Lekcja w szkole w szkole Szczetinina

Lekcja w szkole

[…] Ciężko rozpoznać, czym zajmują się te dzieci. Jeżeli nie patrzeć do zeszytów i na tablice, ciężko zgadnąć, że tutaj odbywa się nauka matematyki. Tak niepodobne te zajęcia do zwykłych lekcji, i możliwe, co jest najważniejszym, nie są podobne do tych uformowanych stosunków wiekami wiszących nad dziećmi jak rok (w znaczeniu, jak w słowie „prorok”, pro – prognoza, rok – przeznaczenie, złe zdarzenia). Dzielący na tych kto wie, i tych którzy jeszcze nie wie, ale chce otrzymać wiedzę. Na nasze pytania odpowiada dyrektor centrum wychowawczego Michał Piotrowicz Szczetinin:
– Co tu się odbywa panie Michale? – Tutaj odbywa się w większej mierze, próba spotkania. Jeżeli spotkanie się uda, to oni powinni wykonać zadanie. Za trzy dziewiątki cały kurs matematyki szkoły średniej. Czyli jedenaście klas w ciągu dziesięciu dni. takie jest postawione zadanie. Odbędzie się z tymi, i w tym przypadku, kiedy i kto zdoła spotkać się z tym kto posiada tą wiedzę. Zależy to od otwartych bezpośrednich stosunków. Kiedy struktury pól duchownych się dotykają, odczytują informację między sobą. To jest znane w narodzie zjawisko, kiedy kochający się ludzie, rozumieją się prawie bez słów. Czyli jeszcze on nie powiedział do końca, ale drugi już wszystko wie.
Jak widać, robi się tu wszystko by były one wolne, swobodne. Żeby byli oni wszyscy aktywni, wszyscy włączeni do lekcji. Dlatego oni mogą spokojnie zadawać dowolne pytania, wstawać, wchodzić w system stosunków międzyludzkich. Ważne jest by zachować stosunki międzyludzkie. Bardzo ważne, by dziecko pracowało dla stosunków, i ten kto organizuje pracę też powinien do stosunków dążyć. Dlatego my zdejmujemy hamulce. Jak widzicie, tu nie ma podziału na wiek. Pojęcie wieku staramy się nie upominać. Dla nas to bardzo ważne. Zwróćcie uwagę, tutaj nauczyciele jak gdyby zlewają się z uczniami. Ich zadaniem jest oswoić kurs średniej szkoły za dziesięć lat, uwzględniając to, aby później zdolni byli uczyć innych. Patrzcie, to bardzo ważne, że oni tutaj są wszyscy żywi (pobudzeni), wszyscy otwarci, włączeni. Nie ma tutaj takiego dziecka, który siedziałby i nic nie robił. Reagują oni żywo. W naszej pamięci rodowej, co jest zapisane? Struktura kosmosu i sposobów życia w przestrzeni kosmicznej. Właśnie, jeżeli ktoś z tłumaczących będzie myśleć, że oni nie wiedzą. U tej osoby uczniowie nie będą wiedzieć. Podstawą jest wejść z dzieckiem w kontakt z powodu na przykład rozwiązywania zadania, nauka już idzie jakby swoim torem. Tak aby nie koncentrować uwagi na samym nauczaniu (wkuwaniu), na zapamiętywaniu. Trzeba kierować się do rozwiązywania zadań. Trzeba odwlec ich myśli od tego, że one się uczą. Ale nakierować ich myśli na rozwiązanie zadań. Wtedy one współpracując w rozwiązywaniu zadania, przestają odczuwać kto z nich jest uczniem a kto nauczycielem. Oni są współpracownikami. W procesie rozwiązywania zadania uzyskuje się niezbędna wiedza. Faktycznie, tak naprawdę, przypominanie o zapomnianym. Człowiek wie wszystko. To jest „połączenie refleksów”, pamiętacie pisał o tym Pawłow (psycholog): stymulant reakcji. Czyli praca odbywa się od razu. Jeśli jest taka potrzeba ja zaczynam rozwiązywać. Bardzo ważne by to co one robią, miało bezpośredni stosunek do otaczających ludzi. Czyli one teraz się uczą nie dla siebie. To bardzo ważne. One wszystkie widzą przed sobą zadanie, przyswoić tą wiedzę, żeby móc innego nauczyć. Jeżeli czegoś się one uczą, to właśnie uczą się rozumieć duszę pracującego z nimi człowieka, jego dążenia, jego myśli. Czyli nie matematyka tutaj jest najważniejsza, a człowiek otrzymujący matematykę. Tak samo matematyka nie jest sama dla siebie, a ruch, dążenie do prawdy życia poprzez nią, tego co jest niezbędne dla człowieka, dla urządzenia życia, niezbędne dla mej ojczyzny. Im większy jest motyw, po co, tym bardziej udany jest proces dążenia w strefę wiedzy.
Powinna być atmosfera szczerości. Tutaj nie powinno być obrazy, zdenerwowania. Czyli zdjąć napięcie. Nie powinno być korektowania, poprawiania: „Nie tak”. Słowa „nie tak” tu są zbędne. „W tym przypadku jest tak”, a może w „taki sposób”. „Bardzo dobrze”. „A jeżeli tak Popatrzymy?” Czyli dopełnianie, dopełnianie. Wtedy on znajduje się w nurcie, on nie odczuwa, że on nie wie. Przeszkody nie istnieją, dlatego on bardzo szybko osiąga cel. Ruski naród nie odznaczał złymi słowami. W ogóle starożytni ludzie, dowolnych innych narodów, nie odznaczali złym słowem jakieś zjawisko. – Innymi słowy nie ma ujemnego, – udokładnia prowadząca. – Tak. Czyli złego się nie podkreślało, nie odznaczało. Złego nie ma, ono nie istnieje. Na nim nie trzeba się skupiać, zatrzymywać. Pan Kobziew miał wydaje mi się bardzo dokładne określenie: „U naszych przodków, u słowian, między działań o wielkim znaczeniu, zawsze do wymawiania słów był niezwykły szacunek, wielkie znaczenie przywiązywali”.
Właśnie, tak, rzeczywiście jest. Dlatego zapas słów tych kto pracuje z nimi powinien być bardzo głęboki. Nie powinno być przypadkowych słów, dekoncentrujących myśl dzieci. Słowa powinny być pieczołowicie wyważone, ogrzane uczuciem. Wszystko ma wielkie znaczenie. Jeżeli wszystko to było spełnione, wtedy i zadanie będzie osiągnięte. […] […] Opowiada Michał Szczetinin: – Mówią, że dzieci we wczesnym wieku podobne są do brzydkiego kaczątka, ale to nasze dorosłe postrzeganie ich łabędziej istoty. Każde dziecko ma w sobie coś szczerego, wielkiego, potężnego, nieobjęte, kosmiczne, bezgraniczne, które staje przed nami jako nasza powinność (odpowiedzialność). Mówimy tak: „powinność (dług)”. „Ty oddałeś swój dług” – to jest obraz tego co jest niezbędne, co powinno się dokonać w życiu. Dzieci – to jest kosmiczna reakcja na zachodzące procesy. To one zmuszały mnie myśleć, pracować, szukać, i przypominać siebie samego z dzieciństwa, swoje „Błękitne Góry” („dziecięce marzenia”). Dzieci to wielcy ludzie. Dorosły to człowiek, który zmalał do funkcji socjalnej (społecznej), jakby minimalizowany człowiek, i który ze ściskającą tęsknotą wspomina swą wielkość pozostawioną w dzieciństwie u podnóża swych „Błękitnych gór”. Teraz, kiedy ja tak mówię, i mnie samego ściska w gardle. Możliwe, że ja bym nie został pedagogiem, gdybym pewnego razu tego nie zrozumiał. Jakby to jest niespełnione… Tak.. Niespełnione uczucie odpowiedzialności za to co ja jeszcze nie zrobiłem dla nich. Tak… Często mnie męczy to uczucie, że mogę nie zdążyć. Dzieci to… bardzo poważne…[…]

http://wiciusza02.blogomania.pl/notki/7043

2. Ród – Naród – Nacja

Michał Piotrowicz Szczetinin: – Jeżeli „cy” to życie od pierwszo początków, to „Na-cy-ja” (nacja), wtedy cy-kl, kolo, okrąg. Czyli życie od samych początków idzie krąg za kręgiem, idzie-idzie wichrem. Jeżeli na-Cy-Ja stoję, wtedy ja nacyja (nacja). Wtedy narod (naród), na-rodu (na-rodowym). Dlatego Rosija (Rosja) to nacja. To są wszystkie oznaki. Stojący na-rodu, stojący na źródle pierwszo-początku. Mówiliśmy dzisiaj sobie, że Iwan to dar Boga. Ale Masza, to Maria, też jeżeli wsłuchać się w to słowo, słychać „osza” – światło pierwszo-początkowe, „ma” – wielkie, majętne. W tym imieniu Masza, jakby „Mir-sza” (świat-, lub pokuj-sza). Masza, ma – wielkie. „Mi” to daj „mi”, czyli nie mi oddzielonemu, a mnie jako reprezentującego naród, na-cy-ju. Wtedy „mir” (świat) stał zmieniać się w nację, kiedy ja stoję na źródle (pierwszo-początku), na początku źródle rodowym, na tym wiecznym, które stało się już tradycją, wyobrażeniu o tym, jak trzeba żyć. Jak powiedział poeta: Ja nawet teraz dziwie się naiwnie, jak proste jest prawo nam przeznaczone, ja jestem kiedy z Ojcem się łącze, i niema mnie kiedy od Niego się odrywam.”. (czyli jeżyli ja nie łącze się z Ojcem, i swą rodową wiedzą, wtedy ja nie mogę być, a zaledwie istnieję).
Nacja jest to uczucie ojcowskich tradycji. To życie w wiecznej drodze narodu. Słowo duch to ogółem zgodność, to miłość, to co my nazywamy iskrą Boga. Bóg i Miłość, a duch to co z tego pochodzi. W tym rozumieniu my dostajemy za każdym razem, w kolanach naszych rodów, energię z tego nieograniczonego źródła. Naród – to jak raz pamięć wszystkich kolan naszego rodu, które zdołały, po duchu, po tej energii, po iskrze Boskiej, osiągnąć harmonię we wszechświecie: z samym sobą, z celem, sensem swego istnienia, i z celem, sensem istnienia całego wszechświatu. W tym sensie Rosija to naród, nacja. Tutaj odczuwasz jakby siebie oddzielnego, i odczuwa się swą indywidualność w funkcji dla całego kosmosu. Czym ja jestem dla wszechświata, to jest moja funkcja. Ruscy to mocno czują. Dlaczego czasem mówią, że my Rosjanie dumna nacja? Tak, jesteśmy dumną nacją, dlatego że my wolna nacja. My nigdy nie przyznawaliśmy między sobą i Bogiem pośredników. To, oczywiste. Niewolnictwa też nie przyznawaliśmy. Kiedy mówią, że cierpieliśmy najście Tatarów-Mongołów. Jest to niezwykłe kłamstwo. Bym powiedział, że to pastwa światowego pokroju na nasz naród. Ponieważ podporządkowanie Rusi, to tak samo jak powiedzieć o podporządkowaniu kosmosu. Ruś to kontynent duchowny, objąć jego niemożliwe. Na przykład patrzę na gwieździste niebo. Gwiazdy świecą, ale czy mogę ja wziąć tą gwiazdę. Wziąć ją nie jest możliwe, ponieważ ona promieniuje światłem, i jej promienie idą przez cały wszechświat. Ruś to światło, niosący światło, jeżeli kierować się sanskrytem języka naszych przodków. Ra-się-ja – ja-ruś. Czy „ra” – to promieniujący świecący wszechświat, cała ta rzeka życia. „Sieja” – siać, jakby rozlewać, rozprzestrzeniać. Jeżeli ja Ra-sieju, czyli promieniujący świat, jak można wtedy podporządkować. Ruś – to pojęcie duchowności, to uczucie współ-przynależności ze wszystkim co jest we wszechświecie.

3. Twórczość i świat twórczości

Michale Piotrowicz, stoimy właśnie w realnym budynku, jeżeli nie zdradzić wiek, w którym my żyjemy, można odczuć, że przenieśliśmy się o wiele tysiącleci wstecz, do pewnych niezwykłych artystów, którzy robią to wszystko od serca, od duszy. Jak to możliwe, że wszyscy razem z dziećmi osiągnęli takie piękno? – Teraz jeżeli ja powiem jak myślę, słowa te mogą wydawać się w nazbyt wysokim stylu. Ale ja powiem.. wszystko co robią tutaj nasi twórcy, wszystko to z miłości do ojczyzny, Rosji. Były czasy, kiedy dla mnie samego wydawało się to czymś zbyt dużym, zbyt wysokiego lotu. Jakby takimi wysokimi słowami mówisz…ale ważne, by nie wielkimi słowami mówić a wielkimi myślami myśleć. Właśnie wtedy, kiedy wielka myśl prowadzi ciebie, wtedy rodzi się ni stąd ni zowąd, to co widocznie było w tobie wkładane wiekami. Dlatego, że zwracasz się do wieków, wtedy wieczność zaczyna odpowiadać. Popatrzcie, chciałbym na coś zwrócić uwagę, ta praca nie była robiona najpierw ołówkiem, czy kredą. Zrobiona ona jest od razu, bezpośrednio farbą, pędzlem, ręką, z własnej fantazji, co w tej chwili przyszło w myślach. Tutaj pracowało kilka osób naraz. Ciężko jest zauważyć, że to prawda. Ponieważ, wydaje się jakby rysował to jeden malarz. Ponieważ zamysł był jeden. Myśl przychodzi do głowy i ona staje się własnością wszystkich. Bardzo ważne, żeby nie było próbowania, jakby początkowego się przygotowywania, żeby coś zrobić. Najpierw zaczynamy od rozmowy o planach, osiąganie sensu, co my będziemy robić, po co, dla czego. Kiedy wspólny plan zostanie przyjęty, to bardzo ważne, wszystkimi kto będzie jego wykonywać. Wtedy niepotrzebne są żadne próby. Wtedy wszystko co się robi, wszystko jest prawidłowe. Często mówię, że „Artysta zawsze ma rację, a jeżeli ona nie ma racji, wtedy, rację ma innych artysta.” To bardzo ważne. Żeby nie było się zatrzymywania. Między innymi jest to ważne nie tylko w budownictwie, to ważne dla całego życia. […] […] Dlaczego dziecko gaśnie z wiekiem, czasie nauki w szkole. Dlaczego, i co dało podstawy, dla takiego wielkiego i jaskrawemu pedagoga naszego wieku Suchomlinskomu, napisać takie linijki: „Wiele niepokojącego, jest w tym, że umysłowe zdolności, jakby gasną do lat młodzieńczych.” Dlaczego następuje gaśnięcie? Dlaczego dziecko przychodzi do szkoły i traci swe zdrowie duchowne, psychiczne, fizyczne. To co mi się wydaję, podstawowa przyczyna tego zjawiska, w większej mierze składa się w tym, że ono z jednej strony: przygotowuje się żyć, ale nie żyje teraz; z innej strony on żyje w takim eklektycznym (zmieszanym) świecie obrazów (pojęć) oberwanych, niepełnych. On patrzy w świat, jak w rozbite lustro. Dookoła małe kawałki i on widzi wszystko w naruszonym stanie, jakby coś się prześlizguje, na coś podobne… a jak wszystko połączyć? Zaczęła się już fizyka, zaczęła się chemia, ale oddać się do końca temu co się dzieje nie możliwości, nie ma czasu. W końcu rodzi się najgorsze – powierzchowny stosunek do tego co się dzieje w życiu, jakby odłączenie; mnie tutaj nie ma, to nie zależy ode mnie. Ten samy sens w znanym powiedzeniu: „Moja chata z boku”. Tak rodzi się cynizm, a na koniec jedna z fundamentalnych podstaw chorób. Ponieważ zdrowie, to ruch energii, to włączenie do energio-informacyjnego procesu. Jeżeli ja jestem włączony, ja otrzymuje energię, ja sam ją oddaję. Czyli idzie wzajemna wymiana, to właśnie jest życiem. Powinna być jakaś jedna wielka mocna idea sens, czy globalny obraz dla którego ja służę. Wtedy wszystko co ja robię jest fragmentem tego obrazu. Wtedy ja wpisuje, ciągle wpisuje w moim życiu ten globalny obraz. Jeżeli tak rozumując ja działam, co bym nie robił, czym nie żył. Wtedy ja rosną jako osobowość. Przy czym jako osobowość wszechświata. Chcę żeby niezapomniano, przecież żyjemy w kosmosie, to jest realność, to nie jest fantazja. To jest ta realność, która często nam umyka. Jeżeli zaczynamy żyć obrazem: on pożartował (żył na niby, udawał), się pokrzywił, jak często bywa, niestety, z naruszonym już dzieciństwem. Co się dzieje? On tutaj zażartował, się skrzywił, tam zażartował, w końcu te krzywienie się (m.in. udawanie życia) robi z niego rzeczywiście skażonym człowiekiem. Dlatego, że nic nie pozostaje bez śladu. Tysiące rozpraw… Ktoś napisał te słowa: „nie myśl o sekundach z daleka, przyjdzie czas sam zrozumiesz.” (każdej sekundzie trzeba z bliska się przyglądać). Zapewne te chwile, które ja rzeczywiście, szczerze żyję, od razu, z czystego papieru, i rzeczywiście na wieki wpisuje siebie. Wpisuje siebie w rzeczywiste istnienie w „byt”. Nigdy nie żyje czasowo, żeby później żyć. „Dożyjemy do poniedziałku” – jest taka gorzka ironia. Niestety w nasze czasy proces ten pozostaje być ciągłym. Najważniejsze to cały czas utrzymywać globalny obraz (ideę), to służba ojczyźnie, służba dla ludzkiej rasy, dla Boga. To cały bezmiar mojego istnienia. Najpierw ja słucham kto ja, skąd jestem, po co przyszedłem. Potem ja wpisuje siebie w swoją stronę swoją literkę, swój znak, w ten nurt energio-informacyjnych stosunków. Wtedy nikt i nic mnie strąci. Skoro trzymam główny obraz, i nie żartuje z niego. Żyjąc, każdy raz wykonuję zamysł Stwórcy.
Piszę siebie w wieczność. Nigdzie nie próbuje: najpierw spróbuję, potem powiem. Często spotykamy się z niezrozumieniem artystów, którzy przyjeżdżają do nas. Mam na myśli wykładowców. Mówią oni: „spróbujmy najpierw na papierze, a później na płótnie”. Będzie lepiej jeżeli zapłacimy za farbę, wydamy pieniądze na płótno, ale żeby oni to robili od razu, żeby to nie trafiło do kosza, ale zostawało w wieczności. W przyrodzie nic się nie przerabia. Nawet maleńka roślinka, ona zaczęła rosnąć, każdym ruchem wpisuje swoją istotę w połączeniu z jedynym globalnym obrazem wszechświata. Nic nie zaczyna się od nowa. Ruch, moje myśli, nic nie pisze się od nowa. To nie prawda. Dlaczegóż my ciągle tworzymy świat ciągłych prób. Ono przecież już istnieje w rzeczywistości. W skutku powstaje uczucie, że jestem w stronie od tego co ja teraz robię (nie jestem za to odpowiedzialny). A jeżeli taka nauka ciągnie się dziesięć lat, i jeszcze pięć, jeszcze sześć lat. Co wtedy zostanie ze mnie? Czyli w skutku, cały czas jestem dwojaki. Żyję jakimś sztucznym światem, poza światem rzeczywistym. Wtedy już się odłączam… Tak dogasają twórcy, geniusze. Odchodzą tłumy niezwykle utalentowani dzieci swych rodów. Właśnie za to, kto by odpowiedzialność wziął? Wszystko dlatego, że jest próbowanie. Obwiniam w tym szkołę, że kiedy zaczęli się pojawiać nie „artyści” (znawcy swego fachu), którzy wprowadzają w swój nurt swych uczniów, a ludzie, którzy nie są znawcami, a tylko opowiadają o fachu. Sami nie potrafią, nie zapaleni ogniem twórczości. Oni starają się podprowadzać do przyszłej twórczości, ale poza ogniem. Bez własnego zapału twórczego, nie wyprowadzisz idącego za tobą. Wszystko robimy, żeby każdy nauczyciel sam był naukowcem, żeby każdy artysta rzeczywiście był artystą. Aby ten, który pracuje z dziećmi sam był natchnionym. Jedynie wtedy pójdą za nim zdrowe pokolenia. W taki sposób dorastają ludzie wierzący, czyli sami bezpośrednio odbierających całą istotę prawdy sobą. […]

Anastazja
Dzwoniace Cedry Rosji
Wladimir Megre

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Contact Form Powered By : XYZScripts.com