Category Archives: Słowianie

Cele Slowianskiej Osady

images49LOJF1Q

Chcielibysmy dzisiaj przedstawic panstwu nasz pomysl, o ktorym myslimy juz od lat. Mianowicie powstanie osady gdzie zamieszkaja osoby, ktore beda chcialy zyc zgodnie z przyroda wsrod milych I sympatycznych sasiadow jak my :D

Alternatywna historia słowian

Lechia 1

 

Starożytni Słowianie wierzyli w bardzo wiele demonów, a niektóre obrzędy przetrwały do dziś

Bogowie słowiańscy zostali utopieni w Dnieprze i Zbruczu ich popioły zostały wywiane ze zgliszcz Arkony a święte gaje wykarczowane przez krzewicieli nowej wiary. Jednak mglista pamięć o nich przetrwała w świadomości współczesnych czasem pokryta obcym nalotem i częściowo schrystianizowana.

Słowiański folklor roi się wręcz od różnych istot, które niegdyś otaczały bogów pierwszego rzędu, a po zniszczeniu miejsc kultu kontynuowały swój byt w kręgu domowym. Pomagały ludziom rozumieć budowę świata i jego fazy.  Szczególna role dla naszych przodków odgrywały dusze zmarłych, członków rodziny lub bliskich osób. Wierzono, że dusza jest obrazem, kopią człowieka za życia.

Obraz ten po śmierci człowieka odlatuje z wiatrem w zaświaty gdzie przebywa, ale może powracać jeść, pić. W celu zapewnienia spokoju duszom zmarłych Słowianie odprawiali rozbudowane ceremonie pogrzebowe. Aż do nadejścia chrześcijaństwa dominował pochowek w formie ciałopalenia, który miał oczyszczającą moc słońca i ognia. Choć u Słowian bałkańskich znane są cmentarzyska szkieletowe, tu należy się dopatrywać silnego wpływu Awarów.

Informacji o obrzędach ciałopalenia dostarcza nam arabski kronikarz Ibn Rosteh  IX-X w.  “Kiedy kto z nich umrze, palą go w ogniu, zaś ich kobiety, kto gdy im umrze, krajają sobie nożem ręce i twarze, Gdy zmarły zostanie spopielony, udają się do niego nazajutrz, biorą popiół z owego miejsca, dają go do popielnicy i stawiają  ją na pagórku”  Słowianie wschodni jeszcze w XIX wieku wznosili nad takim pochowkiem niewielkie domki. Ciekawa jest tez relacja czeskiej kroniki Kosmasa, która wspomina  “pogrzeby, które odbywały się po lasach i na polach i korowody, które odprawiali podług  pogańskiego zwyczaju, na dwóch i trzech rozstajnych drogach jakby dla spokoju duszy.

Także i bezbożne igry, które  wyprawiali nad swoimi zmarłymi tańcząc z nałożonymi na twarz maskami i wywołując cienie zmarłych. Z tekstów bizantyjskich i arabskich wiemy o obrzędach,  w których występowało dobrowolne lub nie, zadawanie sobie śmierci przez wdowę. Tak jak dary grobowe jest to wyrazem przekonania, że dusze nieboszczyka trzeba wyprawić na tamten świat wyposażona we wszystko, czego może potrzebować i nie miała, po co wracać. Ważnym elementem obrzędów pogrzebowych były stypy, po staropolsku strawie, po starorusku triznie a chorwacku karminie. Stypę odprawiano w czterdzieści dni po śmierci lub w rocznice śmierci.

Zapisy folklorystyczne z Polski mówią o zwyczaju pozostawiania wolnego miejsca za stołem dla zmarłego. Na Białorusi gospodarz wywołuje zmarłych przodków wypowiadając słowa “Świeci dziadowie, przychodźcie do nas wieczerzać. Proszę was na wieczerzę”. Niekiedy odbywa się to przy grobie, co przyjęli i zachowali Romowie. Pośród Słowian wschodnich i południowych wierzono, że dusza, aby dostać się na tamten świat musi przejść  przez rzekę czasem po moście albo w bród. Aby ułatwić to zadanie budowano kładkę przez potok czasami z wycięciem śladu ludzkiej stopy. Wrzucano też do trumny grosz na zapłatę za przewóz.

Słowianie nie obawiali się dusz zmarłych, którzy odeszli w sposób naturalny. Ich obecność była nawet pożądana. Z tej grupy wywodzą się demony ludziom przyjazne  okazujące im swa pomoc, pomnażając dobytek, chroniąc zabudowę i plon. Do tej grupy powrócę później, lecz najpierw  omówię istoty, których się bano i wystrzegano. Różne wiedźmy, zmory i upiory rekrutowały się z dusz ludzi zmarłych gwałtownie lub nieszczęśliwie  np.  topielcy, dzieci niechrzczone, samobójcy porońce, kobiety zmarłe w czasie połogu, narzeczeni bezpośrednio przed ślubem. Istoty te maja wiele cech wspólnych jak czasowa niewidzialność, ciemna lub czerwona skóra, niewielki wzrost, obfite owłosienie gęste brwi, osobliwe zęby, duże wargi, długie sutki brak lub nadmiar palców, często zwierzęce lub ptasie stopy.

Istoty te potrafią się przedzierzgać w zwierzęta lub ptaki. Potrafią się uprzykrzać ludziom na wiele sposobów. Najczęściej wywołując choroby. Osobliwością wyobraźni Słowian jest załaskotanie lub zagłaskanie na śmierć. Demony duszą, straszą jękami, śmiechem, jeżdżą na ludziach, wysysają krew i mleko, odmieniają niemowlęta, meczą ciężarne kobiety a czasem nawet porywają młode dziewczyny, wchodzą w stosunki płciowe z ludźmi.

Wczesną formą jest strzyga lub w wersji męskiej  strzyż i strzygon. Nazwa pochodzi z łacińskiego striga i greckiego striks. Jest to inwencja słowiańska nałożona na rodzimego wampira, czy upiora.Za strzygi uważano  dusze ludzi urodzonych z dwoma duszami dwoma sercami i drugim rzędem zębów, za strzygę uważano też noworodki urodzone z wykształconymi zębami. Kiedy za życia zidentyfikowano strzygę wypędzano ją z siedzib ludzkich. Strzygi ginęły zazwyczaj młodo i kiedy jedna dusza odchodziła druga żyła nadal i by przetrwać musiała polować. Latała, więc w nocy pod postacią sowy wysysała krew i wyżerała wnętrzności. Oprócz polowania mściła się na ludziach za krzywdy doznane za życia. Podobnie jak upiora i wampira strzega można było zabić wbijając gwoździe lub pale w różne części ciała. Upiory napastują własną rodzinę wchodzą w stosunki z żywymi  i swoimi żonami, czym powodują korowód śmierci. Epidemia strachu wywołana serią zgonów na wsi wywoływała magiczne działania wobec zwłok uznanych za wampira czy upiora.

Dokonywano tego przed pochowkiem lub na zwłokach wydobytych z groby. Rzucano do trumny mak, trumnę przygniatano głazem, czasem posuwano się do kaleczenia zwłok przebijając pierś lub głowę  dużym gwoździem lub kołkiem. Na Rusi składano upiorom ofiary próbując je przebłagać. Nazwy tych upiorów przetrwały także w nazewnictwie miejscowości w Polsce mamy Wapiersk a pod Rypinem są Strzygi. Także dusze  niemowląt zmarłych przed chrztem lub spędzonych płodów oraz młodych dziewcząt  potrafią być mściwe, złośliwe i wrogie chodzi im o zemstę za przerwane życie .Przyjmują one formę dzikiego piszczącego ptactwa napadając na kobiety ciężarne i rodzące. W Bułgarii znano je, jako navi w Serbii, jako navije , Słowenii  navje a w Polsce i na Ukrainie latawce lub porońce.

Powróćmy teraz do duchów i demonów domu, zagrody i roli, czyli  duchów rodzinnych opiekujących się podstawową jednostką społeczną. Duchy domu są przyjazne i pożyteczne uznawano, że  przebywają  za piecem na strychu  pod podłogą lub w chlewie, uznawano je za członków rodziny. Ducha domowego nazywano po prostu  domowym lub domownikiem czasem gospodarzem i ojczulkiem. Cechowała go  gospodarność i współodpowiedzialność za dom i przychówek, wieszczył także członkom rodziny rzeczy dobre i złe. Jeśli rodzina przenosiła się do nowego domu  uroczyście upraszano go o pójście z nimi. Domownik niekiedy pokazywał się ludziom, ale zawsze w nocy.

Wyobrażano go sobie, jako czarnego i rogatego, ale najczęściej  przypominał głowę rodu lub siwego starca przypominającego zmarłego dziada lub ojca ubranego oczywiście na chłopską modłę. W niektórych regionach dodawano mu żonę zwaną domacha lub domowicha, która wyłaziła spod podłogi  i przędła. Domowego odżywiano by miał sile przepędzać obce i inne szkodliwe duchy jak złośliwego  bannika ducha łaźni lub owinnika, ducha gumna.

Do innych nie przychylnych duszków domowych należały  nocnice wywołujące bóle piersi matek oraz płacz i krzyk dzieci. U nas znamy je, jako płaczki a na Rusi, jako płaksy. Rosyjski  historyk Michaił N. Tichomirow wspomniał o swojej gospodyni rodem ze wsi, która co wieczór zostawiała miseczkę mleka dla domowego. Domowy potrafił także być groźny, kiedy niezadowolony z domowników, potrafił  swym pocałunkiem wywołać pryszcze na ustach a nawet pobiciem połamać kości. W Polsce Duch domowy znany był pod nazwa Żyrowego  (od słowa żyr, czyli tłustość).

Wyobrażenie ducha domowika

Z kultem ducha domowego wśród Słowian południowych  łączy się cześć węża domowego. Na Białorusi trzymano po domach zaskrońce. W Serbii żmija cuvakuca, co znaczy ta, co czuwa nad domem w Chorwacji jest to żmija kucarica. W Bułgarii znają stopana, który w zamian za opiekę upomina się o jedzenie. Ofiarę składa mu najstarsza kobieta zarzynają nad ogniem czarna kurę tak by krew spłynęła do dołka zakrywanego potem ziemią. Cząstki kury wraz z chlebem i winem zanoszono mu na strych.

Podobny zwyczaj  praktykowano w Polsce jeszcze w XII wieku  w czasie budowy nowego domu lub studni zakopywano w narożniku ofiarę zakładzinową w postaci czarnego koguta jajka albo głowy zwierzęcia. Dowodem na to są wykopaliska w Szczecinie i Gdańsku, można w tym widzieć ofiarę dla duchów domowych. Upraszają domowego o opiekę nad całym grodem.

Ofiara zakładzinowa znaleziona pod wałem grodu z VIII wieku w Bonikowie, składała się z kilku garnków z kaszą, zbożem, mięsem i napojami. Do zapożyczeń germańskich należą znane w Wielkopolsce , Czechach w Słowenii  skrzaty  (z germańskiego  scrato) podobnie polski chobold pochodzi od germańskiego  kobold,  lecz są to zapożyczenia dosyć późne i pochodzą z czasów pełnego średniowiecza. Do zapożyczeń  bałtyjskich i ugrofińskich należą krasnoludki , kraśniaki i małoludki.

Ważne miejsce w demonologii  Słowian zajmuje południca. Jest to demon kobiecy  powstający z wiru powietrznego. Pokazuje się w samo południe w najgorętszej porze dnia. Może być  niebezpieczna dla pracujących w polu. Południca zwykle przechadza się miedzami łamiąc ludziom karki. Mimo to miała za zadanie ochronę zboża.

Źródło:

                     http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/demonologia-slowianska-studium-czesc-pierwsza, innemedium.pl

Słowianie i demony czyli ciąg dalszy odkopywania przeszłości

Źródło: 123rf.com

Wyobraźnię Słowian pobudzała woda, która miała dla nich znaczenie oczyszczające i uzdrawiające, magia emanująca z niej wywoływała fascynacje i strach. Dlatego brzegi leśnych jezior i rzek zaludniły się istotami tajemniczymi i niebezpiecznymi.

Słowianie praktykowali obrzęd karmienia wody składając ofiary z chleba soli, kur, jagniąt miało to zapobiec powodziom lub posusze a także pomóc w szczęśliwiej podróży drogą wodną lub przy budowie mostu, grobli. Słowianie uważali, że człowieka tonącego nie ratuje się, aby nie osłabić wody. Demony wodne pochodziły z dusz ludzi przedwcześnie zmarłych lub nagle, szczególnie zaś topielców i dzieci przeklętych przez matki. I to im składano dary a nie  samemu żywiołowi wody gdyż Słowianie nie deifikowali matki- wody jak np. robiły to ludu ugrofińskie. Wodni topcowie, bo tak nazywa ich wykład katechizmu ks. Pawła Gilowskiego z 1579.W Rosji noszą nazwę vodjanoj lub łobasta (z tureckiego Albasta), u Czechow i Słowaków są to vodniki i vodni.

Były to istoty złe i złośliwe, wylegujące się na brzegach. Zwabionych ludzi topiły w wirach, potrafiły przyjmować postać ryb i zwierząt. Z okolic Archangielska pochodzi wzmianka o ofiarowaniu cała gromadą konia bóstwu wodnemu. Konia kupowano nie targując się o cenę, namaszczano łeb konia miodem i topiono przywiązując dwa kamienie do szyi roku 1887 Zygmunt Gloger odnotował, że nad jednym z jezior augustowskich ludność dorocznie rzuca kurę w tonie jeziora dla topielców, co ma ich obłaskawić.

File 17325

Wyobrażenie wodnika

Na pograniczu wód i lasów żyją rusałki znane tylko na Białorusi i Ukrainie, są to dusze młodych dziewcząt, które nagie z rozpuszczonymi włosami przybranymi w wianki, śpiewem i tańcem przy nowiu wabią i zadają zagadki do rozwiązania. Łaskoczą też aż do załaskotania na śmierć. Starszą nazwą rusałek są wiły, które występują w staroruskich tekstach kościelnych z X i XIw. Wiłom składano ofiary pod drzewami w jaskiniach i na kamieniach. Są to istoty ogniookie czasami kozionogie mogą przybierać postać łabędzi i sokołów. Pląsami i śpiewem wabiły młodych chłopców. Do tej samej grupy zaliczyć można naszą rodzimą boginkę, mamunę, odmienice i dziwożone, białoruską czarciche i ukraińską dziwą-babę.

File 17324

Wyobrażenie Rusałek

Boginkami miały się stawać kobiety zmarłe przy porodzie, samobójczynie i morderczynie dzieci. Porywały one lub podmieniały dzieci w kołyskach na własne szkaradne. Sposobem na odzyskanie dziecka było porzucenie podmieńca wtedy dziwożona tknięta płaczem dziecka oddawała porwane i zabierała swoje. Wyobrażano je sobie, jako stwory szkaradne, długopierśne, wielkogłowe i krzywonogie, prały według nich ubrania kijankami o północy. Do innych mitycznych mieszkańców wód należą, świetlki i błędne ognie. Są to małe demony, które rozpalały na bagnach ognie zwodząc ludzi w topieliska. Zdarzało się, że demony te litowały się nad zagubionym człowiekiem i wskazywały mu drogę z bagien. Słowianie wierzyli, że ognikami stawały się dusze ludzi okrutnych i nieuczciwych za życia.

Inną dziedziną zamieszkaną przez duchy i demony były lasy, które jak woda fascynowały i przerażały ludzi. Las pozostał dla nich dziedziną mroczną i nieoswojoną. Najważniejszym duchem leśnym był Leszy, białoruski lesavik ich polskimi odpowiednikami były borowy, Boruta, serbsko-chorwacki vucij-pastir (wilczy pasterz) oraz ich żeńska odmiana  Gorska majka, sumina mati (Górska matka). Duch lasu był duchem raczej neutralnym w stosunku do ludzi. Jego postawa zależała od tego, z jakimi zamiarami przychodzili do lasu, mógł zaprowadzić intruzów w głąb lasu lub bezpiecznie z niego wyprowadzić zagubionych, mógł wydać na pastwę dzikich zwierząt lub ochronić przed atakiem zbójców, przybierał postać wilka, puchacza lub wichru, jego wzrost zależał od wysokości drzewostanu, przez który przechodził. Wyobrażano go sobie, jako mężczyznę o nienaturalnie białej twarzy.

File 17326

Wyobrażenie Leszego

Pięknym przykładem tego jak stare wierzenia przetrwały w folklorze jest podanie zanotowane przez Bohdana Baranowskiego, w którym borowy pomógł w ucieczce dezerterowi z carskiego wojska, w tych czasach wyobrażano go sobie w mundurze strażnika leśnego przedstawieniu huculskim wypasał on stada jeleni a jego straż tworzą niedźwiedzie. W celu zapewnienia spokoju od leśnego ducha składano mu odpowiednie ofiary. Jako władczyni lasu pojawia się czasem Baba Jaga. Z podziwem patrzył chłop słowiański na niedźwiedzia uosobienie siły. Obchodzono święta-uczty, które miały mu pomóc lepiej się ułożyć do zimowego snu 30 listopada i wstać z niego 25 marca.

Gliniane łapy niedźwiedzie składano w kurhanach, wszystko to jest objawem czci dla niedźwiedzia, o którym chłop rosyjski mawiał ” silniejszy jest od samego czarta”. Innym mieszkańcem lasu otaczanym przez Słowian był dzik. W licu przednim wału grodu gnieźnieńskiego z X wieku archeolodzy odkryli rzeźbiony łeb dziczy. Tak jak pazury kreta, szpony ptaków i poroże zwierzyny płowej miało to chronić od uroku. Thietmar w początku XI wieku odnotował mit Redarów, że ”ilekroć grożą im srogie przeciwności krwawej wojny domowej, wychodzi z jeziora potężny odyniec z pianą połyskującą na białych kłach i na oczach wszystkich tarza się z upodobaniem w kałuży wśród straszliwych wstrząsów”.

Podziw dla mieszkańców lasu objawiał się nie tylko w bojaźni, ale też w chęci imitacji cech przydatnych w wale o byt, stąd powszechne były amulety mające odstraszać złe moce i dodające odwagi czy przebiegłości np. picie z turzego rogu dawało siłę a noszenie pasów ze skóry tura ułatwiało kobietom połóg. Wilkołactwo zostało po raz pierwszy odnotowane wśród Prasłowian przez Herodota V wiek p.n.e. i odnosiło się do ludu Neurów. Według jednej z hipotez wierzenia w wilkołactwo miały swój początek w obrzędach inicjacyjnych młodzieży wojskowej.

Drogą doświadczeń magiczno–religijnych i przy pomocy substancji oszołamiających dochodziło do rytualnego przekształcenia młodych wojowników w zwierzę, uwalniając bezgraniczną agresywność, a założenie skóry drapieżnika przekształcało ich psychikę zwalniając z norm ludzkich. W Skandynawii znani są berserk (skóry niedźwiedzie).Obchodzono także „wilcze święta”, co przetrwało w folklorze i w czasach późniejszych w Bułgarii i wśród Hucułów zapraszano wilka na ucztę wigilijną. Unikano także wymawiania jego nazwy ”nie wywołuj wilka z lasu”.

File 17323

Wyobrażenie wilkołaka

Także powietrze nie było wolne od duchów i demonów, zjawiska atmosferyczne przerażały i zadziwiały człowieka. Dlatego upatrywali tam interwencji duchów. Ogólnosłowiańskie złowrogie smoki powietrzne zwane żmijami miały wiele nazw lokalnych zależnie od regionu Słowiańszczyzny. Znane są nam bałkańskie ażdachy i chały nazwa ta jest perska i za pośrednictwem ludów tureckich przyjęta przez Słowian.

Mieszkają one w czarnych chmurach lub jeziorach. Potrafią niszczyć dobytek porywać ludzi wichurą, zagrażają słońcu pożarciem, stad przekonanie, że krwawa barwa słońca to wynik ich ukąszeń a swoimi skrzydłami powodowały zaćmienia. Górale polscy i słowaccy umieszczają je w jaskiniach i bagnach. Są ślady wierzeń, że to czarownicy wypuszczali smoki i można zobaczyć ich ogony zwisające z chmur. Z Polski i z Rosji są wzmianki wierzeń, że tęcza to ogromny smok pijący wodę z morza i rzek, aby ją zwrócić chmurom. Chmury były miejscem przebywania także ludzi-demonów takich jak obłocznicy, płanetnicy, chmurnicy.

Wierzenia o chmurnikach mają dwoiste znaczenie, czasami mówi się o nich jak w Małopolsce, jako o żywych, młodych i silnych chłopcach wciągniętych przez burze w chmury gdzie nimi kierują. Na Bałkanach są to dusze żywych, mądrych junaków czasem tylko dziewcząt, które we śnie lecą do walki z obcymi duchami, aby oddalić grad lub aby sprowadzić potrzebny deszcz. W Bośni, Serbii i Czarnogórze nazywają ich stuha, czasami ich rozmowy słychać w górach. Na pograniczu macedońsko-bułgarskim miejsce stuhy zajmuje zmaj lub zmej. Jest to człowiek, który urodził się z małymi skrzydełkami pod pachami. We śnie leci na bój z potworami takimi jak ażdachy i chały powodującymi zniszczenie.

innemedium.pl

Życie codzienne Słowian, odkopywania przeszłości ciąg dalszy

źródło: Internet

W trzecim artykule traktującym o życiu codziennym Słowian, zajmę się tym, co nasi przodkowie jedli. W części pierwszej i drugiej wiele razy przytaczałem opinie zagranicznych  kronikarzy, zachwalających  bogactwo ziemi Słowian. Bogactwem tym zapełniały się stoły biesiadne w czasie uczt wydawanych na cześć gościa, gdyż plamą na honorze Słowianina było uchylenie się od obowiązku godnego przyjęcia gościa. Jednak w życiu codziennym stół słowiański prezentował się znacznie skromniej, przynajmniej w domach szerokich mas ludności.

Pożywienie było raczej monotonne i mało urozmaicone, wątpię by przypadło do gustu naszym współczesnym podniebieniom. Podstawę diety stanowiły produkty roślinne, mięso i  ryby nie tak jak dzisiaj były raczej składnikiem uzupełniającym. Najpospolitszym jadłem było proso, po obłuszczeniu w drewnianych stępach konsumowano ją jako kasze jaglaną. Lub w postaci prażuchy, zapiekanej w glinianych naczyniach zwanych prażnicami. Czy też w postaci różnych bryj i polewek, z rozgotowanej mąki o różnym stopniu zawiesistości, w zależności od zasobności domu. Nawet gdy z czasem powszechne i bardziej dostępne stały się zboża gatunków szlachetniejszych. Mąka i kasza jaglana pozostały podstawą diety uboższych warstw ludności. Stosowano również odmiany zbóż szlachetnych jak pszenica, żyto czy jęczmień.

Przygotowywano je tak sam w formie ekonomicznych polewek lub wypiekano z nich na palenisku placki. Prawdziwy chleb z zakwaszonej mąki zdarzał się rzadziej i był raczej luksusem, gdyż wymagał odpowiedniego pieca. Doroczne święta religijne były świetną okazją do przerwania nudnej diety. Tak działo się na Rugii gdzie wypiekano olbrzymi kołacz przyprawiony miodem. Prawdziwe arcydzieło sztuki piekarniczej, kołacz tak duży, że arcykapłan mógł się za nim schować. Po wróżbach i uroczystościach kołacz był konsumowany przez zebraną brać plemienną.

Ważnym składnikiem diety były rośliny strączkowe, uprawiane w ogrodach. Najpospolitszy był bób rzadziej groch i soczewica. Słowianom nie obce były warzywa. Głównie marchew i buraki czasem cebula i kapusta, nawet koperek i ogórki. Tłuszcz pochodził z roślin oleistych takich jak mak, len i konopie. W latach mniej urodzajnych, czy też w rejonach mniej dostatnich. Zapasy uzupełniano wszystkim, co można było znaleźć na łące i w lesie i do garnka włożyć. Powszechnie gromadzono szczaw i barszcz. Także nasiona niektórych traw jak komsa i włośnica nadawały się w ostateczności do przygotowania kaszy i mąki.

W czasach naprawdę ciężkich nie gardzono perzem i żołędziami, które po odgoryczeniu  i starciu dodawano do mąki lepszej gatunkowo, w celu powiększenia objętości. Ważnym źródłem pożywienia Słowian był las, w którym nie tylko polowano, ale też zbierano grzyby, orzechy, jagody oraz owoce drzew dziko rosnących jak jabłoń czy grusza. W zamożniejszych osadach hodowano szlachetne drzewa owocowe takie jak śliwy, wiśnie, czereśnie także brzoskwinie wymagające większej opieki i wiedzy.

Potrawy mięsne sporządzano przede wszystkim z mięsa zwierząt  hodowlanych. Wśród nich pierwsze miejsce zajmowała oczywiście świnia, największy przyjaciel człowieka. W mniejszym stopniu korzystano z rogacizny i baraniny, na stół trafiała też konina  oczywiście tylko wtedy, gdy zwierze było stare i wysłużone. Zwierzęta hodowlane trafiały na stół dopiero w wieku dojrzałym. Ubój młodych osobników w ówczesnych warunkach hodowli był niesłychanym luksusem, wyjątkiem były mało wymagające prosięta mnożące się licznie w przydomowych  chlewikach. Wbrew dzisiejszej obiegowej opinii konsumpcja dziczyzny stanowiła raczej niewielki procent mięsa zjadanego  we  wczesnym średniowieczu.

Zresztą wraz z postępującą feudalizacją dziczyzna stała się przysmakiem feudałów rezerwujących sobie wyłączne prawo do polowań na grubego zwierza. Jadano też drób domowy jak kury rzadziej kaczki i gęsi, które były pochodzenia dzikiego. Osobliwą notatkę pozostawił nam arabski podróżnik Ibrahim  ibn Jakub, który stwierdził, iż  unikają oni drobiu, bo mięso to wywołuje u nich czerwoną wysypkę, chętnie natomiast jedzą mięso gęsi i krowie „bo to im służy”.

Otto z Bambergu niemiecki misjonarz na Pomorzu miał zakazać Słowianom jedzenia padliny, picia krwi zwierząt i zjadania innych obrzydliwości. Na prawych chrześcijan został tam nałożony zakaz jedzenia razem z poganami i używania tych samych naczyń. Jeśli to prawda to  zastrzeżenia te dotyczyły tylko  pokarmów mięsnych, które zawsze budziły wiele wątpliwości  religijnych i sanitarnych. Myślę jednak, że niemiecki misjonarz wypisując takie  bzdury chciał być złośliwy i dopiec tym Słowianom, którzy nie chcieli przyjąć nowej wiary.

Ryby jadane były chętnie, zwłaszcza szlachetne gatunki jak łosoś, jesiotr i węgorz. Jednak z czasem połów tych ryb został ograniczony przez prawo książęce i pospólstwu zostały się poślednie gatunki ryb. Wszelkie rekordy mieli pobić rybacy ze Szczecina łowiąc w Odrze gigantycznego suma, którego misjonarze jedli dwa tygodnie. Nad Bałtykiem łowiono śledzia, którego eksportowano zasolonego w beczkach  na południe. Jeden z misjonarzy po latach pobytu na Pomorzu wspominał smakowite śledzie bałtyckie „gdybym powiedział, co myślę o ich zapachu i tłustości, mógłbym być posądzony o łakomstwo” Świeżość śledzi bałtyckich  docenili też wojowie Bolesława Krzywoustego, którzy po zdobyciu Kołobrzegu śpiewali:

Naszym przodkom wystarczyły ryby słone i cuchnące,

            My po świerze  przychodzimy, w oceanie pluskające!

Niewiele wiadomo o nabiale, gdyż  ten rodzaj pokarmu nie pozostawił śladów archeologicznych. Tylko skorupki jajek wskazują, że i jajecznica lądowała na stole Słowian. W porze wiosennej podbierano, jaka dzikiego ptactwa. Jeśli trzymano bydło rogate to i produkowano masło, mleko i sery. Otto z Bambergu pouczał nowe owieczki w trzodzie chrześcijańskiej, aby nie jedli tak mięsa i nabiału w dni postne.

Ceniący sobie dobre jadło misjonarze, widać nie byli do końca zadowoleni z lokalnych produktów, lub może z ich nie dostatecznej ilości. Z entuzjazmem powitali prezent od arcybiskupa duńskiego, statek wyładowany masłem. Co jest najstarszym dowodem eksportu tego słynnego produktu eksportowego Danii.

Wczesnośredniowieczni Słowianie pijali nie tylko mleko! Warzono kwas i piwo. Piwo warzono z jęczmienia przyprawionego chmielem. Chmiel w tych czasach pochodził raczej z dziko rosnących roślin a nie z hodowli. Piwo warzono po domach a potem także w karczmach. Był to napój pospolity w przeciwieństwie do miodu pitnego, stanowiącego trunek zamożnych  biesiadników godny samych bogów. Raz do roku na Rugii kapłan napełniał miodem pitnym róg, trzymany przez posąg Świętowita.

Żywotopisarz  Ottona z Bambergu odnotował, że Słowianie „wina nie maja ani go nie poszukują, gdyż miodne napoje i piwo przewyższają  wina falernijskie” w innym miejscu jednak wyraża żal z powodu braku wina i stwierdza, że ”gdyby ziemia ta posiadała jeszcze winną latorośl, figę i oliwke, poczytałbys ją za Ziemie Obiecaną” Chcąc zaradzić tej biedzie misjonarze sprowadzili winorośl, która Janek nie przyjęła się zbyt dobrze w chłodnym klimacie. Przyjął się za to swietnie zwyczaj pokrzepiania winem z importu. Import przypraw był mały w okresie wczesnego średniowiecza  i rozpowszechnił się dopiero w XII w. Gama smaków ożywiających przsne i mdłe potrawy sprowadzała się do trzech  tonów.

Słodyczy, którą zapewniał miód, kwasu pozyskiwanego z różnych roślin i  kiszonek oraz sól. Której było pod dostatkiem poza może latami wojen. Cenna sól stanowiła często srodek  płatniczy. Używano jej nie tylko do doprawiania potraw, ale też do konserwacji artykułów spożywczych. Sól pomimo swej powszechności pozostała w cenie,   szczególnie  od momentu, kiedy książęta zmonopolizowali produkcje i sprzedaż tego produktu. Z tego powodu częstym sposobem konserwacji żywności było wędzenie i suszenie ryb czy mięsa. A także kiszenie warzyw w drewnianych lub kamiennych kadziach.

Potrawy gotowano zazwyczaj w glinianych garnkach przystawianych do paleniska. Na stanowiskach archeologicznych, nie ma  bardziej pospolitego znaleziska niż skorupy glinianych garnków. Co wskazuje na szybki proces wymiany  zastawy stołowej. Ceramika Słowian musiała cieszyć się popularnością  wśród sąsiednich ludów, na co wskazują liczne znaleziska na skandynawskich stanowiskach archeologicznych. Znaleziska te datują się już od połowy VIII w aż do XIIIw. Zwraca uwagę ceramika  typu  Feldberg, wysokiej jakości, mocno wypalana, cienkościenna  należąca do grupy „baltic-ware”. Produkowanej przez Słowian osiadłych w Skandynawii lub przez miejscowych garncarzy skandynawskich pod silnym wpływem garncarstwa słowiańskiego.Dowodzi to, że Słowianie byli stroną aktywną w kontaktach z sąsiadami. I zaprzecza tezą jakoby Słowianie stanowili wyłacznie element absorbujący obce wzorce.

Ceramika zawsze zdobiona była  ornamentami,  różniącymi się w zależności od regionu i lokalnej tradycji. Wśród przeważającej masy lokalnych wyrobów, archeolodzy odnajdują  importowane naczynia  z Nadrenii, Skandynawii czy Rusi. Rzadkim znaleziskiem są  brązowe kociołki przystosowane do zawieszania nad ogniem. Ugotowaną strwe jadano często wprost z naczynia, w którym je ugotowano. Misy i talerze wytoczone z drzewa należały do cenniejszych przedmiotów wyposażenia domowego. Używano łyżek niekiedy o bogato zdobionej rękojeści, nóż jako narzędzie uniwersalne używano tak do pracy jak do posiłku, o widelcach nikt wtedy jeszcze nie słyszał.Kogo było na to stać mógł sobie pozwolić na sprowadzenie z zachodu,   kielichów z barwionego szkła. I zaimponować bogactwem oraz olśnić ich połyskiem swych gosci. Także  z importu pochodziła większość brązowych talerzy i mis. A  naczynia z kruszców szlachetnych jak złoto czy srebro,   należały wyłącznie do możnowładców. Stanowiły też wyposażenie świątyń. W czasie uczt urządzanych w świątyni. W imieniu Trzygława korzystali  z takiej zastawy kapłani i starszyzna miejska.

Źródło:

                     http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/zycie-codzienne-slowian-cz-3
Contact Form Powered By : XYZScripts.com