ich cześć i przywiązanie Tych przeto wiernej usługi, przestróg i wskazówek używając do pomyślnego kierowaniu wyprawą, miał pożądanych w wojnie pomocników; za ich przewodem i współdziałaniem szerząc nieustanne mordy, łupiestwa i pożogi, wszerz i wzdłuż splądrował i zwojował krainę Czeską. Gdy więc Bolesław król Polski całe Czechy, wyjąwszy majątki Ursowiczów, których kazał oszczędzać, niszczył rzezią i spustoszeniem, Bolesław książę Czeski, niezdolny stawić mu czoła, zamknął się z synem swoim Jaromirem w zamku Wyszegradzie. Poczem król Polaki Bolesław podsunął swoje poczty pod samę stolicę Pragę i zamek Wyszegrad; a ścisnąwszy pierwszą oblężeniem, potłukłszy prokami i taranami, wymorzywszy wreszcie przez dwa lata głodom, zdobył zwycięzko, opanował, i wojsku swemu wydał na pastwę łupieży. Po zdobyciu zaś stolicy Pragi, wziął niezadługo i Wyszegrad, gdzie schwytanego książęcia Czeskiego Bolesława wraz z synem Jaromirem (drugi bowiem syn jego Oldrzych (Udalryk) pełniący służbę na dworze cesarskim, nie był obecny) pojął w niewolę, i całe Czechy berłu swojemu shołdował. Potem ustanowiwszy tak w Wyszegradzie jako i w Pradze i innych miastach starostów, swoich zastępców, obiera sobie Pragę za stolicę księstwa, a wszystkę szlachtę i panów Czeskich, którzy posłyszawszy o zwycięzkim zdobyciu Pragi i Wyszegradu sami do niego pospieszyli, łaskawie i nader zaszczytnie przyjmuje, poczem bez żadnego przymusu odbiera od nich przysięgę wierności i posłuszeństwa. Ci też zobowiązani jego hojnością i mnogiemi dary, wiernie odtąd i z powolnością ulegali jego zwierzchnictwu. Podbiwszy w ten sposób i owładnąwszy Bolesław król Polski księstwo Czeskie, po wszystkich miastach i zamkach władzy jego poddanych poustanawiał starostów i wielkorządców, częścią z Polaków, częścią z wybrańszych Czechów, o których wiedział, że mu byli wierniejsi i przychylniejsi. A gdy wszystko ułatwił i jak należało rozporządził, postanowił wrócić do Polski z swojem wojskiem zwycięzkiem. Wstrzymywały go atoli prośby usilne i błagania Czechów, ażeby dłużej u nich pozostał. Na co gdy król Bolesław odpowiadał, że tego żadną miarą uczynić nie mógł, zwłaszcza że i w królestwie Polskiem wielce obecność jego była pożądaną; Czesi, a przed innymi wierniejsi mu Ursowicze, doradzali królowi, żeby Bolesława książęcia Czeskiego i syna jego Jaromira, których trzymał w niewoli, zgładzili rozkazał, przekładając, że jeśli ci przy życiu zostaną, Czesi kiedykolwiek porwą się do oręża; owszem, żeby się starał sprzątnąć albo dostać w moc swoję Oldrzycha, drugiego syna Bolesława książęcia Czeskiego, który sprawował służbę na dworze cesarza Ottona. Ale król Bolesław chociaż uznawał, że mówili prawdę, wzdrygał się popełnienia takiego okrucieństwa na książęciu i bracie. Podmówiony przecież od Czechów, kazał książęciu Czeskiemu oczy wyłupić, ażeby przy jakiejkolwiek rzeczy zmianie nie mógł już wrócić do władzy. Syna zaś jego Jaromira oddał pod straż Ursowiczom: a po tej ostatecznej sprawie, osadziwszy silną załogą Pragę i Wyszegrad, wrócił szczęśliwie do Polski. Zaprawdę, chociaż książę Czeski Bolesław był jego nieprzyjacielem, i pierwszy napadł zbrojno na jego królestwo, tak srogie jednak obejście się z bratem ciotecznym, z którym Bolesława bliskie łączyło pokrewieństwo, było wielce niezbożnym czynem, jeśli nie zachodziły inne słuszniejsze powody, nam niewiadomo, dla których zezwolił król Bolesław na wyłupienie oczu i pozbawieniu wzroku książęcia, zbrodnię, którą jednak nie jemu, ale ojcu jego Mieczysławowi kroniki Czeskie przypisują, lubo podanie to nie zdaje się z właściwym czasem zgodne.

MÓR SROGI W POLSCE.

Dwojaka klęska, dwie plagi straszno, mór i głód, nawiedziły w tym roku i srodze utrapiły ludzkość. Zaraza nie tylko w Polsce, ale po całym prawie świecie rozszerzyła się z taką gwałtownością, że gdy brakło cierpliwości chować umarłych ciała, żywych i oddychających jeszcze grzebano razem z umarłemi.

ROK PAŃSKI 1004

BOLESŁAW KRÓL POLSKI WKRACZA DO MORAW, I WKRÓTCE PRZEMOCĄ KRAJ CAŁY PODBIJA

Nie dosyć miał przecież dzielny król Polski Bolesław na shołdowaniu i ujarzmieniu całych Czech, zapragnął jeszcze przyłączyć do nich Morawy. Zobrawszy zatem z krajów królestwa Polskiego znaczne siły zbrojne, z dobranem i potężnem wojskiem wkracza do Moraw, i tak miasta jak i zamki Morawskie, nie chcące uznawać jego zwierzchnictwa, podchodzi, oblega i zdobywa. Był bowiem król Polski Bolesław mężem tak stałego w zamiarach i podniosłego ducha, że żadnej nie przedsięwziął sprawy, od którejby mu sromotnie odstąpić przyszło: jak w Czechach przeto, tak i w Morawach nie wprzódy porzucał oblężenie, aż po zdobyciu miasta, poddającego mu się bez oporu, albo wziętego przemocą. Tej siły dzielnej i stałości umysłu skutkiem było, że cale Morawy już to dobrowolnie, już złamano przemocą, i potęgą zwycięzcy przytłoczono, pod jego jarzmem uklękły. Osadziwszy więc po zamkach i główniejszych miastach starostów, częścią z Polaków, częścią, znanych już z wierności Morawców, dzierżył przez czas długi zwierzchnictwo nad lennemi krajami Czech i Moraw. Wszystkie dochody, czynsze i podatki, z obu księstw Czeskiego i Morawskiego, książęciu przynależące, do skarbu królewskiego w Polsce wpływały.

KOMU PORUCZONO PRAWO OBIERANIA CESARZA.

Po wybraniu na stolicę cesarską Henryka, postanowiono przedewszystkiem, aby na przyszłość panowanie nie szło już krwi dziedzictwem, lecz żeby arcybiskupi Moguncki, Koloński i Trewirski, tudzież książę Czeski, palatyn Renu, książe Saski i margrabia Brandeburski obierali cesarza. Ten Henryk, mąż wielkiej świątobliwości, mnogie i szczęśliwe prowadził wojny.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI ŻĄDA PRZEZ POSŁÓW WYDANIA SOBIE OLDRZYCHA, SYNA BOLESŁAWA KSIĄŻĘCIA CZESKIEGO, KTÓRY SŁUŻYŁ NA DWORZE HENRYKA CESARZA; CO UZYSKAWSZY, POWIERZA GO W STRAŻ UCZCIWA, POLAKOM.

Bolesław zaś król Polski, chcąc posiadanie Czech i Moraw zapewnić sobie i utrwalić, a ludy tych krajów chwiejące się w wierności i skłonne do rokoszu utrzymali w karbach posłuszeństwa, wyprawia do Henryka I cesarza, powinowatego i bratanka swego, uroczyste poselstwo z wspaniałemi darami i upominki. Opowiedzieli naprzód posłowie szczęśliwą Bolesława króla Polskiego wyprawę do Czech i Moraw, w jaki sposób zwojował te kraje i królestwu Polskiemu shołdował; jak mnogie i potężne pozdobywał miasta, i jak znakomite łupy zabrał do Polski. Dopraszali się potem, aby Oldrzycha (Udalryka), syna Bolesława książęcia Czeskiego, który przebywał na dworze cesarskim, wydał mu i odesłał, jako zakładnika wielkiej wagi do utrzymania podbitych krajów Czeskich i Morawskich. Cesarz więc Henryk, który Bolesława króla Polskiego dla dzieł jego bohaterskich i ślachetnych przymiotów czcił i miłował prawie z zapałem, a przeciwnie na Czechów był zagniewany, a ztąd im nienawistny, wydał Oldrzycha posłom króla Polskiego Bolesława. Ci odprowadzili go do Polski do króla Bolesława, gdzie z należytą uczciwością strzeżony był przez długie lata. Czesi zaś i Morawianie dowiedziawszy się o jego uwięzieniu, tem wierniej podlegali Bolesławowi królowi Polskiemu, i nigdy nie ośmielili się ani knować przeciw niemu podstępów, ani woli jego stawić oporu.
Po śmierci Grzegorza V, który rządził kościołem lat dwa, miesięcy sześć, stolica osieroconą była przez dni piętnaście. Po nim nastąpił Jan XVII, rodem Greczyn, narzucony raczej niźli obrany, jak niektóre kroniki utrzymują. Jakoż nie liczy się między papieżów, i siedział na stolicy dziesięć tylko miesięcy.

ROK PAŃSKI 1005.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI POSYŁA DO MĘŻA BOŻEGO ROMUALDA PUSTELNIKA Z PROŚBA, O KILKU BRACI JEGO ZAKONU. TEN NA WSTAWIENIE SIĘ HENRYKA CESARZA WYPRAWIA DWÓCH MNICHÓW, KTÓRYCH KRÓL UMIŁOWAWSZY, PRZEZNACZYŁ IM MIEJSCE, GDZIE TERAZ LEŻY MIASTO KAZIMIERZ; A NAWIEDZAJĄC ICH Z CZCIĄ POBOŻNĄ, GDY RAZU JEDNEGO DAŁ IM W PODARUNKU WIELKĄ BRYŁĘ ZŁOTA, A ONI JĄ KRÓLOWI ODESŁALI, ZŁOCZYŃCY NAPADLI ICH W NOCY, ABY IM TO ZŁOTO ODEBRAĆ, A WZIĄWSZY ICH NA MĘKI, POMORDOWALI NIEWINNIE, I BOŻEMI UCZYNILI MĘCZENNIKAMI.

Owego czasu słynęło w królestwie Polskiem sześciu mężów odznaczających się pobożnością, i życiem świątobliwym: Benedykt, Mateusz, Jan, Izaak, Krystyn i Barnabasz. Bolesław bowiem król Polski, posłyszawszy o głośnych zaletach Ś. Romualda, posłał do niego z usilną prośbą, aby mu kilku braci z klasztoru swego przysłał do Polski, którzyby przykładem swoim i nauką budowali lud świeżo z łaski Bożej do wiary nawrócony. Tę prośbę, Bolesława króla Henryk cesarz osobistemi poparł wstawieniem się do męża Bożego Romualda, na ów czas przebywającego w Pero. Ale Romuald nie chciał w tej mierze nakazywać samą przełożeństwa swego powagą swoim braciom zakonnym, lecz zostawił wolność każdemu udania się do Polski, albo pozostania w klasztorze. Nie wiedział, jaka w tem święciła się wola Boża; zaczem zdał to na wolą braci. Gdy Henryk nie przestał prośbą swoją nalegać, znalazło się dwóch tylko z całego zgromadzenia, którzy oświadczyli dobrowolnie, iż gotowi byli udać się do Polski: jeden z nich Jan, a drugi imieniem Benedykt.. Tych gdy sprowadzili wysłańcy króla Bolesława, król przyjął ich z wielką radością, jakby aniołów Bożych, i z innymi czterema, Mateuszem, Izaakiem, Krystynem i Barnabą, rodem Polakami, którzy się do nich przyłączyli, i podjęli się nauczyć ich miejscowego języka, w ziemi Wielkopolskiej wyznaczył im miejsce, gdzie teraz leży miasteczko Kazimierz, pod ów czas lasami i borami wielkiemi otoczone. Tu nowi przychodnie pobudowali sobie grodziska odpowiednie liczbie osób, i w ślubach najściślejszej wstrzemięźliwości prowadząc życie pustelnicze, utrzymywani szczodrotą króla, nauczali lud opowiadaniem słowa Bożego i wzorami cnót świątobliwych, przez co wielo przyłożyli się do podniesienia w narodzie światła i poprawy obyczajów. Z wziętości powszechnej i z rzeczywistej zasługi stali się oni nader głośnymi. Nie mieli żadnej własności ani osobistej ani wspólnej, żadnego nawet kącika własnego: żyli jedynie z jałmużny wiernych. Ubiór ich gruby i szorstki, strawa licha, najprostsza, służąca jedynie do zaspokojenia głodu; zatrudnienia codzienne modlitwa połączona z postem. Nie samą wreszcie martwili ciało wstrzemięźliwością., ale nadto chłostą wzajemną i innemi ćwiczeniami, skracając je i karcąc, aby podlegało rozumowi. Uczęszczali do nich nie tylko mężowie znakomitsi duchowni i świeccy i lud pospolity, lecz sam najdostojniejszy za wszystkich mężów Bolesław król Polski, który ich lepianki i pustelnie odwiedzał: a z ich rozmów, życia, nauki i przykładu wielkie dla Polaków rosło zbudowanie. Bóg też najwyższy, wynagradzając ich prace i zasługi, użyczył im palmy męczeńskiej, za którą się ubiegali. Pewnego bowiem czasu król Bolesław zwykłym sobie obyczajem pobożnym udał się był w towarzystwie dworu królewskiego do tych mężów świętych; a zatrzymawszy się nieco w ich pustelni, i odprawiwszy swoje modlitwy, przy odejściu złożył im w podarku bryłę złota dla ulżenia ich ubóstwu i nędzy, a to w przytomności swojej dworskiej drużyny. A lubo mężowie Boży oświadczali, że złoto wcale nie było im potrzebne, i prosili króla, aby to bogactwo odebrał, a na inny użytek obrócił, król Bolesław jednakże odpowiedział: “że nie godziło się złota raz już Bogu ofiarowanego na inne ludzkie przeznaczać cele, byłoby to bowiem świętokradztwem. ” Zostawiwszy je zatem, i poleciwszy siebie i królestwo Polskie modlitwom mężów świętych, odjechał. Pustelnicy, przejęci wstrętem na widok złota, którego nigdy nie posiadali, wielce zmieszali się i zasmucili, zważywszy, jaką dla nich byłoby to sromota i Boga obrazą, gdyby, zwolennicy ubóstwa, którzy wcześnie pogardzili światem i jego roskoszami, i aż dotąd zgubne chciwości odmiatali żądze, w sędziwym i zgrzybiałym wieku skalać mieli ręce złotem. “I jakże (mówili) obciążeni tak wielkim skarbem naśladować zdołamy Chrystusa? czy pod pozorem jałmużny używać go będziem, sobie na potępienie, innym ku zgorszeniu i grzesznemu upadkowi ?” Naradziwszy się przeto między sobą i rozważywszy, coby czynić wypadało, Benedykt, który starszym był w gronie, i inni bracia wraz z Benedyktem, postanowili, spiesznie i bez żadnej zwłoki zwrócić je Bolesławowi królowi Polskiemu i samemu oddać do ręki. Za zgodą więc wszystkich, Barnabie, jako wiekiem i powołaniem najmłodszemu, który uboczne zwykle załatwiał sprawy, zlecają tę powinność. Posłuszny rozkazowi braci Barnaba, wziąwszy ono brzemionko złota, pospieszył do dworu, aby je oddać królowi Bolesławowi. Aliści ledwo połowę uszedł drogi, pierwszej zaraz nocy po wyjściu z pustelni, niektórzy z Polaków, plemię Beliala, podrażnieni chciwością złota, które widzieli jak król dawał pustelnikom, zmówiwszy sobie wspólników, kryjomo i w noc ciemną przebierają się na puszczę, aby im wydrzeć to królewskie złoto. Szałem występnym zaślepieni napadają na schronienie mężów, świętych przed północą dnia dwunastego Listopada, właśnie gdy ci zajęci byli wyśpiewywaniem psalmów i chwały Bożej, i rozkazują wydać sobie skarb dniem wprzódy ofiarowany im przez króla Bolesława, grożąc śmiercią wszystkim, jeśliby go oddać nie chcieli; nie przestają wreszcie na słowach, ale wszystkie kąty i zachyłki w mieszkaniach sług Bożych z chciwością przetrząsają. A gdy im pustelnicy szczerze i sumiennie wyznali, “że złota nie potrzebują, i już odesłali je królowi, ” ten większą zapaleni wściekłością, sądząc, że się pustelnicy zapierają i kłamią, a złoto kędyś w piasku mają” ukryte, wywierają na nich całą srogość swoję, już nie łajaniem i obelgą, ale nawet razami. Zaczem porwawszy każdego z osobna i skrępowawszy, odłączają ich od siebie, w spodziewaniu, że użyciem kaźni wielorakiej wymuszą na nich wyznaniu, gdzie złoto przechowali. Ale Pan użyczył błogosławionym sługom swoim tyle mocy duszy i wytrwałości w cierpieniach, że wszyscy zarówno i prawie jednosłownie zeznawali: “że złoto dano im od króla odesłali w całości, ” i że ani doznane, ani zagrożone im męki, nie zdołają na nich tego wycisnąć, iżby z obrazą Boga usta swoje schydzić mieli kłamstwem. “Boga (mówili) wzywamy na świadka, że nie dlatego się przemy, aby zatrzymać przy sobie złoto, któregośmy nigdy nie pragnęli, ale żeby fałszywem i kłamliwem zeznaniem nie ściągnąć na siebie rzeczywistej winy. ” Hultaje zaś bezbożni, rozumiejąc, że pustelnicy na jedno się zmówili, powtórnie i z większą jeszcze wściekłością rzucili się na mężów świętych, i póty ich męczyli i katowali, pokąd wśród bicia i skwarzenia ogniem nie postradali żywota, oddawszy Chrystusowi dusze uwolnione z męki, aby je chóry anielskie odniosły do przybytków niebieskich i królestwa wiekuistej chwały, męczennikom, którzy cierpieli dla Chrystusa, od wieków zgotowanej. Poczem rozbójnicy znowu zajęli się wyszukiwaniom skarbu, i wszystko, cokolwiek mieściła w sobie mężów świętych pustelnia, sprzewracali. Ale gdy ich tak wielkie zachody i zbrodnicze usiłowania omyliły, dla zasłonienia swojej winy, postanowili ogniem zniszczyć mieszkania świętych, a nawet ciała ich popalić. aby ludzie mniemali, że to nie zbrodnią czyją lecz przypadkowi się stało. Wszelako ognie podłożone, straciwszy przyrodzoną siłę, ani ich mieszkań ani ciał żadną miarą nie chciały się imać; a ściany, chociaż drewniane, tak je od siebie odpychały, jakby z najtwardszej uciosane były opoki. Tym cudem przerażeni zbójcy pouciekali.

PRZECIW WŁODZIMIERZOWI KSIĄŻĘCIU RUSI, PO ROZDZIELENIU JEJ MIĘDZY SYNÓW, JEDEN Z NICH JAROSŁAW PODNOSI ROKOSZ. WŁODZIMIERZ Z ŻALU UMIERA. ALE SYNA BUNTOWNIKA BRACIA JEGO BORYS I ŚWIATOPEŁK POKONYWAJĄ W BOJU; POCZEM ŚWIATOPEŁK, UNIESIONY ŻĄDZĄ PANOWANIA, DWÓCH BRACI SKAZUJE NA ZAGŁADĘ.

Włodzimierz książę Ruski zostawił synów dwunastu: z pierwszej żony czterech, jako to, Wyszesława, Izasława, Światopełka i Jarosława; ośmiu zaś, jako to. Wszewołoda, Światosława, Mścisława, Borysa, Hleba, Stanisława, Poswizda i Sudysława, z drugiej żony Anny, siostry rodzonej Bazylego i Konstantyna, cesarzów Greckich, tudzież Bułgarki i Czeszki. Powodzenie jego było nader szczęśliwe, w kilku bowiem latach, kraje Ruskie pomnożył znaczną liczbą grodów, miasteczek i osad. Ale obawiając się, iżby po jego zgonie między synami nie powstały spory i zatargi o księstwa Ruskie, podzielił ich państwem w ten sposób, że najstarszemu Wyszesławowi oddał Nowogród, Izasławowi Połock, Światopełkowi Turów, Jarosławowi Rostow. Lecz gdy Wyszosław zawcześnie umarł, oddał Jarosławowi Nowogród, Borysowi Bostow, Hlebowi Muronie, Światosławowi Drzewiany, Wszewłodowi Włodzimierz, Mścisławowi Timutrokany; dla trzech zaś młodszych, jako to, Stanisława, Poswizda i Sudysława, zachował księstwa Kijowskie i Berestowskie, które miał im dopiero oddać przy śmierci. Jeden atoli z Synów, Jarosław, któremu działem przypadł Rostow, rozżalony, że mu się nie dostało według jego życzenia księstwo Kijowskie, podstępuje z ludom swoim i inną zaciężną drużyną pod Kijów, a gdy mniemano, że w dobrej wierze przybywa, zajmuje bez oporu zamek Kijowski, i skarby ojcowskie zabiera. Oburzony tym czynem ojciec Włodzimierz, ściąga ze wszystkich księstw, które był synom powydzielał, siły zbrojne, aby z synem rozprawie się, orężem. Nawzajem, dowiedziawszy się o tem Jarosław, śle o posiłki do Pieczyngów i Warahów (Waray), zbrojąc się, przeciw ojcu do odporu. Tymczasem książę Włodzimierz, ojciec, zmartwiony rokoszem i przeniewierstwem syna Jarosława, w ciężką zapadłszy niemoc, zdał dowództwo nad wojskiem Borysowi i wysłał go na Jarosława. Sam, gdy choroba bardziej się wzmogła, niezadługo potem w zamku Berestowskim umarł. Zwłoki jego odprowadzono do Kijowa, i w kościele N. Panny Maryi, który on za życia był wystawił, pod marmurowym głazem pochowano. Zebrało się na obchód pogrzebowy wielkie mnóstwo Rusinów, którzy opłakując go rzewliwie, utyskiwali, “że zawcześnie utracili ojca i wybawcę ojczyzny, i wiary chrześciańskiej na Rusi rozkrzewiciela.” Owi zaś dwaj synowie, Borys i Światopełk, nie wiedząc nic o śmierci ojca, kniazia Włodzimierza, rozpoczynają bój z Jarosławem swoim bratem, który pobity wraz z Pieczyngami i Warahami, sprzymierzeńcy swemi, ucieka; Światopełk zaś ubiega Kijów i rządy zagarnia, podczas gdy Borys brat jego odprawiał po ojcu żałobę. A lubo rzeczonego książęcia, Borysa, który miał naczelne nad wojskami dowództwa, namawiano usilnie, żeby wypędził brata, a sam objął księstwo Kijowskie, on jednak, nie słuchając próśb rycerstwu, odpowiedział:. “że gdy ojciec nie żyje, Światopełka brata jak ojca chce szanować i nigdy przeciw niemu ręki podnieść nie myśli. ” A przecież ten Światopełk źle się bratu Borysowi odpłacił, nasadził nań bowiem Nowogrodzan, plemię Beliala, którzy książęcia Borysa, modlącego się w swej komnacie sypialnej, włóczniami zakłóli, a nawet pachołka jego Grzegorza, rodem Węgrzyna, który bronić chciał swego pana, wraz z nim zabili. Posyłał potem Światopełk do drugiego brata Hleba z zdradzieckiem do siebie zaproszeniem: ale ten przestrzeżony od brata Jarosława, nie dawno w wojnie pobitego, że jest wzywany na stracenie, zatrzymał się w drodze, i opłakiwał żałośnie zgon ojca i przygodę brata. A w tem przybiegają nasłańcy Światopełka i ścinają głowę Hlebowi. Zwłoki tak Borysa jako i Hleba, sprowadzone do Kijowa, w kościele Ś. Bazylego w jednym pochowano grobie. Tych dwóch braci kościół i lud Ruski czci za świętych i męczonników, przyznając im nawet niektóre cuda. Książę zaś Światopełk, zmazany podwójnem bratobójstwem, podniósł się odtąd w wielką pychę, w spodziowaniu, że i innych braci z łatwością sprzątnie i całe państwo Ruskie zagarnie. Między mordercami Burysa i Hleba główniejsi byli: Putsza, Talicz, Jelowicz i Laszko.

MARCYALIS BISKUP PŁOCKI UMIERA.

Marcyalis biskup Płocki, który siedział na stolicy lat dwadzieścia i dwa, umiera; pochowano go w kościele Płockim. Nastąpił po nim Marcin I na prośbę Bolesława króla Polskiego, naznaczony od Benedykta VII; mąż znakomity, rodom Rzymianin.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI WYŚLEDZIWSZY USILNEM STARANIEM ZABÓJCÓW MĘŻÓW ŚWIĘTYCH, POSYŁA ICH SPĘTANYCH OKOWAMI KĘDY LEŻAŁY CIAŁA MĘCZENNIKÓW, I NATYCHMIAST OPADŁY Z NICH OKOWY; POCZEM CIAŁA RZECZONE PRZEPROWADZONO DO GNIEZNA. JEDEN TYLKO Z MĘŻÓW ŚWIĘTYCH POZOSTAŁ PRZY ŻYCIU.

O popełnionem mordorstwie na świętych męczennikach Benedykcie, Mateuszu, Janie, Izaaku i Krystynie, zaraz nazajutrz uwiadomiony był król Polski Bolesław, który pod ów czas bawił w stolicy Gnieźnie. Tak bowiem mądrze i przezornie król ten urządził swoje państwo, że wszelkie sprawy i wypadki świeżo wydarzone, czy-to w pobliżu, czy z dala, w kraju czy za granicą, nie tylko dniem ale i nocą dochodziły jego wiadomości. Tknięty zatem boleśnie śmiercią tak okrutną mężów Bożych których modlitwom i uczynkom pobożnym przyznawał wzrost kwitnący i pomyślne kraju swego powodzenie; natychmiast, jak tylko mógł najspieszniej, z całem rycerstwem i drużyną dworską siadłszy na koń, i z okolicy przyległej ściągnąwszy znaczną liczbę pieszego ludu, idzie obławą i ze wszystkich stron otacza las, w którym mężowie Boży mieli swoje mieszkania, domyślając się, że ono łotry po spełnieniu zbrodni utaiły się kędyś w puszczy, która pod ów czas na kilka mil się rościągała. Otoczywszy zaś las do koła, wysyła gęste poczty pieszych i konnych na odszukanie złoczyńców, czatując pilnie, poniekąd i osobiście, ażeby żadna, stroną wymknąć się nie mogli. A lubo puszcza, jak już namieniliśmy, wielce była obszerna, a ztąd nie mała trudność w schwytaniu zbrodniarzy, przecież król tak się wziął gorliwie do tej sprawy, że śledzcy postępując rotami, i docierając do każdego z osobna miejsca, z łatwością natrafili na ich kryjówki. Ci całą noc nachodziwszy się po gęstwach puszczy, po bezdrożnych kniejach i ciemnym lesie, próżno szukali ścieszki do ucieczki, której zbłąkaną od strachu stopą znaleźć nie mogli, nawet mieczów dobytych na zagładę męczenników do pochew nie pokładli, albowiem ręce im wszystkim pousychały. W miejscu zaś tem, gdzie leżały ciała świętych, widziano świecącą jasność, i śpiewy anielskie, słodyczy pełne, całą noc rozlegały się, na świadectwo świętości sług Bożych. Wyśledzeni zbrodniarze, poczuwając się do winy, ani śmieli nawet stawić oporu, i poddali się zaraz rycerstwu. Król Bolesław pohamował wprawdzie żal swój nad męczeńskim zgonem mężów świętych; ale stała mu w oczach zbrodnia tak straszliwa, lękał się więc puścić złoczyńców bez jawnego ukarania, przez co i siebie i królestwo naraziłby był na gniew Boga i pogardę u świata. Nie mógł się przecież do razu namyślić, jaka na nich wymierzona miała być kara. Postanowił wreszcie, aby nie temi, na jakie zasłużyli, tracić ich kuźniami i ciemięztwy, ale żeby skutych w kajdany postawić u grobu męczenników, i tam w zatrzymaniu głodem i pragnieniem umorzyć, albo zdać na łaskę Opatrzności i świętych męczenników, aza chcieliby się nad nimi zmiłować i z katuszy ich wybawić. Jakoż gdy z rozkazu królewskiego przyprowadzono ich do grobu świętych, natychmiast niewymowną mocą. Opatrzności pęta ich skruszone opadły, a oni wolność uzyskali. Świętych zaś Bożych ciała, ku większemu poszanowaniu, kazał król przenieść do kościoła metropolii Gnieźnieńskiej, i wszystkie pięć w jednym grobie, umyślnie na to sporządzonym, pochować. Pozostały zaś przy życiu szósty mąż Boży Barnabasz, posłyszawszy, że braci jego tak okrutnie pozabijano, trapił się żalem wielkim, i łzami rzewnemi opłakiwał niedolę swoję, że nie zasłużył na podzielenie z nimi tego męczeństwa. Z taką skargą i narzekaniem powracał do swej pustelni. Dokąd gdy przybył, a ujrzał, jakie bracia jego ponosili kaźnio, cięższy jeszcze żal go ogarnął, że on jeden wyłączony był z liczby błogosławionych, którzy uzyskali wieniec i palmę męczeństwa. Z pokorą atoli poddając siebie i wszystko wyrokowi Opatrzności, mówił: “Bez twojej woli, Panie, wiem iż najdrobniejsza ptaszyna nie ginie, i żaden liść nawet z drzewa nie upadnie; tem bardziej więc przekonany jestem, że ten los braci moich, którego mnie niegodnym osądziłeś, te niej się nie wydarzył. Błagam cię przcież, abyś mnie od społeczeństwa twego i świętych twoich nie wyłączał. ” Potem wystawiwszy sobie na nowo pustelnię, zajęty dobremi uczynkami, na ścisłych postach i modlitwach zakończył życie, i z rozkazu króla Bolesława pochowany został przy swoich braciach i towarzyszach. Stoi dotąd pięć kościołów na tem miejscu, gdzie były ich domki i modlnice, ku czci i wieczystej pamięci mężów świętych, zbudowano przez pobożnych wyznawców. Pokazują jeszcze, gdzie który z pustelników miał za życia swoje grodzisko i zacisze poświęcone modlitwie.
Po śmierci Jana XVII, który rządził kościołem przez dziesięć tylko miesięcy, wyniesiony został na stolicę papieską Gorbert (Gilibert) rodem Francuz, nazwany Sylwestrem II.

URBAN BISKUP WROCŁAWSKI UMIERA.

Tegoż roku zszedł ze świata Urban biskup Smogorzewski czyli Wrocławski, a na jego miejsce, za wstawieniem się króla Bolesława, duchowieństwo Wrocławskie obrało Klemensa I, pochodzeniem Włocha, ślachetnego rodu, który od Benedykta VII otrzymał potwierdzonie. Urban zaś biskup pochowany został we wsi Smogorzowie, albo jak inni utrzymują w Ryczowie..

ZAŁOŻENIE KLASZTORU ŚWIĘTEGO KRZYŻA NA ŁYSEJ GÓRZE.

Siostrzeniec Mieczysława niegdy książęcia Polskiego po rodzonej jego siostrze Adelaidzie, a bratanek króla Bolesława, Stefan król w Węgrach panował. Mąż ten na podziw cnotliwy i bogobojny, którego świątobliwość nawet wielu cudami i osobliwszemi sprawy zasłynęła, spłodziwszy syna z małżonki prawej Gizelli siostry rodzonej Henryka I cesarza, nadał mu imię Emeryka; a gdy ten doszedł lat męzkich, skłonił go do stanu małżeńskiego, aby dziedzictwo krwi nie ustawało. Ale Emeryk, pełan żarliwej miłości ku Bogu, acz nie śmiał sprzeciwiać się ojca rozkazom i przyjął związki małżońskie, postanowił przecież w ślubach czystości prowadzić żywot wstrzemięźliwy, i zachować ciało od zmazy wszelakiej pożądliwej chuci. Uważając żonę za siostrę, i żyjąc z nią jakby w bozżeństwie, nie tylko sam utrzymał się przy cnocie niewinności, ale nadto dokazał, że i towarzyszka jego dochowała panieństwa aż do śmierci. Słusznie więc podziwiać należy to stadło święte dwóch osób znakomitych, które wziąwszy w podziele bogactwa światowe i roskosze, i wszystko to, co u ludzi uważano jest za najpiersze, wolały pozyskać niebo przez umiłowanie tej rzadkiej a najtrudniejszej cnoty, niczem nie różniącej się od męczeństwa. Mąż zatem święty Emeryk, często opuszczając stolicę, zwykł był Bolesława króla Polskiego, stryja i krewnego swego, odwiedzać i dłuższy czas przepędzać w Polsce, ażeby oddalony od społeczeństwa rodziny swojej i małżonki, snadniej mógł oddalać pokusy czartowskie i żądze cielesne uskramiać, a w pobożnych trwać zabawach i ćwiczeniach. Bolesław król Polski wielce był umiłował książęcia Emeryka, bratanka swego, gdy nie sam tylko krwi związek, ale cnót osobliwszych zaleta czyniła go poszanowania godnym i miłym tak królowi jak i jego towarzyszom. Pewnego więc czasu, gdy Bolesław zabawiał się łowami w lasach swoich około miasteczka Kielc, a miał w towarzystwie swojem książęcia Emeryka, zdarzyło się, że w pogoni za jeleniem wybiegł był na wyżynę gór, które Łysą górą nazywają, a nad które nie ma wyższych w Polsce. Tu, poniechawszy rogacza, poczęli z podziwieniem przypatrywać. się rozwalinom odwiecznej budowy, które skutkiem powszechnego potopu i dawności czasu zsypały się w ogromne skał pokłady, jakie i dziś oglądamy. Powiadają, bowiem, że to miejsce miało być niegdy mieszkaniem i twierdzą olbrzymów, mężów wielkiej siły, którzy tu przez jakiś czas przebywali i mieli swoje siadło. Mąż zatem święty, Emeryk, natchniony duchem Bożym; a jak niektórzy wierzą i utrzymują., upomniany widzeniom nocy poprzedniej, osądził, iż to miejsce, które z osobliwszogo położenia i starożytności dziwnie sobie upodobał, najstosowniejszem było dla sług Bożych prowadzących życie pustelnicze, i że się nie godziło, ażeby takie miejsce bezludnym dziczało odłogiem. Prosi więc stryja i krewnego swego króla, Bolesława, aby dla chwały Bożej i pomnożeniu wiary chrześciańskiej, a ku zbawiennemu, dusz wspomożeniu, kościół w tem miejscu i klasztor zakonny wystawił, za co po śmierci pewniejsze i szczęśliwsze odziedziczy królestwo, i zalecony tak świętem dziełem zasiędzie między niebiany. A gdy Bolesław król Polski wspaniałą i prawdziwie królewską wiedziony hojnością chętnie na to zezwolił, książę Emeryk uradowany, że prośba jego skutek odniosła; podziękowawszy naprzód Bogu, a potem królowi Bolesławowi, zdejmuje z siebie krzyż dwuramienny, zawierający znaczną, cząstki; drzewa Pańskiego, okutą w folgę srebrną, przysłany ojcu jego Stefanowi królowi Węgierskiemu od cesarza Greckiego z Konstantynopola za dar największy, który mąż Boży Emeryk na piersiach zwykle nosił, i ofiarował go tomu miejscu (takie bowiem otrzymać miał w onem widzeniu upomnienie). “To drzewo, rzekł, najdroższe, zroszone krwią Zbawiciela, nad które nie miałem i mieć nie moge, nic kosztowniejszego, daję i ofiaruję temu miejscu, a z łaski Boga użyczy on mocą. swoją, wszystkim do niego się uciekającym mnogich dobrodziejstw w rozmaitych potrzebach, utrapieniach, kłopotach i uciskach. ” Bolesław zatem, król Polski, spełniając swoje przyrzeczenie, wystawił na tem miejscu klasztor Ś. Benedykta, należycie i z królewską wspaniałością uposażony, a do sprawowania służby Bożej sprowadził braci noszących szatę zakonną Ś. Benedykta. Kościół także na cześć i chwałę Ś. Krzyża greckim wzorem z kamienia od samych posad wybudował, i złożył mu do przechowania najdroższy skarb drzewa Chrystusowego, ofiarowany od błogosławionego męża Emeryka; który-to kościół zachowawszy do dziś dnia pierwotną postać i budowę, poświadcza swoję wielką starożytność.

GAUDENTY ARCYBISKUP GNIEŹNIEŃSKI UMIERA.

Gaudenty, zwany inaczej Radzyn (Radzim), brat rodzony Ś. Wojciecha, arcybiskup Gnieźnieński, przeżywszy świątobliwie lat siedm na stolicy Gnieźnieńskiej, umarł w Gnieźnie i w kościele tamecznym pochowany został. Powiadają, że umierając rzucił klątwę na miasto Gniezno, z przyczyny mnogich i bezenych występków, jakiemi się było skalało, a za które, mimo czynionych mu przestróg, nie chciało pokutować. I nie poszło bynajmniej na wiatr, co mąż Boży wieszczym duchem przepowiedział. Kiedy bowiem Kazimierz król Polski w sierocem wygnaniu po Niemczech się tułał, miasto Gniezno najechane od Brzetysława książęcia Czeskiego poniosło klęskę okropną, i utraciło najświetniejsze bogactwa i ozdoby, w które aż do zazdrości obfitowało. Po Gaudentym nastąpił Hippolit, rodem Włoch.

ROK PAŃSKI 1007.

BOLESŁAW, PRZSŁAWNY KRÓL POLSKI, OLDRZYCHA KSIĄŻĘCIA CZESKIEGO Z WIĘZÓW UWALNIA I DO CZECH ODSYŁA. TEN BRATU SWOJEMU KAŻE OCZY WYŁUPIĆ, A POLAKÓW I PRZYCHYLNYCH KRÓLOWI RAWITÓW SRODZE PRZEŚLADUJE. GŁÓD I MÓR POWSZECHNY.

Bolesław król Polski, zdjęty litością nad losem Oldrzycha, synu Bolesława książęcia Czeskiego, który już od dawnego czasu więziony był w Polsce, uwolnił go, już-to ze względu na bliskie z sobą pokrewieństwo, już na przyrzeczenie jego, płaczem i uroczystą zaręczone przysięgą, że Bolesławowi królowi Polskiemu zachowa wierność, cześć winną i uległość. Z tem zapewnieniem odesłał go Bolesław król Polski do Czech, opatrzonego dostatnio w konie, sługi, odzież i rozmaite książęce ozdoby. Aliści Oldrzych ledwo za łaską Bolesława króla wydobył się z niewoli, niepomny na dane przyrzeczenia i śluby, niepomny na dobrodziejstwa, jakie od Bolesława króla Polskiego odebrał, wróciwszy do Czech, powypędzał Polskie załogi, ukarał śmiercią albo z majętności wyzuł i z kraju wywołał większą część panów nie chcących królowi Bolesławowi złamać wiary, a zwłaszcza Ursowiczów, których rodzina wiedział iż mu szczerze była przychylną; zgoła takim Bolesława króla i jego ludu okazał się nieprzyjacielem, że łzy, które był przed nim wylewał podobno z radości pochodziły. Nie przestał wreszcie na tem, ale nie dowierzając bratu rodzonemu Jaromirowi, i zbyt zazdrosną pałając żądzą panowania, wtrąca tegoż brata Jaromira do więzienia, i niewinnemu, żadnego przeciw sobie nie mającemu zarzutu, jedynie dla zapewnienia sobie dziedzicznego spadku księstwa Czeskiego, oczy wyłupić, każe. Zostawił zaiste w tym czynie, ku swojej i potomstwa swego ohydzie, obecnemu i przyszłemu wiekowi pamięć haniebną okrucieństwa popełnionego na bracie rodzonym i niewinnym.
Głód, mór i zaraza okropna panowały temi czasy nie tylko w Polsce, ale w całym prawie świecie, i sprzątnąwszy mnóstwo ofiar, wyludniły wiele miast i włości.

ROK PAŃSKI 1008

JAROSŁAW KSIĄŻĘ RUSKI BRATA SWEGO ŚWIATOPEŁKA, PO SPEŁNIONEM PRZEZEŃ ZABÓJSTWIE BRACI, GROMI ORĘŻEM I KIJÓW ZABIERA; ŚWIATOPEŁK ZAŚ DO POLSKI UCIEKA.

Jarosław książę Ruski, zebrawszy z Rusinów i Warahów liczne i dzielne wojsko, wyszedł zbrojno przeciw bratu Światopełkowi, w celu pomszczenia się śmierci dwóch rodzonych braci, Hleba i Borysa, niewinnie przezeń zgładzonych. Zabiegł mu drogę Światopełk z Rusinami i Pieczyngami w okolicy zamku Lubecza ( Lubyecz) nad Dnieprem. Ale iż rzeka Dniepr przedzielała obadwa wojska, i dla tej przeszkody jeden drugiego zaczepiać nie śmiał, stali Obadwaj w tem miejscu przez trzy miesiące obozem. Nareszcie Jarosław przeprawiwszy się przez Dniepr, nagle i niespodzianie uderzył całą siłą na wojsko Światopełka między dwoma jeziorami stojące; które przerażone napadem nieprzyjacioł zbrojnych i w szyku porządnym nacierających, gdy samo do walki nie było przygotowane, pierzchnęło z namiotów na jezioro mrozem ścięte. A gdy się lód słaby pod uciekającymi załamał, wielu w wodzie potonęło, resztę Jarosław wojskiem swojem otoczywszy w pień wyciął albo zabrał w niewolą. Zaledwo sam Światopełk ujść zdołał rąk nieprzyjacielskich, spiesznym biegiem przebrawszy się do Polski, gdzie u króla Bolesława zebrał z płaczem pomocy przeciwko bratu, zdobywając się na wielkie ofiary, a znaczniejsze jeszcze obiecując. Jarosław zaś książę Ruski pobiwszy wojsko Światopełka, obiegł zamek Kijowski i do poddania się przymusił: a tak osiadł na księstwie Kijowskiem mając lat dwadzieścia ośm.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI PRZYWRACAJĄC NA STOLICĘ ŚWIATOPEŁKA, W KRÓTKIM CZASIE RUŚ CAŁĄ, ZDOBYWA, JAROSŁAWA PO DWA KROĆ W BOJU PORAŻA, A ODEBRANY KIJÓW ŚWIATOPEŁKOWI ODDAJE, JAROSŁAW CHRONI SIĘ DO NOWOGRODU. ALIĆ GDY ŚWIATOPEŁK, NIECIERPLIWY RZĄDÓW KRÓLEWSKICH, JĄŁ ZDRADZIECKO RYCERZY POLSKICH WYTĘPIAĆ, KRÓL UWIADOMIONY O TEM ZŁUPIŁ KIJÓW, I Z DWIEMA SIOSTRAMI ŚWIATOPEŁKA, ORAZ ZNACZNĄ LICZBĄ RUSINÓW, ZWYCIĘZKO WRÓCIŁ DO POLSKI, ZABIWSZY W RZECE DNIEPRZE TRZY SŁUPY NA ZNAK GRANICZNEJ METY.

Bolesław król Polski ściąga tymczasem z całego królestwa najbitniejszych rycerzy i wojowników, i zbiera liczne wojska, pod dowództwom przełożonych nad różnemi oddziałami tysiączników, setników, pięćdziesiątników, dziesiętników i innych, a wodzem najwyższym uczyniwszy Sieciecha wojewodę Krakowskiego, wkracza z silną potęgą do ziem Ruskich, w celu przywrócenia na stolicę wygnanego kniazia Światopełka, i pomszczenia się za różne zmowy, napaści, łupiestwa i krzywdy, jakich kraj Polski od Rusinów doznawał. Hufce zaś wszystkie, za pilnem staraniom Bolesława króla, tudzież jego rotmistrzów i przełożonych, tak były urządzone i w sprawie rycerskiej wyćwiczone, że umiały zręcznie nacierać, ścigać i stawać w szyku, i wszelkie według potrzeby wykonywać obroty. Bolesław zatem król Polski, wtargnąwszy do ziem Ruskich, wszystkie miasta i miasteczka pobrał i pozajmował wojskiem bez oporu. Nie mieli bowiem pod ów czas Rusini żadnych miast warownych, i rzadko gdzie wznosiły się mury: a lubo niektóre z miast głównych miały liczne zabudowania i mnogo mieszkańców, całą jednakże a dość słabą ich obroną było położenie miejscowe, albo zasieki drewniane zamiast murów i wałów. Wszystkie zatem miasta Ruskie król Polski Bolesław zdobywając orężem i wydając je na łup rycerstwu, omijał twierdze warowne, na których zdobycie wieleby łożyć trzeba było czasu, a tem u niego nade wszystko ważył. A tak spiesznym pochodem przemierzywszy Ruś, niszczoną wszędy łupiestwem i pożogami, dotarł bez oporu aż do ziemi Wołyńskiej, która część Rusi zowie się teraz ziemią Łucką. Gdy o tak nagłem posuwaniu się Bolesława króla Polskiego doniesiono książęciu Ruskiemu Jarosławowi, który oddany zabawom i rozrywkom właśnie na ów czas łowił wędą ryby w rzece Dnieprze (ma ich bowiem ta rzeka co nic miara) przerażony niespodzianą wieścią, rzuciwszy wędkę, którą trzymał w ręku, rzekł: “Nie o wędce tu teraz, ani o ryb połowie myśleć potrzeba, ale o tem raczej, jakby się oprzeć srogiemu a potężnemu i krwi naszej chciwemu nieprzyjacielowi, iżby nas samych nie pobrał na wędkę. ” Zebrawszy zatem liczne wojsko z Rusinów, Waranów i Pieczyngów, zachodzi Bolesławowi królowi drogę przy rzece Bugu, żeby mu albo wzbronić przeprawy, albo, gdyby się to nie udało, stoczyć z nim bitwę. Obadwa wojska stojąc na przeciwnych brzegach rzeki Bugu przez dni kilka, zwodziły z sobą zaczepne potyczki i harce, aż na koniec przyszło, od miotania bryłami ziemi i wzajemnych urągań, do walnej rozprawy, i z małych początków, jak to bywa, zajęła się obustronna walka, której nie można już było powstrzymać, gdy wielu poczęło rzucać na siebie kamieniami, bełtami i drągami. Miał Jarosław książę Ruski przy sobie wychowańca własnego i ulubieńca, nazwiskiem Budy, który był jego poradnikiem i spraw wszystkich narzędziem i wykonawcą. Ten stojąc na przeciwnym brzegu naigrawał się szydersko z Bolesława króla i jego rycerstwa; przezywał go już-to tchórzem, już opasłym królem, i drażnił pogardliwą przechwałką, “że jeśli się odważy wystąpić do boju, przebije mu ten brzuch otyły. ” Bolesław król Polski, wyzwany takiemi obelgami, zwołuje koło rycerskie, i roztropną przemową zagrzewa, “aby swojej i króla swego zniewagi znosić dłużej nie chcieli, ale wziąwszy się natychmiast do broni, skoczyli odważnie na wroga. ” Całe zatem wojsko porwało z pośpiechem za oręż, a sam król Bolesław rzucił się pierwszy do rzeki Bugu, a przybywszy ją wpław, naciera żwawo na Ruś strwożoną i wołającą do broni. Rozpoczął się wtedy bój straszliwy, w którym rozmaitej szczęścia doświadczano odmiany. A lubo przez kilka godzin z obu stron zacięta trwała walka, w końcu jednak Jarosław książę Ruski z całą potęgą swoją przełamany i na głowę pobiły, ledwo samoczwart umknąć zdołał do Kijowa. Gniew sprawiedliwy spowodował rzeź okropną; wielu jednak Rusinów, Pieczyngów i Warahów zabrano w niewolą, a z rozbitych obozów nieprzyjacielskich wojsko Polskie bogate wyniosło zdobycze. Książę zaś Jarosław, który szukał schronienia w Kijowie, nie śmiejąc i tu pozostać, aby go swoi nie zdradzili, utaił się w miejscach bagnistych; przewidywał bowiem, co się później ziściło, że Bolesław król Polski ścigać go będzie i oblęże miasto, do którego się schronił. Bolesław król, dowiedziawszy się od zbiegłych Rusinów i szpiegów, że Jarosław książę Ruski z samego zamku swej Kijowskiej stolicy uciekł, tem spieszniej posuwał swoje wojsko pod Kijów, a następnie rozłożywszy w kilku miejscach obozy, ścisnął zewsząd oblężoniem miasto położone nad brzegiem poczesnej rzeki Dniepru, zabudowane obszernie i ludne, a pod ów czas sławnie kwitnąco, którego wielkość i zamożność jeszcze dotąd ruiny i mury w pół obalone około trzechset kościołów poświadczają: a obsaczywszy je tak lądem jako i wodą, przeciął dokoła wszystkie drogi, strzegąc z bacznością, aby do niego nic nie wprowadzono; wiedział bowiem, że tak wielka ludność, która w niem była zamknięta, zwłaszcza iż się doń wiele Rusi, mając je za bezpieczne schronienie, z różnych stron było zbiegło, nie długo się zostoi, i wnet jej żywności zabraknie. Małemi więc tylko podjazdami raczej strasząc miasto, niżeli się do szturmu zabierając, odkładał tę sprawę ostateczną na czas późniejszy, w nadziei, iż je zdobędzie samym głodem, bez niebezpieczeństwa i straty żołnierzy. Jakoż nadzieja go nie zawiodła: gdy bowiem wielka liczba oblężeńców wymarła z głodu albo do ostatniej przyszła niedoli, poddało się miasto królowi Polskiemu Bolosławowi, który wszedł do niego pod zasłoną kilku oddziałów wojska, w szyku bojowym, w świetnych zbrojach i z dobytym orężem przed nim i za nim postępujących. A gdy wjeżdżał w bramę, złotemi wroty od mieszkańców zwaną, do której był sam najpierwszy przypuścił, wywijając mieczem ugodził w nię silną ręką, a zrysowawszy i wyszczerbiwszy ją w pośrodku, zostawił na niej znak i pamiątkę zwycięzkiego zdobywcy. Zwrócił się potem do zamku książęcego, który opanował i obrał ze wszystkich bogactw i sprzętów książęcych, wydzieliwszy część znaczną rycerstwu dla zachęty. Poczem Światopełka książęca Ruskiego na stolicę Kijowską” z której był zepchnięty, przywrócił. A zatrzymawszy przy sobie czoło rycerstwa, wszystko wojsko rozesłał na zimowe leże, już bowiem przybliżała się zima; książę zaś Ruski Światopełk zaopatrywał je dostatnio w żywność i odzież. Lecz jak tylko Jarosław książę Ruski powziął wiadomość, że wojsko Polskie wyszło z Kijowa na zimowe leże, a król Polski Bolesław z nieliczną drużyną pozostał w Kijowie, pościnawszy zbrojne poczty, ruszył z niemi potajemnie pod Kijów, w celu zgładzenia Bolesława jakim przemysłem lub podstępem. Ale Bolesław król Polski dowiedziawszy się o tej Jarosława wyprawie, natychmiast zwołuje swój lud do broni, wsiada na koń, i rycerstwo na hufy podzielone w szyku bojowym prowadzi; wnet przeprawiwszy się przez Dniepr, uderza na Jarosława, który po drugiej stronie rzeki stał obozem. Wszczęła się krwawa bitwa, a wszystko Jarosława wojsko częścią trupem poległo, częścią żywcem dostało się w ręce króla Polskiego Bolesława. Sam Jarosław zaledwo przemieniając konie umknął do Nowogrodu, gdzie jednak zbytnią przerażony trwogą i rozpaczy pełen, nie śmiejąc pozostać (obawiał się bowiem, aby Bolesław król Polski nie poszedł za nim w tropy i tam go nie przydybał) uciekali chciał na morze; ale go Nowogrodzanie wstrzymali, a zalęknionemu i upadłemu na sercu wlali nieco otuchy, ofiarując mu pomoc gotową. Jakoż, na zebranie świeżych przeciw Bolesławowi królowi Polskiemu zaciągów, uchwalili, aby każdy wieśniak dał po cztery kuny, szlachta po pięć grzywien, a każdy starosta borodniczy grzywien dziesięć!. A tak na wyścigi złożywszy wielkie pieniądze, zaciągają dlań posiłki od Waragów, sposobiąc się do nowej rozprawy z królem Bolesławem. Ale wszystkie te Jarosława wysiłki i przygotowania z przestrachu doznanej klęski spełzły na niczem. Potem Bolesław król, naśladując przykład onego mocarza Herkulesa, który na tańcach Hesperyi trzy słupce był postawił, sam też w rzece Dnieprze, w tem miejscu, gdzie rzeka Suła do niego wpada, trzy z litego żelaza pozabijał słupy, podobno do dziś dnia trwające, i uwiecznił niemi granice kraju; później trzy inne na rzece Suli (Solava) od zachodu postawił, aby w wiekach potomnych świetne jego zwycięztwa i granice Polski poświadczały. Przesiadywał zaś Bolesław król Polski w Kijowie przez czas długi, a Ruska szlachta, panowie i wszystkie narody Rusi słuchały z podlogłością jego roskazów. Aliści nieroztropny Światopełk książę Ruski, sprzykrzywszy sobie zbyt długi pobyt króla Bolesława, wielu z rycerzy Polskich na zimowe rozesłanych leże, potajemnie, już-to sam, już przez swoich nasłańców, wymordować kazał. Oburzony więc taką krzywdą Bolesław, ściągnął natychmiast z zimowych stanowisk wszystko Polskie rycerstwo; a gdy Światopełk uciekł Kijowa, wydał stolicę na łup swoim żołnierzom. Pobrawszy potem i inne zamki Ruskie, nie prędzej poprzestać kazał grabieży, aż gdy wszystkie Rusinów i Kijowian dostatki, w długich pomyślności czasach nagromadzono, w Polskie dostały się ręce. Od tego czasu Kijów, chociaż przez różnych książąt dźwigany i odnawiany, ukazuje przecież ślady dawnego zniszczenia. Wziął nadto Bolesław do niewoli dwie siostry Światopełka i Jarosława książąt Buskich, Przecławę i Mścisławę, tudzież bojarów i znakomitych panów Rusi, mających służyć za zakładników: a osadziwszy wiele zamków silnemi załogami, obciążony Ruskich krajów zdobyczą, i poprzedzony od znacznej liczby jeńców, udał się z powrotem do Polski. Atanazego Rusina, który był chytrze wkręcił się do jego łaski, zrobił podskarbim, jak wiernego zaufańca i służebnika.

PAPIEŻ SYLWESTER II, ZA UMOWĄ Z CZARTEM, OSIĄGNĄWSZY WIELE CELÓW SWOICH ŻYCZEŃ, A NAKONIEC I STOLICĘ PAPIESKĄ, PRZY ŚMIERCI SKRUCHĄ ZDJĘTY, KAŻE SOBIE POOBCINAĆ RÓŻNE CZŁONKI. PO NIM JAN XVIII WSTĘPUJE NA STOLICĘ.

Sylwester II papież, przesiedziawszy na stolicy lat cztery, miesiąc jeden i dni ośm, umiera. Ten był najpierwej mnichem w klasztorze Fleury (Floriacum) w dyecezyi Orleańskiej; ale potem wystąpiwszy z klasztoru zaprzedał się diabłu; obiecującemu, że wszystko będzie mu się wiodło po myśli. Rozmawiając często z czartem o swoich życzeniach, w Sewilli (Hispalis) mieście Hiszpańskiemu taki zrobił postęp w naukach, że uznany za najbieglejszego z mistrzów uczonych, Ottona cesarza, Roberta króla Francyi, i wielu innych znakomitych pozyskał słuchaczów. A gdy żądzom jego próżności czart usłużnie dogadzał, naprzód na biskupstwo Remeńskie, potem Rawońskie, a naostatek Rzymskie wyniesiony został. Gdy zaś zapytał czarta, “jak długo na stolicy papieskiej żyć będzie?” a szatan odpowiedział: “tak długo, pokąd nie odprawi nabożeństwa w Jeruzalem,” wielce się uradował, tusząc, że równie dalekim był końca swego, jak chęci podróżowania do Jerozolimy, za morze. Alić kiedy w Rzymie przy wstępnej niedzieli odprawia ofiarę w kościele Jerozolimskim Ś. Krzyża na Lateranie, dał mu się słyszeć łomot czartów, który go ostrzegł o zbliżającej się śmierci: westchnął wtedy głęboko i jęknął. Ale chociaż najwystępniejszym był człowiekiem, nie zwątpiwszy jednak o miłosierdziu Boskiem, wyjawił przed wszystkiemi swoję zbrodnię; kazał poobcinać sobie wszystkie członki, któremi czartowi służył, a tułów martwy włożyć na wóz i pochować w tem miejscu, gdzie go same mulice zawloką i staną. Co, też wykonano, i pochowany został w kościele Lateraneńskim. A na znak, że dostąpił miłosierdzia Boskiego, grób Sylwestra przepowiada zawsze śmierć papieską już-to chrzęstem kości, już potnieniem. Nastąpił po nim Jan XVIII rodem Toskańczyk.

ROK PAŃSKI 1009.

JAROSŁAWA KSIĄŻĘCIA RUSKIEGO, KTÓRY Z CAŁĄ, POTĘGĄ SWOJĄ UDERZYŁ NA POLSKĘ, KRÓL BOLESŁAW ŚCIĄGNIĘTEM NA POWRÓT WOJSKIEM, ACZ DZIELNIE WALCZĄCEGO, PORAŻA I WRACA OBCIĄŻONY ŁUPAMI, KTÓREMI POTEM ZDOBI KOŚCIÓŁ GNIEŹNIEŃSKI I INNE ŚWIĄTYNIE.

Kiedy Bolesław król Polski wracał z Rusi znakomitemi obciążony łupy, książę Ruski Jarosław nie tusząc, iżby go pokonać mógł orężem i dzielnością, nadzieję położył w chytrości i podstępie. Zebrawszy znaczne wojsko z Rusinów, Połowców (Plaucis), Pieczyngów, Warahów i innych ludów, pilnował bacznie wychodzącego króla Bolesława, i trop w trop postępował kryjomo za jego rycerstwem, w zamiarze uderzenia nań na pograniczu Rusi, skoroby się wojsko jego w różne strony rozchodzić poczęło. Przewidywał bowiem, że Polacy, z zwykłą ludziom słabością, obciążeni złotem, srebrem i rozlicznemi łupy wojennemi, spiesznym pochodem kwapiąc się do swoich domów, żon, dzieci i innych ulubionych osób, których dawno nie oglądali, zostawią króla z małą garstką na drodze. Jakoż wypadek nie omylił przezornej jego rachuby. Król bowiem Bolesław mając się za zwycięzcę, a Jarosława książęcia Ruskiego, który przez tak długi czas gnuśnie się był ukrywał, uważając za zwyciężonego, skoro stanął nad Bugiem, rozpuścił rycerstwo, dozwalając każdemu udać się w swojo strony. I już się znaczna część oddziałów rozeszła była, kiedy znagła czaty znać dają, że Jarosław z licznem i potężnem wojskiem stoi nad karkiem: już był bowiem doścignął króla Bolesława, uwiadomiony od szpiegów, że rycerstwa Polskiego znacznie ubyło i jeszcze więcej ubędzie. Ale Bolesław król Polski, mąż niezwykłej dzielności i odwagi, nie zmieszany bynajmniej pojawieniem się nieprzyjaciela, cofa z drogi niektóre hufce nie nazbyt oddalone, i postanawia walczyć z przeciwnikiem, jakkolwiek silnym i groźnym. Napierali bowiem żwawo Rusini, a Bolesław przekładał śmierć nad sromotna, dla siebie i wojska swego ucieczkę, gdy zwłaszcza pojmował, że Rusini nabrawszy z niej otuchy, wtargnęliby do Polski i wywarli nań swoję srogość; a straszniejszym ciosem nad śmierć samą zdawało mu się to wtargnięcie, które skaziłoby jego sławę i powagę w obec ludów podbitych i czekających jeszcze jego jarzma; nie chciał podawać im sposobności, ani ośmielać zuchwałych, do wyłaniania się z pod swojej władzy; a do tego widział się napadniętym przez Jarosława książęcia Ruskiego w takiem miejscu, zkąd pozostałe Przy nim wojsko tylko zwycięzką walką wydobyć się mogło. Wprzódy jednak, nimby z  Rusinem do rozprawy przyszło, uznawszy za rzecz potrzebną przemówić do swego rycerstwa i zagrani je do walki, temi słowy rzecz uczynił: “Żołnierze! których męztwa doświadczyłem w wielu wojnach i przygodach dawniejszych, przychodzi nam dziś walczyli z nieprzyjacielem nierównie od nas liczniejszym. Sława nasza nie dopuszcza innej obierać drogi. Acz wiem, iż nowa wojna nie przyda wam odwagi, powiem jednak, co nam zagraża, i co według wszelkiego podobieństwa przytrafić się może. Widzicie nieprzyjaciela i z przyrodzenia srogiego, i naszym rozdrażnienego orężem, który nam wisi nad karkiem, i spodziewanem nadyma się zwycięztwem, kiedy wojska nasze porozpuszczane i po kraju rozbiegle bez niebezpieczeństwa i niechybnej klęski naszej ani się zebrać ani przywołać nie dadzą. Jeśli przeto żyć chcemy zaszczytnie i swobodnie, jeśli pragniem ocalić nasze domy, żony i rodziny, chlubić się odniesionemi zwycięztwy, a narody podbite w posłuszeństwie i danniczej służebności utrzymać; jeżeli wreszcie Ruś żądamy uczynili hołdowniczą, i dzierżyć zabrane z niej bogate łupy i niewolniki; żelazem odeprzeć nam trzeba nieprzyjaciela, ogromnego wprawdzie liczbą, ale słabego na duchu i nikczemnego; wydrzeć mu śmiałym pogromem tę czczą nadzieję zwycięztwa, którą już przedwcześnie nadyma się i puszy. Bo i na cóż przyda się, żeśmy pokonali Czechów, shołdowali Morawy, i inne narody okoliczne zwalczyli i upokorzyli, jeżeli zwyciężeni Ruskim orężem, i od tak pierzchliwego tłumu spłoszeni, utracimy wszystko, czegośmy się krwią, i odwagą naszą dokupili? Rozpoczęliśmy wojnę z Rusinami, aby rozszerzyć granice naszego królestwa; jeżeli tu nie wyjdziemy zwycięzko, stracimy co już było zyskane. Ja ufny w pomoc Boga, tuszę, że za waszą dzielną sprawą w dniu dzisiejszym znakomite nad tym tłumem nieprzyjacioł odniosę zwycięztwo. Miejcie więc dobrą nadzieję, której ja pełen rokuję, że do onych poprzednich tryumfów nowe i najświetniejsze przydam zaszczyty. A choćby ta nadzieja miała być płonną, sama konieczność, która ostatnią i najdzielniejszą bywa bronią, dodać nam powinna bodźca.. W którąkolwiek stronę, żołnierze, zwrócimy oko, wszędy ostateczność zagraża; ucieczka jest nawet niepodobną, prowadzimy bowiem z sobą łupy wojenne. Otoczeniśmy do koła mnogością nieprzyjacioł, którzy czyhają na nasze gardła. Poddanie się zaś nieprzyjaciołom, ród wasz i imię napiętnowałyby wieczną niesławą i ohydą. Posiłków z Polski wtedy tylko moglibyśmy oczekiwać, gdyby stanowczej walki uniknąć można. Alić nieprzyjaciele, widząc nas w tak szczupłej liczbie, z największym zapałem sposobią się do rozprawy. Jeżeli więc zwyciężyć nie zdołamy odwagą, zwyciężajmy samą koniecznością. Złóżmy obawę śmierci jak równie nadzieję życia: każdy niechaj śmiało uderza na nieprzyjaciela. Lepiej kruszyć miecz na karkach przeciwnika, niźli własne pod jego oręż karki nadstawili. Nie ceńcie tak drogo tych kilku lat przedłużonego żywota, który chociażbyście dziś ocalili, później, czy-to od powietrza, czy od jakiejkolwiek choroby albo przygody wszyscy utracim.” Po tej przemowie, rycerstwo nabrawszy ducha, głośnym okrzykiem zawołało: że woli śmierć ponieść chwalebną, niż kroku cofnąć w boju. A król Bolesław, widząc swych żołnierzy tak ochoczych i dobrej otuchy pełnych, natychmiast wydaje hasło do walki, i idzie na spotkanie nieprzyjaciela, nachyliwszy kopije i rozpuściwszy konie w najszybszym pędzie. Gdy to widzą Rusini, zdziwieni, że nad wszelkie spodziewanie sami wyzwani są do boju, i że tak mała garstka rzuca się odważnie na ich tłumy, mieszają, się nieco; ale wytrzymawszy pierwsze natarcie, krzepią w sobie powzięte nadzieje, i śmiało przyjmują bitwę. Wnet jednak postrzegłszy, że ich liczba znacznie się przerzedza, i że Polacy w swym zapale na wszystko gotowi (gdy król Bolesław każdego po imieniu zachęcał do boju) sprawili między nimi rzeź większą, niż po ich szczupłej sile można się było spodziewać, poczęli upadać na sercu i cofać swe zastępy; bo kiedy jedni legli, żaden z nadchodzących nie wątpił, że i jego cios dosięże. Przecież silni swoim ogromem, bronili się zacięcie. Twarda konieczność dodawała Polakom odwagi i zapału do walki, gdy otoczeni od mnóstwa nieprzyjacioł nie widzieli innego dla siebie środka, tylko w sile oręża. A Bolesław ilu kroć dostrzegł, że się wahają, upewniał ich o zwycięztwie, byle jeno trochę dołożyli trudu. Sam nie przestając na powinnościach króla i wodza, z rycerstwem, które go nie odstępowało, rzucał się w odmęt boju, a tnąc i ścieląc trupem przeciwników, przełamał ich nakoniec, zmógł i pomięszał. Ręką własną i podjazdami swoich hufców siał wszędy pogrom zwycięzki; przyczem nie zaniedbał obowiązków, dobrego wodza, gdzie tylko trzeba było pomocy, podbiegając z pośpiechem i zagrzewając walczących. A gdy się bitwa coraz bardziej wzmagała, już-to zachętą, już dobyciem miecza, już cięciom, a podstawieniem świeżych na miejscu rannych, popierał sprawę, tak iż trudno osądzić, czy więcej sztuką biegłego wodza, czy walecznością żołnierza przyłożył się do osiągnienia zwycięztwa. Ułatwił więc swoim i przyspieszył tryumf żądany, a sam okrył się chwałą zwycięztwa większego nad wszelkie oczekiwanie i nadzieje. Wszystko bowiem pełne było zamieszania, trwogi i popłochu. Sam książę Ruski Jarosław widząc, iż sprawa jego coraz gorszy obrót bierze, i Rusini tył podają, zrzuca z siebie oznaki książęce, żeby go w ucieczce nie wydały, i przemieniając konie uchodzi przed ścigającemi go Polakami. Owe zaś tłumy nieprzyjacioł częścią wyścinane w boju poległy, częścią w plen dostały się zwycięzcom; mała tylko uchroniła się liczba rozproszeńców, którzy z drogi powszechnego odwrotu pierzchnęli na ubocza mniej znano. A tak wielka, jak mówią, rzeź była w obozie Rusinów, że krwią ich zafarbowana rzeka Bug znaczną przestrzeń czerwonym płynęła wartem. Rusini zaś przybywający z dalekich stron na pobojowisko dla odszukania ciał swoich krewnych, widząc polo całe zasłane trapem, i nie mogąc ich rozeznać między stosami poległych, zmuszeni byli zostawić zwłoki bez pogrzebu. Zdobyli kilka chorągwi wojskowych, niemal wszystkie tabory i juki żołnierskie, i koni tysiącami, które uprowadzono w zdobyczy. Bolesław król Polski, wygrawszy tak sławną bitwę, i zadawszy straszliwą klęskę Rusinom, i tym, którzy ich posiłkowali, wracał szczęśliwie do Polski, nie tylko z łupami Ruskiemi i i wojenną zdobyczą, ale i z gromadami brańców. Wszędy po drodze wychodziły przeciw niemu w processyi wszystkie stany, witając i ze czcią przyjmując bohatera zwycięzcę. On zaś z łupów Buskich uczcił naprzód podarkami wszystkie kościoły katedralne, składając każdemu kościołowi klejnoty wielkiej wartości, najhojniej jednak obdarzył kościół Gnieźnienski, tam bowiem odbyła się jego koronacya, i królowa zwykle przemieszkiwała w Gnieźnie. Te zdobycze i klejnoty osobliwszej rzadkości i ceny do dziś dnia przechowuje katedra Gnieźnieńska, ukazując je wiekom potomnym, i odświeżając w ten sposób tryumf króla Bolesława. Potem z tychże samych łupów powydzielał zaszczytnej nagrody rycerzom, którzy pod jego okiem najchwalebniej w wojnie się odznaczyli, obsypując ich darami z wrodzoną sobie hojnością, ażeby tak szczodrobłiwą łaską zapalił serca walecznych do większej jeszcze dzielności i cnoty, wielbiciel i miłośnik spraw chwalebnych, a złota i zwodniczych bogactw, któremi pogardzał, nieprzyjaciel, ceniący je tylko wedle potrzeby.
Po śmierci Jana XVIII papieża, który rządził Kościołem miesięcy pięć i dni dwadzieścia pięć, obrany został Jan XIX, rodem Rzymianin, z dzielnicy która się zowie Bramą Metropolitalną (Porta Metropolis), dawniej Fazanem. Stolica osieroconą była przez dni dziewiętnaście.

ROK PAŃSKI 1010.

ZAŁOŻENIE KLASZTORU SIECIECHOWSKIEGO.

Bolesław pierwszy król Polski, Chrobrym, to jest walecznym i dzielnym nazwany, zważywszy, jak wielkie Bóg opatrzny na niego i królestwo całe zlał dobrodziejstwa, i chcąc według możności okazać się wdzięcznym za odebrano łaski, zakłada drugi klasztor mnichów czarnych, zakonu Ś. Benedykta, w majątku i wsi znakomitego męża Sieciecha, od którego taż wieś ma nazwisko Sieciechów, nad rzeką Wisłą, w ziemi Sandomierskiej, miejscu roskosznem i lesistem; a założony i wystawiany nadaje dobrami królewskiemi i dochodów pewnych posagiem. Miejsce tu, potężna. już Wisłą, podle klasztoru płynąca, i inne oblewają wody, które wylewy swemi tworzą jeziora. Sam zaś Sieciech pan możny (comes) nadał w ów czas pomienienemu klasztorowi, prócz posady miejscowej, dwanaście wsi; później zaś Henryk książę Sandomierski, niemniej Jaxa (Jacza) książę, Marcin i Krzywosąd wielmoże (comites), i inni panowie Polscy, wiele dóbr i włości. Żaden jednakże tak wspaniale go nie uposażył, jak Bolesław król Polski, który prawem zwierzchnictwa (juris supremi) z każdej wioski pobierał znaczniejsze dochody.

ŚWIATOPEŁK OD JAROSŁAWA KSIĄŻĘCIA RUSKIEGO PO DWA KROĆ POKONANY UMIERA; JAROSŁAW ZAŚ ZWYCIĘZCA NIE ŚMIE KUSIĆ SIĘ O ZAMKI PRZEZ BOLESŁAWA KRÓLA POLSKIEGO ZDOBYTE.

Jarosław książę Ruski, poniósłszy przed rokiem klęskę nad rzeką Bugiem, zebrał następnego roku swoje i posiłkowe wojska przeciw Światopełkowi książęciu Ruskiemu, i ciągnął zbrojno pod Kijów. Zaszedł mu drogę Światopełk w tem właśnie miejscu, gdzie z jego rozkazu Borysa zamordowano. Lecz gdy przyszło do walki, pobity został na głowę. nie śmiejąc szukać wsparcia u Boleslawa króla Polskiego, udał się do Pieczyngów, a zebrawszy jak najspieszniej nowe wojsko, wraca na Ruś z wielką potęgą. Wychodzi przeciw niemu Jarosław, i stawa obozem nad rzeka. Olhą, tam gdzie Światopełk zgładził niegdy Borysa; nie przyszło jednak w tym samym dniu do bitwy. Dnia następnego (było-to w Piątek) o wschodzie słońca, Jarosław uderza nań całą siłą i odnosi zwycięztwo; a porażony Światopełk uskakuje do Brześcia, kędy Bolesław król Polski przez starostę swego utrzymywał załogę. Pokładając największą nadzieję w łasce Bolesława, puścił się ztamtąd do Polski, aby wyjednali sobie nowo posiłki i niemi szkód swoich powetować; ale w drodze zapadłszy nagle w niemoc, umarł; pochowany od swych towarzyszów w miejscu pustem i nieznanem. Po jego zejściu, książę Jarosław siadł: już spokojnie na swojem. Kijowskiem księstwie, i uchodził za najmocniejszego między książętami Kusi; lękając się jednak potęgi króla Polskiego Bolesława, nie śmiał go nigdy zaczepiać, ani kusić się więcej o pobrano zamki Ruskie. Dzierżył Bolesław król, jako i następni po nim Polscy królowie, te zamki, miasteczka i warownie, pod ów czas na Rusinach zdobyte, któremi zarządzał przez swoich starostów i zwierzchników grodowych (praefecti et capitanei), i zajął na wieczystą własność królestwa Polskiego znaczne powiaty ziem Ruskich, podbite wtedy orężem, a ciągnące się aż pod sam Kijów.

ROK PAŃSKI 1011.

BRŻETYSLAW KSIĄŻĘ POŁOCKI WYDZIERA STRYJOWI SWEMU JAROSŁAWOWI KSIĄŻĘCIU KIJOWSKIEMU KSIĘSTWO NOWOGRODZKIE, ALE JE POTEM TENŻE JAROSŁAW ODZYSKUJE, A WEDŁUG UMOWY ROZPRAWIWSZY SIĘ W POJEDYNKU Z KSIĄŻĘCIEM KOSZOHORCÓW, JEGO WRAZ Z CAŁYM NARODEM CZYNI SWOIM DANNIKIEM I HOŁDOWNIKIEM.

Po upadku i zejściu jednego przeciwnika, to jest Światopełka książęcia Ruskiego, powstał przeciw Jarosławowi książęciu Ruskiemu inny znowu nieprzyjaciel, i w miejsce brata wystąpił bratanek. Książę bowiem Brzetysław, syn Izasława książęcia Połockiego, z zebranem Połoczan i Warahów wojskiem uderzył na Nowogród, a zdobywszy go i shołdowawszy całe Nowogrodzkie księstwo, naznaczył mu swoich starostów i wracał zwycięzko do Potocka, swej stolicy ojczystej. Ale Jarosław książe Kijowski, oburzony wydarciem sobie Nowogrodzkiego księstwa, zabiega mu drogę przy rzece Sudomir. Stoczono z obu stron krwawą bitwę, z której Jarosław wyszedł zwycięzko; znaczna liczba została na placu; Brzetysław porażony uszedł do Połocka; a tak Jarosław odzyskał księztwo Nowogrodzkie i łupy wydarł z rąk przeciwnika. Potem Jarosław książę Kijowski wyprawił się przeciw Rededzie książęciu Koszohorskiemu którego zamierzył uczynić swym hołdownikiem: a zwyciężywszy go w pojedynku (tak bowiem ułożyli się obaj książętu, aby nie ich wojska ale sami raczej z sobą się rozprawili, a zwyciężony iżby podda się zwycięzcy) zhołdował kraj cały Koszohorców (Koschochord) i dannikami ich swomi uczynił.

ROK PAŃSKI 1012.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI ZAPOBIEGAJĄC, ABY RYCERSTWO JEGO W POKOJU NIE GNUŚNIAŁO, WKRACZA DO SAXONII; A GDY MU NIKT STAWIĆ NIE ŚMIAŁ OPORU, KRAJ CAŁY ORĘŻEM PUSTOSZY, I U RZEKI SULI ZABIJA SŁUPY ŻELAZNE NA ZNAK GRANIC SWOJEGO KRÓLESTWA.

Bolesław król Polski, ukończywszy wojnę Ruską, począł myśleć o innych wyprawach, ażeby w nieczynności duch rycerstwa nie tępiał, i zwrócił oręż na nieuskromionych dotąd Sasów. Gotując się na tę wyprawę, pościągał zbrojno poczty ze wszystkich ziem i miast swego królestwa. Z dawna już, bo od samego objęcia rządów, sporządzony był i ułożony popis rycerstwa: miało każde z główniejszych miast królestwa wyznaczoną liczbę zaciągu, ilu i jakich winno było dostarczyć żołnierzy na pospolito ruszenie; z łatwością.
więc król, świadomy swej siły zbrojnej i potęgi, mógł uchylić się od wojny lub ją wydać. Zebrawszy zatem liczne wojsko, wkracza do Saxonii, w spodziewaniu, że Sasi wyprowadzą przeciw niemu swoje siły i zechcą stoczyć walkę: dlatego nakazał hufcom swoim “pilnować szyku, i nigdy pojedynczo od chorągwi się nie oddalać”. Ale gdy się dowiedział od szpiegów, “że Sasi czoła mu stawić nie myślą, i że uląkłszy się jego potęgi, jedni po lasach i kniejach dzikich z bydłem i dobytkami swemi ukryci koczują, inni w grodach i silniejszych pozamykali się twierdzach, zniszczywszy ogniem warownie mniej obronne, aby nieprzyjaciołom nie służyły za szaniec i umocnienie;” rozpuścił rycerstwo po włościach, miasteczkach i siołach, i nakazał wszechstronne roznosić spustoszenia, iżby mieszkańców tem większą przerazić trwogą. Wszystek zatem kraj Saski, aż do rzeki Elby, która inaczej Łabą się zowie, ta oporu żadnego przebiegłszy i splądrowawszy, z tryumfom nad upokorzoną Saxonią wracał do Polski. A gdy przyszedł do rzeki Suli albo Solawy, która płynie środkiem Saxonii, pozabijał na jej brzegach słupy żelazne, naznaczając królestwu Polskiemu od tej. strony nowy Kadyx, i odgraniczając temi słupami Polskę od krajów Niemieckich, aby trwało i w pokoju poświadczały wielkie czyny i przewagi zwycięzcy, i wykazywały granico Polski.
Po śmierci Jana XIX papieża, który władał na stolicy przeszło lat cztery, i pochowany został w kościele Ś. Piotra, nastąpił Sergius IV, rodem Rzymianin, mąż życia świątobliwego i przykładnych obyczajów, ktory rządził kościołem lat dwa; pochowany w kościele Ś. Piotra. Nastąpił po nim Benedykt VIII, rodem Tuskulańczyk. Ten Benedykt dręczony karami czyścowemi, prosił pewnego biskupa, któremu się był pokazał, ażeby następca jego Jan XX otworzywszy mieszek z pozostałemi po nim pieniędzmi, rozdał je między ubogich, ponieważ te pieniądze zdzierstwem uzbierano na złe mu wyszły. Co też Jan papież uczynił.

ROK PAŃSKI 1013.

POMORZE, KASZUBY I INNE ZIEMIE DAWNIEJ DO POLSKI NALEŻĄCE, KTÓRE DWUDZIESTA MIAŁY PANÓW, KRÓL BOLESŁAW ODZYSKUJE, CZYNIĄC JE DANNICZEMI I HOŁDOWNICZEMI POLSCE.

Po zwojowaniu i upokorzeniu Sasów, Bolesław król Polski, uważając to za hańbę sobie i swemu narodowi, iżby kraje, które niegdyś Polacy dzierżyli i zamieszkali, nie on ale kto inny posiadał; przypomina sobie, że ziemie północne, nad morzem północnem leżące, Pomorze także niższe, Kaszuby i inne nadmorskie kraje, po dziś dzień od Słowian zamieszkałe, przez niezasłużoną zagładę jej książąt, której sprawcą był Popiel, ówczesny jedynowładca, Polski, od myszy zjedzony, już z dawna od królestwa Polskiego i jej zwierzchnictwa oderwały się i odpadły. Wyruszywszy więc w owe kraje z znaczną wojsk swoich potęgą, jedne orężem i przemocą, inne szczodrotą i łaskawością, inne wreszcie postrachem i przykładem drugich shołdował i owładnął. Panowali w nich na ów czas potomkowie dwudziestu książąt przez Popiela otrutych, z którymi król Bolesław obszedł się z wrodzoną, sobie wspaniałością, pomnąc iż się rodzili z krwi królewskiej i byli jego plemiennikami; każdego zobowiązał darami i uprzejmemi względy, a z ich dzielnic książęcych i praw zwierzchniczych nic sobie nie zatrzymał, prócz lennego poddaństwa i służebności. Upatrywał bowiem znaczną w tem korzyść i sławę, że królestwo Polskie odzyskując swoję całość, szczycić się mogło tak wielką liczbą książąt lennych i poddanych.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI WYPRAWIA W GNIEŹNIE MIECZYSŁAWOWI SYNOWI SWEMU WSPANIAŁE GODY WESELNE.

Bolesław król Polski z uwagi, iż syn jego Mieczysław i Ryxa dziewica, siostrzenica cesarza Ottona, jemu od dawna narzeczona, domierzyli już pory swej dojrzałości, zapowiada w Gnieźnie wielką na dworze uroczystość, a zgromadziwszy i zaprosiwszy sąsiędnich książąt, panów, wielmoże i celniejszych dostojników Polskich, wyprawia swoimi synowi jedynemu Mieczysławowi z wielką wspaniałością gody weselne, i zaślubia mu Ryxę, dziewicę, która dotąd w stolicy chowała się u matki Mieczysława, Judyty, z macierzyńską pielęgnowana miłością, jakby córka.

ROK PAŃSKI 1014.

ROZERWANIE W KOŚCIELE BOŻYM. PO MAURYCYM BISKUPIE KRUSZWICKIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ MARCELLI.

Lambert, trzeci arcybiskup Krakowski, po dziewiętnastoletnim, nader pobożnym i sprawiedliwym zarządzie katedry Krakowskiej, w sędziwym wieku umiera; pochowany w kościele Krakowskim. Najwyższy zaś biskup Benedykt VIII, chcąc osierocony kościół Krakowski sposobnym opatrzyć pasterzem, na żądanie Bolesława króla Polskiego, przeznacza na stolicę Krakowską Popona, męża wielkiej zacności, acz mało świadomego mowy Polskiej. Po śmierci bowiem Sergiusza IV papieża, który rządził kościołem lat dwa, i pochowany został u Ś. Piotra, obrany był papieżem Benedykt VIII, rodem Tuskulańczyk, syn Grzegorza. Ten strącony został z stolicy, a w jego miejsce jakiś inny wyniesiony, zkąd w kościele Bożym wielkie powstało rozerwanie, spowodowano nieprawym wyborem i gorszącemi postępki wdziercy.
Maurycy biskup Kruszwicki czyli Włocławski tegoż roku umiera, a wstępuje po nim na stolicę Marcelli, naznaczony od Jana XVIII papieża, za wstawioniem się Bolesława króla Polskiego.

HENRYK II KORONOWANY NA KRÓLA RZYMSKIEGO.

Henryk II król Rzymski i książę Bawarski, zebrawszy znaczne wojsko, wkroczył do Włoch, a przyjęty od miast Włoskich z należną czcią, i bez oporu, wszedł spokojnie i z tryumfem do Rzymu. Tam po niejakich układach z Benedyktem VIII, przyjął z rąk jego w kościele Ś. Piotra koronę cesarską i namaszczenie. Co sprawiwszy i kilka dni tylko zabawiwszy w Rzymie, wrócił do Niemiec.

MŚCISŁAW, KSIĄŻĘ TYMUTROKAŃSKI, BRATA SWOJEGO JAROSŁAWA KSIĄŻĘCIA KIJOWSKIEGO PO DWA KROĆ W WOJNIE ZWYCIĘŻA I STOLICĘ JEGO KIJOWSKĄ PODSIADA: KTÓRĄ WNET POTEM SPRZYKRZYWSZY SOBIE, TEMUŻ BRATU JAROSŁAWOWI NAD WSZELKIE SPODZIEWANIE ODDAJE.

Dziewiąty syn Włodzimierza Buskiego kniazia, Mścisław książę Tymutrokański, umyśliwszy opanować stolicę Kijowską, z zebranem w wielkiej liczbie z Kozarów i Kazogów (Koschoys) wojskiem wychodzi przeciw Jarosławowi bratu swemu, książęciu Kijowskiomu. Jakkolwiek Jarosław książę Kijowski wzmocnił się posiłkami książęcia Worahów (Worahunorum) Jakuja, przecież w stoczonych dwóch bitwach spróbowawszy szczęścia, uległ przemocy, i postanowił pójść do Kijowa, aby się poddać zwycięzcy. Ten, u kresu swych życzeń łaskawszy i skromniejszy, wnet zmierził sobie stolicę Kijowską, o którą, świeże się był kusił: śle zatem po brata Jarosława posłów, z zaręczeniem zepełnego bezpieczeństwa; przybyłego łaskawie przyjmuje i rzecze do niego: “Wróć bracie na twoję stolicę Kijowską, starszy bowiem jesteś, i z wielu względów większe do niej masz prawo; dzierż ją spokojnie i według swojej woli. Ja zdobycz tę, pozyskaną prawem oręża, zwycięzca zwyciężonemu chętnie oddaję. ” A tak nad wszelkie spodziewanie przyszło do pojednania i zgody między braćmi. Książe Mścisław udał się do Czerniechowa, a książę Jarosław wrócił na stolicę księstwa Kijowskiego, którem jednak nie śmiejąc zarządzać osobiście, władał przez swoich zastępców. Tegoż roku Jarosławowi księżęciu Kijowskiemu urodził się syn, któremu dano imię Izasław.

ROK PAŃSKI 1015.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI WKROCZYWSZY DO PRUS, CZYNI JE POLSCE HOŁDOWNICZEMI I W JEDNĘ PROWINCYĄ ZAMIENIA, PRZYCZEM GRANICE KRAJU NAZNACZA.

Gdy Bolesław król Polski popodbijał zwycięzko i z królestwem Polskiem w jedno spoił władztwo kraje sąsiednie, które od samego początku Polacy i inni Słowianie zamieszkiwali, mniemało rycerstwo Polskie, że już odtąd bojów zaniecha i w pokoju odpocznie. Ale król Bolesław pałający żądzą chwały, a nie lubiący spoczynku, zamyślał znowu o innej wojnie, i wnet nakazał wyprawę przeciw narodowi Pruskiemu, który dotąd wysiadywał spokojnie. Wszystko zatem ćwiczone w boju rycerstwo uzbraja na wojnę, a nadto zbiera z całego królestwa i krajów jemu podległych nowe zaciągi; a wystawiwszy znaczne siły, i urządziwszy je jak należało, wyrusza ku granicom Pruskim, i wkracza do nich przez ziemię królestwa swego Chełmińską. Pruska zaś ziemia, jako się wyżej powiedziało, leży na północ, przedzielona od krajów królestwa Polskiego rzekami Wisłą i Ossą, a dotykająca w wielu miejscach morza. Przecięta jest dwiema potężnemi rzekami, Wisłą i Niemnem, z których jedna płynie z Polski, a druga z Rusi. Zawiera zaś w sobie ośm dzielnic: jedna Pogezania (Pogeza), druga zowie się Natangia (Nawktaga), trzecia Sambia (Sama), czwarta Nadrawia (Nadrowa), piąta Szaławia (Szalowa), szósta Sudawia (Sudowa), siódma Galindya (Galinda), ósma Barta. W owe czasy nie wiele miała miast, a i te samem tylko położeniem, to jest, wodami i bagnami obronne; zamki wszystkie z drzewa były budowane. Bolesław zatem król Polski z łatwością pobrał miasteczka Pruskie; kilka zaś warowniejszych grodów, do których schronili się byli barbarzyńcy, ścisnął oblężeniem; a zdobytą stolicę Prus Romowe, tudzież Balgę i Radzim, częścią zburzył, częścią pożarem zniszczył. Panowie wreszcie Pruscy widząc, że siłami swemi nie zdołają się oprzeć potędze króla Bolesława, wysyłają do niego posłów z prośbą, “aby się zmiłował nad ich ojczyzną”, która wyniszczona łupiestwem, cała pożogami płonęła, i z oświadczeniem, “że się poddadzą, daninę płacić i zwierzchnictwu jego “podlegać będą.” Bolesław król Polski, mąż duszy wielkiej, i skłonny do litości nad nieszczęśliwemi, przyjął łaskawie ich poselstwo, i przychyliwszy się do prośby Prusaków, nałożył na nich daninę, którą do skarbu królewskiego corocznie składać mieli, a zakazał dalszych kraju spustoszeń. Wtedy po raz pierwszy Prusy, orężem Bolesława króla podbite i zamienione w prowincyą, poczęły królestwu Polskiemu hołdować i daninę opłacać. I pod ów czas Bolesław postawił na rzece Ossie, przedzielającej Prusy od Polski, wieczysty królestwa Polskiego granicznik, to jest słup żelazny, wzniesiony na środku rzeki, o ćwierć mili od miasteczka Rogoźna, pomiędzy Łaszynem a Rogoźnem, zkąd też wieś nad tą granicą leżąca od granicznego słupa Słupią (Słup) nazwana. A lubo w późniejszym czasie Krzyżacy, opanowawszy ziemię Chełmińską, wyrzucili ten słup żelazny, i na tem miejscu młyn wymurowali, aby zatracić granicę, przecież do dziś dnia zowie się ono Słupem. Bolesław bowiem, gorliwą pałając chęcią rozszerzenia granic królestwa Polskiego, a wraz zaradzając, ażeby te granice nie były nigdy wątpliwemi, popostawiał dla ich utrwalenia słupy żelazne od wschodu, zachodu i północy, za przykładem i wzorem Herkulesa, w mniemaniu, że ta pamiątka będzie wiecznotrwałą.

ROK PAŃSKI 1016.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI SAM SĄDY SPRAWUJE, SPRAWIEDLIWOŚĆ WYMIERZA, DUMNOWŁADZCÓW UKRACA, BIEDNYM DAJE OPIEKĘ I ŻYWNOŚCIĄ ICH OPATRUJE.

Gdy ucichły wojny zewnętrzne, a postronni nieprzyjaciele, częścią orężem utłumieni, częścią sprawiedliwemi związani sojuszami, spoczęli w pokoju, Bolesław król Polski zajął się stosownem urządzeniem spraw miejskich i domowych. Najtroskliwszą zaś rościągnął pieczą nad ubogiemi i wdowy, staranny o pilne, każdej sprawy wysłuchanie, popieranie i załatwienie. Jeżeli spór nie dał się rozjąć ugodą, wyprowadzał go do sądów, w które tak gorliwie wglądał, że im sam osobiście przewodniczył, aby w wymiarze sprawiedliwości nie grzeszono podstępem albo odwłoką. A lubo w owe czasy rzadkie bywały pokrzywdzenia, gwałty i pieniactwa, gdy bojaźń sama utrzymywała wszystkich, tak wyższych jako i niższych, w karbach słuszności i prawa; nie dopuszczał przecież Bolesław król Polski, żeby sami przez się sędziowie w sprawach tak większych jak i mniejszych wyrokowali, lecz albo je osobiście zagajał, albo jeżeli sam był zajęty ważniejszemi królestwa swego sprawami, wysadzał w swoje miejsce mężów prawych, sumiennych i miłujących sprawiedliwość, którzy z największem baczeniem przestrzegali, aby orzeczenia sędziów od słuszności i sprawiedliwości nie odstępowały: wiedzieli bowiem, z mądrego nader postanowienia króla Bolesława, że jeżeli która strona użalali się, iż została skrzywdzoną, on przewód całej sprawy roztrząśnie, i wyrok wbrew prawu i słuszności zapadły, z wielką dla nich naganą i niesławą odwoła. Wszystkim nadto wdowom, małoletnim, sierotom, ludziom wiejskiego i ubogiego stanu, szukającym do niego z skargami swemi przystępu, wyznaczał rzeczników, syndyków i prawobrońców, płatnych ze skarbu królewskiego, surowo dopominając się od nich i zalecając, “ażeby z jak największą pilnością i gorliwością podejmowali i swą obroną popierali sprawy wdów, sierot i ubogich. ” Zdarzało się nawet, że kiedy tego rodzaju sprawę wytoczono przed nim albo jego sędziami, przypuszczał do swego stołu królewskiego powódce, razem z obżałowanym, ludzi jakiegokolwiek bądź stanu, i każdemu, według osoby i jej znaczenia, hojnie kazał użyczać strawy. Takim więc wymiarem sprawiedliwości i gościnnym obyczajem, wszystkich, równie bogatych jak i ubogich, tyle sobie zobowiązał, że go raczej jak ojca niż jak króla kochali, a zalety cnót jego głośno i szeroko słynęły.

MIECZYSŁAWOWI KSIĄŻĘCIU POLSKIEMU RODZI SIĘ SYN KAZIMIERZ.

Dwudziestego piątego Lipca, Ryxa, księżna Polska, żona książęcia Mieczysława, porodziła dziecię cudnej urody, któremu, na żądanie dziada Bolesława króla Polskiego na chrzcie dano imię Kazimierz, co w języku polskim znaczy nakazujący mir (każy mir).
Zdarzone tegoż roku w królestwie Polskiem trzęsienie ziemi uznano za zjawisko cudowne.

ROK PAŃSKI 1017.

O WIELORAKICH CNOTACH A OSOBLIWIE ŁASKAWOŚCI KRÓLA BOLESŁAWA I JUDYTY KRÓLOWEJ POLSKIEJ. PRZYKŁAD NA PEWNYCH MŁODZIEŃCACH KRWI SZLACHECKIEJ NA ŚMIERĆ SKAZANYCH.

Sprawiedliwość bez towarzyszącego jej miłosierdzia uważając król Bolesław za cnotę połowiczną i niezupełną, z takiem umiarkowaniem godził obowiązki surowego sędziego i książęcia pełnego łaskawości, że potępieni wyrokiem, i ci, którzy oczekiwali jeszcze wyroku, truchlejąc przed jego sprawiedliwością, ale z przykładów wielokrotnych dobrze tusząc o jego łaskawości, nigdy nie rozpaczali. A lubo sam król, tak ludzki i miłosierny, dla winowajców i przestępców prawa okazywał niezwykłą wspaniałość i wyrozumiałość; przecież małżonka jego dostojna Judyta, niewiasta znakomitej cnoty, swoim kobiecym dowcipem i rozsądkiem większego jeszcze dodawała uroku tej dobroci królewskiej, która za obojga sprawą tem głośniej u ludzi słynęła. Przytoczymy tu jedno zdarzenie, z przeszłości do nas doszłe, dla przekazania go pamięci potomnego wieku. Kilku synów szlacheckich, wyrodków, zboczywszy z toru cnót i obyczajów ojcowskich, i przez życie rozpustne zmarnowawszy swoje dostatki, popadli byli w ubóstwo; a niezdolni znosić jego przykrości, i chciwi odzyskania dawnego mienia, puścili się na gwałty i wydzierstwa. A gdy ich sprawki wielokrotne wydały się i do króla doniosły, z rozkazu jego poimani, i snadny o zbrodnie przekonani, wyrokiem tegoż króla i jego radców (consiliarii) wskazani zostali na stracenie. Królowa, kobieta nader roztropna, zdjęta litością; nad ich wiekiem młodzieńczym i śmiercią, przedwczesną, nie zapytawszy bynajmniej króla, ani uprzedziwszy go jakąkolwiek prośbą lub namową, kazała ukryć winowajców w miejscu tajemnem, o którem mało kto wiedział, aby przy sposobnej okoliczności ocalić im życie. Gdy więc Bolesław według zwyczaju rozmawiał raz z swemi radcami w obecności królowej o sprawach rzeczypospolitej, i przypadkiem wytoczyła się wzmianka o ukaraniu śmiercią onych łotrów, synów szlacheckich, o których król mniemał, że już dawno straceni, żal go w duszy ogarnął, i począł rzewnie utyskiwać nad ich losem, wyznając “jak mocno ubolewa, iż tak znakomitych i szlachetnej krwi młodzieńców, do rycerskiego zawodu zdatnych, którzy mogli byli stać się zaszczytem ojczyźnie, wyrokiem swoim skazał na śmierć; i jak żałuje, że zbrodni popełnionych nie przypisał raczej młodości i krewkości umysłu, zwłaszcza że takim wyrokiem oburzył i zniechęcił ku sobie pozostałe ich domy i rodziny. ” Dodał nakoniec: “że nie tylko wszystkie szkody pokrzywdzonym chętnieby powrócił, ale i hojnemi nagrodził ich dary, gdyby cofnąć można los tych młodzieńców i nieszczęsne krwi ich rozlanie. ” W ów czas Judyta królowa, wiodąc swój zamiar do skutku: “Z jakąż, rzecze, przyjąłbyś to radością, i jaką rad opłacił ofiarą, gdyby który z Świętych wstawieniem się swojem i przyczyną wrócił ich do życia i obecnie stawił przed tobą!” Na co król: “Wzdyć to, mówi, niepodobieństwo: ale gdyby Bogu, który mocen jest takie i większe zdziałać rzeczy, podobało się to co powiadasz uczynić, wyznaję, że nie mam nic tak drogiego i kosztownego, czegobym nie dał za wskrzeszenie onych młodzieńców, których jestem zabójcą, nie już dlatego, żeby zmartwychwstali i żyli, lecz żeby ich rodziny uwolnić od hańby, którą niewinnie przez ich ukaranie poniosły. ” Królowa z takiego żalu wyrozumiawszy, że Bolesław zdjęty litością skłonnym był do przebaczenia, sama, wraz z przytomnymi radcami i pany, rzuca się do nóg królowi, aby wnieść prośbę za nieszczęśliwemi, którą temi słowy zwraca do króla, zdziwionego wielce i nie spodziewającego się bynajmniej, o co go błagać miała tak usilnie: “Nie potrzeba ci, królu najmiłościwszy, pomocy z nieba do przywrócenia, życia potępionym; ty sam możesz ich niem obdarzyć z łaski twojej królewskiej. Wyznaję, że pomocą moją wyrwanych z łona śmierci, kiedy już za wyrokiem twoim ginąć mieli, ukryłam aż do dnia dzisiejszego; i błagam przedewszystkiem, abyś mi przebaczył tę winę, której się dopuściłam nie z jakiego bądź zuchwalstwa, ale z litości niewieściej, a zarazem błagam z tymi wszystkimi, których widzisz ukorzonych przed twoim majestatem, żebyś wskazanym na śmierć życie darował. Poważyłam się na to, aby dać pole twojej litości, i po orzeczonym śmierci wyroku przywrócić do życia ofiary jakby z grobu wywołano, nie bez głośnego uwielbienia twojej łaskawości i miłosierdzia. ” Król Bolesław uradowany niezmiernie, i wprawiony niejako w zadumienie, zstępując z swego krzesła królewskiego, podnosi królową z ziemi, i z czułem uściskaniem chwali, wielbi, wysławia jej zręczną przebiegłość i cnoty pełne podejście. A gdy wszyscy obecni, tak niespodziewanym wypadkiem zdziwieni, chwalili królową z jej ludzkości, szlachetnego serca i dowcipu, król zaledwo wierzyć chcąc królowej, każe natychmiast stawić przed sobą młodzieńców na śmierć skazanych. Wyprowadzeni zatem z ukrycia, kędy byli schowani, najpierwej przedstawili się królowej, która skarciwszy ich własną naganą, zaprowadziła potem, jako oswobodzicielka czuwająca nad ich życiem, przed oblicze króla, prosząc, aby im przebaczył i puścił w niepamięć ich przewinienia. A król Bolesław, który już wprzódy okazał się był skłonnym do odpuszczenia im winy, i nigdy skorym nie był do karania występków, wzruszony prośbami żony, dał się snadno ubłagać, i uwolnił ich od kary, na jaką zasłużyli: u króla bowiem Bolesława nie trudno było uzyskać, aby proszącemu przebaczył. Przemówił jednak do nich z naganą: “że niepomni na swój ród szlachetny, skalali go tylu zbrodniami i zelżyli sławę swoich przodków” których wspomniał nazwiska i cnoty. Starszych między nimi surowszemi zgromił słowy; młodszych zaś zaprowadził z sobą do łaźni i kazał w obecności swojej osmagać nieco rózgami. Poczem odpuściwszy im winy, i ułaskawionych oblókłszy w nowe szaty, na znak powrotu do czci i sławy, odesłał do domów swoich z upomnieniem, aby nadal żyli bez zmazy, a z zagrożoniem wyraźnem, że na potem nie dałby się niczem przebłagać, gdyby się dopuścili takich albo podobnych zbrodni. Z tych i innych przykładów ludzkości, szlachetnego i wspaniałego serca, stawszy się u ludzi głośnym, snadno utrzymywał poddanych swoich w karbach sprawiedliwości, w poszanowaniu praw i urządzeń. Panował nad nimi raczej miłością niż grozą; gromił poważnie i krótko, napominał łagodnie i z dobrocią. A jako Abigail wymową swoją zachowała niegdy męża od miecza Dawidowego, tak królowa Judyta swoim dowcipem i rozsądkiem dokazała, że synowie rodzin szlacheckich nie zginęli, a królowi Bolesławowi, mężowi swemu, zjednała wielką sławę u świata, gdy ci, którzy sprawiedliwym wyrokiem sądu na śmierć byli skazani, za jej prośbą i wstawieniem się ułaskawieni, pozyskali całość i wolność.
Królowa Judyta, żona Bolesława króla Polskiego, ciężką złożona niemocą, umiera; pochowana uczciwie w kościele Gnieźnieńskim.
Niewiasta świątobliwa, łaskawa i pobożna.

ROK PAŃSKI 1018.

JAROSŁAWA KSIĄŻĘCIA RUSI, USIŁUJĄCEGO Z WIELKIEM WOJSKIEM WTARGNĄĆ DO POLSKI, KRÓL BOLESŁAW NAD RZEKĄ BUGIEM GROMI I ROZPRASZA, A WKROCZYWSZY NA RUŚ, KRAJ WSZYSTEK MIECZEM I OGNIEM PUSTOSZY.

Książę Ruski Jarosław, nie mogąc się w swym żalu uspokoić, że państwo jego i stołeczne miasto Kijów w latach poprzednich orężem Bolesława króla Polskiego podbite, takiemu zniszczeniu uległy, bolejąc przytem nad srogą i upokarzającą klęską, jakiej był z wojskiem swojem doznał nad rzeką Bugiem, w skrytości i milczeniu gotował się do wojny. Uzbrajał tym celem siły krajowe, a w sposobnych chwilach zaciągał u sąsiadów posiłki, aby uderzyć na króla Bolesława., i zetrzeć hańbę doznanego nad Bugiem pogromu. Bolesław zaś, chociaż wiedział z dawna od swoich urzędników, starostów, i podsyłanych w to strony szpiegów, o knowanych nań przez książęcia Ruskiego zamachach, chwilę jednak zawściągał oręż, w spodziewaniu, że czas albo cierpliwość złagodzi umysł kniazia Jarosława. Ale gdy postrzegł, że książe Ruski ciągłem uzbrajaniem się Polsce zagrażał, i znaczne wojska coraz bliżej podsuwał, ruszył nawzajem swoje siły, które był na przypadek zaczepki nieprzyjacielskiej miał w pogotowiu, i spiesznym pochodem pociągnął na Ruś, celem odparcia napaści, którą mu książę Ruski zagrażał. A tak jednocześnie Polacy na Ruś, a Rusini na Polskę uderzyli; co stało się tak śpiesznie i tajemnie, że obadwaj najezdcy o wzajemnych krokach nie wiedzieli. Dopiero na brzegach Bugu dotarłszy do siebie, zatrzymały się oba wojska i rozłożyły swoje obozy, radząc o walce, która miała się rozpocząć nazajutrz. Ale król Polski Bolesław nie rad był staczać bitwy w przypadający dzień Niedzielny, odstręczała go od niej świąteczna uroczystość; dlaczego rycerstwo trzymał w obozie, i zakazał, aby w ten dzień nie przedsiębrano żadnych kroków nieprzyjacielskich. Tymczasem, wypadek i okoliczność małej wagi, jak to się w wojnie zdarzać zwykło, zniweczyła jego zakazy. W południe bowiem, kiedy słońce mocno paliło, a rycerstwo spokojnie zażywało wczasu, czeladź obozowa Polska, zbiegając do rzeki na ugaszenie pragnienia, już-to pławiąc konie, już płucząc mięsiwo z zabitych bydląt, poczęła
przekamarzać się wojskom nieprzyjacielskim na przeciwnym brzegu stojącym, i najpierwej słowy, potem ręcznemi pociskami wyzywać je i drażnić. Naostatek walka tak się z tej przygodnej zaczepki wzmagała, że oba wojska z głośnym okrzykiem rzuciły się do broni. Wszystkie zatem hufce Bolesława, pochwyciwszy za oręż i dosiadłszy koni, w zbrojnych szykach wystąpiły do boju. A gdy nie można było uderzyć na nieprzyjaciela nie przebrnąwszy rzeki, która ich rozdzielała, mało przeto ważąc niebezpieczeństwo, jakiem i głębie wody i ciosy przeciwników zagrażały, w pełnem jak były uzbrojeniu rzucają się w rzekę, a przebywszy ją szczęśliwie uderzają na nieprzyjacioł jeszcze nie zupełnie zbrojnych ani uszykowanych, którzy w trwodze i popłochu tam i sam się porozbiegali; nagły strach ich przeraził, gdy ujrzeli Polskie zastępy; te więc z łatwością przodek ich hufców przełamują, wycinają i na pował trupem ścielą. O których porażce skoro się reszta Rusi dowiedziała, sami książęcia Ruskiego naglili do ucieczki, żeby się żywnem nie dostał w ręce Polaków. A gdy ten opuścił bitwę, większa jeszcze trwoga ogarnęła Rusinów; przeto nie myśląc już o walce, lecz o ratowaniu się ucieczką Polakom ustąpili zwycięztwa. Rycerstwo Polskie z rozkazu Bolesława króla puściwszy się za nimi kilka mil w pogoń, wiele ubiło orężem, więcej jeszcze poimało w niewolą. Książę jednak Ruski i nie mała liczba jego wojska umknęła przed niebezpieczeństwem: a Polacy zdobywszy obóz Ruski i niezimerne łupy, za dozweleniem króla Boleslawa, rozerwali je między siebie. Bolesław zatem, król Polski, z zwycięzkiemi znakami i tryumfem ciągnął dalej w głąb Rusi, warowniejsze zapory Rusi mieczem, ogniem i spustoszeniem zwojował, wiele zamków przemocą zdobył albo do poddania się przymusił. Tak dalece zgoła upokorzył w ów czas i utrapił Rusinów, że ci, zwątpiwszy już o swoich siłach, zniewoleni byli prosić o pokój króla Bolesława, i spokojnie odtąd w swych granicach siedzieli. A Bolesław odniósłszy to pamiętne zwycięztwo, uprowadziwszy z ziemi nieprzyjacielskiej wielkie mnóstwo bydła i rozmaitej zdobyczy, wrócił do Polski, gdzie z wielką przyjmowany był radością, i od wszystkich stanów królestwa najzaszczytniejszemi uczczony okazy. Twierdzą niektórzy, że inne przyczyny spowodowały wojnę. Ruską, którą Bolesław w tym roku prowadził: a mianowicie, że gdy Bolesław po śmierci żony swojej Judyty owdowiawszy, wysłał był do Jarosława książęcia Ruskiego dziewosłęby, prosząc o córkę jego w małżeństwo, a Jarosław dla różności obrządku posłów jego z niczem odprawił, król Polski oburzony taką odmową, wojnę Jarosławowi wypowiedział, a zdobywszy jego warownie i siostrę poimawszy jako brankę, wziął ją sromotnie za nałożnicę.

ROK PAŃSKI 1019.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI NAŁOŻYWSZY NA RUSINÓW DANINĘ, POKÓJ Z NIMI ZAWIERA, I Z JEŃCAMI RUSKIMI OBCHODZI SIĘ WIELCE ŁASKAWIE.

Po tak znakomitem i sławnem nad Rusinami zwycięztwie, Bolesław król Polski nie podniósł się bynajmniej w pychę i zarozumiałość, do jakiej wiodły go takie powodzenia i tryumfy; ale obyczajem, swoim zachowując jak największą skromność i pokory okazywał się dla wszystkich ludzkim i przystępnym, w wymiarze sprawiedliwości i udzielaniu łask wspaniałym i miłościwym; z Rusinami nawet, pod ów czas zwyciężonemi i zmuszonemi do poddaństwa, obchodził się raczej jak ojciec niż jak zwycięzca. Albowiem i książęciu Ruskiemu, zgłaszającemu się do niego przez liczne poselstwa, pokój przywrócił, nałożywszy nań umiarkowaną daninę i wydawszy łaskawie wszystkich jeńców wojennych. Tą wspaniałością i dobrocią, tak sobie ujął serca Rusinów, że wielbiąc z uniesieniem jego męztwo i ludzkość, zwali go nieporównanym, największym z panujących, a w swoim języku Chrobrym, które też przezwisko przy nim zostało, i przeszło w usta najpóźniejszych pokoleń. Co większa, książę i sam naród Ruski, pod ów czas zamożny i liczny, raczej umiarkowaniem i cnotą Bolesława króla Polskiego, niżeli orężem jego shołdowany, utrzymał się w wierności, i z największą ścisłością przestrzegał zawartych z nim umów i zobowiązań; a pokąd żył Bolesław król Polski, nie odważyli się nigdy Rusini podnieść przeciw niemu oręża, ani się pokusili o zrzucenie nałożonego sobie jarzma, w przekonaniu, że Bolesław wszelkie ich zamachy i usiłowania dzielnością i przemysłem swoim snadnoby zniweczył.
Księżna Ryxa, małżonka Mieczysława, syna Bolesława króla Polskiego, powtórnym połogiem wydała na świat dziecię, któremu dano imię dziada, Bolesław; ale to chwilę krótką przeżywszy, zawcześnie zeszło ze świata.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI, POPOSTAWIAWSZY NA GRANICACH KRÓLESTWA LICZNE ZAMKI, NAKAZUJE ODBYWAĆ W NICH KOLEJNO STRAŻE NOCNE.

Bolesław król Polski, zamierzywszy położyć tamę napaściom od stron ościennych po łotrowsku niepokojącym Polskę, pozakładał liczne na pograniczach zamki, i silnemi je załogami poosadzał; a na ich utrzymanie naznaczył roczny dowóz żywności z wsi okolicznych, której każda wioska w stosownej mierze dostarczać miała. Tę daninę Polacy nazwali stróża, ponieważ składaną była wojsku strzegącemu granic od napaści. Zaprowadził nadto po wielu wsiach i za powinność wskazał włościanom i osadnikom ten obyczaj, aby każdej nocy kolejno czuwali, a wołaniem głośnem i śpiewaniem znać dawali, że pilnie stróżują. Ta straż od niego bardzo rozumnie obmyślona, której potem następcy jego niebacznie zaniechali, sprawiła, że pogranicza Polski czujną strażą wojska ubezpieczone, nigdy od nieprzyjacioł nie mogły doznać napaści.

ROK PAŃSKI 1020.

SZCZODROBLIWOŚĆ BOLESŁAWA KRÓLA POLSKIEGO DLA KOŚCIOŁÓW ZA OTRZYMANE OD BOGA ŁASKI, I NAKAZ ODDAWANIA DZIESIĘCIN SNOPOWYCH.

Widząc Bolesław król Polski swoje i królestwa swego panowanie za łaską Boga ustalone i rozlicznemi darami nieba hojnie ozdobione, zwrócił baczność swoję na religią i sprawy duchowne; znał to bowiem, że ze wszystkich książąt, którzy go poprzedzili, żaden nie nabył tak wielkiej sławy, nie obfitował w takie dostatki, ani osięgnął tylu zwycięztw i zaszczytów, żaden nie odznaczył się tak dzielnemi przymiotami, jakie jemu dostały się w podziale, dozwoliwszy mu blaskiem panowania zaświecić nad inne królestwa i narody. Aby więc Bogu za tak wielkie łaski i dobrodziejstwa okazać się wdzięcznym i czemkolwiek z swej strony odpowiedzieć, nie tylko katedralnym ale i innym niniejszym kościołom, które był ojciec jego Mieczysław wystawił i uposażył, dla lepszego ich ustalenia i zaopatrzenia, ponadawał z wielką, hojnością, miasteczka, wsie i rozmaite folwarki. Prócz tego po wsiach i osadach ludniejszych pobudował wiele kościołów, które za niego i za ojca Mieczysława czasów powstały, opatrzył je i zbogacił naczyniami złotemi i srebrnemi, ku pocześniejszej ozdobie i użytkowi służby Bożej. Wszystkie te kościoły, a zwłaszcza katedralne, tak szczodrze nadał i uposażył, że wieki potomne tę hojność jego pobożną wyświadczają. Dziesięcin zaś snopowych, ze wszystkich dzielnic królestwa na kościoły i sługi Boże przeznaczonych, nie dozwolił ani zmniejszać przez jakąkolwiek zamianę, ani poddawać pod wątpliwość; zalecił owszem i przykazał, aby trwały wieczyście, grożąc synom swoim, wnukom i następcom przekleństwem i surową od Boga karą, gdyby który z nich dochody z rzeczonych dziesięcin poważył się zabierać, zmieniać albo urywać. Prawa miecza królewskiego, które mu powierzono było od Boga, nie na okaz pychy i wyniosłości, ani na krzywdę cudzą używał; starał się raczej, według woli Boga, tępić i wykorzeniać swą władzą rozrastające się między poddanymi zdrożności, hamować krzywdy i nadużycia.

PO TYMOTEUSZU BISKUPIE POZNAŃSKIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ PAULIN.

Tegoż roku zszedł ze świata Tymoteusz biskup Poznański, pochowany w Poznaniu. Następcą jego był Paulin I, rodem Włoch, którego na prośbę króla Bolesława potwierdził Bonifacy VII. Inni utrzymują, że nie w Poznańskim; ale w Brandeburskim kościele pochowany został.

ROK PAŃSKI 1021.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI, CHOCIAŻ ZAMKI KRÓLESTWA POGRANICZNE ZAŁOGAMI OPATRZYŁ, SAM JEDNAK OSOBIŚCIE W NICH PRZESIADUJĄC STRAŻE NOCNE ODBYWAŁ, POSTANOWIWSZY, ABY DLA STRÓŻÓW ZAMKOWYCH KMIECIE Z KAŻDEGO ŁANU SKŁADALI PO KORCU ŻYTA I PO KORCU OWSA.

Urządziwszy sprawy kościelne i duchowne, przez ustanowienia pobożności pełne, a zmierzające ku czci Bożej i pomnożeniu wiary świętej, Bolesław król Polski często jeszcze o tem przemyślał, jakby ubezpieczyć rzecz publiczna., a zwłaszcza przez twierdze i zamki na granicach Polaki, ku obronie od napaści nieprzyjacielskich wystawione, tak iżby w trwałości swej niepożyte, i dostatecznie w żywność opatrzone, żadnej nie obawiały się przygody. Pobudował więc król Bolesław im pograniczach królestwa wiele twierdz i zamków, i poosadzał je załogami ćwiczonego rycerstwa, które wedle nakazu królewskiego miało baczyć z wielką pilnością, i przezornością, aby nieprzyjaciel jawnie ani tajemnie kraju nie napastował; a nie spuszczając się na żołnierzy, często sam te zamki odwiedzał i w nich chwilami zabawiał, w przekonaniu, że lepiej było o szczupłym i skromnym pokarmie czuwać nad bezpieczeństwem poddanych, niż zatopiwszy się w zbytkach i biesiadach, kraj wystawić na łup rozterek, i nieprzyjacielowi dawać sposobność do napaści. Za zgodną więc uchwalą swoich radców postanowił, ażeby każdy z osadników czyli kmieci, posiadający jeden łan całkowity, składał w daninie korzec żyta a drugi owsa; czystego ziarna, i bez omieszkania odwoził do najbliższego śpichrza królewskiego, na potrzeby zwykłe, to jest odzież i wyżywienie dla wojska, które służyło w zamkach pogranicznych i pilnowało pokoju całego królestwa. Podatek ten od włościan i obywateli przyjęty był z największy ochota, i wtedy wziąwszy swój początek utrzymywał się potem przez długie czasy, od przeznaczenia swego nazwany po dziś dzień stróża, co znaczy pilnowania, ponieważ szedł na straż zamków i królestwa.
Dwunastego dnia Maja, czyli w Piątek po Wniebowstąpienia Pańskiem wielkie trzęsienie ziemi w krajach Włoskich, Francuzkich i Hiszpańskich, wiele miast i wsi pochłonęło, niektóre w gruzach zagrzebało. Chodziły także wieści o częstych i okropnych pożarach, które się w wielu miejscach przytrafiały. Ale od tego wszystkiego z łaski Bożej kraje Polskie były wolne.

ROK PAŃSKI 1022.

BOLESŁAW KRÓL POLSKI SZLACHTĘ NIE CHCĄCA, PŁACIĆ DZIESIĘCINY KARAMI ŚCIGA.

Szatan złośliwy i zazdrośny, dostrzegając z oburzeniem, że wiara wespół z obrządkiem katolickim w królestwie Polskiem i krajach sąsiednich, naprzód za książęcia Mieczysława, potem za syna jego Bolesława I króla Polskiego, w krótkim czasie tak znakomicie rozszerzyła się i wzrosła, wzniecił straszliwą w temże królestwie zawieruchę, która kościół wszystek usiłowała potłumić i ustaloną w kraju spokojność zaburzyć. Niektórzy bowiem z szlachty, za poduszczeniem szatańskiem, oddawanie dziesięciny snopowej i wypełnianie chrześciańskich obrządków uznawszy za uciążliwe, na co zwłaszcza ci utyskiwali, którzy wychowani w błędach pogaństwa przykrzyli sobie jarzmo prawej wiary Chrystusowej, długich knowań rozmysłem postanowili: wrócić do dawnej życia bezbożności i czci bałwochwalczej, dziesięcin w naznaczonym czasie nie opłacać, ani do kościołów uczęszczać, powyrzucać owszem z świątyń kapłanów i sługi Boże. O czem gdy się Bolesław król Polski dowiedział, nie dopuścił ten gorliwy wiary katolickiej rozkrzewicie tlejącemu rokoszowi wybuchnąć, ale przytłumił go w samym zawiązku; przez wysiane bowiem poczty rycerstwa sprawców jego pochwytał, i częścią pościnać kazał, częścią, wskazał na chłostę; tym tylko, którzy mniej byli występni i uwiedzeni jedynie przykładem i cudzą namową, karę odpuścił.

Ś. EMERYK KSIĄŻĘ WĘGIERSKI, SYN KRÓLA STEFANA, PRZEŻYWSZY Z ŻONĄ W MAŁŻEŃSKIEJ CZYSTOŚCI, UMIERA.

Kiedy Święty Stefan król Węgierski zamyślał i układał w duchu usunąć się od rządów królestwa, wyrzec zupełnie trosk światowych, i resztę życia przepędzić na modlitwie i bogomyślności, a władzę królewską zdać książęciu Emerykowi, synowi swemu jedynemu; tenże Emeryk, żyjący ciągle w ślubach czystości z żoną swoją, którą uważał za siostrę, roku tego umiera. Pochowano go w kościele Białogrodzkim (Alba Regalis). kędy jaśnieje cudami. Błogosławiony Stefan, ojciec jego boleśnie opłakiwał tę stratę, widząc, że ze zgonem syna spełzł zamiar zrzeczenia się rządów królestwa, i zgasła ostatnia krwi dziedzicznej szczątka.
Wojsław (Wisław) rycerz szlacheckiego rodu, herbu Zabawa, nadaje niektóre włości dziedzictwu swego klasztorowi Ś. Krzyża na Łysej górze; a inny rycerz Sieciech z domu Toporczyków przeznacza posagiem klasztorowi zakonu ś. Benedykta, założonemu przez Bolesława Chrobrego króla Polskiego ku czci dziesięciu tysięcy Męczenników w Sieciechowie nad Wisłą, w dyecezyi Krakowskiej, wiele dóbr i posiadłości z swego dziedzicznego majątku.

ROK PAŃSKI 1023

POPO ARCYBISKUP KRAKOWSKI UMIERA, A W JEGO MIEJSCE GOMPO NA STOLICĘ WYBRANY.

Popo, czwarty arcybiskup Krakowski, powołany wyrokiem Boskim i złożony chorobą umiera. Pochowano go w katedrze Krakowskiej. A iżby kościół Krakowski nie zostawał długo bez pasterza, Bolesław król Polski, wysiawszy poselstwo do papieża Benedykta VIII, który wtedy siedział na stolicy Rzymskiej, wyjednał swem wstawieniem, że arcybiskupem Krakowskim obrany został Gompo, mąż uczony, i doskonale umiejący mówić po polsku.

ROK PAŃSKI 1024

BOLESŁAW KRÓL POLSKI SYNA SWEGO MIECZYSŁAWA NASTĘPCĄ PO SOBIE WYZNACZA, A DLA PRAWDZIWYCH PRZYMIOTÓW SWOICH OTRZYMUJE NAZWISKO CHROBREGO, OD KTÓREGO I MIASTECZKO CHROBERZ IMIĘ WZIĘŁO.

Gdy już Bolesław król Polski lat blisko sześćdziesiąt w ciągłych strawił trudach i zapasach, przyjaciele jego często mu doradzali, “żeby znużonemu ciału nieco sfolgował, i brzemię spraw publicznych i domowych zdał na syna, książęcia Mieczysława. ” A lubo żadną, miarą nie chciał się do tego nakłonić, umysł jego bowiem krzepki i dzielny, mimo ociężałość ciała, zwyciężał trudy wieku; gdy jednak poznał, że go siły przyrodzone opuszczają, poruczył synowi swemu, książęciu Mieczysławowi, zarząd królestwa, tudzież załatwianie skarg i sporów, które ze wszystkich stron do jego sądu wynoszono. Zwoławszy potem zjazd powszechny do Gniezna, za zgodą i życzeniem prałatów i panów Polskich naznaczył go swoim na tron następcą. Żadna bowiem myśl nie zajmowała go więcej, jak ustalenie królestwa Polskiego, które i chwałą panowania, i wielkością bogactw, shołdowaniem narodów ościennych, i mnogiemi zwycięztwy i tryumfy, wreszcie karnością wojenną i wewnętrznem kraju urządzeniem, tak dalece wsławił, uzacnił i uświetnił, że wszelki blask i ozdobę, wszelki zaszczyt i stan, wszelki rząd i układ rzeczy publicznej, on pierwszy jakby duszę żywotną wlał i wszczepił w naród Polski. Nie przestając na dziedzictwie odobranem po ojcu, dziadach i pradziadach, Czechy, Morawy, Ruś, orężem jego podbite i shołdowane, mnogiemi klęski, oślopioniem Bolesława książęcia Czeskiego i tylu krwawych bitew pogromem upokorzone, przyłączył do Polski, poddał w jarzmo dannictwa i służalnością tak bohaterską dzielnością, tak wielkiemi umysłu zajaśniał przymiotami, że ze wszystkich książąt i królów Polskich, którzy po nim panowali, żaden dotychczas nie zdołał swemi czyny wznieść się do takiej potęgi i zaszczytu, żaden mu sławą spraw rycerskich i domowych nie wyrównał: za co imieniem zaszczytnem Chrobrego, co znaczy dzielnego i wielkiego, został uczczony, a od tego imienia i miasteczko jemu ulubione, nad brzegiem rzeki Nidy, niedaleko Wiślicy leżące, gdzie był zamek sobie postawił, i po trudach prac publicznych dla rozrywki rad przebywał, Chrobrzem nazwane.
Przepowiednią, dość wyraźną jego śmierci była kometa, wielkiem światłem błyszcząca, tak iż ludzie zaraz wnioskowali, że męża i króla wielkiego niebo wezwie do swojej chwały.
Braci zakonu Ś. Benedykta, którzy w duchu pobożności, pokory, i w ścisłem zachowaniu karności klasztornej Bogu służą, lubił i przekładał nad innych zakonników. Na wszelkie zaś losu koleje tak miał umysł z przyrodzenia usposobiony, że ani w przeciwności nie upadał na duchu, ani się w szczęściu unosił i nadymał. W mowie takiej się miary trzymał, środkując między surowością a żartem, że nad żart nic nie było poważniejszego, nic milszego nad powagę. Wzniosły w swym sposobie myślenia, gardził bogactwy, których żaden rozumny człowiek nie pożąda, a za któremi większa część książąt poziomego umysłu tak się upędza, że radzi dla nich zapominają, swej sławy i powinności. Ten – to jest król pamiętny, który swoją pracą, i staraniem podźwignąwszy sprawę kościoła, odwiódł Polaków od życia surowego i barbarzyńskiego, a przyswoił im ludzkość i łagodność obyczajów. Sława dzieł wielkich i przymiotów tak go w świecie uczyniła głośnym, że i z mężów najpierwszym i z panujących największym książęciem był uznany. Słusznie o nim rzec mogę, co o Nestorze podają: “że z ust jego mowa nad miód słodsza płynęła. ” Rządził się w każdej chwili ludzkością, dobrocią i miłosierdziem, co trwalszym nierównie i większym jest zaszczytem, niż dziedziczne bogactw i królestwa posiadanie. Dzielności zaś jego w tem najpewniejsze spoczywa świadectwo: że dopóki on w Polsce panował, wszystko szło jak najpomyślniej, sprawy wojenne i domowe darzyły się szczęśliwie, oręż Polski strasznym był dla sąsiadów; a kiedy zszedł ze świata, Polacy wątleć i upadać poczęli na sercu. Od tego króla i jego ojca Mieczysława początek bierze w Polsce panowanie wiary chrześciańskiej; jego szczodrocie i wspaniałości krułowskiej winni Polacy majestat korony i świętość namaszczenia; on sam uzacnił ich taka, godnością i przyczynił im tyle chwały. To pewna, że za jego czasów nie było drugiego między książęty, któryby więcej słynął łaskawością ludzkością i dobrocią: tak bowiem wedle woli i zakonu Bożego działał i sprawował królestwo swoje na ziemi, że na tronie doczesnym zdawał się pracować i zabiegać o tron królestwa niebieskiego. Przystęp do niego był łatwy, łatwiejsza jeszcze prośba i namowa: a chociaż w wielu rzeczach nad innemi górował, udawał się jednak równym każdemu. Skłonny do świadczenia dobrodziejstw, dzielności swojej tak w wojnie jak i pokoju pamiętne Polakom zostawił dowody. Największej zaś ztąd godzien chwały, że porzuciwszy pogańskie błędy i bożyszcza, majestat Boga prawdziwego poznał, i wiarę jego szczęśliwie w narodzie zaszczepioną upowszechnił i rozsławił.

PO MARCINIE BISKUPIE PŁOCKIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ ALBIN.

Marcin biskup Płocki, przesiedziawszy na stolicy lat ośmnaście, znękany zimnicą, czwartaczką, umiera; pochowano go w kościele Płockim. Po nim nastąpił Albin, rodem Rzymianin, doktor praw kościelnych, naznaczony od Jana XVII papieża.

ROK PAŃSKI 1025

BOLESŁAW CHROBRY KRÓL POLSKI ZAPADA W NIEMOC, A PRZYJĄWSZY SAKRAMENTA ŚW. CZYNI ROZPORZĄDZENIE OSTATNIEJ WOLI. WYPISUJĄ SIĘ JEGO POCHWAŁY.

Złamany król Bolesław ciężkiemi i ustawicznemi prawie trudami, które podejmował w prowadzeniu wojen zaczepnych i odpornych, w zarządzie królestwa, piastowaniu spraw domowych i publicznych, (przez całe życie bowiem czynny był niemal bez przerwy) podżyły i stopniami słabiejący na siłach, zapadł był w ciężką niemoc, która go przez kilka miesięcy ciągłem kołatała cierpieniem, gdy podawano mu lekarstwa bynajmniej nie skutkowały. Widząc przeto, iż choroba się wzmaga, monarcha wielce rozsądny, wyspowiadał się kilkokrotnie swoich grzechów, a przyjąwszy zbawienną odprawę na drogę wieczną zwołał wszystkich prałatów i panów Polskich. A gdy się u niego zebrali w zamku Poznańskim (tam bowiem zaskoczyła go choroba) zaczął z niemi szerokiemi słowy rozprawiać o zachowaniu i ustaleniu królestwa Polskiego, prosząc ich, błagając i zaklinając na dobrodziejstwa, która królestwu i im samym wyświadczył, i na koronę, cnotą swoją i znojnemi trudami nabytą i wsławioną, “aby po jego śmierci zachowali między sobą, zgodę, jedność i miłość, a wszystkę cześć i przywiązanie przelali na syna jego jedynego, Mieczysława książęcia, którego im zostawiał jako spodziewanego na królestwo Polskie następcę, tudzież wnuka maleńkiego, Kazimierza, zrodzonogo z Ryxy i Mieczysława; a przyjąwszy pierwszego za króla, uwieńczyli go koroną królewską.” Synowi także Mieczysławowi, pod ów czas obecnemu, i z małżonką swoją tudzież małoletnim Kazimierzem stojącemu, przy łożu śmiertelnem, zalecał w długiej i poważnej mówie: “Aby naśladując jego cnoty, główną i najstaranniejszą miał pieczę o sprawach wiary i kościoła; aby szanował swoich radców, a innych poddanych utrzymywał w karbach słuszności i sprawiedliwości. Aby roskoszy i miękości jak najtroskliwiej unikał, a zajęty rycerskiemi dzieły okazał się podobnież bohaterem. Przestrzegał go, że ościenne narody, mieczem jego podbite, wkrótce wierzgną zuchwale, i wyłamią się z więzów poddaństwa i służebności, którym dotąd ulegały, jeżeli ich orężem i przemocą, w posłuszeństwie nie utrzyma. ” Przyjęli wszyscy to upomnienia z wielką powolnością. A naprzód książę Mieczysław przyrzekł: “że będzie naśladował cnoty ojca i dzieła jego pielęgnował, chroniąc się, ażeby jaką przygodą, przez opieszałość własną, swojej i królestwa Polskiego sławy nie skaził. ” Przyrzekali potem prałaci i panowie: “że zachowają między sobą zgodę, a synowi jego i wszystkiemu potomstwu cześć królewską oddawać będą, tusząc z pociechą, że w książęciu Mieczysławie, którego obiecali królewską ozdobić koroną, pozostanie przytomny duch jego spraw i urządzeń, zajaśnieją cnoty i żyjący obraz ojca.”
Ten-to Bolesław król Polski rozszerzył pierwszy w krajach Polskich panowanie wiary chrześciańskiej, za co słusznie odziedziczył błogosławieństwo Jafeta, syna Noego, któremu ojciec błogosławiąc mówił: “Bóg rozszerzy i wywyższy Jafeta.” Porzuciwszy bowiem błędy pogańskie i cześć bałwochwalczą, on swoją pobożną sprawą upowszechnił w Polsce wiarę chrześciańską i cześć jednego prawdziwego Boga. Za jego też czasów kościół wzmógł się znakomicie w Polsce pomnożeniem świątyń i duchownych: on bowiem, jak się wyżej opisało, dziewięć założył biskupstw, i tyluż osadził na nich pasterzy; porozgraniczał i uposażył dyecezye nadawszy im z wielką hojnością włości i zamki z ich przynależytościami, to jest, robocizną różnego rodzaju i przychodami z dóbr ruchomych i nieruchomych, tak obecnemi jak i przyszłemi, jako to, żelaza, ołowiu, soli i srebra bez wyjątku, z wyjątkiem zaś złota, a uwolnieniem ich od ciężarów i wszelakiej służebności, ażeby urzędnicy królewscy albo książęcy nie obcinali ich pocztami i pod wodami (angariis et praeangariis). Przywileju zaś wolności nadanej kościołowi i osobom do niego należącym sam za swoich czasów troskliwie przestrzegał, i zalecił następcom, aby go bez najmniejszego uszczerbku zachowali. Tenże Bolesław rozumne dla kraju obmyślił postanowienia, aby rodacy obywatele w wzajemnej żyli zgodzie i jedności, i wydał prawa zbawienne, na piśmie ogłoszono, ku obwarowaniu całości ciała społecznego, aby swą grozą powściągały zuchwałość nieprawych, a iżby między nimi wysiadywać mogli bezpiecznie ludzie słabi i niewinni. Zaczem wszelakiego rodzaju łotrów, jako to złodziei, rozbójników, łupieżców, morderców, potwarców, świętokradzców, smyków porywających cudze rzeczy i dobytki, z starannością ścigając, tłumiąc i wypędzając, kraj z hultajstwa wszelakiego oczyścił. Jeździł nadto po całym kraju Polskim, i wytępiał pozostało dawnych błędów narowy, znosił cześć bożków pogańskich, którą się jeszcze lud w swojej ślepocie uwodził; a gdziekolwiek. znalazł jakie ślady pogaństwa i zabobonów, wykorzeniał je prawie do szczętu, zaleciwszy ścisłym i najsurowszym nakazem czcić i chwalić majestat Boga jedynego, Stworzyciela nieba i ziemi. Widzimy przeto, jak jego pracą, przemysłem i zabiegiem Polska rozszerzyła chwałę Boga; nic bowiem większym nie jaśnieje blaskiem, jak światło wiary w sercu panującego. Jakoż dwaj z rycerstwa jego panowie, Wojsław i Sieciech, naśladując wzór i przykład swojego króla i wodza, wystawili dwa klasztory zakonników Ś. Benedykta. Wojsław na szczycie Łysej góry, zwanym Łysiec, miejscu wyniósłem i panującym, według myśli założyciela, wybudował z posad klasztor dla tych pobożnych pustelników, albo, prawdziwiej mówiąc, założony zdawna i wybudowany znacznie podniósł i ozdobił. Sieciech zaś w równinie płaskiej wsi Sieciechowa nad Wisłą założył i wystawił drugi klasztor na gościnę dogodną i przystępną dla pielgrzymów z różnych stron wędrujących i kupców wodą płynących. Obadwaj według przemożności swojej naznaczyli im z własnych majątków posagi, ażeby w jednym mnisi Bogu służący i na wzór Maryi oddani bogomyślności, zakonne mieli schronienie, w drugim zaciężni Chrystusowi przykładem Marty krzątali się pobożnie około ratunku bliźnich. Oto błogosławiony zawiązek winnicy nowej. Co bowiem Mieczysław książę przyjęciem wiary chrześciańskiej zaszczepił, to Bolesław ogrzane miłością chrześciańską rozkrzewił i wychodował. A tak szczęśliwy początek Mieczysława w przyjęciu wiary chrześciańskiej, szczęśliwszy Bolesława postęp w jej rozkrzewianiu, najszczęśliwsze zapowiadają nagrody wyznawcom prawej wiary, którą im gotuje Jezus Chrystus w żywocie zmartwychwstania.

BOLESŁAW POŚRÓD RYCERSTWA SWEGO W POZNANIU, PO DŁUGIEJ PRZEMOWIE O MAJĄCYM SIĘ PO NIM ODPRAWIĆ OBRZĘDZIE POGRZEBOWYM, O PRZYSZŁEM ROZERWANIU KRÓLESTWA I O WYBORZE SZCZĘŚLIWYM NOWEGO KRÓLA, UMIERA.

Rozporządziwszy sprawy królestwa Polskiego, znowu Bolesław król Polski przy upadających coraz więcej siłach wytężył na to swoję uwagę, jakby dostatecznie mógł nagrodzić swoich wojennych i domowych towarzyszów którzy mu nieodstępnie służyli. Słabnącym już głosem udzielił jeszcze Mieczysławowi książęciu, synowi swemu, niektórych rad i upomnień tyczących się spraw domowych i osobistych. Dawszy potem przystęp do siebie radcom i tłumem wielkim zebranej drużynie rycerstwa, w domu, w którym osłabiony leżał, słuchał ich przełożeń i zapytań, czynionych jakby z synowską dla ojca miłością. Żądali bowiem dowiedzieć się od króla, jak go mieli uczcić po zgonie; z jaką uroczystością, jakim porządkiem, w ilu nakoniec dniach i kiedy, według obrządku i zwyczaju katolickiego, odbywać się miał obchód pogrzebowy, i jak długo trwać miała oznaka żalu w przywdziewaniu szat czarnych żałobnych. W ów czas on rzewnemi zalany łzami, nie troszcząc się bynajmniej o cześć pogrzebową, lecz o dobro ojczyzny, której miłością jeszcze i w tej chwili pałał: “Nic, rzecze, albo mało mnie to obchodzi, z jaką okazałością i zaszczytem macie mi po śmierci ostatnią oddać usługę, abym wam miał to zalecać albo powiadać; ani mi też przystoi według prośby waszej zakreślać czas, w którym kończyć się ma żałoba po moim zgonie. Boć wiem, że nie żyłem tak gnuśnie i nikczemnie, aby dzieł moich pamięć kiedykolwiek między wami żyć przestała. Chociaż was z wyroków Bożych opuszczam, przecież, pomnąc na moje przeważne sprawy i z taką pomyślnością dokonane dzieła, umiarem pełen otuchy, że w sercach waszych tyle czci dla mnie pozostanie, iż nie tylko wy, synowie wasi i wnuki wasze, ale i całe narodu Polskiwego plemię, po wszystek wiek potomny, wielbić i podziwiać mnie będzie, i panowanie moję coraz nowemi i najchlubniejszemi pochwały przed niebem i ziemią wysławiać. Wiecie albowiem, że od lat dziecinnych, z natchnienia Boskiego bardziej niźli ludzkiego, tak byłem usposobiony, że wszystkie siły, zdolności i przymioty moje z największą gorliwością zwracałem ku wspomożeniu, wywyższeniu i opatrzeniu w dostatki ojczyzny naszej; że dla jej wzrostu i pomyślności aż do dnia dzisiejszego nie wzdrygałem się żadnego trudu, żadnego niebezpieczeństwa. Na pierwszym zaraz wstępie, częścią cnotami memi, częścią zwycięztwy, osiĄgnąłem tę królewską godność i koronę; i każdy, choćby najnieprzychylniejszy spraw moich sędzia, przyzna zapewnie bez wahania, że wszystkich poprzedników męztwem i dzieł wojennych chwałą, i wewnętrznem kraju urządzeniem tak dalece przewyższyłem a ojczyznie tyle przysporzyłem zaszczytu, tak pamiętnie zlałem im nią dobrodziejstwa, że domu mego w obec potomności stuleni się najzacniejszą ozdobą, i rodu królewskiego pierwszym zaszczepcą i głową, a prawdziwym ojcem ojczyzny, jej wielkości założycielem i twórcy. ” Gdy król po tej mowie nieco zamilkł, radcy królewscy, przedniejsi panowie i rycerze Polscy głos podniósłszy, nie tylko go “ojcem ojczyzny, ale jej zbawcą, drugim po Lechu założycielem, bohaterom pokoju i wojny” okrzyknęli. Takiemi pochwały, które jeden nad drugiego głośniej powtarzał, zabrzmiał cały zamek królewski; a Bolesław po chwili milczenia tak się jeszcze odezwał.: “Bliski, jak widzicie, zgonu, nie troszczę się o to, gdzie mnie pochowacie, albo jakim po śmierci uczcicie mnie pogrzebem. Wszak i najokazalszy obchód, jakibyście mi wyprawili, na nic mi się nie przyda. Ważniejsza w tej chwili troska zajmuje mój umysł i ciężką przenika boleścią: staje mi w myśli los wasz i przyszła kraju duła. Widzę bowiem i z daleka wieszczym duchem przeglądam, że niestety! ta Polska, którą zostawiam tak świetną i kwitnącą, przez rozterki i niezgody domowe wkrótce wydaną będzie na szarpaninę i niedolę. Widzę, ile krwi w bratnich wytoczy wojnach, jak ciężkie wytrzyma klęski po moim zgonie; i zdaje mi się, że już słyszę podniesione na was groźby, i w Ojczyznie waszej pląsające miecze tych, których ja karki nachyliłem i starłem. Widzę ród mój i potomstwo królewskie z kraju wygnane i z pokorą żebrzące przytułku u nieprzyjacioł, których mój oręż poskromił, a Polskie królestwo sromotnie poszarpane na mnogie dzielnice, i zawichrzone w odmęcie strasznych wojen domowych; a to z dopuszczenia i słusznego wyroku Boga, którego czci i wiary z gnuśnem niedbalstwem i oziębłością odstąpicie, wydani na zbytki, roskosze i swawole. Sama ta boleść dręcząca, chociażby mi nawet choroba nie zagrażała, zdolnąby była wygnać duszę z ciała, gdyby nie pocieszająca nadzieja wśród tylu groźnych i tak wielkich nieszczęść. Widzę bowiem, że Bóg z miłosierdzia swego przyśle znowu laskę wam i potomstwu mojemu, i że z lędźwi moich wyjdzie mąż na podobieństwo gwiazdy najświetniejszej, który skołataną i na poły już martwą rzeczpospolitą Polską podźwignie i granice jej dawne przywróci; co się rozprzęgło, sklei i odnowi, dumę nieprzyjacioł ukorzy; który rękojeścią miecza mego zetrze i na nowo podbije narody przeciw wam powstające, a swoim rządem i władzą, cnotami i rycerskiemi dzieły wzniesie królestwo Polskie do dawnej chwały i świetności. Temi słowy, głosem zmienionym i już słabnącym wypowiedziawszy proroctwo przyszłych Polski powodzeń i niepomyślności, zamknął powieki i opuścił ręce, a konając polecał się w kornych westchnieniach Chrystusowi, pokąd dnia trzeciego Kwietnia ducha opuszczającego ciało nie unieśli Aniołowie, jak pobożnie wierzyć można, do przygotowanych mu przybytków, za liczne prace podjęte w celu ustalenia wiary chrześciańskiej. Umarł Bolesław król Polski w roku życia 58, po dwudziestu pięciu latach panowania: Na którego pochwałę i wieczystą pamięć wszystek naród Polski, obecnego i przyszłego pokolenia, najwłaściwiej przystosować i nieustannym śpiewem powtarzać może i powinien ów wiersz Wirgilego:

“Cześć, imię i chwała twoja trwać będzie na wieki.”

i one Alexandryjskie:

“Jeśli życia zasługom należna odpowiada sława,
Żaden wiek, by najpóźniejszy, nie zdoła dzieł twoich zagładzić.”

A chociaż przedwcześnie zszedł ze świata, więcej przecież niż inni królowie zostawił po sobie w sercach Polaków smutku i żalu, jako mąż wielkiego umysłu, który szczęście obecne zawsze swą cnotą przewyższał.

JAK SIĘ POLACY SMUCILI PO ZGONIE KRÓLA BOLESŁAWA. O OBYCZAJACH, URODZIE I RZADKICH PRZYMIOTACH TEGO KRÓLA.

Żałość zatem niezmienia naprzód biskupów i panów, szlachtę i wszystkich, którzy przytomnymi byli jego śmierci, ogarnęła; płacz i narzekanie nie tylko w zamku królewskim, ale i w całej szerzyły się okolicy; nawet wieśniacy, gdy wieść o śmierci królewskiej gruchnęła, opuszczając swoje sioła i prace rolnicze, zbiegli się tłumami, ażeby oglądać zwłoki martwe najlepszego króla i oddać mu cześć ostatnią za jego staranność około polepszenia ich doli. Zebrała się nakoniec wielka liczba nie tylko duchowieństwa ale i rycerstwa na obchód pogrzebowy: a ciało królewskie wystawione w gmachu dworskim odwiedzali z uszanowaniem rycerze pogrążeni w smutku i niewiasty zawodzące ze łkaniem głośne płacze i skargi. Potem zaś, gdy je przeniesiono do kościoła Poznańskiego, książę Mieczysław, syn Bolesława, rozporządziwszy z królewską wspaniałością, przez swych urzędników nadwornych (praefecti regii) obrzęd żałobny, przedłużył go aż do dni kilku; a po oddaniu czci należnej zwłokom zmarłego, pochowano je w środku kościoła Poznańskiego. Tak zaś ciężki żal ogarnął wszystkie stany i mieszkańców królestwa, już podobno, jak mniemam, z przyczyny śmierci tego wielkiego króla przeczuwających nieszczęścia, które ich czekały, że wszyscy jakby z nakazu dłużej niźli rok zachowywali, żałobę; niewiasty i dziewice zaniechały wszelkich strojów i porzuciły zwykłe ozdoby; wszędy ustały uczty i biesiady, nie odprawiano żadnych wesel, zjazdów szlachty, ani żadnych zgromadzeń; ucichły śpiewy i wesołe w domach świeckich zabawy; po miastach, wsiach i zagrodach sielskich nie słychać było zwykłych uciech i igraszek. Ludzie wszelakiego stanu, płci i wieku, w okazywaniu żalu po Śmierci najlepszego króla, któremu równego wiedzieli iż nigdy mieć nie będą. zdawali się niemal iźdź w zawody. Podzielali go wszyscy zarówno, szlachta jak i wieśniacy. I nie był-to żal udany, jak często bywa po śmierci panującego, ale żal szczery i prawdziwy: Smierć wielkiego króla Bolesława zdawała się każdemu przykrzejszą nad własną. Tak zgoła wszystkich, i panów i poddanych, ujęły cnoty zmarłego króla, jego przystępność i łagodność obyczajów. Są wiersze na pochwałę rzeczonego Bolesława, wydano przez dawnych pisarzy, które umieściliśmy w niniejszem dziele naszem, aby w uwielbieniu przeszłości tem lepiej odbijała się jego zacność. Nie było bowiem żadnego w owym wieku króla ani książęcia, któryby szczerzej, z większą, miłością i zapałem był czczony, jak król Bolesław u Polaków, co najlepiej okazały żale i skargi tak panów jako i ludu w czasie pogrzebowego obchodu. Z boleścią bowiem przeczuwali jakby duchem wieszczym, że smierć jego nie tak sama była dla nich nieszczęściem, jako raczej źródłem przyszłych nieszczęść. Utyskiwali z płaczem, że nie będą już mieli tego króla, który roztropnością, ludzkością, wspaniałością słodyczą i łagodnością obyczajów wszystkich spółczesnych przewyższał; który nie tylko proszony wspomagał ubogich, nieszczęśliwych, lub jakąkolwiek niedolą, uciśnionych, ale i z własnego popędu niósł wsparcie wstydzącym się żebrać pomocy. Obyczaje jego były szlachetne i poważne, obejście się uprzejmości pełne, twarz urodziwa, postawa przystojna. Wzrost miał średni, brodę i głowę okrytą włosem gęstym, czarnym, kędzierzawym. Nie sięgając nigdy wydzierczo po własności publiczne i osobiste, okazywał się w każdym czasie królem łaskawym, dla poddanych przystępnym, dla goszczących usłużnym, dla nieszczęśliwych i winowajców do ubłagania łatwym, w pożyciu i rozmowie obyczajnym i skromnym. Pod strażą pobożności i rozsądku zachowując jak największe umiarkowanie, w tej samej chwili, kiedy uczuł pokusę pragnienia umiał je potłumić. Opisanie przeto cnót jego służyć może wszystkim królom i książętom Polskim za wzór i przykład najchwalebniejszy: który gdyby naśladować chcieli piastujący władzę najwyższą, pomyślniejsze byłyby ich losy, nie narażaliby Polski na takie nieszczęścia; przezorniejszą w sprawach swoich kierowaliby się radą, nauczeni przykładem tego króla, za którego pomocą i staraniem Polacy, naród niegdyś gruby i barbarzyński, przyjęli uprawniejsze obyczaje, zamiłowawszy życie rządne, układne, towarzyskie. Któżby więc tego króla nie chwalił, nie wielbił, i słusznie pod nieba nie wynosił, zważywszy, ile on dobrodziejstw pamiętnych narodowi i królestwu Polskiemu wyświadczył?

ŚMIERĆ HENRYKA II CESARZA RZYMSKIEGO.

Henryk II, książę Bawarski, cesarz Rzymski, po latach dwudziestu panowania, ukończywszy pomyślnie wiele wojen, życia świątobliwie dokonał. Pochowano zwłoki jego w kościele Bamberskim, który sam był wystawił, uposażył i ozdobił. Policzono go w poczet Świętych, i kościoł obchodzi jego uroczystość.

KORONACYA MIECZYSŁAWA KSIĄŻĘCIA POLSKIEGO NA KRÓLA WRAZ Z ŻONĄ JEGO RYXĄ. POŻAR MIASTA KRAKOWA.

Po odbytym z należną czcią pogrzebie ciała królewskiego, złożyli zjazd walny w Poznaniu prałaci, panowie, wielmże i szlachta Polska, celem obrania nowego króla, mającego nastąpić po Bolesławie. Zgodne było zdanie senatu i ludu, ażeby po najlepszym ojcu nastąpił syn, książę Mieczysław, gdy i od ojca królem był naznaczony, i dla zacności, przymiotów i zasług ojcowskich, a nadto powinowactwa, którem przez małżonkę Ryxę połączony był z książęty Niemieckimi i cesarstwem, nikt nie miał bliższego prawa do następstwa i tronu królestwa Polskiego. Stanęła więc uchwała zgodna i jednomyślna za Mieczysławem książęciem, i naznaczono do jego koronacyi dzień Niedzielny Zielonych Świątek; który gdy nadszedł, książę Mieczysław udał się z licznym orszakiem rycerstwa do stolicy Gniezna, i w kościele Gnieźnieńskim dnia pomienionego tenże książę Mieczysław królem, a żona jego księżna Ryxa, córka wojewedy reńskiego i siostrzenicy Ottona III cesarza królową Polską ogłoszona, przez Hippolita ówczesnego arcybiskupa Gnieźnieńskiego, i towarzyszących mu w obrzędzie Gompona arcybiskupa Krakowskiogo, tudzież Paulina Poznańskiego, Marcella Włocławskiego, Klemensa Wrocławskiego i Albina Płockiego, biskupów, a w obocności panów i dostojników królestwa, koronowani zostali i namaszczeni. Mieczysław, nowy król Polski, naśladując przykład ojca swojego, nie tylko biskupów, książąt i panów, ale wszystko rycerstwo i szlachtę, którzy się byli na uroczystość taj koronacyi jak na widowisko niezwykle licznie zjechali do Gniezna, i w dzień koronacyi, i przez kilka dni następnych, zapraszał do stołu królewskiego, kazał ich wspaniale podejmować, i dla wszystkich uczty zastawiać po królowsku. Rozdawano nadto z rozkazu króla Mieczysława hojne między ubogich jałmużny, i udzielano biednym zapomogi. Sam wreszcie nowy król Mieczysław wraz z królową. Ryxą w dzień koronacyi ofiarowali naczynia złote i srebrne w podarku do wielkiego ołtarza, i ubiory kościołowi Gnieźnieńskiemu, na uproszenie sobie od Boga, pomyślności, i na uczczenie kościoła, a na wieczystą koronacyi swojej pamiątkę.
Miasto Kraków pogorzało w tym roku, i wielkie przez ogień poniosło szkody.

PO BENEDYKCIE VIII PAPIEŻA WYSTĘPUJE NA STOLICĘ JAN XX. TEN PO ŚMIERCI ZJAWIA SIĘ JEDNEMU BISKUPOWI I POLECA ROZDANIE PEWNYCH PIENIĘDZY UBOGIM.

Po śmierci Benedykta VIII, który siedział na stolicy lat dwanaście i dni dwadzieścia jeden, z wyjątkiem roku jednego, nastąpił Jan XX, syn Grzegorza, rodem Rzymianin, który przez lat kilka toczył wojny i spory z Rzymianami. Pisze Piotr Damiani, że kiedy był biskupem, pokazał mu się pomieniony Benedykt papież siedzący jakby za życia na karym koniu; rzeki więc do niego: “Nie jestżeś ty Benedykt papież, o którym wiemy, że już umarł?” — “Jam jest, odpowie, ów nieszczęsny Benedykt. ” — “A cóż ci jest, zapyta, ojcze?” — “Bardzo wiele cierpię, ale mam nadzieje w miłosierdziu Boskiem, jeżeli mi kto użyczy pomocy. Idź do następcy mego, papieża Jana, i powiedz mu: ażeby pieniądze w takiej a takiej skarbniczce znalezione rozdał pomiędzy ubogich; wszystko bowiem, co dotąd za mnie rozdawano, nie było mi pomocnym, bo pochodziło z cudzej krzywdy. ” Co biskup wiernie wykonał, a złożywszy godności biskupią wstąpił do klasztoru.

KONRAD, KRÓLEM RZYMSKIM OBRANY, PRZYWDZIEWA KORONĄ.

Konrad, jeden z książąt Niemieckich, wśród żwawych niezgód od elektorów wybrany został królem Rzymskim. Książę zaś Kuno (Cuno) ubiegający się o koronę, za sprawą Albina arcybiskupa Mogunckiego, odrzucony. Henryk bowiem cesarz, z porady książąt, rzeczonego książęcia Konrada następcą swoim wyznaczywszy, umarł, po latach panowania dwunastu, według niektórych dwudziestu dwóch, a podług innych dwudziestu. Ten Konrad wiele zaprowadził ustaw, a pokój jak najściślej pod karą śmierci zachowywać kazał. Leopold zaś obawiając się, go uciekł, i żył skromnie w chacie wieśniaczej; od Grzegorza VI policzony w poczet Świętych.

ROK PAŃSKI 1020

MIECZYSŁAW KRÓL, WZIĄWSZY W NIEWOLĄ ZAKŁADNIKÓW RUSKICH, UTRZYMUJE RUŚ W PODLEGŁOŚCI. SYNA SWOJEGO ODDAJE NA NAUKI.

Mieczysław król Polski poświęciwszy rok cały żałobie po ojcu, którą z wszystkiem rycerstwem przybrany w strój czarny obchodził, z zamku Gnieźnieńskiego, gdzie stale miał zamieszkanie, udał się do Krakowa wraz z małżonką swoją Ryxą; a po kilku miesiącach ruszył ztamtąd ku granicom Rusi, prowadząc z sobą liczne wojsko. Jarosław bowiem i Mścisław, książęta Ruscy, zaledwo gruchnęła wieść o śmierci Bolesława króla Polskiego, z mnogim tłumem tak rycerstwa, jako i pospolitego gminu najechali granice Polski, obiegli Czerwieńsk i inne zamki; a spustoszywszy niektóre powiaty Polskie, nabrali w niewolą włościan i pognali w okolice rzeki Porszy, blisko Kijowa, na posielenie. Nie tajno też było, że Rusini podbici orężem króla Bolesława zaraz z jogo śmiercią poczęli się ruszać i skryte układać zmowy na zrzucenie poddańczego jarzma, i już jawnie powstać zamyślali, gdyby wcześniej nie przytarto ich i nie skarcono. Mieczysław zatem król Polski wkroczywszy w krainę Ruską, bierze w niewolą, znakomitszych panów Rusi i odsyła do Krakowa, zkąd porozsadzani po różnych zamkach przez lat kilka służyli mu za zakładników. W ten sposób przytłumił tlejące w zarzewiu rozruchy, Ruś utrzymał w posłuszeństwie, i odjął jej wszelką sposobność podniesienia rokoszu. Urządziwszy zaś należycie sprawy Ruskie, wrócił do Polski, i najpierwej odwiedził ziemię Płocką, gdzie zajmował się słuchaniem i rozsądzaniem spraw i zażaleń swoich poddanych. Potem zwiedziwszy inne powiaty Łęczyckiej i Kujawskiej ziemi, udał się do Gniezna, zwykłej swojej siedziby. A ponieważ syn jego Kazimierz już siódmy rok wieku swego liczył, kazał go ojciec przedewszystkiem uczyć, i przydał mu mężów poważnych za mistrzów, aby przetarty i objaśniony nauką stał się świadomszym i sposobniejszym do sprawowania rządów. Ten tedy był pierwszy z rodu książąt Polskich, który swój umysł z przyrodzenia ślachetny naukami więcej jeszcze ozdobił i wykształcił: niema bowiem śladu, aby inni dawnych czasów książęta Polscy w naukach i umiejętnościach byli ćwiczeni. Ale Mieczysław król Polski już z samego początku panowania okazywał się gnuśnym i tępym, w obyczajach surowym, w działaniach płochym, niezdatnym do rady i spraw wymagających większej godności i powagi. Porzuciwszy rozsądnych, wiekiem i przymiotami zaleconych radców, dawał się wieśdź namowom ludzi młodych i lekkomyślnych. I ta to była najgłówniejsza przyczyna, dla której królestwo Polskie za jego czasów wiele poniosło uszczerbku, gdy ani sam starać się chciał o nabycie światła, ani ludzi rozumnych miał w poważaniu.

BRZETYSŁAW, SYN OLDRZYCHA KSIĄŻĘCIA CZESKIEGO, POCZYNA POLAKÓW PRZEŚLADOWAĆ, ZAMIERZAJĄC PODNIEŚĆ ROKOSZ.

Kiedy Mieczysław król Polski zajęty był sprawami Ruskiemi, Czesi uważający to sobie za hańbę, że królom Polskim daninę opłacać musieli, podnoszą jawny rokosz, i Polaków, którzy w Czechach stali załogą, jednych wyrzucają z kraju, drugich w niewolą biorą. Byli na ów czas w Czechach dwaj książęta, Oldrzych (Udalryk) i Jaromir, synowie Bolesława, którego król Polski Bolesław oślepić był kazał; jednakże zarząd księztwa Czeskiego zostawał przy Oldrzychu, drugi bowiem brat Jaromir, poimany przezeń i oślepiony, żeby mu swem wspólnictwem rządów nie odbierał albo przynajmniej nie kaził, wiódł życie samotne i nieszczęśliwe. Oldrzych zaś książę Czeski miał syna z niewiasty stanu wiejskiego, Bożeny albo Beaty, imieniem Brzetysława, żwawego i dziarskiogo młodzieńca. Ten stawszy się głównym przywódcąś powstania, nie tylko Polaków, ale i przychylną im szlachtę Czeską, a zwłaszcza Ursowiczów, z wielką zawiścią prześladował. Oldrzych bowiem, ojciec jego, związany przysięgą od Bolesława króla Polskiego, nie śmiał jej łamać płocho, obawiając się kary oślepienia, jakiej doznał ojciec jego, żyjący jeszcze na ów czas Bolesław książę Czeski. Ale po śmierci króla Polsk iego Bolesława, chociaż pomny przysięgi sam w powstaniu nie brał udziału, popierał je atoli przez syna swego Brzetysława, nie przestając podżegać młodzieńca, który już sam przez się nienawistny był Polakom, aby nie zapominał krzywdy od nich doznanej, oślepienia dziada swego i uwięzienia ojca. Nadto Jaromirowi, rodzonemu bratu swemu, czy to z poduszczonia fałszywych oskarżycieli, czy z obawy, iżby mu jako starszemu nie przyznano pierwszeństwa, oczy wyłupić kazał. A znęcony urodą i miłością ku Bożenie, kobiecie wiejskiego stanu, pojął ją w małżeństwo, chociaż mu przyjaciele odradzali te związki, i miał z niej syna Brzotysława.

ŚMIERĆ HIPOLITA ARCYBISKUPA GNIEŹNIEŃSKIEGO I KLEMENSA BISKUPA WROCŁAWSKIEGO.

Po zmarłym arcybiskupie Gnieźnieńskim Hipolicie, którego w tymże kościele pochowano, wyniesiony był na stolicę prawym wyborem, za zezwoleniem Mieczysława króla Polskiego, Bosuta, mąż przezornej rady i bystrego rozumu, potwierdzony od Jana XX papieża.
Tegoż roku, zachorowawszy ciężko na zimnicę, umarł Klemens biskup Smogorzowski czyli Wrocławski, który piastował tę godność lat dwanaście; pochowany w kościele Smogorzowskim. Po nim nastąpił Lucilius I, kanonik Smogorzowski, obrany przez kapitułę za usilnym wpływem Mieczysława króla Polskiego; potwierdzenie otrzymał od Sylwestra II papieża, a poświęcenie z rak Stefana arcybiskupa Gnieźnieńskiego. Rodem był Włoch, ale umiejący jako tako po polsku.

ROK PAŃSKI 1028.

BRZETYSŁAW KSIĄŻĘ CZESKI, KORZYSTAJĄC Z GNUŚNOŚCI MIECZYSŁAWA KRÓLA POLSKIEGO, ZAJMUJE MORAWY I ZAŁOGI POLSKIE W PIEŃ WYCINA.

Brzetysław książę Czeski, zrzuciwszy ciążące z dawna Czechom jarzmo, i uwolniwszy ich od daniny, którą Polakowi opłacali, gdy widział, że to oswobodzenie powiodło mu się bezkarnie, i że Mieczysław król Polski milczał na nie z spokojną obojętnością, śmielsze jeszcze przedsiębierze zamysły: zgromadza wojsko konne i piesze, i wkracza do Morawy, która cała podówczas była w ręku Polaków; miasta Morawskie, trzymane w podległości przez zbrojne załogi Polskie, oblężeniem zamyka, i wszystkie siły wytęża na ich zdobycie, wiedząc zwłaszcza, że mieszkańcy miast oblężonych, niecierpliwi jarzma Polskiego, i pragnący zmiany w obecnym stanie rzeczy, niewątpliwie się poddadzą, jeżeli Mieczysław oblegających nie odeprze Ale chociaż rycerstwo Polskie, które trzymało po owych miastach załogi, i starostowie miejscowi (praefecti), słali do króla Mieczysława ustawicznych gońców z doniesieniem, jak wielkie groziło im niebezpieczeństwo, i wzywali posiłków; przecież król Mieczysław, czy-to dlatego, że innemi w ów czas zajęty był publicznemi i domowemi sprawami, czyli, że nie czuł w sobie dosyć ducha i zdolności do prowadzenia albo odpiorania wojen, bądź wreszcie, że Polacy ociągali się z dostarczeniem wojska na utrzymanie i obronę Moraw, zaniedbał udzielić oblężonym tak potrzebnej i upragnionej pomocy. Gdy więc o tej króla obojętności dowiedzieli się mieszkańcy miast oblężonych (ani ta mogła im być nawet tajna, sami bowiem przez własnych posłów dopraszać się u Mieczysława, aby ich z oblężenia wyswobodził), załogi Polskie owych miast broniące tem większemu uległy niebezpieczeństwu, i ostatnią prawie uczuły rozpacz. Coraz więcej bowiem obywatele miejscy, przychylniejsi Czeskiemu panowaniu, odstępując Polaków, tajemnemi zmowy obiecywali poddać się ksiażęciu Brzetysławowi. Nakoniec porą nocną otworzywszy bramy, wpuścili Brzetysława. Za przykładem jednego i drugiego miasta poszły inne koleją, i w podobny sposób wszystkie się popoddawały. Brzetysław książę Czeski, srogością odznaczając swoje zwycięztwo, żołnierzy Polskich częścią, mieczem wytępił, częścią na więzy niewolnicze lub inne wskazał męczeństwa; tych zaś, którzy się stali mieszkańcami i obywatelami Moraw, pokarał wygnaniem i zabraniem majątków, a niektórych w obce jeństwo zaprzedał.

ROK PAŃSKI 1029

MIECZYSŁAW KRÓL POLSKI MORAWY ZBUNTOWANO ORĘŻEM PUSTOSZY.

Podwójną zniewagę wyrządzoną sobie od Brzetysława książęcia Czeskiego, w odmówieniu mu daniny z Czech należnej, i opanowaniu Muraw, chociaż Mieczysław król Polski dłużej niż się godziło znosił z cierpliwością, pubudzony przecież ustawicznem panów Polskich naleganiem, nakazał w królestwie pospolite ruszenie przeciw Morawcom. Zebrawszy zatem znaczne wojska, z groźną potęgą wkracza do Moraw, a nie bawiąc się zdobywaniem miast odpadłych (wiedział bowiem że w zaciętym wytrwają oporze, jako poczuwające się do przeniewierstwa; a opatrzone załogami przez książęcia Czeskiego Brzetysława, zdołają wytrzymać oblężenie) kazał kraj wszystek ogniem i grabieżą pustoszyć. Palono więc przedmiejskie okolice miast, które się Czechom były poddały, niszczono pożogą miasteczka, wsie i osady. A tak poczyniwszy wielkie szkody w Morawach, zabrawszy liczne stada bydła i innego rodzaju łupy, i pomściwszy się nieco za podwójno przeniewierstwo, Mieczysław król wrócił z wojskiem szczęśliwie do Polski.

ROK PAŃSKI 1030

STAROSTOWIE NADELBIAŃSCY WYPOWIADAJĄ KRÓLOWI POLSKIEMU POSŁUSZEŃSTWO I SAMI KSIĄŻĘTAMI SIĘ MIENIĄ. ZA ICH SPRAWĄ POCZĄTEK WZIĘŁO DZISIEJSZE MARGRABSTWO BRANDEBURSKIE.

Pobudzeni przykładem Czechów i Morawian starostowie zamków i warowni nad Łabą leżących, zaczęli się wyłamywać z pod władzy i jarzma króla Mieczysława i królestwa Polskiego. Ośmielała ich z jednej strony gnusność i opieszałość króla, z drugiej powinowactwo z Niemcami, z którymi się byli pobratali wzajemnemi małżeństwy. Słyszeli bowiem, a niektórzy z własnego wiedzieli doświadczenia, o zniewieściałości i niesprawiedliwych rządach króla Mieczysława; zkąd bojaźń, uległość i cześć dla majestatu, jakiej niegdyś ojciec jego Bolesław król Polski od swoich i ościennych doznawał, jęły zamieniać się w pogardę i lekceważenie. Owi zatem starostowie nad Elbą windujący spiknąwszy się, ani na rozkaz i wezwanie Mieczysława nie przybywali, ani daniny zwykłej do skarbu królewskiego wnosić nie chcieli, zasłaniając się z początku pozornemi wymówkami, że napaści nieprzyjacielskie własnym nakładem i żołnierzem wstrzymywać i odpierać musieli, i zwolna coraz więcej dążąc do zupełnego oderwania się; zamiary swoje kryli chytrością i fałszywemi pozory, aby im, tak jak wszystko, uszły bezkarnie. A że umysł ludzki dumą i próżnością, podżegniony nigdy na jednem nie przestaje, ale wzmaga się i podnosi do coraz większych uroszczeń i żądań, jeśli w samym zarodzie pychy nie zostanie skrócony i przytarty; przeto i starostowie Polscy Nadelbiańscy nie przestawszy na samem wyłamaniu się z posłuszeństwa, nie już starostami i wielkorządcami (praefecti etcapitanei) królewskimi, ani nawet poddanymi i lennikami królestwa Polskiego, ale poczęli się mienić udzielnemi panami; przywłaszczali sobie dostojność książęcą i władzę nad krainami Nadelbiańskiemi, hardo i samowolnie przekazując ją nawet synom i wnukom swoim, gdy król Polski pobłażał obojętnie takiemu wyłamywaniu się z pod swojej zwierzchności, które z początku nieznaczne, później przy sprzyjających okolicznościach urosło w jawną krnąbrność i zuchwalstwo. Ta wyuzdana pycha i samowola starostów Nadelbiańskich doszła nakoniec do togo stopnia, że kraje, które dawniej były pod ich zarządem, oderwali od królestwa Polskiego, i przywłaszczyli sobie mitry udzielnych władców i książąt, zkąd powstała Marchia Brandeburska, po polsku Zgorzelcem zwana. I trwa po dziś dzień ona Marchia, która snadno przez podbicie i zatracenie innych dzielnic osięgła zwierzchnictwo książęce; a nawet orłem czerwonym służącym jej za herb dowodzi, że kiedyś była krajom Polskim, którego herbem powszechnym jest orzeł biały; ale wiadomo, że po oderwaniu się od Polski i wyłamaniu z pod jej zwierzchnictwa barwę białą zmieniła na czerwoną.

ROK PAŃSKI 1031

JAK MIASTO LUBEKA I HRABSTWO MAGNOPOLSKIE OD KRÓLESTWA POLSKIEGO ODPADŁY.

Przeniewierstwo takie przeszło zarazą od Morawców, Czochów i starostów Nadlabańskich do Kaszubów, Serbów i innych ludów zamieszkujących wyspy i pobrzeża morskie, które był Bolesław król Polski podbił i berłu swemu przywrócił. Te bowiem ludy, gnębione napadami sąsiednich Niemców, po wiele kroć rozbojami i łupiestwy nieprzyjacielskiemi niszczono, nie doznawszy żadnej od Mieczysława króla Polskiego opieki i obrony, jako przyrodzenie ludzkie skłonne bywa do zmiany, snadno oderwały się od Polaków i ich władztwa, a dawszy się rozdrobnić na różne dzielnice, jedne prawem podboju przeszły pod władzę cesarską, inne przez książąt sąsiednich zostały zagarnione, a niektóre zmuszone do ulegania swym naczelnikom i poddania się ich panowaniu. Od tego czasu, wzmiankownane ludy i kraje, oderwawszy się od królestwa Polskiego i dostawszy pod władzę rozmaitych panów i książąt, nigdy już do pierwszej wrócić nie mogły całości. Z pomiędzy nich sławne owo i znakomite miasto Bukowiec, po niemiecku zwano Lubek, urosłszy z dostatków morskich i lądowych, które dla szczęśliwego położenia łatwo do niego sprowadzać można, i obeznawszy się z przemysłem Niemieckim, do takiej przyszło zamożności, że łacno mu było znieść panowanie książąt, którzy je dzierżyli, i do dziś dnia swojemi rządzi się prawami, składając poczesną rzeczpospolitą. Ztąd też powstało hrabstwo Magnopolskie, wywodzące swą dawną nazwę od pól obszernych i wielkich, w wyrazie złożonym z dwóch, chociaż równych pochodzeniem, to jest łacińskiego i polskiego. Henryk bowiem, na on czas cesarz Rzymski, wojując z książęciem Sławian i pomienionych ludów, który się zwał Mikołajem albo Miklem, a od którego nazwisko bierze gród znakomity zwany Mikelburg, wyzuł go z ziem i zamków przez niego posiadanych; a przyłączywszy jedne do cesarstwa, inne rozdawszy pomiędzy swych wojowników, pierwszy (jak mówią) utworzył hrabstwo Magnopolskie, które dotychczas byt i imię swoje zachowuje.

ROK PAŃSKI 1032

POMORZANIE ODERWAWSZY SIĘ OD KRÓLESTWA POLSKIEGO, PODDAJĄ SIĘ SWEMU SAMOWŁADCY, KTÓREGO WNET JEDNAK KRÓL MIECZYSŁAW ORĘŻEM POSKRAMIA, I KARZE GŁÓWNYCH SPRAWCÓW ROKOSZU; SYNOWI ZAŚ BELI KRÓLA WĘGIERSKIEGO, WYGNAŃCOWI ZALECONEMU DZIELNOŚCIĄ W BOJU, CÓRKĘ SWOJĘ ZAŚLUBIA I ZDAJE RZĄDY POMORZA.

Pomorzanie także, pobudzeni przykładem innych ludów, które się od Polski oderwały, zapragnęli zrzucić jarzmo i uwolnili się z pod władzy króla Mieczysława. Najznakomitszemu zatem z swoich panów, który między nimi bogactwy, rozsądkiem i sprawnością, celował, powierzają władzę najwyższą, mianując go i obierając swoim książęciem. Król Polski Mieczysław, gdy się o tym rokoszu i wyłamaniu z posłuszeństwa dowiedział, więcej niem niż innemi stratami oburzony, osądził sprawiedliwie za rzecz niegodną, ażeby im pobłażać, zwłaszcza że nań i radcy i panowie Polscy nalegali: “aby tak jawnej zniewagi i nowego uszczerbku królestwa nie puszczał bezkarnie.”
Nakazawszy zatem pospolite ruszenie we wszystkich ziemiach, które władzy jego podlegały, zbiera liczne i potężne wojsko; a chcąc się groźniej i przemożniej postawić, i Pomorzan, na których się wyprawiał, większym strachem przerazić, bierze z sobą trzech książąt Węgierskich, Andrzeja, Belę i Lewentę, siostrzeńców Stefana króla Węgierskiego, których, jak wyżej opowiedzieliśmy, uciekających przyjął był do siebie i podejmował po królowsku z wielką gościnnością, a którzy sami usilnie się dopraszać, aby im udziału w tej wojnie nie odmawiał. Sprawiwszy potem wojsko, z siłą dostatnią na Pomorze wyciąga. Zebrał też wzajemnie i samowładca Pomorski nie małe siły z Pomorzan i ludów pogranicznych, postanowiwszy, głuchy na głos sumienia i sromotę zbrodni, jakiej się dopuszczał, spróbować szczęścia i jak najrychlej spotkać się z królem i panem swoim Mieczysławem, ażeby przez zwłokę nie został opuszczony od swoich i sprzymierzeńców. Zaczem nie bawiąc wyprowadza wojsko w pole i stacza bitwę z Mieczysławem królem Polskim. Zagrzewał ducha Polakom gniew słuszny, że właśni pobratymcy, swoi i poddani królewscy oręż przeciw nim podnieśli; Pomorzan popychała do boju świadomość tak wielkiej zbrodni, na którą się odważyli. Z obojej strony zatem walczono zacięcie. Ulegli wreszcie Pomorzanie, a król Polski Mieczysław otrzymawszy zwycięztwo pokarał śmiercią głównych sprawców rokoszu, reszcie pospolitej tłuszczy przebaczył. A ponieważ w tej walce Bela książę Węgierski przed innemi odznaczył się dzielnością, przeto w nagrodę król Mieczysław obrał go swoim zięciem, dał mu własną córkę za żonę, a wraz przeznaczył wszystek dochód z ziemi Pomorskiej na utrzymanie powagi i godności książęcej. Ten dziwnie uradowany tak wielkiem dobrodziejstwem i zaszczytem, przywiązał się najszczerzej do króla Mieczysława i Polaków, i stał przy nich odtąd ż niezachwianą wiernością, przyjaźnią i życzliwością. Przesiadując przez wiele lat w Polsce, spłodził z córki królewskiej dwoje nadobnych dziatek, to jest dwóch synów, Gejzę i Władysława, Ten-to jest Władysław, który doszedłszy lat męzkich piastował berło królestwa Węgierskiego, a dla świątobliwości życia w poczet świętych policzony został. Inni utrzymują, że Bela książę Węgierski spotkawszy się w pojedynku z samowładcą Pomorskim zwyciężył go, i za to od Mieczysława przybrany był za zięcia.

PO GOMPONIE ARCYBISKUPIE KRAKOWSKIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ RACHELIN.

Arcybiskup Krakowski, nazwiskiem Gompo, zakończył życie po dziewięcioletnim zarządzie Krakowskiego kościoła. Objął po nim stolicę Rachelin, naznaczony od Jana XX papieża, a od prałatów i kanoników Krakowskich do przewodniczenia kościołowi zgodnie obrany tajemnemi głosy na zebraniu kapituły dnia piętnastego Sierpnia. Mąż rodu szlachetnego i obyczajów świątobliwych, rodem Włoch.

ROK PAŃSKI 1033.

MIECZYSŁAWOWI KRÓLOWI POLSKIEMU, ODRODZONEMU OD SWEGO DZIADA I PRADZIADA, I CAŁKIEM DAJĄCEMU SIĘ SWEJ ŻONIE POWODOWAĆ, SYN BOLESŁAW UMIERA. JEGO PRZYMIOTY I OBYCZAJE.

Rok ten przeszedł dla Polaków spokojnie, nie byli bowiem zmuszeni do prowadzenia z sąsiedniomi narodami ani zaczepnych ani odpornych wojen. Chociaż bowiem, jak wyżej opowiedzieliśmy, niektóre ludy i ziemie od zwierzchnictwa Mieczysława króla Polskiego odpadły, przecież Mieczysław król wolał te straty znosić z obojętnością, niż dopominać się ich orężem. Nie miał on ducha ojcowskiego, i radniej mu było gnuśnieć w nieczynności i spoczynku, niż rycerskim zajmować się rzemiosłem. Wydany przytem na zbytki i cielesną rozpustę, jak twierdzą niektórzy, znieważał łoże małżeńskie, a wraz godność królewską, obcując z wszetecznicami. Z tej przyczyny ani u swoich nie mógł mieć takiej czci i sławy, ani nieprzyjaciołom równie być strasznym, jak ojciec: wiedziano owszem, że wojny, które prowadził, nie z własnej chęci przedsiębrał, lecz przymuszony orężem nieprzyjacielskim i pramiowiorstwem poddanych. Rzeczpospolitą przytem, jako gnuśnik, niedbale sprawował, zkąd u narodu swego popadł w nienawiść. Ryxa, królowa Polska, poczęła była z niego w tym roku i wydała na świat syna, któremu na chrzcie dała imię dziadowskie i nazwała go Bolesławem. Jednakże dziecko to nie chowało się z dopuszczenia Bożego, nie darzył bowiem Bóg pomyślnością Mieczysława za jego przestępstwa; po kilku więc miesiącach zasłabłszy umarło, nie bez ciężkiego obojga rodziców żalu. Nie było w królu Mieczysławie ani krwi szlachetnej dziada, ani obrotnego rozumu ojca, onej okrasy w domowem życiu, królewskiej rządności i wspaniałości. Skaził on nakoniec imię swoje i sławę, tak u rodaków jako i obcych, wrodzonem sobie a od królowej Ryxy podsycanem skąpstwem i nikczemnością. Przykrym przeto ciężarem zdało się panom Polskim jego panowanie, gdy postępki swoje za zwyczaj do skinienia niewieściego stosował; przykrzejszem jeszcze nienawiści brzemieniem ciężyć poczęło obcym narodom, płacącym daninę, gdy postrzegli, że Mieczysław król Polski szczycił się wprawdzie godnością królewską, ale nie jaśniał bynajmniej majestatem cnót i przymiotów królewskich, a powodował się ślepo wolą żony; że jak gnuśnik słabego i nikczemnego serca, trawił życie na bezczynnych wczasach, śnie, biesiadowaniu i rozpuście. Ztąd zaś najwięcej u swoich i obcych zasługiwał na wzgardę, że na wyrządzano ludziom krzywdy i niesprawiedliwości żadnej nie używał grozy i zaniedbywał karania.

ŚMIERĆ MARCELLA PIERWSZEGO BISKUPA WŁOCŁAWSKIEGO.

Marcelli I, biskup Włocławski czyli Kruszwicki, po dwudziestu i dwóch latach swego pasterstwa, strawiony gorączkową słabością, umiera. Pochowany w kościele parafialnym w Dźwircznie, gdzie też ostatni dwaj jego poprzednicy byli pogrzebani. Po nim obrany przez kapitułę Wenancyusz, rodem Włoch, uzyskał potwierdzenie Sergiusza. IV papieża.

JAROSŁAW KSIĄŻĘ KIJOWSKI PO ŚMIERCI MŚCISŁAWA OBEJMUJE KSIĘSTWO CZERNIECHOWSKIE I MIENI SIĘ SAMOWŁADCA, CAŁEJ RUSI. PO ODNIESIONEM ZWYCIĘZTWIE NAD PIECZYNGAMI BUDUJE W KIJOWIE KOŚCIÓŁ ŚWIĘTEJ ZOFII, WYPEŁNIAJĄC ŚLUB DAWNIEJ UCZYNIONY.

Tegoż roku Mścisław, książę Ruski i Czerniechowski, umarł na polowaniu, i pochowany został w kościele Świętego Zbawiciela, przez siebie zbudowanym. A gdy żadnego nie zostawił potomstwa, przeto Jarosław książę Kijowski objął po nim księztwo i stał się panem wyłącznym całej Rusi, który w języku Ruskim zowie się jedynowładcą (yedinowlasczecz). Kiedy zaś rzeczony książę Ruski Jarosław przebywał w Nowogrodzie, naród Pieczyngów wysypawszy się w wielkiem mnóstwie na Kijów uderzył. O czem Jarosław przez spiesznych gońców zawiadomiony, ściąga zewsząd siły zbrojno i podstępuje pod Kijów. Ruszyli nawzajem przeciw niemu Pieczyngowie, i przyszło do krwawego spotkania: ale chociaż obie strony mężnie dobijały się zwycięztwa, przecież w końcu Pieczyngowie pobici, jedni ratując się ucieczką, potonęli w rzece, inni dostali się w niewolą albo poszli w rozsypkę. Na pamiątkę zwycięztwa Jarosław wystawił w tem miejscu kościół Ś. Zofii, ślubowany przed bitwą, który potem zaszczycony został godnością metropolii. Tegoż roku urodził się Jarosławowi książęciu Kijowskiemu syn, któremu dano imię Wieczysław.

ROK PAŃSKI 1034

MIECZYSŁAW KRÓL POLSKI DOSTAWSZY POMIESZANIA UMYSŁU UMIERA W POZNANIU.

Jeszcze Mieczysława króla Polskiego nie nachylała starość sędziwa, jeszcze go były nie strawiły ciężkie dolegliwości i troski; nie domyślano się przeto, aby kres jego miał się, przybliżać. Był pełen siły i czerstwości ciała: ani kto mógł przewidywać, że umrze, licząc dopiero lat pięćdziesiąt. Jednakże, czy-to z wrodzonej mu wady. czy z do dopuszczenia Bożego, czy skutkiem słabości jakiej, łatwo wyniknąć mogącej z rozwiązłego i swawolnego życia, popadł w szaleństwo, które często go porywało, nie bez męczących katuszy ciała. Ta nieszczęśliwa przygoda sprawiła, że oderwno od jego berła kraje i ludy utwierdziły się w swojem odstępstwie, i to nawet, które bojaźń dotąd w posłuszeństwie wstrzymywała, poczęły dążyć do podobnegoż oderwania. Czasami wprawdzie folgowała ta choroba, i odzyskiwał przytomność umysłu; spodziewano się zatem, że wróci do zdrowia i używania rozumu; a ta nadzieja utrzymywała ludy podległo w posłuszeństwie i rycerstwo w karności. Tymczasem rządy państwa sprawowała królowa Ryxa, i wszystko działo się według jej upodobania. Lecz gdy ani umiejętność lekarzy, ani ziół uzdrawiających dzielność nic zdołaią uwolnić króla od niszczącej go choroby, która po kilku miesiącach znacznie się wzmogła, skończył życie w zamku Poznańskim dnia 15 Marca. Wezwani przez pisma i posły od królowej Ryxy prałaci i panowie Polscy zjechali się na obchód żałobny, a odprawiwszy z czcią nałożną pogrzeb królewski, pochowali zwłoki zmarłego króla w kościele katedralnym Poznańskim, które złożono w ojczystym grobie. Smierć króla Mieczysława dotknęła wprawdzie królową i starszyznę państwa ciężkim żalem, ale zmniejszało go wspomnienie szaleństwa, gdy z zejściom króla ustępowało tyło ciężkich zniewag, które ich i królestwo cało tak srodze dotykały. Był on wprawdzie gorliwym piastunem wiary chrześciańskiej, ale przymiotami swemi wielce różnił się od ojca: tamten polon ducha wojennego, ten gnuśnik; ów dzielnością swoją granico królestwa Polskiego rozszerzył, ton je znacznemi stratami umniejszył; pierwszy tak swoim jako i obcym miły i straszny, ten znienawidzony u wszystkich i wzgardzony; Bolesław dla każdego hojny i wspaniały, ten skąpy i nieużyty. Z przyczyny też jego gnuśności potęga Polska zaczęła ustępować obcej przewadze, wojska płaszane i porażane w boju oswoiły się, z klęskami; wszystko nachyliło się do upadku.

JAROSŁAW KSIĄŻĘ RUSKI ZAKŁADA ROZMAITE KOŚCIOŁY I KLASZTORY, I STAWIA ZŁOTĄ BRAMĘ W KIJOWIE.

Jarosław książe Ruski, od spraw wojennych zwróciwszy się do religijnych, zakłada w Kijowie rozmaite klasztory nie tylko męzkie ale i żeńskie, i liczne stawia kościoły. Wznosi potem z wielką wspaniałością przybytek murowany S. Zofii; wieżę jego pokrywa blachą wyzłacaną; sam zaś kościół naczyniami złotemi i srebrnemi, księgami i ubiorami kosztownemi opatruje,
zdobi i uświetnia. Stawia nakoniec bramę od strony Polski, dla mojej i miasta okazałości, z jak największym i zbytkownym przepychem, i każe ją zwać “złotemi wroty,” dlatego że jej wrota blacha, złocistą, a szczyt pozłacanem nakryciem przyozdobił.

ROK PAŃSKI 1035

PANOWIE POLSCY ZBIERAJĄ SIĘ NA RADĘ W CELU OBRANIA NOWEGO KRÓLA, A Z PRZYCZYNY ROZERWANIA ZDAŃ, RZĄDY KRAJU POWIERZAJĄ KRÓLOWEJ RYSIE Z PRZYDANĄ JEJ DO BOKU RADĄ. RZECZ PUBLICZNA SKOŁATANA NIERZĄDEM NACHYLA SIĘ DO UPADKU.

Dla obrania nowego króla Polskiego w miejsce zmarłego króla Mieczysława, Janowie Polscy odbyli kilka zjazdów w Gnieznie i Poznaniu. Wielokrotnie jednak naradzając się i rokując o ustaleniu nowego składu rzeczy, nie mogli między sobą przyjść do zgody. Jedni bowiem chcieli wybrać na, tron i koronować Kazimierza, syna królewskiego, który dochodził już lat dwudziestu; innym dla młodego i niedojrzałego wieku zdawał się Kazimierz do panowania niezdatnym; niektórzy też obawiali się, aby nie zarwał co z ojcowskiego szaleństwa. Gdy więc zdania w tej mierze panów były różne, wstrzymano i odłożono koronacyą królewica Kazimierza; zkąd do tak wielkich przyszło zawichrzeń nieszczęść, że królestwo Bolesława I, niegdyś rządem wewnętrznym i potęga wojenną tak sławne i kwitnące, nachyliło się, i jak to niżej opowiemy, prawie zdążyło do upadku. Po odroczeniu więc koronficyi i wyboru nowego króla uchwalono, aby władza najwyższa zostawała w ręku Ryxy i kilku opiekunów przydanych jej z starszyzny panów Polskich. Niektórzy twierdza., że koronacyą Kazimierza, syna Mieczysława, raczej nie dopuszczona; wtedy, niźli odłożona, była, z tej przyczyny, że matka jego królowa Ryxa radami i namowami swemi skłoniła była męża swego, króla Mieczysława, do nałożenia na wieśniaków dóbr tak królewskich jako i szlacheckich danin rozmaitych, ofiar i podatków, mających się składać mianowicie w wszelkie dni uroczyste na potrzeby kuchni i stołu królewskiego, i że królowa nawet po śmierci małżonka swego, króla Mieczysława, chciała wybierać takowo daniny, o których zniesienie rycerstwo i panowie bardzo nalegali; a nie dozwalała, aby syn jej Kazimirz, mający na królestwo nastąpili po ojcu, w czemkolwiek ścieśniał ojcowskie rozporządzeniu. Czem zaiste wielką synowi, większą jeszcze sobie w sercach panów i rycerstwa zjątrzyła niechęć i zawiść, która do tego stopnia wzrosła, że nie umiejąc Minować swych namiętności, dali kazić się i psować rzeczypospolitej; i za nic mieli wszelkie czyny i mowy, byle tylko królowa, razem z małoletnim Kazimierzem wypędzić z kraju mogli, nie zważając, że przez takie wygnanie i siebie i rzecz powszechną popychali do zguby.

JAN XI PAPIEŻ UMIERA. PO NIM NASTĄPIŁ BENEDYKT IX, KTÓRY PO ŚMIERCI POKAZAŁ SIĘ W POSTACI NIEDŹWIEDZIA I OSŁA.

Po śmierci Jana XX papieża, który siedział na stolicy lat jedenaście, biskupstwo Rzymskie osierocono było przez dwa dni. Nastąpił po nim Benedykt IX, zwany inaczej Teofilaktem, rodom Tuskulańczyk, syn Alberyka, człowiek rozpustnych obyczajów, dla których pewnemu pokazawszy się w postaci niedźwiedziej i oślej, wyznał, że potępiony jest na wieki.

PO PAULINIE BISKUPIE POZNAŃSKIM NASTĄPIŁ BENEDYKT I.

Paulin biskup, po piętnastoletnim zarządzi kościoła Poznańskiego, sprawowanym pobożnie, roztropnie i starannie, złożony długą słabością gorączkową, której żadne podołać nie mogły leki, umarł i pochowany został w kościele Poznańskim. Nastąpił po nim we dwa lata Benedykt I Sycylijczyk rodem z Neapolu, nie bez obrazy duchowieństwa, kiedy po wypędzeniu Ryxy i jej syna Kazimierza wrzała domowa między Polakami wojna i panowało bezkrólewia, roku Pańskiego 1037 naznaczony od papieża Benedykta IX, a poświecony przez arcybiskupa Gnieźnieńskiego Stefana.

ROK PAŃSKI 1036

GDY WINĘ WSZYSTKICH NIESZCZĘŚĆ ZWALONO NA KRÓLOWĄ. RYXĘ, SPEŁZŁA NA NICZEM KORONACYĄ KAZIMIERZA: OBOJE WYPĘDZENI Z KRAJU, Z PRZYCZYNY NIEMCÓW, KTÓRYCH KRÓLOWA TRZYMAŁA NA DWORZE SWOIM I OSADZAŁA NA URZĘDACH, GARDZĄC POLAKAMI.

Zawichrzenia i rozterki, wszczęte po śmierci króla Mieczysława między panami i rycerstwem, przy wzmagającej się nienawiści przeciw królowej Ryxie, poczęły urastać i w coraz większe szerzyć się rozmiary. Panowie bowiem i rycerstwo zwalając całą winę na królową Ryxę, zaprzeczyli naprzód Kazimierzowi następstwa i dziedzicznego prawa do korony, a potem wzniecili rokosz i domową w kraju wojnę.. Aczkolwiek bowiem szlachta utyskiwała na obciążenie siebie i swego ludu mnóstwem podatków, danin i rozmaitego rodzaju służebności, zaprowadzonych z wymysłu i podmowy królowej Ryxy; większe jednak ztąd powstało oburzeniu, że tych powinności królowa Ryxa powagą i wpływem swoim nie dopuszczało, znieśli, mimo próśb rycerstwo wielokrotnie do niej i do synu jej Kazimierza wynoszonych. Ale najbardziej to wszystkich bodło, że w poczynających się już dla Polski chwilach nieszczęść, sama królowa Ryxa, juk z dawna za życia króla Mieczysława jej męża, tak i po jego śmierci, nienawidziła Polaków, a pogardzając ich obyczajami i mową, często zelżywemi wyszydzała je przegryzki. Trzymała nadto i mi dworze swoim i na urzędach Niemców, a pomijając albo raczej ze wzgardą odrzucając panów Polskich i ich synów, jakkolwiek szlachetnych i znakomitych, ładajakim przybyszom z Niemiec, ludziom niskiego i podłego stanu, dawała pierwszeństwo w udzielaniu godności i zasiłków pieniężnych. Za życia Mieczysława, Polacy, chociaż tego rodzaju urągowisko uważali sobie za ciężką, krzywdę i zniewagę, znosili je przecież z większą cierpliwością, w przekonaniu, że nie mieli mocy do stawienia mu oporu. Ale gdy się nadarzyła sposobność do otrząśnienia się z tej hańby narodowej, taką nawzajem zawrzały serca nienawiścią ku królowej, która i wtedy nawet gardziła słusznem ich oburzeniem, że naprzód jej samej i synowi wszelkie wypowiedzieli posłuszeństwo i odjęli zarząd królestwa, a następnie, poodbierawszy jej zamki, miastu i inne posiadłości, wypędzili ją nawet z królowskiego dworu, kazali wreszcie wraz z synem ustąpili z królestwa Polskiego i pójść zamieszkali między Niemcami, których taką czcią zaszczycała. Królowa bowiem Ryxa od śmierci Mieczysława króla Polskiego rządziła krajem, wychowując do tronu młodego Kazimierza, którego miała z króla Mieczysława, jako się wyżej powiedziało; niewiasta umysłu wprawdzie męzkiego, w wierze chrześciańskiej nie opieszała, cnotę i pobożność miłująca, ale której rządy ani staranne ani narodowi przychylne Polakom się nie podobały. Niepomna płci swojej i słabości niewieściej, głucha na rady roztropniejszych ludzi, szczęście obrała sobie za narzędzie swojej ślepoty. Jęła pogardzać narodem Polskim, szydersko pomiatając wszystkiemi, i z swym rządem kobiecym rozpierając się samowładnie. Nikomu prócz Niemców nie powierzała swych zamysłów, rady zaś krajowców odpychała ze wstrętom; urzędy celniejsze rozdawała także Niemcom, nie dopuszczając do nich Polaków. Tak niegodnem postępowaniom oburzeni znakomitsi panowie Polscy, przeciw głupiemu zaślepieniu królowej i jej syna, z nie mniejszem i sami zaślepieniom układają zmowę, i chwytając się występnego, nad miarę, nawet szalonego środka, królową Ryxę z synom jej Kazimierzom, ażeby przyszedłszy do lat nie naśladował obyczajów matki, wypędzają z kraju — wyrokiem niesłusznym i niesprawiedliwym, bez względu na płeć i stan i wiek, wskazują oboje razem na wygnanio, czem zaiste nie mogli nigdy gorzej sobie, ojczyznie, swoim domom, świątyniom, ołtarzom i rodzinom usłużyć. Wszakżeż Kazimierzowi dziecięciu, nieświadoma mu owej zelżywości i winy matczynej, chociażby nawet co sromotniejszego był popełnił, ze względu na wiek i na dziada Bolesława należało przebaczyć. Ale nic lekkomyślniejszego nad porywczy zapęd ludu: bo jakitmiże to prawem i Scypiona., i Alcybiadesa i Hannibala, zawiść nieprzyjacioł i niewdzięczność ludu nie tylko im wygnanie ale na śmierć nawet wskazywała?

RYXA KRÓLOWA POLSKA, ZABRAWSZY Z POLSKI OGROMNE SKARBY, UDAJE SIĘ DO CESARZA I SKŁADA MA W DARZE DWIE KORONY; SYNA SWEGO KAZIMIERZA ŚLE DO PARYŻA NA NAUKI, A ZA SKARBY WYWIEZIONE Z POLSKI KUPUJE WIELKIE DOBRA W NIEMCZECH.

Wielu zatem krzywd i zelżywości Ryxa królowa doznawszy od panów Polskich i rycerstwa, w obawie, iżby Polacy gniewem obostrzeni przeciw niej i synowi Kazimierzowi czego sroższego się nie dopuścili, z Polski do Saxonii, miasta naprzód Magdeburga a potem Brunświku, wygnana uchodzi i syna swego Kazimierza z sobą uprowadza. Na tem jednak nie przestając, wszystek skarb królewski w złocie i srebrze, klejnotach i kamieniach drogich, zebrany przez Bolesława i Mieczysława królów Polskich, dwie ogromnej wagi i kosztowności korony, któremi królów poprzednich, małżonkę Bolesława I, i sarnę nakoniec królową Ryxę uwieńczano, a nadto wiele innych klejnotów, kanaków, naczyń i ozdób królewskich, drogiemi i największej rzadkości perłami i kamieniami błyszczących, niemniej pieniędzy ilość wielką ze skarbu królewskiego zabiera i uwozi, i królestwo Polskie z ogromnych bogactw odziera. Przybywszy zaś do Saxonii, udaje się nąjpierwej do cesarza, od którego uprzejmie i z czcią wielka, przyjęta, obiedwie korony przywieziono z Polski składa mu w podarunku; a potem, użaliwszy się na krzywdy, jakich od Polaków doznała, siebie i syna swego Kazimierza opiece i rozrządzeniu jego poleca. Cesarz, wysiawszy wojsko ku granicom Polski, udawał pozornie, jakoby jej krzywdy i zniewagi były pomszczone. Ona zaś, za bogactwa uwięzione z Polski zakupiła wiele bardzo znacznych posiadłości, które i jej samej i synowi wystarczyć miały. Chcąc jednak, aby syn jej Kazimierz osiągnąć mógł jak najwyższe umysłu ukształcenie, wysłała go poźniej do Paryża stolicy Francyi na naukę, gdzie Kazimierz zmieniwszy swoje imię Polskie, przeto iż zdawało się trudnem do wymówienia i barbarzyńskiem, począł się zwać Karolem. Na królowej zaś wygnance sprawdziło się przysłowie:, że pomyślność głupiego nie może być długotrwałą.” Utrzymują niektórzy, że kiedy Ryxa królowa przebywała w Niemczech na wygnaniu, syn. jej Kazimierz królewic udał się do Węgier, do Stefana króla Węgierskiego, lubo Czesi zapraszali go do siebie, nie z przychylnej chęci, ale go snadniej zgubić mogli. Od Stefana króla Węgierskiego ludzko przyjęty i hojnemi obdarzony upominkami, wybrał się potem, do cesarza, gdzie przesiadywała jego matka królowa Ryxa, której wygnanie całą niemal Polskę nachyliło do zguby.

PO LUCYLIUSZU BISKUPIE WROCŁAWSKIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ LEONARD I.

Lucilius, biskup Smogorzowski czyli Wrocławski, dręczony przez czas niejaki podagrą, po dziesięcioletniem sprawowaniu urzędu biskupiego umiera; pochowany w kościele Smogorzowskim. Po nim nastąpił Leonard I, dziekan Smogorzowski, Włoch, rodu szlachetnego, podczas trwającego bozkrólowia w Polsce, za wstawieniom się Ryxy wdowy po Mieczysławie królu Polskim naznaczony przez Benedykta IX papieża, a poświęcony od Stefana arcybiskupa Gnieźnieńskiego.

CZESCY KSIĄŻĘTA BOLESŁAW ŚLEPY I SYN JEGO OLDRZYCH UMIERAJĄ. PO NICH RZĄDY OBEJMUJE BRZETYSŁAW SYN UDALRYKA ZRODZONY Z KOBIETY WIEJSKIEJ: KTÓREGO GDY STRYJ JAROMIR PRZEZ BRATA OLDRZYCHA WZROKU POZBAWIONY PRZECIW URSOWICZOM PODUSZCZA, OD JEDNEGO Z NICH NĘDZNIE ZABITY GINIE.

Bolesław książę Czeski, oślepiony przez Bolesława Chrobrogo I króla Polskiego, i syn jego Oldrzych, którego rzeczony król Bolesław z więzienia był uwolnił, pomarli. A gdy Jaromir, także od brata swego Oldrzycha pozbawiony wzroku, dla ślepoty rządów objąć nie mógł, posadził przeto na księstwie Cześkiem bratanka swego Brzetysława, syna Oldrzycha, jak wyżej powiedzieliśmy urodzonogo z wieśniaczki, przestrzegając go i częstemi upominając namowy: “aby ród Wersowiczów, zawsze książętom Czeskim niewierny i nieprzyjazny, z których namowy i on i ojciec jego pozbawieni byli wzroku, starał się do szczętu wytępił! i zagładzili. ” Tą krzywda, jeden z pomionionej rodziny, nazwiskiem Kochan, szczogólniej oburzony, upatrzywszy chwilę, gdy książę Jaromir wypróżniał swój żołądek, i przez tylną część ciała ostra ugodziwszy go dzidą, okrutnie zamordował. A tak w przeciągu jednego roku, Bołosław książe Czeski wraz z dwoma synami poszedł ze świata, a królowa Polska Ryxa z synem jedynym Kazimierzem z królestwa Polskiego ustąpiła na wygnanie I zaprawdę rok ten zdał się dla królów Polskich i książąt. Czeskich bardzo nieszczęśliwym.

ROK PAŃSKI 1037

W CZASIE BEZKRÓLEWIA POWSTAJE W POLSCE STRASZLIWA WOJNA DOMOWA: CHŁOPI PODNOSZĄ, ORĘŻ PRZECIW SZLACHCIE, I WIELKIE W KRAJU ROBI SIĘ ZAMIĘSZANIE.

Po ustąpieniu z Polaki Ryxy królowej Polskiej, wraz z synem jej Kazimierzem, tlejące od dawna niezgody domowe poczęły się wzmagać i królestwo Polskie coraz większym zawichrzać nieładom. Wszystkie stany poruszyły się do buntu, albo między sobą, zwodziły niesnaski; zaniża jakaś, rzekłbyś, uderzyła na cało królestwo Polskie, gdy ze wszech stron wrzały zaburzenia i wojny. A naprzód między panami, starszyzną i rycerstwem często powstawały bójki, w których celniejsi wojownicy i szlachetni mężowie wzajemnie się wytępiali; w ich miejsce występowały nikczemne tłuszczo niewolników, którzy ośmieleni bezkarnością wojen domowych, panów i rycerzów pobitych żony i majętności zabierali, mordując dzieci, jeżeli się jakie pozostały, i tak na tych jako i innych szlachetnych niewiastach i paniach sprosne nasycali chucie. A gdy im takie zbrodnie uchodziły bozkarnie (już bowiem ani prawa nie obudzały grozy, ani starszyzna poszanowania) wnet zerwała się niopoliczona czerń niewolników i chłopów opuszczających role i pługi, którzy potem obrawszy sobie przywódców, i chwyciwszy za oręż, rzucili się na szlachtę i wszystkich uczciwych ludzi, a gdzie jeno mogli wziąć górę, szerzyli rzezie i morderstwa, majątki pobitych zajmowali i rozrywali; przeciw tym zaś, których pokonać nie mogli, srożyłi się z największą zaciętością, paląc ich wsie, sioła i wszelkie przynależności. W owym też czasie nie oszczędzano ani kościołów, ani rzeczy świętych, ani sług Bożych; ręką bezbożną i świętokradzką łupiono najbogatsze i najznakomitsze świątynie, szarpano dobra kościelne, a na kapłanach pastwiono się wymyślaniem najrozmaitszych katowni. Jednych nożami albo dzidami przebijano, innym podrzynano gardła; innych, jakby ofiary jakie, kamienowali owi ludzie bezbożni, co się byli wyrznkli nic tylko wiary i religii, ale wszelkiego czucia i ludzkości. Uradzili nadto niektórzy, aby wrócić do obrządków pogańskich i bałwochwalczych; zaczem bezprawie i niegodziwość zmieszały wszystkie rzeczy boskie i ludzkie;. wiele kościołów opuszczonych stało się łożyskami dzikich i drapieżnych zwierząt. Zgiełk i wrzawa wojny domowej, szerząca się jakby plagą morową, tak przytem rozkołysała umysły, że we wszystkich częściach królestwa Polskiego.
bratnio przeciw sobie wymierzono oręże, i ztąd krwawe srożyły się rzezie, ztąd pożogi i spustoszenia włości. Wszystkie drogi były niebezpieczne, gościńce pełne łotrów i rozbójników. Ledwo znalazło się jakie miejsce mino od zdradziectwa i napaści: ptaki chyba same mogły przelatywać swobodnie po tym kraju ojczystym tak morderczo zewsząd szarpanym. Wieśniacy też udręczeni takiemi kioskami przez czas długi, porzuciwszy pługi i motyki, któremi w pokoju zwykli się byli zajmowali, poszli na. zbójkę. i hultajstwo. Stała się więc w rzeczypospolitej Polskiej najokropniejsza zmiana — kraj w tej zawierusze wyludniony, przemokły krwią, i zroszony łzami, pozbawiony mieszkańców, opuszczony od synów, zawiebrzony i skalany morderstwy, nie mini z nikąd obrony, żadnego między swojemi wsparcia i pociechy. A gdy coraz więcej mnożyło się bezprawia, samo w domach swoich rodziny przeciw sobie powstawały, trapiły sio wzajemnemi klęskami i łotrowskiomi bójki. Wnet ukazały się kupy hultajskie zbirów i opryszków, z swemi na czele przywódzcami, którzy nie już sąsiadów ale własnych spółziomian pustoszyli sioła, łupili zagrody, wydzierali dobytki, podpalali domy, zajmowali bydło, i wszelkich dopuszczali się niegodziwości. Kiedy potem kraj cały w takim ponurzył się odmęcie, nie tylko odleglejsze ale i bliższe części i samo jądro królestwa wnętrzną zawrzało rozterką; a zwłaszcza ziemia Płocka, kędy Masła w, jeden ze szlachty, królowski podczaszy, i samemu niegdyś Mieczysławowi królowi towarzysz ulubiony, mienić się poczuł książęciem Płockim, której zbrodni powinien był raczej w innych przestrzegali i słusznem opierać się skarceniem. A tak najznakomitsi panowie i dostojnicy Polscy w gniewnem zaślepieniu nie widzieli ani pojmowali, do jakiego posunęli się szaleństwa, ile nieszczęść i hańby sobie samym ściągali, jak srodze przeciw Ojczyznie, własnym domom i rodzinom, przeciw Bogu nareszcie i wierze swojej grzeszyli, wypędzając Kazimierza, dziecię niewinne, które nie uczyniło nic złego. Dopiero później zmiarkowawszy się poczęli żałować swego postępku, zbrodni, na która snadno się odważono, a snadniej ją jeszcze wykonano, nie która potem ani modłami, ani ofiarami, ani krwią własną, klęskami i upadkiem ojczyzny, i wieczystej daniny hańbą nie dała się. zmyć i odpokutować. Zawichrzenia domowe, rzezie, zdradziectwa i rozboje rozgościły się w Polsce, zachwiały rzeczpospolitą jeszcze ustawami Bolesława wielkiego nie dość utwierdzoną. Do klęsk i nieszczęść krajowych przyłączyła się niemniej zgubna od domowej wojna z Czechami, którzy wszelkiego rodzaju okrucioństwy gnębiąc królestwo Polskie, samo już przez się lecące do zguby, usiłowali przyspieszyli upadek kraju.

ROK PAŃSKI 1038

BRZETYSŁAW KSIĄŻE CZESKI W CZASIE WICHRZĄCYCH W POLSCE ZAMIESZEK WTARGNĄWSZY DO NIEJ ZBROJNO, BIERZE PRZEMOCĄ WROCŁAW I POZNAŃ, POTEM GNIEZNO I KOŚCIÓŁ TAMECZNY GRABIEŻĄ PUSTOSZY, I CIAŁO S. GAUDENTEGO ARCYBISKAPA ZAMIAST CIAŁA Ś. WOJCIECHA, TUDZIEŻ PIĘCIU BRACI MĘCZENNIKÓW ZWŁOKI, WRAZ Z WSZYSTKIEMI SKARBAMI KOŚCIOŁA I MNOGĄ ZDOBYCZĄ, UPROWADZA.

Brzetysław książę Czeski, widząc królestwo Polskie wojną domową, i gorzej nawet, bo zapamiętałością szlachty i gminu szarpanem i rozrywanem, a od swego króla i pana opuszczonem, postanowił na nie jak na zdobycz gotową, uderzyć, i większe jeszcze zwalić klęski, w przekonaniu, że mu żadnego nie stawi oporu. Pobudzała go do tego nie tylko pamięć krzywdy, którą był Bolesław król Polski wyrządził dziadowi jego Bolesławowi książęciu Czeskiemu pozbawieniem go wzroku, ale nadto zazdrość i nienawiść, i żądza przewrotna opanowania albo przynajmniej wywrócenia obcego królestwa. Zebrawszy więc zbrojne tłumy szlachty i chłopów, wkracza do Polski, i miasta jej zamożniejsze większe, jako to Wrocław, Poznań, tudzież drobne miasteczka, wsie i włości, które w pożarze wojny domowej jeszcze ocalały, grabieży pustoszy i pali. Postąpiwszy nakoniec pod Gniezno, stolicę Polski, ani położeniem ani sztuką warowne, a do tego pozbawione obrony, z łatwością, je zdobywa: a gdy w mieście tak znakomitem i sławne, nie znalazł u szlachty zdobyczy łakomstwu swemu odpowiedniej, jaką sobie zakładał, nikt bowiem w niem nie pozostał, prócz podłych niewolników, zapalony chciwością postanawia złupić i obedrzeć kościoły. Ale Bóg Wszechmogący raczył tu pokazać moc swoję, i zesłać cud widomy w obronie, aby miejsce święte nie utraciło swego największego i najznakomitszej wartości skarbu, i aby dał poznać, jak wielkiej świętokradztwa zbrodni bezbożny i pogański Brzetysław chciał się dopuścić. Ody bowiem sam książę Brzetysław do kościoła katedralnego Gnieźnieńskiego Ś. Maryi, który złupić postanowił, wchodzi, na samym zaraz wstępie, u progu, i jego i wszystko rycerstwo i całą tłuszczę zbrojną dotknęła ślepota i odrętwienie ciała, które ich dłużej jak trzy dni wstrzymywało, ile kroć usiłowali wedrzeć się do kościoła i łupić miejsce święte. A tymczasem, w ciągu owych trzech dni, za łaską Baranka Bożego, który przepuścił wprawdzie na Polskę chłostę, nie dozwolił jej przecież do ostatka upaśdź, kilku z pozostałych kapłanów kościoła Gnieźnieńskiego, (inni bowiem przerażeni zgiełkiem wojennym rozbiegli się) ciało Ś Wojciecha biskupa i męczennika, w tym kościele złożono, przewidując, iż je Czesi zechcą zabrać, unoszą z miejsca, gdzie przez wiele lat, jak powszednie było wiadomo, spoczywało, i przechowują, w ustronku niepozornym, potrząsnąwszy je z wierzchu i przysypawszy żwirem. W one także dni Brzetysław książę Czeski nakazał w całej okolicy szerzyć spustoszenia i chłopstwo zajmować w niewolą, tusząc, że gdy rzeczpospolitą Polską, wojnami domowemi skołataną, do reszty swym orężem wyniszczy, Czeskie księstwo stanie się potężniejszem. Już ślepota i otrętwienie członków przez trzy dni trwające odstręczały Czechów i książęcia ich Brzetysława od zamierzonego łupieztwa świątyni; uznawszy słusznie cud i karę Boską, nad sobą, i pojąwszy w całej wielkości zbrodnię świętokradztwa, której się dopuścić chcieli, odstąpili od swego przedsięwzięcia. Ale Sewerus biskup Praski, który się był wmieszał do tej wojny niesprawiedliwej, obecny na ów czas w Gnieźnie, poduszczał i zapalał Czechów, dość już skłonnych do łotrostwa i grabieży, aby zamiar swój zbrodniczy wykonali, twierdząc, że owo otrętwienie i ślepota nie były karą wymierzoną za chęć złupienia kościoła Gnieźnieńskiego, ale za dawne ich przestępstwa i zbrodnie przeciw wierze katolickiej, za niedozwolone związki małżeńskie i popełniano zabójstwa, za cudzołóstwo, pijaństwo, gwałcenie dni niedzielnych i świątecznych wymuszaną od poddanych robocizną, za grzechy wszeteczeństwa, grzebanie zmarłych po miejscach niepoświęconych, a pomijanie kościołów i smętarzy, łupienie świątyń, uciskanie ubogich i wydawanie wyroków niesprawiedliwych. Dla oczyszczenia się z takowych grzechów, Sewerus biskup Praski nakazuje książęciu i Czechom post trzechdniowy. Po którego dopełnieniu, obowiązują się przysięgą porzucić to sprośne występki, któremi się dotąd kalali. A potem wpadłszy do kościoła Gnieźnieńskiego, gdy im już ślepota jak wprzódy nie przeszkadzała, z łakomą chciwością i nieukróconem rąk drapiestwem rzucają się na wszelakie świętości, i rozrywają między siebie sprzęty kościelne, pełni przekonania i wiary, że Bóg sprzyja ich sprawie. Przytrzymawszy potem kapłanów kościoła Gnieźnieńskiego, którzy przy nim byli pozostali, nie już obelgami tylko i męczeństwem, ale najhojniejszemi nawet obietnicami nagabają, aby pokazali, w którem miejscu ciało Ś. Wojciecha biskupa i męczennika było zachowane. Oni zręcznego i przebiegłego używszy podstępu, ukazują im zwłoki Gaudentego arcybiskupa Gnieźnieńskiego, brata Ś. Wojciecha, udając, że to było ciało tegoż Świętego. Czesi zaraz temu uwierzyli, gdy i grobowca i miejsca okazałość, i godła ozdób biskupich, któremi przyodziane było ciało Gaudentego, świadczyły za ich zeznaniem. Zabierają więc Czesi zwłoki Gaudentego z niezmierną radością, w przekonaniu, że dostali do rąk ciało Ś. Wojciecha męczennika tryumfują; i pieśniami swemi napełniają kościół Gnieźnieński. Potem uroczyście i z wielką okazałością wyprowadzają je z kościoła i do swego obozu przenoszą. Które-to podejście uwiodło Czechów, jak wierzyć można, z dopuszczenia i sprawiedliwego wyroku Boga. Ci bowiem, którzy mężowi Bożemu i swemu biskupowi za życia rozliczne wyrządzali krzywdy i zniewagi, którzy go po dwa kroć ze stolicy biskupiej sromotnie wygnali, a z nienawiści ku niemu braci jego i wszystkę rodzinę najokrutniej wymordowali — kiedy przeciwnie Polacy z uczciwością go do siebie przyjęli, jego upomnień zbawiennych słuchali, ciało jego święte z Prus sprowadzili — ci mówię mężobójcy wyrokiem Bożym uznani zostali za niegodnych pozyskania takiej zdobyczy. I sam nawet Święty nie dopuścił, iżby kości jego miały być przeniesione do narodu odstępców, którzy go i obecnego między sobą i w oddaleniu z bracią i rodem całym najsrożej jak tylko mogli prześladowali, usiłując z największą zaciętością zgubić go, zgładzić i zetrzeć z imieniem. A jako za życia brzydził się ich społeczeństwem, uciekając od ich stolicy, tak nie dozwolił, aby i ciało jego spoczęło między nimi, i żeby z Polski miało być do Czech przeprowadzone.
Potem Brzetysław książę Czeski kazał zabierać inne świętości, a przedewszystkiem zwłoki pięciu braci męczenników, to jest, Jana, Benedykta, Izaaka, Mateusza i Krystyna, o których powiedzieliśmy, że za Bolesława I, króla Polskiego, w miejscu gdzie teraz leży miasteczko Kazimierz, prowadzili w najostrzejszej surowości życie pustelnicze, a potem zostali umęczeni, a z miejsca w którem ich umęczono król Bolesław przeniósł ich zwłoki do Gniezna. Niemniej wizerunek Ukrzyżowanego, który Bolesław I kazał był zrobić z szczerego złota, mający trzysta funtów wagi, to jest trzy razy tyle, ile zaważyło jego ciało. Potem trzy płyty (tabulae) któremi wielki ołtarz był ozdobiony, lśnące złotem, kamieniami drogiemi i rozmaitemi klejnoty, a darowane przez tegoż króla Polskiego Bolesława. Inne także kościoła Gnieźnieńskiego sprzęty, naczynia i kosztowności zabiera, i bezbożną ręką obnaża kościół z rozlicznych świętości i ozdób. Na tem jeszcze nie przestawszy, zdejmuje dzwony ogromne, słynne osobliwszą wartością i dźwiękiem; i z tą wszystką grabieżą, mnóstwem tudzież wieśniactwa obojej płci poimanego w niewolą, wraca do Czech, i przybywa szczęśliwie w przeddzień Ś. Bartłomieja do Pragi, kędy składa i w kościele katedralnym umieszcza zdobycz świętą; brańców zaś Polskich, między któremi widziano kapłanów i sługi Boże (taka bowiem była srogość Czechów, że ręką świętokradzką targnęli się nawet na pomazańców Bożych), kazał rozprowadzić i porozdzielać po osadach. Ciało Ś. Krystyna, jednego z pięciu braci, na prośby i nalegania Morawców, darował kościołowi Ołomunieckiemu, nie mającemu jeszcze godności katedry; i dotąd jeszcze ciało to pod blachami srebrnozłotemi w tym kościele spoczywa, i katedra Ołomuniecka szczyci się jego wezwaniem i imieniem.

Ś. STEFAN KRÓL WĘGIERSKI UMIERA. PO NIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ PIOTR SYN KSIĄŻĘCIA BURGUNDYI, PIERWSZY NA TRONIE WĘGIERSKIM KRÓL CUDZOZIEMSKIEGO RODU.

Stefan błogosławiony król Węgierski, albo właściwiej mówiąc Pannoński, przeczuwając swój zgon bliski, a widząc się wdowcem i bezdzietnym, umyślił za życia swego rozporządzić królestwem Węgierskiem, ażeby je ochronić od rozerwania wewnętrznego i wojny domowej. Tym celem posyła do Nitry po Wazula, syna swojego stryja Michała, którego był król Stefan dla poskromienia jego pychy w uczciwem trzymał więzieniu: tego bowiem po sobie na królestwie Węgierskim posadzić zamierzył. Żona zaś Ś. Stefana, królowa Gizella (Gisla), córka Wilhelma książęcia Burgundzkiego, a jak niektórzy twierdzą, siostra cesarza Henryka, pragnąc zniweczyć postanowienie męża swojego, i wynieść na królestwo Węgierskie brata swego przyrodniego Piotra, po jednym ojcu ale z innej matki, to jest rodzonej siostry króla Ś. Stefana (który jako siostrzeniec królewski od kilku lat na dworze tegoż króla przebywał, a którego król Stefan z Wenecyi sprowadziwszy uczynił był głową rycerstwa, królowa zaś Gizella swoim wpływem zjednała mu przychylność wielu Węgrów) każe Wazulowi wyłupić oczy, obciąć uszy, całe ciało pokaleczyć i poszpecić, aby go tym sposobem podać w ohydę. Ś. Stefan król Węgierski, gdy się o tem nieszczęściu dowiedział, z zbytecznego żalu wpadłszy w gorączkę, umarł w Budzie dnia 15 Września, to jest w przeddzień Wniebowzięcia N. Panny, po czterdziestu sześciu latach panowania na stolicy Węgier. Zwłoki jego przewieziono do Białogrodu (Alba Regalis) gdzie je wśród łez rzewnych całego narodu Węgierskiego pochowano. A Bóg miłosierny raczył uwielbić jego cnoty dozwalając mu czynienia na chorych wielu cudów; które gdy się coraz więcej rozsławiać poczęły, błogosławiony król Stefan wpisany i policzony został w poczet Świętych. Po dopełnieniu żałobnego obchodu, i oddaniu czci należnej zwłokom Świętego Stefana, za staraniem królowej Gizelli i barona Węgierskiego Budy, który na ów czas wielką miał wziętość między Węgrami, gdy nie było nikogo do berła ze krwi królewskiej (synowie bowiem Władysława Łysego, Andrzej, Bela i Lewenta, w Polsce siedzieli na wygnaniu, Michała zaś synowie byli kalekami), Piotr, syn Wilhelma, a siostrzeniec Ś. Stefana, obrany został królem i koronowany w Białogrodzie przez arcybiskupa Strygońskiego i innych biskupów, za zgodą wszystkich Węgierskich panów. On-to pierwszy miał być w Węgrzech królem cudzoziemskim.
Kroniki zaś Węgierskie utrzymują, że nie z Burgundzkiego nie z Niemieckiego pochodził rodu, a Ś. Zygmunta króla Burgundyi rodzonym był bratankiem.

RYXA KRÓLOWA POLSKA SYNA SWEGO KAZIMIERZA DO PARYŻA NA NAUKI POSYŁA.

Ryxa królowa Polska, pragnąc syna swego Kazimierza większemi nad przyrodzone ozdobić cnót i nauk zaletami, gdy już sama w Niemczech osiadła, posyła go do Paryża na nauki, przydawszy mu uczciwe sługi i dozorce, i zaopatrzywszy go w pieniądze i potrzebne zasoby. Ten żywiąc w sobie od lat młodocianych popęd do cnoty, a pojmując, że cnota w czynach objawiać się powinna, nie dlatego tylko się uczył i karmił umiejętnością, ażeby coś wiedział, ale iżby wiedzę swoję sprawami i obyczajami wyświecili, i nie sobie samemu ale i drugim umiał być pożytecznym.

KAZIMIERZ, SYN MIECZYSŁAWA KRÓLA POLSKIEGO, PRZEBYWAJĄC W PARYŻU NA NAUKACH, WSTĘPUJE DO KLASZTORU KLUNIACKIEGO, PRZYCZEM SWÓJ RÓD I POCHODZENIE CHOWA W TAJEMNICY, I POSTANAWIA WE FRANCYI PROWADZIĆ ŻYCIE MNISZE.

Kiedy w ten sposób Kazimierz, syn króla Polskiego Mieczysława, którego zwano także Karolem, korzystając z hojnych nakładów matki, królowej Ryxy, przez całe dwa lata do nauk się przykładał, i wielu rówienników swoich dowcipem, umiejętnością, i zewnętrzną obyczajów ogładą przewyższał, począł u wszystkich urastać w wziętość i głośnej nabywać sławy. Był bowiem postaci urodnej, wzrostu wysokiego, budowy na podziw silnej; przyczem zachował całą żywość uczuć, czerstwe i kwitnące zdrowie. Dobre obyczaje i cnoty, równie jak nauki, były dla niego roskoszą. Obawiając się zaś, żeby kiedy urodzenie jego i przygody życia, które aż dotąd przezorną i zręczną pokrywał zasłoną, nie wyjawiły się przed światem, nie raz wytrzymywał w duszy skryte a dręczące walki, niepewny i wahający się z ostatecznem postanowieniem, czyli, miał wrócić do ojczyzny, czy pozostać w Niemczech albo we Francyi; obrać-li stan rycerski albo duchowny: o czem długo i troskliwie rozmyślał. Ilekroć bowiem z wrodzonego uczucia przywiódł sobie na pamięć ojczyznę i żywą do niej zatęsknił miłością, cofały i odstręczały myśl jego doznane krzywdy wygnania, stan smutny i spustoszenie, królestwa po zawieruchach wojny domowej i obcych napaściach, niechętne i zawzięte przeciw niemu panów Polskich umysły i ich odstępstwo, niepewność wreszcie, czyliby był przyjęty lub odrzucony, i zagniewanej na Polskę rady i podmowy matki, która, mu ciągle ten zamysł odradzała. Kiedy zaś postanawiał osiąśdź w Niemczech albo we Francyi, zaraz stawały mu w myśli obelżywe wyrzuty i upokarzające z ust nieprzyjaciół nazwisko wygnańca. Strudzony taką walką, żeby uniknąć wszelkiej niesławy, zatrzeć doznane zniewagi, a dostąpić chwały i szczęśliwości królestwa Bożego, umyślił wstąpić do klasztoru i w ścisłym zakonie Chrystusowi służyć. Takie uczyniwszy postanowienie, jako środek do wyjścia z wszelakich trudności, udaje się z. Francyi do Włoch, do Ś. Romualda, który pod ów czas słynął wielką świątobliwością. Darowawszy mu bardzo pięknego konia, którego był wziął z sobą z Polski, wyznaje przed nim z ufnością, kim był, jakiego rodu, jakiej krwi i godności, jakich wreszcie doznał przygód, i czego nadal pragnął. Prosi go o potwierdzenie swego zamiaru; a otrzymawszy z rąk jego szatę zakonną, wraca do Francyi, i za zezwoleniem matki, królowej Ryxy, wstępuje do klasztoru Ś. Benedykta, zwanego Kluniackim, a słynnego wtedy wielką liczbą zakonników. Tam więc utaiwszy świetność swego znaczenia i rodu, postrzyżony na mnicha i przyodziany w szatę Ś. Benedykta, postanowił ukrywać się na zawsze, i z całą ostrością zakonnego życia, jaką to miejsce na ów czas słynęło, w ślubach czystości i pobożności poświęcać się służbie Bożej. Rzeczony klasztor Kluniacki tak hojnym od królów Francuskich opatrzony jest posagiem, i takiem napełniony mnóstwem zakonników, iż ciągle miewa po dwunastu przeorów, i tyleż zgromadzeń zakonnych pod ich zwierzchnością i zarządem stojących, trzynastego zaś ma opata.

JAROSŁAW KSIĄŻĘ RUSKI ŁUPI MAZOWSZE I OGROMNĄ ZDOBYCZ BEZKARNIE UPROWADZA.

Jarosław książę Ruski, widząc Polskę wojnami wewnątrz i zewnątrz zatrudnioną i z sił prawie wyzutą, zbiera znaczne wojsko, i dwiema drogami, lądem i wodą najeżdża Mazowsze, które ogniem i grabieżą pustoszy, a zagarnąwszy wielką liczbę ludzi obojej płci w niewolą, na Ruś powraca.

PO BOSSUCIE ARCYBISKUPIE GNIEŹNIEŃSKIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ STEFAN I.

W czasie tych niepowodzeń krajowych, wojen domowych i zewnętrznych, które na Polskę sprawiedliwą od Boga zesłano były karą, Bossuta arcybiskup Gnieźnieński, mąż prawy i świątobliwy, nie ustawał dniem i nocą w żalu, płaczach i narzekaniach, które były jego chlebem powszednim, a któremi strawiony i po męczeńsku znękany wyzionął nakoniec ducha, stęsknionego już w tym ziemskim pobycie. Pochowano go w kościele Gnieźnieńskim. Po nim nastąpił Stefan I, w czasie bezkrólewia naznaczony od Leona VIII papieża: mąż szlachetnego rodu, z domu i rodziny Pobog (Pobodze), mający za herb podkowę białą przewróconą, z krzyżem stojącym na zaokrągleniu podkowy, w polu czerwonem; rodem i pochodzoniem Polak.

ROK PAŃSKI 1039.

STEFAN ARCYBISKUP GNIEŹNIEŃSKI WYSYŁA POSŁÓW DO RZYMU Z UŻALENIEM SIĘ NA ZŁUPIENIE KOŚCIOŁA GNIEŹNIEŃSKIEGO. KSIĄŻĘ, BRZETYSŁAW I SEWERUS BISKUP PRASKI, POZWANI OD STOLICY, OBIECUJĄ, NA POZÓR PRZEZ SWOICH POSŁÓW WSZYSTKO POWRÓCIĆ; ALE POTEM Z POWODU ROZERWANIA KOŚCIOŁA I POWSZECHNEGO ZAMĘTU, GDY PAPIEŻ WYROKI SWEGO NIE PRZYWODZIŁ DO SKUTKU, NIC NIE ZOSTAŁO ZWRÓCONE.

Stroskany i do żywego tknięty Stefan I, arcybiskup Gnieźnieński, następca Bossuty, srogiem i straszliwem kościoła Gnieźnieńskiego złupieniem, którego się dopuścił Brzetysław książę Czeski i jego wojsko, zabierając i uprowadzając do Czech rzeczy święte i Bogu ofiarowane; po naradzeniu się z Rachelinem biskupem Krakowskim i innymi biskupami Polskimi, wysyła poselstwo mężów znakomitych do Rzymu z żałobą przeciw Brzetysławowi i Czechom, o popełnione świętokradztwo. Którzy gdy do Rzymu przybyli, i u papieża Benedykta IX uzyskawszy posłuchaniu przełożyli w wiernej opowieści bezbożne Brzetysława i Czechów zbrodnie, gwałt świętokradztwa popełnieny przeciw Bogu i jego Świętym, łupież kościołów i świętości, pomordowanie i zabranie w niewolą wiernych wyznawców, i grabież powszechną; gdy nadto oznajmili, że Sewerus biskup Praski tych wszystkich czynów świetokradzkich nie tylko był uczestnikiem, ale nawet głównym sprawca i przewodem: papież, sprawiedliwie niemi oburzony, długu miał z kardynałami i innymi na ów czas w Rzymie obecnymi prałatami naradę. Wszyscy jednozgodnie osądzili, że zbrodnię tak sromotną, jakiej się przeciw kościołowi Gnieźnieńskiemu dopuszczono, należało skarcić orężem duchownym: różne atoli były zdania co do rodzaju mającej się wymierzyć kary. Jedni chcieli, ażeby Brzetysława pozbawili książęcej godności i wyłączyli z społeczeństwa wiernych; inni, żeby go na trzechletnie wskazać wygnanie, biskupa zaś Praskiego Sewera złożyć; z stolicy biskupiej i wepchnąć do klasztoru na pokutę dożywotnią za tak wielkie zbrodnie. Inni wreszcie doradzali, ażeby na książęcia Czeskiego Brzetysława i Sewera biskupa Praskiego rzucili klątwę, póty trwać mającą, pókiby wszystkiej grabieży świętej nie zwrócili. I ten ostatni wyrok, jako łagodniejszy i najlepiej złemu zaradzający, od wszystkich był przyjęty. Ponieważ jednak Stolica Apostolska bez wysłuchania drugiej strony wyroków swoich wydawać nie zwykła, wystosowano osobiste pozwy do książęcia Brzetysława i Sewera biskupa Praskiego: których posłannicy gdy do Rzymu przybyli, i w obronie zbrodni świętokradztwa przed papieżem wprowadzili sprawę, w ten sposób obstawali za książęciem Brzetysławem i Sewerem biskupem: “że czynu, o który ich kościół Polski oskarżał, nie dopuścili się bynajmniej w myśli zuchwałej i świętokradzkiej, ale że kości Świętych i inne kościelne rzeczy z pobożności i czci ku nim, acz może nierozsądnej, zabrali z Gniezna i do Pragi powieźli: rozumiał bowiem książę Brzetysław i naród Czeski, że słusznie zabrał te łupy, prawem wojny toczonej z Polakami.” Papież zgromiwszy posłów, wyłożył im: “że wymówka ta była nierozsądna i szalona, gdy w najsprawiedliwszej nawet wojnie nie godziło się kościołów Bożych odzierać z ich świętości i rzeczy Bogu należących, ani kości Świętych ruszać z miejsc religijnych, bez wyraźnego rozkazu i pozwolenia Stolicy Apostolskiej: wojny bowiem wydają się ludziom, a nie Świętym Pańskim i rzeczom religijnym. Niechaj zatem (rzekł) wszystkie świętości wydarto kościołowi Gnieźnieńskiemu i innym Polskim kościołom zwrócą; albo niech wiedzą, że książę Brzetysław i biskup Praski Sewerus od Stolicy Apostolskiej będą wyklęci.” Posłowie Czescy w imieniu książęcia i biskupa przyrzekłszy zwrócić wszystkie łupy zabrane, kładą z ich strony najuroczystsze zaręczenie, i szerokiemi słowy upewniają: “że równie książę jak i biskup z wszelką uległością i pokorą wyrokowi Stolicy uczynią zadosyć.” Z takiem przyrzeczeniem i zobowiązaniem odprawiwszy poselstwo mężowie Czescy, zachodzą kryjomo na wielu kardynałów hojnemi darami i obietnicami, aby wyrok Apostolski, nakazujący zwrócenie rzeczy świętych kościołowi Gnieźnieńskiemu, radą i wpływem swoim usiłowali zniweczyć, albo gdyby to się nie udało, pod jakiemikolwiek pozorami wykonanie jogo wstrzymali” Ujęci kardynałowie prośbami i upominkami, nie tylko sami zwolnieli w surowości swojej przeciw książęciu świętokradzcy i biskupowi, ale i papieża potrafili skłonić do pobłażania. “Nie przystoi (mówili) powadze Stolicy Apostolskiej, żeby książęcia Czeskiego, który przez posły swoje oświadcza, że wszystko co nieprawnie zabrał powróci, a nadto przyrzeka uległość i posłuszeństwo Stolicy, rózgą karcić Apostolską, i gotowego do wypełnienia rozkazów wystawiać na publiczny ohydę, by snadź obrażony niesłusznie sprawiedliwym nie zgrzeszył odporem. ” Wrzały pod ów czas wielostronne spory między wdzieraniu ubiegającemi się o Stolicę Rzymską. Biskup bowiem Sabiński, który się mienił Sylwestrem, i Jan archiprezbiter kościoła Ś. Jana za bramą Latyńską, pod imieniem Grzegorza VI, przywłaszczali sobie wbrew Benedyktowi IX papiestwo. Ztąd namowy kardynałów, odradzających papieżowi pogróżkę kary kościelnej uchwaloną przeciw książęciu Czeskiemu, z łatwością znalazły do niego przystęp; a wymierzenie Polakom sprawiedliwości, wśród takiego rozerwania, i zatargów o władzę papieską, wstrzymane, nie przyszło już do skutku, zwłaszcza że i biskupi Polscy przestali się o nie dopominać z przyczyny wojny domowej, która wewnątrz trapiła Polskę.

ROK PAŃSKI 1040.

W POWSZECHNEM ZAWICHRZENIU KRAJU, CZĘŚĆ MIESZKAŃCÓW CHRONI SIĘ Z SWEMI DOBYTKAMI DO LASÓW I MIEJSC BAGNISTYCH, CZĘŚĆ DO ZIEMI PŁOCKIEJ ZA WISŁĘ, GDZIE NASTAW, NIEGDY CZEŚNIK NA DWORZE KRÓLA POLSKIEGO MIECZYSŁAWA, PRZEMOCĄ PRZYWŁASZCZYŁ SOBIE BYŁ PANOWANIE.

Królestwo Polski o, niegdyś kwitnąco i sławne, a potem znękane i uciśnione brzemieniem rozlicznych nieszczęść, klęskami wewnętrznych i zewnętrznych wojen, już do takiego przyszło osłabienia, takiej niedoli, że po wymordowaniu albo pognaniu w niewolą najwybrańszych rycerzy i obywateli, nie było w niej nic widać okrom gruzów i spustoszenia. Rzadko już gdzie pokazywały się wsie i miasteczka, których mieszkańcy i osadnicy albo wyginęli do szczętu, albo się w popłochu rozpierzchli; a i te w perzynę obrócone, bądź na pół zgorzało, odarte i w zwaliska zaległe. Zaniechano uprawy roli, kupcy powynosili się za granicę, targi nie były uczęszczane — wszystko popadło w ruinę — żadna część rzeczypospolitej nie ocalała w tej zawierusze. nieszczęść powszechnych; jednę bowiem rzeziami wyludnione, drugie do zagłady popchnięto, inne z sił wyczerpano, zeszpecone klęskami, albo na cudzą własność były zajęto. Narody bowiem są sąsiednie i okoliczne szarpały bezkarnie i trapiły Polskę napadami, łupieztwy i zabory, bądź podbijały i ujarzmiały jej ziemie prawem wydziorstwa i przemocy. W tej dopiero ostateczności, w tym odmęcie przygód poznano, że w każdej rzeczypospolitej obecność panującego jest nadewszystko potrzebna, a jego oddalenie wielkie na kraj sprowadza klęski. Spełniły się we wszystkiem proroctwa Bolesława Chrobrego, pierwszego króla Polskiego, który umierając przepowiedział: “że Polska z własnej winy skołatana będzie wojnami i poszarpana od narodów.” Wśród tylu jednak i taką nawałą bijących na Polskę nieszczęść, to jedno było jej ratunkiem i ucieczką, że znaczna część mieszkańców chroniła się w miejsca bagniste, między leśne brody i zatopy, dzikim zwierzętom ledwo dostępne, w których swoje bydło i statki przechowywali. Inni, sprzykrzywszy sobie ustawiczne w kraju grabieże i wojny, w mniemaniu, że te klęski coraz więcej wzmagać się będą, wynosili się z dziećmi i dobytkami swemi do krajów za Wisłą ku Rusi i Litwie położonych, rozumiejąc, że przebywszy rzekę ujdą grożącego niebezpieczeństwa. A że ziemia Płocka od zawichrzeń wewnętrznych mniej niż inne ucierpiała, liczne zatem tłumy uciekających do niej się garnęły, jakby do obronnej jakiej warowni. Był na ów czas między panami Płockimi mąż pewien, śmiałego i wyniosłego umysłu, nazwiskiem Masław, niegdy Mieczysław a króla Polskiego cześnik, który później ziemię tę swojem nazwał imieniem. Ten celując nad innych rodem i zdolnościami, że nadto głównym był sprawcą wygnania królowej Ryxy z synem jej Kazimierzem, snadno w odmęcie powszechnej zamieszki uchwycił władzę najwyższą, przywdział purpurę, i wszystkich ziemi tej mieszkańców, częścią obojętnych, częścią przychylnych jego sprawie, uczynił się książęciem. Używszy z razu namowy i zachęty, a potem ująwszy serca naprawieniem tego co było zepsowanem, przywłaszczył sobie zwierzchnictwo i panowanie. Przyciągnąwszy wreszcie do siebie tych wszystkich, którzy uganiali się za zdobyczami i grabieżą, albo pałali żądzą wyniesienia się i powiększenia swej władzy, wkrótce u Połoczan zjednał sobie powagę i wziętość. Przebiegły w czynach i w mowie, i do podejść chytrych sprawny, złudziwszy umysły czczemi obietnicami, tyle dokazał, że go uznano książęciem i panem. Nie trudnoć pod ów czas było ogarnąć najwyższą władzę, gdy wszyscy w rozpaczy zwątpili już o rządzie, i pragnęli, aby ktokolwiek użyczył im ratunku i opieki, i gdy wszystko królestwo, wewnątrz i zewnątrz klęskami uciśniene i rozerwane, stało się pastwą łupieżców. Bowiem zapalił się był gniewem Najwyższy, i nie chciał dłużej cierpieć Polaków zbrodni, które go wywoływały; dopuścił więc, aby ich chwała, którą dotąd utrzymywał, ściemniała i upadła. Zawistne jakieś losy, albo lepiej mówiąc, własne Polaków przewinienia i grzechy to sprawiły, że rzeczpospolita wzniesiona do szczytu wielkości, prędzej jeszcze niżeli wzrosła, strąconą została na ostatni stopień poniżenia.

PANOWIE POLSCY, TKNIĘCI NIESZCZĘŚCIAMI OJCZYZNY, POSTANAWIAJĄ PRZYWOŁAĆ Z ZA GRANICY KAZIMIERZA. WYPRAWIENI POSŁOWIE DO MATKI, DOWIEDZIAWSZY SIĘ, ŻE ZOSTAŁ MNICHEM, UDAJĄ, SIĘ DO FRANCYI, GDZIE GO ZASTAJĄ, DYAKONEM I JUŻ ŚLUBAMI ZAKONNEMI ZWIĄZANYM. OPAT MIEJSCOWY ODSYŁA ICH DO RZYMU, DLA WYJEDNANIA MU U PAPIEŻA POWROTU DO KRAJU.

Wszyscy panowie i dostojnicy Polscy odstąpili z rozpacza rzeczypospolitej, i niezdolni trafić godnej skutecznej rady, pozamykawszy się. po zamkach, miejscach bagnistych i niedostępnych, oczekiwali co chwila upadku ojczyzny i swej własnej zagłady. A gdy w ten sposób Polska, skołatana od wewnętrznych i zewnętrznych nieprzyjacioł, do ostatniej prawie chyliła się zguby, gdy wszystkimi w popłochu miotała jakby burza gwałtowna; światło jakieś, niby z nieba spuszczone, zawitało do serc nowym promieniom pociechy. Biskupi bowiem i panowie Polscy, pragnąc ocalić szczupłe i z życia niemal wyzute szczątki królestwa, w częstych między sobą naradach i pomówieniach układali, jakiemiby środkami rzeczpospolitą do dawnego stanu przywrócić można. Ale chociaż wszyscy zgadzali się na to, że bez króla i zwierzchniego władcy niepodobna ani złego usunąć, ani królestwa do należytego przywieśdź składu i porządku, różnili się przecież w zdaniach co do wyboru pana. Niektórzy chcieli, żeby z pomiędzy książąt sąsiednich albo z rycerstwa wybrać króla. Ale i to zdanie odrzucono, jako pociągający za sobą wiele trudności; obawiano się bowiem, że gdyby którego z książąt obrano, a ten nie przyjął władzy, państwo doznałoby pogardy; a gdyby z pomiędzy rodaków, doznałoby niechęci i zawiści. Inni radzili szukać wygnanego z kraju i tułającego się u obcych tronu następcy, królewica Kazimierza, i usiłować wszelkiemi sposoby skłonić go do przyjęcia rządów. Pewną albowiem było rzeczą, że dopóki. on żył, żaden ślachetnie myślący i rozsądny książę nie chciałby panować w królestwie Polskiem, tak zwłaszcza zwichnionem i rozerwanem. Ani godziło się lekceważyć potomka królewskiego rodu, któremu słusznie należało dziedzictwo i następstwo: owszem, można się było spodziewać w Kazimierzu świetnych przymiotów dziada. Uważano zgoła, że nie było innego książęcia, któryby zdołał snadniej i podźwignąć królestwo, i do dawnej przywrócić całości; że niesłusznością byłoby zapominać o dobrodziejstwach, które Bolesław Wielki, pierwszy król Polski, narodowi i Ojczyznie wyświadczył, i wnuka jego pozbawiać królestwa, któremu on cnotą i dzielnością swoją pierwszy uzyskał koronę. To zdanie gdy od wszystkich przyjęte zostało z upodobaniem, a panowie jednomyślnie zgodzili się na to, że królestwo Polskie nie może inaczej wrócić do swego stanu dawnego i powagi, jedno gdy król Kazimierz powróci; po wielu naradach i rozmysłach, zwaśnioniach i walkach, postanowiono w ten sposób położyć koniec bezczynności i wzajemne uśmierzył; niechęci, aby przez posłów wspólnemi głosy wybranych ofiarować koronę Kazimierzowi, który sam jeden zdawał się godnym panowania. Jego Bóg Wszechmocny w swem zagniewaniu nie wypuścił, z swojej laski — jego jak słaba iskierkę zachować chciał do wskrzeszenia dawnej Polaków chwały. Gdy więc biskupi i wojewodowie, do których-to dwóch stanów, t. j. świeckiego i duchownego, należała u Polaków piecza o rzeczypospolitej, i niektórzy inni acz w szczupłej liczbie panowie, zebrali się powtórnie do stolicy Gniezna, Stefan arcybiskup Gnieźnieński temi słowy radę zagaił: “Nie potrzeba podobno, dostojni panowie, rozwodzić się nad tem, w jakim stanie jest dzisiaj rzecz publiczna. Znacie dobrze wraz ze mną nieszczęścia nasze i niebezpieczeństwa, które do tego przyszły kresu, że chcąc ocalić rzeczpospolitą trzeba nam z troskliwą starannością szukać w oddalonych i nieznanych krajach wygnanego Kazimierza, przełożyć mu prośby nasze i nakłonić do powrotu wygnańca, któregośmy niesprawiedliwie potępili za przewinienia matki, bez względu na jego wiek młodociany i niewinny. ” Gdy arcybiskup przestał mówić, rozbierano potem rozmaite rady i środki; a lubo wielu doradzało nowego obrać króla, inni mianować chcieli rządcę królestwa, i nie było w tej mierze zgody między panami i biskupy; żaden jednak zbawienniejszy nie nastręczał się. środek do spiesznego zaradzenia obecnym i przyszłym klęskom, nad ten jeden: aby wyszukać Kazimierza królewica i następcę wygnanego z kraju, a znalazłszy go i sprowadziwszy, powierzyć się jego rządom i opiece; za jego bowiem powrotem uśmierzyć się miały wszelkie swawole, zatargi i rozruchy, wszelkie nawałności wewnątrz i zewnątrz królestwa. Przedewszystkiem zaś przeprosić go i przebłagać, że wraz z matką, z powodu krzywdzących i nieznośnych jej postępków, tak haniebnie go wygnano, jako umysły ludzkie skore bywają do pobłażania własnym winom, a zwracania się za nadzieją lepszej i pochlebniejszej doli. Gdyby albowiem przystąpić chciano do wyboru nowego króla, lękać się należało, iżby wybór ten, w obec żyjącego dziedzica i bez jego zrzeczenia się dokonany, nie spełzł na niczem: bezpieczniejsza zaś rada czekać, rychło-li posłowie wrócą i oznajmią, azali Kazimierz nie żyje, albo zrzeka się swojego prawa. Wyznaczają zatem posłów mających szukać Kazimierza, i wyprawiają ich z tem zaleceniem, pełnomocnictwem i przestrogą, ażeby dla jego sprowadzenia nie wzdrygali się największych nawet trudności, gdy w nim jednym spoczywała wszystka nadzieja nieszczęśliwej ojczyzny. Posłowie zatem Polscy, wypełniając dane sobie zlecenie, puszczają się w drogę i udają najpierwej do Niemiec, kędy znachodzą Ryxę, wdowę po Mieczysławie królu Polskim, bawiącą w Brunświku. Opowiadają jej szczegółowo te okropne klęski i przygody, jakich doznało królestwo Polskie, a o których i ona wiedziała już z pogłosek. Proszą, aby im wyznała rzetelnie i wskazała, w jakim kraju i narodzie znaleźć mogli syna jej. Kazimierza. Królowa Ryxa, chociaż rada w duszy, że się czuła pomszczoną za sromotne siebie i syna swego wygnanie, gdy przecież nieszczęścia tak wielkie przechodziły nawet srogość niewieściej zemsty, nie mogła już oprzeć się litości i współczuciu nad niedolą królestwa; zaczem z wzruszeniom wyznała: “że syn jej Kazimierz żyje wprawdzie, ale że wstąpił do zakonu Ś. Benedykta, wykonał śluby i przywdział szatę mniszą w klasztorze Kluniackim we Francyi; i że bardzo wątpi, ażeby ponętą królestwa ziemskiego dał się odwieśdź od ślubów zakonnych, zaczem posłowie zawiodą się pewnie w swoich nadziejach. ” Taka wiadomość zdolna była odstręczyć najstalsze nawet umysły: posłowie jednak Polscy nie zrażeni bynajmniej tem co królowa powiedziała dla przeszkodzenia albo utrudnienia ich podróży, uczciwszy Ryxę częścią upominków, które z sobą wieźli, i udawszy się do Francyi, przybywają, do Kluniaku i poznają Kazimierza książęcia swego w mniszej szacie. Zalani rzewnemi łzami, rzucają się w jego objęcia, szczęśliwemi się mieniąc, że królewica, którego z taką starannością szukali, żywego i zdrowego znajdują. Poczem, wyjednawszy sobie u niego posłuchanio, i otrzymawszy je za zezwoleniem opata Kluniackiego, tak przemawiają: “W imieniu wszystkich biskupów, panów i szlachty królestwa Polskiego, przychodzimy do ciebie z prośbą, Książe Miłościwy, który sam jeden królestwo nasze skołatane klęskami podźwignąć, rozerwane zjednoczyć, i opieką twoją najtroskliwiej osłonić możesz, abyś nam pozwolił odprowadzić cię do królestwa Polskiego, i przyjął berło należące ci prawem dziedzicznem po ojcu; a iżbyś nie gardził naszem i całej ojczyzny błaganiom, i trudami któreśmy dla ciebie podjęli, szukając cię po rozmaitych krajach, ludach i narodach. Przybywaj królewicu uśmierzyć domowe Polaków niezgody i rozruchy, odeprzeć wrogów, i szczątki twego królestwa wyrwać z chłonącej je przepaści. Nieszczęśliwa bowiem Polska jęczy w żałobie, od wewnętrznych i zewnętrznych gnębiona nieprzyjacioł; sławna niegdyś i obszerna, kiedy nią władał naddziad twój, dziad i ojciec, teraz łupieztwy, pożogami, zawichrzeniom domowem, spustoszeniem kraju, pogwałceniem świątyń i obcego oręża napaścią, zniszczona i skołatana. Nie chciej, aby trudy i wędrówki nasze po tylu krajach za tobą były daremne: ciebie bowiem samego z utęsknieniem wszyscy wyglądają, na ciebie zwracają oczy; ty jeden spełnić możesz nasze nadzieje, i królestwo Polskie tak zniszczone i poszarpane przywrócić do dawnej świetności i sławy. Jeżeli ty nas opuścisz, do kogóż się udamy? jeżeli nami pogardzisz, kto nas wspomoże?” Odprawiwszy w ten sposób swoje i narodu który ich wyprawił poselstwo, wyznawali, że przeciw niemu dopuścili się wielkiej i nader krzywdzącej niesprawiedliwości, i prosili
pokornie: “ażeby się lepszym dla nich okazał niżeli oni byli dla niego, i aby tym, którzy dawniej zawinili niewdzięcznością, ale teraz żebrzą z pokorą, dał się przejednać i przebłagać, bądź-to z ludzkości samej, bądź przez wzgląd na ojczyznę. ” Poznaje książę Kazimierz panów swego królestwa, i raduje się wielką w sercu pociechą z ich przybycia: ale sam nie wie, co ma począć, jakie okazać uczucie, jaką przybrać postawę w obec postów i panów Polskich, których cel przybycia przez nich samych został mu oznajmiony. Już był bowiem wstąpił do klasztoru Ś. Benedykta, już przyjął stopień dyakona, wyrzekł się własnej woli i poddał w posłuszeństwo zakonne; wiedział, że mu bez pozwolenia opata nie wolno było nawet rozmawiać z posłami, a tem mniej wracać do stanu świeckiego. O czem usłyszawszy posłowie z ust Kazimierza swego Książęcia, udają się do opata Kluniackiego, a złożywszy mu stosowno podarki, opowiadają, zkąd i po co przybyli, przekładając rzecz temi słowy: “Królestwo Polskie, przez nieobocność książęcia swego Kazimierza, wygnanego z ojczyzny niesprawiedliwy panów niechęcią, długiemi wewnątrz i zewnątrz skołatane klęskami, w takim jęczy ucisku i strapieniu, że niedola jego nawet w zawistnych przeciwnikach i nieprzyjaciołach litość obudza. Klęsk tych i nieszczęść kraju ani nawet wyliczyć i opowiedzieć nie Jesteśmy w stanie. Naprzód niezgody i zawichrzenia domowo, a potem napady udorzających zewsząd nieprzyjacioł, wyzuły je z dawnej chwały i ozdoby, którą jaśniało aż do zazdrości. Nawalą rozmaitych przygód zniszczone, poszarpane, rzeziami ustawicznemi i morderstwy ogołocone z ludności, zmieniono prawie w pustynią, skalano zbytkami i wszeteczeństwem, wydane na i łup grabieżców i wydzierców, dopuściło u siebie pogwalconia wszystkich praw boskich i ludzkich. Chwiejące się w wierze, nie dochowujące obrządków, w obyczajach i prawach idące za ślepym popędem woli, zdeptawszy, bezkarnie swobody i przywileje kościołów, kapłanów i sług Bożych, i świętokradzką ręką targnąwszy się na ich własności, otwarło wrota wszystkim zbrodniom i bezprawiom. A lubo ku odwróceniu i wstrzymaniu tylu nieszczęść probowano rozmaitych środków, żaden przecież nie spełnił naszych nadziei. Wszystkich nas zatem Polaków, tak duchownych jako i świeckich, którzyśmy jeszcze pozostali, zdania i głosy uchwaliły, że królestwo Polskie inaczej ocalonem być nie może, tylko przez sprowadzenie królewica naszego Kazimierza, którego w twoim znajdujemy klasztorze. I swojem więc, i tych których poselstwo sprawujemy, imieniem, błagamy cię Ojcze Wielebny, ażebyś przez litość nad tem królestwom, tylu srogiemi przygodami, tylu ciosami nieszczęść znękanem i do upadku nachylonem, raczył oddać nam zakonnika twego, a naszego książęcia, i odesłać do Polski, dziedziny jego królewskiej, gdzie odziany w purpurę, większą i milszą uczyni ofiarę Bogu, wskrzeszając królestwo ojca swego i dziada, przywracając w niem rząd i sprawiedliwość, karcąc złych a nagradzając dobrych, a niżeli w kapturze mniszym, zajęty modlitwą i bogomyślnością. ” Opat Kluniacki; aczkolwiek mąż uczony i światły, zasięgnąwszy jednak rady roztropnych i doświadczonych mężów, posłom polskim odpowiedział: “że litością, wprawdzie i przychylną chęcią powodowany, skłonnym się czuje do uczynienia, zadosyć ich prośbie, ale nie ma po temu władzy, ażeby mnicha i dyakona uwolnić od ślubów zakonnych, i dozwolić, iżby objął doczesne rządy królestwa, z znieważeniem obowiązków zakonu swojego; żeby przeto udali się do najwyższego na, ziemi trybunału i najwyższej władzy, t. j. do stolicy Apostolskiej Rzymskiej i Namiestnika Chrystusowego, a opowiedziawszy mu królestwa Polskiego potrzebę, położenie i dolę, prosili go o wydanio książęcia swego Kazimierza; że Ojciec święty, pełen dobroci i łaskawości, nie zechce zapewnie głuchym być na ich prośby, wzruszy się nad niedolą królestwa, które samo przez się zasługuje na, politowanie, a on wtedy, posłuszny władzy Apostolskiej, uwolni od ślubów zakonnika, przez wzgląd na dobro publiczne.”

POSŁOWIE POLSCY Z KLUNIAKU UDAWSZY SIĘ DO RZYMU, PROSZĄ, PAPIEŻA, ABY DLA DOBRA KRAJU POZWOLIŁ IM WYDAĆ Z KLASZTORU KAZIMIERZA MNICHA.

Posłowie Polscy otrzymawszy taką odpowiedź od opata Kluniackiego, jakkolwiek ciężkim przejęci smutkiem, że królewic ich tak ścisłemi związany był zakonności ślubami i dyakonatem, i że tego podwójnego węzła nie mogli, jak sobie układali, rozdzierzgnąć bez wielu jeszcze trudności i zachodów; postanowili przecież na wszystko się odważyć, byleby nieszczęśliwą i utrapioną uratować ojczyznę. Opuściwszy zatem Kluniak, najprostszą jaką mogli drogą pospieszają, do Rzymu. Dokąd gdy szczęśliwie przybyli, Benedyktowi IX papieżowi, za udzielonym sobie łaskawie posłuchaniom, opowiadają, jak srogiemi wojnami i klęski, jakiemi mordy i łupioztwami królestwo Polskie, z przyczyny nieobecności i wygnania królewica, znękano było od swoich i obcych, i przywiedziono prawie do ostatniej zagłady; niemniej, z jakich powodów opat Kluniacki odmówił im wydania książęcia Kazimierza. “Trudne są, Ojcze najświętszy, do wypowiedzenia nieszczęścia, jakie lat poprzednich utrapiły królestwo Polskie i dotąd trapią, kiedy i obcy nieprzyjaciele i swoi z dziką jakąś zapamiętałością godzą i nastają na jego zgubę. Po wygnaniu bowiem jedynego dziedzica i książęcia naszego Kazimierza, syna zmarłego króla, a to przez nienawiść ku matce, zwaliły się nań wszelakiego rodzaju klęski, które w długich wojen przeciągu ani mu wytchnąć, ani ochłonąć nie dają z cierpienia. Znieważono boskie i ludzkie prawa; kapłani i słudzy Chrystusowi częścią wygnani, częścią pomordowani, najznakomitsi z starszyzny królestwa w znacznej liczbie pobici, panie szlachetne i dziewice posromocone, miasta i wsie wyniszczone pożogą, wszystek dostatek królewski rozszarpany, wielu z szlachty i znaczniejszych panów męczeńsko zgładzeni, wielu w łyka zabrani, mieczem i głodem-wytępieni. Kraj spustoszony ogniom i żelazem, cześć Boża opuszczona, miasta, miasteczka i zamki złupiono i poburzono, sprawiedliwość wygnana. Srożeją okrucieństwa, cnotliwi jęczą w ucisku, mnoży się liczba występnych, wszelaka cnota w poniewierce,. zbrodnie podnoszą głowę. Porwano się na zburzenie kościołów, klasztorów i innych przybytków Bogu poświęconych, które pobożność danych książąt założyła, wzniosła i uposażyła. Krótko mówiąc, taką nawalą klęsk i wojen królestwo Polskie zgnębione jest, sterano i niemal zatracone, że żadne może podobnego nie doznało zniszczenia i spustoszenia. Żeby więc królestwo to, od swoich i sąsiednich narodów skołatano, nie dostało się w ręce barbarzyńców, przeciw którym dotąd walcząc, tarczą swoją zbawienną zasłaniało inne kraje chrześciańskie” — błagać zaczęli posłowie pokornemi żałosnemi jęki raczej niż słowy — “aby jako ojciec i piastun wiary chrześciańskiej, to nieszczęśliwe i upadło prawie królestwo swoją wsparł pomocą, wracając mu królewica Kazimierza, ukrytego w klasztorze Kluniackim, jakkolwiek został już mnichem i otrzymał święcenie dyakona. Od ciebie, Ojcze najświętszy, zawisło nasze i wszystkiego ludu Polskiego zbawienie i podżwignienie. Ty jeden możesz wydobyć z niedoli ojczyznę naszą, ty wstrzymać. krwawe i zapamiętale wojny. Ciebie wzywa ojczyzna nasza, ku tobie oczy obraca, do ciebie się z ufną prośbą ucieka. Od ciebie samego zależy, władzą i powagą swoją użyczyć jej pokoju i chwały, zjednać zbawienie i odrodzenie. Błagamy cię więc o zagojenie ran królestwa naszego, których nikt prócz ciebie uleczyć nie zdoła. A iżby ta rzeczpospolita Polska, wichrem niezgod domowych wstrząśniona i podupadła, przez przywrócenie pokoju, odzyskanie sil i zdrowia, powstać mogła i za pomocą Bożą do dawnej wrócić pomyślności, potrzeba jej szybkiej pomocy; jeżeli bowiem rychłego nie uzyska wsparcia, życie i majątki niewinnych, i cale nawet królestwo Polskie wkrótce ostatniej domierzą zguby. ” A nie przestawszy na jednej prośbie, nalegali na papieża i kardynałów, błagając: “ażeby po tylu trudach i zabiegach nie odprawiali ich z zawiedzioną nadzieją, i nie dopuszczali zasmucać ojczyzny smutną odpowiedzią; aby biskup najwyższy w swem ojcowskiem miłosierdziu zlitować się raczył nad królestwem Polskiem, które okropnemi wyniszczono klęskami wydawało się jak tułów bez głowy, albo twarz i czoło ślepego bez oczu.”

PAPIEŻ NA PROŚBY POLAKÓW PRZYWRACA IM KAZIMIERZA MNICHA, NAŁOŻYWSZY NA POLSKĘ WIECZYSTA, POWINNOŚĆ OPŁACANIA DENARA Ś. PIOTRA I STRZYŻENIA GŁÓW AŻ DO USZU, NA PAMIĄTKĘ UZYSKANIA TAK WIELKIEJ ŁASKI. NASTĘPUJE HISTORYA WIELKIEGO ROZERWANIA W KOŚCIELE.

Benedykt IX wysłuchawszy prośby poselstwa Polskiego, naradzał się czas niejaki z gronem kardynałów i innymi mężami w prawic biegłymi, coby uczynić wypadało. Rzecz bowiem nowa, i bezprzykładna, jaką mu przełożono, pociągając za sobą nie małe pod dwojakim względem trudności, spowodowała najwyższego biskupa do oddaniu jej pod uważny rozbiór, długie i głębokie narady. Z zakonnika i dyakona zrobić świeckiego, rozwiązać uroczyste śluby zakonu i wstrzemięźliwości, zdawało się czynem występnym, przeciwnym prawu Boskiemu. Z drugiej strony, odmówienie pomocy cierpiącemu i utrapionemu królestwu, było jawnem okrucieństwem, od którego Stolica Apostolska, mieniąca się dobrotliwą, wszystkich matką,. powinna być daleką. Wzruszały męża rzadkiej świętobliwości twarze wynędzniałe posłów, ubiór lichy i wytarty, postawa nachylona, brwi opuszczone, słowa polne pokory. Zrozumiał bowiem mąż Apostolski, żebrak rządu książęcego sprowadził na Polske tak liczne klęski, jako to: niezgodę, między rycerstwem, zaburzenie ludu, złupionio królestwu, upadek wiary, zniewagę biskupów i kapłanów, pokajanie dziewic i loża małżeńskiego. Po rozmaitych więc naradach i rokowanisich, gdy inne w tej mierze środki przez papieża posłom podawano, jako zbyt surowe i uciążliwe, nie uzyskały przyjęcia, wydał w końcu biskup najwyższy wyrok, w którym postanowił przychylić się do prośby posłów i wydać nieszczęśliwemu królestwu Kazimierza: uwolnił go więc od ślubów zakonnych i przyjętego święcenia, dozwalając mu zawierać związki małżeńskie i potomstwo na świat wydawać. Gdy atoli taka Stolicy Apostolskiej łaska, nie mająca jeszcze przykłady, nie użyczona żadnej osobie ani żadnej krainie, była wcale niezwykłą, przeto obostrzył ją papież warunkiem, który Polacy przez swe poselstwo przyjąć i na zawsze mieli zachować. Kazimierz królowie za rozgrzeszeniem Stolicy Apostolskiej niechaj (rzecze) wystąpi z klasztoru i zdejmie szaty mnisze, uwolniony od ślubów zakonnych i święceń dyakona, aby objął i odnowił królestwo ojca swego i dziada. Niech ma wolność zupełną zawierania małżeństwa, i na opatrzenie królestwa Polskiego dziedzicznym następcą wychowania z siebie potomstwa. Ale królestwo, w uznaniu tak wielkiego dobrodziejstwa, udzielonego siebie od Stolicy Apostolskiej w naglącej ostateczności, winno będzie Ś. Piotrów i i jego następcom biskupom Rzymskim ze wszystkich krain Polskich płacić corocznie od każdej głowy, wyjąwszy głowy szlacheckie, po denarze (usualem nummum); nadto Polacy nie będą odtąd zapuszczać włosów zwyczajem barbarzyńskim, ale podstrzygać głowy z odsłonieniem uszu, na wzór innych narodów katolickich i łacińskich; a w znaczniejsze uroczystości Chrystusa i Matki jego Dziewicy ubierali się na szyję w chustki lniane białe, nakształt stuły zwieszono; ażeby po tych trzech znakach pamiętali, że wydanego sobie z stanu zakonnego i dyakonatu za zezwoleniem i laską Stolicy Apostolskiej odzyskali króla, gdy grożące niebezpieczeństwo nie dało się inaczej uchylić, sami zaś aby wdzięczniejszymi byli Bogu i pobożniej żyli w wierze chrześciańskiej. Utrzymują, niektórzy, że nie Benedykt IX ale Klemens II kazał Polakom wrócić króla Kazimierza: która-to sprzeczność, jak mniemani, z tego urosła powodu, że pod ów czas kilku spierało się o godność papieską. Po wygnaniu bowiem Benedykta IX nastąpił biskup Sabiński, który się nazwał Sylwestrem; a gdy i ten został wygnany, Benedykt odzyskał stolicę. Po wygnaniu zaś powtórnem Benedykta dostała się godność papieska Janowi archiprezbiterowi kościoła Ś. Jana za bramą Latyńskij, którego nazwano Grzegorzem VI. A że ten w naukach nie był ćwiczony, kazał wyświęcić drugiego obok siebie papieża do załatwiania spraw kościelnych; lecz gdy i ten u wielu nie znalazł miru, przybrano więc trzeciego, który wypełniał obowiązki obudwóch. A tak, gdy jeden przeciw dwom, a dwaj przeciw jednemu poczęli się spierać o godność papieską, Henryk cesarz po śmierci Grzegorza wchodzi do Rzymu, i onych obudwu złożywszy wyrokiem prawnym i cesarskim, osadza przemocą na stolicy Swidygera biskupa Bamberskiego, który nazwany był Klemensem II. Od niego uwieńczony został koroną cesarską i pobłogosławiony Henryk, któremu Rzymianie przyrzekli i poprzysięgli, “że odtąd bez jego zezwolenia nikogo nie obiorą biskupem Rzymskim. ” Owo zaś nałożenie daniny wieczystej na królestwo Polskie, chociaż nieco uciążliwe dla Polaków, nie było przecież bez korzyści: nikomu bowiem nie godziło się naruszać granic królestwa, gdy wieczyste prawo płacenia nałożonego wtedy grosza wołało, że to były prawe ziemie królestwa Polskiego, a zaborców i wdzierców powściągało grozą religijną zlej wiary i niezbożności.

PO KONRADZIE CESARZU OBEJMUJE RZĄDY HENRYK III, SYN JEGO PRZYBRANY.

Konrad cesarz, pod owe czasy zmarły, pochowanym został w kościele Spireńskim. Po nim nastąpił Henryk III, syn przybrany i zięć Konrada, który wcześnie jeszcze za życia ojca obrany i postanowiony był królem Rzymskim, ośmdziesiąty szósty cesarz po Auguście. Mąż wesołego umysłu i wojownik. Urodził się był w lesie, i w dziecinnym wieku po dwakroć wydany na stracenie, za pomocą Boża. uszedł niebezpieczeństwa. Pamiętny tej opatrznej łaski, w miesiącu swojego urodzenia klasztor wspaniały wystawił i uposażył.

JAROSŁAW SAMOWŁADCA RUSI WYSYŁA SYNA NAJSTARSZEGO WŁODZIMIERZA NA NIESZCZĘŚLIWĄ, PRZECIW GREKOM WYPRAWĘ.

Książę Ruski Jarosław, nie przestając na swojem państwie i zwierzchnictwie, chciwy nabyciu sławy u postronnych, wyprawia się przeciw Grekom sąsiadom: a że sam czuł się już za ciężkim i niezdolnym do ponoszenia trudów wojennych, wysyła syna swego starszego Włodzimierza z licznem wojskiem na statkach do Konstantynopola. Aliści burza straszliwa rozbija okręty Ruskie i rozprasza flotę, tak iż wojsko Ruskie z wodzeni swym Włodzimierzem zaledwo wpół żywe dopadłszy brzegu lądem cofać się musiało na. Ruś z powrotem. Garstka tymczasem rycerstwa Greckiego, wysłana przez cesarza, nie przestała Rusinów niepokoić drobnemi utarczkami i podjazdy, aż wreszcie do walnej przyszło bitwy, w której Grecy porażeni pierzchnęli, a Ruś otrzymała zwycięztwo.

ROK PAŃSKI 1041.

POSŁOWIE POLSCY WRÓCIWSZY DO KLUNIAKU, ZABIERAJĄ Z KLASZTORU KSIĄŻĘCIA SWEGO KAZIMIERZA, I UDAJĄ SIĘ Z NIM DO MATKI RYXY. KTÓRA NIE MOGĄC GO ZATRZYMAĆ W NIEMCZECH, OPATRZONEGO STARANNIE U DROGĘ ODSYŁA DO POLSKI.

Posłowie Polscy, odzyskawszy u Benedykt a IX czyli Klemensa II, pod warunkami wyżej opisanemi, królewica swego Kazimierza, który nadobniejszem imieniem zwal się inaczej Karolem, uradowani niezmiernie, po otrzymanem błogosławieństwie papieża opuszczają. Rzym, wioząc z sobą listy Apostolskie, nakazujące najpierwej opatowi Kluniackiemu wydanie Kazimierza, potem arcybiskupowi Gnieźnieńskiemu, prymasowi Polskiemu, i innym arcybiskupom i biskupom Polskim koronacyą. Spiesznym biegiem udają się z Rzymu do Kluniaku we Francyi, i opatowi Kluniackiemu ukazują list Apostolski, któremu natychmiast stało się zadosyć. Królewic Kazimierz, zdjąwszy szatę zakonną, przyjął ubiór świecki, królewski, i w takim stroju oddany został posłom Polskim. Nowy zaiste rodzaj przeobrażenia, nie widziany w żadnym wieku, nie opisany nawet w dziełach Owidyusza: z mnicha król, z zakonnika świecki, z dyakona rycerz; z ślubów czystości do małżeństwa, z ubóstwa do blasku bogactw, z bogomyślności do czynnego życiu wyrwany. Który przy pożegnaniu z opaleni i braćmi klasztoru Kluniackiego, rzewnemi słowy zakonników aż do łez rozczulił, dziękując im za doznawana, od lat pięciu blisko w ich społeczeństwie braterską miłość, a prosząc, żeby raczyli pamiętać o nim i królestwie Polskiem, i w swych modlitwach nie przestawali błagać nieba o ustalenie jego królestwa; sam z swej strony zapowniał ich, że nigdy nie zapomni miejsca w którem żył, i zakonu któremu ślubował.” Tak przemówiwszy i ucałowawszy opata wraz z braćmi, opuścił Kluniak i udał się do Niemiec, do matki swojej Ryxy, królowej Polskiej, przebywającej na ów czas w Saleweld. Tam gdy przez dni kilka spoczywał, odradzała mu Ryxa: “żeby nie wracał do królestwa, skołatanego doniowomi i zewnętrznemi wojny, spustoszonego i w perzynę niemal obróconego, które przedstawiało w miejscu miast i wiosek kupy popiołów i zgorzelisk, i gdzie należało mu się lękać krzywd poprzednio doznanych i niedoli wygnania; lecz gdy Stolica Apostolska uwolniła go od ślubów zakonnych i stanu duchownego, aby pozostał w Niemczech, gdzie mieć może obszerne i dostatnie posiadłości, tak przez nię nabyte, jako i z łaski cesarza Henryka, jego wuja i krewnego nadane, i jakie nań jeszcze po śmierci innych krewnych przypadną, na utrzymanie swego domu książęcego. ” Nie skutkowały jednak te namowy matki, które tak przeważny wpływ na serca wywierać zwykły. Odpowiedział Kazimierz książę Polski z należna, czcią, matce: “że nie widzi w Niemczech tak możnych państw i dziedzin, iżby dla nich zdołał opuścić królestwo ojca i dziada, jakkolwiek na pół zgorzałe, złupione i spustoszono, dla którego Stolica najwyższa dozwoliła mu wystąpić z zakonu i rozwiązała jego śluby; że właśnie te nieszczęścia królestwa skłoniły go do porzucenia szaty duchownej i służby ołtarza, a objęcia rządów świeckich; że i on i przyszło potomstwo jego nie uzyskałoby w całych Niemczech tyle zaszczytu i sławy, ile w królestwie Polskiem, które snadno mu będzie podźwignął;, a ztąd imię swoje szeroko wsławić, gdy niezdolny jest żadnem zdradzić go przeniewierstwem, i gdy z wszelakiego prawa i słuszności do niego jako własność należy. Dowodził, że uwolnienie otrzymane od Stolicy Apostolskiej nie może się dalej rościągać, jak do obowiązku rządzenia królestwem i wydobycia go z niedoli: gdyby więc postanowił w Niemczech pozostać, mógłby słusznie a nawet powinien być zmuszonym wrócić do zakonu i świętych kapłaństwa ślubów. ” Ryxa królowa Polska widząc, że jej namowy odparto zostały bez skutku, powolniejsza już synowi, zezwoliła na dokonanie jego przedsięwzięcia; ale chociaż ją prosił, aby z nim wróciła do Polski, żadną miarą na to przystać nie chciała, z przyczyny doznanej od Polaków wzgardy i obelgi wygnania. Doczekała więc sędziwego wieku w Niemczech, gdzie z dóbr i włości dawniej zakupionych założyła, wystawiła i uposażyła dwa klasztory, jeden Brunwillerski, ku czci Ś. Piotra apostola i Ś. Mikołaja męczennika, drugi zaś w miejscu, gdzie obchodzono pamiątkę pobożna; męczeństwa Ś. Kiliana i jego towarzyszów. Świadczy dowodnie o tem założeniu i uposażeniu własnoręczny królowej Ryxy przywilej, który u tamecznych mnichów pokazują. Syta wiec lat i dobrych uczynków umarła w Salewold; ciało zaś tej pobożnej i znakomitej niewiasty ze czcią; należną przeniesione zostało do Kolonii i pochowane w kościele Ś. Maryi zwanym na wschodach (ad gradus). Niechaj jednak czytelnik zważa, że śmierć jej nic przypadła wtedy ale daleko póżniej: w ów czas bowiem, kiedy to się działo, Ryxa królowa oddala Kazimierzowi synowi, wracającemu do królestwa Polskiego, wiele klejnotów w złocie, srebrze i drogich kamieniach, które z Polski była wywiozła; przydała nadto do jego boku i wyprawiła razem do Niemiec drużynę zbrojną żołnierzy i mężów rycerskiego stanu, aby otoczony takim zastępem z większa; wspaniałością, wracał do Polski; opatrzyła go wreszcie dostatnio i z troskliwością macierzyńską na drogę, aby i synowi i towarzyszom jego nie zbywało na niczem.

KAZIMIERZ NAWIEDZAJĄC W DRODZE HENRYKA KRÓLA RZYMSKIEGO, POŁĄCZONEGO Z SOBĄ ZWIĄZKIEM POWINOWACTWA, ODZYSKUJE KORONY ZŁOTE DAROWANE KONRADOWI, A ŚLE DO BRZETYSŁAWA KSIĄŻĘCIA CZESKIEGO O ZWRÓCENIE KRÓLESTWU ZABRANYCH ŁUPÓW, KTÓRYCH ATOLI BRZETYSŁAW ODMAWIA.

Zdało się jednak Kazimierzowi książęciu, jako i matce jego Ryxie i posłom Polskim, rzeczą przyzwoitą i nader potrzebną, aby wprzódy wstąpił do Henryka III, króla Rzymskiego, syna Konrada cesarza, dla upomnienia się o korony złoto królestwa Polskiego, które, jak wyżej powiedzieliśmy, królowa Ryxa dała była cesarzowi Konradowi w podarku, oraz użalenia się na Brzetysława książęcia Czeskiego, o niesprawiedliwy najazd i złupienie królestwa Polskiego w czasie nieobecności książęcia. Bawił na ów czas Henryk król Rzymski w mieyscu nie zbyt odległem, t. j. na wyspie Ś. Swiperta; dokąd gdy podróżni przybyli, król Henryk przyjął ich mile, i niezwykłemu gościowi a swemu powinowatemu Kazimierzowi i posłom Polskim wielką okazał uprzejmość, zalecił oraz swoim, aby się podobnież z nimi obeszli. Korony dwie prawdziwe królestwa Polskiego, o których zwrócenie prosili, najchętniej oddał; do Brzetysława książęcia Czeskiogo wyprawił posłów z użaleniem na niesłuszne królestwa Polskiego spustoszenie, i żądaniem, aby zwrócił zabory; sam zaś przyrzekł, że Kazimierzowi książęciu, przyszłemu królowi Polskiemu, w każdym wypadku przeciw Czechom pomagać będzie. A iżby powrót do Polski królewica Kazimierza dla nieprzyjacioł jego i niechętnych uczynić tem groźniejszym, przyjaciołom zaś i zwolennikom większy wlać do serc otuchę, przydał mu ku pomocy znaczny poczet rycerzy i dworzan, mających z nim udać się do Polski i wspierać jego sprawę przeciw buntownikom i nieposłusznym. Ale Brzetysław książę, Czeski, gdy go posłowie Henryka króla Rzymskiego zajechali w Pradze, i użaliwszy się na niesłuszne królestwa Polskiego spustoszenie, zażądali zwrotu skarbów i klejnotów zabranych z kościoła Gnieźnieńskiege; wespół z Czechami, których umysły z przyrodzenia dumne są i zuchwałe, oburzył się wielce, zwłaszcza że Henryk król Rzymski oświadczał mu przez swoich posłów, że jeśli tych zaborów w całości nie zwróci, gotów mu wypowiedzieć wojnę, ujmując się za swym powinowatym, Kazimierzem książęciem Polskim. Odpowiedział więc posłom cesarskim: “że przeciw Polakom słusznie podniósł oręż, za dawne swojo i księstwa Czeskiego krzywdy, a mianowicie za oślepienie pradziada swego Bolesława; i że nie przystało Henrykowi, królowi Rzymskiemu, zmuszać go do zwrócenia zdobyczy, gdy on wypłaciwszy cesarstwu według umowy roczną z Czech daninę, pięćset grzywien czystego srebra i sto dwadzieścia wołów wyborowych, w innych względach nie czuł się obowiązanym słuchać jego rozkazów; że robił co mu się podobało, i wolał raczej narazić się na wszelką ostateczność, niżeli oddać łupy Polakom.”

KAZIMIERZ PRZYBYWSZY DO POLSKI, KARZE WICHRZYCIELI KRAJU I ŁUPIEŻCÓW. NASTĘPUJE Z WIELKĄ WSZYSTKICH RADOŚCIĄ KORONACYA W GNIEŹNIE.

Kazimierz, książę Polski, ułatwiwszy pomyślnie swoje sprawy u Henryka III, króla Rzymskiego, i uzyskawszy zezwolenie tak króla jako i matki swojej, królowej Ryxy, z Niemiec udaje się do Polski. Dokąd gdy wieść pożądana o powrocie książęcia i przyszłego króla zawitała, wszyscy obywatele uczciwi i pragnący ocalenia rzeczypospolitej wielką w sercach uczuli radość; znajdowali się bowiem w każdym stanie i powołaniu ludzie dobrze myślący, którzy zasłyszawszy o powrocie Kazimierza, oczekiwali go z upragnieniem; ci zaś, którzy nawykli byli do łotrostwa i grabieży, albo poprzywłaszczali sobie dobra królewskie i cudze majętności, przyjęli tę wieść ze wstrętem i nie małym przerazili się strachem. Naprzeciw zbliżającemu się do granic Polski Kazimierzowi biskupi i panowie Polscy, z pocztami ludzi zbrojnych, jakie zebrać mogli, spieszą z powitaniem, przyjmują go radośnie, winszują mu ocalenia i powrotu po długiem tułactwie, zdobywają się na pochwalne pieśni, i z okazom najwyższej czci błagają i proszą: “aby puściwszy w niepamięć krzywdy, które w nierozważnym szale jemu i matce jego wyrządzono, objął ster rzeczypospolitej upadłej i zwątlonej, i ogarnął ich skrzydłami swojej opieki, a nie dając góry nad sobą gniewowi i zemście, raczył być dla nich miłościwym. ” Kazimierz odpowiedział: “że ten przedewszystkiem cel jego i zamysł, dla którego opuściwszy błogi i spokojny żywot zakonny wrócił do Polski z niemałym pocztem Niemców, ażeby rzeczpospolitą z odmętu nieszczęść i zaburzeń, które nią miotają, skołataną i niemal w ostatecznej przepaści grążącą, wydobył i ocalił; że wezwany przez posłów Polskich, nie tylko za zezwoleniem ale nawet za rozkazem papieża przybył do Polski, aby oswobodził naród i wskrzesił królestwo Polskie; że nakoniec nie myśli karać tych, którzy sprawcami byli jego i matki wygnania, owszem puszcza w niepamięć wszelkie krzywdy i urazy, a wszystkim pospołu królować chce nie tak postrachem i grozą, jako raczej dobrocią i łaskawością,. ” Powitali też Polacy uprzejmie i Niemców, którzy z Kazimierzem przybyli, i pokąd wojowali w Polsce, okazywano im zawżdy wielką przyjaźń i uczciwość. Aby zaś tę gorliwą, jaką pałał Kazimierz, chęć podźwignienia rzeczypospolitej głośno w świecie rozsławić, naprzód na granicach królestwa liczne warownie i zamki, przez nieprzyjacioł zajęte, albo od łupieżców domowych i rozbójników opanowane, podchodzi, oblega i zdobywa; poimane w nich łotry karząc surowo, jednych wieszać na szubienicy, drugich mieczem tracić, innym nogi i ręce ucinać każe; a tak srogością kaźni odstrasza zbrodniarzy. Potem, co, było złego i przewrotnego, znosi i zagładzą; gromi występki, wykorzenia zbrodnie, ukraca wszelkie niegodziwości, hamuje pokrzywdzonia; niektórych znowu wynosi i na dostojeństwach osadza. W końcu taki padł postrach na obcych nieprzyjacioł i na krajowców, że pierwsi opuszczali swoje zabory, drudzy udawszy się w pokorę, już to sami, już przez wstawiających się za nimi przyjaciół, błagali, aby im przebaczył i popełnione odpuścił bezprawia. Książę pełen ślachotności i roztropnego pomiarkowania, nie chciał też pastwić się nad wszystkimi, ale pokarawszy śmiercią, najzaciętszych w oporze złoczyńców i podżegaczy rozruchów, okazał się dla innych łaskawym i litościwym, ażeby kraju wyniszczonego poprzedniemi wojny nie ogałacał jeszcze bardziej z ludności. Udano się potem do stolicy Gniezna, gdzie przez arcybiskupa Stefana, w obecności innych biskupów Polskich, Kazimierz, pierwszy tego imienia książę, z porządku zaś trzeci, jednozgodnie okrzykniony i wybrany królem Polskim, koroną, którą przywiózł, ozdobiony został, namaszczony i ukoronowany. Na uroczystość tej koronacyi zjechali się do Gniezna ludzie wszelakiego wieku, stanu i rodu, z najżywszą i uniosienia pełną radością, którą nawet najmniejsi z gminu okazywali; każdy bowiem byłby się miał za pasierba a nie za syna ojczyzny, gdyby nie był obecnym koronacyi, i głośnym swej przychylności nie okazał okrzykiem, a przynajmniej twarzą i zewnętrzną postawą. Pojmowali to wszyscy, że z powrotem i koronacyą Kazimierza odzyskiwali dwie rzeczy, których najmocniej pragnęli, bo w nich upatrywali zaszczyt i zbawienie dla siebie i ojczyzny, to jest pokój i tyle pożądaną świetność królestwa. Poczuwali z pociechą, że się wracały owe czasy, kiedy można było używać wolności, dostatków, pokoju i swobody, a spodziewać się coraz lepszej doli. Tłumy radosne różnego rodzaju ludzi zabiegały z okrzykiem Kazimierzowi, którędy tylko przechodził, a dla przypatrzenia się jego wjazdowi i koronacyi wieszały się po oknach i dachach, witając go z uczczeniem temi słowy: “Witamy cię, Najjaśniejszy książę, i pozdrawiamy, błagając Boga Wszechmocnego pokornemi modły, żeby sprzyjał chwalebnym zamysłom twoim; ażebyś królestwo Polskie powiorzone twemu sterowi i zwierzchnictwu wskrzesił, wywyższył i zachował; abyś tę rzeczpospolitą, miotaną tylu burzami i prawie skołataną, która się tobie jedynemu zbawcy porucza, i w tobie samym szuka bozpiecznej kotwicy i ostoi, dźwignął z upadku, ożywił i ustalił. Nadto, uświetnili Polacy ten dzień koronacyi wielką uroczystością, już-to z dawnej ku swemu książęciu przychylności, już z powodu odzyskanej tak niespodziewanie swobody, królestwa i pokoju, już wreszcie radując się, że widzieli obecnego między sobą i jaśniejącego koroną królewską książęcia, którego nie spodziewali się nigdy więcej oglądać. Na widowiskach publicznych (in theatris) wyśpiewywali jego pochwały, i wysławiali go pod niebiosy: a słusznie przyznając mu i wróżąc chwałę dziada, szlachta i lud witali go z czcią największą, imieniem ojca ojczyzny. Kazimierz bowiem król Polski, w obyczajach swoich, rozmowach, zdaniach i wyrokach tak był ślachetnym i skromnym, że z nich Polacy mogli z większą tuszyć pewnością, niźli z rachuby rozumu i doświadczenia, iż królestwo upadło podźwignie, i co było straconem odzyska. Gdy liczni posłowie sąsiednich królów i książąt witali go i z czcią należną winszowali mu powrotu, zapewniając go o swojej przychylności, odpowiadał z szczerością, powagą prawdziwie królewską i rozsądkiem, nie okazując w sobie by najmniejszym wyrazem wyniosłości i dumy.

KAZIMIERZ KRÓL POLSKI ZAŚLUBIA MARYĄ, JAROSŁAWA KSIĄŻĘCIA RUSKIEGO CÓRKĘ, KTÓRA POTEM CHRZEST PRZYJĄWSZY OTRZYMUJE IMIĘ DOBROGNIEWY.

Po namaszczeniu i odbytym wedle prawa i zwyczaju obrzędzie koronacyi, biskupi i panowie Polscy uznali za rzecz konieczną o to się przedewszystkiem postarać, ażeby Kazimierz król Polski pojął w małżeństwo jaką znakomity książęcego rodu dziewicę dla zapewnienia sobie przez ten związek potomstwu i następstwa, a odnowienia i ustalenia królestwa Polskiego przez uzyskane powinowactwo i dostatnie wiano. Dzierżył na ów czas państwo Ruskie książę Jarosław, syn Włodzimierza, mający córkę, rodzoną z Anny, siostry Bazylego i Konstantyna, cesarzów Greckich, dziewicę urodną i cnotliwą, imieniem Maryą. Tę, mimo różności wyznania, Kazimierz król Polski, z wielorakich powodów, które on i jego radcy uznali za ważne, pojął w małżeństwo. Gody weselne, wspaniałym wyprawione nakładem, jak tego wymagała godność książęcia wydającego córkę, i króla pojmującego małżonkę, z przepychem obchodzono w Krakowie. Otrzymał zaś Kazimierz król Polski w posagu od Jarosława książęcia Ruskiego wielką ilość pieniędzy, naczyń i klejnotów w złocie i srebrze, rzędów także na konie znaczny dostatek. A tak królestwo swoje uświetnił małżeństwem i bogactwy, a powinowactwem ubezpieczył: nie tylko bowiem od strony Rusi upewnił się i obwarował, ale nadto zyskał pomoc Rusinów w wojnach, które przymuszony był toczyć z sąsiady i krajowcami, dla odzyskania i przywrócenia do dawnego stanu królestwa. Wiele jednak ziem i zamków Ruskich, które był dziad jego Bolesław pierwszy król Polski, pobiwszy i zwyciężywszy Jarosława, na Rusi zdobył, i które dotychczas Kazimierz dzierżył, zwrócił Jarosławowi na dowód szczerego sojuszu i przyjaźni. Marya królowa, nie tylko że w Polsce porzuciła obrządek Grecki, w którym była wychowana, ale wyuczywszy się od księży obrządku kościoła katolickiego Rzymskiego i poznawszy jego czystość, a zmierziwszy sobie Greckie wyznanie, przyjęła na nowo chrzest w kościele Krakowskim, dla uzupełnienia tego, co Ruscy kapłani, nieświadomi pisma i zakonu Bożego, częstokroć zaniedbują; a z obrządkiem Greckim porzuciła też imię swoje, i odtąd poczęła się zwać Dobrogniewa, to bowiem imię dane jej było przy chrzcie katolickim. Później Kazimierz król Polski kazał ją w kościele Gnieźnieńskim namaścić na królową i uwieńczyć koroną królewską.

U ARAGOŃCZYKÓW PODOBNIEŻ MNICH DO TRONU POWOŁANY.

Czytamy, że podobny prawie wypadek zdarzył się u Aragończyków, którzy w braku potomstwa królewskiego, Ramira, syna króla Sancyusza, a brata Alfonsa zmarłego, który był wstąpił do klasztoru Ś. Poncyusza z Tomaris, i został już mnichom i kapłanem, wydobywszy go z klasztoru, bez wyjednania mu nawet u Stolicy Apostolskiej rozwiązania ślubów, na tronie osadzili, i połączyli związkiem małżeńskim z siostrą hrabiego Poiton (Picviae). Miał z niej tenże Ramirus córkę, imieniem Potronę, zwaną później Wraką, która gdy doszła lat sposobnych do zamęścia, wydaną została za Rajmunda hrabię Barchinońskiego, a król Ramirus wrócił znowu do dawnego klasztoru, który w czasie panowania swego wielkiemi zbogacił nadaniami.

BRZETYSTAW KSIĄŻĘ CZESKI PORAŻA WOJSKO HENRYKA III KRÓLA RZYMSKIEGO, PO WKROCZENIU DO CZECH TRUDAMI ZNĘKANE.

Henryk III król Rzymski, obrażony odpowiedzią. Brzetysława książęcia Czeskiego, postanowiwszy według obietnicy pójść w pomoc Kazimierzowi królowi Polskiemu a swemu powinowatemu, i zemścić się na opornym sobie książęciu, nakazuje przeciw Czechom wyprawę. Wyciąga zatem zbrojno z Ratysbony, i zamierzywszy wkroczyć do Czech dwoma oddziałami wojska, ażeby nieprzyjaciół tem większą porazić klęską, Otarda, książęcia Saskiego, męża świadomego sztuki wojennej i we wszystkich sprawach przezornego, z częścią wojsk wysyła inną drogą; sam zaś z resztą wojska gościńcem wiodącym z Ratysbony przybywa do rzeki Reszon, nazajutrz wchodzi do lasów przedzielających Niemcy od Czech, nie wysławszy naprzód ani podjazdów, ani oboźnych, którzyby wcześnie obrali wojsku stanowiska, w mniemaniu, że lasy te i borowe gęstwiny łatwo i bez przeszkody przebyć potrafi. Aliści zastaje wszystkie drogi zawalone i podciętemi drzewy pozagradzane: wśród wielkich zatem przeszkód i z utrudzeniem wojska, które przymuszone było uprzątać przed sobą kłody, zaledwo przebywszy połowę drogi leśnej, stanął na wzgórzu, z którego widzieć można było równiny Czeskie. Tu więc spoczął obozem, a zostawiwszy juki i konie w taborze, pieszo i z lekkiem uzbrojeniem ruszyć kazał wszystkiemu rycerstwu, i przebywać resztę drogi leśnej, a ztąd dostawszy się na równiny, mieczom i ogniem Czechy pustoszyć. Sam król Henryk został w obozie z garstką niedoboru i tymi, którzy niezdatnymi byli do orężu; wyprawione zaś wojsko, stosownie do rozkazu, przebywszy w pochodzie wzgórza, wyniosłe bałhany i bezdroża, spracowane i znużone ciężarem zbroi i słonecznemi upały, tak iż większa część omdlała z niesłychanego utrudzenia, zatrzymało się wreszcie, a nie przewidując żadnego w tej stronie nieprzyjaciela, złożyło broń i po trudach posilało się snem swobodnym. O tem wszystkiem książę Brzetysław, który się w tych lasach ukrywał, przez szpiegów zawiadomiony, na wojsko cesarskie, znużone i wczasowi oddane, z wielkim zgiełkiem i krzykiem napada, a sprawiwszy w niem wielki popłoch., bez trudności poraża i rozprasza. Mała zaledwo liczba ratowała się ucieczką — wszystko wojsko cesarskie częścią trupem poległo, częścią dostało się w niewolą. Król Henryk dowiedziawszy się o tej klęsce, w największym żalu i smutku z niedobitkami swemi wrócił do Niemiec. Otard zaś, książę Saski, który niszcząc ziemię Czeską dotarł był aż do rzeki Bieliny, gdy go doszła wieść o nieszczęściu królewskiem, cofnął się, i obciążony łupami Czeskiemi uprowadził szczęśliwie wojsko swemu dowództwu powierzone, tą samą drogą, którą przyszedł. A Prokop hrabia Bieliński, który z nim niepomyślnie walczył, posądzony, iż się pieniędzmi dał przekupić, miał za karę oczy wyłupane, nogi i ręce obcięte, a naostatek w rzece Bielinie utopiony został.

PO ALBINIE BISKUPIE PŁOCKIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ PASCHALIS.

Albin, biskup Płocki, przesiedziawszy na stolicy lat szesnaście, pracą, wiekiem i częstemi chorobami zwątlony, umarł; zwłoki jego pochowano w kościele Płockim. Po nim nastąpił Paschalis, Włoch ślachetnego pochodzenia, rodem z Toskanii, mąż uczony, kanonik Płocki, wyborem prawowitym, na który Kazimierz I król Polski po zwyciężeniu Masława przywłaściciela chętnie zezwolił, wyniesiony i przez Benedykta IX. papieża potwierdzony.

ROK PAŃSKI 1042.

MASŁAWA SAMORZĄDCĘ MAZOWSZA, PODNOSZĄCEGO ORĘŻ PRZECIW KAZIMIERZOWI, KRÓL POLSKI GROMI I ROZPRASZA, I MAZOWSZE ZDOBYWA.

Kiedy przybycie i koronacya nowego króla, dziedzicznego pana, niezmierną napełniały radością wszystkie prawie królestwa Polskiego ziemie i powiaty, które z wierną czcią i posłuszeństwem kwapiły się poddać jego władzy, i gdy wszyscy z zapaleni przechodzili pod jego panowanie, sama tylko ziemia Płocka, która teraz zmieniwszy nazwisko Mazowszem się zowie, stawiła mu opór, nie podzielając powszechnej radości i wdzięczności, do czego ją poduszczał Masław, jeden z panów Polskich, mąż powierzchowną raczej postacią niżeli cnotą i sławą znakomity, a pałający nieprawą żądzą panowania, który w czasie bezkrólewia i poprzednich niezgód domowych ziemię tę księstwem a siebie jej książęciem i samorządcą uczynił, przywłaszczył sobie władzę książęcą, i gotów był nawet stanąć do walki, gdyby go zaczepiono. Wsparty pomocą Prusaków, marzył wyższe nad stan swój nadzieje, i znając swojo przeznaczenie, chciał bujać skrzydłami Ikara, bez względu na dobrodziejstwa, jakiemi go niegdyś Mieczysław król Polski obdarzył. Od ojcu bowiem królu Kazimierza zaszczycon był dostojeństwem (podawał zwykle królowi kubek jako cześnik). Człowiek zuchwałości nieukróconej, pychy nieznośnej, jął na nowo wojną domową odświeżać rany rzeczypospolitej, i podniósł oręż przeciw Kazimierzowi, wsparty od Płoczan i Prusaków, w przekonaniu, że zbrodnia, jakiej się dopuścił przeciw królowej Ryxie i Kazimierzowi, zbyt wielką była, aby mu król Kazimierz mógł przebaczyć: niema bowiem tak wielkiego dobrodziejstwa, któremuby złość ludzka nie zdołałą ubliżyć. Pozaciągał więc posiłki od zagranicznych sąsiadów, i zgromadził w swój zastęp nie tylko szlachtę znakomitszą, ale i lud prosty i poddanych, obiecując sobie łatwe nad Kazimierzem królem Polskim zwycięztwo. Pokrzepiał go w nadziei stan bezbronny królestwa, już-to od nieprzyjacioł już od swoich wyniszczonego. Zaufany w znaczną liczbę własnego i posiłkowego wojska, pogardzał szczupłą garstką tych, którzy stali po stronie króla Kazimierza. Bunt przeto Masława, wielu strachem przeraził, i samemu nawet Kazimierzowi nie mało sprawił kłopotu. Był-to bowiem człowiek chytry i podstępny, w zuchwałych uroszczeniach podnoszący się nad zakres swego stanu, żadną nie zmieszany przygodą, który doznawszy wielkich od królu Mieczysława względów, za liczne dobrodziejstwa stał się nieprzyjacielem syna. Kazimierz król Polski, oburzony i zniecierpliwiony zuchwalstwem buntownika Masława, który będąc jego służebnikiem i poddanym, a co większa zobowiązanym łaskami ojca Mieczysława, pierwszy podniósł przeciw niemu rokosz i wziął się do oręża, pogardziwszy wieściami, jakie przychodziły z Mazowsza, postanowił pobić Masława, nimby jeszcze zdołał ściągnąć posiłki od zagranicznych, sąsiadów. Zaufany jedynie w swoich starych wysłużeńcach, których miał z Polski, i tych, których był z Niemiec przyprowadził, wkroczył do Mazowsza, zamierzywszy schylić je pod swoje prawe zwierzchnictwo razem z Masławem. Przybył mu też na pomoc Jarosław książę Ruski, rodzony brat jego żony, z całą potęgą Rusi. Masław uwiadomiony od swoich o nadciągających hufcach królewskich, chociaż nie miał był jeszcze wszystkich wojsk zebranych, tusząc że w walce pokona króla Kazimierza, zachodzi mu drogę i stacza bitwę. Mazury czyli Płoczanie, nie pomnąc w swej zawiści jaką popełniali zbrodnię, ani zważając, że nie na nieprzyjaciela ale na własnych współrodaków, nie na obcego wdziercę lecz na prawego króla, któremu Masław winien był uległość, podnosili oręż, występują zuchwale przeciw królowi, swemu przyrodzonemu panu, i przeciw współobywatelom swoim, ujmując się za przywłaścicielem i samosłańcem, i uzbrajając ręce bezbożne w obronie niegodziwej sprawy. Walczono z obojej strony odważnie i z zaciętością; lecz gdy sprawiedliwy gniew króla dodawał siły rycerstwu, wojsko Masława nie zdołało wytrzymać jego natarcia, poczęło więc tył podawać i pierzchać. Kazimierz rozkazawszy ścigać uciekających, sprawił rzeź wielką w obozie nieprzyjaciela. Masław, widząc porażone swoje szyki, umknął z bitwy i schronił się do Prusaków. Mazowsze zaś od tej chwili przeszło pod władzę, króla Kazimierza, A tak królestwo Polskie jakby z ognia najstraszliwszego pożaru wyrwane zostało ręką Kazimierza, który nie dopuścił zniweczenia sławy swoich przodków, i najusilniej starał się o podźwignienie królestwa, ponurzonego w czasie jego wygnania i nieobecności w odmęcie wszelakiego bezprawia, gdy w niem dawna sprawiedliwość i kwitnąca za poprzednich królów karność była zaginęła.

HENRYK III KRÓL RZYMSKI, POKONAWSZY W WOJNIE BRZETYSŁAWA KSIĄŻĘCIA CZESKIEGO, CZYNI GO SWOIM DANNIKIEM I HOŁDOWNIKIEM.

Henryk III, król Rzymski, po doznanej w Czeskich lasach klęsce, rozdrażniony bardziej niż zwyciężony, wszystkim cesarstwa i Niemiec książętom i hołdowników nakazuje wyprawę przeciw Czechom: a zebrawszy wojsko liczne i potężne, i uzyskawszy posiłki Piotra króla Węgierskiego, wkracza trzema oddziałami do Czech, które mieczem i ogniem pustoszy, niszcząc w pochodzie wszystkie miasta, wsie i miasteczka, i mszcząc się na Czechach i książęciu ich Brzetysławie. Zapalała tem więcej jego zemstę duma i chelpliwość Brzetysława, nadymającego się odniesionem poprzednio zwycięstwem; nie tajne mu były szyderstwa i odkazy; jakiemi od tej chwili i jego i jego rycerstwu urągano. Brzetysław książę Czeski, ufny w swoję chytrość i przebiegłość, ponastrajał różne sidła i zdrady na cesarza Henryka i jego wojsko, tusząc, iż go w nie podobnie jak dawniej ułowi. Ale król Henryk i jego, wojsko, mając się na największej baczności, częścią wyminęli, częścią zniweczyli zasadzki Brzetysława książęcia Czeskiego. Walnej zaś bitwy Brzetysław żadną miarą przyjąć nie chciał, obawiając się potęgi przeważnego nie, przyjaciela jawnem w polu grożącej mu niebezpieczeństwem. Gdy więc książę Brzetysław i Czesi, trzymając się obronnie w zamkach i warowniach, lasach i miejscach niedostępnych, nie występowali do boju, król Henryk, chciwy zemsty za zadane sobie i wojsku swojemu klęski, kazał szerzej jeszcze rozpuścić łupieztwa i pożogi. Popaliwszy zatem i zniszczywszy wszystkie na okół miasta i włości, podsunął wojsko pod Pragę, postanowiwszy zdobyć ją przemocą. Sewerus, biskup Praski, nie czując się na siłach aby wytrzymał oblężenie, i przewidując, że miasto zdobytem zostanie, wymyka się tajemnie z Pragi, przybywa do króla Henryka i obiecuje, że jego władzy i wyrokom we wszystkiem chce być posłusznym.
Brzetysław też książę Czeski, pomiarkowawszy, że w skutek ucieczki biskupa Sewera trzeba było wkrótce wydać miasto Pragę, cesarzowi, wyprawia posłów do króla Henryka, uznaje swoje przewinienie, i poddaje się jego władzy, błagając z pokorą: “aby raczył oszczędzili a nie karał śmiercią lennika i hołdownika swego, który gotów uczynić wszystko co rozkaże. ” Henryk król uznawszy, że się już pomścił dostatecznie za swoje krzywdy, przyjął jego poddanie się i pokorę, nakazując Brzetysławowi Czeskiemu, żeby przedewszystkiem dał zakładników, potem iżby opuścił zamki i warownie, które w królestwie Polskiem bądź pobrał bądź powystawiał, i żeby je oddał królowi Polskiemu Kazimierzowi; wskazał go nakoniec na zapłacenie dwóch tysięcy grzywien srebra czystego i pięciudziesiąt grzywien złota. W czem wszystkiem gdy Brzetystaw okazał się powolnym, król Henryk upokorzywszy Czechów i odstąpiwszy od oblężenia, udał się do Niemiec, i kazał Brzetysławowi książęciu Czeskiemu, aby mu towarzyszył do Ratysbony dla odnowienia hołdu i wykonania przysięgi wierności.

WĘGRZY OBURZENI NA KRÓLA SWOJEGO PIOTRA, ŻE POMIJAJĄC KRAJOWCÓW, OBCYCH LUDZI NA URZĘDACH OSADZAŁ, SKŁADAJĄ GO Z TRONU, A W JEGO MIEJSCE OBIERAJĄ ABĘ.

Ale i w Węgrzech nie mniejsze były zawichrzenia domowe, i już tlało w nich zarzewie przyszłej, na którą się zabierało, wojny. Albowiem Piotr, król Węgierski (o którym powiedzieliśmy wyżej, że za wpływem i staraniem Gizelli królowej, wdowy po Ś. Stefanie królu Węgierskim, tudzież barona Węgierskiego Budy, osięgnął był królestwo, wypędziwszy i oślepiwszy bliższych tronu dziedziców) oddany rozpuście, i sprzyjający więcej Niemcom i Włochom, rozdawał im zamki, urzędy i godności, z krzywdą i obelgą Węgrów, którym z tej miary zaczął być przykrym i nieznośnym. Wzmagającą się coraz bardziej niechęć, z dwóch przyczyn dopiero namionionych, powiększyła jeszcze odpowiedź dana Węgrom użalającym się na doznawane krzywdy, tak iż w oburzeniu powszechnem podniośli rokosz. Gdy bowiem przekładali mu swoje prośby, aby zachował uczciwość względem ich żon, sióstr i córek, które już-to od króla, już od dworzan jego gwałcone były i sromocone, i aby cudzoziomcom nie dawał nad krajowcami pierwszeństwa, król Piotr miał im odpowiedzieć: “że w tem, co dotąd czynił, nie było ani pozoru nawet krzywdy, ale że Węgry, jak to wyraża samo ich nazwisko (angariari) zawsze były niechętne; że pragnąc umocnić królestwo swoje, zapełniać postanowił Węgry nie tylko Niemcami i Włochami, ale i innych krajów przybyszami. Węgrzyni, naród porywczy i do buntu skory, powodowani temi i innemi przyczynami, hrabiego Abę, inaczej Owona, zro-
dzonego z siostry i plemienia Ś. Stefana, gdy bliższych nie było krewnych, obierają sobie królem, i zaprowadziwszy go do Białogrodu królewskiego koronują. Buda zaś, który był powiernikiem króla Piotra, ukamienowany, dwaj synowie jego zostali oślepieni. Król Piotr dowiedziawszy się o tem uciekł i schronił się do Niemiec, do Henryka króla Rzymskiego. Aba, nowy król Węgierski, pousuwał Niemców i Włochów z urzędów publicznych, a chcąc się przypodobać Węgrom, unieważnił wszystkie nakazy i postanowienia króla Piotra, urzędy zaś i dostojeństwa porozdawał krajowcom.

KAZIMIERZOWI KRÓLOWI POLSKIEMU RODZI SIĘ SYN BOLESŁAW.

Dobrogniewa, królowa Polska, powiła syna pierworodnego, którego przyjściem na świat król Kazimierz wielce uradowany, dał mu na chrzcie imię dziada Bolesław, i radosne narodzenie syna święcił uroczystością, trwającą przez dni kilka.

ROK PAŃSKI 1043

KAZIMIERZ KRÓL POLSKI MASŁAWA Z WIELKĄ POTĘGĄ PRUSAKÓW CUDOWNYM SPOSOBEM PORAŻA, A CHRONIĄCEGO SIĘ U NICH TEGOŻ MASŁAWA PRUSACY WIESZAJĄ NA SZUBIENICY.

Masław, samorządca Płocki czyli Mazowiecki, nieukojony w żalu że wbrew jego nadziei i wszystkich oczekiwaniu, przez poniesioną klęskę, którą mu był Kazimierz król Polski w pierwszej zadał bitwie, zamysły jego wyszły mu na hańbę i spowodowały ostateczny upadek, tyle miał jednak stałości i nieugiętości umysłu, że go to nieszczęście nie poskromiło. Chociaż zwyciężony, nie przestał karmić w sobie wyniosłego ducha, pokładając nadzieję w Prusaków posiłku. Aby więc powetować swojej klęski, rozmaitemi pochlebstwy i namowy poduszcza do wojny Prusaków, do których się był schronił, tudzież Jadźwingów, Słońszczan (Slunenses), i inną dzicz Pruskiej ziemi, upewniając, “że łatwo im będzie Kazimierza króla Polskiego wojsko, i nie liczne i słabe, bo walką poprzednia uszczuplone, porazić i zwyciężyć; któremu jeśli dozwolą wzmódz się i rozszerzyć swoję potęgę, niechaj wiedzą, że i ich równie obyczajem swoich przodków podbije, uczyni poddanemi królestwa Polskiego, i zmusi opłacać daninę, jaką na nich nałoży. ” Prusacy i reszta dziczy rozumiejąc, że im Masław dobrze radził, już sami z siebie nienawistni Polakom, jako sąsiadom, a wiarą chrześciańską odróżnionym, zmawiają się, żeby Kazimiorzowi królowi Polskiemu powtórnie wojnę wydać. Gromadzą tym celem i zaciągają ogromne wojska, nie tylko z rycerstwa i tych, którzy przywykli już do oręża, ale z chłopów nawet i poddanych, i pod naczelnictwem Masława wkraczają do Mazowsza, aby je podbić pod jego władzę, pełni najlepszych nadziei, i gotowi odważyć się na wszelakie szczęścia koleje. O czem gdy z dolatujących wieści i licznych doniesień król Polski Kazimierz się dowiedział, nie mała ubodła go troska i boleść, że wojna, którą miał za skończoną, nowych sił nabrawszy, zagrażać mu poczęła, i że powtórnie puszczać się musiał na wątpliwy los walki. Połączywszy wszakże jakie tylko mógł rycerstwa, siły, prowadzi je przeciw Masławowi, Prusakom i innej dziczy. Wyrzekali na Masława panowie Polscy i żołnierze najsroższe przekleństwa, miotali nań obelgi i zniewagi, mówiąc: “O! najwystępniejszy i najnierozumniejszy z ludzi, który pierwszy między Polakami splamiłeś się zbrodnią przeniewierstwa, który występnym szalem zaślepiony śmiesz szarpać królestwo Polskie, ojczyznę własną, naprowadzonemi tłumy barbarzyńskiej dziczy, w niecnym zamiarze opanowania królestwa albo zgładzenia króla, pana twojego. ” Ale Masław, obojętny na te wyrzuty i obelgi nie zmienił bynajmniej postanowienia, ani w swym zbrodniczem działaniu uczuwał sumienia zgryzoty — tak namiętna w jego sercu wrzała żądza panowania, lubo do przywłaszczenia sobie władzy ośmielał go jedynie stan osłabionej rzeczypospolitej, nadzieja rozszerzenia rokoszu, i posiłki barbarzyńskiej dziczy, których mu Prusacy dostarczyli. Miał dosyć w sobie siły umysłu, acz nikczemny w pokoju, ale w wojnie dzielny, chciwy sławy i panowania, a w rzemiośle wojennym wyćwiczony. Król Kazimierz zaś zważając, że wojsko nieprzyjaciół było nierównie większe i liczniejsze, począł nie tylko upadać na sercu, ale nawet lękając się niepomyślnego rzeczy obrotu rozpaczał o wypadku wojny. Miotany niepewnością i wewnętrzną. walką, jak zwykle bywa w trwodze, wspomniał na dawny swój stan duchowny i wystąpienie z zakonu; rozbierał w myśli, że dane mu przez papieża uwolnienie od ślubów było nieprawe i niemile Bogu. Stroskanego i niespokojnego o los bitwy dręczyły smutne przeczucia, spowodowane zbytnią sumienia lękliwością. W tych tajemnych duszy walkach, bojaźń, zły radca, wszystko mu z niekorzystnej przedstawiała strony: na jej szali odważając rzeczy, oczekiwał raczej nieszczęścia niż pomyślności. Gdy się w ten sposób trapił i oddawał rozpaczy, gdy mu się w myśli odmalowała ciężka zbrodnia którą popełnił, opuszczając zakon i stan duchowny, a obierając żywot świecki i tron królowski, ze złamaniem ślubów wstrzemięźliwości i powinności zakonnej, za co słusznej spodziewać mu się należało od Boga kary; gdy rozważył, że biskup najwyższy nie powinien mu był dawać uwolnienia od ślubów zakonnych, stanu duchownego i dyakonatii; taką uczuł w duszy troskę, że żałować począł, iż wystąpił z zakonu, i ciszę klasztorną na dwór królewski przemienił. Układał zatem w myśli powrócić do klasztoru, opuściwszy królestwo, żonę i marność światową, ażeby uniknąć grożącej mu od barbarzyńców kary doczesnej i wiecznego zatracenia. A ztąd ociągać się począł z walką, i przeciw zwyczajowi swemu unikać rozprawy z nieprzyjacielem, o zwłoce raczej myśląc niż o działaniu. Ale Bóg litościwy użyczył mu swojej łaski i pomocy; ukazał, iż trwoga, która mu wszystko złe przepowiadała, z pobożnej pochodziła gorliwości; chwiejącego się nie opuścił w niebezpieczeństwie, pokrzepił widzeniem anielskiem i zasilił przysłaną, z nieba pociechą. Kiedy bowiem takie zajmowały go troski, strapionego ujął sen niezwykły, w którym drzymiąc raczej niż zasypiając usłyszał glos wołającego: “Wstań, wstań synu! mówię, a otrząsnąwszy się z wszelkiej obawy, uderz na nieprzyjacioł, albowiem przeciw ich mnogości otrzymasz pomoc z nieba i najświetniejsze odniesiesz zwycięztwo.” Powstawszy zatem, acz nie dowierzał jeszcze Boskiej przepowiedni, spieszy do swoich rycerzy, i opowiada, jaki głos we śnie słyszał. Oni nabrawszy ztąd niesłychanej odwagi (nic bowiem bardziej nie trwoży, ale nawzajem upadłego nic tak silnie nie podnosi ducha, jak religijna przestroga), porywają za broń, dosiadają koni; a uszykowawszy się do boju, ciągną naprzód ochoczo, nie myśląc już o walce, ale raczej o korzyściach walki, i wznosząc okrzyki, jakie zwykli wydawać rycerze odważni i pewni wygranej. Wszczyna się z nieprzyjacielem bój zacięty. Barbarzyńcy, zaufani w swojej liczbie, opierają się Polakom, którym pomoc Boska, objawiona wprzódy głosem proroczym, a potem, gdy się obustronna zapaliła walka, cudem widomym i gniewem sprawiedliwym dodawała sił i odwagi. Ukazał się bowiem Polakom uderzającym na nieprzyjaciela i staczającym bitwę mąż jakiś w śnieżnej szacie, siedzący na białym koniu i białą w ręku chorągiew trzymający, który unosząc się w powietrzu, dopóki walka trwała, nie przestawał zachęcać ich do boju. A tak Polacy, niezważając na żadne niebezpieczeństwo, i walcząc nadludzkiemi prawie siłami, w szeregach nieprzyjacielskich sprawili rzeź okropną, z małą bardzo stratą i ubytkiem swoich, i nie prędzej powściągnęli się w zapale, ani ustąpili im z karków, aż gdy wszystkie przeciwników hufce pogromili i znieśli. Reszta gdy w haniebnym pierzchnęła popłochu, więcej ich pod mieczem ścigającym padło, niźli się po takiej liczbie walczących można było spodziewać: Polacy bowiem woleli ich w pień wycinać, niż zabierać w niewolą. W tej też bitwie król Kazimierz najświetniejsze dał dowody swojego męztwa, pełniąc nie tylko wodza ale i żołnierza powinność: jakoż walcząc osobiście, tak gorliwie wspierał rycerstwo, że zbroczonego i zlanego krwią nieprzyjacioł pobitych swoi nawet poznać nie mogli. Gdy wreszcie w pogoni za nieprzyjacielem nadzwyczajnie osłabł, zemdlonego odniósł do namiotu w lektyce żołnierz pewien imieniem Grzegorz, którego potem Kazimierz za wierną przychylność wynagrodził, obdarzywszy go szlachectwem i znacznym majątkiem. Po skończonej walce zniknęło i ono widmo męża zachęcającego z wysokości szyki Polskie. Upadek Masława, zniesionego z całą swoją potęgą, spowodował niebawem Mazowsze i inne przyległe ziemie do poddania się dawnej swojej władzy; postanowiły przeto, zaniechawszy dalszego zuchwalstwa i oporu, uledz koniecznemu losowi i w Kazimierzu uznać raczej króla, niż karcącego buntowników doświadczyć nieprzyjaciela; przekonały się, że król Kazimierz uskromił w Masławie wdziercę i przywłaściciela ich księztwa, skrócił i przytarł swawolę zuchwalca, nazbyt zaufanego w własnej i pomocników swoich sile, która wszystkich tłoczyła i popychała do zguby. Wzmiankowane zaś zwycięztwo było skutkiem jawnej i widocznej łaski Boga, która rzadko komu dozwala zbrodniami osięgać panowanie, a za której wsparciem rzeczpospolita Polska prawdziwą i trwałą swoję odzyskała całość. W bitwie, o której się rzekło, stoczonej na brzegu rzeki Wisły, w Mazowszu, wzięto dwa tysiące jeńca, a piętnaście tysięcy trupem legło. Sam Masław, wódz i podnieta tych wojen, gdy spostrzegł, że wojska jego idą w rozsypkę, opuściwszy zawczasu pole walki, aby się nie dostał żywcem w ręce króla Kazimierza i Polaków, i uniknął sromotnej kaźni, na jaka wiedział iż zasłużył, zbiegł do Prus, w nadziei, że między dziczy Prusaków będzie bezpieczny i nowe zbierze posiłki. Aliści, gdy pozostałe szczątki Prusaków, Jadźwingów i innych barbarzyńców na nowo poduszcza do wojny, w spodziewaniu, że kiedyżkolwiek dopnie swoich zamiarów, rzeczy wcale inny niż sobie zakładał obrót wzięły. Barbarzyńcy bowiem, oburzeni i słusznym zapaleni gniewem, że z jego namowy tak srogiej doznali klęski, potracili rodziców, braci, krewnych i najdzielniejszych wojowników, związawszy Masława, i wydawszy go na najrozmaitsze kaźnie i zelżywości (dzicz bowiem barbarzyńska nie zwykła przestawać na jednym i prostym rodzaju kary) umęczonego powiesili, jak się należało zdrajcy i wichrzycielowi, na szubienicy, wystawionej w miejscu wyniosłem, mówiąc: “iż wyniesienia, o które się dobijał ich krwią i szkoda., nigdzie znaleźć nie mógł słuszniejszego i godniejszego siebie. ” A jak żywemu, tak i umarłemu nie przestali urągać barbarzyńcy tym sprawiedliwym wyrzutem, że dostąpił wyniesienia, którego nad stan i przemożność swoję pragnął A tak on Masław, który chciał bujać na skrzydłach Ikara, upadłszy zginął haniebnie, i znalazł koniec godny swoich występków i zbrodni, gdy Bóg sprawiedliwy wymierzył nań, acz późno, zasłużoną karę. Wymknął się od niej Polakom, ale odniósł ją, i daleko sroższą, z rąk barbarzyńców, których tuszył pomoc uzyskać, aby biorąc z niego przykład i naukę potomni, nie wdzierali się do nieprawej władzy i panowania. To cudowne nad Masławem, Prusakami, Jadźwingami i innemi barbarzyńcy zwycięztwo, które rozgłosiwszy się po krajach okolicznych, wszędy sławione było i podziwiane, tak dalece przeraziło umysły i tych którzy jeszcze o rozruchach myśleli, i innych królestwu Polskiemu wojnę wydać zamierzających, iż od ścian sąsiedzkich trwała odtąd spokojność sojuszami ubezpieczona, i w narodzie ustaliła się wiara i uległość królowi. Co większa, Prusy, zwyciężone od Kazimierza króla Polskiego, poddały mu się zupełnie, a otrzymawszy uwolnionych z Polski jeńców; przyjęły służebność danniczą, płaciły Polakom haracz, i pozostały nadal w wierności i posłuszeństwie. Od tej pory, pod dzielnym rządem króla Kazimierza, jaśniejącego blaskiem najświetniejszej chwały, w ciszy głębokiego pokoju zakwitła sprawiedliwość, ustała niewola, otarli łzy nieszczęśliwi; wiara wzrost, dobrzy obywatele uzyskali bezpieczeństwo, ojczyzna rozszerzyła swoje granice, i t.d. “Łuk jego stal się potężny, ” i znalazł sławę, przed obliczem Najwyższego, i Pan uwielmożnił go w postrachu nieprzyjacioł. (Gen. 49. 24). Pierzchał Rusin, korzył się w trwodze Czech, ucichli burzyciele, a Pan prawicą jego nakłonił do poprawy i uskromił bezbożnych. Ztąd Kazimierz równie od swoich jak i postronnych nazwany został “Odnowicielom” (instaurator), które to nazwisko aż po dziś dzień zachowuje: pokonawszy bowiem Masława, upokorzywszy wszystkich ościennych nieprzyjacioł, i dawną przywróciwszy swobodę, prawdziwie odnowił Polskę. Zatarła, się wkrótce pamięć przywłaściciela, i sam jeden Kazimierz całe owładnął królestwo; a gdy łaska Boża zasiadła z nim na tronie, nikt już więcej nie odważył się stawić mu czoła. Pod jego mądrym i umiarkowanym rządem tak błogie nastały czasy, że dawne nieszczęścia poszły rychło w niepamięć. I nie dziw, albowiem Kazimierz przez swoje cnoty stal się miłym Bogu i ludziom, sprawując królestwo Polskie wedle zasad czystej i pobożnej wiary, sumiennie i sprawiedliwie.

KAZIMIERZOWI KRÓLOWI RODZI SIĘ SYN DRUGI WŁADYSŁAW. GŁÓD WIELKI W CZECHACH

Królowa Polska Dobrogniewa porodziła z Kazimierza króla Polskiego drugiego syna: jego narodzenie obchodził Kazimierz radośnie i z wielką uroczystością w Krakowie, i dał mu imię Władysław.
W tym także czasie dotknęła Czechy wielka klęska głodu: gdy bowiem lata poprzednie były bardzo nieurodzajne, a w roku obecnym z dopuszczenia Boskiego wszystkie prawie plony przepadły, wiele ludzi opuściwszy ziemię ojczysta, garnąć się musiało do Polski, Węgier i innych krajów sąsiednich, dla ratowania się od tej zgubnej klęski. Na pozostałych mieszkańców rozsrożył się głód z taką gwałtownością, że trzecią cześć ludności Czeskiej wytępił. Mniemano powszechnie, że Bóg spuścił na Czechy to nieszczęście za zbrodnie świętokradztwa, których się Czesi dopuścili na Polakach i kościele Gnieźnieńskim.

ROK PAŃSKI 1044

ZAŁOŻENIE KLASZTORU TYNIECKIEGO I LUBUSKIEGO.

Kazimierz król Polski, doznawszy tylekroć łaski i pomocy Boga, który go w trudnych i nader niebezpiecznych razach wspierał, wzmagał, wywyższał, uspokojony w duszy, poznał, że wystąpienie jego z klasztoru i porzucenie stanu duchownego, a objęcie rządów ojczystego królestwa, podobało się Królowi królów ziemskich. Pragnąc przeto za doznane łaski czemkolwiek okazać wdzięczność swemu Stwórcy i Dobroczyńcy, po długich namysłach postanowił założyć klasztor zakonu Benedyktynów, którego szatę niegdyś nosił, i w którym nauczył się był prawa Bożego. Śle zatem do Kluniaku umyślne w tym celu poselstwo, załącza razem opatowi i mnichom Kluniackim rozliczne podarki, oznajmując, jaką w objęciu i odnowieniu królestwu Polskiego, pogromieniu nieprzyjacioł, i otrzymaniu potomstwa płci męzkiej łaska Zbawiciela obdarzyła go pomyślnością i chwałą, a przytem żądając i prosząc: “aby mu przysłano z klasztoru Kluniackiego kilku braci, opatrzonych w księgi zakonne i obrzędowe; tych obiecuje umieścić, w klasztorze, który zamierzył wystawić nakładem królewskim, opatrzyć dostatnio i hojnem nadać uposażeniem. ” Opat Kluniacki z gronem pobożnem swoich braci uradowany takowem poselstwem, złożywszy Bogu uroczyste dzięki, że ich wychowaniec, w powszechnym upadku Kościoła i królestwa Polskiego, stał się ich główną podporą, obrońcą i naprawcą, postanowił uczynić zadosyć jego prośbie. Razem przeto z wysłannikami królewskimi posyła mu dwunastu mnichów, z których jeden imieniem Aaron życia czystością i szczególniej bystrym odznaczał się rozumem. Kazimierz król Polski powitał ich radośnie, jak gdyby Aniołowie Boscy uczcili go swemi nawiedzinami; wystawił im na górze Tyńcu, leżącej nad brzegiem rzeki Wisły, o dwie mile tylko od Krakowa, klasztor pod wezwaniem S. Piotra, głowy Apostołów, i tak hojnie go uposażył, uprzywilejował i zbogacił nadaniami rozlicznych miasteczek, wsi, dzierżaw, przywilejów i swobód, że żadnego w królestwie Polskiem niema klasztoru, ani dawniej ani później założonego, któryby dochodami swemi mógł się równać z temi, jakie król Kazimierz wtedy Tynieckiemu nadał, i jakie klasztor ten po dziś dzień posiada. Pierwszym jego opatom z woli króla Kazimierza był Aaron, rodem Francuz. Temu opactwu Tynieckiemu poddane zostały wszystkie inne klasztory i zakłady Benedyktyńskie, znajdujące się w dyecezyi Gnieźnieńskiej i innych dyecezyach, które uznają jego przełożeństwo z należnem poszanowaniem i uległością. Dotąd zachowują się w Tynieckim klasztorze niektóre księgi zakonne i chorały, które z Kluniaku przywieziono, w które Świadczą o sprowadzeniu braci z Kluniaku, wskazując na założenie i początek tego klasztoru, lubo piszą niektórzy, że do Tynieckiego klasztoru sprowadzono najpierwej zakonników z Liége (Leodium). Założył Kazimierz i drugi klasztor Benedyktyński nad rzeką Odrą, w miejscu zwanem Juliuszową górą (Julii mons) że niegdyś Julius Cezar miał tu stać obozem, Polacy zaś zowią to miejsce przekręconym wyrazem łacińskim Lubens. Wyznaczył klasztorowi temu posag z hojnością królewską, nadając mu miasteczko Lubiąż (Lubens), tudzież Nowytarg, Bogunow, Dobrogostow, Napstyr, Stepin, Wikszyno, Nalihin, i wiele innych wsi, posiadłości, dochodów, czynszów, myt i poborów, na rzece Odrze rybołówstwo i przewóz, a w lasach pszczelnictwo i myślistwo. Obadwa zaś klasztory, ich dziedzictwa i majątki obdarzył wielkiemi swobodami i przywilejami, ubogacił dostatkiem naczyń złotych i srebrnych, ubiorów z kosztownego wyrobu i purpury, przeznaczonych do służby obrzędowej i nabożeństwa. Ale chociaż klasztor Tyniecki od Kazimierza króla Polskiego otrzymał przeszło sto wsi w posagu, jednakże przez złość i chciwość ludzką, a poniekąd i niedbalstwo przełożonych, utracił do czterdziestu wsi, które mu pod ów czas król Kazimierz pierwszy jego założyciel był nadał. Rzeczony klasztor otrzymał też od biskupów i kościoła Krakowskiego, a mianowicie od Aarona arcybiskupa Krakowskiego, nadania znakomite w dziesięcinach z dóbr stołowych biskupa Krakowskiego, które w całości i bez uszczerbku do dziś dnia się utrzymały.

ROK PAŃSKI 1045

WZNOWIENIE OPŁATY DENARA Ś. PIOTRA; KTÓRA JAK ZBAWIENNA JEST DLA KRÓLESTWA POLSKIEGO, PRZETO IŻ WSKAZUJE JEJ ZIEMIE I GRANICE, TU SIĘ OPOWIADA.

Papież Benedykt IX, powziąwszy wiadomość z licznych doniesień, że królestwo Polskie mądrością, i starannością króla Kazimierza podźwignione, dawną odzyskało świetność, wielce się uradował; widział bowiem, że udzielone mu z miłosierdzia Stolicy uwolnienia od ślubów zakonnych nie było daremnem. Wysyła, zatem do króla Kazimierza osobnego nuncyusza, z żądaniem: “ażeby według obietnicy posłów Polskich, którzy usilnemi prośbami wyjednali od Stolicy Apostolskiej dla króla swego dyspensę, i stosownie do przyjętego zobowiązania, kazał oddawać corocznie na ręce poborców Apostolskich pogłówne z wszystkich krajów królestwa Polskiego, tak obecnie posiadanych jako i później zdobyć się mających, na dochód Ś. Piotra i jego następców biskupów Rzymskich. ” Kazimierz król Polski, postanowiwszy wypełnić obietnicę uczynioną papieżowi Benedyktowi, naznacza wszystkim ziemiom królestwa zjazd walny. Na nim zgodną i pobożną, uchwałą potwierdzono i odnowiono przyrzeczenie dane przez posłów Polskich Stolicy Apostolskiej, i postanowiono opłatę pogłówną jednego zwyczajnego denara od mieszkańców wszystkich miast i miasteczek, wsi i osad, w obydwóch prowincyach, Gnieźnieńskiej i Krakowskiej, tudzież dyecezyach im podległych, Poznańskiej, Płockiej, Kruszwickiej czyli Włocławskiej, Byczyńskiej albo inaczej Wrocławskiej, Lubuskiej, Chełmińskiej i Kamieńskiej. Od tego czasu królestwo Polskie zobowiązało się do lenności i dannictwa Kościołowi Rzymskiemu, albo raczej Namiestnikowi Chrystusa, Najwyższemu biskupowi, i nigdy odtąd nie dopuszczono zaniedbania takowej daniny z jakichkolwiek powodów albo wypadków. Ten podatek, który zwano denarem Ś. Piotra (denarius S. Petri), w początkach zdawał się Polakom przykrym i uciążliwym, że wieczne nakładał na nich służebności brzemię; ale później uznano, że wielkie z niego wypływały i płyną dotąd dla królestwa Polskiego korzyści, tak, iż zdaje się nałożonym nie od ludzi, lecz od samego Boga, opatrznie czuwającego nad narodem Polskim. Chociaż bowiem w długim lat przeciągu od ustanowienia owej daniny królestwo Polskie, rozerwane na osobne księztwa i dzielnice, bywało łupem sąsiadów, najeżdżających i szarpiących jego ziemie i powiaty, czego zwłaszcza doznało od Czechów i rycerzy zakonu Niemieckiego, noszących krzyż czarny na białej kapicy; nie zdołała przecież najprzebieglejsza nawet chytrość, acz około tego wiele podejmowano pracy i zachodu, zatrzeć prawa własności, które służyło królestwu Polskiemu do ziem i krajów w ten sposób oderwanych. Bo mimo zatracenia innych dowodów, które z czasem zniszczały albo poszły w niepamięć, denar Ś. Piotra wola głośno, że zabór tych krajów jest niesprawiedliwy, i dowodzi, że z przyrodzenia, prawu i nazwiska należały do królestwa Polskiego. Jakoż, od owego czasu aż do dnia dzisiejszego, wszystkie dawno królestwa Polskiego ziemie, wszystkie kościoły i dyecezye Polskie, ciągle i bez przerwy zachowując tę powinność, i nigdy się od niej nie uchylając, płacą daninę świętopietrza Kościołowi Rzymskiemu. Jedna, tylko dyecezya Kamieńska uwolniona jest i wyjęta od tej starodawnej powinności, a to przez osobny przywilej Apostolski, za prośbą legata Apostolskiego, który z długiej niewoli wydobyty był niegdyś staraniom Kamieńskiego biskupa. Pragnąłbym ja bardzo tego, żeby również ziemie Buskie, Litewskie i Pruskie, złączone poźniej z królestwem Polskiem, należały do tej poczesnej daniny, która przyszłym wiekom i potomności wykazywałaby prawa i granice królestwa Polskiego.

ŚMIERĆ RACHELINA ARCYBISKUPA KRAKOWSKIEGO.

Rachelin, arcybiskup Krakowski, przesiedziawszy na, stolicy Krakowskiej lat szesnaście, umarł świątobliwie, i z należną czcią w kościele Krakowskim pochowany został.

GDY WĘGRZY UKNOWALI SPISEK NA ŻYCIE KRÓLA ABY, A ON SIĘ O TEM DOWIEDZIAŁ, KAZAŁ PIĘCIUDZIESIĄT PANÓW RADNYCH ŚMIERCIĄ UKARAĆ: WIELU ZATEM SCHRONIWSZY SIĘ U HENRYKA CESARZA, PRZYZWALI GO WRAZ Z PIOTREM WYGNAŃCEM I ZNACZNĄ, SIŁĄ ZBROJNĄ DO WĘGIER. WYSZEDŁ PRZECIW NIEMU ABA, ALE POKONANY I OD SWOICH ZABITY ZOSTAŁ, PIOTR ZAŚ PRZYWDZIAŁ KORONĘ.

Jeszcze Aba król Węgierski, którego po wypędzeniu Piotra Niemca Węgrzy królem byli obrali, nie skończył czterech lat panowania, gdy zniechęceni ku niemu taką potem zapalili się nienawiścią, że przedniejsi z szlachty i panów sprzysięgli się, na jego zagładę. Do tego zaś sprzysiężenia wiele jak utrzymują było powodów; bądź-to że król Aba, widząc się już umocnionym na swojem królestwie, porzucił drogę dawnego umiarkowania, a rządzić począł samowładnie, dumnie i niesprawiedliwie; bądź wreszcie, że Węgrów trwożyła klątwa Apostolska za wygnanie króla Piotra, niemniej obawa wojny z strony Henryka cesarza, pod którego opiekę udał się był król Piotr i niektórzy do stronnictwa jego należący Węgrzyni. Wiedzieli bowiem, że cesarz Henryk wielce był na nich oburzony, nie tylko z powodu wygnania króla Piotra, ale nadto z przyczyny wyrządzonej sobie niedawno krzywdy od Aby króla Węgierskiego i Węgrów, którzy wtargnąwszy po, nieprzyjacielsku do Austryi i Bawaryi, obadwa jego kraje dziedziczne spustoszyli, i wielką, liczbę, brańców uprowadzili w niewolę. Tenże Aba, wyprawiwszy potem do cesarza posłów, i z znakomitemi podarki przyobiecawszy uwolnienie wszystkich jeńców, późniejszem niedotrzymaniem obietnicy bardziej go jeszcze rozjątrzył. A gdy cesarz Henryk zbierając po kilkakroć wojska przeciw Węgrom, wstrzymywał jednak wyprawę z powodu większych kłopotów cesarstwa, a zwłaszcza wojny, którą z nim toczył Gotfryd książe Lotaryngii; ośmielony tem bardziej Aba król Węgierski w większą jeszcze urastał dumę i zuchwałość. Dowiedziawszy się od jednego z sprzysiężonych o układanym przeciw sobie spisku, właśnie kiedy w Chanadynie odprawiał nabożeństwo czterdziestodniowe, najznakomitszym baronom, a mianowicie tym, o których wiedział, że byli przeciw niemu w zmowie, nakazał zjazd, pod pozorem, jakoby z nimi naradzać się chciał o sprawach krajowych: a gdy zgromadzeni w komnacie królewskiej zasiedli do wspólnej narady, otoczywszy ich zbrojnem rycerstwem, pochwytał i umęczył rozlicznemi rodzajami kaźni, a pięćdziesięciu z nich, którym odmówiono nawet spowiedzi i ostatecznej religijnej odprawy, kazał naostatku pościnać. Wreszcie i tych, których dotąd uważał za wiernych sobie i przyjacioł, poczał mieć w podejrzeniu. O srogość takową upomniał go groźno Ś. Gerard, pod ów czas biskup Chanadyeński, który mu nawet oświadczył, że jeżeli się w swej złości nie powściągnie, za zbrodnię popełnioną czeka go śmierć niechybna. Czyn gwałtowny, którego się dopuścił król Aba na panach i spiskowych, tak wielkim przeraził strachom innych, którzy byli pouciekali i tym sposobem ocaleli, że wszyscy obierając dobrowolne wygnanie, kwapili się do króla, Piotra i cesarza Henryka do Niemiec, któremu opowiadali okrucieństwa króla swego, i podniecali umysł cesarza Henryka, aby wspierał wygnanego króla Piotra, zapewniając go, że pozostali Węgrzyni odstąpią Aby. Cesarz Henryk, nakazawszy wyprawę, ruszył do Węgier z znakomitą potęgą. Król Aba zachodzi mu drogę około Jawryna, i tusząc o najpewniejszem zwycięztwie, stacza z nim bitwę dnia 5 Lipca. A gdy obie strony upornie walczyły, przez znaczną część dnia ważył się los bitwy. Wtem powstała zawierucha wielka, która miecąc kurzawę na Węgrów zasypywała im oczy, i jakby żywioły same sprzyjały orężowi cesarskiemu, zjednała mu stanowcze chociaż krwawe zwycięstwo, wielkie bowiem mnóstwo Niemców zostało na placu. Król zaś Aba w ucieczce puściwszy się ku Tracyi, w jakiejś chacie wiejskiej zabity został od swoich, mimo wołania, że niewinnie ginie. Cesarz, po tej stanowczej przewadze, łaskawym dla Węgrów okazał się zwycięzcą, sam nie karząc nikogo za odstąpienie i wygnanie króla, ani dozwalając, aby król Piotr wywierał na kim zemstę: owszem, przybywszy do Białogrodu, godził króla Piotra z Węgrami, a potem własną ręką Piotrowi przybranemu w szaty królewskie włożył na głowę koronę, i wśród okrzyków ludu Węgierskiego zatwierdził mu i przywrócił królestwo Węgierskie. Pozwolił nadto Węgrom używać własnych, obywatelskich praw i uchwał; a urządziwszy jak należało, sprawy Węgierskie, uczczony podarkami od króla Piotra i panów Węgierskich, wrócił szczęśliwie do Ratysbony, i zajął się rządom i kierunkiem swojego państwa.

ROK PAŃSKI 1046

AARON OPAT TYNIECKI ARCYBISKUPEM KRAKOWSKIM OBRANY I OD PAPIEŻA POTWIERDZONY, PRZYJMUJE PALLIUSZ MAJĄCY SŁUŻYĆ KOŚCIOŁOWI KRAKOWSKIEMU NA ZAWSZE.

Nie szczędził Kazimierz król Polski starania, żeby w jego stolicy przy kościele Krakowskim godnego osadzić pasterza. Chociaż bowiem wielu zacnych nadarzało się mężów, którym dostojność arcybiskupia słusznie przynależećby mogła, wszystkich prawież pominąwszy, względy swoje i życzenia zwrócił ku Aaronowi, rodom z Francyi, opatowi klasztoru Tynieckiego. Poznał bowiem dokładnie, gdy byli razem w klasztorze Kluniackim, jego niepospolita naukę, świątobliwość życiu, i gorliwość w wypełnianiu obowiązków. Dokazał więc swoim wpływem, iż dla rzadkich męża tego zalet żądano go mieć arcybiskupom Krakowskim, i że wybór ten od papieża Benedykta IX potwierdzony został. Jakoż wzmiankowany Benedykt IX, ujęty gorliwością., z jaką Kazimierz król Polski popierał wyniesienie Aarona, męża pobożnego i uczonego, potwierdzając jego wybór i przyznając mu swoim wyrokiem palliusz, chciał zarazem wymierzyć sprawiedliwa; cześć Kazimierzowi królowi Polskiemu. Temi bowiem, jako czytamy, wyraził się słowy: “Powagą i władzą Ś. Piotra, książęcia Apostołów, pod którego zaciągnąleś się chorągiew, i y, miłości ku królowi Polskiemu Karolowi czyli Kazimierzowi, panu waszemu, i małżonce jego Maryi, i synowi ich Bolesławowi, i dla zaszczytu królestwa Polskiego, stanowimy, zatwierdzamy i uświęcamy błogosławieństwem naszem w kościele Krakowskim i mieście Krakowie na wieczne czasy arcybiskupstwo i metropolią, której poddajemy wszystkich w całem królestwie Polskiem biskupstw parafie, ażeby władzą arcybiskupią przewodniczyło wszystkim. Użyczamy przytem tobie i twoim następcom płaszcza zdjętego z ciała Ś. Piotra, ażebyś go nosił w dni uroczyste, prawem przepisane.” Zdawało mi się potrzebnem umieścić to w dziele niniejszem, i dla zaszczytu króla Kazimierza, jakim go uczcił biskup najwyższy, i dla chwały a odznaczającej się godności kościoła Krakowskiego, który chociaż tej godności przez niedbalstwo biskupów owego Aarona następców postradał, słuszną jednak i równie potrzebną jak zaszczytną dla Polski byłoby rzeczą, aby ją kiedyś z laski Bożej i szczodrobliwości królów Polskich, a za staraniem Gnieźnieńskich i Krakowskich biskupów odzyskał; przez co Gnieźnieńskiemu kościołowi nie ubyłoby ale owszem przymnożyło się zaszczytu, gdyby nie przed jednem tylko arcybiskupstwem Lwowskiem, ale przed dwoma kościołami, t. j. Krakowskim i Lwowskim, miał pierwszeństwo.

KAZIMIERZOWI KRÓLOWI RODZI SIĘ SYN TRZECI MIECZYSŁAW.

Kazimierzowi królowi Polskiemu narodził się z Dobrogniewy czyli Maryi, królowej Polskiej, trzeci syn, któremu na żądanie ojca dano na chrzcie imię dziada, Mieszko albo Mieczysław.
TRZEJ WDZIERCY NA STOLICĘ PAPIESKĄ WYROKIEM SOBORU ZŁOŻENI. PO NICH NASTĘPUJE KLEMENS II, KTÓRY HENRYKA III KRÓLA RZYMSKIEGO WRAZ Z ŻONĄ WYNOSI NA DOSTOJNOŚĆ CESARSKĄ, ALE SAM WKRÓTCE UMIERA. NASTĘPCA JEGO DAMAZY II.

Henryk III, król Rzymski, wkroczył do Włoch, a przyjęty z wielką czcią od Rzymian, trzech ubiegających się o dostojność papieska wdzierców, którzy nieprawnie byli obrani, to jest, Benedykta, Sylwestra i Grzegorza, na zwołanym soborze złożył z stolicy. Rzymianie bowiem, po obraniu Benedykta, wynieśli Sylwestra, ale ten wygnany został przez Benedykta, a w jego miejsce podsuniono znowu Grzegorza, przeciw ustawom prawnym. Po złożeniu zatem wszystkich trzech władzą i uchwałą soboru, obrany został papieżem, mimo usilnego wymawiania się, Swiger czyli Swedeger, biskup Bamberski, rodem Sas, nazwany Klemensem II, i w dzień Narodzenia Pańskiego poświęcony. Od niego, w tymże samym dniu, król Henryk, wraz z Agnieszką małżonką swoja, córką Wilhelma książęcia Poitou, (Pictaviensis) otrzymali cesarskie namaszczenie.
Tego samegu roku umarł wzmiankowany papież Klemens, po którym nastąpił Popo, biskup Bresceński (Brixensis), przezwany Damazym II.

ROK PAŃSKI 1047.

WĘGRZY SPRZYSIĘGAJĄ SIĘ NA NOWO PRZECIW PIOTROWI. JĘDRZEJA I LEWENTĘ PRZYWOŁUJĄ Z POLSKI; A PORZUCIWSZY WIARĘ CHRYSTUSA, WRACAJĄ DO BAŁWOCHWALSTWA, PRZYCZEM Ś. GERARD BISKUP WRAZ Z INNEMI ZABITY, I SAM KRÓL PIOTR WZROKU POZBAWIONY.

Węgrzy jednakowoż nie wytrwali długo pod panowaniem króla Piotra, ale jak zwykle chciwi nowości i zmiany, radzili między sobą i układali, żeby króla Piotra albo wypędzić albo zgładzić, a Andrzeja, Belę i Lowentę, książąt swoich, synów Władysława Łysego, którzy byli na wygnaniu u króla Polskiego Kazimierza, sprowadził; do królestwa Węgierskiego. O czem gdy się Piotr król Węgierski dowiedział, kazał najznakomitszych panów, jako to, Wyszka, Budę i Gusnę, poimać i na pal powbijać; innych zaś wspólników ich związku i stronnictwa wykpieniem oczu i rozmaitemi kaźniami umęczyć. Bunt atoli przeciw królowi Piotrowi w zarodzie tlejący nie tylko przez to nie dał się utłumić, ale bardziej się jeszcze rozżarzył. Panowie bowiem Węgierscy, obawiając się podobnej kary.
i srogości, zebrali się licznie pod Chanadynem, i wysiali spieszne poselstwo do Andrzeja, Beli i Lewenty do Polski, oznajmując “jak wielkie groziło im wszystkim niebezpieczeństwo, gdyby czem prędzej nie wrócili do kraju”, i zaręczając przysięgą, “że nigdy nie uchybią im w wierności i posłuszeństwie. ” Andrzej i Lewenta, ujęci żądzą panowania, i pragnący dopomódz utrapionej ojczyźnie, wracają razem z posłami do Węgier; Bela zaś wolał jeszcze tym razem pozostać przy królu Polskim Kazimierzu, rodzonym bracie swojej żony. Naprzeciw Andrzejowi i Lewencie wyszło wielkie mnóstwo Węgrzynów, którzy witali ich z radością, prosząc i nalegając głośnemi okrzyki: “aby im wolno było, wymordowawszy biskupów i księży, i poburzywszy kościoły, żyć dawnym obyczajem pogańskim i czcić bogi ojczyste, a odstąpić wiary chrześciańskiej; pokąd bowiem stała u nich cześć dawnych bogów, prowadzili życie błogie i szczęśliwe, podbijając rozmaite królestwa, i państwa: inaczej nie mieli się od nich spodziewać wierności i posłuszeństwa, ani zbrojnej pomocy przeciw królowi Piotrowi w ich sprawie. ” Książęta wspomniani Andrzej i Lewenta, lubo pojmowali, że żądanie Węgrów było bezecne i niegodziwe, nie śmieli mu jednak odmówić, czyli ich do tego wiodła żądza doczesnego królowania, czy grożące od Węgrów niebezpieczeństwo; z umysłu więc, albo udanej na pozór chęci, zezwolili, iżby Węgry skalały się zbrodnią tak bezbożną, i odstąpiły wiary świętej. Między panami zatem i rycerstwem Węgierskiem najpierwszy Wacha de Belus oddal się służbie czartowskiej, i zaraz sprawować począł świętokradzkie obrządki; wnet i syn jego Janus, naśladując ojca odstępstwo, zgromadził u siebie wieszczów, wróżbitów i wyroczników: a reszta ludu Węgierskiego, uwiedziona ich przykładem, zaczęła sprosnym bożyszczom czynić ofiary, palić kadzidła, i najobrzydliwszych dopuszczać się zbrodni. Najpierwej bowiem powyszukiwano wszystkich Łacinników i Niemców, starostów i urzędników króla Piotra, i rozmaitemi rodzajami śmierci wymordowano. Potem Ś. Gerarda, biskupa Chanadyeńskiego wsadzono na wóz i zepchnięto z góry Kerendfeld, a naostatek zabito utopioną w piersiach włócznią. Dwóch zaś innych biskupów, Beszteryka i Budli, z wielu księżmi, klerykami i laikami ukamienowano albo srogiemi umęczono razami — męczenników, dla chwały Jezusa Chrystusa wskazanych na szczęśliwe krwi przelanie. Sam wreszcie Piotr, król Węgierski, opuszczony i z wszelkiej pomocy ludzkiej wyzuty, widząc grożące niebezpieczeństwo, ratować się chciał ucieczką ku Austryi; ale wstrzymany od wysłańców Andrzeja i Lewenty pochlebnemi a zdradliwemi namowy, zboczył do pewnego dworu, gdzie z drużyną swoją zamknięty bronił się mężnie godzącym nań mordercom przez dni trzy. Nakoniec, gdy od mnogich ciosów rycerstwo jego wyginęło, dostawszy się żywcem w ręce nieprzyjaznych Węgrów, naprzód wzroku pozbawiony, a potem zaprowadzony został do Białogrodu, gdzie w okropnych cierpieniach, które mu wewnątrz i zewnątrz dojmowały, umarł; pochowany w bazylice Pięciokościelnej, przez niego samego założonej. Żonę także, albo raczej wdowę tegoż króla Piotra, na rozmaite wydano obelgi i krzywdy; a obco rycerstwo z służby nadwornej króla Piotra częścią, rozpędzono, częścią, wymordowano. Henryk cesarz, zajęty pod ów czas sprawami swego państwa, i wybierający się do Włoch, nie mógł pomścić się do razu takiego bezprawia.

ROK PAŃSKI 1048.

ANDRZEJ, KRÓLEM WĘGIERSKIM OBRANY I OD TRZECH BISKUPÓW KORONOWANY, WIARĘ CHRZEŚCIAŃSKĄ PO ŚMIERCI BRATA SWEGO LEWENTY POGANINA PRZYWRACA.

Gdy Piotr król Węgierski nędzną zginął śmiercią, Andrzej, jeden z książąt, koronowany na króla Węgierskiego w Białogrodzie przez trzech biskupów, których sam od śmierci wybawił, natychmiast przywracali począł wiarę katolicką, a prześladować surowo czcicieli czarta i bałwochwalców, namawiając Węgrów, aby porzucili sprosne błędy pogaństwa, a trwali wiernie przy czci jednego prawdziwego Boga, której ich Ś. Stefan pierwszy król nauczył i którą im do zachowania przekazał. Tymczasem Lewenta, brat króla Andrzeja, sam bałwochwalca i bałwochwalców opiekun, umarł i pochowany został w miejscu niepoświęconem, blisko wsi Toxun. Który, gdyby był osięgnął rządy i dłużej pożył, przykładem swoim i nakazem byłby pociągnął całe Węgry do sprosności bluźnierczej i bałwochwalstwa: przez jego zaś śmierć i gorliwość Andrzeja zatrzymała się zaraza tej zgubnej trucizny, która się była wszędy rozszerzyła, i cześć bałwanów upadła.

PO BENEDYKCIE I BISKUPIE POZNAŃSKIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ MARCELLI I.

Benedykt I, biskup Poznański, po jedenastoletnim zarządzie kościoła umarł i w tymże kościele Poznańskim pochowany został. Jego następcą, za wstawieniem się Kazimierza I króla Polskiego, obrany prawnie i przez papieża Jana XX potwierdzony Marcelli I, Rzymianin, z rodziny i domu dawnego Marcellów.

KAZIMIERZ KRÓL POLSKI PANUJE SPOKOJNIE, MIŁY WSZYSTKIM PODDANYM, DLA POSTRONNYCH ZAŚ GROŹNY I STRASZNY. CZWARTY SYN JEGO OTTO UMIERA.

Pod one czasy Kazimierz król Polski i rycerstwo jego w błogim spoczywali pokoju. Po stłumieniu bowiem Masława, przywłaściciela i samorządcy księstwa Płockiego, i ukaraniu go zasłużoną śmiercią, żaden z tych, którzy w nieobecności króla wdzierali się byli do rządów, nie miał już sobie za hańbę ulegać z powolnością. Sami nawet Prusacy, Jadźwingowie i inni barbarzyńcy utrzymali się. w wierności. Zaczem Kazimierz król Polski, uspokoiwszy ojczyznę, z sił wycieńczoną i poprzedniemi skołataną wojnami, starał się ją wszelakiemi środki podźwignąć, naprawiając co było zepsowane, i wskrzeszając co było upadło: a łaska Boża kierowała nim i jego zamysłami, tak iż rycerstwo i wszyscy poddani wysławiali jego rządy, a narody postronne i ich władcy, dla których stał się postrachem, szanowały go i podziwiały. Narodził mu się też, z królowej Dobrogniewy syn czwarty, nazwany przezeń Ottonem, na dowód czci i miłości dla rodu cesarzów Ottonów, z którego sam po matce pochodził. Atoli dziecię wspomniane, imieniem Otto, w kilka miesięcy po przyjściu na świat przedwcześnie zmarło, sprawiwszy swym zgonem obojgu rodzicom więcej żalu, niżeli mieli radości z jego narodzenia. Nie zabył Kazimierz król Polski po swojem na królestwo wyniesieniu dawnej skromności i pokory, którą sobie był przyswoił przebywając w klasztorze Kluniackim; nie prześladował nikogo, ani żywił w sercu przeciw komu zawiści, chociaż wielu mniemało że rad będzie szukał zemsty na sprawcach swego i matki swojej wygnania: dochował owszem święcie i jak najwspanialej danego słowa, że wszystko, w czem jemu i matce jego przewiniono, puści w niepamięć.

PAPIEŻ DAMAZY II UMIERA, A PO NIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ LEO IX, MĄŻ PRAWYCH I CHWALEBNYCH OBYCZAJÓW.

Papież Damazy, inaczej Popo, umarł w Rzymie, i pochowany został u Ś. Wawrzyńca za miastem. Po nim Bruno, rodem Niemiec, biskup Tulski (Leucorum episcopus), obrany przez Henryka cesarza i posłany do Rzymu, od duchowieństwa i ludu Rzymskiego z wielką czcią przyjęty i poświęcony na najwyższego biskupa, otrzymał nazwisko Leona IX. Ody bowiem na usilne prośby Rzymian, żeby im cesarz Henryk nadał biskupa, żaden z Niemieckich biskupów nie dał się nakłonić do objęcia stolicy Piotra, cesarz obrał rzeczonego Brunona, jak niektórzy twierdzą Tulskiego biskupa, męża pełnego szczorości i prostoty obyczajów. Ten przybywszy do Rzymu, gdy uczuł w duszy zgryzotę sumienia, że władzę Apostolską przyjął z rąk cesarza, zrzekł się godności papieskiej; lecz na nowo od wszystkich obrany, siadł na stolicy i władał na niej z wzorową życia świątobliwością.

ROK PAŃSKI 1049.

ANDRZEJ KRÓL WĘGIERSKI PRZYWOŁUJE BELĘ BRATA SWOJEGO Z POLSKI WRAZ Z ŻONĄ, I DZIEĆMI, I WYZNACZA MU TRZECIĄ CZĘŚĆ KRÓLESTWA; SAM ZAŚ POJMUJE ZA ŻONĘ ANASTAZYĄ CÓRKĘ KSIĄŻĘCIA RUSI.

Król Andrzej ustaliwszy i uspokoiwszy po śmierci króla Piotra królestwo Węgierskie, wysłał poselstwo do Polski, do rodzonego brata swego Beli, z oznajmieniem, jak szczęśliwie powiodły mu się jego sprawy, i jak spokojnie i z pełną już władza sprawował królestwo Węgierskie. Zaczem prosił go: “ażeby wrócił do Węgier, które jego równie były ojczyzną i dziedzictwem, gdzie po sobie, jako bezdzietnym, chce go uczynić następcą, nie tylko jak brata, ale jak przybranego syna. ” Dodał:, że nie przystało na obudwóch, ażeby współtowarzysze wygnania, którzy razem tyle wycierpieli, gdy pomyślniejsza zaświeciła dola, nie mieli jej razem używać. ” Bela książę Węgierski, poselstwem tem ujęty, po zasiągnieniu rady Kazimierza, króla Polskiego, brata rodzonego swojej żony, wraca do Węgier z żoną, dwoma synami Gejzą i Władysławem, którzy mu się w Polsce porodzili, z całym oraz domem, sprzętem i majątkiem, gdzie brat jego, król Andrzej, z wielką przyjął go radością. Jemu też rzeczony król Andrzej z miłości braterskiej odstąpił trzeciej części królestwa Węgierskiego, dwie zachowawszy dla siebie. Pojął wspomniany Andrzej w małżeństwo córkę książęcia Ruskiego, imieniem Anastazyą, z której narodzili mu się dwaj synowie, Salomon i Dawid. Beli także książęciu, gdy do Węgier powrócił, księżna małżonka wydala na świat trzeciego syna, któremu nadał imię Lambert. I kwitnęła przez czas niejaki zgoda i miłość braterska między królem i książęciem.
Tymczasem Henryk cesarz pragnąc pomścić się śmierci niezasłużonej Piotra króla Węgierskiego, nakazał wyprawę zbrojną, a zebrawszy znaczne wojsko, wkroczył do Węgier i obległ zamek Presburg. Przez kilka miesięcy burzył go miotanemi z kusz wielkich pociskami, trapiąc zarazem Węgry pustoszeniem włości. Nie dokonawszy wreszcie zdobycia tej twierdzy, wrócił do Niemiec, otwierała się bowiem nowa wojna z Gotfrydem i Baldwinem.

ROK PAŃSKI 1050.

HENRYK CESARZ MSZCZĄC SIĘ ŚMIERCI PIOTRA KRÓLA WĘGIERSKIEGO, POSYŁA DO WĘGIER WOJSKO POD WODZĄ, BISKUPA RATYSBOŃSKIEGO, KTÓRE JEDNAK NIC NIE ZDZIAŁAWSZY WKRÓTCE POWRACA.

Nakazał cesarz Henryk i w tym roku pospolite ruszenie przeciw Węgrom i królowi ich Andrzejowi, już-to dla ukarania ich za zniewagę, jakiej dopuścili się przeciw Zbawicielowi naszemu, porzucając wiarę świętą a wracając do bałwochwalstwa; już dla pomszczenia się śmierci Piotra króla Węgierskiego, który był bratem ciotecznym cesarza. Lecz gdy już wyciągnąć miał na wojnę i z wojskiem wkraczać do Węgier, burzących się książąt niespokojności i inne sprawy państwa nie dozwoliły mu osobiście uczestniczyć wyprawie. Bolejąc nad wydarzonemi przeszkodami, nie zaniechał jednakże wojny, ale dowództwo nad zebranem wojskiem poraczywszy Gobhardowi biskupowi Ratysbońskiemu, bratu swemu stryjecznemu, z ogromnemi siły wyprawił go przeciw Węgrom. Sam zaś pozostał w Niemczech, dla przytłumienia zaburzeń wojnami grożących i tem lepszego dopilnowania spraw cesarstwa. Gebhard zaś biskup Ratysboński, wkroczywszy do Węgier, jak mu był cesarz rozkazał, niszczył je rozszerzonemi w wielu stronach łupieztwy i pożogami. Węgrzy nie chcieli przyjąć walnej bitwy, ale schronieni po zamkach, warowniach i innych ukrytych miejscach, dniom i nocą, upatrując z zasadzek sposobności, niepokoili wojsko cesarskie, chwytali albo zabijali spiżowników i innych Niemców tu i owdzie po włościach szukających żywności. A tak rzeczony biskup Gebhard, nie dokonawszy żadnego dzieła pamiętnego na tej wyprawie, wrócił z wojskiem cesarskiem do Niemiec.
Henryk cesarz Rzymski, oburzony wielce przeciw Kazimierzowi królowi Polskiemu jątrzącemi podszepty Brzetysława książęcia Czeskiego, jakoby czynnie popierał stronę Andrzeja króla Węgierskiego i knował na cesarza zamachy, sposobić począł wyprawę przeciw Polsce. Ale zapadłszy w wielka, słabość, gdy i posłowie Polscy wyprawieni od króla Kazimierza przekonali go, że powody do urazy były fałszywe, złożył gniew i cofnął przygotowania wojenne.

ROK PAŃSKI 1051.

HENRYK CESARZ PRZYBYWA OSOBIŚCIE Z WIELKIEM WOJSKIEM DO WĘGIER; ALE DLA BRAKU ŻYWNOŚCI, SPOWODOWANEGO CHYTROŚCIĄ WĘGRÓW, NIC NIE ZDZIAŁAWSZY WRACA DO KRAJU.

Nie mógł przecież znieść tego obojętnie, że wyprawa zawieszona przeciw Węgrom i Pannonii pod kierunkiem Gebharda biskupa Ratysbońskiego spełzła na niczem. Zebrawszy zatem potężniejsze jeszcze siły, ruszył osobiście do Węgier, aby się pomścili śmierci króla Piotra i zuchwalstwo Węgier ukrócić. Sam zbrojne rycerstwo prowadził lądem, Gebhardowi zaś biskupowi Ratysbońskiemu kazał wieźć na statkach Dunajom żywność potrzebną, ażeby wojsko jego nic cierpiało głodu. Andrzej król Węgierski i książę Bela, brat jego rodzony, pomiarkowawszy, że bez jawnego niebezpieczeństwa nie zdołaliby stawić czoła przeciwnikowi, postanowili palić wszystko i niszczyć, kędy tylko cesarz z wojskiem miał przechodzić; wieśniakom zaś z bydłem i dobytkami swemi wynosić się kazali w odleglejsze i mniej dostępne okolice, zniszczywszy ogniem nawet zboża na pniu stojąco. Tymczasem Gebhard biskup Ratysboński, prowadzący na statkach zapasy żywności, przybył do Jawryna, a nie wiedząc gdzie się cesarz obracał w pochodzie, wysyła za nim gońca z pisaniem i prośbą, aby go zawiadomił, dokąd się miał dalej udać. Aliści Węgrzy schwytawszy wysłańca, stawili go przed królem Andrzejem; innego zaś Niemca, który dał się podstawić w jego miejsce, odsyłają do Gebharda, niby w imieniu cesarza Henryka z oznajmieniem, że z powodu rozruchów wybuchłych w Niemczech cesarz przymuszony był poniechać wojny z Węgrami i wracać do Niemiec, nakazuje mu przeto, “aby i on jak najspieszniej powracał. ” Ten gdy podsunionego w ten sposób zdradziecko usłuchał rozkazu, zaraz wojsku cesarskiemu począł niezmierny głód dokuczać, który niebawem inną jeszcze sprowadził klęskę, to jest mór i biegunkę. Trapili przytem Węgrzyni wojsko cesarskie, z zasadzek i miejsc ukrytych miotając strzały zatrute na Niemców, zwłaszcza w porze nocnej wychodzących na paszę, albo biegających po włościach za wyszukaniem żywności: żaden zaś z ugodzonych taką strzałą nie uchronił się śmierci. Cesarz zatem widząc, że wojsku jego, aczkolwiek potężnemu, które z sobą prowadził, nie tak odwagi, jako raczej sposobności do walki i niezbędnej brakowało żywności, że wiele już ludzi utracił, już-to głodem, już chorobami, już wreszcie zarazą wytępionych, usłuchał głosu roztropności, i wrócił z wojskiem do Niemiec, odłożywszy na czas sposobniejszy rozpoczętą wyprawę.

JAROSŁAW KSIĄŻĘ RUSKI PRZY ŚMIERCI PIĘCIU SYNOM ZALECA ZGODĘ BRATERSKA I DZIELI MIĘDZY NICH SWOJE PAŃSTWO.

Jarosław książę Ruski i Kijowski, długą i ciężką złożony niemocą, która się codzień wzmagała, przeczuwając że niezadługo umrze, zwołuje pięciu synów, których zostawiał, to jest Zasława, Światosława, Wszewołoda, Grzegorza i Wacława, i w długiej przemowie upomina ich już-to radami, już przykładami: “aby po jego śmierci zachowali między sobą zgodę i jedność braterską, przy której panowanie ich będzie trwale i kwitnące; jeżeli się zaś poróżnią, i oni i ich kraje spodziewali się mają napaści nieprzyjacioł. ” Poczem dzieli pomiędzy synów księstwo Ruskie, i najstarszemu Zastawowi przeznacza Kijów, Światosławowi Czerniechów, Wszewołodowi Pereasław, Grzegorzowi Włodzimierz, a Wacławowi Smoleńsk: zalecając, “żeby czterej młodzi synowie Zasławowi, jako roztropniejszemu i doświadczeńszemu, z powolnością ulegali; Zasław zaś aby braćmi kierował, miał ich w swej pieczy i obronie. ” Wreszcie 7go Listopada Jarosław umiera, w roku życia 76. Pochowali go synowie i bojarowie z wielkiem mnóstwem przytomnego ludu w kościele Ś. Zofii, który był sam Jarosław wystawił w Kijowie. Poczem objęli stolice i księstwa, które im ojciec Jarosław umierając odkazał.

ROK PAŃSKI 1052

HENRYK CESARZ NIE PRZESTAJE WĘGRÓW ORĘŻEM NĘKAĆ, AŻ WRESZCIE KRÓL ANDRZEJ PROSI O POKÓJ, I STWIERDZA GO ZWIĄZKIEM MAŁŻEŃSKIM SYNA SWEGO Z CÓRKI CESARZA.

Cesarz Henryk ponawiając wyprawę przeciw Węgrom, z licznem i potężnem wojskiem, do którego przyłączyły się także posiłki przysłane od Kazimierza króla Polskiego, i Brzetysław książę Czeski z ludem swoim, wkracza do Węgier, niszczy ogniem wsie i pomniejsze miasteczka, i każe roznieść po kraju grabieże i spustoszenia. Andrzej król Węgierski złożył radę z bratem swoim książęciem Belą; a obawiając się walczyć w otwartem polu z nieprzyjacielem, unikał walnej rozprawy, ale usiłował dokuczać wojsku cesarskiemu temi samemi sposobami, jakich używał w roku poprzedzającym, i z zasadzek napadał w czasie nocnym na drużyny wybiegające za żywnością, albo oddalające się nieostrożnie od swych chorągwi. Lecz
gdy zamierzane, po wiele kroć zdrady nie udawały się, a kraje Węgierskie od nieustannej cierpiały pożogi i grabieży, wysyła król Andrzej posłów do cesarza, w celu ułożenia pokoju pod sprawiedliwemi warunkami. Henryk cesarz, będąc mężem wspaniałego i łatwego do pojednania umysłu, przyjął łaskawie upokorzenie się króla Andrzeja, i to, co mu w jego imieniu przekładano; przyznającym się do winy i proszącym o przebaczenie odpuścił zbrodnię morderstwa popełnioną na Piotrze królu Węgierskim, i porwanie się przeciw sobie do oręża. Wstrzymawszy się zatem od dalszych łupieztw i mordów, i zezwoliwszy na zawieszenie broni, zakazał odtąd pustoszenia włości Węgierskich i podpalania domostw; wreszcie po upłynionym czasie rozejmu, zawarł na ugodnych warunkach pokój z królem Andrzejem. Ażeby zaś ten pokój był trwalszym i pewniejszym, sam zaś cesarz swobodniej mógł zajmować się sprawami swego państwa, łączy się prócz togo z królem Andrzejem związkami powinowactwa, zaślubiając synowi tegoż Andrzeja, acz jeszcze niedoletniemu, córkę swoję Zofią. Poczem król Andrzej przybywszy do cesarza Henryka i uczciwszy go znakomitemi i rzadkiej wartości podarkami, umowę pokoju zaprzysiągł. Cesarz zaś, pojednany z królem i królestwem Węgierskiem, udał się do Ratysbony, gdzie zastał czekającego nań papieża Leona, który właśnie podnosił tam ciało Ś. Wolfganga i wpisywał go w poczet Świętych. Potem papież i cesarz udali się w jednym orszaku najpierwej do Bamberga a później innych okolic Nadreńskich. Od tego czasu cesarz Henryk zaprzestał wojen z królestwem Węgierskiem.

KAZIMIERZ KRÓL POLSKI BISKUPSTWO SMOGORZOWSKIE PRZENOSI DO WROCŁAWIA.

Kazimierz chcąc polepszyć byt Smogorzowskiego później Byczyńskiego kościoła, a uważając, że położenie miasta Wrocławia z powodu rzeki Odry miało wielo dogodności, z Byczyny, miasteczka pod ów czas lichego i ustronnego, dokąd już raz z Smogorzowa był przeniesiony, przeprowadził go do Wrocławia, wyznaczywszy mu miejsce obszerne a przyległe zamkowi swemu Wrocławskiemu, tudzież inne miejsca w tymże samym okręgu leżące, dla biskupa, prałatów i kanoników. Który-to kościół porzuciwszy odtąd dawno swojo nazwisko, zamienił je na inne, i zwać się począł Wrocławskim. Pierwszym togo kościoła biskupem po przeniesieniu go z Byczyny do Wrocławia był Hieronim, i od tego czasu dopiero poczęto zapisywać w kronikach imiona biskupów Wrocławskich: innych bowiem nazwiska biskupów, którzy temu kościołowi przewodniczyli dopóki by] w Smogorzowie i Byczynie, już-to dla braku pisarzy, już z przyczyny ich niedbalstwa pisarzy i podwójnych rzeczonego kościoła przenosin, poszły w niepamięć, nieznane aż do naszych czasów; ja zebrałem je jakokolwiek i ułożyłem w osobnym dwuwierszu. Przeniesienie zaś i uposażenie rzeczonego kościoła przez Kazimierza, I króla Polskiego dało powód niektórym kronikarzom i dziejopisów do błędnego podania, jakoby tenże Kazimierz, król Polski pierwszym był założycielem kościoła Wrocławskiego, chociaż on tylko go przoniósł. Wspomniany bowiem kościół Wrocławski w tymże samym czasie co i kościoły Gnieźnieński, Krakowski, Poznański, Płocki, Kruszwicki, Lubuski, Chełmiński i Kamieński, założył i wystawił Mieczysław I, książę i monarcha katolicki Polski, oznaczywszy w właściwych miejscach ich dyecezye. Niepodobna bowiem przypuścili, ażeby biskupi Polscy, chociażby niektórzy tylko, mieli być tak niedbali i bezrozumni, i na krzywdy swoje tak mało baczni, iżby mieli zezwolić na założenie w obrobie swoich dyecezyj nowego kościoła katedralnego, tak w swych zakresach rozległego, jakim teraz widzimy kościół Wrocławski, i na uszczuplenie przez to swych dyecezyj, ubytek majętności i dochodów z dziesięcin snopowych, w które ten kościół równie jak inne Polskie kościoły został uposażony. Mogła to błędne mniemanie spowodować inna jeszcze przyczyna. Rzeczony bowiem Kazimierz król Polski, przydawszy kościołowi Wrocławskiemu przy onem przeniesieniu wspomniane wsie i miasteczka, i opatrzywszy go hojniejszem daleko niżeli miał wprzódy uposażeniem, sprawił, iż ze względu na dawne kościoła tego ubóstwo przyznano mu raczej założenie jego niżeli przeniesienie.

ROK PAŃSKI 1053.

LEO PAPIEŻ, WSPARTY POSIŁKAMI CESARZA HENRYKA, WKRACZA DO APULII, A PO STOCZENIU WIELKIEJ BITWY Z NORDMANAMI, NAJEZDCAMI DÓBR PAPIESKICH, I ROBERTEM GWISKARDEM UCISKAJĄCYM APULIĄ, POBITY NA GŁOWĘ, Z CAŁĄ POTĘGĄ, SWOJĄ UPADA.

Papież Leon i cesarz Henryk, zabawiając czas jakiś razem w Niemczech, obchodzili w tym roku w mieście Wormacyi, dyecezyi Mogunckiej, uroczystość Narodzenia Pańskiego, i zgodnemi układy naprawili wiele rzeczy zopsowanych. Nareszcie Leon papież pożegnał cesarza i opuścił Niemcy; a zebrawszy za rozkazem cesarstwa z. rozmaitych części Niemiec znacznik siłę zbrojną, do której przyłączyły się posiłki wielu książąt Niemieckich i prałatów, wkroczył z potężnem wojskiem do Apulii, celem poskromienia Nordmanów, najezdników posiadłości tamecznych Apostolskich i cesarskich, i odparcia Roberta Gwiskarda, uciskającego mieszkańców Apulii, już – to podstępami swemi już przemocą. A gdy rzeczony Robert i Nordmanowie stanęli do walki z wojskiem papieskiem, dnia 18 Czerwca żwawą stoczono bitwę. Po wielkiem z obojej strony krwi rozlewie, Robert z Nordmanami przełamawszy główne siły Niemieckie otrzymali zwycięztwo. Leon papież z garstką niedobitków uciekając schronił się do jakiegoś zamku; a gdy i ten zdobyty został od nieprzyjacioł, uprowadzono go do Benewentu, zkąd szczęśliwie wrócił do Rzymu. Była zaś z obu stron rzeź tak wielka, iż do tego czasu jeszcze pokazują w tem miejscu podróżnym kupę kości poległego rycerstwa. Utrzymywano, że papież z wojskiem swojem dlatego takiej doznał klęski, że kapłanowi najwyższemu o rzeczy znikome przystało raczej walczyć namową i łzami niż orężem, i że był w drużynie swojej pomieścił wielu hultajów, którzy dla uniknienia kary za zbrodnie, albo dla chciwości zysku do niego się poprzyłączali. Z przyczyny nieurodzaju, który zeszłego lata dotknął był kraje Polskie, głód dłużej roku trwający ciężko Polaków utrapił.

ROK PAŃSKI 1054.

LEO IX PAPIEŻ UMIERA. ŻYCIE JEGO CHWALEBNE I ŚWIĄTOBLIWE. PO NIM WSTĘPUJE NA STOLICĘ WIKTOR II.

Leon IX papież, Niemiec rodem z Lotaryngii, przesiedziawszy na stolicy lat cztery, miesięcy dwa i dni sześć, umarł w Rzymie 16 Kwietnia, pochowany z wielką okazałością w kościele Ś. Piotra. Jego wyniesienie na stolicę w ten sposób nastąpiło: że gdy Rzymianie, po zejściu papieża Damazego, według ówczesnego zwyczaju i porządku, zanieśli prośbę do cesarza Henryka, aby im naznaczył papieża; cesarz Henryk obrawszy Brunona biskupa Tulskiego, męża prawej duszy i prostoty wielkiej, wezwał go od siebie listem, aby objął stolicę Rzymską. Bruno wybrawszy się w podróż, wstępuje do Kluniaku, gdzie Hildebtaud przeor Kluniacki, zakonu Ś. Benedykta, natrąca mu, iż nie godziło się z rąk osoby świeckiej rządu katolickiego kościoła przyjmować. Tknięty tą przestrogą mąż rzadkiej sumienności, złożywszy oznaki biskupie, i wziąwszy na się szatę pielgrzyma, z Hildobrandem przeorem Kluniackim udaje się do Rzymu, i jak sumienie nakazywało, składa godność papieską. Ale duchowieństwo Rzymskie obrało go na nowo i zniewoliło do objęcia rządów kościoła. Maż ten szczególniejszej mądrości i świętobliwości, pielgrzymując z Niemiec do Rzymu na objęcie stolicy Apostolskiej, słyszał chór Aniołów wyśpiewujący: “Ja myslę, rozmyślaniem pokoju a nie utrapienia. ” A zobaczywszy żebraka trędowatego przed wrotami pałacu, zdumiał się, że w osobie jego przyjmował Chrystusa. Po śmierci przeniesiony został do dawnego siedliska swego Toul, gdzie wielą słynął cudami. Obrano zaś w miejsce Leona IX, Gebharda biskupa Aichstadzkiego (Eistacensis), rodem Niemca, z bojaźni przed cesarzem Henrykiem, który ten wybór popierał: nadano mu imię Wiktora II, a poświęcono go w dniu Wieczerzy Pańskiej.

PEWIEN MISTRZ TEOLOGII PRZYGANIA UBIEGAJĄCYM SIĘ O DOSTOJEŃSTWA I POSIADANIE WIELU RAZEM CHLEBÓW DUCHOWNYCH.

O nadużyciu w chwytaniu wielu razem chlebów duchownych, które w owych czasach podobno najbardziej się było zagęściło, niemniej opłakanej a nie ustającej i potem między prałatami chciwości dostojeństw i zbrodni świętokupstwa, z obrzydzeniem wspominają pisma Ojców świętych. A łatwo wtedy było znaleźć księży i doktorów ubogich, którzy przyganiali posiadającym mnogie benoficya i wystawnie żyjącym duchownym, a gdy się im nadarzyła sposobność podzielania takich korzyści, wtedy ta chciwość powszechna i ich zaślepiała. Powiadają o jednym mistrzu teologii (magnae literaturae) że bardzo dowcipnie rozprawiał przeciw bogatym i wystawnie żyjącym prałatom, dowodząc, że im żadna, miarą tak żyć się nie godziło. Gdy o tem doniesiono ojcu świętemu, rzeki nader trafnie: “Dajmy mu dobre probostwo, jedno i drugie beneficium, a wnet się uspokoi. ” Stało się tak, a ów mędrzec natychmiast odmienił zdanie, mówiąc: “Teraz dopiero zgłębiłem tę rzecz należycie”: ba i nie dziw, bo z ubogiego stał się bogatym, z chudego pachołka panem. Takich Ś. Hieronim każe się strzedz jak największej zarazy. Bardzo dobrze ktoś powiedział: “Kto ma jedno dostatnie beneficium i używa go jak należy, ten prawą drogą zmierza ku dobru ojczyzny; kto jeszcze jedno przyjmuje, tego sumienie pozbywa jednego oka; a kto więcej bierze, traci i drugie oko, i już ślepy na oba, garnie potem co tylko może.” Takiej chciwości nienasyconej przekleństwo sprowadził Jeroboam, król Izraelski, który acz z przejrzenia Bożego został królem, zaraz jednak czci Boskiej odstąpił, i ulał dwa cielce złote, ażeby lud Izraelski do świątyni Bożej nie uczęszczał. I ono słowo stało się rzeczywistym grzechem, tak iż wszyscy następni królowie zachowali tę cześć świętokradzką na zgubę królestwa: a mężowie święci twierdzą, że podobnego losu obawiać się trzeba dla kościoła, i widzimy, że ten los spełnił się już w wielu częściach świata. Duchowni, którzy nic nie powinni posiadać, prócz skromnego na utrzymanie swoje dostatku, ani mieszać się do rzeczy światowych, wszystko chcą zagarniać, wszystkiem rządzić. A tak wedle słów Bernarda: ” którzy nie zachowują około siebie należnego rządu, lecą tam, kędy mieszka wieczna sromota. ” Niegdyś Faryzeuszowie wyszydzali Pana naszego, gdy powstawał przeciw chciwości, i mieli go za nierozumnego: a teraz Pan z nich szydzi. Strzeż się czytelniku, posiadaszli mnogie chleby duchowne, abyś nie grzeszył nodobnie, i takiej samej nie doznał kary. Z Bogiem nie można żartować; a co człowiek zasieje, to i zbierać będzie. Nie folguj niebezpiecznemu nałogowi, nie wymawiaj się dyspensą papieską; widzisz, jako się kłaniają cielcom złotym, a drudzy giną ofiarą. A jakaż – to cześć, jakie uszanowanie oddano Bogu, gdy z liczby jego sług prawie połowa odcięta? Gdyby każde beneficium mogło mieć swego z osobna posiadacza, poczet sług Bożych, który teraz jest pojedynczy, stałby się podwójnym. Słuchaj rady tych, którzy w niebian gronie już się połączyli z Bogiem, abyś z cielcami złotemi nie zgorzał razem ogniem wiecznym. Na cóż się przyda skupiać nieprawnie w jednej ręce beneficia, kiedy widzimy, że każde z osobna przy uczciwej mierności więcej nad potrzebę dostarcza?
Mieczysław, syn Jarosława, książę Smoleński, umiera, nie zostawiwszy żadnego potomstwa. Po nim obejmuje rządy brat jego rodzony Grzegorz, który także niezadługo schodzi ze świata.

ROK PAŃSKI 1055

KAZIMIERZOWI KRÓLOWI POLSKIEMU RODZI SIĘ CÓRKA ŚWIĘTOCHNA.

Kazimierza króla Polskiego nowa i serdeczna spotyka pociecha: małżonka bowiem jego, Dobrogniewa, która po wydaniu na świat czterech synów przestała już była rodzić, i zdawało się że już została niepłodną, powiła córkę. Na jej chrzcin

Contact Form Powered By : XYZScripts.com